Secrets of London
[11 Kwietnia 1972] The book of regrets | Cadogan & Perseus - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [11 Kwietnia 1972] The book of regrets | Cadogan & Perseus (/showthread.php?tid=1331)



[11 Kwietnia 1972] The book of regrets | Cadogan & Perseus - Bard Beedle - 25.04.2023

TW - mowa o odebraniu sobie życia, silna depresja



Ludzie są jak miasta. Nie powinno się ich skreślać, tylko dlatego, że posiadają ciemne zaułki. Mogą mieć mniej lubiane dzielnice, śmieci rozsypane po targach czy głównych ulicach, ale dobre rzeczy wciąż przyciągają do siebie ludzi, jak ćmy do światła lampy.
Perseus posiadał krzywdzące opinie, jakie prawdopodobnie wyssał z mlekiem matki, a które podjudzane były rękoma z wypchanymi galeonami rękawami, acz miał w sobie coś fundamentalnie dobrego. Coś, co przeważało szale oceny na pozytywną, pomimo całej palety barw uprzywilejowanego chłopca z dobrego domu, jaką były pomalowane jego ubrania, idealnie przycięte włosy czy bogato zdobiona laska.
Kwiecień był chłodny. Tak jak pierwszy tydzień odznaczał się jedynie zachmurzeniem i odbitym światłem słonecznym sprawiającym, że szarość Londynu uwydatniała jedynie jego posępną aurę, tak drugi obfitował w doskwierający chłód i wilgoć nagłych, intensywnych ulew. Trudno było przewidzieć w którym momencie woda runie z nieba okraszając nieszczęsnych przechodniów ścianą lodowatego deszczu.
Palce Weasley'a poślizgnęły się nieumiejętnie na zakluczonej furtce, do której klucz schował w kieszeni prochowca. Płaszcz był teraz do cna przemoczony, materiał przykleił się do skóry, otulił swojego właściciela i przybrał intensywnie ciemny odcień beżu, w ogóle nie przypominający swojej zwyczajowej prezencji. Czarne włosy okleiły twarz w aureoli, podkreślając jej chorobliwą, wyspiarską bladość. Kolejne strumienie wody spływały mu po policzkach, wkradając się we wgłębiania obojczyków i dalej pod koszulę, nie zostawiając jeńców. Nie miał innego wyjścia jak pogodzić się ze swoim losem, jak zwykle zresztą.
Możemy jedynie przejmować się rzeczami, które są w zasięgu naszej kontroli.
Słowa sprawiające, że jego żołądek wywracał się do góry nogami, gardło ściskało, a nieprzyjemne uczucie gorączkowego rozgrzania przepływało przez ciało, aż do czoła, aby sprawić, że myśli stawały się zaćmione szarą mgłą nieprzyjemnej rzeczywistości.
Otworzył furtkę pozwalając zdobionym oksfordom zagłębić się w mokrej ziemi, pozostawić na idealnie przyciętej, zielonej trawie odcisk swojej obecności. Już dawno przestał czuć dreszcz nieprzyzwoitości, po przekroczeniu progu lokum Perseusa. Właściwie to nie pamiętał kiedy ostatnimi czasy czuł cokolwiek, czy to pozytywnego, czy negatywnego. Żył z przyzwyczajenia, istniał, wykonywał czynności, które z pomocą terapii wpoił w swoją rutynę, ale to nie było życie. Nie kiedy za murami niemagiczności było tyle możliwości, spraw do załatwienia, do których teraz nie miał dostępu, a może już nigdy nie będzie miał.
Światło tlącej się lampy stojącej po drugiej stronie oszklonej werandy pozwalało na dostrzeżenie niewielkiej dróżki prowadzącej od furtki do tylego wejścia. Cadogan schował klucz z powrotem pomiędzy materiał przemokniętego płaszcza, czując jak pieką go knykcie na skostniałych dłoniach. Przystanął na chwilę, przedziwnie delektując się momentem. Tonąc w szumie pędzących w dół kropel, uderzających w oszalałym tantrum o każdą powierzchnię - płot, dach, szyby, drzewa, bruk, ziemię, jego samego. Deszcz obywał wszystko, wykonywał swoją 'pracę' nie przejmując się niczym... ale przestałby być deszczem, gdyby tylko nie był mokry, prawda? Dlaczego, więc on wciąż był czarodziejem, kiedy każda jedna cząstka magii wydawała się ulecieć z jego marnej egzystencji?
Odczuwane na dłoniach pieczenie było jedynym, co przypominało o tym, że wciąż był wśród żywych, że jeszcze się nie poddał, z jakiegoś okropnie niezrozumiałego, trywialnego powodu.
Nacisnął klamkę tylnego wejścia do szeregowego domu i powoli wkroczył w otulające ciepło wnętrza. Rośliny stojące w przeszklonej werandzie nachylały się nisko, dotykając liśćmi drogich materiałów, którymi obite były meble. Cadogan spojrzał w lewo, aby skrzyżować spojrzenie z gospodarzem. Pod jego nogami zaczęła tworzyć się niewielka kałuża. Deszcz prześlizgnął się, wraz z nim, w cztery ściany tego domostwa. Podłoga pozostała niewzruszona wobec tego stanu, przyzwyczajona do kapryśności angielskiego nieba.
- Pogoda, jak zwykle zresztą, zdaje się nas nie oszczędzać - zagadnął, wkładając w te słowa uprzejmość zarezerwowaną dla klientów antykwariatu. Nie było w nich niczego z naturalności, jedynie egzystencjalny przymus grzeczności, którą należało traktować drugiego człowieka, gdy wkraczało się w jego cztery progi.
Odgarniając ciemne kosmyki z czoła i kości policzkowych, wyciskając z nich krople mroźnej ulewy, puścił Blackowi krótki uśmiech na powitanie. Szary, prawie tak samo obojętny co spadająca z wieczornego woda, lądująca w rynnach i spływająca po nich w dół, aby skończyć w rynsztokach i kanalizacjach.
Odkleił od siebie prochowiec, odsłaniając białą koszule, równie zawzięcie przylepioną do, wciąż dobrze zbudowanej klatki piersiowej. Ćwiczenia fizyczne było ostatnim, co mógł robić, a co oddalało jego myśli od całkowitej nieużyteczności, do jakiej sprowadzała go choroba. Prześwitujący, mokry materiał wciąż gubił krople wody.
Jeżeli gospodarz obdarował go zaklęciem wysuszającym, to jak najbardziej za nie podziękował. Jeżeli nie, to bezceremonialnie opadł na materiał kanapy, płaszcz zostawiając na oparciu stojącego nieopodal krzesła.
Zaczęli zwyczajnie, rutynowo.
Wszystko było rutyną.
Zawsze kończyło się rutynowo.
Nawet ta cholerna ulewa wydawała się rutynowa.
Padło pytanie - 'więc, co czujesz?' Przez chwilę się wahał, zastanawiając się którą z masek przybrać, odgrywanie której pozy kontynuować. Ostatecznie uniósł spojrzenie niebieskich oczu, które teraz przypominały o wiele bardziej szarą rzeczywistość spowijajacych się w ciągu dnia na londyńskim niebie chmur, na twarz swojego rozmówcy, terapeuty, znajomego-nieznajomego, prawdopodobnie kogoś więcej... ale czy na pewno? Widział w twarzy Perseusa coś, czego nie potrafił... nie, coś, czego nie chciał identyfikować. Był to przyjemny wyraz, teoretycznie łagodny, ale tak bardzo, ale to bardzo, sprawiajacy, że Weasley pragnął tylko i wyłącznie schować się w swojej małej izbie nad antykwariatem i nie wychodzić. Nie chciał litości, a wydawał się znajdywać ją wszędzie. Jakby leżała na ulicy, błyszcząc, a ludzie, ktorzy ją podnosili byli srokami nie mogącymi oprzeć się jej urokowi.
Tylko, że teraz nawet w mieszkaniu nie czuł się dobrze. Od długiego czasu. Nawet nie przez hałasujących sąsiadów, a po prostu. Jak był w swoim łóżku to wciąż isniał, a chciał przestać istnieć.
- Wciąż chcę umrzeć. To uczucie towarzyszy mi od dawna, żyje ze mną, budzi się, zasypia. Wyliczyłem ostatnio, bardzo skrupulatnie, że ból mojego życia, istnienia jako cholerna katastrofa, którą jestem, jest większy niż byłby ból kogokolwiek innego, po tym jakbym umarł, zniknął. Właściwie, wydaje mi się, że to byłaby ulga. Nie jestem dla nikogo użyteczny. Nie nadawałem się do pracy. Zawiodłem wszystkich, łącznie ze sobą. Marnuje tylko powietrze i zasoby żyjąc. Ranie ludzi dookoła albo wzbudzam litość, trudno określić co jest gorsze. Chcę umrzeć. Moje życie to katastrofa. I chce żeby się skończyło. Najwyraźniej nie byłem stworzony do tego, aby żyć i istnieć, albo byłem, tylko już nie jestem. Nie ma sensu, abym musiał przez to wszystko przechodzić. Suchy deszcz, to nie deszcz. Czarodziej bez magii to nie czarodziej. Najwidoczniej jestem skazany na nieszczęście. Czasami siadam i myślę, czy są może jakieś inne wszechświaty, równoległe do naszych, w ktorych wiodę inne życie, ale szybko uświadamiam sobie, że w nich tez nie potrafię wyobrazić się sobie szczęśliwym. Taki po prostu jestem. Nic sobą nie wnoszę. Tarzam się w żalu. - odchrząknął, spoglądając na parującą filiżankę z herbatą. Nie miał ochoty ani na nią, ani na ciastka stojące obok niej. Poczuł się niesamowicie ciężki, zapragnął zamknąć oczy, ale zamiast to zrobić wpatrywał się pusto w Perseusa, próbując chociaż na chwilę poczuć cokolwiek, oprócz pustki i chęci odebrania sobie życia. Może wstyd?
Wysuszone oczy przypomniały mu, że powinien mrugać.