Secrets of London
[8 maja 1972] Czy może mi pan wskazać drogę? || Ula & Dellian - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+---- Wątek: [8 maja 1972] Czy może mi pan wskazać drogę? || Ula & Dellian (/showthread.php?tid=1341)

Strony: 1 2


[8 maja 1972] Czy może mi pan wskazać drogę? || Ula & Dellian - Ula Brzęczyszczykiewicz - 27.04.2023

Minął tydzień od Beltane. Starałam się nie myśleć. Starałam się nie zaglądać do gazet. Starałam się nie pytać ludzi. Praktycznie nie wychodziłam z pokoju. Szok związany z tragedią na festynie przyszedł z opóźnieniem. Po raz drugi straciłam swój dobytek. Moje rysunki, wiele z nich było oryginałami. Wszystkie śliczne pejzażyki. Maszynka do kopiowania. Plecak. Na całe szczęście pieniądze miałam przy sobie. Magiczny pierścionek to jedyna pamiątka. Nie używałam go od tego dnia, nawet nie pamiętam jaki miał efekt.

Jedynym dobrym wspomnieniem z Beltane było poznanie Lyssy, chociaż i to wiązało się z nieprzyjemnościami. Czy teraz wszystko w moim życiu musi być tak ponure?

W nocy miałam sen. Byłam Robinem i musiałam uratować Batmana. Ale wtedy sama zostałam złapana i okazało się, że Batman to ja. Byłam sama dla siebie. Musiałam sama siebie uratować. Dlatego też wstałam, wyszykowałam się i kominkowałam się do Londynu. Są dwie sprawy, które muszę tu załatwić.

Z wejścia do Ministerstwa Magii jeszcze nie korzystałam, ale dobrze wiedziałam, gdzie było. Babcia mi kiedyś pokazała. Poszłam więc do tej specjalnej budki telefonicznej i skontaktowałam się z recepcjonistką.

— Powód wizyty?

— Uhm... Chciałabym się zgłosić do... Biura Rzeczy Znalezionych? O ile takie istnieje... — Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że mogę wyjść na klauna, jeśli w skład Ministerstwa nie wchodzi żadna z instytucji, które chciałam odwiedzić.

Recepcjonistka podała mi lokalizację gabinetu Brygady Uderzeniowej i się rozłączyła, nim zdążyłam spytać o coś jeszcze. Dostałam przypinkę interesanta i winda w budce ruszyła na dół.

Teraz zrozumiałam, czemu recepcjonistka szybko się rozłączyła. Było zaledwie kilka minut po otwarciu Ministerstwa. Wiele pracowników wciąż dopiero pojawiało się w kominkach ustawionych dwoma rzędami na korytarzu. Wyglądało to niesamowicie... ale i niekomfortowo. Za dużo ludzi!

Recepcja była pusta, ale udało mi się znaleźć jakieś znaki prowadzące do Brygady Uderzeniowej. Cóż za śmieszna nazwa. Wjechałam windą na odpowiednie piętro, starałam się nie zostać staranowaną po drodze, aż w końcu dotarłam. I gdzie teraz? Wolałam nie wejść w jakiś zakazany korytarz, ale na szczęście dostrzegłam jakiegoś młodego czarodzieja. Zapewne był stażystą, czy kimś takim. Wygładziłam spódniczkę i poprawiłam ciemne okulary na nosie. Jak dobrze, że w całym gmachu Ministerstwa nikt nie szalał z intensywnym oświetleniem i moja twarz mogła pozostać niezauważona.

— Przepraszam, szukam Biura Rzeczy Zaginionych... albo Znalezionych... albo... czegoś takiego... — spytałam chłopaka od razu czując lęk wyżerający mnie od środka i ściskając palce u dłoni za sobą.




RE: [8 maja 1972] Czy może mi pan wskazać drogę? || Ula & Dellian - Dellian Ollivander - 08.05.2023

O Beltane słyszałem dużo, ale jeszcze nie chciałem o tym myśleć, nie chciałem wchodzić w szczegóły, które się wtedy wydarzyły. Musiałem to przetrawić pracując. W ostatnim czasie sporo zaklętych przedmiotów wpadało w moje ręce, więc miałem się czym zająć. Byłem bardziej milczący, ponieważ wyczuwałem to, co działo się wokół – to całe napięcie, które trzęsło Ministerstwem. Nie było mnie tam, ale mimo wszystko odczuwałem skutki tamtych wydarzeń. Zostawmy to jednak z tyłu głowy.

Teraz musiałem się skupić na tym, aby nie wpadać na ludzi, którzy dopiero pojawiali się w Ministerstwie, Bell kręcił się między nogami co jakiś czas zwracając moją uwagę na konkretnych, nieuważnych czarodziejów. Lawirowałem między ludźmi trochę koślawo, ale i tak zapewne lepiej niż oni sami, gdy przepychali się jeden przez drugiego twierdząc, że się spóźnią. Udało mi się w końcu dotrzeć na odpowiednie piętro i udać do mojego miejsca pracy. Bell prychnął niezadowolony pod moimi nogami, więc zatrzymałem się w połowie kroku.

— Co jest, przyjacielu?

— Kolorowe coś się zbliża. – usłyszałem w odpowiedzi, a zaraz potem Bell z niezadowoleniem wskoczył gdzieś w okolice mojego biurka, gdzie miał swój własny leżaczek. Ja odwróciłem się i w tym momencie usłyszałem jak dziewczyna, która jakiś czas temu naskoczyła na mnie z powodu mojej ślepoty prosi mnie o pomoc. Uśmiechnąłem się najlepiej jak potrafiłem i wysłuchałem jej drżącego z niepewności głosu. Brzmiała naprawdę uroczo jak się nie złościła.

— Oh, witaj kolorowa panienko. Znowu się spotykamy – przyjemny, delikatny uśmiech nie schodził mi z twarzy. Przynajmniej miałem nadzieję, że taki był i miałem nadzieję, że dziewczyna się na mnie nie zezłości. Nawet nie wiedziałem, czy nadal była ubrana na kolorowo, ale ceniłem ludzi w różnorakich barwach, gdyż sam od dawna widzę głównie ciemności. Głowę chyliłem ku dołowi lekko nią poruszając, aby chwytać dźwięki z otoczenia. — Jak dawno zaginęły twoje rzeczy? Zaprowadzę cię do odpowiedniego miejsca. – nigdy nie byłem w miejscu, gdzie składują zaginione rzeczy, ale wiedziałem, gdzie było. Wyciągnąłem różdżkę przed siebie i ruszyłem wzdłuż ściany w przeciwnym kierunku niż wcześniej szedłem. – Ostatnio bardzo dużo osób szuka swoich rzeczy – podjąłem temat, ale nie było w tym nic dziwnego. Po Beltane ludzie sporo zgubili i dużo przedmiotów lądowało w naszym dziale.

Ostatni raz jak spotkałem tę dziewczynę nie skończył się za dobrze. Czułem się delikatnie przytłoczony i smutny, że nawiązałem negatywną relację z kimś kto nawet mnie nie znał. Nie wiem, dlaczego tak cholernie dbałem o to, aby ludzie mnie lubili. Strasznie mnie denerwowało, że dziewczyna była tak cholernie ślepa i głucha na moje słowa. Może sama była niewidoma, a ja wtedy tak źle ją potraktowałem? Nie, przecież Bell by mi o tym powiedział, prawda?




RE: [8 maja 1972] Czy może mi pan wskazać drogę? || Ula & Dellian - Ula Brzęczyszczykiewicz - 10.05.2023

Zalałam się rumieńcem słysząc tak niecodzienne powitanie. Spodziewałabym się go raczej od tajemniczego mędrca, niż chłopaka w zbliżonym wieku. Jakie to dziwne. Ale do rzeczy.

— Znowu? Haha, bardzo przepraszam, ale nie mam dobrej pamięci!

Pierwsza niezręczność zaliczona. Nie potrafiłam sobie przypomnieć spotkania z kimś takim. Cóż, nie patrzę ludziom w twarz podczas rozmowy, poza tym moje okulary wcale nie pomagają w ich rozróżnianiu... Może powinnam je zdjąć, skoro jestem w pomieszczeniu? Nie, na pewno nie muszę. W razie czego odpowiem, że mam je ze względów medycznych. Co z tego, że są dziwnie duże i dość krzykliwe.

— Ehm... To było pierwszego maja... Na Beltane... — odpowiedziałam nerwowo, ściskając dłonie za plecami. Co jeśli nic nie było ruszane i powinnam była po prostu przejść się na miejsce zdarzenia? A może jakieś śledztwo jeszcze trwało i nie dało się niczego odzyskać? To by nie była taka zła odpowiedź... Chociaż wolałabym tu już nie wracać. Każda informacja będzie jednak lepsza, niż żadna.

Pokiwałam głową w reakcji na zarzucony temat. Nie miałam oczywiście pojęcia, że wybrałam najgorszą możliwą opcję, a mój rozmówca odbierze z mojej strony tylko milczenie.




RE: [8 maja 1972] Czy może mi pan wskazać drogę? || Ula & Dellian - Dellian Ollivander - 11.05.2023

Uniosłem brwi na jej słowa o tym, że nie ma dobrej pamięci. Dziwne, bardzo dziwne. Raczej powinno się pamiętać osobę, która wzbudziła w człowieka tak negatywne emocje jak ja wtedy w niej. Podrapałem się w tył głowy i wzruszyłem ramieniem. Miałem zdolność zapamiętywania dźwięków, a jej głos pamiętałem aż za dobrze, gdyż była pierwszą osobą, która aż tak bardzo usilnie chciała mnie urazić tym, że jestem niewidomy. Pierwszy raz w życiu było mi żal, że byłem ułomny, ale chciałem się tym nie przejmować. Szkoda życia na takie rzeczy, prawda?

— Może to i lepiej. Zaczniemy swoją znajomość od czegoś lepszego. – uśmiechnąłem się lekko. Poczułem jak Bell okręcił się wokół moich nóg cicho mrucząc. No tak. Nigdy mnie nie zostawiał. Momentami tylko słychać było jak prycha niezadowolony. Chyba nie polubił tej dziewczyny, ale ja nigdy nie miałem problemów z żadnym człowiekiem.

— Oh, Beltane. – mruknąłem cicho, ale nie kontynuowałem tego tematu dalej. Gdy milczała na moją próbę podjęcia tematu o zaginionych rzeczach zagryzłem usta z niezręczności.

— Co panience zaginęło? – zapytałem w końcu. Jeszcze jeden zakręt i będziemy przed pomieszczeniem, w którym składowane były rzeczy zaginione i rzeczy z różnych dochodzeń.




RE: [8 maja 1972] Czy może mi pan wskazać drogę? || Ula & Dellian - Ula Brzęczyszczykiewicz - 11.05.2023

Od czegoś lepszego? To jak wyglądało nasze pierwsze spotkanie? Nie spotkałam tu aż tylu czarodziejów, żeby kogoś nie zapamiętać... Może na Beltane? W pewnym momencie było sporo osób wokół mojego stoiska, może był jednym z nich? A może... Nie, tamten chłopak pracuje w Dziurawym Kotle. Na pewno nie dorabia sobie na boku w Ministerstwie.

— Haha, tak chyba będzie najlepiej — odpowiedziałam nie wiedząc do końca na co się zgadzam. Ale cóż zrobić?

Beltane było wymownym tematem. O tym się nie rozmawia. Nawet w myślach.

Odkopałam w głowie listę zaginionych przedmiotów. Powinnam ją teraz wyłożyć szczegółowo, czy może najpierw tak ogólnie? Zdecydowałam się na coś pośredniego. Wyliczałam formaty rodzajów, plecak, maszynkę do kopiowania i inne drobiazgi.

Wtedy dotarliśmy do odpowiedniego pomieszczenia. Był tam jakiś wąsaty czarodziej.

— Jeśli to kolejna osoba szukająca swoich gratów z Beltane, to proszę się zgłosić za tydzień! Ja nic nie wiem, niczego tu nie ma!

Czarodziej niemal zamknął nam drzwi przed nosem.

Cóż. Przynajmniej próbowałam.

— Czy... Hm... Można się zapisać na jakąś listę oczekujących czy coś...? A może po prostu powinnam napisać list do Ministerstwa za tydzień? A może przyjść od razu osobiście? — spytałam chłopaka.

Ostatnia opcja mi się wcale nie podobała. Nie chciałam zjawiać się tu ponownie tylko po to, by pocałować klamkę.




RE: [8 maja 1972] Czy może mi pan wskazać drogę? || Ula & Dellian - Dellian Ollivander - 11.05.2023

Rzeczy, których szukała dziewczyna było zdecydowanie dużo i miał nadzieję, że odzyska chociaż większość z nich. W końcu nie jest fajnie jak się traci swoją własność.

Sam się zdziwiłem, gdy mężczyzna zareagował na nas, aż taką agresją, więc delikatnie podskoczyłem. Bell znowu prychnął pod moimi nogami i zawinął wokół jednej ogon. Uśmiechnąłem się delikatnie i odwróciłem się do drzwi tyłem.

— Cóż, tego się nie spodziewałem. – odpowiedziałem krótko. Słysząc jej pytania poczekałem, aż zada wszystkie i od razu jej odpowiedziałem. – Jeśli zechcesz będę mógł za tydzień podejść i zapytać, czy są tu twoje rzeczy, a potem napiszę do ciebie list z informacją o tym, co ty na to? Musisz mi tylko podać adres do korenspondecji oraz dane personalne. – tak, nie musiałem tego robić, ale chciałem. Chciałem jakoś zabłysnąć w jej oczach. Jeśli takowe miała.

— Dell! – miauknął pod nogami mój kot. – Żałosne. – czasami chciał być chyba moim sumieniem i próbował mi dawać mało subtelne znaki, że daję się ludziom za bardzo wykorzystywać, ale taki już byłem.




RE: [8 maja 1972] Czy może mi pan wskazać drogę? || Ula & Dellian - Ula Brzęczyszczykiewicz - 11.05.2023

— Dobrze!

Zadanie wydawało się łatwe. Tylko wtedy zdałam sobie sprawę, że nie znam swojego adresu, a chłopak za nic nie spisze mojego nazwiska. No to mamy problem.

— Więc mój adres to... hm... Dolina Godryka... Hm... Macie tu może jakieś mapy? — Rozejrzałam się od razu chcąc być pomocna sama sobie, chociaż moje oczy wcale niczego nie szukały, a unikały spojrzeń przechodniów. — A nazwisko... Hm... Można pisać do Ariela Lovegooda, to mój... — No i znowu ta niemiła sytuacja, że nie wiem kim on dla mnie jest. — ...krewny. I mieszkamy razem...

Nie zdawałam sobie sprawy, że to trochę podejrzane z mojej strony ukrywać personalia.

A wtedy usłyszałam czarodziejów komentujących coś między sobą, ale dostatecznie głośno, że to usłyszałam.

— Kolejny poparzeniec z Beltane, biedna dziewczyna... Z taką twarzą...

Zmroziło mnie. Nie tylko przez względu na to, że ktoś zauważył moje blizny. Tylko na wyciągnięte wnioski.

— Ariel Lovegood, Dolina Godryka... A z resztą nie ważne, ja się zgłoszę, dziękuję... do widzenia... — wymamrotałam i pognałam spiesznym krokiem w stronę, która zdawała mi się wyjściem. Powstrzymując łzy błądziłam jednak po korytarzach jak wariatka, starając się wydawać, że dobrze wiem, co robię, by czasem mnie ktoś nie zatrzymał. Na szczęście stroje pracujących tu czarodziejów były dość różnorodne, więc aż tak nie rzucałam się w oczy... chociaż i tak się rzucałam. Jeszcze pewnie mnie zaaresztują... Eh, i na co ja się tu pchałam...




RE: [8 maja 1972] Czy może mi pan wskazać drogę? || Ula & Dellian - Dellian Ollivander - 21.05.2023

Gdy dziewczyna zaczęła się plątać w swoich wypowiedziach uśmiechnąłem się delikatnie. Była przesłodka, ale wtedy do moich uszu dotarły głosy innych ludzi. Uniosłem brwi zaskoczony, a więc to dlatego tak dziwnie się zachowuje. Była naprawdę dziwną osobą i zaczynała mnie jeszcze bardziej fascynować. Westchnąłem ciężko, gdy nie dała mi dość do słowa i zaczęła się oddalać dosyć szybko oraz chaotycznie. Poprosiłem Bella, aby mnie zaprowadził w miejsce, do którego zmierzała ta nieszczęsna, kolorowa dusza. W końcu złapałem ją jak stała na końcu ślepego korytarza i nie wiedziała dokąd pójść.

— Panienko – odezwałem się w sposób neutralny. W końcu nie wiedziałem jak się nazywa. Była bardzo tajemnicza. – Nie stresuj się, dla mnie nie ma znaczenia to jak wyglądasz, – zbliżyłem się do niej powoli, ostrożnie, jakbym chciał oswajać co najmniej dzikiego liska – ponieważ jestem ślepy. Nie obchodzą mnie komentarze innych ludzi i ciebie również nie powinny. Zgubiłaś swoje rzeczy, poprosiłaś o pomoc i chcę ci pomóc. Nie uciekaj i nie chowaj się. Jeśli nie chcesz podać mi swojego adresu rozumiem, ale chociaż się przedstaw. Jestem Dellian Ollivander, pracuję w Brygadzie jako klątwołamacz. – uśmiechnąłem się delikatnie mając nadzieję, że zdenerwowanie opuści ją i w końcu się uspokoi. – O jedenastej zaczynam przerwę, więc jeśli masz czas i ochotę możemy razem zjeść lunch w jakiejś kawiarni. – zaproponowałem. – Nie mam złych zamiarów. – dodałem jeszcze. – porozmawiamy, opowiesz mi skąd pochodzisz, ponieważ słyszę, że masz bardzo ciekawy akcent. – próbowałem ją do siebie przekonać i chyba byłem faktycznie żałosny.




RE: [8 maja 1972] Czy może mi pan wskazać drogę? || Ula & Dellian - Ula Brzęczyszczykiewicz - 21.05.2023

Dopiero gdy uciekałam, zdałam sobie sprawę z tego, że przecież Arielowi było na imię Lysander. Pięknie. Cudownie. Nigdy nie odzyskam moich rzeczy. Może poproszę go, żeby zrobił to za mnie. Albo babcię. No tak! Babcia na pewno pomoże, w końcu sama tu pracowała. Niektórzy na pewno ją pamiętają.

Stałam twarzą do ściany w ciemnym zaułku. Można było mnie tu nie zauważyć. Z oczu cieknęły mi łzy, tak więc ściągnęłam okulary, by przetrzeć twarz. Odgłosy pracującego ministerstwa szemrały w oddali, nie zwracałam na nie uwagi, za bardzo byłam skupiona na wydarzeniach swojego umysłu.

A z tego wyrwał mnie wyraźny głos. Odwróciłam się. To znowu ten chłopak. Czego jeszcze ode mnie chciał...?

Ślepy.

Ślepy.

Bezwiednie spojrzałam w jego twarz. Byłam w szoku. Jego zamglone oczy jasno wskazywały na fakt, którego wcześniej nie dostrzegłam. Jakże często to ja byłam niewidoma. Sama siebie skazywałam na to. Nie zwracałam uwagi na twarze ludzi. Skupiałam się na potknięciach przeszłych i potencjalnych, szczególnie tych drugich.

Gdzieś w głowie dzwonił mi jeszcze jeden przykry dzwoneczek — Dellian wspomniał, że już się spotkaliśmy. A teraz sobie przypomniałam, kiedy miałam kontakt z potencjalnym niewidomym. Starałam się łapać oddech, by nie wybuchnąć głośnym płaczem. Byłam taka okrutna dla niego wtedy. A on był tak miłym człowiekiem. Ucieknę, nie zgodzę się na spotkanie... ale pokiwałam głową twierdząco.

Oh, głupia. Oczywiście nie mógł tego zauważyć.

— Ja... bardzo chętnie... — odpowiedziałam starając się nie szlochać. — Przepraszam... ja... jestem Ula.

Przetarłam oczy ponownie, wpatrując się w czubki swoich butów.




RE: [8 maja 1972] Czy może mi pan wskazać drogę? || Ula & Dellian - Dellian Ollivander - 22.05.2023

Uśmiech rozświetlił moją twarz, gdy dziewczyna mi się przedstawiła i przede wszystkim zgodziła na spotkanie. Kamień spadł mi z serca, gdy słyszałem, że zaczynała się odrobinę uspokajać. Czułem, że jednak głos jej się łamie, więc miałem zamiar to jakoś jeszcze bardziej załagodzić.

— Nie przepraszaj. Miło mi cię poznać i już nie płacz. – uśmiechając się wyciągnąłem dłoń ku jej twarzy, aby zetrzeć jej łzy z policzka, ale w porę się opamiętałem. Skoro miała poparzoną twarz możliwe, że nie lubiła być tam dotykana, więc wsunąłem dłoń do kieszeni spodni. – W takim razie o jedenastej w kawiarni niedaleko? – zapytałem. – Chodź odprowadzę cię do wyjścia i spotkamy się niedługo. Chętnie cię poznam lepiej. – odprowadziłem ją do wyjścia i wróciłem do swoich obowiązków w pracy.

Kilka godzin później z uśmiechem na ustach opuściłem budynek pracy, aby wybrać się do umówionego miejsca. Miałem nadzieję, że dziewczyna będzie na mnie czekać. Jeśli już była na miejscu dosiadłem się do niej, a jeśli nie to zająłem wolny stolik. Niezależnie od sytuacji zamówiłem sobie kawę i śniadanie, które składało się na jajecznicę z dwóch jajek, kiełbaski i sałatki śniadaniowej. Do tego deser – sernik z jagodami.