Secrets of London
1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I (/showthread.php?tid=1243)

Strony: 1 2


1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I - Eutierria - 02.04.2023

po zmierzchu


Musiałeś czuć się w tym stroju o wiele komiczniej, niż zakładałeś na początku, bo kiedy spróbowałeś wykrzesać z siebie drzemiącą w tobie, siejącą grozę moc, nie wydarzyło się nic. Przylegająca do twojej twarzy maska skutecznie ochroniła cię przed unoszącym się w powietrzu pyłem, a wykształtowany z energii magicznej ogień pomknął dokładnie tam, gdzie sobie tego życzyłeś. Usłyszałeś piski i krzyki, kiedy snopy rozbiły się przed nogami ludzi, a wkrótce po tym twoich nozdrzy sięgnął smród palonych ozdób, które kapłanki Macmillanów rozwiesiły dzisiaj rano po drzewach. Zrujnowane ozdoby i poprzecinane drogi ucieczki nie mogły jednak równać się wizji odebrania komuś życia, więc zaklęcia szalonej wiedźmy, która została dobrana z tobą w parę mającą uniemożliwić czarodziejom wbiegnięcie na drogę prowadzącą do Doliny, okazały się o wiele bardziej okrutne. Pierwsze udało się słabo, ale okalający was dym i tak wspomógł jego działanie. Drugie – udane, od razu zadzwoniło Lorettcie w uszach, przypominając jej tak dobrze znane i uwielbiane uczucie posiadania nad przerażonymi ofiarami pełnej kontroli. Czar objął swoim działaniem ledwie cztery, może pięć osób, ale tych pięć osób, ni stąd i ni zowąd rzucających się do gardeł tym, którzy uciekali razem z nimi, pozostawiało w twoich ustach posmak czarnomagicznego popiołu.

Otaczał was ten chaos. Chaos, który wywołaliście z premedytacją. W tym chaosie znalazły się tylko dwie jednostki, które nie próbowały przedostać się za rosnącą za waszymi plecami ścianę ognia. Dwie postacie dorosłych mężczyzn, odzianych w czarodziejskie szaty, którzy musieli wychwycić smród płonących drzew i zbliżyć się do was. Rozpoznali was po maskach i błyskawicznie wyciągnęli swoje różdżki. Nie wycelowali ich w waszą dwójkę, tylko w ścieżkę za waszymi plecami – próbowali wpierw usunąć efekty waszych zaklęć.

[roll=Z]
[roll=Z]
Dwa szybkie machnięcia, a później stanęli ramię w ramię.

- Stańcie z nami do walki, tchórze! – Ryknął jeden z nich, a wokół jego stóp rozlał się krąg białego światła. Wyzywali was na pojedynek, tu i teraz, a ten krąg biegł w waszym kierunku i chociaż was nie zaatakował, wyznaczył fragment ścieżki, rozmiarami przypominający parkiet do pojedynku. Nie rozpoznaliście tych mężczyzn*, ale w tym absurdzie goniącym absurd musieliście założyć, że przynajmniej jeden z nich był cholernym Longbottomem.

@Sauriel Rookwood @Loretta Lestrange Zostaliście wyzwani na czarodziejski pojedynek przewagą Longbottomów. Otrzymujecie po dwa zaklęcia na post, wy pierwsi przechodzicie do ofensywy. Wasze zaklęcia mogą objąć tylko jednego z mężczyzn i nie możecie opuścić parkietu do jego końca, ale możecie korzystać z tego, co znajduje się w okolicy, aby to przenieść lub wykorzystać jako źródło... czegoś. Pojedynek kończy się w chwili rozbrojenia lub omdlenia. Którejkolwiek ze stron. * - Zakładam, że nie znacie ojca Danielle. Jeżeli go jednak znacie – to ojciec Danielle.


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I - Sauriel Rookwood - 02.04.2023

Nie pierwszy raz w tym śmiesznym kostiumie, który miał niby wzbudzać strach i nie ostatni. No a przynajmniej Sauriel nie spodziewał się tu umierać. Nie chciał? Było mu to obojętne. Były rzeczy gorsze od śmierci. Niestety zdawał sobie sprawę z tego, że umrzeć było dość ciężko takim jak on. Tym bardziej, że nie zamierzał tanio skóry sprzedawać. A na pewno nie planował dać się pojmać.

- Stańcie z nami do walki plepleple - Przedrzeźnił Longbottoma. Rookwood wywrócił oczami i może to i lepiej, że nie było teraz widać jego miny i tego, jak wywrócił oczami, kiedy odważni, dzielni i rycerscy jegomoście wyskoczyli im przed ryje. Zgoda, przerysowanie, ale Sauriel był w końcu cynikiem. Przez ułamek sekundy czarne oczy wampira czujnie śledziły zarys, jaki pojawił się wokół ich pola dopóki nie pojął, z kim ma do czynienia i co się dzieje. Z kim - znaczy z nazwiska. Bo facjata była mu zupełnie obca. Poczuł w końcu przyjemne uderzenie podniecenia. W końcu się rozbudził z tego odrętwienia. Ciepło ognia, swąd dymu, krzyki, panika. Chaos. Elementy niby pozlepiane, ale zblazowane, teraz wtargnęły do jego umysłu z całą gamą bodźców, doznań i kolorów.

Sauriel może i nie miał perspektyw, ale perspektywicznie chciał sobie pomóc.

- Crucio. - Czarnowłosy przeciągnął różdżką w kierunku wyzywającego. Jeżeli były jakieś nowe sposoby na powiedzenie "kocham cię" to było jedno z nich. To było w pełni personalne. Błysnęło zielone światło, a Sauriel w tym samym momencie ruszył w kierunku przeciwnika, zamiast jak każdy normalny pojedynkowicz utrzymywać bezpieczną odległość. Od razu po Crucio posłał w swojego przeciwnika Confringo. Chciał do jegomościa dopaść i wybić mu zęby skutecznymi metodami, a nie jakimiś piu piu z różdżki, co czasami ma humorki i świruje, zamiast czarować.


Cruciatus
[roll=N]

Confringo
[roll=N]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I - Loretta Lestrange - 02.04.2023

Gniew i gwałtowność urastały w niej do rangi gargantuicznej; uśmiech rozlewający się pod maską świadczył o niemej ekstazie – nie musiała mówić nic, same jej ruchy, dynamiczne i pewne siebie, stanowiły o motywacji i głęboko osadzonej egzaltacji. Choć drobna, tonąca wręcz w czerni szaty, zawierała w swojej fizjonomii coś niebezpiecznego; coś, co nakazywało się bać.

Prawdopodobnie dlatego różdżkę uniosła z niebanalną pewnością siebie, nie bacząc na krzywdę – w gruncie rzeczy przecież, to do niej dążyła w prozie codzienności, jak i w poprzetykanymi gwiezdnymi wyjątkami sytuacjom. Spojrzała na swego towarzysza, kiwając mu delikatnie głową; dosłownie sekundy przed tym, jak dwójka mężczyzn wyłoniła się spomiędzy popiołu i dymu. Chaos, roztaczający coraz szersze kręgi, mile mościł się w umyśle.

Och, litości – sarknęła, słysząc otwarte wyzwanie do pojedynku.

Jej dłoń jedynie zacisnęła się odrobinę mocniej na rękojeści, trąc palcem jej fakturę. Pierwsze zaklęcie, z kanonu zauroczeń, świsnęło w powietrzu – jeśli się udało, ofiara miała poczuć absurdalny strach; nieukierunkowany i gwałtowny, wzierający w umysł, siejący ziarno niepewności, skłaniający ku klęknięciu. Dotykał najgłębszych meandrów umysłu, jego najszczerszych aberracji.


Rzucam na zauroczenie.
[roll=Z]

Niezależnie od skutków zaklęcia, machnęła po raz kolejny różdżką. Chaos rozgrywający się dookoła, mile drażnił zmysły – w gruncie rzeczy to tego potrzebowała, zupełnej anarchii, bezprawia i krzywdy.

Crucio – rzekła, mierząc w kierunku mężczyzny.


Rzucam na nekromancję.
[roll=O]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I - Eutierria - 07.04.2023

Rzuty przeciwnika Sauriela


Na siłę woli

[roll=Z]
Na kontratak: precyzyjne cięcie surową magią w rękę, w której Sauriel trzyma różdżkę

[roll=Z]

Rzuty przeciwnika Loretty


Na siłę woli

[roll=Z]
Na kontratak: expelliarmus (translokacja)

[roll=PO]

Idealny Cruciatus rzucony w tego szalonego, lecz wprawionego w magii czarodzieja nie przyniósł oczekiwanych przez ciebie rezultatów. Longbottom wpierw warknął z bólu, ale ten ból szybko się rozszedł, a ty poczułeś, jak napięcie w twojej dłoni mija – musiał przełamać czar oklumencją, ale nie wyszło mu to idealnie, bo kiedy machnął ręką, nie wcelował kolejnym z zaklęć. Jasna łuna czystej magii pomknęła w twoim kierunku, ale nie udało jej się w ciebie trafić – wystarczył prosty krok, aby ryzyko oberwania świetlistym promieniem było mniejsze niż oberwanie w głowę gałęzią, która spadła nieopodal parkietu do pojedynków. Mężczyzna parsknął, a następnie przybrał wyjątkowo teatralną pozę, celując w ciebie różdżką. Nie ulegało wątpliwości, że za moment zaatakuje znowu.

Czar Loretty okazał się o wiele bardziej udany. Chociaż nie powiodło się wywołanie w ciele przeciwnika fali bólu. Mężczyzna klęknął na jedną nogę, ale nie wypuścił z dłoni barwionej na fioletowo różdżki. Ba, mimo narastającego w nim strachu, udało mu się wycelować w ciebie zaklęciem. Poczułaś w dłoni ciśnienie, które próbowało wyrwać ci różdżkę – jeżeli chciałaś uniknąć rozbrojenia, musiałaś przełamać ten czar lub utrzymać ją w dłoni siłą.

Przeciwnik Loretty – odczuwa strach

15.04



RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I - Sauriel Rookwood - 14.04.2023

Sauriel bez czarodziejskiej finezji wbiegł w przeciwnika, żeby złapać go jedną ręką za bark, drugą za nadgarstek, w której trzymał różdżkę i zajebać mu z kolanka w brzuch. Nie do końca brał pod uwagę to, że jego różdżka może również przy tym ucierpieć i ulec złamaniu. Głównie dlatego wiecznie te różdżki łamał i potem Fergus miał co robić. Następnie zamierzał unieszkodliwić wiodącą rękę przeciwnika - czyli tą, w której miał różdżkę i złamać ją. Jego wizja była dość tunelowa, ale nie zapominał o tym, że mieli tutaj jeszcze jednego przeciwnika, że wokół płonęło wszystko, a dym osnuwał polanę. W ekscytacji zabawy, a tym bardziej, kiedy czułeś krew, ciężko było myśleć o czymkolwiek prócz smakowitego kąska, który w dodatku sam chciał się z tobą mierzyć.


Łokieć pięta nie ma klienta
[roll=PO]

Trach ręka
[roll=PO]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I - Eutierria - 16.04.2023

Loretta Lestrange


Na ściśnięcie różdżki - jedną ręką, potem dokłada drugą

[roll=O]
[roll=O]

Rzuty za przeciwnika Loretty


Kształtowanie

[roll=N]
[roll=N]

Rzuty za przeciwnika Sauriela


Dwa razy kształtowanie (odpychająca siła)

[roll=Z]
[roll=Z]

Różdżka Loretty wypadła z jej drobnej dłoni i potoczyła się po parkiecie. Zaklęcie, które go stworzyło, zniknęło momentalnie, uwalniając ich oboje z potrzeby toczenia na nim walki. Loretta była bezbronna – nie mogła rzucić żadnego zaklęcia, nie posiadała też nic w zanadrzu na taką okazję (oprócz szyszki, która pozwoliłaby jej na ucieczkę, ale dlaczego miała poddawać się już teraz?). Jej przeciwnik postanowił wykorzystać tę okazję i wystrzelił w jej stronę liną, która miała ją związać i uniemożliwić sięgnięcie ręką w dół.

Saurielu, ty wciąż toczyłeś swój pojedynek na parkiecie. Twój przeciwnik ewidentnie nie chciał bić się z tobą na pięści – kiedy tylko spróbowałeś się do niego zbliżyć, wykonał ruch ręką i przywołał silny strumień wiatru, mający odsunąć cię na koniec parkietu. Pierwszemu, silniejszemu podmuchowi, zawtórował drugi, mniejszy. Twoje stopy zatrzymały się na świecącej krawędzi i nie poruszyły się dalej. Mogłeś w ten sposób zrozumieć, że do czasu rozbrojenia lub ogłuszenia przeciwnika, nie zdołasz wydostać się z tej magicznej pułapki. Byłeś również świadomy tego, że twoja sojuszniczka zawiodła już na samym początku tej potyczki.

19.04



RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I - Sauriel Rookwood - 18.04.2023

Sauriel nie bał się śmierci. Nie dążył do niej aktywnie, ale nie bał się jej. Już raz umarł i jedyne, co było straszne to to, że z tej śmierci się przebudził. Czego jednak się bał i do czego za żadną cenę nie zamierzał dopuścić to tego, że zostanie pojmany. Wrzucony do jakiejś celi, w której będzie musiał spędzić... no ile? Ile czasu mógł przesiedzieć ktoś taki jak on za swoje zbrodnie i grzechy? Czym była wobec tego kara dożywocia?

Z jego ust wydobył się zwierzęcy, niezadowolony syk, kiedy podmuch wiatru odsunął go w tył, a on zapierając się nogami pozostawił bruzdy w miękkim podłożu. Nie ustał. Trudno. W kącie oka widział, jak Loretta pada i gula podskoczyła mu w gardle. Dwóch na jednego banda łysego, co? Sauriel spróbował znów pobudzić swoją bestię, by pokazać się jako Nocna Mara przed oczami przeciwników nim uniósł różdżkę i opuścił ją szybko w kierunku Longbottoma. Chciał go rozerwać czystą siłą magii na kawałeczki.


Nocna Mara
[roll=O]

Rozłożenie na części pierwsze
[roll=Z]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I - Loretta Lestrange - 20.04.2023

Obraz zmętniał i zagęścił się przed jej oczami – bardziej wprawiona w urokach oraz mamieniu aniżeli w faktycznej walce, wzbiła serce o szybszy trzepot. Różdżka wypadła jej z dłoni, tocząc się po parkiecie i o ile zdrowym rozsądkiem nie szczyciła się nigdy – poczuła, iż był to kluczowy moment, aby polegać na swojej lichej sile fizycznej.


Widząc lecące w jej kierunku pęta, prędko usiłowała odskoczyć, aby zaklęcie nie trafiło w nią nieodzownie.

Rzucam na aktywność fizyczną.
[roll=O]

Jeśli udało jej się umknąć wymierzonemu w nią zaklęciu, usiłowała się rzucić prędko ku różdżce – jeśli jednak unik się nie powiódł, usiłowała wykonać kolejny.

Rzucam na aktywność fizyczną.
[roll=O]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I - Eutierria - 21.04.2023

Rzuty przeciwnika Sauriela


Na parę kajdan (pierwszy rzut), na wytrącenie różdżki (drugi rzut), oba wyniki -10 (nocna mara)

[roll=Z]
[roll=Z]

- Poddaj się – powiedział przeciwnik Loretty donośnym głosem, przyjmując przy tym dziwną pozę. Byłaś spętana więzami uniemożliwiającymi jej chwycenie za różdżkę, ponieważ nie udało ci się wykonać uniku przed świetlistą wiązką. – Żaden to wstyd przegrać ze mną, a także żaden wstyd nawrócić się na drogę światła! – Stanął butem na twojej różdżce, nie musząc wykonywać w tym celu żadnych skomplikowanych ruchów – przegrałaś ten pojedynek bardzo szybko i zapłaciłaś tego cenę.

Mężczyzna nie przyłączył się do walki Sauriela. Najwyraźniej oboje walczyli fair play. Jego towarzysz nie zamierzał się jednak poddawać:

- Cóż to za...! – Syknął, w przerażeniu zataczając koło czubkiem różdżki. Znów coś kształtował, ale pierwsze zaklęcie chyba mu nie wyszło. Drugie – wywołało ciśnienie w twojej dłoni. Czułeś, jak różdżka próbuje się z niej wydostać i miałeś dosłownie sekundę na reakcję.

23.04



RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec I - Sauriel Rookwood - 22.04.2023

Nie działoby się dobrze, gdyby mężczyzna, który zniewolił jego partnerkę dołączył do pojedynku. Sauriel by spieprzał. Jak zostało powiedziane - mógł zginąć, ale dać się pojmać? Oj nie. Natomiast honor, proszę bardzo, coś takiego jeszcze istnieje, czy jakaś inna dziwna rzecz kazała tamtemu pilnować swojej niewolnicy - jego zostawiono w spokoju. Albo raczej - pozwolono, żeby Longobottom błyszczał.

Sauriel nie walczył nawet z wyrwaniem różdżki. Mgła rozlała się po otoczeniu, kiedy jego sylwetka obrosłą w cienie i urosła na wzór tych potworności, przed którymi dzieci bronią się wchodząc pod kołderkę. Ale one tam są. W cieniu nocy - czekają. To było dokładnie to - otwarcie. Strach miał wielkie oczy. A jeśli chodzi o wampiry to nie tylko strasznie potrafiły wyglądać. Bo w przeciwieństwie do tych demonów spod łóżka - wampiry były całkowicie realne.

Mimo tego, że różdżki w dłoni wampira nie było, surowa magia zabuzowała wokół celu Sauriela i jego pojedynkowicza. Zamierzał go rozerwać na strzępy - i skupił na tym całą swoją wolę i pragnienie.


Rozerwanie celu
[roll=Z]

Rozerwanie celu żeby na pewnobyłrozerwanygówniarzjeden.jpg
[roll=Z]