Secrets of London
[kwiecień 1972] Bardzo wąskie alejki - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [kwiecień 1972] Bardzo wąskie alejki (/showthread.php?tid=1342)



[kwiecień 1972] Bardzo wąskie alejki - The Tempest - 28.04.2023

Layla przeliczyła trzymane w dłoni monety i wręczyła go sprzedawcy przy wózku z bajglami. Dokładnie takie same często rozkładały się razem z cyrkiem i cieszyły się dużą popularnością i chyba dlatego właśnie, że tak dobrze znała ten zapach i smak, wybrała właśnie je na przekąskę, zamiast zaszyć się w jednym z licznych sklepów, które znajdowały się dookoła. Nie chciała też wchodzić gdzieś do środka i rozsiadać się, bo zamiast tego mogła iść dalej spokojnym krokiem, powoli przeżuwając kolejne kęsy.
Wszystko było w jak najlepszym porządku, kiedy skręciła w kolejną uliczkę - jedną z tych bocznych i kryjących swoje cuda przed wzrokiem osób, które wybierały tylko często uczęszczane ulice. Zrobiła zaledwie parę kroków, kiedy do jej nosa doszedł specyficzny zapach. Dziwny i irytujący, na czym tylko przybierał z każdym kolejnym krokiem. Im bardziej się jednak rozglądała i próbowała znaleźć jego źródło, tym bardziej zdawała się dochodzić do wniosku, że w sumie to marnuje czas. Uliczka zdawała się tak typowa, jak tylko mogła, a zapach wydawał się spaść wręcz znikąd. W końcu też zawinęła wcześniej kupionego bajgla w papierek, stwierdzając że od tego wszystkiego odechciało jej się chwilowo jeść i schowała go przewieszonej przez ramię torby, dzielnie jednak idąc dalej.
Im dłużej jednak szła, tym większe zaczynała mieć wrażenie, że coś jest nie tak. Ściany alejki zaczęły zwężać się, nieprzyjemnie przybliżając i ograniczając przestrzeń. A ludzie... No właśnie, w sumie to nie było żadnych ludzi. Jakby nagle zniknęli, za sprawą zaklęcia albo innej klątwy. Nie było nic dziwnego w tym, że istniały miejsca osamotnione, ale w magicznym Londynie ta akurat rzecz, należała do tych raczej niespotykanych. Kiedy wyciągnęła dłoń w bok, żeby oprzeć się o ścianę, początkowo miała wrażenie, że chybiła i dopiero robiąc krok w jej stronę udało jej się wreszcie trafić palcami na chłodną ścianę budynku. Budynku, który podobnie jak reszta kamieniczek zdawał się nienaturalnie wręcz wyciągać ku górze.
Poczuła ciężar w żołądku. Pewnego rodzaju strach, kiedy uświadomiła sobie, że umysł najwyraźniej płatał jej figle. Wyciągnęła krok, szybko przemierzając wąską alejkę, by skręcić w kolejną i przekonać się, że ta wyglądała dokładnie tak samo. Próbowała przypomnieć sobie, jak właściwie powinna wyglądać jej ścieżka. Bo przecież bywała tu nie raz, wycieczkami po mieście urozmaicając sobie czasem czas i jako tako pamiętając rozkład uliczek przy Pokątnej. Z każdym kolejnym zakrętem jednak miała wrażenie, jakby ktoś wpuścił ją do labiryntu i zadręczał tylko bez sensu.
W końcu też zaczęła biec, jakby to miało jej w czymś pomóc. Lekkim krokiem wpadając w kolejne zaułki i alejki, tak samo przytłaczające i nie chcące jej puścić ze swoich objęć. A w końcu... w końcu wzięła głęboki oddech.
Otworzyła szeroko oczy, wyciągając się z gęstej, lepkiej ciemności. Za plecami czuła chłód kamiennej ściany budynku o którą się opierała. Ćmiła ją głowa, a w uszach zdawało się cicho szumieć, chociaż akurat to rozwiewało się powoli, w miarę tego jak zmysły wychwytywały coraz więcej aspektów otaczającej jej rzeczywistości.


RE: [kwiecień 1972] Bardzo wąskie alejki - Ururu Marquez - 28.04.2023

Layla myślała, że wybudziła się z koszmaru, ale ten miał dopiero nadejść. Ujrzała zakapturzoną postać pochylającą się nad nią i parę jasnych ślepiów skierowanych wprost na nią. Nienaturalnie blada skóra jegomościa, a także dziwny uśmiech sugerowały, że to, czego się nawdychała, chyba wciąż działało.

Niestety to była rzeczywistość. Ururu Marquez spoglądał na dziewczynę, która zdawała się zemdleć w tym wąskim zaułku. Sam znalazł poruszał się zacienionymi rejonami przez większość czasu. Nie chciał wzbudzać uwagi, nie chciał prowokować. Nauczył się już wielu korzystnych dla niego alejek w dzielnicy magicznej i okolicach.

Właśnie wyszedł na zewnątrz, by złapać oddech. Miał iść do biblioteki, ale zdenerwował się i zmienił zamiar. Ale los zadbał o ty, by się nie nudził.

— Co się panience stało?

Uważnie przejechał wzrokiem po jej ciele szukając ewentualnych obrażeń, chociaż zdawał sobie sprawę, że w magicznym świecie wiele z nich mogła być niewidoczna gołym okiem. Z chęcią pomógłby napotkanej niewieście, ale nie tyle z empatii czy dobrego serca, co nudy, chorego zainteresowania i... cóż, sztywnej etykiety wpojonej siłą.




RE: [kwiecień 1972] Bardzo wąskie alejki - The Tempest - 04.08.2023

Wodziła spojrzeniem dookoła i szukała... w sumie to sama nie wiedziała czego. Chyba jakiegoś punktu zaczepienia. Znajomego elementu, który pozwoliłby jej szybciej wybudzić się z tego okropnego snu. Bo to chyba musiał być sen, a przynajmniej to pierwsze przyszło jej do głowy, kiedy jej spojrzenie trafiło na zakapturzoną sylwetkę, która przy bliższym poznaniu, niekoniecznie zyskiwała. Blady, niezdrowy odcień skóry przypominał jej widmo, albo jakiegoś innego potępieńca. Zmarszczyła więc brwi w pierwszym odruchu, co tylko pogłębiło się, kiedy mężczyzna się do niej odezwał. Panienko - tego słowa akurat nie słyszała często pod swoim adresem.
- Ki chuj... - wyszeptała na wdechu, próbując złapać głębszy oddech powietrza może nie tyle świeżego, co o mniejszym stężeniu tych przeklętych kadzideł, które ktoś w pobliżu rozpalał.
Rozejrzała się znowu, już nieco mniej zmieszana, chcąc zorientować się, czy w tym nieszczęsnym zaułki był ktoś jeszcze, a może właśnie czekał ją jakiś nieprzyjemny los z rąk nieznajomego. Nie oszukujmy się, nawet jeśli to była Pokątna (a może już nie, bo sama nie pamiętała połowy spaceru i w którą dokładnie uliczkę skręciła) to w jej zaułkach wciąż mogły dziać się rzeczy nieprzyjemne.
Wyciągnęła otwartą dłoń w jego stronę, jakby chcąc tym drobnym gestem dać mu znać, żeby w sumie to się do niej nie zbliżał i trzymał dystans dla bezpieczeństwa i własnego, i jej samego. Zmierzyła go też spojrzeniem, od stóp do głów, tym z rodzaju już o wiele bardziej uważnych i jako tako świadomych.
- A ty...? - spojrzała mu w te jasne oczy i naszło ją jakieś nieprzyjemne uczucie. W sumie nawet nie wiedziała czemu, skoro w cyrku gorsze dziwadła się widziało. - ...to kto? Czego tu szukasz? Chcesz mnie okraść? - syknęła, niezadowolona. Taki scenariusz wydawał się jej chyba jednym z najbardziej prawdopodobnych. Bezinteresowna dobroć serca niekoniecznie leżała w jej repertuarze, a przynajmniej względem zupełnie obcych osób. Po prawdzie, gdyby sama spotkała omdlałą osobę w jakimś bocznym zaułku, to sama najpierw obszukałaby jej kieszenie, zanim zrobiłaby cokolwiek innego. I jak widać było, podobnego zachowania spodziewała się od innych.


RE: [kwiecień 1972] Bardzo wąskie alejki - Ururu Marquez - 12.08.2023

Przypatrywał się uważnie napotkanej panience. Damą raczej nie była, wnioskując po jej barwnej ekspresji werbalnej. Ale Ururu to nie przeszkadzało. Z każdym potrafił uciąć miłą pogawędkę, jeśli tylko chciał. Niestety mało kto to odwzajemniał.

— Okraść panienkę? Czy ja wyglądam na złodzieja?

Tak, wyglądał. Wyglądał niesamowicie podejrzanie.

— Nazywam się Ururu Marquez, do usług — rzucił swoją standardową formułkę i wykonał gest przypominający coś pomiędzy ukłonem, a dygnięciem. — Właśnie odbywam spacer.

Zdecydowanie przepiękna ścieżka na poobiedni spacerek. Przed Ururu stało potężne zadanie przekonania napotkanej panienki, że nie trafiła na typa spod ciemnej gwiazdy.

— Czy panienka się dobrze czuje? — Spytał ponownie z nutką troski w głosie.




RE: [kwiecień 1972] Bardzo wąskie alejki - The Tempest - 11.09.2023

Do panienki zdecydowanie było jej daleko, o ile nie mówiono o jej stanie cywilnym. Damą tym bardziej i w sumie to nie pamiętała, kiedy ostatnio chociażby obok jakiejś stała.
Zmarszczyła też brwi, wyraźnie zirytowana. Nie była pewna jak właściwie wyglądał, ale na pewno widziała go pierwszy raz na oczy, a to znaczyło, że mogła się spodziewać po nim absolutnie wszystkiego. Równie dobrze mogłaby mu się odszczeknąć, że czy ona mu nie wyglądała, ale mogłoby to zasiać odrobinę niepotrzebnej nieufności, a nawet nie miała wyczyścić mu sakiewki.
- Na pewno na kogoś, kto lubi zaułki - odpowiedziała z pewną dozą zniesmaczenia. Kiedy jednak się przedstawił, wyraźnie wybiło ją to z rytmu. Do tego bowiem nie przywykła. Do tego, ze ktoś w ponurym zaułku z miejsca jej się przedstawia, kiedy chwilę temu sugestywnie pytał, czy wygląda podejrzanie. Sugerowało to chociaż odrobinę dobrych intencji, albo to że absolutnie chce ją wybić z rytmu i oskubać. Albo zrobić coś o wiele gorszego.
Nachmurzyła się jeszcze bardziej, kiedy ten ni to się ukłonił, ni to dygnął. Co to w ogóle było? Jakaś kulawa prezentacja? Kto w tych czasach w ten sposób się witał. I kto właściwie mówił, że odbywa spacer? Odbywać to można było stosunek, a na spacery się chodziło, przynajmniej z tego, co wiedziała Bell. A prawdę powiedziawszy, wcale tak wiele nie wiedziała.
- Nie - fuknęła, podciągając nogi, żeby powoli spróbować się podnieść, jednocześnie dłonią łapiąc się zimnej ściany, dla lepszego zachowania równowagi. - Nie czuje się dobrze. Jakiś kretyn postanowił palić sobie zdecydowanie nielegalne smakołyki w tym zasranym zaułku. - stęknęła, zbierając się w sobie i napinając mięśnie, by w tragiczny wręcz sposób, jakimś dziwnym chyba tylko cudem, prześlizgnąć się po ścianie do pozycji w miarę poziomej. Znaczy... przynajmniej znalazła się na wyprostowanych nogach, ale zgięta w pół, bo kiedy tylko ciało załapało co chce zrobić, zrobiło jej się niedobrze i znowu nieco słabo. - Nie czujesz tego? Tego zapachu? - spojrzała na Ururu jak na wariata. Aromat może i zdążył rozwiać się nieco i nie był aż tak intensywny jak w obszarze alejki, który już przeszła, ale wciąż dało się wyczuć jego subtelny posmak w powietrzu. Dziwne echo, które jakby ociągało się, przylepiając do wilgoci kamiennych ścian.


RE: [kwiecień 1972] Bardzo wąskie alejki - Ururu Marquez - 24.09.2023

— Jak panienka zgadła?

Był zaskoczony tym, że rozpoznała jego upodobania do zaułków. Jego umysł znów nie połączył dwóch banalnych faktów. Poruszał się takimi miejscami, by ludzie nie dostrzegali jego podejrzanej aparycji. Dziewczyna dostrzegła jego podejrzaną aparycję, dlatego stwierdziła, że lubuje się w poruszaniu takimi miejscami. Mózg Marqueza to jednak dziwna maszyna.

Ururu nigdy nie myślał o tym, żeby na kogoś napaść i go okraść. Jakże bezużyteczne to było. O wiele łatwiej jest zarobić uczciwą pracą, niż później martwić się o zacieranie śladów, ucieczkę przed policją, a potem jeszcze trzeba wydać ogrom pieniędzy na prawników. Gdzie tu sens? To zdecydowanie nie trzymało się logiki Marqueza. A może jeszcze napaść na kobietę na tle seksualnym? Takie coś w ogóle nie mieściło się w granicach istoty Ururu i samo myślenie o tym wywołałoby tylko śmiech u wszystkich, którzy go trochę znają.

— Oh, czyli zatrucie... Jak się panience teraz oddycha? Czy może wezwać medyka? — zaproponował troskliwie. Zdecydowanie nie chciałby mieć na sumieniu zaniechania pomocy, szczególnie, że nie narażałby tutaj niczego.

Ostrożnie powąchał okolicę, po czym wziął kilka coraz głębszych wdechów.

— Hm... Racja, zdecydowanie nie pachnie tu przyjemnie. Pewnie czasem składowane są tu śmieci... A może szczury? To raczej nie pachnie jak mocz, więc ta opcja odpada... Cóż, w takich miejscach różne rzeczy można znaleźć. Jeśli panienka czuje się wystarczająco dobrze, mogę odprowadzić do ulicy. Tam na pewno będzie bezpieczniej i ewentualnie pomoże panience inny przechodzień.

Oto dzień, kiedy Ururu Marquez ratuje niewiasty w potrzebie.




RE: [kwiecień 1972] Bardzo wąskie alejki - The Tempest - 16.10.2023

Nie była pewna, czy stojący przed nią jegomość to tak na poważnie, czy może sobie z niej jawnie żartował. Uśmiechnęła się krzywo, w wyraźnie wymuszony sposób, jakby cała ta interakcja nieco ją brzydziła, bo zwyczajnie nie mogła rozgryźć tego stojącego przed nią społecznego dziwoląga. Wyglądał, jakby był absolutnie poważny. Jakby nie był w stanie załapać ironicznego tonu czy specyficznego ułożenia słów w wypowiedzianym przez nią zdaniu, a to z kolei wprawiało ją w wyraźny dyskomfort.
Jakże dobrze, że nie była w stanie czytać myśli innych, bo by chyba Ururu jawnie wyśmiała, wiedząc co sądził o całym procesie okradania innych. Słowo prawnik na pewno nie stało w jej słowniku blisko jakichkolwiek skojarzeń z nielegalnym procederem, bo powiedzmy sobie szczerze, ani w tym, ani w następnym życiu na kogoś takiego raczej jej stać nie będzie. Cała logika kradzieży opierała się na zwinnych dłoniach i robienia tego wtedy, kiedy nikt nie miał szansy zauważyć swojej straty. Właśnie dlatego byli tacy dobrzy w występach, ona i jej rodzina, by odwracać uwagę kolorowymi piórkami, światłami i niestworzonymi ruchami, tylko po to by jednocześnie inni wyłuskiwali nadprogramowe galeony z sakiewek.
- Nie potrzebuję medyka - odpowiedziała kwaśno, ale zrobiła to zaraz po tym, jak nabrała w płuca parę oddechów, żeby sprawić czy aby na pewno się tu zaraz nie udusi. Ma całe szczęście jednak, problemy z oddychaniem absolutnie jej teraz nie dotyczyły i nawet zamroczenie i ćmienie głowy wyraźnie się już uspokoiło. Mdłości nawet też złagodniały, pozwalając nieco pewniej wyprostować się, ale dłoń wciąż spoczywała na kamiennej ścianie budynku, dla stabilizacji.
- Szczury? Mocz? - jakże dobrze, że nie reagowała na same nieprzyjemne słowa, bo żołądek natychmiast wykonałby salto. Zamiast tego skrzywiła się tylko znowu, z jeszcze większym obrzydzeniem i przesuwając się krok w bok, jakby tak dalej od niego. - Chodziło mi o kadzidła - odpowiedziała cierpko, przez moment zastanawiając się, czy przypadkiem absolutnie i całkowicie nie zwariowała. Bo może ten duszący zapach kadzidła tylko się jej przyśnił, albo coś zjadła nieświeżego? Przez moment zastanawiała się nad tym, ale ostatecznie potrząsnęła głową, odganiając te myśli. Nie, to ona miała rację, a on gadał jak potłuczony.
- Nie trzeba - odpowiedziała mu wreszcie oschle, odrzucając jego propozycję odprowadzania gdziekolwiek. Cofnęła też dłoń, którą do tej pory podpierała się o ścianę, w pełni samodzielnie stając na nogach i prostując się dumnie, jakby miało jej to pomóc w zniechęceniu mężczyzny do jakichkolwiek dalszych interakcji. - Poradzę sobie sama.


RE: [kwiecień 1972] Bardzo wąskie alejki - Ururu Marquez - 16.10.2023

Biedny Ururu. Nawet jesli jego zamiary byly jak najlepsze, nie wzbudzal zaufania. Jeszcze w poprzednim zyciu byl podejrzany, a przeskoczenie w czasie kilku dekad znacznie pogorszylo sprawe. Juz wtedy niektore jego slowa ociekaly archaizmem - teraz bylo to prawie kazde wypowiedziane zdanie. Gdyby jeszcze byl staruszkiem... Ale nie. Stojaca przed nim czarownica mogla go uznac nawet za mlodszego od siebie. W pewnym sensie slusznie, bo w koncu przytomny byl tylko niecale 23 lata.
Obserwowal jej oddechy i proby ogarniecia swojej sytuacji zdrowotnej. Sam rowniez spogladal, czy na jej twarzy nie pojawialy sie niezdrowe rumience, badz lzawienie z oczu. Tak wiele rzeczy moglo sie jej przydazyc po obudzeniu sie w nieznanym miejscu.
- Kadzidla? Oh, to mozliwe. One maja rozne zagadkowe zapachy... Byc moze to zapach tego unosi sie w okolicy...
Dziewczyna chciala juz isc. A mu cos mowilo, zeby jej nie zostawiac. Czy chodzilo o to, ze sam byl w podobnej sytuacji rok temu?
- Wie, panienka... Bylem w podobnej sytuacji. Pewnego dnia obudzilem sie w nieznanym mi miejscu. Wygladalo to, jakby przeprowadzano na mnie jakies eksperymenty magiczne... Sugerowalbym skontaktowanie sie z medykiem. Kto wie, czego sie panienka nawdychala. Moze to tez byly jakies eksperymentalne kadzidla albo narkotyki. Nawet w naszej malej dzielnicy magicznej nie mozna sie czuc bezpiecznie - dodal powaznie, chociaz jego usta wykrzywione byly w naturalnym dla niego usmiechu. - Nie mozna lekcewazyc takich wydarzen, nie wiadomo, jakie symptomy moga sie jeszcze u panienki pojawic w przyszlosci.
Sprzedawal jej same "dobre rady", do ktorych sam sie nie stosowal. Ale z pewnoscia by to uczynil, gdyby nie ta ogromna wyrwa w czasie miedzy porwaniem a obudzeniem sie. Za bardzo sponiewieral go lek, ze zostanie zamkniety jako tajemnicza magiczna anomalia. Sam dokladnie by tak postapil na miejscu Ministerstwa i Munga.


RE: [kwiecień 1972] Bardzo wąskie alejki - The Tempest - 18.01.2024

Layla nie miała w sobie tyle zaufania, żeby móc je rozdawać na ulicy nieznajomym, którzy dodatkowo zachowywali się w, jej zdaniem, niezwykle podejrzany sposób. Może był to sam jej charakter, a może fakt że życie doskonale ją nauczyło, jakie to męty czasem poruszały się po tym brudnym, obskurnym mieście. Przez dłuższą chwilę więc znowu przyglądała się znajdującemu przed nią mężczyźnie, jakby zastanawiając się wciąż na nowo, gdzie znajdował się haczyk, bo nie mogła przyjąć do wiadomości, że żadnego nie było.
Wywróciła oczami na niego i te jego dobre rady, których aktualnie absolutnie nie potrzebowała, albo raczej - wcale potrzebować nie chciała. Jedyne co w tym momencie tak naprawdę musiała, to zabrać się z tego zaułka czym prędzej, zostawiając za sobą tak samo te przeklęte kadzidła, jak i dziwacznego jegomościa, który się na nią napatoczył. Nawet chciała mu coś odwarknąć naprędce, ale ostatecznie się powstrzymała, gryząc w język z pewnym niezadowoleniem wobec samej siebie.
- Medyk brzmi dobrze - rzuciła sucho, odrywając się całkiem od przyjemnie chłodnej ściany zaułka, w którym wciąż się znajdowali, a zaraz zrobiła też krok w tył. - Powinnam jakieś znaleźć. Teraz - rozejrzała się, w poszukiwaniu najszybszej drogi, żeby opuścić zaułek, a potem szybkim krokiem ruszyła brukowaną uliczką, zostawiając za sobą Marqueza.

Koniec sesji