![]() |
|
[1968, palarnia Changów] Tu władza Leacha nie sięga - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [1968, palarnia Changów] Tu władza Leacha nie sięga (/showthread.php?tid=1350) |
[1968, palarnia Changów] Tu władza Leacha nie sięga - Marilla Chang - 30.04.2023 Nadeszło lato: a wraz z nim błękitne niebo, promienie słońca, wysokie temperatury i tłumy czarodziejów, cieszących się letnimi miesiącami. Nic z tego nie miało jednak dostępu do palarni opium Changów. Na podziemnych ścieżkach zawsze było ciemno, panowała tutaj wilgoć, a niekiedy ciężko było odróżnić dzień od nocy. Samą palarnię wypełniał nieustannie dym, zapach opium oraz innych specyfików, a ludzie, którzy tu przychodzili, szukali albo wrażeń, albo zapomnienia. Nie było to zdrowe środowisko. Marilla Chang do pewnego stopnia zdawała sobie z tego sprawę. Ta świadomość przeniknęła do jej umysłu powoli, gdzieś podczas lat w Hogwarcie – gdzie wprawdzie mieszkała w pokoju Slytherinu, pełnym zielonych, sztucznych świateł, ale odkryła, że wiele pomieszczeń miewa okna, a siedzenie na trawie nad wodą może być miłe. Zwykle jednak nie pozwalała, aby myśli na ten temat mąciły jej w głowie. Tutaj była u siebie. Lepiej być kimś w ciemnościach niż nikim w blasku słońca. Maya była jednak młodsza i mogła mieć inne zdanie na ten temat. Być może chciałaby iść nad jezioro, na wycieczkę po mieście, spotkać się z przyjaciółmi, kupić sobie lody albo cokolwiek innego niż podawanie ciotce składników do mikstury. A że była najmłodszą Changówną, Marilla byłaby skłonna nawet spełnić to życzenie, choć byłoby to odrobinę… niebezpieczne. - Nie chciałabyś gdzieś się wybrać, skoro masz wakacje? – spytała, wrzucając do kociołka szczyptę ostatniego składnika. W jej twarz uderzył żar, a mikstura zmieniła kolor na błękitny, a więc dokładnie tak, jak miało być. Teraz eliksir musiał odstać kilka godzin na małym ogniu, aż będzie gotowy do zaserwowania go tym najbardziej zdesperowanym klientom do przetestowania. Jeśli dostaną go za parę knutów, nie będą pytać o potencjalne skutki uboczne. Marilla zmierzyła spojrzeniem siostrzenicę. Rilla była najmłodszą z córek Madeleine: od dziewczyny dzieliła ją mniej więcej taka sama różnica wieku, jak samą Marillę od najstarszej z sióstr. Czasem zdawała się jej jednak młodsza o całe wieki, może dlatego, że dzieliła je przepaść po hogwarckich doświadczeń. Changówna westchnęła i zsunęła z włosów wstążkę, mającą zapobiec ich dostaniu się do kociołka. A potem sięgnęła po gazetę, którą dostarczono jej… rano? Po południu? Nie była nawet pewna: dzień i nocy bardzo łatwo mieszały się Marilli, gdy przebywała tutaj, w ciasnym pomieszczeniu, oświetlanym blaskiem świec, których orzeźwiający zapach miał nieco zniwelować dostającą się tu z dołu woń opium. Nie była tak naprawdę także szczególnie zainteresowana wiadomościami ze świata czarodziejów, ale… warto było znać te co bardziej prominentne figury, choćby po to, by je rozpoznać, jeśli staną na progu palarni. Albo by zabawić je rozmową. (Chociaż Marilla preferowała raczej siedzenie w pracowni niż zajmowanie się gośćmi. Dzięki niebiańskiemu smokowi: to drugie na ogół brały na siebie jej siostry.) - Kolejne rezygnacje w związku z władzą Noby’ego Leacha… ciekawe, czy następne osoby uciekając z Ministerstwa spróbują nam tutaj robić konkurencję – parsknęła, spoglądając na nagłówek. Oczywiście, piła do Mucliberów, którzy odeszli z Departamentu Tajemnic i niedawno skupili się na handlu kadzidłami na podziemnych ścieżkach. Marilla traktowała to trochę jak osobistą zniewagę. RE: [1968, palarnia Changów] Tu władza Leacha nie sięga - Maya Chang - 01.05.2023 Maya lubiła wracać na wakacje do domu. Nie przeszkadzało jej to, że było tutaj strasznie ciemno, ponuro i przewijało się przez to miejsce dużo dziwnych osób. Przywykła, polubiła to i nigdy nie miała zamiaru odwracać się od swojej rodziny. Tak przynajmniej zawsze powtarzała. Nikt jednak nie poznał jej losu, więc nie wiadome było, co przyniesie przyszłość. Teraz jednak czuła drobną przyjemność z pomagania swojej cioci przy warzeniu eliksirów. Lubiła uczyć się o nich, lubiła rośliny, więc w szkole dużo czasu spędzała w szklarniach. Tam było dużo słońca – inaczej niż tu. Dostrzegała te różnice, wiedziała, że takie życie nie jest normalne, ale nie potrafiła tego negować, bo właśnie tak się wychowywała. Hogwart pokazał jej wiele nowych ścieżek, ale żadna nie wchodziła w grę, gdy było się Changówną. Chciałaby skorzystać ze słońca, spotkać się ze swoimi koleżankami ze szkoły, ale jednocześnie bała się, że one będą inne niż za murami Hogwartu. Tam wszystko było takie inne, sztucznie bezpieczne, zamknięte, hermetyczne. Trochę jak jej własna rodzina, ale w innym aspekcie bytowania. Nie chciała poznawać tamtych ludzi poza murami Hogwartu, ale wiedziała też, że było to nieuniknione i w końcu skusi się na propozycje wysyłane w listach przez jej koleżanki. W końcu ucieknie na ulice słonecznego Londynu okryta wielkim kapeluszem, gdyż Maya nie lubiła się opalać, lubiła bladość, którą dawał cień. Dziewczyna była zamyślona i właśnie zgniatała jakiś korzeń, który miał posłużyć do innego eliksiru. Nie myślała o niczym konkretnym, po prostu jej myśli błądzimy po nicości jej umysłu. W końcu mogła być kilka sekund nieuważna, kilka sekund nie była oceniania jak na lekcjach eliksirów, gdzie każdy ruch był ważny, ponieważ wszystko robiła sama. Teraz pieczę nad całością sprawowała Rilla, jej ciocia. Nie oznaczało jednak to tego, że nie patrzyła na ruchy jej ciotki. Uczyła się, obserwowała uważnie, ponieważ ważenie eliksirów było dla niej bardzo ciekawe. — Nie wiem. – odpowiedziała spoglądając na kociołek, w którym wywar właśnie zmienił kolor. Lekko odsunęła się, gdy buchnął żar, ale był to bardziej odruch niźli strach. – W sumie poszłabym w końcu zobaczyć jakieś ciekawe ogrody z różnego rodzaju ziołami. Zobaczyć jak takie miejsca wyglądają poza zamkiem. O ile jakieś istnieją w tym mieście. – uśmiechnęła się delikatnie. – Chciałabym kiedyś mieć swoją szklarnie. Byłoby łatwiej zdobywać składniki na niektóre wywary. – dodała jeszcze spoglądając na gazetę, którą złapała Rilla. — A co się dzieje? – zapytała zerkając jej przez ramię na nagłówki, które czytała jej ciotka. – W szkole ktoś mówił, że ponoć zdradzał swoją żonę – zauważyła – To takie typowe dla mężczyzn, nie? – zerknęła na ciotkę szukając u niej zdania. Maya była mądra, ale nie była też obeznana w polityce. Czuła się zbyt młoda na te wszystkie intrygi, które działy się na tym tle i nie była jeszcze w stanie stanąć po jakiejś ze stron. W domu mieli jasne zasady i były dla niej logiczne. Tam nie było za dużo logiki, a do tego jeszcze rządzili zwykle mężczyźni i to ją strasznie dziwiło. RE: [1968, palarnia Changów] Tu władza Leacha nie sięga - Marilla Chang - 03.05.2023 - To bardzo niedobrze, jeśli nie wiesz. Możesz nie wiedzieć, co napisać na egzaminie, ale czego chcesz? – pouczyła ją Marilla. Dlaczego tak uważała? Trudno powiedzieć. Może napatrzyła się na matkę, może na siostry, a może w Hogwarcie irytowały ją niezdecydowane koleżanki. Tudzież uważała, że mieszkając tutaj, na podziemnych ścieżkach, to właśnie wiedza o tym, czego chcą – i nie było mowy o kolejnej dawce opium – oraz dążenie do tego, odróżniało je od tych zasmarkanych, cuchnących przegrańców losu, którzy tu trafiali. Wręczyła siostrzenicy gazetę, by też mogła przeczytać artykuł. Dotyczył, choć dość pośrednio, Nobyego Leacha. Konkretnie była to informacja o brakach w Ministerstwie Magii i paru kolejnych rezygnacjach. A także wywiad z dwoma osobami, które porzuciły stanowisko już jakiś czas temu. - Są tu ogrody, ale potrzeba by trochę starań, aby właściciele nas do nich wpuścili – stwierdziła z pewnym namysłem, zabierając się do czyszczenia narzędzi. Swój ulubiony nóż zawsze oczyszczała ręcznie, ot taki mały zwyczaj. – Możemy wybrać się do Królewskich Ogrodów. Są mugolskie i nie ma tam magicznych roślin, ale to jedno z niewielu miejsc w niemagicznym Londynie, które naprawdę warto zobaczyć – powiedziała, przecierając nóż ściereczką. Marilla wbrew pozorom czasem opuszczała podziemne ścieżki. Zwykle wtedy nogi wiodły ją do Chinetown, ale niekiedy odwiedzała i inne zakątki mugolskiego Londynu. Było jej one lepiej znane niż Pokątna czy magiczne miasteczka. Może dlatego, że bawiło ją, jak nieświadomi ludzie kręcą się dookoła i że może bez problemu za pomocą drobnego zauroczenia namówić jakiegoś sprzedawcę, by dał jej coś za darmo? Niezbyt często, bo nie chciała przyciągnąć uwagi Brygady, ale od czasu do czasu. Za wstęp do Ogrodów z pewnością też nie musiałyby płacić. - Jeśli wolisz coś bardziej magicznego, czasem kupuję składniki u Sproutów w Dolinie Godryka. Mają ogromne szklarnie – uzupełniła i odłożyła nóż. Dolinę Godryka odwiedzała bardzo rzadko. To było miejsce jak z przedziwnego snu, przynajmniej w jej oczach i nie znajdowała wspólnego języka z większością mieszkańców. Ale lubiła zielarstwo oraz alchemię i doceniała kunszt Sproutów w tym pierwszym. - A co do Leacha… właściwie nic nowego. Te jakże wspaniałe rody czystej krwi nie potrafią sobie poradzić z jednym mugolakiem – powiedziała z pewną dozą pogardy. Gdyby ktoś bruździł im na podziemnych ścieżkach, matka na pewno szybko znalazłaby sposób na to, aby sobie z nim poradzić. – Wpadli na genialny pomysł, odchodzenia z Ministerstwa w proteście. Co sprawia, że na ich stanowiska zatrudnią więcej czarowników półkrwi i szlamowatej krwi. Ale cóż, czego od nich oczekiwać… – parsknęła odwracając się do siostrzenicy. – Pewnie i tak było. Nie mam pojęcia, dlaczego robią z tego taką sensację. Prawie wszyscy mężczyźni zdradzają. W tej nieco „lepszej” sali w palarni niekiedy pojawiali się mężczyźni w towarzystwie na pewno nie swoich żon. Nie wspominając o tym, jaką popularnością cieszył się miejscowy burdel. - Na całe szczęście, tutaj władza Leacha nie sięga. RE: [1968, palarnia Changów] Tu władza Leacha nie sięga - Maya Chang - 08.05.2023 Uśmiechnęła się na słowa ciotki. Tak! Musiała być zdecydowaną dziewczyną i nie pozwalać sobie na takie słabości jak niewiedza dotycząca jej własnych wyborów, ale czasami było to trudne, gdy nie do końca można było odgadnąć intencji drugiej osoby. Musiała się jeszcze wiele nauczyć. Cieszyła się, że w swoim otoczeniu miała tyle silnych kobiet, które pokażą jej jak przetrwać w tym świecie. Czuła się zdecydowanie bardziej pewnie wiedząc, że ma ich wsparcie. Miała nadzieję, że nic tego nie zmieni i nie zostanie przez swoją rodzinę skopana, że nie zrobi jakiegoś głupiego błędu, który przekreśli jej życie w tym miejscu. Bała się okropnie utraty tego stabilnego środowiska w jej oczach. — Tak, to prawda. – odpowiedziała szybko czując jak żołądek wywraca się w jej do góry nogami, ale pogoda z jej twarzy nie znikała. Przeczytała pobieżnie artykuł, który wręczyła jej ciotka. Nie był on zbyt ciekawy, ale wolała wiedzieć, co dzieje się w świecie, który tu pozornie nie sięgał. Niektóre z tych osób, wydarzeń może zagrozić bezpieczeństwu jej rodziny, prawda? Trzeba być przygotowanym na wszystko. Maya nie miała zdania na temat tego Ministra Magii. Był kolejną marionetką w rękach tych silniejszych i chyba trafił na zły okres w czasie, aby rządzić i wprowadzać rewolucje w świecie czarodziejskim. Odłożyła gazetę, ponieważ to co robiła jej ciotka było zdecydowanie bardziej ciekawe niż jacyś ludzie, którzy porzucali stanowiska pracy. — To chciałabym się wybrać do tych Królewskich Ogrodów, jeśli będziemy mieć na to czas. – odpowiedziała zdecydowanie i pewnie. Przynajmniej starała się tak brzmieć, budować w sobie tą pewność, o której mówiła chwilę temu Rilla. Musiała wiedzieć, co chce! Maya lubiła zwiedzać miejsca, których nie znała czuła się wtedy zdecydowanie mniej przybita i odciążona ciemnością. Lubiła też uczyć się od swoich ciotek nowych rzeczy i wykorzystywania nieświadomości tych ludzi wokół. Chciała być tak silna i pewna siebie jak one były. W jej wieku było to bardzo trudne, ale dzięki obecności tych kobiet w swoim życiu miała nadzieję, że będzie nawet odrobinę lepsza od nich? Ambicje miała wielkie, ale chyba było to rodzinne. — Nie, może być ten Ogród Królewski. Do Sproutów możemy wybrać się innego dnia. – odpowiedziała mając nadzieję, że będą miały na to czas. Miała też kilka prac domowych do odrobienia w czasie wakacji. Część z nich chciała zrobić sama, a o drugą część chciała poprosić właśnie swoje ciotki. Z uwagą słuchała słów swojej ciotki i skinęła głową. — W sumie faktycznie głupio robią. Myślę, że my byśmy sobie lepiej z niewygodnymi ludźmi poradzili, prawda? – zapytała szukając potwierdzenia u niej. Wiedziała swoją rodzinę bardziej silną niż jakaś władza mężczyzn w Ministerstwie. – Robią też błąd polegając głównie na mężczyznach. – dodała jeszcze. – Kobiety są bardziej silniejsze w dążeniu do celu. Moi koledzy w klasie są czasami głupi i szybko się poddają jak coś im nie wychodzi. – wzruszyła ramieniem. – Ciekawe jak się ta ich mini wojna skończy. – mruknęła jeszcze raz zerkając na wywiad z dwójką ludzi, która odeszła z pracy z powodu jakiegoś mężczyzny, którego nie lubili. Maya nigdy nie zrezygnowałaby z czegoś tylko dlatego, że ktoś jej w danym miejscu nie pasuje. Usunęłaby tą osobę, po prostu. — Mam jeszcze jedną prośbę. Mam do napisania cholernie długi referat na temat buntów Goblinów, czy dałabyś radę mi załatwić taki referat na ocenę wybitną? – uśmiechnęła się najbardziej uroczo jak tylko potrafiła. – Wiem, że chodzenie na skróty nie jest dobre, ale historia magii jest beznadziejna. Palenie Czarownic było ciekawe, ale te bunty... – westchnęła ciężko. Jeśli Rilla odmówi nie miała zamiaru jej namawiać. Sama nie lubiła chodzić na skróty i wolała takie rzeczy sama robić, ale chciała spróbować swojego szczęścia. RE: [1968, palarnia Changów] Tu władza Leacha nie sięga - Marilla Chang - 14.05.2023 Marilli nie dręczyły żadne obawy podobne do tych, jakie żywiła Maya. Nigdy nie bała się, że rodzina może się jej wyrzec – i nigdy nie pomyślałaby, że siostrzenica zrobi coś, co sprawi, że one odwrócą się do niej plecami. Być może powinna. Był taki czas, na szóstym i siódmym roku w Hogwarcie, gdy zastanawiała się, czy naprawdę chce wrócić w ciemność podziemnych ścieżek. Gdy patrzyła na swoich kolegów i koleżanki ze szkoły, słuchała o ich planach i myślała o innym życiu, jakie mogłaby mieć, gdyby urodziła się w innej rodzinie albo podjęła inne decyzje… Ale to były tylko głupie mrzonki. Wróciła tu, skąd przyszła, gdy uświadomiła sobie, że nie ma dla niej innej drogi. I prawie już zapomniała, że była ta chwila, gdy myślała o czymś więcej. - Hm… która jest godzina? – spytała Marilla, po czym zerknęła na swój zegarek, by sama sobie w ten sposób odpowiedzieć. Tutaj czas zdawał się płynąć inaczej, gubiła rachubę, zegarek nosiła głównie dlatego, że musiała nieraz dokładnie wiedzieć, jak długo trzymać na ogniu jakiś eliksir. Teraz też zmarszczyła lekko czoło, zastanawiając się, czy jest druga po południu czy druga nad ranem. – Możemy tam pójść jutro, za dnia – poinformowała siostrzenicę, robiąc szybki przegląd eliksirów i maści, które miała przygotować. Nie było tego wiele i mogła spokojnie poświęcić siostrzenicy kilka godzin. Najpierw tylko będzie musiała ustalić, kiedy nadejdzie ranek. - Będę tam pewnie wpadała za dwa tygodnie po składniki, możesz wybrać się ze mną – stwierdziła odnośnie Sproutów. – Och, oczywiście, że poradziłybyśmy sobie lepiej – parsknęła z pewnym rozbawieniem na pytanie Mayi. – Ale tam… na górze… załatwia się pewne sprawy inaczej. Ewentualnie się nie załatwia. W przypadku Leacha jednak miała dziwne przeczucie, że on zostanie… załatwiony. - Może o to chodzi? Nie wyobrażam sobie, aby rodom czystej krwi zależało na silnym Ministrze. Mógłby zacząć bruździć niektórym z nich… chociaż Leach samym swoim istnieniem zdaje się dla nich obrazą – stwierdziła, a w jej tonie pobrzmiewał jakby… niesmak. Bo Marilla gardziła czystokrwistymi. Dużo bardziej niż mugolakami. Tym ludziom zdawało się, że są lepsi tylko dlatego, że ich rodziny od pokoleń nie miały żadnych szlam, podczas gdy większość z nich sama niczego nie osiągnęła. Żaden z czystokrwistych w Hogwarcie nie przerastał Rilli w eliksirach, przynajmniej w jej własnym mniemaniu. - Myślę, że skończy się to upadkiem Ministra. Prędzej czy później ktoś z czystokrwistych dobierze się mu do skóry. Nie użyli naszych metod, bo za wiele mają do stracenia, ale w końcu komuś się uda i Leacha spotka jakiś przykry wypadek – skwitowała, wzruszając ramionami obojętnie, a potem zajrzała do kociołka, upewniając się, że mikstura zachowuje się należycie. – Dziwi mnie, że w ogóle chciał się w to pchać. I oczywiście, skarbie. Podaj mi tylko dokładny temat. Marilla nie miała żadnych oporów przed kręceniem i oszukiwaniem, a nie widziała powodów, aby jej siostrzenica męczyła się z nudą i zupełnie jej zbędną historią magii. Zdaje się, że jednym z regularnych klientów był pewien – niegdyś, zanim stracił pracę przez konflikt z szefem – historyk, Marilla była niemal pewna, że jeżeli zaoferuje mu drobną zniżkę, ten przygotuje odpowiedni esej. RE: [1968, palarnia Changów] Tu władza Leacha nie sięga - Maya Chang - 04.06.2023 Maya lubiła wracać do domu, ten mrok, który ją tu otaczał był bardzo intrydujący. Całkowicie inny niż dni w Hogwarcie, gdzie zawsze wiedziała jaka jest godzina i pogoda na zewnątrz. Tutaj życie było zagadką. Jako dziecko lubiła ten dreszczyk emocji, który sobie wymyślała podczas swoich zabaw. Teraz starała jednak być już dorosłą, poważną dziewczyną, która była godna na poznawanie sekretów rodziny. Tego jednak jeszcze nie doświadczała. Ciotki zdawały się jej dawać jak najwięcej czasu na to, aby mogła być beztroska. Dziewczyna jednak nie była głupia, wiele tu widziała, wiele doświadczyła, wiele się nauczyła i miała zamiar zawsze pamiętać to wszystko. Nie odpowiedziała jej na pytanie o godzinę, bo zobaczyła, że Rilla sama spojrzała na zegarek. Jej włosy zmieniły kolor na delikatnie żółty, co można było odczytać jako to, że bardzo ucieszyła się, że ciotka znajdzie dla niej czas następnego dnia i jeszcze za dwa tygodnie. Gdy tylko to dostrzegła speszyła się i próbowała skupić się na tym, aby jej włosy znowu zrobiły się czarne, ale zmieniały się na różowe, a im bardziej się denerwowała tym więcej barw pojawiało się na jej głowie nad czym nie mogła zapanować. Miała nadzieję, że ciotka nie będzie tego komentować i da jej chwilę, aby mogła się uspokoić. Po krótkiej chwili kolor wrócił do normalności. Znowu były czarne i spokojnie spływały jej po ramionach. W szkole nie raz doświadczyła tego, że uczniowie pochodzenia czystej krwi chcą zawsze wszystkiego i nie potrafią poradzić sobie z porażką. Jakby cały świat należał do nich. — Ludzie z rodów czystych są dziwni. Kilku uczniów, których poznałam w szkole są dosyć nachalni. – zauważyła starając się ignorować fakt, że chwilę temu jej włosy wybuchły tęczą. Nie lubiła tych momentów, gdy traciła nad swoją umiejętnością kontrolę. W domu jednak była na tyle rozluźniona, że jej uwaga i czujność trochę za mocno spadały. – Chyba nigdy nie pojmę tych rzeczy, które dzieją się w Ministerstwie. – wzruszyła ramieniem. Te rzeczy nie były dla niej szczególnie istotne w tym momencie. Najważniejsze było to, aby spędzić ciekawie przerwę od nauki, a po powrocie do szkoły spotkać się z przyjaciółmi i bardziej poznać się z niektórymi chłopakami. Do tego jeszcze nie zawalić roku szkolnego. Gdy Marilla powiedziała jej, że zajmie się tym nudnym referatem uśmiechnęła się w nagrodę najlepiej jak potrafiła. — Mam opisać trzy wybrane bunty goblinów, które są uznawane za najważniejsze. – wyrecytowała z pamięci. Próbowała to napisać, gdy wracała pociągiem do domu na wakacje, ale totalnie jej to nie wchodziło do głowy i skończyło się tylko na tym, że przeczytała kilka razy polecenie. – Historycy je uwielbiają. Podobno to jakiś przełom w historii czarodziejów i istot magicznych. – dodała od siebie słowa nauczyciela. RE: [1968, palarnia Changów] Tu władza Leacha nie sięga - Marilla Chang - 05.06.2023 „Chronienie” Mayi tak, by nie widziała, co się tu wyprawia, nie byłoby możliwe – i pewnie nawet nie przyszłoby Marilli do głowy, przy życiu, jakie sama wiodła. Dziewczyna na pewno widywała w palarni ćpunów na samej granicy degeneracji, a czasem tych w nieco lepszym stanie, niekoniecznie gnanych tu zamiłowaniem do opium, a chcącymi załatwić nielegalne interesy. Ale przynajmniej na razie, choć wszystkie starały się przekazać dziewczynie pewne umiejętności, Marilla nie chciała wciągać jej do rodzinnych interesów ani w żaden sposób narażać. Była młoda. I była jedyną w kolejnym pokoleniu Changów, ich małą księżniczką i Rilla chciała zapewnić jej choć odrobinę beztroski, jaką mgliście kojarzyła z Hogwartu. - Są zapatrzeni w siebie, ale też przerażeni, że ktoś odkryje, że poza pieniędzmi i tą niby czystą krwią niczego nie mają do zaoferowania, i dlatego tak bardzo przeszkadza im Leach – skwitowała Marilla z niesmakiem, zaraz jednak zmarszczyła brwi i obrzuciła siostrzenicę uważnym spojrzeniem. Nie z powodu zmiany koloru włosów. Tę zignorowała, nie skomentowała. Wiedziała o zdolnościach Mayi i uważała, że to wspaniale, że odziedziczyła po babce tę przydatną umiejętność, nie chciała jednak jej komentować i wtrącać się w metody nauczania metamorfomagii. Tym w końcu zajmowała się Madeleine. – Co rozumiesz przez „nachalni”? – spytała podejrzliwie. Prychnęła z odrobiną pogardy, kiedy Maya wspomniała o „przełomie”. – Przełomem nazywać to, że nie pozwolono goblinom na przejęcie władzy, kiedy było ich mniej, nie mają różdżek i władają dużo słabszą magią… – podsumowała, i tym razem w jej głosie pobrzmiało rozbawienie. – Z drugiej strony objęcie stanowiska Ministra przez Leacha też miało być „przełomem”, a jakoś nie widzę innych zmian niż więcej karykatur w gazetach – oświadczyła, zerkając na rysunek przedstawiający Nobyego w prasie. – Nie zawracaj sobie tym głowy. Za parę dni przyniosę ci referat – obiecała Marilla. Jeszcze tego brakowało, żeby Maya traciła wakacje, które mogła spędzić na wypoczynku albo nauce przydatnych umiejętności, na pisanie o takich głupotach. RE: [1968, palarnia Changów] Tu władza Leacha nie sięga - Maya Chang - 02.07.2023 Zanotowała w głowie, że czystokrwiści są przerażeni i z tego powodu przeszkadza im ten cały Leach. Lubiła takie rozmowy, lubiła słuchać i wyrabiać sobie zdanie na różne tematy. Była młoda i jeszcze nie wszystko rozumiała, ale jakieś pojęcie chciała mieć o otaczającym świecie, aby w pełni za kilka lat uczestniczyć w tym życiu, aby nie zostać stłamszoną i oszukaną. Nie chciała być naiwna, nie chciała dawać się oszukiwać i sobą manipulować. Gdy ciotka zapytała o nachalnych ludzi cicho westchnęła. Nie wiedziała, jak jej opowiedzieć o ludziach otaczających ją w szkole. Wyróżniała się z tłumu przez bycie mniejszą, drobniejszą i wyglądającą niepozornie oraz słabo. – Niektórzy uczniowie myślą, że im wolno więcej, bo mają pieniądze, ale poradzę sobie. – zakończyła temat, nie chcąc go za bardzo kontynuować. Marilla mogła sobie zdawać sprawę, że jeśli Maya będzie potrzebować pomocy, to bez wahania się do nich zgłosi, ale chciała sobie radzić sama. Sama nawiązywać relacje i w razie potrzeby sparzyć się przy tym boleśnie. Chciała się uczyć. – No właśnie! – uniosła się na słowa ciotki. – Tak samo pomyślałam. – znowu zerknęła do gazety, aby spojrzeć na rysunek i uśmiechnęła się wzruszając ramieniem. – Dziękuję. – skinęła głową. Uwielbiała, że mogła liczyć w takich kwestiach na swoje ciotki i nie musiała robić nic, co byłoby dla niej nieprzydatne. Gorzej, że chciała z tego zdawać egzaminy, więc będzie musiała się wykuć wszystkiego na pamięć. Maya wiedziała, że nie będzie musiała starać się o wysokie noty z testów, ale chciała sama sobie udowodnić, że jest najlepsza, dlatego zamierzała brnąć w takie głupoty jeszcze bardziej. Miała wrażenie, że jeśli postanowi sobie mieć dobre oceny, i to postanowienie spełni, to potem w życiu, jeśli się zaprze to zrobi wszystko. RE: [1968, palarnia Changów] Tu władza Leacha nie sięga - Marilla Chang - 05.07.2023 - Doprawdy. – Marilla wydęła usta. Pieniądze! Same nie były ubogie. Może nie miały takich gór pieniędzy, jak niektóre czarodziejskie rody, ale handel opium przynosił przyzwoite zyski, nie wspominając o innych formach ich działalności. Poza tym, co znaczyły pieniądze w obliczu wpływów i władzy? A tutaj, w ich małym królestwie, gdzie władza Leacha nie sięgała, wpływy Changów były bardzo szerokie. – Jeżeli będziesz miała problemy, daj nam koniecznie znać. Coś wymyślimy – obiecała. Hogwart może i leżał poza ich zasięgiem, ale jeśli na coś uprze się kilka zdeterminowanych kobiet, znajdzie się sposób. Uczniów w końcu wypuszczano do Hogsmeade. A nastolatki też bywały przekupne. – Od tego ma się rodzinę – powiedziała na podziękowanie Mayi i obdarzyła ją uśmiechem, a potem stłumiła ziewnięcie. Nie była pewna, kiedy ostatnio spała. – Pora iść, moja droga. Trochę się przespać, skoro wybieramy się na wycieczkę. Oraz, czego Marilla nie dodała już głośno: zanim położy się do łóżka, musiała ustalić, czy jest popołudnie, czy środek nocy. Oraz sprawdzić, jaki właściwie jest dzień. I pomyślała, że ta wycieczka z siostrzenicą przyda się i jej. Dorastała i żyła w ciemnościach, jak wszystkie Changówny. Ale czasem dobrze było wyjść na światło, do tego świata, w którym wszyscy martwili się takimi bzdurami, jak to, czy Noby Leach utrzyma swoje stanowisko, choćby po to, by potem z ulgą powrócić w mrok Podziemnych Ścieżek. Koniec sesji
|