Secrets of London
[kwiecień 1964, Hogwart] Łączone lekcje {Jackie & Bill} - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [kwiecień 1964, Hogwart] Łączone lekcje {Jackie & Bill} (/showthread.php?tid=1256)



[kwiecień 1964, Hogwart] Łączone lekcje {Jackie & Bill} - Jackie Carrow - 04.04.2023

Jackie siedziała pod jednym z drzew na błoniach Hogwartu, ciesząc się pierwszym cieplejszym dniem wiosny. Czternastolatka na kolanach trzymała podręcznik do Zaklęć, energicznie wymachując różdżką i próbując sprawić, żeby skacząca z wolna w trawie czekoladowa żaba przyfrunęła do jej ręki. Szło jej to raz lepiej, raz gorzej, więc za piątym razem dziewczyna mruknęła z irytacją i odgryzła „zwierzęciu” głowę. Odgarnęła wiecznie opadające jej na twarz włosy nerwowym ruchem ręki. Wokół niej młodsze i starsze dzieciaki uczyły się, rozmawiały lub grały w gry, korzystając, podobnie jak ona, z bezchmurnego nieba.
Jackie była już tego dnia po dwóch lekcjach Zaklęć, co jednak nie psuło jej humoru, bo czekały ją podwójne zajęcia z Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami popołudniu. Znała już podręcznik na pamięć, więc wiedziała, że na dzisiejszej lekcji powinni zacząć naukę o hipogryfach i była tym naprawdę podekscytowana. Do tej pory z ONMS miała najlepsze noty i musiała przyznać, że był to obszar magii, który od zawsze najbardziej ją interesował. Zupełnie nie przeszkadzało jej, że niektóre stworzenia były niebezpieczne, a inne wymagały bardzo określonych warunków hodowli. Wszystkie były dla niej na swój sposób piękne, a i one zdawały się odwdzięczać jej szacunkiem za szacunek.


RE: [kwiecień 1964, Hogwart] Łączone lekcje {Jackie & Bill} - William Fletcher - 02.05.2023

Korzystają z dwugodzinnej przerwy pomiędzy lekcjami, postanowił przejść się na błonia. Po kilku godzinach historii magii i przerabianiu wszystkich tych wojen i przewrotów goblinów po prostu potrzebował świeżego powietrza. Czuł, że w innym przypadku jego szare komórki do reszty wymrą, wyparte przez nudne i absolutnie nieprzydatne informacje, których musiał się dopiero co uczyć. No, może nie tyle uczyć ile słuchać, bo absolutnie nie było szansy na to, że chłopak cokolwiek z tego zapamięta. Jasne, czasem coś zostało mu w głowie, ale przeważnie znikało z niej w przeciągu jednego popołudnia. Czasem starczyła nawet krótka drzemka, żeby jego pamięć stała się nową, czystą kartą.
Przy życiu trzymało go tylko jedno — myśl o nadciągających wakacjach. Nie mógł się już doczekać powrotu do domu. Jasne, lubił spędzać czas z kumplami, ale wolał spasować, jeśli wiązało się to z przebywaniem w Hogwarcie i nauką. Starczyło mu towarzystwo Dio. Nie było takiego drugiego ziomeczka jak ona. Mógł na nią liczyć zawsze. No, może prawie zawsze, bo ostatnio nie dała mu odpisać eseju na eliksiry. Jej mizerna wymówka pod tytułem "nie dam Ci, bo odpiszesz jeden do jednego i nauczyciel się skapnie" absolutnie do niego nie trafiała. Bo halo, czemu niby nie mogli myśleć podobnie? Przecież byli bliźniakami!
Niestety dla niego, w tej chwili nie miała dla niego czasu, tak samo jak inni ludzie. Zostało mu więc wałęsanie się bez celu, przynajmniej do czasu.
Dość szybko jego wzrok przykuła znajoma, czerwona czupryna. Więc tutaj się schowała! Jackie była całkiem spoko i w sumie to lubił spędzać z nią czas. Jasne, była nieco starsza i w sumie to była z Huffeplufu, także nieco wstyd, ale Fletcher jej nie skreślał. Wbrew pozorom nudy, które mogły budzić jej żółte szaty — udało mu się odwalić z nią kilka całkiem niezłych akcji. Bez dalszego namysłu ruszył żwawo w jej stronę, już po chwili zasłaniając jej sobą słońce.
No hej! Też masz wolne między zajęciami? Czy może już skończyłaś? Farciara z Ciebie! Ja mam jeszcze eliksiry i zielarstwo. No po prostu katorga i dramat. Ja chyba tę szkołę opuszczę w trumnie, a nie z dyplomem, bo z nudów umrę — zagaił wesoło.
Zaraz po tym dostrzegł znajdującą się w jej rękach czekoladową żabę.
Strach się pytać, ale co zrobiła, że ją zdekapitowałaś? Pytam na przyszłość, dla kolegi. Nie chce skończyć jak ona — rzucił wesoło, rozsiadając się obok niej. Co, jeśli przeszkadzał? Tak szczerze to nawet o tym nie pomyślał. Skoro siedziała sama, to przecież na pewno miała czas na pogawędki!
Jakie masz plany na weekend? Może skoczymy do Hogsmeade? Albo do Wierzby! Dio mówiła mi, że podobno jak jej zaśpiewasz taką jedną piosenkę, to się uspokaja i można podejść bardzo blisko. Chcę to sprawdzić i w sumie to przyda mi się jakiś świadek, żeby potem nie mówiła, że tego nie zrobiłem — dodał jeszcze, zerkając na nią z nadzieją.


RE: [kwiecień 1964, Hogwart] Łączone lekcje {Jackie & Bill} - Jackie Carrow - 23.06.2023

Jackie miała zupełnie odmienne od Willa zdanie na temat Hogwartu. Dla niej to właśnie dom był miejscem, w którym nie bardzo chciała przebywać i zawsze cieszyła się kiedy wakacje się kończyły. Wręcz odliczała dni do pierwszego września. Ale na nią w domu nie czekało nic poza wiecznie nieobecnym, podpitym lub agresywnym ojcem i choć zwykle jego gniew przyjmował na siebie jej starszy brat, to Jackie też odczuwała sytuację w domu negatywnie. Dlatego myśl o wakacjach, wcale nie przywołała na jej twarz uśmiechu.
Lubiła jednak Billa, bo chociaż wypluwał z siebie słowa z prędkością stu na minutę, to nigdy nie oczekiwał od niej tego samego.
— Cześć, tak, nie, mam jeszcze dwie Opieki. — odpowiedziała i odgryzła kolejny kawałek żaby.
Chłopak coś jeszcze mówił, siadając obok niej i patrząc znacząco na czekoladową żabę. Ona jednak była myślami już w zupełnie innym miejscu, przypominając sobie jak pierwszy raz na niego wpadła na szkolnym korytarzu. Wtedy nie był dla niej tak uprzejmy, ale też zalał ją potokiem słów, który był zdecydowanie zbyt wartki, żeby dziewczyna mogła za tym nadążyć. Przez chwilę patrzyła na niego niepewnie, a on łypał na nią. W końcu, stropiona powiedziała "Fajna fryzura" czym niespodziewanie przywołała na jego twarz uśmiech, a potem śmiech. Od tej pory William pojawiał się czasem po prostu obok, nieraz wyłuszczajac jej swoje plany na psoty. Ona słuchała go, a potem dodawała dwa czy trzy słowa, i bez wahania psociła z nim.
— Wierzba jest niebezpieczna. Chcesz się wykraść po zmroku, czy raczej zaczaić się na błoniach do nocy? Chętnie poobserwowała bym krepuskularne rytuały nieśmiałków. — odpowiedziała. Nie potrzebowała dużo przekonywania, musiała po prostu zwrócić uwagę chłopakowi, że może mu się stać krzywda. Jeśli był tego świadomy, to ona zdecydowanie nie zamierzała go powstrzymywać.