Secrets of London
[13.04.72] Pieśni, których nie znamy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [13.04.72] Pieśni, których nie znamy (/showthread.php?tid=1326)



[13.04.72] Pieśni, których nie znamy - Brenna Longbottom - 23.04.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka

Odkryj wiadomość pozafabularną
Suma przypadków
DREWNIANE MOLO

Udałeś się na drewniane molo daleko od miasta. Odpoczynek od tłumu omal nie skończył się tragedią, ponieważ przepiękna istota mieszkająca w słonej wodzie oczarowała cię swoim śpiewem i wskoczyłeś za nią do wody. Kilka pocałunków później zorientowałeś się, że wciąga cię coraz niżej. Na szczęście nie było dla ciebie za późno - udało ci się uwolnić.

Podobno miała odpocząć.
Brenna postanowiła więc posłuchać porady młodego Rookwooda, ale połączyć odpoczynek z czymś bardziej pożytecznym i spędzić popołudnie nad wodą, co przecież kwalifikowało się jako odpoczynek, a przy tym rozejrzeć się, czy brzeg, który Charlie wskazał jako miejsce napadu na Theodora, jest w istocie bezpieczny. Zaciągnęła tutaj też brata, kusząc go wizjami „wody, spaceru w miłych okolicznościach przyrody, słońca, bo popatrz, dziś nawet wyjrzało zza chmur!” oraz tym, że „może złapiemy wielką, krwiożerczą rybę i będziemy mieli pyszną kolację!”. Tak naprawdę nie spodziewała się, że coś znajdą – poza tym zgłosiła już sprawę do właściwego departamentu – ale chciała się popytać, czy nie było kłopotów. Ot dla spokoju sumienia.
Początkowo trzymała się brata. Wszak Charlie mówił, że była to syrena, Brenna więc naiwnie zakładała, że ona sama jest bezpieczna, a jeżeli ktoś miałby zostać zaciągnięty do wody, to raczej Erik. Podpytywała tu i ówdzie, czy nikt ostatnio tutaj nie utonął, twierdząc, że pisze raport na temat bezpieczeństwa na angielskich plażach. Przy okazji faktycznie pospacerowali, a nawet posiedzieli chwilę na piasku, przez jakieś pięć minut robiąc absolutnie nic – co jak na standardy Brenny oznaczało bardzo długi odpoczynek. W końcu jednak, gdy ludzi w okolicy ubywało, bo robiło się coraz później, tuż przed tym, jak i oni mieli się zebrać z powrotem, odesłała brata do pobliskiej butki z lodami, twierdząc dramatycznie, że jeżeli nie dostanie zaraz lodów, koniecznie minimum trzech gałek, i to najlepiej z bitą śmietaną, to jak nic – umrze.
Problem w tym, że w tych trzech minutach, gdy się rozdzielili, okazało się, że Brenna się myliła.
Syrena miała towarzysza.
Gdy jej uszu dobiegł śpiew, w ostatnim przebłysku rozsądku pomyślała, że powinna była uczyć się oklumencji. A potem…
…a potem, otumaniona, ruszyła w stronę drewnianego molo. Za śpiewem: pozbawionym angielskich słów, a jednak doskonale dla niej zrozumiałym, przepełnionym magią. Za pieśnią, która zawierała w sobie to wszystko, o czym Brenna zwykle nie myślała – bo jako nastolatka i młoda dziewczyna wiedziała, że przecież ginie przy takich eleganckich pięknościach jak Cynthia czy Victoria albo tak pełnych uroku jak Mavelle albo Dani, a potem, jako kobieta, nie poświęcała temu uwagi, pełna przekonania, że nie pora na to, gdy płoną mroczne znaki, a ona i tak zaraz zginie. I teraz każdy drobny okruch emocji czy uczuć, gdzieś odrzuconych, stłamszonych, ciągnął ją do przodu, pochwyconą w magię fałszywej melodii, mącącej w głowie, odbierającej rozum. Przeszła po drewnianych deskach i chwilę później rozległ się plusk, a nad jej głową zamknęła się tafla wody.


RE: [13.04.72] Pieśni, których nie znamy - Erik Longbottom - 25.04.2023

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywało na to, że obecny miesiąc miał być dla Erika o niebo lepszy niż poprzedni. Bądź co bądź, marzec był dla niego dosyć stresujący. Przyjęcie charytatywne w posiadłości. Ostara. Wykrycie w jego ciele zepsutej klątwy. Pogrzeb Simone Malfoy. Mnóstwo zdarzeń i każde z nich odcisnęło na nim swego rodzaju piętno. Kwiecień na razie wydawał się dużo bardziej znośny. Być może dlatego Longbottom był w takim dobrym humorze na spacerze, na który wyciągnęła go siostra. Nawet zbytnio nie narzekał!

Teoretycznie miał na co, bo jednak zaledwie przed paroma dniami wpadło mu nieco... nieoficjalne śledztwo związane ze sprawą przedstawioną mu przez Perseusza Blacka, jednak nie chciał na tym etapie nikogo więcej angażować. Dopiero planował sobie poszczególne zadania w głowie. Nawet nie skalał sobie rąk pracą. Była to sprawa delikatna i musiał się zastanowić, pod jakim kątem do niej podejść. W sumie jedyną rzeczą, jaka go faktycznie martwiła była zbliżająca się wizyta w szpitalu św. Munga. Ostatnie naświetlenia, pomyślał, krzywiąc się lekko na samą myśl. Cóż, musiał myśleć pozytywnie. Jeszcze tylko jeden dzień i będzie miał to wszystko z głowy.

Jesteś pewna? Może lepiej wezwać pogotowie? — Uniósł pytająco brwi, na co Brenna zareagowała swoim „dramatycznym" dialogiem. — Wybitna gra aktorska, Bren — pochwalił siostrę, klaskając cicho. Pokręcił z niedowierzaniem głową. — Niedługo się okaże, że oboje zmienimy nasze ścieżki kariery. Ja wyląduje w polityce, a ty w teatrze. Kto wie, może Selwynowie mają akurat jakiś wakat przy najnowszej sztuce? Powinienem do nich napisać w twoim imieniu?

Koniec końców przystał jednak na propozycję siostry i bez większych narzekań ruszył w kierunku stoiska z lodami, które rozłożyło się w okolicy rzeki. Zdaniem Erika było na to nieco za wcześnie, ale najwidoczniej lokalna społeczność była spragniona tego typu rarytasów. Dzisiaj kręciło się tu całkiem sporo osób, to co dopiero będzie w środku lata? Może właściciel budki miał jednak głowę do interesów, a niezwiązany z tego typu działalność detektyw podążał mylnym tropem? Kierując się zaleceniem Brenny, wziął jej aż cztery gałki w jej ulubionych smakach i poprosił jeszcze o bitą śmietanę, posypkę i sos truskawkowy. Aż dziwne, że ta konstrukcja się nie rozpadła chwilę po odejściu od stoiska.

Udało się! — oznajmił okrzykiem Erik, widząc, że siostra weszła na molo. Zapewne po to, aby zająć im dobre miejsce na popołudniowy wypoczynek. — Wziąłem ci...

Mina mu momentalnie zrzedła, gdy zobaczył, że jego własna, rodzona siostra stanęła na skraju drewnianej kładki i po prostu wskoczyła do wody. Erik zatrzymał się w miejscu, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą zobaczył. Wtedy jednak kontrolę nad jego ciałem przejął instynkt. Lody wylądowały w zaroślach, a Erik rzucił się biegiem ku wodzie.

BRENNA!

Wyszarpnął różdżkę z kieszeni i wycelował w toń zbiornika, chcąc użyć zaklęcia zbliżonego swym efektem do Ascendio; chciał przy pomocy magii dosłownie wystrzelić siostrę na powierzchnię.




RE: [13.04.72] Pieśni, których nie znamy - Brenna Longbottom - 26.04.2023

- To żadna gra. Jeżeli nie dostanę lodów, po prostu uschnę. Z rozpaczy. A poza tym mogę za słabnąć na skutek za dużego stężenia krwi w układzie kofeino i cukronośnym – oświadczyła jeszcze Brenna dramatycznie, gdy wysyłała brata po lody, a on stawiał opór. Mieli przecież już wiosnę! Najwyższa pora na tego typu desery, prawda? – Jasne, słyszałam, że szukają kogoś do roli błazna. Sprawdzę się doskonale – dorzuciła jeszcze, bez mrugnięciem okiem.

Niestety, te parę chwil później nie usłyszała ani, że się udało, ani jakie smaki postanowił wziąć jej Erik. Nie stała się także świadkiem tej dramatycznej sceny, w której wspaniała porcja lodów – cztery gałki, w dodatku z bitą śmietaną, posypką i sosem truskawkowym! – wylądowały w krzakach. Była bowiem już pod wodą.
Otrzeźwiała… późno. Kiedy na jej ramionach zaciskały się dłonie przedziwnej istoty, ani trochę nie przypominającej już człowieka, otaczała ją ciemność, a resztki powietrza uciekały z płuc. Pieśń już nie trzymała w stalowym chwycie jej umysłu, i do Brenny w pełni dotarło, że tryton – chociaż czy to był tryton, do licha, te z hogwarckiego jeziora nigdy nie przejawiały morderczych skłonności, może to coś innego, ale ona słabo widziała pod wodą – właśnie usiłuje ją utopić. Zaczęła szarpać się w uścisku, prawą ręką sięgając po różdżkę, która – dzięki Merlinie – nie została zgubiona. Wycelowała w istotę i zamiast ognia z czubka różdżki wyleciał strumień gorącego powietrza. Krzyk zawibrował w uszach Brenny i została puszczona, problem polegał jednak na tym, że… dusiła się i miała marne szanse wypłynąć na powierzchnię.
I wtedy jakąś siła poderwała ją w górę. Brenna uniosła się, wyleciała na powierzchnię – chwytając zbawienny łyk powietrza – zawisła na moment jakieś dziesięć centymetrów nad wodą, po czym wpadła do niej z powrotem. Ale tym razem jej głowa pozostała wynurzona.
Nie na długo jednak.
Obróciła się w stronę molo. Spodziewała się zobaczyć tam brata, bo kto inny mógłby zareagować, i faktycznie dojrzała Erika. Serce tłukło się jej szaleńczo w piersi. Machała nogami, by utrzymać się na powierzchni, a palce prawej ręki mocno zaciskała na różdżce. Gdzieś w głębinach czaił się potwór – albo nawet potwory, bo Charlie wspominał o kobiecie, chyba że od początku do końca pieśń i wygląd istoty mamiły zmysły… I instynkt wyrywał się w Brennie do ucieczki z jeziora, ale… przecież do sezonu pozostały dwa miesiące. Za dwa miesiące będą się tu kąpać mugole. Bezbronni wobec magii takich istot.
- Nie ma mowy, żebym mu odpuściła! – krzyknęła do brata, po czym zanurkowała znowu. Nie myślała zbyt jasno – na przykład o tym, że powinien zająć się tym Departament, który powiadomiła (i któremu chyba na razie łowy nie wychodziły, skoro usiłowano ją utopić, niech ona dorwie Rowle’a…), i że właściwie ona nie ma co zrobić z tym stworzeniem, nawet jeśli je złapie. Bo gdyby je po prostu zabiła, wpadłaby w problemy. Ani nawet o tym, że pod wodą coś takiego ma nad nią przewagę. Ale może przynajmniej zniechęci tę cholerę do kolejnych polowań...
Gdy dostrzegła ruch, machnęła różdżką, próbując wyczarować sieć.
Raz nie wyszło. Czarowanie pod wodą, kiedy omal chwilę temu nie utonąłeś, nie należało do łatwych. Za drugim razem... sieć poleciała ku istocie i chyba nawet ją pochwyciła, ale Brenna nie miała większych szans zatrzymać stworzenia. To, szamocąc się, próbowało tym razem się oddalić, a ona rozpaczliwie potrzebowała powietrza.
Chwilę później znów wyłoniła się na powierzchnię, łapiąc powietrze. Ach, oddychanie. Dlaczego nigdy nie doceniała, jakie jest cudowne?

Odkryj wiadomość pozafabularną
[roll=PO]
[roll=PO]



RE: [13.04.72] Pieśni, których nie znamy - Erik Longbottom - 27.04.2023

Efekt czaru zdecydowanie należał do tych z rodzaju spektakularnych. Niestety młoda Longbottomówna nie pozwoliła się bratu napawać sukcesem. Z kim ja się wychowałem, zastanawiał się, okraszając się tę niezwykle światłą myśl kilkoma niewybrednymi, żeby nie powiedzieć wulgarnymi słowami. Nie zdążył nawet zareagować, gdy jego siostra zdecydowała się ponownie zanurkować w głębinach jeziora. Kompletny brak instynktu samozachowawczego. Erik zrobił jeszcze kilka kroków w przód, wychylając się niebezpiecznie blisko nad krawędź nieodgrodzonego w żaden sposób molo.

Cokolwiek się tam czaiło, ewidentnie rzuciło jego siostrze wyzwanie, a on ani trochę nie był zadowolony z tego, że je przyjęła. Rozważał rzucenie w wodę za tę skrajnię nieodpowiedzialną czarownicą, jednak... postanowił tego nie robić. Przynajmniej nie teraz. Co, jeśli z rozpędu pomyliłaby go z tym straszydłem? Wzrok mężczyzny krążył od jednej strony jeziorka na drugą, szukając bąbelków powietrza, czy jakiegoś innego sygnału, który powiedziałby mu, co się stało z siostrą.

NIE RÓB TAK WIĘCEJ! — krzyknął na wstępie, gdy znajoma czupryna wynurzyła się spod tafli wody. — Wracasz tam? — Oczywiście, że tam wracała. Głupie pytanie. Gdyby próbował ją powstrzymać, pewnie nawet nie dałaby mu szansy tego zrobić. — Spróbuję zaczarować wodę, żeby była bardziej przejrzysta. To ci jakoś pomoże? — Miał nadzieję, że tak. — A potem... A potem Bąblogłowego. Na Ciebie.

Jak pomyślał, tak też zrobił. Na początku rzucił zaklęcie z dziedziny Transmutacji mające na celu zwiększyć przejrzystość wody w jeziorze na tyle, aby mogli więcej dostrzec; kto wie może nawet okolice dna zbiornika. Widząc, że zaklęcie się udało, spełniając swoją funkcję, Erik następnie wycelował różdżkę w Brennę. Skrzywił się nieco, bo jednak był to dosyć niestandardowy ruch z jego strony. Przełamał się jednak i potraktował siostrę zaklęciem Bąblogłowy z dziedziny Kształtowania, które stworzyło sporych rozmiarów bąbel wypełniony powietrzem wokół jej głowy. Lepsza taka pomoc niż żadna, czyż nie?

Zaklęcie powinno wytrzymać dłuższy czas, ale jeśli... Jeśli coś poczuję, to cię stamtąd wystrzelę! — rzucił. Uznał, że wskakiwania za nią do wody mijało się z celem. Skoro czaiło się tam coś, co mogło pociągnąć człowieka na dno, to ktoś musiał dbać o bezpieczeństwo, skoro Brenna wyraźnie zamierzała gonić zagrożenie i nie dać mu zbiec.

I nawet nie myśl o tym, że wtedy wrócisz do pod wodę, dodał w myślach. Matka by go chyba zabiła, gdyby dał jej umrzeć w takich okolicznościach. Przecież to nawet nie ona powinna się zajmować takimi straszydłami! Oni prowadzili śledztwa i walczyli z czarnoksiężnikami, a nie łapali magiczne stworzenia!


(Transmutacja) Nadanie wodzie w jeziorze większej przejrzystości
[roll=O]

(Kształtowanie) Zaklęcie Bąblogłowy
[roll=PO]



RE: [13.04.72] Pieśni, których nie znamy - Brenna Longbottom - 28.04.2023

Było coś zabawnego w tym, że Erik najpierw kazał jej „nie robić tak więcej”, a potem po prostu potraktował za oczywiste, że owszem, Brenna właśnie to samo znowu zrobi.
Zapewne gdyby domagał się, żeby wyszła na brzeg, wyjątkowo by go posłuchała – bo odezwałby się rozsądek, szepcący, że zasadniczo to nie wie, w jaki sposób łapać takie istoty, i czy jeżeli ją zabije, będzie to morderstwo oraz jak w razie złapania, mieliby ją przetransportować. Gdy jednak Erik zamiast tego przyszedł jej z pomocą, Brenna dość entuzjastycznie zanurkowała znowu.
Przez chwilę płynęła po prostu w głębinach, próbując wyłowić istotę. I w końcu dostrzegła ją – niestety, już w oddali. Wycelowała, ponownie próbując wyczarować sieć, ale zaklęcie nie sięgnęło celu. Stworzenie odpływało coraz dalej i dalej, a Brenna, nawet wyposażona w bąblogłowę, nie mogła ot tak pływać godzinami w ubraniu, butach i w wyjątkowo chłodnej wodzie. Zaklęła w myślach, po czym się wynurzyła, zdjęła z siebie czar – by przypadkiem jakiś mugol ich nie dostrzegł – a potem jeszcze potraktowała finite zaklęcie brata. Nie daj Merlinie, aby ktoś przyszedł na molo tuż po nich i zaczął się zastanawiać, dlaczego woda wygląda tak dziwnie…
- Uciekł, drań – wykrztusiła wreszcie, chwytając się brzegu mola. Podciągnęła się i z pewnym trudem wygrzebała na drewniane deski. Po nurkowaniu świat zdawał się nazbyt jasny, a temperatura, która wcześniej była w jej odczuciu całkiem przyjemna, teraz okazywała się o wiele zbyt niska. Brenna usiadła na molo i odgarnęła z czoła wilgotne włosy. – Albo dranica, cholera wie, czy jest ich dwoje, czy to jedna istota, która hipnotyzuje i przybiera różne postacie… - powiedziała, spoglądając ku wodzie. Plaża nagle nie wydawała się już przyjemnym miejscem. Wręcz przeciwnie. Woda, znów ciemna, po zdjęciu czaru, kryła w sobie grozę.
- Dzięki za pomoc – dodała Brenna, bo nie była stu procentowo pewna, czy zdołałaby bez problemów wypłynąć na powierzchnię, gdyby nie brat. A potem odwróciła spojrzenie od wody, najpierw ku brzegowi, upewniając się, że nikt ich nie obserwuje – ale nie, spacerowiczów było już niewielu, ostatni dość daleko od nich – i znowu ku Erikowi…
Kobieta drżała z zimna. Była zupełnie przemoczona. Ściskała różdżkę dość kurczowo. Zdawała się blada, może od chłodu, a może dlatego, że jednak wstrząsnęło nią to wszystko – i to, że omal nie utonęła, i wcześniejsza pieśń, której echa wciąż rozbrzmiewały w umyśle.
Mimo to Brenna nie byłaby Brenną, gdyby nie dostrzegła jednego, małego szczegóły… Zmrużyła ciemne oczy, spoglądając na brata.
- Erik – zaczęła poważnym tonem, jakby chwilę temu nie walczyła o życie, a to, co chciała powiedzieć, było najważniejszą sprawą na świecie. – Co zrobiłeś z moimi lodami?


Percepcja
[roll=Z]

Kształtowanie
[roll=PO]


RE: [13.04.72] Pieśni, których nie znamy - Erik Longbottom - 01.05.2023

Z pewnej perspektywy zachowanie Erika, wbrew pozorom, było całkiem sensowne! Miał świadomość tego, że w euforii obecnych zdarzeń raczej nie odciągnie łatwo siostry od kolejnego poronionego pomysłu, ale nie zmieniało to tego, że mógł już w tym momencie zabronić jej podjęcia kolejnej próby, do której mogłoby dojść w bliżej nieokreślonym czasie. Ten incydent na pewno na długo zostanie w jej pamięci, więc może i ostrzeżenie brata również to czeka. Następnym razem, gdy znowu rzuci się w toń w pogoni za jakimś straszydłem, z tyłu głowy na pewno usłyszy głos Erika.

Wiesz, co to mogło być? Skoro wciągnęło się pod wodę, to ewidentnie jest agresywne. Raczej nie chciało się pobawić, a cię zrobić ci filetowanie! — Wyrzucił ręce w powietrze. — I w ogóle co ci strzeliło do głowy, żeby za nią tam wskoczyć? Zajmujesz ludźmi w pracy, a nie magicznymi stworzeniami, babo. Mamy od tego odpowiedni departament, kochana siostro.

Wydał z siebie ciężkie westchnienie i przystąpił do suszenia ciuchów Bren przy pomocy zaklęcia. To pewnie tyle, jeśli chodzi o spokojny spacer. Jeśli nie chciała uniknąć choroby, to wypadałoby się stąd w miarę szybko ewakuować. Pokiwał głową, przyjmując jej podziękowania. Na końcu języka miał wprawdzie komentarz o tym, że nie powinna się już narażać ponad miarę. Czy nie mieli wystarczająco dużo ryzyka w swoim życiu? Praca, konflikt ze zwolennikami Czarnego Pana, współuczestniczenia w dramatach życia codziennego swoich bliskich... Badanie nowego potwora z Loch Ness naprawdę mogliby sobie darować.

Tak. Co ty byś beze mnie zrobiła, co? — mruknął, siadając obok niej, klepiąc ją po ramieniu.

Po chwili sarknął, gdy usłyszał jej pytanie. Naprawdę? Nie miała innych zmartwień? Prawie umarła! Z drugiej strony, miłość do słodyczy była nierozerwalnie związana z jednymi z niewielu przyjemności, jakimi mogła sobie umilić życie. Skoro była pewna, że nie była teraz martwa, to nic dziwnego, że jej priorytetem stały się słodkości. A tuż za nimi pewnie czaiły się książki. Ani trochę by się nie zdziwił, gdyby po powrocie do posiadłości Brenna spędziła resztę dnia zakopana w kocach, susząc włosy i czytając Tolkiena albo innego Lewisa.

Brenna — powtórzył, automatycznie dostrajając styl mówienia do tonu siostry. — Jesteś detektywem. Wydedukuj, gdzie mogły się znaleźć twoje cenne lody w momencie, gdy trzymałem je w rękach, ty byłaś w niebezpieczeństwie, a ja nie opanowałem magii bezróżdżkowej. — Uśmiechnął się krzywo, mrużąc przy tym oczy. — No dalej, jesteś sprytna, na pewno szybko się domyślisz. One wylądowały w... — Wbił w dziewczynę natarczywy wzrok. Musiała znać odpowiedź na dręczące ją w tej chwili pytanie!




RE: [13.04.72] Pieśni, których nie znamy - Brenna Longbottom - 01.05.2023

- A, wiesz, uznałam, że przyda mi się trochę ruchu, poza tym było tak duszno, chciałam się trochę ochłodzić… - stwierdziła Brenna, ściągając buty. Gdy Erik zaczął suszyć jej ubranie, ona (zasłaniając różdżkę ramieniem wolnej ręki, gdyby ktoś patrzył), zabrała się za suszenie butów. Obawiała się jednak, że chyba przyszła pora, aby kupić nowe trampki na miejsce tych wysłużonych. – Erik, to coś mnie zauroczyło – przyznała, i teraz jej głos zabrzmiał już poważniej. – Ogarnęłam się dopiero już w wodzie i potraktowałam je czarem, ale było za ciemno, żebym się przyjrzała, jak naprawdę wygląda. Nie mam pojęcia, co to było. Ze śpiewu słyną selkie, ale to na pewno nie była foka. Trytony… nigdy nie słyszałam, żeby były agresywne. To znaczy, pełno ich żyje w jeziorze przy Hogwarcie i nie próbowały nas utopić nawet, kiedy puszczaliśmy kaczki nad wodą. Nie podoba mi się to. Cholernie mi się to nie podoba – wymamrotała. Przez „to” rozumiała ogół sytuacji. Coś polowało na plażowiczów tuż przed sezonem. Próbowało utopić wcześniej kolegę Charliego, a teraz ją. I ona nie mogła niczego z tym zrobić, co bardzo, bardzo ją irytowało. – Zgłosiłam to do Rowle’a. Najwyraźniej nic nie zrobili. Może nie dali rady tego znaleźć, a może uznali, że to takie miłe magiczne stworzenie, wiesz, jak gajowy w Hogwarcie – dodała ponurym tonem.
Czy zastanawiała się, w jaki sposób można było to cholerstwo dorwać?
Owszem.
Tak, planowała spędzić ten wieczór obłożona książkami, ale raczej szukając informacji o tym, z czym do licha mieli do czynienia – i czy należało próbować to zabić, czy aresztować. Ewentualnie z jak dużą częstotliwością powinna posyłać skargi do departamentu kontroli magicznych stworzeń.
– Dobrze, że padło na mnie, nie jakiegoś mugola – dodała bezwiednie. Miała jak się bronić, a Erik wyciągnął ją z wody. Mugol mógłby co najwyżej dać się zjeść.
Zwróciła spojrzenie na Erika i dźgnęła go palcem.
– Już wiem. Zjadłeś go – oświadczyła z powagą, jakby nie brała pod uwagę innej opcji i pilnowanie lodów wtedy, kiedy ktoś się topi, było najnormalniejszą rzeczą na świecie. Nie to, że sama w takiej sytuacji pewnie też cisnęłaby w krzaki wszystko, co trzymałaby w rękach. – Bo przecież do czarowania wystarczy jedna ręka, tak samo jak do trzymania rożka, prawda? Twoja siostra walczy o życie, a ty pozbawiasz ją deseru, nieładnie, Erik… – westchnęła i założyła z powrotem buty, wciąż wilgotne. Nie ociekała już wodą, ale dalej nie była całkowicie sucha, a pogoda, mimo wszystko, nie sprzyjała kąpielom.


RE: [13.04.72] Pieśni, których nie znamy - Erik Longbottom - 01.05.2023

Spiął się na dźwięk słowa zauroczenie. Mieli już kilka razy do czynienia z tego typu zagrywkami, chociaż zazwyczaj ze strony ludzi. W końcu Faye potrafiła wykorzystywać swoje specjalne zdolności, aby poruszyć serca swoich słuchaczy. Podobnie było z tą wiolonczelistką od Averych, która występowała na pogrzebie Simone. Erik momentalnie zmarkotniał na wspomnienie tej uroczystości. Pokręcił szybko głową, nie chcąc wracać w tej chwili do tych wspomnień.

Może coś uciekło z prywatnej hodowli w okolicy? — rzucił niby od niechcenia, podrzucając pierwsze wytłumaczenie, jakie przyszło mu do głowy. — Lub ktoś je wypuścił? Gdyby to była istota, która żyje tu od pokoleń, to ktoś by to wyłapał. — Hibernacja? To też była jakaś odpowiedź, aczkolwiek wiedza mężczyzny kończyła się na zajmowaniu się sowami i domowymi zwierzątkami, więc ciężko byłoby mu nakreślić jakąś teorię na poziomie magizoologa. — Trytony nas nie utopiły, właśnie dlatego, że żyły w jeziorze przy szkole. Wyobrażasz sobie konsekwencje? — Pokręcił głową. — Taa... Bardzo milusie. Nie zabierajmy tu psów na spacery, dobrze? Dla ich bezpieczeństwa.

Cóż, po dzisiejszych wydarzeniach Erik z całą pewnością planował nie spuszczać oka z Brenny, przynajmniej do czasu, aż upewni się, że ta nie planuje wymknąć się pod osłoną nocy, aby ponownie zanurkować w jeziorze. W głowie miał już nawet rozrysowany cały plan! Kiedy wrócą do domu, poprosi skrzatkę Malwę o przygotowania bardzo dużego dzbanka z herbatą i jakiegoś ciasta, potem napali w kominku, przyniesie do salonu całą stertę książek, a potem usiądzie w kącie na fotelu i będzie czuwał. Jak przystało na odpowiedzialnego starszego brata.

Ohohoho, niesprawiedliwa odpowiedź — skomentował, kręcąc z niezadowoleniem głową. — Jak przyznam Ci rację, to wyjdzie na to, że popieram twoje dążenie do ciągłego narażania się. Jeśli jednak zaprzeczę, to wyjdę na nieczułego w stosunku do mugoli i tego, że nie mają jak się bronić. — Przewrócił wymownie oczami. — Rozumiem, że to był przypadek, ale myślę też, że są osoby lepiej wykwalifikowane do radzenia sobie z tego typu zagrożeniami. Jak to stworzenie wypełznie na powierzchnię i wraz ze swoim stadem ogłosi podbój Wielkiej Brytanii – wtedy możemy wkroczyć do akcji.

Czy znali kogoś, kto aktywnie pracował w biurze zajmującym się kontrolą wodnych magicznych istot? Zmrużył oczy, jakby miało mu to pomóc w przejrzeniu listy kontaktów zebranej w głowie. Skoro straszydło buszujące na dnie stawało się tak dużym problemem, to osobiste zwrócenie uwagi któremuś ze specjalistów mogło nawet pomóc. Może nie wyeliminują zagrożenia z dnia na dzień, ale coś się przynajmniej może ruszy. Mogłaby zacząć ścigać ludzi, którzy zalegają z podatkami, pomyślał Longbottom. Wtedy wystarczyłoby przekierować Bren do Elliotta i podległej mu maszynie biurokracji Departamentu Skarbu.

Nic się przed tobą nie uchowa — odparł z powagą. — Masz szczęście, że nie poprosiłaś jeszcze o gofra z owocami. Wtedy miałbym zajęte obie ręce i mogłoby dojść do prawdziwej katastrofy! — Uniósł ręce na wysokość głowy, wybałuszając przy tym w rozbawieniu oczy. Westchnął cicho. — Rozumiem, że nie chcesz wspominać o tym wypadku przy kolacji? Oficjalna wersja to „kładka nad jeziorem załamała się pod ciężarem ego Erika, a ja zostałam tylko niewinną ofiarą”?

Zagryzł dolną wargą, starając się nie parsknąć cichym śmiechem. Gdyby tylko go o to poprosiła, to zapewne bez wahania przyjąłby na siebie winę. Inna sprawa, że chociaż żartowali sobie z tego, co się przed chwilą stało, to gdyby nie magia i trzeźwe myślenie mogłoby to się skoczyć dla nich tragicznie.




RE: [13.04.72] Pieśni, których nie znamy - Brenna Longbottom - 01.05.2023

- Sama nie wiem… Może coś wkurzyło te istoty? Bo… cholera, Ch… Jules wspominał coś o kobiecie, a ja mogłabym się założyć, że to był męski głos? Ale może ja albo jego znajomy zobaczyliśmy coś, czego nie było? – wymruczała Brenna, wpatrując się w wodę. Skoro to coś zmusiło i ją, i kolegę Charliego do skoczenia do wody, mogło prawdopodobnie zmanipulować też ich postrzeganie. Ale… nie mogła być pewna, czy było tak, czy też były d w a potwory. – Oczywiście, że nie przyprowadzę tutaj psów – oburzyła się, przenosząc spojrzenie na Erika. One nie potrafiły się bronić! Brenna miała zamiar zresztą ostrzec wszystkim domowników przed tym miejscem.
Brenna, na szczęście Longbottoma, nie planowała wymykać się nocą nad jezioro.
Najpierw w końcu musiała zrobić research. A potem wepchnąć tę wyprawę w dość napięty, kwietniowy grafik. Istniała szansa, że w międzyczasie Rowle jednak zadziała. Jeżeli nie… spróbuje wziąć sprawy w swoje ręce. (I wtedy, oczywiście, czujność Erika trochę zapewne przycichnie…)
- Hej, jakie dążenie do narażania się! – parsknęła, podnosząc się. – Nie planowałam wskakiwać do tej wody. A jeżeli przyjdę tutaj znowu, to zapewniam… w uszy założę korki – obiecała solennie. Nie, nie miała zamiaru pozwolić zauroczyć się w ten sposób znowu. Zwłaszcza, że ta pieśń, choć przebrzmiała, wciąż brzmiała jej w uszach.
I przygnębiała bardziej niż Brenna miałaby ochotę przyznać. Nie zamierzała jednak niczego dać po sobie poznać.
- Oficjalna wersja wygląda tak, że wchodzisz do domu pierwszy i przyciągasz uwagę osób w salonie, a ja przebiegam na piętro tak, żeby niczego nie zauważyli i doprowadzam się do porządku – oświadczyła Brenna. Nie lubiła kłamać, nawet teraz, gdy z prawdomównego dziecka i nazbyt szczerej nastolatki wyrosła kobieta, która musiała łgać regularnie. A nie mówienie niczego to nie kłamstwo. – Nikt się nawet nie zdziwi, bo rzadko poruszam się wolno.
Wyciągnęła rękę do Erika, sygnalizując, żeby się podniósł. A potem ujęła go pod rękę, ciągnąć z powrotem w stronę plaży. Nie mogli w końcu aportować się z samego pomostu, za duże ryzyko, że ktoś zauważyłby jednak nawet ze sporej odległości ich nagłe zniknięcie.
- Ale jeżeli chodzi o te gofry… - zaczęła, dość radosnym tonem. – To zanim wejdziemy do lasu, będziemy przechodzić obok budki, więc masz absolutnie świetny pomysł, braciszku. Należy mi się mała rekompensata za to niemalże utonięcie. Chcę taki z owocami. I bitą śmietaną – zdecydowała.
I tak, chociaż pragnęła szybko wrócić do domu, pod koc, do dzbanka herbaty oraz wszystkich książek o magicznych stworzeniach, jakie znajdzie w rodzinnej bibliotece… naprawdę zamierzała przystanąć po gofra.


RE: [13.04.72] Pieśni, których nie znamy - Erik Longbottom - 01.05.2023

Uniósł brwi, słysząc dalszą porcję wyjaśnień siostry. Stworzenie, które potrafiło imitować głosy przeciwnej płci? To było nieco niestandardowe. Idealny mechanizm mający na celu zwabienie osób, które faktycznie chciały komuś pomóc. Podszyty magią zauroczenia fałszywy sygnał ratunkowy. To zdecydowanie podpadało pod jakiś paragraf i złamanie zasad dotyczący niesprowokowanej agresji.

Przydałby nam się teraz jakiś ekspert od magicznych stworzeń w rodzinach. Jeden z niewielu minusów posiadania rodziny o określonym profilu zawodowym; praktycznie wszyscy tkwimy w tym samym miejscu pracy. — Pokręcił zmartwiony głową. Dobrze, że przynajmniej mieli Danielle, która zdecydowała się zostać medykiem. To musiało być bardziej bezpieczne od pchania się w objęcia niebezpieczeństwa od rana do wieczora w ramach wezwań obywateli.

Uśmiechnął się pod nosem.

To jestem w stanie zrobić — stwierdził bez większego wahania. Zajęcie domowników rozmową na kilka minut nie powinno stanowić wielkiego problemu, prawda? Najwyżej trochę nazmyśla lub zgrabnie ominie ten najbardziej niepokojący fragment ich wypadu. W ostateczności, jeśli zauważą, że Brenna wygląda, jakby wróciła z basenu, powie, że strzelił w nią Aguamenti. Takie hehe porachunki rodzeństwa. — To prawda. Do pełnego zestawu brakuje ci już tylko umiejętności przenikania przez ściany. Wtedy byłabyś już niepokonana.

Podniósł się zgrabnie na obie nogi, po czym poprowadził siostrę w kierunku nieco dzikiej, jak na jego wyrafinowany gust, plaży. Dalej starał się uporządkować w głowie wszystkie fakty. Dwie osoby wiedziały już o zagrożeniu, wpłynęło jako-takie oficjalne zawiadomienie, a dalej nie podjęto żadnych działań? Czyżby departament był aż tak zapracowany, że nie mógł nawet posłać jednego przedstawiciela, aby zbadał sprawę? A może faktycznie w dziale wodnych stworzeń siedział jakiś oszołom, który wierzył, że istot nie powinno się przemieszczać z ich aktualnego środowiska? Erik aż się podirytował na samą myśl o takim scenariuszu.

Mogę pójść na to ustępstwo — powiedział powoli, ważąc każde słowo i uważnie obserwując reakcję Brenny. — W sumie, może powinniśmy wziąć jeszcze kilka porcji? Wiesz... Dla odwrócenia uwagi. — Uśmiechnął się półgębkiem. — Jak wyłożę na stół kilka tacek z goframi, to na pewno na chwilę zapomną, żeby spytać, jak ci się spacerowało. Potem jeszcze obowiązkowa herbata do słodkości i wszystko pójdzie jak z płatka.

Na całe szczęście pieniędzy im nie brakowało, toteż mogli sobie pozwolić na taki zakup. A ceny z takich budek musiały być nieco horrendalne. Sezon się jeszcze nie zaczął, więc właściciele stoisk mogli żerować na odwiedzających to miejsce ludziach jeszcze bardziej niż w środku gorącego lata. W każdym razie, po pozbyciu się kilku banknotów z portfela, rodzeństwo Longbottom udało się z zakupami w ustronne miejsce, aby koniec końców zniknąć z cichym pyknięciem i przenieść się w tak dobrze znane im tereny Doliny Godryka.


Koniec sesji