![]() |
|
[1969 | cyrk Bellów] When all else fails... Join the circus - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [1969 | cyrk Bellów] When all else fails... Join the circus (/showthread.php?tid=1351) Strony:
1
2
|
[1969 | cyrk Bellów] When all else fails... Join the circus - The Edge - 01.05.2023 adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - The Edge - Piszę więc jestem Sierpień 1969 roku
Kiedy opuszczał cyrk lata temu, nigdy nie podejrzewał, że przyjdzie mu do niego wrócić. I to nie tylko wrócić – przed chwilą przyszło mu się o zgodę na ten powrót płaszczyć przed Aleksandrem i... Nie mógł uwierzyć, że zmieniło się tutaj tak wiele. To oczywiście nie jest tak, chciał wrócić tak po prostu, nie mógł przecież zakładać przyjęcia z otwartymi ramionami po tym jak porzucił ich na lata, po prostu nawet pomimo głębokiego zrozumienia zachowań ludzkich, nie spodziewał się dostania w gębę już na wejściu, ani że to akurat Al zostanie nowym zarządcą cyrku. Słyszał o pogrzebie Tully'ego (oczywiście nie raczył się na nim pojawić), ale dopiero teraz, kiedy siedział na ziemi przy jednym z wozów, przykładając zawinięty w koszulkę lód do wielkiego lima pod swoim prawym okiem, do Flynna dotarło, jak mało musiał Aleksandra przez te wszystkie lata rozumieć. Gdyby miał wywróżyć mu w ciemno jakąś przyszłość, to zgadywałby ucieczkę również z jego strony. Widziałby go jako jednego z tych białych kołnierzyków, co się snuli po Londynie przejęci notowaniami na giełdzie i prosperowaniem ich firmy, a nie tutaj – w tej dziurze, do której wracali nieliczni, próbującego utrzymać przy życiu koncepcję udawanej rodziny. Aleksander wydawał mu się na to wszystko zbyt mądry i zbyt opanowany, żeby przemówić komukolwiek pokroju Flynna do głowy. Jak widać, wróżbita był z niego marny. Pomylił się wielce, ale przynajmniej uzyskał odpowiedź na to, czy ktokolwiek tutaj za nim tęsknił. Tak – tęskniono za nim, bo chociaż ból dudnił mu w głowie dosyć mocno, a normalny człowiek akt przemocy odebrałby jako coś negatywnego, dla Flynna było to naturalną próbą zabrania głosu językiem rozmówcy. Nie miał już siły się kłócić. Z nikim. I nikt ze starszyzny nie miał ochoty kłócić się z nim. Przyjęli go z powrotem, ale jednocześnie zostawili go tutaj samego, rzucając dla towarzystwa jedynie gorzkie: jesteś naszym bratem i zawsze będziesz mógł tu wrócić, ale powinieneś być dla nas takim samym oparciem, a ty nas zostawiłeś. Wolałby, żeby go za to obłożyli kijami, żeby się na niego wydarli, żeby podbili mu drugie oko w imię tak uwielbianej przez nich symetrii. Zniósłby naprawdę duże pokłady fizycznego bólu, ale nie TO. Nie smutną prawdę, nie bycie piekielnym rozczarowaniem, bo chociaż przez te wszystkie lata naprawdę intensywnie wmawiał sobie, że nie chce tu być... okłamywał się przecież. Gdyby naprawdę nie chciał tu być, w ogóle by o tym miejscu nie myślał. Skończył więc jako trzydziestolatek przyłapujący się na tym, że w ogóle nie udało mu się dorosnąć. Był wciąż cholernie, niewyobrażalnie wręcz głupi. Siedział tutaj sam, z dala od wszystkich. Zastanawiał się, czy zawsze zachowywali się tak głośno i radośnie jak dzisiejszej nocy, czy chcieli po prostu zrobić mu na złość. Pomijając to, że niezbyt lubił duże zbiorowiska, to teraz dodatkowo nie czuł się gotowy na to, żeby do nich dołączyć. Czy istniała w ogóle szansa na nawiązanie z nimi dobrych relacji, czy zniszczył to bezpowrotnie? Widział, jak zerkają na niego raz na jakiś czas. Szeptali do siebie ukradkiem, być może o nim, być może o Aleksandrze, który siedział tam teraz tak cicho jak nigdy i nie spojrzał w stronę Flynna ani razu. RE: [1969 | cyrk Bellów] When all else fails... Join the circus - The Tempest - 28.06.2023 Nigdy nie sądziła, że można by opuścić cyrk. A przynajmniej nie na długo. Nie więcej jak parę wieczorów, kiedy akurat nie byli rozstawieni i nie musieli gościć odwiedzających, ani martwić się o pokazy. To miejsce było całym ich domem, a przynajmniej jej - zdawało się jej, że była tu od zawsze i na zawsze miała zostać. Dlatego więc, za każdym razem kiedy ktoś podejmował decyzję o odejściu, miała wrażenie że dzieje się niemożliwe. Poczucie zdrady było silne i gorzkie, bo przecież chodziło o rodzinę. Albo raczej kogoś, kto w luźnym tego słowa znaczeniu, od zawsze był jako takowa traktowany. Te emocje zdawały się po jakimś czasie znikać, zwyczajnie przygniecione trudami życia codziennego i zwykłym upływem czasu. Lubiła myśleć, że znikają na stałe, bo nie każdy kto postanowił cyrk opuścić, wreszcie do niego wracał. Część układała sobie życie, część znikała jak kamień w wodę, by nigdy już nie dać znaku życia. Część zwyczajnie nie była aż tak bliska i ważna. Kiedy jednak patrzyła na Flynna, przyciskającego do policzka lód zawinięty w materiał koszulki, czuła zawód. Delikatny posmak goryczy, który za sprawiedliwe uważał powitanie sprawione przez Aleksandra i któremu ona przyglądała się z ochotą. Limo znaczące policzek to najmniejsza z kar, jaką mógł otrzymać. Zostawienie go samemu sobie nie było dla niej jednak wiążące. To mógł przerwać sam i mimo ukradkowych spojrzeń jakie mu rzucali, mimo szeptów które między sobą wymieniali, szybko na nowo uwikłaliby się z nim w rozmowę. Tego była pewna. Stanęła przed nim, przez moment zwyczajnie mu się przyglądając i zastanawiając się jeszcze, czy na pewno nie chciała wrócić do reszty i początek jego rozgrzeszenia zostawić komuś innemu. W końcu jednak przekrzywiła głowę i pochyliła się, by postawić przed nim kubeczek z piciem, swój ściskając w drugiej dłoni, przyciśniętej gdzieś na wysokości piersi. - Boli? - zapytała, po prawdzie chcąc usłyszeć, że tak i to bardzo. Wątpiła jednak, by Flynn był skory do skomentowania tego. - Powinno. - dlatego też nie czekała na jego odpowiedź i zrobiła to sama. Była w tych słowach pewna gorycz i rozczarowanie, których nie mogła się pozbyć chociażby po to, żeby sprawiać pozory. - Wiesz... nie spodziewałam się, że kiedykolwiek postanowisz do nas wrócić... RE: [1969 | cyrk Bellów] When all else fails... Join the circus - The Edge - 29.06.2023 Flynn śledził ją spojrzeniem, kiedy się do niego zbliżała i dotarło do niego nagle, że gdyby mógł wybrać kto z zebranych tam sióstr i braci podejdzie do niego, żeby sprawdzić, czy nie ucieknie drugi raz, naprawdę liczył na to, że będzie to Alex. Zaklął pod nosem, ale Layla była już tak blisko, że i tak pewnie te bluzgi usłyszała. On nieszczególnie się tym przejmował - prawdę mówiąc, to kiedy zadarł głowę do góry, miał ochotę zalać ją jeszcze dłuższym potopem bezsensownych wulgaryzmów. Ot, tak po prostu, żeby sobie odreagować jeden z najchujowszych dni w życiu. To było proste działanie - przelewanie negatywnej energii na innych wychodziło mu nawet lepiej niż uprzykrzanie życia samemu sobie. Ostatecznie to Layla odezwała się pierwsza. - Czy boli? Mogę ci to pokazać na przykładzie, jeżeli będziesz mówiła do mnie takim tonem - zagroził jej od razu (po tym jak skończyła mówić wszystko, co miała do powiedzenia), marszcząc przy tym nos. Mówił to w sposób bezczelny, bez choćby zawahania się, z miną mówiącą, że uderzenie kobiety nie było najgorszym, do czego byłby zdolny. Czy naprawdę by jej przyłożył, czy po prostu stroszył teraz kolce jak jeż - tego trzeba było przekonać się na własnej skórze. - Nie spodziewałaś się...? - Rzucił to pytanie w eter, jakby chciał powtórzyć je tylko dlatego, że w nie nie dowierzał. - A co ty możesz o mnie kurwa wiedzieć? - Bo kim ta laska w ogóle była? Jakąś nową siostrą, co się pojawiła, kiedy go już w cyrku nie było? Kolejną przybłędą poszukującą tutaj sensu istnienia? Próbował ją z czymś skojarzyć, ale nie potrafił, więc albo była dzieciakiem, kiedy opuszczał Bellów, albo pojawiła się tutaj w momencie, w którym nawet nie miała okazji go poznać. Podniósł się bez użycia rąk. Byli niemal równi wzrostem, ale groził już wyższym od siebie, nie zawahał się więc mówiąc: - Nie ma tu niczego do ratowania, jeżeli po to tu przyszłaś. Cokolwiek o mnie usłyszałaś - jestem jeszcze gorszy. Powiedział to śmiertelnie poważnie, zupełnie tak, jakby nie wydusił z siebie najbardziej krawędziowego dialogu w historii świata. RE: [1969 | cyrk Bellów] When all else fails... Join the circus - The Tempest - 30.06.2023 Patrzyła na niego przez moment. Zwyczajnie gapiła się, raczej bezczelnie już, z jedną brwią uniesioną ku górze, w geście delikatnego niezrozumienia. Jeśli chciał ją wybić z rytmu, albo zwyczajnie odstraszyć, to niekoniecznie udało mu się osiągnąć zamierzony efekt. Bo w głowie Layla właśnie podwijała rękawy i podnosiła rzuconą jej rękawicę. - Taki jesteś straszny? - zapytała drwiąco, unosząc nieco podbródek. Nawet jeśli czysto w teorii, powinien móc ją dość łatwo spacyfikować, czy też wyłączyć światło jednym, dobrym uderzeniem, to dziewczyna wcale nie czuła się, jakby znajdowała się na przegranej pozycji. Więcej, jej mina jasno i wyraźnie mówiła tylko spróbuj. - No proszę, kurwa czekam. - oznajmiła, uśmiechając się do niego złośliwie, faktycznie chyba oczekując od niego, że jedynym finiszem tej wymiany zdań będzie uderzenie jej w twarz. - Nie pamiętasz mnie - może to i lepiej. - Ale ja pamiętam ciebie. Uciekłeś, a teraz wracasz z podkulonym ogonem, jak kundel który urwał się ze smyczy i pożałował życia na ulicy. - absolutnie nie przeszkadzał jej fakt, że typ najwyraźniej w ogóle jej nie kojarzył. Nawet mu się nie dziwiła, bo kto by się przejmował wszystkimi bachorami, które przewijały się przez cyrk, szczególnie kiedy podjęło się decyzję o daniu w długą. Bardzo chciała też zachować jako tako poważną twarz, ale Flynn zwyczajnie nie dawał jej ku temu jakichkolwiek szans. Roześmiała mu więc w twarz, kiedy tylko ostatnie zdanie w pełni opuściło jego usta. - O cholera, nie wierzę. Powiedz, ile razy ćwiczyłeś ten tekst? Budziłeś się rano i mówiłeś go sobie przed lustrem? A może na dobranoc, licząc na to, że ktoś kiedyś przejmie się tym, że najwyraźniej wyciągnąłeś go z dupy jakiegoś niespełnionego pismaka? Ratowanie? O tym nie było mowy. Gdyby miała cokolwiek do powiedzenia, to zamiast dawać mu w mordę jak Aleksander, wystawiłaby go za drzwi i pomachała na drogę. RE: [1969 | cyrk Bellów] When all else fails... Join the circus - The Edge - 30.06.2023 Tak. Taki był straszny. Aż się napuszył, kiedy to powiedziała - wyprostował się momentalnie i jakby urósł o tych kilka centymetrów, które zawsze tracił, garbiąc się niezręcznie. Nie musiał spoglądać w stronę ich rodziny, żeby wiedzieć, że ich obserwują. Muzyka grała jakoś ciszej, rozmowy niby wciąż się toczyły, lecz w ten charakterystyczny sposób, jakby mówili, ale jednocześnie uważnie nasłuchiwali otoczenia. Flynn potrafił występować, potrafił wykreować widowisko, jakiego nie potrafił nikt inny, nie potrafił jednak zachowywać się w towarzystwie. Płoszył się, kiedy miał coś powiedzieć przed szeroką publicznością. Zachowanie niewzruszonej twarzy kosztowało go o wiele więcej, niż powinno kogoś przyzwyczajonego do występowania w cyrku, ale trwał przy tym - nie dał się wytrącić z rytmu duszy samotnika. - Też mi pamięć. Niczego o mnie nie wiesz. Nie wiesz, co przeżyłem tutaj, ani co przeżyłem tam, nie wiesz, jak to jest... - Jak to jest mieć plany tylko takie, o których można zapomnieć, kiedy nadchodzi czas następnej przeprowadzki, nie mieć swojego miejsca na świecie i żyć ze świadomością, że się nigdy nie będzie miało tego domu. Ani tam, ani tutaj. Niech kłapie dziobem, nie jego sprawa, że jej nikt jeszcze tego nie powiedział, że jej życie nie znaczyło nic w skali wszechświata - była ledwie kurwa pyłkiem, a może nawet nie pyłkiem, tonącym w ogromie spraw, na które nie miała żadnego wpływu. Nic nie miało sensu. Nic. - Jak ja jestem kundlem, to ty jesteś typową suką, co myśli, że pozjadała wszystkie rozumy. - Zdenerwował ją już wystarczająco, ale i tak chciał rozpalić ją mocniej, jak typowy podżegacz konfliktów. Czuł się w tym wyjątkowym specjalistą. - Pytasz, bo szukasz rad? Rzucasz obelgami słabszymi niż przeciętny dziesięciolatek. To było ostrzeżenie, ale skoro dalej tu stoisz, ewidentnie go nie załapałaś. Przypomnisz sobie o tym za każdym razem, kiedy się - przeze mnie - poryczysz. - Był w tym wszystkim irytująco, do bólu wręcz pewny siebie, jakby ją sobie już teraz owinął wokół palca i pisał ich przyszłości jakieś scenariusze. Rysował się, celowo zresztą, jako człowiek uparty, nieruchomy jak ściana, która nie runie choćby się ją pchało z całej siły. RE: [1969 | cyrk Bellów] When all else fails... Join the circus - The Tempest - 12.07.2023 Layla zmrużyła lekko uczy, przyglądając mu się uważnie, zaglądając mu w oczy i próbując się zorientować, jak bardzo słowa którymi się posługiwał były na wyrost. Nie kupowała tego ostrego tonu, bardziej uważając go zwykły straszak niż prawdziwą groźbę. Może była to pewność siebie, złudne poczucie bezpieczeństwa, a może zwykła potrzeba by jej przeciwnik przynajmniej w jej własnych oczach był słabszy. - Jak to jest? - zapytała, na moment milknąc i jakby się nad czymś zastanawiając, aż w końcu posłała mu uszczypliwy uśmieszek. - Naprawdę spróbowałabym się przejąć tym, jakie to miałeś ciężkie, okropne życie, tu i tam, ale niestety... - zacmokała z dezaprobatą, posyłając mu zaraz bezczelny uśmiech. Nawet gdyby miała dostać złamanego knuta za odrobinę inicjatywy w tym temacie, zwykłe pytanie o to, jak to mu było, nie przeszło by jej przez gardło. Cokolwiek nie spotkało go w życiu, nie zmieniało tego, że uciekł jak tchórz, a teraz wrócił. - Rasową - rzuciła od niechcenia. Nie pierwszy raz ktoś nazywał ją suką i nie zamierzała z tego powodu dawać mu jakiejkolwiek satysfakcji. Z resztą, podsumowanie to było całkiem w punkt. - Ah kurwa przepraszam, ale nasz nadworny mistrz frazesów poszedł w długą i dopiero wrócił w glorii i chwale. Ale spokojnie, jeszcze trochę i słowo ulicy może wreszcie zacznie przeze mnie przemawiać. Więcej, może nawet zacznę je rozumieć, bo chwilowo to nieznośny bełkot. Chociaż chwilę... nie, po prostu mów głośniej, niech wszyscy cię usłyszą! - ostatnie zdanie mówiła coraz głośniej i głośniej, specjalnie by zwrócić na siebie, na nich, uwagę jeszcze większej ilości ludzi. Nawet jeśli ich podsłuchiwali, to teraz mieli powód by bezczelnie gapić się w ich kierunku. - Jeśli to o poryczeniu się z zażenowania mówimy, to idzie ci całkiem dobrze. - wzniosła oczy ku niebu, w tym charakterystycznym geście kobiety, która bardzo, ale to bardzo chce przenosić gromadzące się pod powiekami łzy. Do tych jednak, było jej naprawdę daleko. RE: [1969 | cyrk Bellów] When all else fails... Join the circus - The Edge - 15.07.2023 Zastanawiała się nad tym wszystkim o wieczność za długo. Edge nie miał w sobie tyle cierpliwości, żeby w tym czasie nie przerzucić ciężaru ciała z jednej nogi na drugą przynajmniej pięć razy. - Dziewczyno, skoro jeszcze nie załapałaś, to ci przypomnę: nie potrzebuję, żebyś się mną przejmowała. - Nie wyglądał na nawet minimalnie wzruszonego jej grą, raczej na zażenowanego przygłupią scenką i wypowiedzią o tym, jak to jej bardzo nie obchodzi, chociaż stała tutaj nadal i mieliła ten temat, nawet jeśli otwarcie jej mówił jak bardzo go to nie obchodziło. - Chciałabyś być rasową suką? Wszyscy tutaj jesteśmy kundlami. - Londyn nauczył go tego dobitnie. Pomijając absurdalnie napięte nastroje polityczne, oni się mogli czuć jak kundle nawet wśród mugoli i mugolaków, bo wypominano mu tam nie tylko „brudną” krew - tu chodziło o coś więcej, o brak przynależności do większej całości. Może to dlatego ten cyrk ich aż tak od siebie uzależniał - dawał tę namiastkę uczucia, że mieli dokąd wrócić. Im mocniej Layla próbowała zrobić z tego scenę, tym bardziej Flynn marszczył brwi. Ale nie w sposób rozgniewany, on... Drwił z niej ewidentnie i brnął w to dosyć silnie. Postawił nogę na wzniesieniu, na którym przed chwilą siedział. - Nieznośny bełkot, na który odpowiadasz od kilku minut. - Zaczął, a później podniósł drugą nogę, zrobił krok i całym ciałem znalazł się wyżej od niej. - Mogę się drzeć, jeśli tego chcesz. - Uniósł głos, ale nie w sposób agresywny - mówił tak, jakby się znajdował na arenie i zapowiadał następny występ. - Mogę krzyczeć o wiele głośniej niż ty. - Bo miał w tym wiele doświadczenia. W czasach, kiedy jeszcze pracował wśród Bellów, musiał drżeć się tak mocno, żeby go usłyszeli czarodzieje siedzący w tylnych rzędach. Uniósł ręce w grę i przeleciał dłonią wzdłuż ich „publiczności”, celowo zwracając uwagę rodziny na to, co dziewczyna chciała im przekazać. - No dawaj, młoda, powiedz im co ci tak w duszy gra, skoro chciałaś, żeby wszyscy nas usłyszeli. RE: [1969 | cyrk Bellów] When all else fails... Join the circus - The Tempest - 11.09.2023 Jakiż to on nie był niezależny i aż ją od tego skręcało w środku, a z drugiej strony nie mogła się na stałe pozbyć delikatnego, kpiącego uśmieszku, który co chwila pojawiał się na twarzy. Było w nim coś, co tylko zachęcało do tego, żeby obić mu tę mordę, albo spróbować go udusić, ale w pewnym momencie przyszło jej do głowy, że pewnie jeszcze mu się to podobało. Że zachowywał się tak specjalnie, żeby tylko oberwać i móc szczerzyć zakrwawione zęby w zadowoleniu, kiedy czuł jak puchną mu rozcięte wargi. Oboje mogli krzyczeć w ten nieagresywny, ale przykuwający uwagę sposób i kiedy wszedł na ten swój malutki podest, niczym paw na scenę, spojrzała na niego z politowaniem. Chciał widowiska, mogli zrobić z tego widowisko i to jeszcze jakie. Mieli publiczność, jej pełną teraz uwagę i zainteresowanie. Mieli też siebie - występy z partnerem zawsze uważała za nieco ciekawsze, bo często stawały się także o wiele bardziej ryzykowne. Stawianie na szali życia drugiej osoby, nawet jeśli pozorne i robione tylko dla podniesienia napięcia wśród publiczności, było zwyczajnie ciekawe. Na szczęście jednak, albo w sumie nieszczęście, jedyne czym teraz grali to własna duma. Dlatego kiedy próbował jej wmówić, że może krzyczeć głośniej od niej, dziewczyna zbliżyła się, wchodząc na podest i patrząc już tylko i wyłącznie na niego. I kiedy tak wodził rękoma i zachęcał resztę, by nie odwracali wzroku, żeby grzecznie słuchali, uśmiechnęła się do niego lekko, ale w tak samo odklejony sposób, jak on się właśnie zachowywał. A potem zwyczajnie kopnęła go w jaja. A przynajmniej ośmieliła się spróbować. RE: [1969 | cyrk Bellów] When all else fails... Join the circus - The Edge - 18.09.2023 Edge był gnidą. Był roześmianą, upierdliwą, zakochaną w sobie gnidą z oczyma pełnymi satysfakcji, że udało mu się ją sprowokować. Wycofał się tak, żeby nie dostać kopa w strategiczny punkt, ale pozwolił się kopnąć, żeby wszyscy to zobaczyli - wtedy właśnie jego żałosny uśmiech poszerzył się momentalnie, bo Layla przyniosła mu najlepszą z możliwych euforii. Wybuchła. A on to po prostu uwielbiał. To było jego życie - bycie przerażającym i wkurzającym na pokaz, zrażanie do siebie każdego, kto mu nie pasował. I jasne, nie trzeba było być geniuszem, żeby wiedzieć, że to była jego maska, maska człowieka, który kupował tylko to, czego nie było żal stracić podczas następnej ucieczki, wiązał się tylko z tymi, o których pamięć nie bolała kiedy nie było ich już obok. Do niczego nie można było się przyzwyczajać, nic nigdy nie było i nie będzie na zawsze, żadne miejsce na świecie nie było i nie będzie jego prawdziwym domem, a jedyne prawdziwe emocje, jakie wzbudzał w ludziach, to ten gniew właśnie. I to go napędzało. Bo gniew był silny. Gniew był jak wulkan, gniew ukazywał wszystko to, co kryło się głęboko w sobie. Gniew pokazywał wreszcie innych takimi, jakimi byli, wcale nie różnymi od niego, chociaż uwielbiali traktować go jak wyrzutka. - Dokończ to, młoda. Zdziel mnie z liścia - szepnął, korzystając z tej chwili bliskości i nadstawiając swój lewy policzek. - Od razu będzie ci lepiej, a ja zawsze chciałem mieć symetryczne limo. W całym tym absurdzie to właśnie zbity za to co powiedział, czułby się jakby miał nad tym wszystkim całkowitą kontrolę. RE: [1969 | cyrk Bellów] When all else fails... Join the circus - The Tempest - 18.09.2023 Layla przez moment tylko czuła satysfakcję. Widziała już oczyma wyobraźni, jak Flynn zwija się dookoła własnego bólu gdzieś przy jej stopach. Na nieszczęście jednak, cofnął się, nie pozwalając uderzyć się w najbardziej wrażliwe miejsce. W jej głowie pojawiła się wiązanka wystosowana pod jego adresem, kiedy uświadomiła sobie, że zrobił to specjalnie. Specjalnie dał się kopnąć, o czym świadczył ten właśnie głupi uśmiech, który malował się na jego ustach. Wybuchła? Dopiero teraz, kiedy w jej głowie wystrzeliły fajerwerki, ale nie te gniewu, który popchnąłby ją do rzucenia się na niego z pięściami, albo zwyczajnie z pazurami, żeby wydrapać mu oczu. Ktoś w przyglądającym się ich tłumie powiedział jej imię. Upominająco, tonem który obawiał się, że mógł spodziewać się wszystkiego, a jednocześnie takim, który miał nad wyraz dużo doświadczenia w obchodzeniu się z nią. Nie odwróciła się jednak, ciemne oczy wbijając w stojącego przed nią mężczyznę z uporem maniaka. Czuła, że powinna odwrócić się czym prędzej i zejść z tej ich małej scenki. Zwyczajnie wycofać się, skoro już została upomniana, bo i bez tego wiedziała, że zrobi coś głupiego. Zamiast tego jednak zrobiła krok w jego stronę, zmniejszając wszelki dystans, który pozostał między nimi. - Chciałbyś tego, prawda? - zapytała, przenosząc spojrzenie na policzek, który jej nadstawiał. - Ale nie zasłużyłeś jeszcze na to, żeby dostawać czego chcesz - sięgnęła dłonią, by objąć palcami jego kark. - Ale może kiedyś. Jak ładnie poprosisz - wyszeptała, zanim zbliżyła się w końcu, by go pocałować. Szybko i przelotnie, jakby na moment tylko straciła zdolność trzeźwego myślenia. Uśmiechnęła się do niego, z całą wyższością i poklepała go po piersi, zanim w końcu podniosła dłoń z kubeczkiem i chlusnęła mu w twarz resztą swojego picia. - Witaj w domu - rzuciła, cofając się z podniesienia i wykonując teatralny ukłon. |