Secrets of London
[10.04.1972] Ogary poszły w las - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [10.04.1972] Ogary poszły w las (/showthread.php?tid=1290)



[10.04.1972] Ogary poszły w las - Atreus Bulstrode - 14.04.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Atreus Bulstrode - osiągnięcie Piszę, więc jestem

10/04/1972
suma Oriona: Stanie Zoi

Nie wiedział w sumie, czy powinien patrzeć się bardziej przed siebie, czy może jednak pod nogi. Kiedy jednak miękka ściółka kolejny raz zapadła mu się pod stopą, ujawniając skrytą pod sobą dziurę, zaklął siarczyście, z wyrzutem unosząc stopę i oceniając jak dużo będzie musiał zapłacić za czyszczenie.
Nie pisał się na to. Nie za ganieniem wiatru w lesie, który wydawał się skrywać sobie nie tajemnice, a nadnaturalną ilość wykrotów i nor. Kluczyli tutaj już dobry kawałek czasu i Atreus poważnie zaczynał zastanawiać się nad tym, czy ich informator przypadkiem nie potrzebował, żeby go zamknąć na kontrolne 24 godziny, żeby mu się przypomniało, że nie należy marnować czasu aurorów.
Mieli tu trafić jak po sznurku. Atreus westchnął i mimowolnie zaczął dłońmi klepać się po kieszeniach, szukając zapalniczki. Kiedy wreszcie ją znalazł, wyciągnął ją i zaczął bawić się nić, otwierając i zamykając wieczko. Klik, klik.
- Przysięgam, jeśli zaraz nie znajdziemy tej skrytki... - zaczął, ale zatrzymał się i w pół zdania i w pół kroku, mrużąc oczy i spoglądając  przed sobą w knieję, gdzieś między drzewa. Instynktownie też, jego dłoń powędrowała do rękojeści różdżki, a głowa skinęła znacząco, naprowadzając Oriona na to, co właściwie zwróciło jego uwagę.
- Czy mi się wydaje czy... czy ktoś biegnie, ale jednak nie? - zaryzykował, patrząc na postać znajdującą się między drzewami. Postać? A może posąg? Bo nikt przecież nie wytrzymałby w tak energicznej pozycji, jaką zdawało się prezentować dzieło sztuki. Spojrzał na brata jeszcze raz, kiwając głową porozumiewawczo i ruszając znowu do przodu. W stronę posagu i  automatycznie zamykając zapalniczkę po raz ostatni, by wsunąć ją do kieszeni, nie potrzebują dłużej bawić się nią w rozdrażnieniu.


RE: [10.04.1972] Ogary poszły w las - Orion Bulstrode - 02.05.2023

Starał się dzielić uwagę pomiędzy spoglądanie pod nogi i przed siebie. Nie wiedział do końca, czego szukali, ale wierzył, że Atreus nie wyciągnął go tutaj na marne. Jasne, nie przepadał za wszystkimi jego informatorami, bo niektórzy zdecydowanie mieli swoje za uszami. Jasne, sam też czerpał informacje z szemranych źródeł, ale starał się to ograniczać do niezbędnego minimum. Walcząc z przestępczością, nie mogli przecież stoczyć się do ich poziomu. Bo jaki sens miałoby zwalczenie przestępczości, gdyby na końcu oni sami zajęliby ich miejsce? No właśnie, byłoby to nijakie zwycięstwo.
Teraz jednak sytuacja był znacznie bardziej przyziemna. Zgłoszenie o dziwnych, niecodziennych rzeczach, które ktoś miał widzieć w tej okolicy. Fakt, że nie posiadali konkretów, był nieco problematyczny, bo nie wiedział, jak się przygotować, ale przecież byli aurorami. Na pewno dadzą sobie radę, szczególnie pracując razem. Mógłby powiedzieć o bracie różne rzeczy, niektóre może niepochlebne, ale jedno było niezmienne. Zaufanie, jakim go darzył. Wiedział, że w razie jakichkolwiek kłopotów mógł na niego liczyć, zawsze.
Na samą myśl o tym uśmiechnął się lekko pod nosem. Tak, zdecydowanie cieszył się z tego, że pracowali razem. Ba, napawało go to dumą!
Zaśmiał się lekko, słysząc narzekanie brata. Tak, taka sceneria zdecydowanie do niego nie pasowała. Nie dość, że mokro i brudno to jeszcze nie ma się przed kim popisywać. Humor jednak zgasł momentalnie, gdy towarzysz wskazał mu znajdującą się przed nimi knieję. Czyżby coś zauważył?
Odruchowo sięgnął po różdżkę, mrużąc przy tym nieco oczy. Dostrzegł jakąś postać, ale coś mu w tym nie pasowało. Nie potrafił jednak zrozumieć, co. Słowa Atreusa miały sens, ale jednocześnie go nie miały. Co to do cholery było?
Cokolwiek to jest, wygląda podejrzanie. Zachowajmy ostrożność, może to jakaś pułapka — rzucił cicho, mocniej chwytając różdżkę. Następnie ruszył za bratem, a gdy dotarli na miejsce, stanął w miejscu.
Co do... — rzucił, próbując to jakoś przetrawić. Albo mieli przed sobą najbardziej realistyczną figurę, jaką widział w życiu, albo działo się tutaj coś dziwnego. Dziwnego i niebezpiecznego.
Nie wygląda Ci to zbyt realistycznie? — mruknął, rozglądając się raz jeszcze po okolicy. — Wygląda mi to na petryfikację. Albo mroczną magię — przymrużył oczy, oglądając figurkę z bliska. — Powinniśmy zawiadomić Munga.


RE: [10.04.1972] Ogary poszły w las - Atreus Bulstrode - 03.05.2023

Oj tak, brak publiki mógł być w tym momencie największym problemem Atreusa. Nie tyle w sumie do poklasku przywykł, co zwyczajnie go łaknął, a w środku lasu ciężko było o owacje. Ale może to i lepiej, a przynajmniej tak sobie wmawiał, bo chyba nie chciał żeby nikt więcej widział go w całej pokraczności przedzierania się przez listowie.
Było też coś w tym, że pracowanie z Orionem odbierał jako nawet przyjemne. Oczywiście, nigdy by się do tego nikomu nie przyznał, ale lata stażu jako bracia robiło jednak swoje. Znali się i rozumieli wystarczająco dobrze, że często mogli rozumieć się bez słów i zawsze na siebie liczyć, a to było czymś ważnym w pracy aurora. Fakt, ze mogłeś zaufać swojemu partnerowi. Dzięki temu właśnie, Atreus tak często mógł zwyczajnie być sobą i robić rzeczy brawurowe, bo starszy Buylstrode zawsze był za nim i upewniał się, że jego młodszy brat nie rozwali sobie tego głupiego łba.
Teraz stali i patrzyli, na to niezwykłe zjawisko, które wyrosło przed nimi pośrodku lasu. Atreus podszedł, obchodząc rzecz, a może kogoś, dookoła i przyglądając mu się uważnie. W dłoni co prawda ściskał rękojeść różdżki, ale nawet na moment nie zawahał się by skrócić dystans.
- Nie wiedziałem, że wybrałem się tutaj z drugim Moodym. - parsknął, uśmiechając się nieco z przekąsem. - Stała czujność, rozumiesz? - dodał jeszcze, aby w razie czego rozwiać wszelkie wątpliwości co do tego, co właściwie przez to rozumiał.
Podszedł do posągu jeszcze bliżej, przyglądając się zastygłej twarzy z wyraźnym zaciekawieniem. W tym co mówił Orion mogło być nieco racji. Statua wyglądała, jakby ktoś petryfikował ją w pół kroku. - Nie chcę cię martwić, ale nie jestem aż takim entuzjastą sztuki. Może technologia czarowania rzeźb poszła do przodu? - uniósł lekko brew i odsunął się do tyłu, albo raczej 'z drogi' biegnącej panny. - Może spróbuj rozproszyć zaklęcie? - zaproponował, spoglądając na brata nieco ponaglająco, jakby to była najoczywistsza czynność na świecie. Bo cóż, dla niego właśnie była.


RE: [10.04.1972] Ogary poszły w las - Orion Bulstrode - 07.07.2023

Rozglądał się po okolicy, ściskając przy tym w dłoni różdżkę. Nie chciał dać tego po sobie poznać, ale był zestresowany. Sytuacja, z którą mieli teraz do czynienia, zdecydowanie nie była normalna. Mimo wszystko miał na karku już sporo lat, a mimo tego nie potrafił przywołać wspomnienia sytuacji, która byłaby podobną do tej. Podświadomie czuł, że stało się tutaj coś złego. Na ten moment nie był jednak w stanie stwierdzić, co konkretnie. Miał jednak nadzieję, że jest to tylko tymczasowe. W końcu zjawił się tutaj całkiem zgrabny team aurorów.
Żart był może nieco niespodziewany, ale zaskakująco trafny. Na tyle, że nawet na twarzy Oriona pojawił się lekki uśmiech. Oczywiście darzył Alastora sporym szacunkiem, ale nie mógł odmówić prawdy stwierdzeniu, że powiedzenie "Stała czujność!" było jego wręcz topową wypowiedzią. Może nawet używaną nieco zbyt często. Chociaż kto wie, może to oni źle na to patrzyli? W końcu ostrożność w zetknięciu z mroczną magią zdecydowanie nie mogła zaszkodzić.
Wiem, drogi braciszku. Doceniam troskę w upewnieniu się, że wciąż posiadam przynajmniej śladowe ilości humoru — odparł nieco kąśliwie, aczkolwiek lekki uśmiech na twarzy oraz sam ton głosu jasno świadczyły o tym, że jedynie się z nim droczył. Po prawdzie to liczył, że wywiąże się z tego lekka dyskusja. Może nie teraz, ale gdy już zajmą się tą sprawą. Słowne potyczki z Atreusem potrafiły być nad wyraz odświeżające.
Po pierwsze — nie wiesz, co tracisz. Rzeźby są nad wyraz niesamowitą formą sztuki. Zrobić coś tego typu, nierzadko bez użycia magi... naprawdę niesamowite. — Zaraz poczuł, że zaczyna się rozgadywać, także szybko uciął temat, skupiając się na tu i teraz. — Wracając do tematu. Może faktycznie jest to jakieś nowe zaklęcie, ale... mam to złe uczucie. Lekki dreszcz przechodzący po plecach. I to jej spojrzenie. Jest w tym coś dziwnego, niepokojącego — odparł spokojnie, wciąż przyglądając się ich znalezisku.
Raz jeszcze rozejrzał się po okolicy, rozświetlając ją z pomocą lumos, ale niczego nie dostrzegł. Powrócił więc do rzeźby.
Kiwnął głową na wzmiankę o próbie rozproszenie. Przywołał z pamięci najodpowiedniejsze zaklęcie, po czym przysunął różdżkę do kamienia, wymrukując zaklęcie, które sprawiło, że aura posągu nieco się rozświetliła, ale efekt zniknął równie szybko jak się pojawił.
Cholera, nie zadziałało. Cokolwiek to jest, zwykłe rozproszenie nie zadziała. Mogę spróbować czegoś więcej... ale naprawdę uważam, że powinniśmy zawiadomić Munga, Atreusie — dokończył, zerkając przy tym na brata. Miał nadzieję, że ten wyśle swojego patronusa, aby dostarczył ich wiadomość.


RE: [10.04.1972] Ogary poszły w las - Atreus Bulstrode - 02.08.2023

Wywrócił oczami, na kąśliwą uwagę Oriona. Niby zarzekał się, że jakieś pokłady humoru posiadał, ale z drugiej strony, kiedy udzielał tak zirytowanych odpowiedzi, to Atreus nie był już tego aż taki pewien. Najwyraźniej gen dowcipnisia akurat starszego z braci ominął szerokim łukiem. A może na Atreusa tak działało to infantylne słowo, którym musiał posłużyć się Orion.
- Skoro tak fascynuje cię rzeźbiarstwo, może powinieneś zapisać się do jakiegoś kółka? Albo przejść się do muzeum? Jeśli zrobisz wykład jakiejś odpowiednio wrażliwej damie, to może nawet coś z tego będzie i mama się ucieszy? - rzucił, tym razem samemu przyjmując ten sam, kąśliwy ton głosu. Na jego twarzy może i znajdował się przy tym lekki, złośliwy uśmieszek, ale Atreus za bardzo zajęty był przyglądaniem się samej rzeźbie, by pokazać go Orionowi świadomie.
- Już się zakochałeś? - uniósł lekko brew, spoglądając na brata z prześmiewczym niedowierzaniem. Zrobił parę kroków w tył, zwiększając dystans i poszerzając kadr w którym znajdowała się sama rzeźba. Nie był pewien, czy czuł ten sam rodzaj niepokoju, o którym mógł mówić jego brat. Bardziej określiłby to jako zwyczajną ciekawość.
Z pewnym powątpiewaniem patrzył na próby rzucenia zaklęcia, które albo się nie udało, albo zrobiło absolutnie nic. Sam nie był pewien którą z tych wersji wolał, ale westchnął tylko, splatając ręce na piersi.
- Od razu Munga? Nie powinniśmy złożyć papierka w Ministerstwie że potrzeba klątwołamacza?


RE: [10.04.1972] Ogary poszły w las - Orion Bulstrode - 19.09.2023

Przez ułamek sekundy zdawało mu się nawet, że rzucone zaklęcie przyniosło jakiś efekt. Marmurowe ciało zdawało się nabrać gwałtownie kolorów, ale gdy mrugnął, nie było po tym nawet śladu. Zdawało mu się, że idzie dobrym tropem, ale brakowało mu jakiegoś istotnego czynnika, którego w tej chwili nie potrafił dostrzec. Tak, to zdecydowanie było czymś, z czym sam nie potrafił sobie poradzić. Wywoływało to w nim nieco frustracji, głównie dlatego, że czuł się bezradny wobec tej sytuacji. Jeśli faktycznie widniała przed nimi ofiara, nie chciał jej tak zostawiać.
Próbował podzielić swoją uwagę pomiędzy brata i tajemniczą rzeźbę, ale było to wyjątkowo trudne zadanie. Nie należał do ludzi, którzy łatwo tracili kontrolę, a jednak czasami się tak działo. Chyba nikt inny nie potrafi wytrącić go z równowagi tak, jak to robił Atreus, który zdecydowanie mógł uchodzić w tym za mistrza.
Kusiło go wdać się w nawet krótki pojedynek słowny, ale czuł, że nie mają na to czasu. Byli na służbie i właśnie napotkali coś, co wyglądało po prostu bardzo niepokojąco. Oczywiście mogło być tak, jak mówi jego partner, a to była (nie)zwykła magiczna rzeźba, ale coś tutaj było nie tak. Po prostu czuł od tego miejsca złą energię, którą ciężko było mu w tej chwili zrozumieć.
Czy naprawdę musimy znowu przechodzić przez ten temat? — westchnął z rezygnacją, patrząc na brata z lekkim zniesmaczeniem. — Aktualnie nie po drodze mi z ożenkiem. Poza tym, z naszej dwójki Tobie zdecydowanie bardziej przydałaby się kobieta. Może udałoby się jej ostudzić nieco Twój temperament? Kto wie, może nawet zacząłbyś przejmować się pracą na tyle, że sam wypełniałbyś raporty z zadań — dodał jeszcze, mimowolnie wdając się w tę zaczepkę, po czym wrócił do badania rzeźby.
Zignorował w międzyczasie tekst o zakochiwaniu się, próbując w ten sposób uniknąć zaognienia konfliktu. Zareagował jednak na wzmiankę o raporcie.
Możesz masz rację... chociaż wolałbym nie czekać. Może po prostu zawiadomimy obie strony? I tak wyślą klątwołamacza z ministerstwa, a może w Mungu zetknęli się już z czymś takim? Myślę, że nie zaszkodzi zrobić tego w ten sposób — rzucił powoli, patrząc przy tym na brata, oczekując jego reakcji. Zazwyczaj nie bawił się w łamanie regulaminu działań, ale tym razem było nieco inaczej.
Może Ty spróbujesz to złamać? — dodał jeszcze, wskazując kiwnięciem głowy na różdżkę, którą brat trzymał w ręce.
...albo dobra, najpierw spróbuję jeszcze raz. Żeby nie było, że zwalam zadanie na Ciebie — rzucił, po czym machnął różdżką, próbując znowu przełamać zaklęcie.

Odkryj wiadomość pozafabularną
rzut na rozproszenie, próba wpłynięcia na teksturę posągu/anulowania zaklęcia
[roll=PO] [roll=PO] [roll=PO]



RE: [10.04.1972] Ogary poszły w las - Atreus Bulstrode - 19.09.2023

Na twarzy Atreusa pojawił się delikatny, złośliwy uśmiech, kiedy dotarło do niego, że jego komentarze wywołały jakąś reakcję. Po prawdzie to spodziewał się, że Orion jak zwykle zbyje ten temat, całkowicie poświęcając uwagę stojącej przed nimi kamiennej damie. Jak widać jednak, przyjemnie się rozczarował.
- A szkoda, jako najstarszy syn powinieneś być nadzieją dla naszego nazwiska, a jak na razie karygodnie się obijasz - sięgnął do kieszeni i wyciągnął ze znajdującej się w nim paczki papierosa. - Mnie by się przydała? O czym ty do mnie w ogóle rozmawiasz? Zapomniałeś już o Elaine i znajdującej się na jej palcu pierścionku? - prychnął, spoglądając na Oriona, jakby popłynął gdzieś o wiele za daleko, w bliżej nieznanym kierunku, a po chwili odpalił też papierosa. - Mój temperament ma się dobrze, dziękuję bardzo. A co do raportów, przepraszam, ale mam okropny charakter pisma. Stara kontuzja nadgarstka, rozumiesz - uśmiechnął się grzecznie i zaciągnął się papierosem.
Przyglądał się uważnie poczynaniom Oriona, stojąc zaraz obok posągu. Podczas gdy w jego bracie narastała frustracja, on zachowywał spokój. Byli w tym lesie nie po to, żeby podziwiać dzieła sztuki, ale z drugiej strony absolutnie mu się nie śpieszyło gdzieś dalej, w głąb tego zakichanego lasu. Mógł sobie na spokojnie wypalić papierosa, zanim postanowi zachęcić brata do dania sobie spokoju i pójścia dalej.
- Mogą być i obie strony - wzruszył ramionami. To rozwiązanie nawet miało odrobinę więcej sensu niż zawiadamianie tylko jednej ze stron. O ile w ogóle faktycznie to nie był kamienny posążek, który równie dobrze ktoś mógł sobie postawić na fontannie w ogródku
- Ja? Mam zajęte ręce - prychnął lekceważąco, ale w kącikach ust czaił się uśmiech. Który zaraz zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dokładnie tak samo, jak wystartowała kobieta, kiedy Orion machnął swoim kijkiem ostatni raz.
Młodszy Bulstrode odskoczył do tyłu, kiedy kobieta wydała z siebie krzyk i zrobiła parę kroków. Przerażenie, które wcześniej czaiło się w jej oczach, teraz wybuchło kakofonią dźwięków, kiedy zrobiła parę kroków przez las tylko po to, żeby zaraz znowu zastygła w miejscu, w niemal tej samej, panicznej pozie co przed paroma chwilami. Atreus przez moment stał oniemiały, z otwartymi ustami, spoglądając za dziewczyną, a potem przeniósł wzrok na Oriona.
- Ki chuj? - zapytał, nieudolnie szukając jakichkolwiek konkretnych słów. Zmarszczył brwi i nerwowo poklepał się po płaszczu, wyciągając zaraz własną różdżkę zza pazuchy. Wycelował w czarownicę i rzucił zaklęcie rozpraszające. - Halo, słyszy mnie pani? - zapytał, kiedy znowu jej stan został rozproszony, ale dziewczyna tylko znowu zrobiła parę kroków, znów biegła, krzycząc i rzucając coś w nieznanym języku.

Odkryj wiadomość pozafabularną
odczarowuję zoję
[roll=Z][roll=Z][roll=Z]



RE: [10.04.1972] Ogary poszły w las - Orion Bulstrode - 25.09.2023

Początkowo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak duży błąd popełnił. Starczyło jednak, żeby dostrzegł ten lekki, cwany uśmieszek na twarzy brata, żeby zrozumieć, co go zaraz czeka. Zdecydowanie nie lubił, gdy ich rozmowy schodziły na tematy uczuć, ale teraz, zaabsorbowany mocno sytuacją, w której się znaleźli, opuścił nieco gardę. Niestety, głównie dla siebie samego, partner nie miał zamiaru przepuścić tej okazji, o czym zresztą się zaraz przekonał.
Jego pierwszą reakcją było lekkie westchnięcie, z którego wręcz wylewała się rezygnacja. Zdecydowanie nie chciał ciągnąć tego wątku, ale jednocześnie wiedział, że tak łatwo się z tego nie wymiga. Widać było, że Atreus zbyt dobrze się bawi. Tak naprawdę, jedyną opcją, jaka mu została, było odpowiedzenie, co i tak nie było wcale najlepszym ruchem. Nie mógł przesadzić, bo rozdrażnienie go jedynie pogorszyłoby sprawę. Musiał trafić w punkt, jeśli chciał zabić tę rozmowę w zarodku.
Imponujące, jak dobrze zapamiętałeś przemowy mamy. Jestem pod szczerym wrażeniem, aczkolwiek — tutaj urwał, rozglądając się po okolicy. Zdawało mu się, że coś usłyszał, ale gdy skupieniu się odpowiedziała cisza, wrócił do prowadzonej wcześniej rozmowy. — Myślę, że moja etyka pracy zdecydowanie nie szkodzi dobremu imieniu naszej rodziny. Natomiast co do Ciebie i Elaine. Tak długo jesteście już zaręczenie, może czas na ślub? Jeśli chcesz, mogę porozmawiać z Flo. Jestem przekonany, że z radością zajęłaby się zorganizowaniem imprezy dla całej rodziny i przyjaciół. W sumie to pewnie dla połowy miasta, znając rozmach matki — rzucił, mając nadzieję, że zepchnięcie rozmowy na te tory zniechęci Atreusa do ciągnięcia tego tematu. Nie, żeby Orion nie planował sobie nikogo znaleźć. Po prostu aktualnie nie miał do tego czasu ani chęci. Nie fascynowały go też przymuszane, sztuczne relacje, także po prostu czekał. Jeśli gdzieś tam ktoś na niego czekał, z pewnością dane im będzie się spotkać.
Doskonale, w takim razie zawiadomimy obie strony — skwitował, ciesząc się tym małym zwycięstwem. Jasne, nie mieli pewności, że posąg faktycznie był zaklętą kobietą, ale nie chciał zostawiać tej sytuacji przypuszczeniom.
Zadowolenie nie trwało długo. Gdy po rzuceniu czaru, figura nagle ożyła, dosłownie go zamurowało. Stał niczym słup soli, patrząc, jak kobieta z wrzaskiem robi kilka szybkich kroków, po których na nowo zastyga w stałej pozie.
Ja... nie wiem — odpowiedział tylko, zdecydowanie bledszy. Nerwowo zaciskał w dłoni różdżkę, a gdy zaklęcie Atreusa uwolniło ją na kolejne sekundy, wiedział już, że nie ma czasu na dłuższe rozmyślanie.
Zdecydowanie trzeba wezwać odpowiednie osoby. Jakiekolwiek przekleństwo wisi na tej kobiecie, nie jesteśmy w stanie zdjąć tego na stałe. Albo nie starcza nam mocy, albo rzucono na nią coś bardziej skomplikowanego. I jeszcze to uciekanie... mam nadzieję, że nic nie czyha w krzakach — rzucił już ciszej, celując różdżką w okoliczne drzewa. Zaczął się rozglądać, ale nie potrafił niczego dostrzec. — Wyślij patronusa do ministerstwa — mruknął do brata, przy okazji zerkając raz jeszcze na posąg. Wyjątkowo nieprzyjemna sytuacja.


RE: [10.04.1972] Ogary poszły w las - Atreus Bulstrode - 25.09.2023

Skoro cztery miesiące to dla ciebie tak długo, to aż mi słów brak — uniósł delikatnie brwi, niby to w dezaprobacie, ale mimo też wciąż nie mógł pozbyć się tego prześmiewczego uśmiechu. — Są takie sprawy, braciszku, z którymi nie można się spieszyć. - rzucił jeszcze mądrze, a przynajmniej taką minę właśnie robiąc. A małżeństwo akurat do takich zaliczało się w jego głowie. Mogli się z Elaine nawet dogadywać, ale nie zamierzał kłamać przynajmniej przed samym sobą, że wiele im jeszcze brakowało do zgrania czy odpowiedniego poznania siebie nawzajem. Nie zamierzał jednak jakoś bardzo ciągnąć dalej tego wątku, bo mieli przed sobą rozwrzeszczaną wiedźmę, która raz po raz zmieniała się w kamień.
Bo Atreus nie poprzestał na jednym machnięciu różdżką, a zrobił to jeszcze parę razy, chcąc zwyczajnie upewnić się, że efekt jest za każdym razem taki sam. I faktycznie, kobieta ożywała, biegła parę kroków, krzyczała, nic nie rozumiała i znowu zastygała z przerażeniem w oczach. Ten przedostatni element chyba fascynował go najbardziej, bo odnosił wrażenie, że im bardziej próbował zrozumieć wypowiadane przez nią słowa, tym było tylko gorzej. Może przyjechała na wakacje i zgubiła się w tym lesie?
Przed czymkolwiek uciekała, najpewniej już dawno zniknęło. Przynajmniej o tym mógł świadczyć jej stan. Klątwa rzucona w plecy, albo jakiś potwór, który zamieniał swoje ofiary w kamień.
Teleportujemy się. Ja do Ministerstwa, ty do Munga. Opisać to twarzą w twarz będzie o wiele wygodniej i precyzyjniej — rzucił do brata, mając wrażenie, że to był nieco lepszy pomysł niż patronusy czy używanie fal. Dzięki temu mogli o wiele lepiej opisać sytuację i w razie czego wywrzeć presję własną osobą, by zareagowano jak najszybciej na ten ewenement.

Koniec sesji