![]() |
|
[Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia (/showthread.php?tid=1329) Strony:
1
2
|
[Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia - Cynthia Flint - 24.04.2023 Teleportacja nigdy nie była przyjemna i chociaż niewiele w Cynthii było spontaniczności, tak poza związanym z nią dyskomfortem, nie czuła niepokoju w związku z wycieczką, którą Louvain zaplanował. Uznała też, że bezsensu pytać. Do jej uszu dobiegł hałas — pojazdów, ludzi, muzyki, szum wiatru, który przemykał pomiędzy budynkami. Gdy uniosła powieki, dostrzegła mnóstwo świateł, zgiełku i... Ściągnęła brwi, rozglądając się dookoła, aby upewnić się w swoim przekonaniu, zanim błękitne tęczówki pomknęły w stronę twarzy towarzyszącego jej mężczyzny. To nie był magiczny świat. To nie byli Czarodzieje. I chyba pierwszy raz była w takim miejscu, bo jedyne, na co sobie pozwalała, to spacer wzdłuż Tamizy. Chłodne palce wciąż zaciskały się na jego dłoni, jakby wierzyła, że przywiódł ich tu dla jakiegoś żartu i zaraz pomkną gdzie indziej. Związane w kitkę włosy zaszeleściły w powietrzu, targane listopadowym podmuchem, gdy pod wpływem jakiejś muzyki, odwróciła głowę i spojrzała przez ramię, dostrzegając jakiś klub, będący głównym źródłem hałasu. Miał rację z ubiorem, bo większość gości tkwiła w skórach, wyzywających sukienkach lub bluzkach, które zakrywały kobietom głównie piersi. Przez ciało przebiegł ją dreszcz niepokoju, ale i też rozgrzewającej adrenaliny. - Wtajemnicz mnie. - rzuciła w jego kierunku, gdy wyprostowała głowę i zlustrowała jego twarz wzrokiem, odszukując spojrzenia czarnych, niczym dwa węgielki oczów. Nie przyprowadziłby tu jej bez powodu, a nie wyglądał, jakby mieli się stąd gdzieś przenieść. Niezbyt rozumiała jednak, czego właściwie Lestrange tu szukał. Ofiary? Rozrywki? Mugola do torturowania? Nie był to przecież świat, do którego chciałby należeć, jako wyznawca ideologii czystej krwi. Jasnowłosa nie była jednak kobietą głupią i w ułamek sekundy dotarło do niej, jak jej ufał lub jak chciał jej zaufać, wybierając akurat klub w niemagicznej części Londynu. Czy jego siostra, rodzina, jego protektor wiedzieli o miejscach jego wycieczek? Warkot silnika przerwał jej rozmyślenia, a kilka motorów wjechało w zatłoczoną uliczkę, szukając chyba odpowiedniego miejsca nieopodal głośnego lokalu, aby zostawić swoje maszyny. Było w nich coś dzikiego i ładnego, nawet ona musiała to przyznać — nie w motocyklistach, rzecz jasna. Westchnęła cicho, odchylając głowę do tyłu i robiąc kilka kroków do tyłu, przyjrzała się ledwo widocznemu, zachmurzonemu niebu. Przy takiej ilości świateł nie było widać gwiazd, a jednak nie były to płomienie kandelabrów czy kominków, które tliły się w oknach wysoko ponad głowami. Grupka roześmianych Azjatek prawie na nich wpadła, trzymając w rękach aparat i butelkę z alkoholem — niskie i młode dziewczyny w modnych ubraniach posłały Louvainowi kokieteryjne uśmiechy. Jedna nawet rzuciła komentarz w rodzimym języku i puściła mu oczko. Wyglądały, jakby widziały go już wcześniej. - Koleżanki? - zapytała tylko z uniesioną brwią, odprowadzając je wzrokiem. Nie musiała tu nosić absolutnie żadnej maski, nikt i tak jej nie znał, a ona przecież nie znała żadnej szlamy. W powietrzu rozniósł się zapach jakiegoś jedzenia, a gdy powędrowała wzrokiem dookoła w poszukiwaniu źródła, okazało się, że naprzeciw klubu znajduje się knajpa z chińszczyzną na wynos, z której wychodziła kolejna grupa ubranych w skóry ludzi. Mieli jakiś zlot? RE: [Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia - Louvain Lestrange - 03.05.2023 Z kolei dla niego teleportacja była czymś, o dziwo, nawet przyjemnym. Kiedy innych dopadały nudności, on odczuwał nieco dziwaczny uścisk w żołądku jak podczas przejażdżki rollercoasterem. Zawsze się zastanawiał jak mugole potrafią jakkolwiek się zorganizować skoro ciąży na nich tyle przeszkód w przestrzeni i czasie. Bez teleportacji i łatwo dostępnych pojazdów latających, podróżowanie musiało pochłaniać masę czasu oraz środków. Nie żeby jakoś bardzo rozczulał się nad ich losem, w sumie poza drobnymi wyjątkami, miał to totalnie w poważaniu. Cały czas, aż do ostatniej sekundy, kiedy dostrzegł zaskoczenie, a może nawet zakłopotanie na twarzy Cynthii, nie był pewien czy słusznie postępuje zabierając ją do tego miejsca. Jednak w jakiś swój pokrętny sposób czuł się zobowiązany, jednocześnie raczej już bardziej podświadomie wyczuwał, że to jeden z bardzo niewielu momentów, kiedy faktycznie mógłby rzucić nieco więcej światła na swoją osobę i przy tym nie zostać pochopnie ocenionym. Wszak o jego brudnym, bo mugolskim i analogicznie, mugolskim, bo brudnym sekrecie nie wiedziała nawet Loretta. Oh, gdyby tylko wiedziała, że czerpie satysfakcję z mugolskich rozrywek i że w ogóle zapuszcza się do takich właśnie okolic, osobiście wyklęła by go z rodziny. Cynthia była nieco bardziej otwarta, takie odnosił o niej wrażenie oraz zdążyła wytworzyć między nimi pewien safespace, który najwidoczniej uwolnił u Lestranga chęć podzielenia się tym, z czym jeszcze z nikim się nie podzielił. - Słyszałaś o punk-rocku? - odpowiedział pytaniem na pytanie, jeszcze raz uśmiechając się wyłącznie jednym kącikiem ust. Oczywiście, że ją wprowadzi w sytuacje, ale wszystko po kolei, atrakcje należy dawkować, aby nie traciły na aromacie. Spoglądał ukradkiem jak towarzyszka dokładnie analizuje otoczenie i przygląda się każdej rzeczy dookoła nich, co było bardzo urocze. Pozwolił jej chwile oswoić się z sytuacją, bo zdawał sobie sprawę, że takie zakamarki Londynu mogą być dla niej dość obce i nie chciał jej zbyt mocno zdezorientować. Potem przeszły obok grupka dziewczyn, których szczerze nie szczególnie rozpoznał. - Chyba nie przedstawialiśmy się sobie. - odparł nie reagując nazbyt na zaczepki dziewcząt. - Obserwuj, analizuj, domyślaj się i trzymaj się blisko mnie. - nakreślił pokrótce zasady na jakich będą się teraz opierać. Byłoby zbyt łatwo gdyby od razu wyjaśnił sens tej miniaturowej intrygi, chciał też, żeby Cynthia mogła doświadczać nowych rzeczy tak jak on, kiedy bywał tu po raz pierwszy i dopiero przyswajał mugolskie mechanizmy społeczne. Nadstawił przedramię dla towarzyszki, by mogła na nim oprzeć i pociągnął ją dalej w kierunku skąd dobiegała muzyka. W pierwszej kolejności wymienił prostackie i wulgarne, ale jednak uprzejmości ze znajomymi na motocyklach. Przedstawił pannę Flint swoim znajomym, zmyślonym na poczekaniu imieniem. Ci rzucili kilka mało ambitnych komplementów na temat wyglądu Cynthii, ale Lou prędko uciął te rozmówki zmieniając temat. Dowiedział się jaka kapela dzisiaj gra w lokalu oraz kto dzisiaj obstawia barek specjalny, czymkolwiek on był. W podzięce poczęstował motocyklistów papierosem, a jeden z nich, najbardziej pobudzony z szerokimi jak galeon źrenicami, zszedł z swojej maszyny i postanowił odpalić papierosa od rozgrzanej rury wydechowej. W tym czasie inny koleżka dodał gazu do motocyklu nad którym pochylał się ten narwany, przez co z rury strzeliły małe płomienie, które całkiem osmoliły jego twarz, a nawet zwęgliły jego brwi. Cała gromadka ryknęła śmiechem, a Lou wykorzystał tę okazję i oddalił się od nich. Zaprowadził ich w kierunku drzwi prowadzących do środka. Przed wejściem stał ktoś kto ewidentnie miał za zadanie ich przeszukać zanim wejdą do środka, ale Lou wcisnął mu w przednią kieszeń marynarki banknot z wysokim nominałem, od którego drzwi niemalże same się przed nimi uchyliły. Przepuścił przyjaciółkę przodem, przytrzymując jej drzwi. - Jeszcze nie uciekasz? - zapytał zaczepnie, póki coraz głośniejsza muzyka nie sprawiła, że będą zmuszeni krzyczeć sobie do uszu. RE: [Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia - Cynthia Flint - 04.05.2023 To nie było tym, czego się spodziewała. Podejrzewała Louvaina o naprawdę wiele, o rzeczy znacznie gorsze, niż tajemne wypady do mugolskiej części Londynu, w której ona sama nigdy nie była. Rozumiała jednak, że dla kogoś z jego nazwiskiem, samo przebywanie wśród szlam mogło stanowić podstawę do wydziedziczenia oraz utratę zaufania i reputacji w świecie Czarodziejów, których potrzebował. Jej rodzina nie była aż tak ważna, a ojciec nigdy nie wybaczyłby jej przebywania w takim miejscu. Nie miało teraz jednak znaczenia, czego mógłby od niej chcieć lub nie chcieć, bo go nie było, jak zwykle. Cynthia miała więc okazję pierwszy raz od bardzo dawna poczuć, jak ogarnia ją niepewność i poniekąd jakieś zaintrygowanie, niezdrowe i niewłaściwie dla damy z Ministerstwa Magii. Tylko czy nosząc te nieszczęsną skórzaną kurtkę, wysokie buty i świecąc dekoltem, wciąż była tą samą Cyną, która nosiła koszule i eleganckie sukienki? Nawet jeśli próbowała zamaskować swoje zaskoczenie, swoje wątpliwości, jak i ciekawość, znał ją chyba na tyle, że umiałby dostrzec te subtelne zmiany w jej spojrzeniu. Inną sprawą było to, że to był jego pomysł i chyba pierwszy raz, to on oferował jej poznanie jakieś cząstki siebie, co chyba też wzbudzało w nim jakiś dyskomfort, co zauważyła, gdy przestała patrzeć do góry na wysokie budynki i odnalazła jego twarz. Przez ułamek sekundy była w kropce, cały jej zdrowy rozsądek buntował się wewnętrznie, podważając samo stanie w tym miejscu, ale ostatecznie zepchnęła go gdzieś na bok, decydując się na pójście w stronę tego, co nie znała i jakąś formę wyjścia ze strefy komfortu. Westchnęła cicho, zwilżając usta zakryte czerwoną pomadką i pokręciła głową na jego pytanie, zaprzeczając. O dziwo wcale nie patrzyła na niego, jakby oceniała go w jakikolwiek sposób, nawet jeśli czuła odrobinę dyskomfortu i niepewności. - Brzmi jak coś, co lubisz. - zauważyła po jego uśmieszku, unosząc dłoń i zgarniając jeden z jasnych kosmyków, który uciekł z jej kitki za ucho. Nie miała pojęcia, czego się spodziewać po tym miejscu i właściwie też trochę po nim. I to chyba był najbardziej ekscytujący element wieczoru. - A już zwątpiłam w Twój gust. - rzuciła zadziornie, posyłając mu krótki uśmiech, chyba trochę na rozluźnienie tego małego napięcia, które poczuła między nimi kilka minut wcześniej. Dobrze było wiedzieć, że wszystko było w porządku. Spojrzała na wciąż zerkające w ich stronę małolaty z uniesionymi brwiami, dość chłodno i z wyższością, ale tego ostatniego nie miała wcale w planach. Tak wyszło. Podświadomość wciąż szeptała jej ostrzeżenia o tym, że to byli tylko mugole. Zasady były krótkie, ale treściwe. Przytaknęła więc, nie mając w planach absolutnie się oddalać, bo zwyczajnie raz, że nie wiedziała gdzie, a dwa, pewnie zrobiłaby tu coś niemądrego, co mogłoby się skończyć kłopotami. Gdy nadstawił jej przedramię, uniosła brew. - To pasuje do szpilek, garniturów i sukienek, nie do skóry Lou. - nawiązała do tego, co zdążyła dookoła zaobserwować. A w tym była równie dobra, co w sekcjach zwłok. Bez cienia skrępowania więc złapała go za rękę, zaciskając delikatnie palce i grzecznie ruszyła za nim w stronę grupy na głośnych motorach, której przedstawicieli uznała później za idiotów, gdy jeden z nich zdecydował się odpalić papierosa od swojej maszyny. Zdawali sobie sprawę, jak poważne mogły być poparzenia i jak łatwo topiła się ludzka skóra? Nie wspominając już o zapachu, który temu towarzyszył. Jego przywitanie z nimi również nie było tym, do czego przywykła i co zwykle jej pokazywał. I te zmiany, które dostrzegała w czarnowłosym towarzyszu były chyba jednak bardziej interesujące, niż świat mugoli. Na komentarze na swój temat prychnęła, obdarzając jegomościa krótkim i chłodnym spojrzeniem, godnym miana królowej lodu. Chociaż "barek specjalny" był nazwą intrygująca, nie zareagowała. Gdy dostrzegła, jak mugol obmacuje ludzi, którzy weszli przed nimi, skrzywiła się mimowolnie. Cynthia ogólnie rzecz biorąc, nie lubiła tracić kontroli i to ona zawsze dyktowała warunki, ustawiała granice. Na szczęście i tym razem jej towarzysz był przygotowany, wciskając ochroniarzowi jakiś banknot. W klubie było głośno, mrugało mnóstwo świateł, a w powietrzu mieszało się tyle aromatów, że mogło zakręcić się w głowie. Było też duszno, co było chyba celowym efektem, aby wzmocnić w ludziach pragnienie. Gdy przesunęła wzrokiem po sali, dostrzegła tak różnych ludzi i z tak wielu grup społecznych, że nie miałaby pojęcia, jak mogłaby to właściwie skomentować. Od skąpo ubranych kobiet, po mężczyzn ubranych w podobny do nich sposób, motocyklistów, jakieś wystrojone kobiety i nawet kilku starszych facetów w garniturach — byli tu wszyscy. Na dźwięk jego głosu, który przebił się przez muzykę, odwróciła głowę i tym samym twarz w jego kierunku, dostrzegając jednocześnie kolejną grupę, która chciała wejść. Niewiele myśląc, pociągnęła jego dłoń i przyciągnęła go do siebie, wspinając się na palce. - Naprawdę myślisz, że tak łatwo można mnie przestraszyć? - jej cichy głos dotarł do jego ucha, a potem uśmiechnęła się tylko zadziornie, cofając pół kroku i rozejrzała dookoła raz jeszcze, szukając chyba baru. Jakkolwiek zdolną aktorką by nie była, na trzeźwo będzie jej naprawdę ciężko z tym natłokiem bodźców, do których nie była przyzwyczajona, sobie poradzić. - Jakie mają tu dobre drinki? - zapytała jeszcze, przeciskając się między ludźmi, kątem oka zauważając rozkładającą się kapele. - Lub może od razu coś mocniejszego? RE: [Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia - Louvain Lestrange - 07.05.2023 To prawda, można było odnieść wrażenie, iż zamiast przestać udawać robią to jeszcze bardziej i to na kolejnych płaszczyznach. Dużo z tego wszystkiego było udawane, choć z każdą chwilą Lou otwierał się coraz bardziej i znikały z niego kolejne bariery. Udawali że są integralną częścią tego miejsca, udawali że dobrze wiedzą co robią, a co chyba najgorsze, udawali mugoli. Krótka pogawędka z prostackimi krzykaczami przed klubem była tylko przedsmakiem tego co czekało dalej. Nijak wpisywało się to w etykietę która panowało wśród pracowników ministerstwa, łatwo się było domyśleć, że goście na motocyklach byli, w pewnym uproszczeniu, mugolskim odpowiednikiem klienteli których mogli widzieć w Białym Wiwernie. Na ogół powściągliwy Louvain, potrzebował właśnie takich odskoczni, hermetycznych sytuacji w których mógł dać upust tym kilku nagannym emocjom, które na co dzień ukrywał pod białym kołnierzykiem. Zwykle we wspólnych rozmowach z Cynthią wypowiadał o połowę mniej słów, niż ona i to nie dlatego, że panna Flint była gadułą, raczej on był stonowanym milczkiem, bo napisał sobie taką rolę. Dlatego stworzył sobie ten mikroklimat w świecie który miał wystarczający słaby impakt na jego prawdziwe życie. Co z tego, że klimat nakreślał się grubiańsko i chodzenie pod rękę nie pasowało. Dobre maniery z dobrego domu względem jej osoby obowiązywały go nawet gdzieś głęboko w niemagicznym Londynie. Dlatego też nie pozwoliłby bramkarzowi od tak dotykać towarzyszki. Raz, że było to poniżej godności jej nazwiska, a dwa, był zwyczajnie zazdrosny, a napięcie przecież stale rosło. Ustępując nadchodzącej grupie, pozwolił się przyciągnąć. - Myślę, że tylko zgrywasz pewną siebie, a w środku masz więcej obaw, niż seksapilu. - odparł kiedy tylko znalazł się bliżej niej. Dalej prowokował, pozwalając sobie na coraz mniej subtelne komentarze. Porwanie Slughorna to jedno, ale wchodzenie w rój mugoli, nie wiedząc co może ją tutaj spotkać to drugie. Co prawda był tutaj razem z nią, więc nic złego się nie mogło stać, ale z drugiej strony Lestrange to prędzej wpakowałby ich w tarapaty, niż z nich wyciągnął. Na ostanie pytanie zareagował unosząc do góry brwi. Pani koroner naprawdę zaczęła się rozkręcać. Zaskoczony, ale przy tym zadowolony, potraktował to jak wyzwanie. - Ciśniesz się w kłopoty, wiesz o tym? - zapytał dość retorycznie, ale szeroki uśmiech na jego twarzy sugerował rosnącą ekscytacje. Poprowadził ich dalej, przez salę i kolejnym mugolskim banknotem odblokował dla nich przestronną lożę, calutką tylko dla nich. Temu samemu kelnerowi który zaprosił ich na lożę, polecił przynieść szklanego szampana spoza karty i dwa drinki. Faktycznie obsługa musiała tutaj znać Louvaina, bo gość obrócił w mniej, niż kilka minut po drodze ignorując wołania klientów z pozostałych loży. Wiadomo, że nie będą popijać szampana drinkami. Lou sięgnął ręką głęboko do kubła z lodem w którym został im zaserwowany szampan i wyjął z niego małe zawiniątko z chłodnym wzrokiem na twarzy. Z wewnętrznej części skórzanej kurtki wyjął coś na kształt grawerowanej fajki do tytoniu, a do wnętrza usypał maleńki kopczyk z drobnych kryształków, jakie kryły się wewnątrz zawiniątka. Nie czekając na dodatkowe zachęty, wyjął zapalniczkę i najzwyczajniej w świecie podpalił fajkę, zaciągając się nienachalnie siwawym dymem. - Zaciągnij się, ale delikatnie. - poinstruował Cynthię i przestrzegł, przekazując jej przedmiot. Nie wiedział, czy miała już kiedyś kontakt z innymi używkami, niż alkohol i nikotyna, szczególnie z tymi mugolskiego pochodzenie, więc miał lekkie obawy jak zareaguje ona i jej organizm. Zanim substancja zacznie działać miał jeszcze chwilę, by przyjrzeć się jej reakcji. RE: [Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia - Cynthia Flint - 07.05.2023 Starała się odnaleźć najlepszą maskę dla miejsca, do którego ją zabrał. Oczywiście nie zamierzała jej nosić przed nim, ale wszyscy dookoła mieli postrzegać ją tak, jak sobie wymyśliła. Funkcjonowała w ten sposób od dawna, zyskując wiele cennych kontaktów i dobrą opinię. Trochę kosztem samej siebie, ale nigdy nie żałowała, bo cel uświęcał środki. Nie miała okazji udawać mugola, niewiele o mugolach wiedziała. Ich świat oraz zwyczaje były dla niej zagadką, czasem nawet wypowiadane przez nich słowa były pozbawione sensu. I była skłonna poniekąd upaść tak nisko tylko dlatego, że Lestrange jej to zasugerował i iskrę te podsycała ciekawość. Nie mogła powstrzymać się jednak przed patrzeniem na nich z góry. Powinna się tego bać? Cynthia zawsze miała problem z odczuwaniem strachu. Przez ułamek sekundy uciekła myślami, odwracając twarz w jego stronę i przyglądając się jego profilowi, zacisnęła delikatnie usta. Byli do siebie bardziej podobni, niż początkowo sądziła. Doceniała jego chęć pokazania jej sekretu, całkiem brudnego, który przecież mogłaby w każdej chwili użyć przeciwko niemu, a jednak wiedział, że blondynka nigdy by tego nie zrobiła. To było przyjemnie przeświadczenie o tym, że jej ufał. Ciepły impuls. Nigdy nie czuła się skrępowana w jego towarzystwie, chociaż tak wiele dziewcząt wzdychało do Louvaina już od czasów Hogwartu. Nie przeszkadzała jej bliskość, w której ich postawiła, przyciągając go do siebie pewnym gestem, przepuszczając jakichś mugoli, którzy zupełnie jej nie interesowali, ale po co mieli wpadać na niego? Jego słowa sprawiły, że na ułamek sekundy rozchyliła usta, pozwalając sobie na zaskoczony wyraz twarzy, bo to, o co ją podejrzewał i co ją zasugerował, było niedorzeczne. Błękitne oczy przesunęły po jego twarzy w poszukiwaniu ciemnego spojrzenia. - A więc będę musiała Ci udowodnić, że się mylisz. Nie czułaby się komfortowo, gdyby myślał o niej, jako o osobie przepełnionej paraliżującymi niepewnością myślami. Nawet jeśli kilka takowych faktycznie przemknęło jej przez głowę przez okoliczności, radziła sobie z nimi chyba nieźle. Nie miała pojęcia, jak długo trwała ta konfrontacja spojrzeń, którą chciał ją prowokować, ale żadne z nich nie zamierzało odpuścić, tak od razu. Faktycznie, on przyciągał więcej kłopotów, niż odganiał i to zwykle umiała sobie z nimi radzić. Tylko jakie właściwie mogą mieć kłopoty w mugolskim klubie? Przesunęła spojrzeniem po wnętrzu, po twarzach bawiących się ludzi, po wymieniających się pocałunkami parach i westchnęła bezgłośnie, czując subtelnie przebiegający wzdłuż kręgosłupa dreszcz. Nie było przecież sytuacji, z którą Cynthia sobie nie poradzi. Na jego słowa uśmiechnęła się tylko pod nosem. - Może powinnam chociaż raz zmienić położenie i je przyciągnąć. Pytanie tylko, czy dasz radę sobie z nimi poradzić? - nie pozostawała mu dłużna w tych prowokacjach, a gdy odwróciła głowę przez ramię, puściła mu tylko figlarne oczko. Będzie łatwiej, jak się napije. Gdy załatwił im loże i komunikował się z obsługą praktycznie na spojrzenia, to wiedziała, że tu bywał. Zsunęła z ramion kurtkę, rzucając ją niedbale na siedzisko i poprawiła cienkie ramiączka od dopasowanej sukienki, pozwalając, aby długa kitka spłynęła jej na ramię. Bez słowa obserwowała to, co robił i chociaż poniekąd podejrzewała, że na alkoholu się nie skończy, nie była pewna, jak jej organizm zareaguje. Poza eliksirem na bezsenność i takim, który pozwalał jej normalnie funkcjonować, kofeiną i okazjonalnym papierosem niczego nie próbowała. No przecież nie stchórzy. Przysunęła się bliżej, łapiąc palcami za jego nadgarstek i przysunęła używkę do ust, zgodnie z jego instrukcją zaciągając się delikatnie. Miało zupełnie inny posmak niż nikotyna, wywołało subtelne, ale nienachalne pieczenie, wypełniając płuca. Czuła falę ciepła, gdy wypuściła powolnie dym, odsuwając papierosa od ust, na którym zostawiła czerwonawy ślad od swojej szminki. - Jak często tu bywasz? - zapytała z nutą zaciekawienia, czując z każdą upływającą sekundą silniejsze uderzenia serca oraz natłok myśli, przeróżnych emocji, które na co dzień starała się trzymać szczelnie zamknięte. Przesunęła wzrokiem po pozostałych lożach, bezwstydnie lustrując siedzących tam ludzi. - Nie, żebym nie wiedziała, że lubisz.. Szaleć, ale przyznam szczerze, zaskoczyłeś mnie doborem miejsca i towarzystwa. - dodała jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, nie była jednak na niego zła i nie miała pretensji. Była za to coraz ciekawsza. Przywarła plecami do kanapy, zakładając nogę na nogę i stuknęła paznokciami w stół, zastanawiając się, jakie drinki im przyniesie kelner, a w międzyczasie, jej spojrzenie wróciło do czarnowłosego. Jego oczy nieco się zmieniły, miał inne niż zwykle źrenice — a więc jego towar wcale nie był taki słaby. RE: [Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia - Louvain Lestrange - 11.05.2023 Cały czas chodziło o grę pozorów. Z tym wyjątkiem, że pośród mugoli to oni ustalali zasady gry i to oni mogli rozdawać karty według własnego uznania. Mugole byli niemalże ślepi na wszystko co nie mieściło się w granicach ich własnej percepcji. Mogliby im wręcz przed nosami pomachać różdżkami, a ci i tak potraktowaliby to jak wygłup, aż zaklęcie od którego obejrzeliby własne trzewia na podłodze nie dałoby im lekko do myślenia. Sytuacja całkiem się zmienia kiedy udajesz, bo masz taką ochotę, dla rozrywki, a nie dlatego, że jesteś zmuszony dla własnego bezpieczeństwa. Dla niego właśnie ten fakt, że Cynthia nie czuła się przy nim skrępowana, był najbardziej krępujący. Będąc jeszcze sportowym hedonistą, najwidoczniej zdążył odwyknąć od zwyczajnych relacji damsko-męskich i kiedy kobieta nie wpatrywała się w niego jak w bożka, albo nie chichotała na każdy jego żart, zaczynał odczuwać że coś jest nie tak. Naprawdę szybko można uwierzyć w swoją ponadprzeciętność, kiedy dobierasz sobie towarzystwo według własnego próżnego klucza. Ludzie widzieli jego sławę, pieniądze, popularność, a dopiero na samym końcu niego samego. Cynthia traktowała go tak jak przed laty, w szkole, jakby niewiele się zmieniło przez te lata. To było krępujące, bo mało kto go tak traktował. - Nie ma takich kłopotów przed którymi bym nie uciekł. - odrzucił rozbawiony, szczerząc przy tym zęby. Powodów do strachu było wcale nie tak mało, chociaż ten główny, jak przebywanie w mugolskim klubie wydawał się być błahy. Po własnym doświadczeniu wiedział, że najbardziej niepokojące sytuację to te w których tracimy kontrolę nad sytuacją, a rzeczy same dzieją się wokół. Wyobraźnia wtedy szaleje i sama podsuwa nam najgorsze scenariusze, dokładnie takie których najbardziej się boimy. Wcale nie miał ją za strachliwą, zdecydowanie udowodniła mu to przy okazji postawienia samej siebie w pozycji zagrożenia i to w dodatku na jego prośbę. Po prostu w jego głowie malował się jeszcze obraz ułożonej Cynthii z dobrego domu, która nie miała zbyt wielu okazji do obcowania z, nazwijmy to, miejskim romansem. Chociaż ten obraz coraz bardziej się rozmywał, tak jak z chwilą kiedy bez widocznych wahań i niepewności chwyciła za jego nadgarstek i zaciągnęła się razem z nim. Był to dla niego głęboko fascynujący widok, poczuł adrenalinę, której od dawna nie czuł. Łamanie schematu przez pośrednie psucie "dziewczyny z dobrego domu", podsuwając jej narkotyki przed buźkę było jak woda na młyn jego ego. - Na tyle, by uzyskać dostęp do menu spoza karty. - odpowiedział jak w zwykle w swoim stylu, niewiele tym tłumacząc. Poniekąd dalej był to lekko wstydliwy temat, biorąc pod uwagę, że lada chwila mógł stać się śmierciożercą, co wchodziło w konflikt interesów patrząc na to co teraz robili. Zamyślił się na moment nad jej kolejnym pytaniem, czując jak od płuc przez całe jego ciało przepływa lekka fala gorąca i podniecenia. - Wiesz, chłopcy chyba muszą mieć jakieś swoje zabawki. W pokrętny sposób, ale chciał jej wytłumaczyć skąd ten cały klubowy wątek pochodzi. Mówiąc o sobie jako chłopcu miał na myśli, że to co tutaj jej przedstawia, w rzeczywistości traktuje jak coś niepoważnego, coś co nie przystoi czarodziejom ich statusowi. - W tej hermetycznej przestrzeni naprawdę możemy stworzyć dowolny wizerunek siebie. Mugole nie potrafią tego co my. - odstawiając na moment ironiczną postawę dalej próbował nakreślić swoje motywacje. Jeśli tylko by chciała, z pomocą zaklęcia czy dwóch, mogła stać się właścicielką tego miejsca, patrząc na wszystkich jeszcze wyżej, niż teraz. Jeśli ktoś by jej podpadł, chociaż krzywo spojrzał, Imperius sprawiłby, że problem sam wykopie się za drzwi. - Pomyśl tylko... - ciągnął dalej, robiąc pauzę na kolejne zaciągnięcie się dymem - to co ogranicza nas w naszym świecie, tutaj może być wektorem wydarzeń. - dodał na bezdechu, wypuszczając dym przez nozdrza kończąc zdanie. Czy musiał dodawać, że dalej trzymał w sobie pogardę dla mugoli? Przez ich niewydolność i ograniczenia cały magiczny świat musiał się ukrywać, jak zbieg. RE: [Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia - Cynthia Flint - 12.05.2023 W przypadku mugoli Cymthia nie umiała jeszcze dostrzec ogromu możliwości, które dawał ich świat. Zwykle przecież zapominała o ich istnieniu, ojciec surowo zabraniał odwiedzania miejsc pozbawionych magii, nie wspominając o krytykowaniu każdego czarodzieja brudnej krwi. Zwykle więc nawet z takowymi nie rozmawiała. Nie doceniała tego, co Lou od tak dawna widział swoimi ciemnymi oczami, odwiedzając takie zbiorowiska dla rozrywki. Jak mogłaby go postrzegać inaczej? Nigdy nie rozumiała fenomenu latania na miotłach i tej gry, której był gwiazdą, chociaż szczerze mu gratulowała i cieszyła się z jego sukcesów. Niezależnie ile miał galeonów, jak piękne kobiety go otaczały, jak mocno udawał kogoś, kim w rzeczywistości nie był — dla niej zawsze był tym chłopakiem ze szkoły, który miał figlarny błysk w oczach i uwielbiał stawiać siebie ponad innych, karmiąc własne ego. Nie przypuszczałaby nigdy, że czuł się przez skrępowany, a właściwie odważyłaby się stwierdzić, że głównie dlatego — nie licząc kwestii typowo medycznych, ją przy sobie trzymał. - To prawda. Masz do tego talent. - nie mogła się nie zgodzić, nawet kąciki ust subtelnie drgnęły jej w górę, gdy przed oczami stanęło jej tak wiele sytuacji, z których się wykaraskał swoją charyzmą, jak i popularnością oraz pieniędzmi. Niekiedy nawet zaklęciami. To ich różniło najbardziej, bo ona nigdy nie dopuszczała do sytuacji, nad którymi nie miała kontroli. Nie umiała bez niej poprawnie funkcjonować. On z kolei był chyba dobry w improwizowaniu, cenił sobie swobodę i poniekąd poza różnicami, też się uzupełniali. Gdyby się Flintównie przyjrzeć, niezbyt często wychodziła poza ramy tego, co mogła i co umiała zrobić, zwyczajnie nie lubiąc porażek. Akurat jej wygląd i umiejętność odnalezienia się w każdej sytuacji sprawiały, że wiele mogła załatwić odrobiną kokieterii, kłamstwa i eliksirów. Chyba bardziej niebezpieczna dla niej była sytuacja, w której tkwiła obecnie niż tamta z Białego Wiwerna. Obraz Cynthii, który mieli wszyscy, obraz, który miał się zmienić i to niekoniecznie pod wpływem jej szczerych chęci do pokazania tego, co chowała głęboko w środku. Posiadanie opinii królowej lodu było wygodne oraz bezpieczne, a nadmierne emocje z kolei nieprzewidywalne, budzące zagrożenie. Przez myśl jej przeszło, że miał naprawdę ciepłą skórę, chociaż posmak dymu zaraz odwrócił od tego uwagę. Może i nie powinna była tego robić, ale w jakiś sposób nie chciała odtrącać ręki, którą jej podał oraz zburzyć zaufania, które pomiędzy sobą mieli, a mógłby to w ten sposób odebrać. Wychodzenie ze strefy komfortu było pewnym aktem odwagi. Obserwowała chwilę blady dym, który szybko znikał w blasku neonowych świateł i klubowym harmidrze, zanim wywróciła oczami na jego odpowiedź. Ciepło coraz mocniej rozchodziło się po jej ciele, nawet jej policzki zakrył subtelny rumieniec i reagowała na bodźce, które zwykle umiejętnie ignorowała. Muzyka sprawiła, że po ciele przebiegła jej gęsia skórka, która dodatkowo wywołał zapach jego perfum, który dotarł do jej nozdrzy, gdy odwróciła głowę w jego stronę oraz to ciepło skóry, które zostało jej w głowie. Ściągnęła brwi nieco zaskoczona, ale nie skomentowała jednak niczego, zwilżając jedynie wargi, przesuwając błękitnymi oczyma po gościach i nawet łaskawie odpowiadając na uśmiech jednego z mężczyzn, który chyba wypił za jej zdrowie, a tak przynajmniej zinterpretowała gest podniesionej szklanki. - Znajdujesz tu upust dla swoich emocji oraz potrzeb, rozumiem. - odpowiedziała na jego kolejne słowa już werbalnie, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. Domyślała się, jak wiele z nich mogło tutaj zostać, oczyszczając mu umysł i umożliwiając powrót do magicznego świata z pełnią energii. Im dłużej mówił, tym bardziej wsłuchiwała się i docierał do niej sens tych słów, nie była tylko pewna, czy powinna rozsądkiem próbować potraktować to, w co w niej budził. - Świat bez ograniczenia i kontroli nie jest bezpiecznym miejscem. - zaczęła w końcu, przysuwając się bliżej Louvaina i znów złapała jego dłoń, przysuwając sobie do ust papierosa, przymykając oczy. Prowokował ją, co miała zrobić? Gdy dym wypełnił znów jej płuca i usta, poczuła silne uderzenie serca, które rozniosło po jej ciele tym razem nie ciepło, a jakąś niepokojącą ekscytację. Oparła się dłonią o jego udo, unosząc delikatnie do góry i dmuchnęła dymem w jego usta, unosząc powieki i tym samym ukazując błysk w jasnych tęczówkach, zupełnie inny, niż zawsze. - Dlatego właśnie powinniśmy to wykorzystać, masz rację. Zabawić się. - mruknęła cicho, odrobinę figlarnie, a potem przeczesała dłonią kitkę, wzrokiem przeczesując ludzi. Jej wzrok przykuła jedna z dziewcząt, które spotkały wcześniej na ulicy. Cynthia uśmiechnęła się chłód, wskazując na nią ruchem głowy. - Byłaby ładną marionetką, ale to łatwe, gdy patrzy na Ciebie w ten sposób. Powinnam ją przyprowadzić? Posłała dziewczynie uśmiech, przygryzając dolną wargę i dyskretnie wskazując jej na swojego towarzysza głową, zupełnie, jakby coś sugerowała. Może i tak było. Cynthia nie znała się na emocjach, ale znała się na ludziach i na nic nie reagowali tak, jak na perspektywę dostania, tego, czego chcieli. A ona była tylko szlamą, doskonałym obiektem testowym. RE: [Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia - Louvain Lestrange - 18.05.2023 Tak na dobrą sprawę to śiat mugoli, sam w sobie nie dawał zbyt wielu możliwości. Lou traktował go raczej instrumentalnie, wykorzystując jego ułomności, jak choćby brak magii, do swoich egoistycznych i partykularnych, jak się miało za niedługo okazać, potrzeb. Już od czasów nastoletnich wykazywał skłonność do przekraczania pewnych barier w poszukiwaniu nowych doznań. Od sadystycznych manier dręczenia młodszych roczników w Hogwarcie, do uznania i poklasku po zwycięskich meczach w których ewidentnie łamał reguły i zasady fair play. Mając w sobie czasem coś z zmanierowanego paniczyka z bogatego domu, szukał coraz mocniejszych wrażeń. Najcieplej jednak wspominał swoje relację z pyskatą smarkulą ze szlamowatej rodziny Wood. On będąc już w ostatniej klasie, dał się pierwszorocznej Heather dobrze zapamiętać jako tyran. Rudzielec nie miał za bardzo możliwości by długo stawiać opór przed złośliwymi zaklęciami Louvaina, wszak miał nad nią, aż 6 lat doświadczenia przewagi. Lestrange nie miał szczególnych oporów by nadużywać tych dysproporcji i pastwił się nad młódką, jednak musiał jej oddać, że determinacji nie zabrakło jej ani razu. Nie dała się nigdy złamać i nigdy też nie zobaczył w jej oczach łez przerażenia. Twarda z niej była sztuka, co fakt to fakt. W Hogwarcie takie numery często uchodziły mu, oraz innym ślizgonom, często płazem, jednak w dorosłym życiu konsekwencje były zdecydowanie bliżej, przez co bardziej wyraźne i dotkliwe. Gdzieś głęboko, ale wciąż miał w sobie te mroczne zachcianki, jedynie nauczył się być bardziej wyrafinowany. - Tak, zwykle ją mam. - wtrącił zadziornie, zarozumiałym tonem, mając na myśli oczywiście rację. On z kolei coraz mniej był zainteresowany otoczeniem i ludźmi wokół. Może dlatego, że będąc tu już nie pierwszy raz, zdążył się lekko przyzwyczaić i wyłączyć na niektóre bodźce. O wiele więcej uwagi skupiał na samej Cynthii. Obserwowanie jak przyswaja nowe realia i jak na nie reaguje dawało mu sporo satysfakcji. Z perspektywy niemagicznej oraz w dużym uproszczeniu, pochodzili z tego samego świata, więc mógł na własne oczy zaobserwować jak czarodziej, który nie miał za dużo wspólnego z mugolskim światem, praktycznie nic reaguje na niego w bezpośrednim kontakcie. Udało mu się już poznać na tyle swoją towarzyszkę, by za tą kurtyną z lodu dostrzegać minimalne gesty i mikroekspresję na jej twarzy. Kiedy wskazała mu na dziewczynę, odwrócił wzrok od przyjaciółki. - Istna bezradność. - skomentował wybór Flint, udając troskliwy ton, podszyty diabelskimi zamiarami. Przypominała z wyglądu pewną szlamę, która kiedyś poczuła się zbyt bezpiecznie w towarzystwie Lestranga. - Niczym się nie krępuj. Rób to, na co masz tylko ochotę. - dorzucił, domyślając się jedynie jakie zamiary miała Cynthia. Nie widział jej jeszcze w takim wydaniu, ale było to wręcz pociągające. Nie zamierzał jej w żadnym wypadku strofować, niech robi co chce. RE: [Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia - Cynthia Flint - 21.05.2023 Obydwoje nosili maski, a jednak otaczające ich aury były zupełnie inne. Louvain zawsze dążył do popularności, obnosił się swoim talentem i charyzmą umiał czarować zarówno znajomych ze szkolnych korytarzy, jak i później czarodziejów spotkanych w dorosłym życiu. Lubił być w centrum, lubił piękno, ale też błyszczały mu oczy, gdy działo się coś niedobrego. Dawał popalić szlamom, nawet ona to widziała, nic jednak z tego nie robiąc, bo nie było to jej sprawa. Ciężko było jej przełamać się do Lestrange, a tym bardziej mu zaufać, gdy zaczęli ze sobą więcej rozmawiać, wiedząc, jak traktował rzucające mu się na szyję panny, które w gruncie rzeczy były tylko zabawkami dla zabicia czasu. Udawał zauroczonego, dopóki nie dostał tego, co chciał dostać. A Cynthia nie była głupia, spędzając czas w bibliotece lub z Tori, izolowała się od wszystkich tych imprez oraz spotkań, skupiona na własnych celach. Dziwny był dzień, gdy ich drogi się zeszły. A teraz? Był naprawdę jedną z nielicznych, raptem kilku osób, na których w jakiś sposób jej zależało — z całym tym swoim bagażem doświadczeń, odrobiną przesadnej szarmancji i mroku, który tkwił w ciemnych, jak onyksy oczach. Tkwienie przy takim człowieku może nie było mądre i bezpieczne, ale na pewno w pewnym stopniu uzależniające. - Nie wydaje mi się. - odparła krótko, odrobinę uparcie, wyłamując się z tak charakterystycznej dla siebie, chłodnej maniery w głosie. Czuła wewnątrz, jak budowany przez lata przysłowiowy mur z lodu topnieje, a ona nie mogła utrzymać go w ryzach, mimo prób i chęci ogarnięcia rozbiegających się myśli, które przesadnie zaczęły reagować na otaczające ją bodźce. Jej oczy subtelnie zaczynały błyszczeć, źrenice zwężać. Przyglądała mu się badawczo, jakby dostrzegała go pierwszy raz tak naprawdę. Westchnęła głośniej, przesuwając palcami po odkrytej szyi, hacząc nimi o subtelnie wystające obojczyki, bo zrobiło się jej znów cieplej. Bezradność. Jaki mugol nie był bezradny w starciu z tymi, którzy posługiwali się magią, zwłaszcza odmianami tej czarnej i paskudnej, powszechnie tępionej? Nawet czarodzieje zapominali, jak wiele miała zastosowań, robiąc z tego jakiś chory temat tabu. Prychnęła na jego kolejne słowa, odwracając twarz w jego stronę, ba, cała się w jego stronę nachyliła, pozwalając sobie dmuchnąć mu zaczepnie w płatek ucha. - Nie powinieneś był mi tak mówić. -szepnęła tylko, chyba odrobinę zaskoczona intensywnym zapachem jego perfum, jednak nie zrobiła niczego poza tym. Uśmiechnęła się pogodnie i niewinnie, ciepło wręcz, gdy podniosła się do góry, zaczepnie przesuwając palcami po jego udzie, a potem odwróciła się i poszła w stronę wskazanej przez siebie wcześniej dziewczyny, której oczy ciągle wędrowały w ich kierunku. Nie mogła być trudną ofiarą, wystarczyło wybrać odpowiednią maskę. Krótki taniec, kilka zaczepnych szeptów i uśmiechów w jej kierunku, podjęta konwersacja, uwieńczona śmiechem — ludzie byli banalnie prości, jak znało się schemat. Zaproponowała jej coś na ucho, przygryzając przy tym dolną wargę i złapała ją za rękę, ciągnąc jednak w stronę baru, a nie swojego towarzysza, gdzie oparła się o drewniany szynk — chyba drewniany, rękoma, nachylając w stronę barmana tak, aby zwrócić uwagę nienagannym dekoltem, zalotnie podkreślonym przez wpadające tam kilka jasnych kosmyków z wysokiej kitki. Zamówiła kilka drinków, wskazując palcem na kolejne pozycje w karcie, zabawiając mężczyznę rozmową, jednocześnie pytając o opinię towarzyszącą jej dziewczynę, którą trzymała blisko siebie. Nie minęło kilka minut, a wróciła z nią do stolika, wpuszczając mugolkę koło Louvaina, a sama pomachała w stronę barmana, którego widocznie nakłoniła, aby przyniósł zamiast niej całą tackę kolorowych trunków. - Mam nadzieję, że mnie nie okłamałeś i te są naprawdę najlepsze. - rzuciła w jego stronę kokieteryjnie, puszczając mu oczko i sięgając po bladoróżowego drinka w szerokim kieliszku, którego upiła z cichym mruknięciem zadowolenia. Jej dłoń powędrowała do wysokiej szklanki z jasnym płynem, który podsunęła w stronę czarnowłosego. Pachniał ginem. - A Ty, na co masz ochotę? Polecałaś mi chyba Hugo? - uśmiechnęła się do dziewczyny, wskazując ruchem głowy na tackę. - Ja stawiam, baw się, nie krępuj. Chciałaś poznać mojego przyjaciela! Jest troszkę nieśmiały, musisz go rozkręcić. RE: [Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia - Louvain Lestrange - 22.05.2023 No właśnie. Kiedy Lou tracił czas na zabawy integracyjne z innymi ślizgonami, jak choćby zadręczanie szlam i mieszańców, Cynthia nie trwoniła czasu i już wtedy poświęcała się "rzemiosłu" tworzenia masek. Nawet jeśli nie przesiadywałaby tyle w bibliotece, czy dormitorium, częściej pokazując się w miejscach wspólnych w Hogwarcie to z dużym prawdopodobieństwem, ani Lou, ani reszta ślizgonów nie brałaby Cynthii na celownik swoich różdżek. Nazwisko takiego formatu jakie posiadała wykluczało ją z grona ofiar do dręczenia, to chyba proste. Nie mieli zbyt wiele wspólnych ścieżek i dużo przeczyło w tym, by mogli kiedykolwiek nawiązać bliższą relację, czy właściwie jakąkolwiek. Tym bardziej dziwne, że prawie dekadę później spędzają wspólnie czas i cieszą się swoim towarzystwem, niezależnie czy jest to podrzędny pub na Nokturnie, czy mugolski klub na obrzeżach Londynu. To dopiero zaskakujące, a właściwie nawet pociągające, poznawać się na nowo, wręcz odkrywać po tylu latach, kiedy logika podpowiadała o już wyrobionym i ugruntowanym przeświadczeniu na temat drugiej osoby. W życiu by nie powiedział, że królowa lodu ze szkolnej biblioteki stanie się kiedyś tak wprawną manipulatorką. Nie umykał mu żaden jej nawet drobny gest. Przyjemny i rozpalający dreszcz przeszył jego kręgosłup, kiedy dotknęła palcami jego skóry na szyi. Aż cichy i krótki pomruk wydobył się zza jego zamkniętych ust, prawie tak kiedy dotkniesz domowego kota kiedy się tego nie spodziewa. Zapach jej perfum z aromatem palonego przez nich specyfiku uderzał w jego nozdrza, zapewniając w krótkich chwilach, drobne zastrzyki euforii. Nadstawił otwartą dłoń, kiedy wstając i wychodząc z ich loży Cynthia zaczepiała go dotykiem po udzie. Na dosłownie krótki moment, złapał ją prawie za opuszki palców i przytrzymał, instynktownie nie chcąc by go opuszczała, ale odrazy puścił ją dalej. Przyglądał się z uwagą jej poczynaniom i snuł domysły, jakie ma zamiary wobec tej młodej dziewczyny. Sądząc po ich wcześniejszej rozmowie, najpewniej brudne i posępne. - Owszem, najlepsze. Tylko takie do nas pasują. - odpowiedział Cynthii, zawieszając spojrzenie na nowej towarzyszce, mocno sugerującym tonem. Niewybredny komplemencik dla młodej mugolki, choć dwulicowy, bo ani trochę by tak o niej nie pomyślał, miał zabrzmieć zachęcająco, by uśpić jej czujność. Przesunął się na kanapie, robiąc miejsce dla nowej, w tym samym czasie łapiąc się za jeden z ostrych ćwieków przyszytych do jego kurtki i przyciskając mocno, aż ten przebije płytko naskórek jego kciuka. Kiedy poczuł mokre ciepło na swoim palcu, dyskretnie chwycił na jeden z kolorowych drinków, zanurzając na moment świeżą ranę w alkoholu. Kilka czarnych kropel krwi Blacków rozpłynęło się w szklance niczym atrament, następnie podsunął niczego nieświadomej dziewczynie, jej specjalnego drinka, pod same dłonie. - Nie widziałem cię tu wcześniej, a zapamiętałbym, bez wątpienia. - dorzucił dla rozluźnienia, kłamiąc jak z nut. Podobał mu się ten teatrzyk coraz bardziej, bo choć wcześniej nie wiedział co mogłoby się wydarzyć po przyprowadzeniu Cynthii w to miejsce, to obecny obrót spraw jak najbardziej przypadł mu do gustu. Minie, chwila zanim halucynogenna, czarna krew zacznie działać wraz z upitym przez mugolkę drinkiem, więc mieli jeszcze chwilę by lepiej poznać swoją ofiarę. |