Secrets of London
1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI (/showthread.php?tid=1248)

Strony: 1 2 3 4 5 6


1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Eutierria - 02.04.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka

po zmierzchu


Zetknięcie oczu Brenny z oczyma samego Lorda Voldemorta było czymś, czego się nie zapomina. Były puste – tak puste, jak to tylko można wyobrazić sobie u człowieka – jakby pusta była i jego dusza, przeżarta na wskroś tym, co w społeczeństwie uznawało się za czarną magię. Do tego właśnie musiały prowadzić wszystkich praktyki niecne i zakazane przez Ministerstwo – stałaś się naocznym świadkiem tego, jak wygląda najniższy stopień upadku moralnego – ten, w którym „ludzki” przestaje budować pozytywne skojarzenia.

Rozumieliście już w jaki sposób działały wkopane w ziemię katalizatory. Nie wiedzieliście, co prawda, że to malutkie kamyczki, ale nie opuszczała was pewność, w związku z widokiem Mavelle polewającej ognisko strumieniem wody, że podtrzymywały magię ognisk i nie pozwalały im zgasnąć na tak długo, jak Lord Voldemort będzie chciał wykorzystywać je do swoich celów. Jeden z katalizatorów zgasł zupełnie po udanym zaklęciu Victorii. Pozostawały cztery, ale jeden, gdzieś za serią wybuchów, zdawał się być nieco nieosiągalny. Pył był tak gęsty, że nie dostrzegaliście jego światła. Dostrzegaliście za to światło innego z nich, położonego w przeciwnym kierunku. Dla wyszkolonych Aurorów i klątwołamaczki przełamanie siły zaklęć, które podtrzymywały działanie katalizatorów, nie mogło być szczególnie trudne, skoro Lestrange zrobiła to niemal bez wysiłku, ale pozostawała kwestia zagrożenia. Silne zaklęcie jednego ze Śmierciożerców odsunęło was od ognisk, a oni sami skryli się za ścianą czarnego ognia. Musieliście zdecydować co robić dalej, ale byliście wciąż świadomi jednego – gdziekolwiek pójdziecie, możecie wpaść w zasadzkę.

@Alastor Moody @Danielle Longbottom @Brenna Longbottom @Atreus Bulstrode Jeżeli potrzebujecie dwóch tur przed moim odpisem, to dajcie znać. W tym wątku wrzucam ograniczenie do dwóch akcji na post, przy czym przemieszczenie się od jednego katalizatora do drugiego to jedna akcja. Jeżeli wybieracie opcję z dwiema turami, to akcje z ruchami i rzutami kością opiszcie dopiero w drugim poście, dodatkowy post przewidziałam na rozmowy i ustalenia.


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Atreus Bulstrode - 02.04.2023

Atreus zaklął pod nosem, kiedy rzucone przez niego zaklęcie odbiło się rykoszetem od czegokolwiek, co generowało światło i poleciało gdzieś w bok, o mało nie trafiając przypadkowej osoby. Właśnie - o mało. Całe szczęście, że było niecelne, albo za słabe i nie wyrządziło dodatkowych szkód. Odwrócił się w kierunku reszty towarzyszących mu osób.
- Wygląda, jakby próbowało odbić zaklęcia ofensywne - zaryzykował i chociaż w jego głowie te słowa wciąż były pod wielkim znakiem zapytania, jego głos pozbawiony był wątpliwości. Przyjrzał się uważnie każdemu po kolei. - Wszyscy cali? - zapytał jeszcze, jakby przypominając sobie, że dobre zdrowie jego towarzyszy w tym konkretnym przypadku było bardziej jak mniej ważne. W końcu całkiem nieporęczną byłaby konieczność jednoczesnej walki i zajmowania się ewentualnymi rannymi. Wszyscy jednak wyglądali w miarę okej. - Jakieś ciekawe spostrzeżenia? - zapytał jeszcze, patrząc to na jedno, to na drugie. Każda informacja była teraz na wagę złota. Snopy światła wydawały się malować jako ich priorytet, biorąc pod uwagę że ktoś próbował ugasić ogień wodą, a to nic nie dało. Jeśli więc Brenna miała rację, wcześniej krzycząc do Moodiego i mówiąc, że napastnicy będą kombinować coś przy ogniu, to najlepiej byłoby szybko uporać się z czymkolwiek co go podtrzymywało. Inna sprawa, że im szybciej się za to zabiorą, tym większa szansa, że nadarzy się okazja by to nie w światło celować różdżką, a w kogokolwiek kto postanowił dzisiejszy sabat zakłócić. A ta perspektywa podobała się Atreusowi o wiele bardziej.
- Jeśli chcecie, mogę komuś przesłać informacje za pomocą fal. Widziałem Stewarta, on powinien je podchwycić, ale jeśli ktoś w BUMie też korzysta z fal, można spróbować.


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Alastor Moody - 03.04.2023

Moody pozostał u boku Danielle, ale uczynił to w sposób nienachalny – puścił ją od razu ze szczelnego uścisku, kiedy tylko zagrożenie ze strony tłumu minęło, wciąż jednak szedł z nią ramię w ramię i trzymał własną rękę w okolicy jej pleców. Tak, żeby jej nie dotykać, ale tak, żeby móc złapać ją w odpowiednim momencie. Był inny niż zwykle, inni niż przy niej – dla reszty, która współpracowała z nim od lat, Alastor był po prostu skupiony. Jak zawsze wtedy, kiedy znajdował się w sytuacji zagrożenia.
Od fali gorąca i pyłu, jaka wzniosła się od wybuchu, zasłonił uzdrowicielkę własnym ciałem, odwracają się do źródła plecami. Kilka mniejszych kamyczków dramatycznie uderzyło o jego mundur, nie raczył ich jednak z siebie strzepać. Odkaszlnął tylko, a następnie nauczony doświadczeniem, odpiął tę szmatę (miało to pewnie jakąś profesjonalną nazwę, ale nie było to na jego głowę) z tyłu swojego płaszcza i owinął ją sobie wokół twarzy zakrywając nos i usta.
Nie rzucać przypadkowych zaklęć w potencjalnie czarnomagiczny zakalec, kiedy wokół wciąż znajdują się cywile.
Przychodziło mu na myśl wiele ciekawych epitetów, szczególnie, że rozbryzg światła w losowe miejsca był efektem działań AKURAT Atreusa, ale ugryzł się w język – bo to nie czas i miejsce na przytyki.
- Bones z Brygady potrafi je odbierać – powiedział, czując silny ucisk w gardle na myśl, że kobieta nie znajdowała się tuż obok. Szybko jednak to od siebie odgonił, w pełni świadomy tego, że uleganie magii Beltane mogło napisać mu teraz jeden z najgorszych z możliwych scenariuszy. – Jeżeli chcemy usunąć wpierw źródła tych świateł, warto porozumieć się tak, żebyśmy nie pobiegli w to samo miejsce. – A później... – Inne osoby mogą spróbować przełamać inkantację, która stworzyła czarny ogień i – kaszlnął – Atreus kurwa, rozgoń ten pył.


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Brenna Longbottom - 03.04.2023

Brenna prawdopodobnie powinna się bać Voldemorta. I bała się owszem, ale nie tyleż stania naprzeciwko niego – ile tego, co stanie się, gdy czarnoksiężnik skończy tu to, po co przyszedł. Zwłaszcza, że jakieś naprawdę silne zaklęcie zdołało odepchnąć ich wszystkich od serca polany, od Voldemorta oddzielił ich ogień, a potem ktoś próbował wygasić ognie Beltaine… i te zapłonęły ponownie.
Póki płonęły te cholerne katalizatory, czymkolwiek by nie były, nie zdołają go powstrzymać. Brenna przez jakąś sekundę po prostu stała, niepewna – próbować rzucać czarami w czarny ogień, by spróbować go ugasić, czy może faktycznie postarać się pozbyć miejsc, z których wyłaniały się czerwone światła? Wiedziała, że rozproszenie zadziałało…
- Rozproszenie działa na tę magię – powiedziała, podnosząc głos, kierując słowa do Alastora, Danielle i Atreusa. – Dwie osoby mogą próbować rozproszenia, Dani jest w tym dobra, a ktoś ich osłaniać… A tam… Jeśli nie uda się tego rozproszyć, mam eliksir. Być może z nim uda mi się przez to przejść – stwierdziła. Co miała na myśli przez „tam” było aż nadto jasne: czarny ogień, i kryjących się za nim śmierciożerców oraz Voldemorta. Pytaniem pozostawało, czy ogień, podobnie jak same ogniska Beltaine, po zgaszeniu nie wybuchnie z nową mocą znowu – nie wiedziała w końcu, czy i jego coś nie podsycało. Brenna jednak miała eliksir chroniący przed ogniem, a nawet dwie (czy raczej trzy, bo dla siebie podwójną) porcje… I chociaż nie była aż tak szalona, by uważać, że da radę wiele zrobić w pojedynkę po drugiej stronie, ale była gotowa spróbować przynajmniej spróbować kupić im trochę czasu.
- Poślij wiadomość do Patricka i Mavelle Bones, proszę. Żyjemy, działamy, próbujemy rozproszyć magię źródła w tym miejscu - zrelacjonowała krótko, wskazując kierunek. Nie wiedziała przecież, że ta dwójka jest razem i to ich grupa unieruchomiła jeden z kamieni. Przez ten pył niewiele widziała.


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Danielle Longbottom - 04.04.2023

Kiedy uderzyła ich fala gorąca, naturalnym odruchem ukryła twarz w Alastorze (a konkretnie jego klatce piersiowej, jakby nie patrzeć różnica wzrostu była znaczna), który całą siłę rozgrzanego powietrza przyjął na własne plecy. Wiedziała, że pytanie czy wszystko okej nie ma absolutnie żadnego sensu, bo oczywiście odpowie, że tak, że nic mu nie jest. Posłała Alkowi krótkie spojrzenie, w którym mieszało się zmartwienie i strach. O życie jej najbliższych, wszystkich uczestniczących w sabacie oraz na samym końcu swoje własne.

Na propozycję Brenny, by to ona spróbowała rozproszyć magię, kiwnęła głową. Szybko uświadomiła sobie, że w całym zamieszaniu jej kuzynka mogła nie dostrzec tego gestu.
- Mogę spróbować. Powiedzcie mi tylko w które miejsce mam celować, jeżeli uda Wam się skontaktować z resztą.- odezwała się, nieco ochrypniętym od rozgrzanego powietrza głosem. To, że drugą propozycją Brenny było przejście przez ogień, wcale jej nie zdziwiło. Znała starszą Longbottom zbyt długo by wiedzieć, że jest do tego zdolna. I że ciężko będzie ją powstrzymać, jeżeli się na to uprze.
- Nie wiemy, ile jest tam ludzi, Brenn. - rzuciła w pierwszej chwili. - Więc jeżeli myślisz o tym, że pójdziesz tam sama, to... przestań.




RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Atreus Bulstrode - 04.04.2023

Atreus był o wiele mniej pomysłowy, albo też o wiele bardziej leniwy, zwyczajnie licząc może, że pył rozwieje się szybciej jak wolniej, bo swój nos schował w zgięciu łokcia, zamiast siłować się peleryną.
Spojrzał po wszystkich, słuchając co mają do powiedzenia, w końcu jednak marszcząc brwi i na moment zwyczajnie patrząc się w ziemię. Najwyraźniej nie tylko on miał taki pomysł, żeby skorzystać z fal.
- Mav powiedziała to samo - zwrócił się do Brenny, odnośnie jej wzmianki o rozproszeniu. - Bones jest z Patrickiem i Victorią. Powiedziała, żeby rozpraszać światło, a potem gasić ogień i niszczyć ogniska. - skończył, zgodnie z sugestią Mavelle, podając wiadomość dalej do każdego z Ministerstwa kto powinien być na Beltane, a kto też posiadał fale. Samej Bones odpowiedział też krótko, informując ją że jest z Alastorem, Danielle i Brenną, a także gdzie się znajdują. Zapytał jej też, gdzie sama się znajduje ze swoją grupą.
- Nie wygłupiaj się - rzucił do Longbottom, jakby właśnie powiedziała im najgorszy kawał życia. Prawda byłą taka, że nie chciał jej dawać pierwszeństwa w wyścigu po to, kto pierwszy oberwie od śmierciożercy czarnomagicznym zaklęciem. - Bones wspomniała, żeby dwoje rozpraszało, a reszta ochraniała. Nie sprecyzowała czemu, ale wyraźnie ma powód. Zapewne żaden z napastników nie chce, żeby ich plan skończył się przedwcześnie. - podniósł różdżkę, wywracając jeszcze oczami na Alastora i rzucając zaklęcie kształtujące. Chciał wytworzyć silny podmuch wiatru, który rozszedłby się po okręgu od niego, a który oczyściłby obszar dookoła nich z pyłu i ułatwił oddychanie, a także poprawił widoczność.
- Proponuję celować w źródło światła - powiedział jeszcze do Danielle, wskazując jej miejsce, gdzie umieszczony był najbliższy nich katalizator. On sam, jeśli zobaczyłby że ktoś próbuje ich zaatakować, celuje w napastnika różdżką, starając się wytworzyć w jego dłoni bańkę ciśnienia, która wyrzuciłaby mu różdżkę z dłoni.

Odkryj wiadomość pozafabularną
rzucam dwa razy na kształtowanie; 1. na wytworzenie podmuchu wiatru, który rozwieje dookoła naszej grupy pył i poprawi widoczność może chociaż trochę dzięki temu. 2. na ew wytworzenie w dłoni napastnika bańki ciśnienia, która wyrzuciłaby mu różdżkę z ręki

[roll=Z]
[roll=Z]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Alastor Moody - 07.04.2023

- Nikt nie pójdzie nigdzie sam – pokręcił głową, unosząc w górę różdżkę i wycelowując ją w źródło światła – jeżeli nam się to uda, więc skup się, Longbottom – skinął głową w stronę, w którą sam celował – jeżeli cokolwiek z tego wyleci, to spróbuj to zdusić swoim rozpraszaniem. – W jego słowach wybrzmiała powaga, jaką częstował ją rzadko – bo przecież wolał mówić na nią Dolly i cenił ją tak silnie jak tylko potrafił. Ich relację kojarzył z ciepłem, z kubkiem gorącej herbaty i jej ulubionym kocem, pod którym leżała zwierzając się z targających nią emocji. Teraz – biły od niego spokój i zdecydowanie w sytuacji, w której ona okazywała mu strach. Możliwe, że jedynie jego bliskość, ta ręka otaczająca ją wciąż w karykaturalny sposób przypominały o tym, że nie był jedynie tym skupionym, wyzbytym emocji Aurorem zrzucającym innym na głowę kubły zimnej wody, ale i tym uśmiechniętym przyjacielem, od lat oferującym jej oparcie w kryzysowych sytuacjach.

- Dziękuję – powiedział, kiedy Bulstrode uniósł różdżkę i przynajmniej podjął próbę rozgonienia otaczającego ich pyłu. Nie powiedział tego na głos, ale to był chyba pierwszy raz, kiedy musiał mu to przyznać bez dziecinnego konkurowania – Atreus był od niego w tej dziedzinie magii po prostu dużo lepszy. Sam Moody natomiast był już niemal całkowicie skupiony na tym, w czym dobry i doświadczony był on.

Machnął ręką, zataczając czubkiem różdżki kilka koślawych okręgów, próbując wygasić magię płynącą od pulsującego światłem źródła. Otoczył to światło powłoką, zacieśniającą się wokół źródła. A później utworzył kolejną, idącą jej śladem. Cokolwiek to było, działał tak, jakby chciał to zgnieść. Zdusić źródło tej magii w zarodku.

[roll=PO]
[roll=PO]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Brenna Longbottom - 07.04.2023

Nie musiała być sama. Mavelle i Erik też mieli te eliksiry, a ona miała zapasową fiolkę. I jakkolwiek bardzo nie chciała, aby jej brat i kuzynka ryzykowali życie razem z nią… To wszyscy przyszli tu ze świadomością, że jeśli zawiodą, Voldemort może nie tylko stać się niepokonany, ale też wedle ostatniego listu Stewarda – kto wie, czy nie narobić nieodwracalnych szkód w kole roku.
Mav odpowiedziała. Była z Patrickiem i Victorią. To przyniosło ze sobą krótkotrwałą ulgę: przynajmniej trzy osoby jej bliskie żyły, był z nimi kontakt i nie zostali pozostawieni sami sobie w obliczu zagrożenia.
- Spróbujmy najpierw tu – zgodziła się krótko, odwracając się w stronę, gdzie widzieli najbliższe błyski. Mogli zacząć od tego mniej samobójczego działania, co nie wykluczało tego bardziej samobójczego w przyszłości. Wokół roznosił się pył, panował zamęt, słyszała krzyki – śmierciożercy najwyraźniej, och cóż za niespodzianka, atakowali, pewnie mordując na prawo i lewo, i nawet nie pytali wcześniej, czy zaatakowany ma czystą krew, za którą jakoby walczyli.
Kiedy czar Atreusa zadziałał, rozejrzała się, próbując dostrzec ewentualnych przeciwników, mogących im zagrozić. Brygadzistka wysforowała nieco przed kuzynkę, znacznie od niej lepszą w usuwaniu skutków magii i klątwołamaniu… zamierzając spróbować skrępować pierwszego przeciwnika, którego dostrzeże w tym pyle, a w razie potrzeby, choćby osłonić Danielle samą sobą. Rozpraszanie pozostawiła Alastorowi oraz drugiej pannie Longbottom. Pułapka? Owszem. Ale cała ta polana, tegoroczne Beltaine, było jedną wielką pułapką, a jej błędem i grzechem być może stało się to, że skoro Dumbledore kazał poinformować tylko Brygadzistów, trzymała się tego polecenia.
Wyczarowanie więzów krępujących, gdyby pojawił się jakiś przeciwnik, kształtowanie (dwie próby, bo jak raz nie wyjdzie, spróbuje znowu...)
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Danielle Longbottom - 07.04.2023

Bones jest z Patrickiem i Victorią słowa Atreusa odbiły się echem w jej głowie. Ciężar, jaki spoczywał na jej ramionach nieznacznie odpuścił, a ona sama nieświadomie odetchnęła. Choć nie można było jeszcze o bezpieczeństwie, nie musieli mierzyć się z wrogiem w pojedynkę. To dawało pewną nadzieję. Niewielką, ale w sytuacjach takich jak ta, nawet jej odrobina była im potrzebna.

Skierowała wzrok w miejsce, które wskazał Bulstrode. Celować w źródło światła. Kiwnęła głową na znak, że odnotowała jego sugestię i na nią przystaje. Jako najmniej doświadczona z grupy w starciu ze złem i występkiem, polegała na doświadczeniu i wiedzy całej trójki; całkowicie i bezwarunkowo ufała Brennie i Alastorowi, a Ci z kolei zdawali się ufać Atreusowi, przez co najmłodsza Longbottom nie miała powodu, żeby również tego nie robić.

Skup się Longbottom było jak otrzeźwiające pacnięcie w głowę. Nie, nie strzał z otwartej dłoni prosto w policzek, bo tego Moody chyba nigdy by nie zrobił (a może?). To był pierwszy raz, gdy miała styczność z tą profesjonalną, aurorską stroną Alastora. Pacnięcie wystarczyło, by utrzymać nerwy na wodzy. Choć niepokój nie opuszczał jej ani na chwilę, skupienie emanujące od Alastora stopniowo jej się udzieliły. Wpakowała się w to z własnej, nieprzymuszonej woli. Gdyby mogła cofnąć czas, zrobiłaby to ponownie. Miała poczucie odpowiedzialności za towarzyszącą jej grupę, a Ci zdawali się mieć dokładnie takie samo podejście.
- Stała czujność.- odpowiedziała mu krótko, dając tym samym sygnał, że wszystko okej i daje radę.

Wycelowała różdżkę w stronę światła, oczekując, aż rozpraszająca magia Alastora zadziała na światło. Nie umknęło jej, że Brenna stanęła kilka kroków przed nią. Gdy tylko źródło światła zostało zduszone w środku, użyła magii rozpraszającej na to, co się z niego ulotniło.



Zneutralizowanie tego, co na nich wyskoczy po zniszczeniu źródła światła.
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: 1972, Wiosna - Beltane - W ogniu widzieli koniec VI - Eutierria - 07.04.2023

Zamaskowany Śmierciożerca


Kształtowanie

[roll=Z]
Translokacja

[roll=PO]

Przypadkowy Naśladowca


Rozpraszanie

[roll=Z]
Rozpraszanie

[roll=Z]

Zaklęcie Atreusa było skuteczne – silny podmuch wiatru zaczął rozwiewać otaczający was pył, ale nie stało się to od razu – oddalał się i opadał powoli, w czasie tego, co wydarzyło się później.

Zaklęcia Alastora i Danielle zadziałały wręcz doskonale – siła, która stworzyła to światło, została kompletnie wygaszona, jedynie jedna z żył pulsowała jeszcze przez moment, ale niedługo po tym zgasła. Dwa z pięciu źródeł zgasły, widzieliście też światło kolejnego z nich, ale w dotarciu do niego zechcieli przeszkodzić wam dwaj czarodzieje. Jeden, zdecydowanie wyższy, odziany w czarny płaszcz i maskę nie pozostawiał żadnych wątpliwości w tym, po której stronie barykady stał. Drugi, nieco niższy i chyba też nieco przestraszony, nie posiadał takowej maski – jego twarz była zasłonięta czarnym materiałem. Naśladowca rzucił w was zaklęcia mające na celu zniwelowanie skutków waszych ataków – cudem nie stracił przy tym różdżki, ale złapał ją w ostatnim momencie. Nie miał takiego szczęścia w uniknięciu pętających go więzów. Te owinęły się wokół jego nóg, ale cokolwiek chcieliście zrobić, musieliście zareagować wpierw na silne, ogniste płomienie, które pomknęły w waszym kierunku, wycelowane w Brennę, ale o wiele szersze i mogące skrzywdzić resztę z was. Zaraz za tym ogniem leciały trzy majowe pale, podniesione z ziemi zaklęciem translokacyjnym i ciśnięte z mocą, która sugerowała, że czarodziej był w tej dziedzinie magii wyjątkowo utalentowany.

Przez rozrzedzający się pył mogliście dostrzec coś dziwnego – brązową, ziemistą postać, która pojawiła się w kręgu ognia. Żywiołak ziemi, złożony z wypalonego gruntu i zaklętych kamieni otaczających rytualne ogniska spoglądał w kompletnie innym kierunku – tym, gdzie wcześniej tańczyły zakochane pary, a Moody rozdzielił się z Mavelle. Dwójka napastników oddzielała was od kolejnego katalizatora.

15.04