![]() |
|
[Czerwiec 1967, Dolina Godryka] Czy naprawdę musimy porozmawiać o Nobbym Leachu? - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [Czerwiec 1967, Dolina Godryka] Czy naprawdę musimy porozmawiać o Nobbym Leachu? (/showthread.php?tid=1322) Strony:
1
2
|
[Czerwiec 1967, Dolina Godryka] Czy naprawdę musimy porozmawiać o Nobbym Leachu? - Philip Nott - 25.04.2023 Pomiędzy rozgrywkami i treningami Quidditcha i prozą celebryckiego życia Philip zdołał wygospodarować pewną część swojego wolnego czasu i zaprosić do siebie Giovanniego/Jonathana (trudno było mu przewidzieć, z którym będzie mieć do czynienia) oraz Timothy'ego do swojego domku w Dolinie Godryka. Przenosił się się tutaj po to aby móc odpocząć od zgiełku magicznego Londynu i na czas Sabatów, co było uwarunkowane jego wygodą. Powrót do Londynu od razu po festiwalu zawsze okazywał się mniej komfortowy, niż do domu położonego w tej samej miejscowości, w której odbywał się każdy z Sabatów. Swoim przyjaciołom udostępnił podłączony do Sieci Fiuu kominek w swoim salonie, jako dogodną alternatywę dla teleportacji. Tego wieczoru pełen alkoholu barek stał przed jego gośćmi otworem. Przygotował również odpowiednią ilość dobrego jedzenia w obu wersjach: tradycyjnej i jarskiej, gdyż sam nie jadł mięsa z przyczyn zdrowotnych, a nie dlatego, że mu nie smakowało. Była to niewielka cena za własne zdrowie. Nie miał z tym najmniejszego problemu, że ludzie w jego otoczeniu nie odmawiają sobie tego rodzaju pożywienia. Czerwiec uraczył ich kolejnym ciepłym wieczorem, dlatego zdecydował o tym, że będzie przyjemniej siedzieć w ogrodzie, a właściwie w sadzie. Pozostawało jeszcze widno. Gdy zacznie się ściemnić to źródłem światła może stać się ognisko albo wiszące na drzewach zaczarowane lampiony, których postanowił nie ściągać po jednym z przyjęć dla wąskiego grona znajomych. Przydawały się. Do siedzenia mieli drewniane ławki, kilka pieńków oraz trawę. Gdy wszystko było gotowe to pozostawało mu tylko czekać na ich przybycie. Jeśli wybrali teleportację to zamierzał podejść do drzwi wejściowych i wpuścić ich do środka, natomiast jeśli postanowili skorzystać z kominka w salonie to tam będzie na nich czekać. RE: [Czerwiec 1967, Dolina Godryka] Czy naprawdę musimy porozmawiać o Nobbym Leachu? - Giovanni Urquart - 25.04.2023 Pomiędzy pisaniem artykułów i książek oraz prozą celebryckiego życia, Giovanni zawsze znajdował czas na spotkania towarzyskie. Dorosłe życie oddaliło go nieco od przyjaciół ze szkolnych lat, ale wciąż był blisko z Philipem. Spotykali się kilkanaście razy w roku, by podzielić się troskami, ale przede wszystkim miło spędzić czas. Giovanni pojawił się w sposób nieoczekiwany przez Philipa, czyli przybył pieszo, bo o ile dobrze pamiętam, rezydencja Urquartów również znajdowała się w Dolinie Godryka. Gio uwielbiał spacery. Była to dla niego niesamowicie ekskluzywna rozrywka, bo tylko posiadacze groma wolnego czasu mogli sobie na to pozwolić. Czarodziej wciągał zapachy letnich kwiatów, co jakiś czas przystając i spoglądając na uroki natury. Szybko ściągnął również kapelusz. Słońce uroczo świeciło tego dnia i pragnął każdym calem swego ciała przyjąć jego błogosławieństwo. Na lniane, szerokie spodnie miał nałożoną tunikę z tego samego materiału, przepasany był luźno zamszowym pasem haftowanym egzotycznymi wzorami — jedna z wielu pamiątek z podróży. Idealny strój szanującego się czarodzieja, który potrafi się ubrać stosownie do pogody i towarzystwa. Na stopach miał plecione sandały, tradycyjne obuwie towarzyszące ludzkości od początków jego istnienia. Chociaż wśród Mugoli pokazywanie nagich przez kilka wieków było karygodne w niektórych częściach świata, czarodzieje nawet nie myśleli o odbieraniu swojemu ciała możliwości oddechu. Giovanni nawet nie zauważył, kiedy z przypadkowo zerwanych kwiatów, traw i gałązek krzewów stworzył interesujący bukiet, idealny, by urozmaicić stół podczas spotkania. Zapukał do drzwi. — Dzień dobry, jak pięknie dziś świeci słońce! — Przywitał się z Philipem, gdy ten otworzył mu drzwi. Bez słowa wręczył mu bukiet kwiatów i wszedł do środka. Powiesił kapelusz na wieszaku, po czym udał się do salonu. — Cóż za ucztę przygotowałeś, przyjacielu! A oto mój drobny wkład. — Z nikąd wyciągnął butelkę wina. — Słodki trudnek z południa Francji, dostałem niedawno od siostrzyczki z podróży i od razu uznałem, że to coś idealnego na nasze spotkanie. Najsłabszy trunek, jaki udało jej się znaleźć. Czy to nie cudownie, że tak o mnie dba? Roześmiał się. Gio uchodził za posiadacza słabej głowy, ale najbliżsi wiedzieli o tym, że po prostu po alkoholu łatwiej jest wywabić Jonathana, czego oczywiście nikt nie chciał. RE: [Czerwiec 1967, Dolina Godryka] Czy naprawdę musimy porozmawiać o Nobbym Leachu? - Baba Jaga - 29.05.2023 W Dolinie bywał rzadko. Jakoś ogólny klimat tego miejsca niezbyt mu odpowiadał. Może chodziło tę szeroko pojętą sielskość, a może o zwyczajny fakt, że przyzwyczaił się do szarych kamieniczek, stłoczonych ciasno na ulicach i wielkomiejskiego zgiełku. Nie znaczyło to jednak, że zamierzał Nottowi odmawiać, chociaż nie był pewien czy powód, ze nie miał nic innego do roboty, był odpowiednim do ewentualnego przytoczenia. Ale taka była prawda - ciężko było go wyłuskać z jego własnej pracowni, bo zwykle zawalony był pracą po uszy. Tym, albo wołaniem o pomstę do nieba, kiedy bliźniaki odstawiały kolejny ze swoich numerów, wyraźnie idąc po rekord jak szybko uda im się sprawić, że Tim osiwieje. U Philipa pojawił się w chmurze zielonkawych płomieni, wychodząc z jego kominka i starając się zbytnio nie uświnić podłogi popiołem z paleniska. Spacery nie należały do jego ulubionych czynności, którymi mógł zająć sobie czas, nie mówiąc o tym, że podejrzewał iż zabłądziłby gdzieś po drodze. A ostatnie czego potrzebował to żeby Nott i Urquart szukali go gdzieś w kniei. Miał na sobie zwykłe spodnie, w które wpuścił koszulę w ciemnym, strategicznym kolorze. Takim, na którym nie widać było przypadkowych zabrudzeń z warsztatu. Pierwsze co zrobił, kiedy stanął przed kominkiem, to wygładził materiał na piersi, szybko i kontrolnie spoglądając w dół, na swoje buty. Poziom zapopielenia był minimalny, co przyjął z zadowoleniem. Rozejrzał się, spojrzeniem szybko znajdując zarówno gospodarza, jak i drugiego gościa. Do obu uśmiechnął się lekko, podnosząc ku górze prawą dłoń, w której trzymał butelkę ognistej whisky. W końcu w gościach nie wypadało pojawić się z pustymi rękoma. Przynajmniej tyle udało się jego matce wbić mu do głowy. - Dzień dobry, dzień dobry. Przynoszę wpisowe - podał butelkę Philipowi. - Mam nadzieję, że nie musieliście zbyt długo czekać, musiałem na szybko szukać dzisiaj klątwołamacza, bo brat polizał zaklęty medalion. Nie wyobrażacie sobie, jak dużo ludzi przynosi do wyceny i sprawdzenia medaliony, które zamiast podróbkami okazują się przeklęte. RE: [Czerwiec 1967, Dolina Godryka] Czy naprawdę musimy porozmawiać o Nobbym Leachu? - Philip Nott - 02.07.2023 Po otwarciu drzwi, jego oczom ukazał się Giovanni z bukietem kwiatów. Piesze przybycie swojego przyjaciela było dosyć niespodziewane, nawet jeśli dobrze wiedział o tym, że Giovanni uwielbiał piesze wędrówki. Sam podzielał tę pasję, gdy tylko pozwalał mu na to czas. Dbanie o swoją karierę wymagało od niego sporych nakładów pracy. Kariery sportowe zawodników nigdy nie trwają do starości i zamierzał zrobić wszystko, aby napisać się na kartach historii Quidditcha. Pozostałby po sobie wyraźny ślad. Czarodzieje zawsze będą grać w W Quidditcha. Tak samo, jak zawsze będą fanami tego sportu, który stanowił najpopularniejszą grę miotlarską na świecie. — Cześć. Idealna pogoda na to aby spędzić cały dzień w ogrodzie. Co w gruncie rzeczy robię od rana — Przywitał z uśmiechem przyjaciela, który wręczył mu ten bukiet. Podążył za nim w głąb domu, zamykając za sobą drzwi wejściowe. Pozostawało im czekać na przybycie drugiego gościa. — Uczta to dopiero będzie. W ogrodzie. Pomożesz mi to tam zanieść? — Poinformował mężczyznę o swoich planach. W sadzie czekały na nich drewniane ławki, pieńki jak i sama trawa. Podarowany mu bukiet włożył do wazonu z wodą, stawiając go na stole pomiędzy półmiskami z jedzeniem. Philip nie przykładał dużej wagi do kwiatów. W przeciwieństwie do alkoholu właśnie. W rzeczywistości nawet nie wymagał takich podarków w formie wina. Zawsze miał pełny barek. — Dziękuję przyjacielu za oba podarki. Otworzymy tę butelkę tego wieczoru. Wspaniałą masz siostrę. Co u niej? Skoro już o niej wspomniałeś — Odpowiedział z uśmiechem. W towarzystwie wino nie powinno być wykorzystywane do upicia się. Wiedział również o Jonathanie, który pojawiał się jako ten bardziej rozrywkowy kumpel. Ufał w zdrowy rozsądek Giovanniego, któremu przecież nie odmówi zawartości swojego barku. Dobrze byłoby posłuchać co tam słychać u siostry tego czarodzieja. Odstawił wino obok kwiatów. Pojawienia ostatniego z gości również nie dało się zignorować z powodu buchnięcia z wnętrza marmurowego kominka zielonych płomieni. Timothy przybył w samą porę. Mógł liczyć na wylewne powitanie oraz na pomoc w przenoszeniu kilku naczyń z tymi specjałami. Spoglądając na przyjaciela, w pierwszej kolejności posłał mu promienny uśmiech. Przywołał w ten sposób dołeczki w policzkach. — Cześć. Przyzwoite to wpisowe. Dziękuję — Powitał przyjaciela, po chwili przyjmując tę butelkę i odstawiając ją obok podarowanego mu wina. Bez chwili wahania wciągnął Tima w ostatni etap przygotowania tego spotkania. — Na szczęście nie musieliśmy. To musiało być poważne, skoro pilnie potrzebowałeś klątwołamacza. Wszystko dobrze się skończyło? Co musi siedzieć w głowach ludzi, którzy tworzą tego typu przedmioty i puszczają je w obieg. — Zapewnił go. Takie przypadki skutecznie wzbudzały w nim zaniepokojenie. Jak większość ludzi wszelkie klątwy uznawał za złe. Sam wolał unikać przeklętych przedmiotów. RE: [Czerwiec 1967, Dolina Godryka] Czy naprawdę musimy porozmawiać o Nobbym Leachu? - Giovanni Urquart - 02.07.2023 — Jak najbardziej. Giovanni ruszył z pomocą Philipowi w transportowaniu potrzebnych obiektów do ogrodu. Zdecydowanie szkoda byłoby marnować tak pięknej pogody na siedzenie w środku. — To była jej pierwsza podróż po porodzie, więc jest teraz niezwykle promienna. Siedzenie w domu bardzo jej nie służyło. Wyobraź to sobie! Niemal rok bez wychodzenia z domu! Lingwiści zawsze mają co robić, ale ich dusza usycha, gdy siedzą zbyt długo w środowisku posługującym się jednym językiem i to w dodatku angielskim. Naprawdę, nie znam nikogo, kto nie cierpi tego języka tak jak ona. Przywitał się radośnie z Timothym. Ten również przyniósł alkohol, ale to było do przewidzenia. Inaczej nie ma co organizować męskiego posiedzenia. — Czasem człowiek w paranoję może popaść przez te zaklęte przedmioty. Mojej mamie raz trafił się jakiś pechowy wazon podczas jednej z podróży. Miała go na stoliku nocnym i zsyłał na nią koszmary. Gdy tylko doszła do źródła problemu, od razu zleciła przeszukanie całego domu w poszukiwaniu klątw ukrytych w przedmiotach, co do najmniejszych szczypczyków do cukru. Wolał pochwalić się historią matki niż tym, jak raz na Haiti niemal oderwano od niego duszę od ciała, bo źle zrozumiał przeznaczenie otrzymanego medalionu. Kreolscy czarodzieje mają zdecydowanie dziwne poczucie humoru, a linia między życiem i śmiercią zdaje się dla nich nie istnieć. Mężczyźni przygotowali sobie przemiłe miejsce do spędzenia czasu. Usiedli i nalali sobie dobrych trunków. — Jak dobrze tak usiąść, zatrzymać się... i nie myśleć o niczym. Albo o sprawach, które zazwyczaj znikają z pola widzenia podczas codziennego rozgardiaszu. Właśnie podczas spaceru tutaj przypomniałem sobie, że od ponad tygodnia nie przeczytałem żadnego Proroka. Domyślam się, że nic wielkiego się nie wydarzyło, skoro o niczym nie dowiedziałem się z innego źródła. RE: [Czerwiec 1967, Dolina Godryka] Czy naprawdę musimy porozmawiać o Nobbym Leachu? - Baba Jaga - 05.07.2023 Fletcher prawie się zarumienił, słysząc że jego prezent dla gospodarza został przyjęty pozytywnie. Nie wiedział w sumie jakiej innej reakcji mógł się po Philipie spodziewać, ale sam czasem zdawał się zapominać, że jego przyjaciele posiadają taki status z dość konkretnego powodu. - Tak, tak. Wszystko dobrze - machnął lekceważąco ręką. Miał już za sobą tyle przeklętych medalionów i przyklejonego do nich Willa, że tego typu sytuacje to były dla niego chleb powszedni. Co prawda sam proces szukania naprędce klątwołamacza bywał kłopotliwy, ale z każdym kolejnym razem (głupio się przyznać) coraz leniwiej reagował na niedolę brata. Większość tych klątw była w sumie niegroźnych i raczej dla wszystkich upierdliwych, jakby rzucający je byli pozbawieni jakiejkolwiek kreatywności. - W sumie wazon zsyłający koszmary nie jest jeszcze taki zły... - rzucił bez zastanowienia, podążając za resztą towarzystwa do ogrodu i w razie potrzeby zabierając ze sobą parę rzeczy, które jeszcze były tam potrzebne, a które wskazałby mu Nott lub Giovanni. - Najczęstszym problemem u nas wydaje się głupie zaklęcie przyklejenia języka do przedmiotu lub innych dziwnych rzeczy związanych z ustami. Spuchnięcie, nieustanne gadanie o konkretnym temacie, który umyślił sobie przeklinający... - wzruszył ramionami, znajdując sobie jakieś wygodnie miejsce od zawietrznej w stosunku do kolegów, od razu wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i oferując je najpierw jednemu, a potem drugiemu mężczyźnie, zanim sam wyciągnął swoją dolę i odpalił, z wyraźnym zadowoleniem zaciągając się dymem. Dopiero wtedy przysiadł sobie na jakimś wygodnym pniaczku, spoglądając na Gio. - W sumie dzień jak co dzień. Albo raczej, jak to pewnie mówią w Proroku, tydzień bez Nobbiego Leacha, tygodniem straconym. Znowu wyciągnęli jakieś ciekawe historie z jego życia, tym razem chyba było między innymi coś o nieślubnych dzieciach. A to tylko pierwsze lepsze co przychodzi mi do głowy - sięgnął nad popielniczkę, strzepując na nią popiół i zaciągając się znowu. RE: [Czerwiec 1967, Dolina Godryka] Czy naprawdę musimy porozmawiać o Nobbym Leachu? - Philip Nott - 18.08.2023 Uśmiechnął się do przyjaciela, który nie odmówił mu pomocy. Jako gospodarz formalnie powinien robić wszystko samemu, ale znał ich od tylu lat że nie miał takich oporów. Obowiązywać będzie samoobsługa. Nie urządzał przecież bankietu. — To wspaniała wiadomość. Moim zdaniem to jak bardzo długi szlaban. Gdyby ktoś mi zabronił na rok wychodzenia z domu albo grania w Quidditcha to bym chodził po ścianach. Jestem skłonny w to uwierzyć. — Odparł rezolutnie. Przytoczonej przez Giovanniego sytuacji nigdy nie doświadczy, ale nie przeszkodziło mu to w posłużenie się w miarę trafionym porównaniem. Nie był również lingwistą i poza siostrą swojego przyjaciela to nie znał ich wielu. Nie zamierzał umniejszać zjawisku usychania duszy, które było poważne. — To najważniejsze. — Odparł na słowa Timothy'ego. Pod wieloma względami żył ze swoim bratem jak pies z kotem. Nie miał jednak podobnych sytuacji. Z klątwami nie ma żartów. Nie życzył nikomu stania się ofiarą naprawdę poważnej klątwy, zdolnej do wyprawienia swojej ofiary na tamten świat. — Śnienie co noc koszmarów jest jedynie uciążliwe. Dobrze zrobiła. — Dodał od siebie. Philip nie miał podobnych doświadczeń i wobec czego nieszczególnie miał się chwalić tym, jak przeklęte przedmioty namieszały w jego życiu. Wspólnymi siłami przenieśli wszystko do ogrodu. Teraz mogli tam usiąść. Philip zajął miejsce na jednym z pieńków. Nie na długo.— Nalać Wam wina? A może chcecie lemoniadę albo sok dyniowy? — Zapytał podnosząc się ze swojego miejsca. — Klątwy, o których mówisz, nie wyglądają na poważne. Jest kilka osób, którym sam mógłbym wysłać tak zaczarowany przedmiot, aby jego posiadacz wypowiadał się na wybrany przeze mnie temat. — W oczekiwaniu na odpowiedź z ich strony, wyraził swoje zdanie. Uśmiechnął się wymownie. W tym momencie pomyślał o Louvainie Lestrange'u. Jemu chętnie wysłałby taki przedmiot, zaczarowany tak aby on wypowiadał się o nim w samych superlatywach zamiast jak zawsze na jego temat. Byłoby to nad wyraz zabawne. Byłoby to dla tego palanta bardzo dokuczliwe, ale w gruncie rzeczy nie byłoby to groźne. Gdy Timothy wyciągnął ku niemu paczkę papierosów, grzecznie odmówił. Nie palił. Nie zamierzał zabronić tego swojemu przyjacielowi. — Zwłaszcza w dzień taki jak ten. Dlatego przeniosłem się na trochę z Londynu do Doliny. Organizuję sobie przejażdżki konne albo chodzę na spacery z Nuggetem i Taffy. Prenumeruję Proroka. Mam gdzieś dzisiejszy numer. Powiem Wam, że nieszczególnie interesuje mnie życie prywatne Nobby'ego Leacha. Jeśli to prawda o posiadaniu tych nieślubnych dzieciach to nie będzie pierwszym ani ostatnim mężczyzną, który je posiada. — Przyznał rację Gio odnośnie korzystania z czasu wolnego w ten sposób, uwolnienia się od wszystkiego i korzystania z uroków Doliny. Nie było tajemnicą, że posiadane przez niego psidwaki nosiły imiona powiązane z kulinariami. Zdecydował się na prenumerowanie Proroka Codziennego by mieć wgląd w najnowsze wydarzenia w świecie czarodziejów. Ponadto dobrze było wiedzieć, czy i co o nim napiszą. Na tym świecie było wystarczająco dużo pięknych czarownic i niemagicznych kobiet, z którymi można było sypiać. Z racji, że sam postępował podobnie, to nie mógł potępiać za to Ministra Magii.— Dla mnie o wiele istotniejsze jest to, czy faktycznie ingerował w rozgrywki mugolskiej piłki nożnej i czy w ten sposób wpłynął na wyniki mugolskiego pucharu świata. Miałem możliwość poznania tego sportu. Jest... specyficzny. Mugole biegają za piłką mniej więcej wielkości kafla i muszą wkopać ją do jednej z bramek. Nie mogę jednak zrozumieć, co mogło kierować obecnym Ministrem, jeśli naprawdę posunął się do tego typu praktyk. Jeśli finanse to na Quidditchu zarobiłby znacznie więcej. Jak myślicie, co to mogło być? — Pozwolił sobie wygłosić swoje zdanie na temat obecnego Ministra. Philip, pomimo czystej krwi płynącej w jego żyłach, nie był negatywnie ani wrogo nastawiony do osób o innym pochodzeniu. Jedynie się z tym nie afiszował. Zdawał się akceptować to, kto zasiada w gabinecie Ministra. W całej sprawie rzekomo rozchodziło się o to, że w ten sposób Leach pokazywał, że nie jest jednym z nich, czarodziejów. Nie jemu to oceniać. Jeśli faktycznie tak jest i faktycznie ingerował w rozgrywki mugolskiej gry to może to daleko idące wnioski na jego temat. Jednakże on uważał wszelkie zasady gry za święte. Czarodziejska czy niemagiczna... to już nie miało znaczenia. Mugole bywali bogaci. Patrząc jednak na to, jaką jego rodzina zbiła fortunę na Quidditchu i pozostałych magicznych grach oraz sportach, była to prawdziwa żyła złota. RE: [Czerwiec 1967, Dolina Godryka] Czy naprawdę musimy porozmawiać o Nobbym Leachu? - Giovanni Urquart - 27.08.2023 Giovanni również zainteresował się klątwą skupiania na jednym temacie. Jaka zmyślna forma tortur! To mogło się zdawać zbyt dużym słowem, ale jeśli tak zmusić osobę z arachnofobią do rozmawiania o pająkach, mogłoby to być dość traumatyczne. Również podziękował za papierosy. Kiedyś nawet chciał się nauczyć palenia, tak dla towarzystwa, ale prawie zakaszlał się na śmierć. W dodatku, z niewyjaśnionego powodu, Jonathan zaciągał się jak zawodowiec od samego początku. (Na początku też go skręcało, ale udawał twardego.) — Bardzo chętnie zacznę od lemoniady. — Również się podniósł, by nie zostawiać przyjaciela samego w ruchu. Chłodny napój był idealny na taką okazję, a im dłużej będzie unikał alkoholu, tym lepiej. Chociaż w towarzystwie przyjaciół i tak nie musiał używać żadnych sztuczek, by się wymigać od wina. Nobby Leach. Głośno było ostatnio o tej jednostce i to nie z dobrego powodu. Do tej pory Minister znakomicie spełniał swoje obowiązki, a złe słowa leciały ze strony nielicznych przeciwników. Ostatnio sprawa znacznie się zmieniła. Leach był na ustach wszystkich jako główny aferzysta. W mgnieniu oka dorobił się plakietki "kontrowersyjnej osobistości". A Giovanni jak zwykle węszył w tym jakiś podstęp. Wysłuchał uważnie najnowszych plotek na ten temat. — Posiadanie nieślubnego dziecka to najtańsza sensacja zaraz po ogłaszaniu romansu osób, które widziały się raz w życiu. Zastanawia mnie, na ile dziennikarze Proroka faktycznie grzebią mu w życiorysie, a na ile widzą w tym szansę na łatwe pieniądze. Leach przecież nie jest w stanie pozwać nikogo za te oszczerstwa, ani nawet się tłumaczyć. Biedny człowiek, nie rozumiem, czemu go to spotkało. Giovanni również kojarzył piłkę nożną. Interesujący sport, w którym z jakiegoś powodu nie używa się w ogóle rąk. — To najpopularniejszy sport mugoli, więc być może można mieć z tego dobre pieniądze... W dodatku sięgając do świata mugoli, znika się z radaru Ministerstwa. Ale znając Leach'a, nie wykorzystywałby swojej pozycji, by tuszować łamanie Kodeksu Tajności. To zupełnie nie w jego typie. Jest dość prostym człowiekiem i samo dorabianie sobie na boku w zakładach sportowych wydaje mi się być czymś mało prawdopodobnym w jego przypadku, a co dopiero gdyby miał faktycznie wojować z Kodeksem Tajności. Urquart spotkał osobiście ministra kilka razy w różnych okolicznościach. Nie zostali nigdy bliższymi znajomymi, ale Giovanni popierał go na zajmowanym stanowisku. Leach zdawał się być człowiekiem ostrożnym i uczciwym. Idealny do utrzymania wszystkiego w statusie quo... co oczywiście mogło nie wystarczać w dobie rozwijających się zamieszek. RE: [Czerwiec 1967, Dolina Godryka] Czy naprawdę musimy porozmawiać o Nobbym Leachu? - Philip Nott - 05.11.2023 Podał swojemu przyjacielowi wysoką szklankę z lemoniadą, w której pływały nietopiące się kostki lodu. Zdaniem Philipa nie było nic gorszego, niż rozwodniony napój. W przypadku alkoholu to prawdziwa tragedia. Na szczęście bycie czarodziejem pozwalało zapobiegać takim problemom. — Tu akurat przyznam ci rację. Żadna to sensacja. Takie wieści chyba przekazują sobie wyłącznie największe plotkary albo żądne krwi swoich ofiar pismaki. Myślę, że robią to nad wyraz skutecznie, wywracając jego dotychczasowe życie do góry nogami. Jeśli w tym macza palce Skeeter to z pewnością tam więcej wymyślonych historii, niż prawdy. Ja na jego miejscu pozwałbym autorów tych artykułów, w ostateczności całą redakcję. Ministrowie dobrze zarabiają, to najważniejsza osoba w świecie czarodziejów, jednak z innych względów może być trudno znaleźć mu dobrego prawnika. Tłumaczenie się zawsze nic nie daje, z mojego doświadczenia z mediami. Zdecydowanie trzeba mu współczuć. — Zgadzał się ze swoim przyjacielem w poruszonych przez niego kwestiach. Doskonale był zaznajomiony z tym jak działają wszystkie media jako ktoś, kto stawał się bohaterem rozmaitych artykułów, zwłaszcza plotkarskich. Brakłoby mu palców u rąk gdyby chciał zliczyć te wszystkie próby grzebania mu w życiorysie. Do Aarona Skeetera pałał szczerą niechęcią i to miało swoje odzwierciedlenie w jego postawie względem tego marnego pismaka, któremu od dawna chciał się dobrać do skóry. Najlepiej w taki sposób, aby nie był w stanie napisać jakiekolwiek artykułu na jego temat. Zakaz wykonywania zawodu przez tego pożal się Merlinie dziennikarza bardzo by go usatysfakcjonował. Wracając jednak do osoby Leacha... jego pochodzenie może stanowić poważną przeszkodę. Wydawało mu się, że w obliczu nagonki na obecnego Ministra Magii, jakikolwiek rozsądny prawnik nie podejmie się prowadzenia takiej sprawy przeciwko dziennikarzom czy redakcji przez wzgląd, że nie spadłyby na niego zachwyty, tylko krytyka. Dla niektórych kariera była wszystkim. Dla niego również, jednak bardzo trudno było mu stawiać obok siebie karierę sportową a karierę opartą na niszczeniu innym życia oszczerczymi artykułami, których treść nie miała nic wspólnego z rzeczywistością. Na świecie istniało wielu ludzi, którzy to co umieszczone na łamach danej gazety uznawali za prawdę objawioną. — Jeśli tak to nie różnimy się pod względem od mugoli. Tak do końca to się nie znika z radaru Ministerstwa, zwłaszcza jeśli nie nadużywałoby się swojej pozycji po to aby tuszować swoje obnoszenie się z magią w świecie mugoli. Wydaje się to rozsądne stanowisko w tej sprawie. A jeśli... się mylimy, jeśli pod latarnią jest najciemniej? Tym musiałby się zainteresować Wizengamot, choć wtedy mielibyśmy do czynienia z precedensem w postaci postawienia Ministra przed sądem. — Wypowiedziane przez niego słowa, wskazujące w tym aspekcie różnic między czarodziejami a mugolami nie przysporzyłyby mu poklasku, gdyby dotarły do konserwatywnej części opinii publicznej. Ministerstwo musiało monitorować posługiwanie się magią w świecie mugoli. Trudno jednoznacznie wyzbyć się wszelkich wątpliwości. Jego ojciec również znał obecnego Ministra (nie było to żadne zaskoczenie). Widywał ich razem zasiadających w loży honorowej podczas meczów Quidditcha. Zdecydowanie tego typu sprawa byłaby precedensem i w jego mniemaniu największą sensacją. RE: [Czerwiec 1967, Dolina Godryka] Czy naprawdę musimy porozmawiać o Nobbym Leachu? - Giovanni Urquart - 07.11.2023 Gio pokiwał głową. — To prawda. Pozew mało tu zrobi. Informacje poszły już w świat i ewentualne przeprosiny w gazetach mogłyby narobić jeszcze wiecej szumu. Ciężko jest być politykiem w dzisiejszych czasach, oj ciężko... Pokiwał głową. Jak dobrze, że sam się w to nie pchał. Przynajmniej nie tak jednoznacznie. Jego praca jak najbardziej dotykała spraw obyczajowych, a te nierozerwalnie łączyły się z polityką. Nawet jeśli spostrzegał siebie jak naukowca, który dostarcza społeczeństwu perspektywy mniejszości, ciężko było tu pozostać bez opinii. A sam nie ukrywał swoich poglądów na te sprawy. Giovanni załamał ręce na słowa o stawianiu ministra przed sądem. — To by niesamowicie osłabiło pozycję całego Ministerstwa. Jeśli by tak zrobili przed wyborem nowego Ministra... Nawet nie chcę myśleć, do ilu przekrętów by doszło i jak rozrosłaby się szara strefa. |