Secrets of London
[01/1972] "Ty stawiasz, Młody" - Mellvyn & Dellian - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [01/1972] "Ty stawiasz, Młody" - Mellvyn & Dellian (/showthread.php?tid=1270)



[01/1972] "Ty stawiasz, Młody" - Mellvyn & Dellian - Mellvyn Ollivander - 09.04.2023

Fontanna Szczęśliwego Losu, Magiczny Londyn
Mellvyn Ollivander & Dellian Ollivander

Rozbieganymi oczami wodził po rozmawiających przy barze czarodziejach, raz po raz zerkając na twarz uśmiechniętego brata. Miał problem z usiedzeniem w miejscu, trząsł nogą na tyle mocno, że stolik drżał razem z nim, ale na szczęście nie aż tak, żeby porozlewać im drinki. Mellvyn, choć ściskał w dłoni swój kubek whisky z kawą od kilkunastu minut, nie upił z niego ani łyka. Czuć było od niego zmęczenie i stres, mimo mrozu spocił się pod tą swoją skórzaną kurtką i narzuconą na nią płową szatą.

Wrócił ledwo dwa dni temu i przez ten czas nocował w pokoju gościnnym swojego ojca, ale dotąd nie miał okazji szczerze pogadać z Młodym. Ostatni raz widział go, jak był jeszcze dzieckiem, jak miał jakieś siedem-osiem lat. Rozmawianie z nim twarzą w twarz było zupełnym doświadczeniem, niż przez listy. Cieszył się, że Dellian nie był w stanie zobaczyć jego rozszerzonych źrenic i szaro-fioletowych sińców wokół jego oczu - wyglądał jak pierdolony studenciak, ale amfetamina okazała się znacznie tańsza, niż sproszkowany pazur smoka.
Teraz tylko musiał przypomnieć sobie, jak porozumiewają się normalni ludzie. Kurwa, jak powinno wyglądać spotkanie rodzinne? To nie może być takie trudne.
- Noo, nie spodziewałem się, że tak wyrośniesz - zaczął, szybko i dosyć bełkotliwie. - Ojciec pewnie zajebiście dumny z tej twojej posadki w Ministerstwie?
Zassał powietrza, później kontynuował, nie dając mu czasu na odpowiedź:
Kiedy ja byłem w twoim wieku, w dzień przerzucałem gówno garborogów a w nocy piłem w barakach z innymi wycierusami. I właściwie niewiele się zmieniło.
Zaśmiał się ze swojego własnego żartu, jego spojrzenie zaczepiło o sylwetkę przechodzącej obok kobiety.


RE: [01/1972] "Ty stawiasz, Młody" - Mellvyn & Dellian - Dellian Ollivander - 11.04.2023

Gdy Mellvyn powiadomił mnie, że wraca do miasta poczułem się tak lekko i szczęśliwie jak nigdy. Jasne miałem z nim kontakt przez listy i lubiłem wiedzieć, co u niego, ale bardzo rzadko mi odpisywał. Ja zwykle z moją ciekawością potrafiłem mu napisać trzy listy w ciągu miesiąca, a od niego dostawałem jeden na pół roku. Wiem, że był zajęty, ale to trochę bolało, że nie miał dla mnie czasu. Był moim starszym bratem i był mi bardzo bliski. Wiem, że nie wpasował się w otoczenie, w którym się wychowywaliśmy i zawsze odstawał, ale za to go podziwiałem, bo potrafił wychodzić ze schematów. Ja, będąc ślepym dzieciakiem nie byłem w stanie wyjść poza ten schemat, byłem zbyt uzależniony od obecności innych ludzi i tak już zostało do teraz.

Czułem, że Mell był zdenerwowany, czułem drżenie stolika, czułem w jego głosie niepewność. Nie pamiętałem jego głosu, dlatego, że wyjechał jak byłem jeszcze dzieckiem. Miałem do niego uraz, że mnie tu zostawił, mimo że miałem całą swoją rodzinę to on był tym najważniejszym członkiem rodziny w moich oczach. Jego głos po tylu latach był dla mnie zaskoczeniem, ponieważ inaczej go sobie wyobrażałem, gdy czytałem od niego listy. Zdawałem sobie sprawę, że mimo więzów krwi byliśmy zdecydowanie różnymi osobami.

— Czas zwykle tak właśnie działa, że pewne rzeczy się zmieniają. Ciebie też inaczej zapamiętałem. Byłeś chyba mniej nerwowy. – zaśmiałem się cicho, sam też czułem zdenerwowanie, ponieważ teraz nie byłem w stanie przemyśleć swoich słów do niego jak to było w listach, musiałem odpowiadać szybko, prowadzić prawdziwą, żywą dyskusję. Moja dłoń spoczywała na szklance z drinkiem, a druga na Bellu, który zwinął się w czarny kłębek obok mnie i udawał, że śpi. Miałem nadzieję, że na razie nie będzie się odzywać, bo czasami ten kot miał niewyparzony język.

— Chyba jest dumny, ale wiesz jaki on jest. Byłby pewnie dumny gdybym robił cokolwiek, co dawałoby mi namiastkę samodzielności i jakiegoś knuta do kieszeni. – odpowiedziałem. Sam nigdy nie marzyłem o tym, że będę pracować w Ministerstwie, ale udało się, przyjęli mnie i mimo miliona błędów byłem przydatny. — Może jakbyś chciał też byś, coś tam dla siebie znalazł? Czemu zdecydowałeś się wrócić do miasta? – zapytałem.

Nie wiem, czy chciałem usłyszeć jakąś słodką, mdłą historię o tym, że się stęsknił za rodziną, czy prawdę. Mellvyn raczej nie należał do osób, które mydlą oczy słodziutkimi opowieściami, ale nie znałem go za dobrze. W listach zawsze można kłamać. Upiłem łyk trunku, aby dodać sobie odwagi i rozluźnić spięte mięśnie. Uśmiech nie był w stanie jednak opuścić moich ust. Cieszyłem się, że chciał się ze mną spotkać. Było to naprawdę dobre i przyjemne uczucie.




RE: [01/1972] "Ty stawiasz, Młody" - Mellvyn & Dellian - Mellvyn Ollivander - 11.04.2023

Obserwował mimikę brata z pewną podejrzliwością, może nawet ze wstydem. Mellvyn wydawał się zupełnie nieoswojony z myślą, że ktoś mógł być szczególnie zadowolony z jego obecności. Ostatnie półtora roku spędził właściwie w samotności - kiedy psy zwinęły Dragana, sam natychmiast spieprzył do sąsiedniej Republiki, tracąc wszystkie znajomości. Owszem, dalej zaglądał do kieliszka z chłopakami z gajówki, ba!, nawet wpatrywał się z nimi w jego dno, ale to już nie było to samo, co kiedyś. Nic im nie mówił, bo nie mogli wiedzieć o nim za dużo. Nie ufał żadnemu z nich. I żaden z nich nie wydawał się taki, jak on albo Dragan - nie było między nimi prawdziwej więzi, najwyżej jakieś zasrane śmieszki.

Gorycz wywołana chaotycznymi ruminacjami mieszała mu się z rzeczywistymi bodźcami, z trudem słuchał Młodego. Kiedy ten zażartował, wpatrywał się w niego z niemrawym wyrazem twarzy przez parę dłużących się sekund. A "mniej nerwowy"? Kiedyś był mniej nerwowy? Tak. Tak, chyba był. Może jak miał 10 lat. Albo trochę później, jak dymił bagienne ziele? Na kilogramy dymił. Ale znowu - palił przez to, że chciał się expressis verbis zajebać i musiał czymś te myśli stłumić. To miażdżyło pozory spokoju.

Kiedy uśmiechnął się nareszcie, Dellian zdążył już zadać mu pytanie, dwa pytania nawet. Jedno proste, drugie trudne. Pierwsze co zrobił, to podniósł kubek do ust i posiorbał swoją bękarcią irish coffee, mieląc słowa brata w głowie.
Nie wiedział, jak zareaguje na wiadomość o Nocnej Marze. Była to choroba dziedziczna, podobno, więc pewnie zacząłby się bać o siebie i o ojca. Gdyby sam mógł wybierać, to wolałby o niczym nie wiedzieć, wolałby po prostu pewnego dnia obudzić się martwy. Spędziłby wtedy swoje ostatnie lata w spokoju, żyłby beztrosko, zamiast przechodzić przez te jebane tortury. Żył jak zwierzę w potrzasku, poniekąd, ale jego męka miała trwać dłużej, znacznie dłużej, niż standardowe wykrwawienie się lub zagłodzenie.
- Życie jest... uh, krótkie - mówił znad krawędzi kubka. - B-brakuje mi, brakuje mi... czegoś.

Jego spojrzenie powędrowało gdzieś w bok, szukało jakiejś dupy, na której mogłoby spocząć, ale żaden widok był w stanie go teraz zaangażować.
- Nie byłem trzeźwy od trzech miesięcy. Już mi się znudziło, nawet nie czuję haju. Nie mam w życiu nic, wiesz. - Czuł, że powoli zaczynał pierdolić i że jak tak dalej pójdzie, to Młody się domyśli, ale ciężko było mu zawrócić kurs. - Wszystko przychodzi i odchodzi. Raz na parę miesięcy mam taką, ooo..., epifanię, że już wiem wszystko, że już wiem co jest nie tak, że, że odkryłem Prawdę, że już więcej błędów nie popełnię. A później znowu je popełniam. A później znowu mam epifanię. Niby inną, ale taką samą. Nic się nie zmienia, przez lata nic się nie zmieniło.

Ah, amfetamina. Białe złoto. Białe ścierwo. Wczuł się w swoje własne łganie, wilgotniały mu oczy.
- Miałem już tyle dziewczyn, że nawet nie pamiętam ich imion. I to nic nie znaczyło, żadna nic nie znaczyła... Wiesz jak to jest. - Odstawił kubek, opierając się oboma łokciami na stole. - Coś jest nie tak. Coś jest ze mną nie tak. W życiu musi być coś więcej...


RE: [01/1972] "Ty stawiasz, Młody" - Mellvyn & Dellian - Dellian Ollivander - 16.04.2023

Zdecydowanie żałowałem, że straciłem wzrok, że nie mogłem patrzeć teraz na swojego brata, że nie mogłem z niego czytać, a jedynie domyślać się o czym myśli, co mu w duszy gra i czy powinienem mu jakoś pomóc. Zawsze starałem się pomagać innym ludziom, aby móc ich uszczęśliwić. Byłem typem osoby, która kochała każdego człowieka, która chciała się wiązać z innymi, tylko po to, aby ich uszczęśliwić.

— Może faktycznie tutaj znajdziesz ten brakujący element? – zasugerowałem. Londyn był wielkim miastem postępu, był też niebezpieczny, więc bałem się, że Mellvyn zrobił błąd wracając, ale dzięki temu mogłem czuć się spokojniejszy, że byłem w stanie mieć go na oku. Choć to on jako starszy powinien martwić się o mnie ja czułem odwrotnie. Mellvyn był człowiekiem nieprzewidywalnym i chaotycznym, a do tego bardzo wolnym, bez korzeni. Też chciałbym taki być, ale nie mogłem. Miałem tu pracę, przyjaciół i pozorny spokój duszy, bo wiedziałem, że nie zostanę sam, że jak się przewrócę to ktoś pomoże mi wstać. Chciałem coś takiego dać też mojemu bratu, aby zapuścił w końcu korzenie. — Jeśli będziesz potrzebować pomocy w powrocie do miasta mam sporo przyjaciół, którzy ci pomogą. Nawet znajdą się tacy, co pomogą ci znaleźć pracę. – z moich ust nie schodził uśmiech. Upiłem znowu łyka trunku i cicho westchnąłem. Miałem nadzieję, że Mellvyn da sobie pomóc.

— Wiem, co masz na myśli. Mimo posiadania dobrej pracy, przyjaciół i wielu partnerów… – tak miałem ich sporo, tak kochałem wiele kobiet, a nawet mężczyzn, ale z nikim nie udało mi się zostać na dłużej. Może po prostu z nami było coś nie tak, może ojciec przekazał nam jakąś klątwę jeśli chodzi o normalne życie? – …czułem pustkę, ta ciemność przed moimi oczami była pusta, a teraz znalazłem cel. – zamilkłem na chwilę. – Chciałbym ci jakoś pomóc, ale nie wiem jak bracie. – Dodałem pochylając się ku niemu nad stołem. Głowę miałem lekko przekrzywione, a oczy ślepo wbite w przestrzeń. — Zrobiłeś krok do przodu i wróciłeś. Zawsze będę przy tobie i ci pomogę. Stały związek nic nie da jeśli nie obierzesz sobie celu. Jaki jest twój cel w życiu, Mellvyn? Bo mój to po prostu kochać, nawet jeśli nie będę kochany – uśmiechnąłem się i upiłem kolejny łyk drinka.

Tak, miłość była moim celem, była potężna i miałem zamiar ją po prostu dawać. Nic innego nie potrafiłem, w niczym innym nie byłem dobry. Mógłbym łamać miliony klątw i kochać miliony ludzi i byłbym szczęśliwy.




RE: [01/1972] "Ty stawiasz, Młody" - Mellvyn & Dellian - Mellvyn Ollivander - 18.04.2023

Kiwał głową potakująco, kiedy Młody opowiadał mu o tym, że ma jeszcze szanse na dobre życie, że jest wart pomocy. Nie był szczególnie przekonany, ale cieszył się z jego zaangażowania. Gość emanował najczystszą szczerością, to było aż szokujące - przecież nie widzieli się od kiedy był małym bomblem, chuja musiał pamiętać tak naprawdę. Mellvyn był mu praktycznie obcy, równie dobrze mógł być jakimś jego przelotnym znajomym ze szkoły, który zerwał z nim kontakt ze względu na swoje głupie kaprysy.

Ale on nie przestawał mówić, zaczynało być coraz bardziej... intymnie. Rzewnie. Zazgrzytał zębami, popijając nerwowo drinka, który niedługo mu się skończy i nawet w tym natręctwie nie będzie mógł topić stresu. Tyle dobrego, że chłopak faktycznie kupił to jego smutne pierdolenie.

Uśmiechnął się mgliście do brata, gdy ten wyjawił mu, co uznawał za cel swojego życia. To było... kurwa, ponure. Ale nie chciał mu tego mówić. Nie chciał mu mówić, że nie nadaje się do tego świata.

Chwilę siedział w milczeniu, aż jego twarz ściągnęła się w dziwnym grymasie. Może i Dellian był ślepy, ale i tak musiał zerwać z nim kontakt wzrokowy, żeby być w stanie się odezwać:
- Ja cię... będę kochać. Spróbuję zawsze, nawet jak nie będzie tego widać.
Czy tak powinna rozmawiać ze sobą rodzina?

Odchrząknął.
- I na pewno nie załatwiaj mi pracy. Bo mnie wyjebią. Nie nadaję się na etat, nigdy się nie nadawałem - dodał sucho, bezceremonialnie pomijając jego pytanie. - A sprawy sercowe to był tylko przykład, bo u mnie wszystko tak działa, ale teraz mnie zaintrygowałeś. Znaczy, tym celem twoim. "Kochać" - co to właściwie znaczy? Jak ci z tym idzie?
Wyciągnął się na oparciu krzesła, znów kierując wzrok na twarz brata.


RE: [01/1972] "Ty stawiasz, Młody" - Mellvyn & Dellian - Dellian Ollivander - 22.04.2023

Uśmiechnąłem się na słowa o widoczności jego miłości. Nie potrzebowałem takich deklaracji, bo wiedziałem, że rodziny nie da się usunąć ze swojego życia, bo wiedziałem, że zawsze będę walczyć o każdego członka mojej rodziny. Zależało mi na tym, aby mieć brata, ponieważ nie chciałem być sam. Miałem wrażenie, że jeśli będę kurczowo trzymać się rodziny to nigdy nie zostanę opuszczony, to już nigdy nikt mi nie umrze, nikt mnie nie zostawi jak każdy kogo pokochałem.

— Wiem. – odpowiedziałem krótko z uśmiechem.

Byłem dobry we wprowadzaniu niezręcznych sytuacji i chyba mi właśnie znowu się to udało, ale raczej nie będę tego w ten sposób osądzać, ponieważ mój osąd był dosłownie upośledzony. Wypiłem ostatni łyk trunku i cicho westchnąłem. Rzadko upijałem się i rzadko sięgałem po alkohol, ponieważ byłem wtedy jeszcze bardziej nieporadny, ale myślę, że w towarzystwie Mellvyna raczej nie miałem się czego bać.

— Nie wiem, czy to jest do końca cel, ale tak sobie o tym mówię. Ludzie często mówią, że jestem naiwny i chyba coś w tym jest. A polega na tym, że po prostu spotykam jakąś osobę i nie jest ważne jaka jest, po prostu otrzyma ode mnie pomoc, miłość, rzecz w tych czasach naturalna, ale mało znana, praktykowana. – pochyliłem się znowu do niego i szepnąłem konspiracyjnie. – Miłość wbrew pozorom potężna jest. – uśmiech nie schodził mi z ust. Wiedziałem, że byłem dziwny, ale tylko dziwacy są coś warci.