Secrets of London
[styczeń 1970] Niczym nasi przodkowie | Hjalmar & Dagur - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [styczeń 1970] Niczym nasi przodkowie | Hjalmar & Dagur (/showthread.php?tid=1372)



[styczeń 1970] Niczym nasi przodkowie | Hjalmar & Dagur - Hjalmar Nordgersim - 05.05.2023

Styczeń 1970
Dolina Godryka, Kuźnia "Wrota Muspelheimu"



Początek roku to dla wielu osób idealny czas na postanowienia noworoczne czy wszelkie zmiany w doczesnym życiu. Większość układa sobie jakieś listy lub złożone plany, które mają pomóc w realizacji założonych przedsięwzięć.

O ile dotychczas, Nordgersimowie raczej trzymali się z dala od dużych zmian w swoim żywocie, tak pod koniec poprzedniego roku podjęli decyzję, że "już czas". Jak postanowili, tak też zrobili - styczeń 1970 miał być dla nich największą zmianą na przestrzeni ostatniej dekady. W celu zwiększenia zysku, zleceń i renomy dla Islandzkiej sztuki kowalstwa zdecydowali się przenieść z rodzinnego warsztatu do Wielkiej Brytanii, co było dla nich zmianą o 180 stopni. Te dwa kraje łączyło tylko tyle, że oba były państwami wyspiarskimi - nie miały żadnych większych podobieństw. I to właśnie martwiło Hjalmara najbardziej.

Jak tam będzie? Jak zareagują na Dagura? Jak zareagują na mnie? Te, jak i wiele innych pytań czy niepewności, spędzały sen z powiek młodszemu z kowali na przestrzeni kilku ostatnich tygodni. Ostatnią tak wielką zmianą w życiu Björna, była wyprowadzka do Szwecji kiedy rozpoczął pobieranie nauki w Durmstrangu. Przenosiny do kraju z podobnymi tradycjami i kulturą było dla Hjalmara ciężkie. Co w takim razie się stanie po przeprowadzce do Anglii?

Jeszcze kilka godzin przed oficjalnym pożegnaniem z rodziną, młody Nordgersim zastanawiał się czy może powinien spróbować przekonać ojca do tego aby pozostali w domu. W głowie szykował już sobie nawet pewną drogę argumentacji - że w zasadzie to nie jest tak źle albo że ta zmniejszona liczba zamówień to tylko chwilowe. Prawda była jednak taka, że ostatni rok dał im się dosyć mocno we znaki, chyba w każdym możliwym aspekcie. Hjalmar nie do końca rozumiał z czego to wynikało. W końcu rzemieślników mieli fachowych, usługi świadczyli na najwyższym poziomie, a i cen nie mieli zbytnio wygórowanych - zawsze miał przeświadczenie, że podchodzą uczciwie do wyceny oferowanych przez siebie towarów.

Klamka jednak już zapadła, a ojciec wraz z synem stali już przed ich nowym nabytkiem - kuźnią "Wrota Muspelheimu - Dagur & Hjalmar Nordgersim" położoną w Dolinie Godryka, nie aż tak daleko od Londynu - A więc to tutaj - stwierdził, spoglądając na kartkę z adresem. Nie było mowy o pomyłce. Żaden inny budynek w okolicy nie miał, aż tak wysokiego progu - Nasz nowy dom... - dodał bez większego przekonania jako, że najchętniej dalej siedziałby na Islandii w towarzystwie rodziny i wszystkich przyjaciół. Teraz zostali sami - ojciec i syn.




RE: [styczeń 1970] Niczym nasi przodkowie | Hjalmar & Dagur - Dagur Nordgersim - 11.05.2023

Klamka zapadła. Jednak Dagur nie byłby do końca szczery z samym sobą oraz ze swoimi bliskimi gdyby szedł w zaparte twierdząc, że nie ma wątpliwości w sprawie przeprowadzki do Wielkiej Brytanii i rozpoczęcia tam działalności. Przyświecał im wyraźny cel, który mogli osiągnąć ciężką pracą i w ten sposób zyskać pożądaną przez nich renomę, zlecenia, stałych klientów i uznanie dla islandzkiej sztuki kowalstwa. Nie mógł zignorować tego, że ten wyspiarski okaże się szczególnie niegościnny dla takich przybyszów jak oni. Wtedy jedyną opcją będzie powrót na Islandię. Nie dowiedzą się, póki nie spróbują.

Tym, co poważnie spędzało mu sen z powiek był stosunek brytyjskich czarodziejów do wilkołaków. Nie podobało mu się to, czego się dowiedział i tak samo nie odpowiadał mu obowiązek rejestracji, który jego syn będzie musiał wypełnić od razu po przybyciu do tego kraju. Natomiast go będą czekać zupełnie inne formalności. Założenie działalności gospodarczej oraz znalezienie dla nich odpowiedniego miejsca, w którym stanie ich nowy dom. Musiał być wystarczająco wysoki i duży, tak aby mógł swobodnie w nim się poruszać i by pomieściła się ich rodzina. Nie wykluczał sprowadzenia tutaj żony i córek, jeśli wszystko pójdzie po jego myśli.

Nie zamierzał umniejszać umiejętności i doświadczenia swoich pracowników. Swoich i własnego syna również nie. Za zmniejszoną ilość zamówień w ostatnim roku obwiniał tylko i wyłącznie gobliny, stanowiące konkurencję dla nich w tej branży. Stojąc przed należącą do nich kuźnią, Dagur przyglądał się tej konstrukcji z nieukrywanym sceptycyzmem. Spełniała ona podstawowe wymogi dotyczące przestrzeni, ale już widział, że będzie wymagać sporo pracy by w pełni nadawał się do użytkowania. Zajmie się tym niezwłocznie.

Ten budynek wygląda jakby miał się zawalić od samego mojego pierdnięcia. Będziemy musieli go wzmocnić. To nasze miejsce pracy, dom jest tam — Skwitował w ich ojczystym języku, zacierając przy tym potężne dłonie. Zawsze mówił to, co myślał. Czasami bywał grubiański, jak teraz. Wskazał synowi sąsiedni budynek, w którym będą mieszkać. Standard podobny. Nie uszedł jego uwadze ten brak przekonania w głosie syna.

Chłopcze, zdaje się że wiem co ci chodzi po głowie. Nie będziemy tutaj pasować to wrócimy na Islandię. Jeśli tutaj zostaniemy to sprowadzę tutaj twoją matkę i siostry — Dodał poważnie. Nie będzie przecież stawać na rzęsach po to, aby przypodobać się Brytyjczykom. Tak się umówił z żoną i córkami. Nie wyobrażał sobie bez nich życia.




RE: [styczeń 1970] Niczym nasi przodkowie | Hjalmar & Dagur - Hjalmar Nordgersim - 13.05.2023

Co by nie mówić to Dagur miał rację. Budynek nie wyglądał zbyt dorodnie jak na warsztat w którym mieli pracować. Nie miał żadnych szans wygrać z rankingu kuźni z tą, która znajdowała się w ich rodzinnej wiosce. Czy można się jednak temu dziwić? Tamta była od lat dopieszczana i pielęgnowana, a ta zdawała się być na prędce przygotowanym budynkiem, który miał tylko w jakimś stopniu, spełnić swoje wymagania - Lepiej tego nie rób - parsknął śmiechem na stwierdzenie ojca - Pamiętaj aby też się zbytnio nie denerwować w warsztacie. Jeszcze za mocno uderzysz i wszystko się zawali - zwrócił uwagę jako, że budynek naprawdę wyglądał jakby miał nie przeżyć pierwszego kontaktu ze starszym z Nordgersimów. Na pewno będą musieli tu włożyć ogrom pracy, co wcale nie wywoływało uśmiechu na ustach Hjalmara.

Na całe szczęście mogli zawsze na siebie liczyć i to dodawało mu otuchy. Nie ważne jak w złej sytuacji by się znaleźli czy jak bardzo mieli pod górkę, Dagur zawsze wpadał na jakiś pomysł, który pozwalał im wyjść z opresji - Myślisz, że spodoba im się tutaj? - zapytał starszego z Nordgersimów, przekraczając furtkę i kierując się w stronę kuźni - ich głównego miejsca pracy i za razem domu. Prawdę mówiąc, Hjalmar jak i jego ojciec, na upartego, mogliby mieszkać w swoim warsztacie. Wszak i tak spędzali w nim najwięcej czasu - kuli, naprawiali, a nawet jedli.

Przekroczył próg pomieszczenia i skupił swoją uwagę na piecu, który był po prostu pusty. Bez węgla, bez żaru, bez serca - bardzo przykry widok dla kowala. To było najważniejsze miejsce w całym budynku. Raz rozpalone, nie powinno zgasnąć nigdy. No chyba, że dany zakład kończy swoją działalność, wtedy ma do tego jak największe prawo.

- Nie mogę się doczekać, aż napalimy po raz pierwszy. To zawsze wielkie wydarzenie - przyznał, rozglądając się dokładnie w środku. Hjalmar zdawał sobie sprawę, że przed nimi jeszcze długa droga zanim dokonają rytualnego rozpalenia. Musieli najpierw wszystko poustawiać według własnych potrzeb czy widzimisię. Należało jeszcze wnieść narzędzia, sprzęty i metale. Nie wspominając nawet o naniesieniu węgla do pieca. Bardzo dużo pracy do wykonania aby mogli ze spokojnym sercem nazwać ten obiekt kuźnią.

- Mimo wszystkich 'ale' czy niepewności to cieszę się, że się na to zdecydowaliśmy - zapewnił ojca, z dużą większą pewnością w głosie niż kilka chwil temu. To była dla nich przygoda życia ale zarazem swego rodzaju test hartu i ducha.




RE: [styczeń 1970] Nł iczym nasi przodkowie | Hjalmar & Dagur - Dagur Nordgersim - 22.05.2023

Jak tak patrzył na te konstrukcje wiedział, że czeka ich sporo pracy. Musieli doprowadzić obie budowle do stanu używalności, tak aby prezentowały się należycie. Zwłaszcza kuźnia. Powinna wyglądać równie przyzwoicie, jak ta należąca do nich w rodzinnej miejscowości. Wszystko po to, aby nie mogli narzekać na brak jakichkolwiek klientów. Chciał móc mówić, że ma pełne ręce roboty i być dumnym z dzieł ich rąk. Dagur nie stronił od ciężkiej pracy i tak też starał wychować swojego syna.

Nie będę się specjalnie powstrzymywać! — Zawołał w głos, okraszając swoje słowa rubasznym śmiechem. Była to bardziej naturalna reakcja organizmu, której sprosta ta konstrukcja. — Jeśli nie będę mieć powodów do denerwowania się to nie będę rzucać narzędziami. — W jakimś stopniu zobowiązał się do tego, że będzie starał się powściągnąć swoje emocje dopóki nie osiągną należytego standardu należących do nich budynków. Jeśli próby renowacji spalą na panewce, zrówna te rudery z ziemią i wybuduje kuźnię oraz dom od podstaw.

Nie jestem w stanie tego przewidzieć, synu. Mam nadzieję. Wiem jedno: jakby twoja matka zobaczyła tę ruderę zwaną domem to spojrzałaby na mnie z dezaprobatą i zapytała, czy kowadło spadło mi na ten durny łeb i miałaby rację — Postawił sprawę jasno, podążając w ślad za synem. Choć jemu przekroczenie furtki nie przyszło z taką łatwością, co Hjalmarowi. Będę musiał ją poszerzyć. Zanotował w pamięci. To jednak nie będzie najpilniejsza naprawa.

Przekroczenie kuźni wiązało się z obawami. Stanął jednak w środku w pełni wyprostowanym, co dobrze rokowało. Nie było tu za nisko i zarazem za wąsko. On również skupił wzrok na wygaszonym piecu, w którym powinien zawsze płonąć ogień równy temu, który wypełniał ich serca. Pozostawało im być dobrej myśli, że po uczynieniu zadość tradycji i rozpaleniu tego paleniska nie będą zmuszeni go wygasić. Napełniłoby go to smutkiem.

Ja również, synu. To prawda — Podzielał entuzjazm swojego syna. Roboty czekało ich sporo, jednak nie mógł się tego doczekać. Nie byłoby kłamstwem stwierdzenie, że aż palił się do pracy. Taki zapał powinien wszystko usprawnić.

Niech nie będzie to dla Ciebie zaskoczeniem, że ja również. Czas pokaże, co będzie dalej i czy było warto — Przytaknął. Skoro już tu przybyli to musieli dać szansę temu krajowi i jego mieszkańcom.




RE: [styczeń 1970] Niczym nasi przodkowie | Hjalmar & Dagur - Hjalmar Nordgersim - 24.05.2023

Co by nie mówić, Dagur miał całkowitą rację. Reakcja matki na jego słowa najpewniej byłaby właśnie taka. Nic więc dziwnego, że ten mógł się jej lekko obawiać. Sam Hjalmar wolał unikać jej w chwilach kiedy była zdenerwowana.

- Myślę, że jak najbardziej warto. To coś nowego, więc warto spróbować. Pamiętasz jak za żadne skarby nie chciałem opuszczać Islandii aby pójść do Durmstrangu? - zwrócił uwagę na drobny fakt z ich przeszłości - Zobacz jak na tym dobrze wyszedłem. Idealnym uczniem przecież byłem - zaśmiał się z własnych słów. Pierwszą rzeczą, która przyszła mu do głowy wraz z wypowiedzeniem tego zdania były te wszystkie skargi i nagany jakie otrzymywali jego rodzice za zachowanie Hjalmara. Oczywiście nie obyło się też bez wezwań Dagura do Szwecji. No bo jak inaczej mogło się skończyć bicie kolegów przez jego syna jak nie wezwaniem rodzica na rozmowę do dyrektora. Z perspektywy czasu to były piękne chwile, chociaż w tamtym momencie na pewno nie należały do najprzyjemniejszych. Po tylu latach nie pozostało im nic innego jak śmiać się z tego i żartować, traktując to jako swego rodzaju rodzinna ciekawostka czy powód do wypominania.

Kiedy tylko przybyli tutaj, od razu rozejrzał się po okolicy jednak jego wzrok nie odnalazł tego co właśnie szukał. Bił się z własnymi myślami przez dłuższą chwilę, zastanawiając się czy może padło mu już na wzrok z tej całej starości. To jednak nie wchodziło w rachubę jako, że nigdy nie mógł narzekać na problemy z oczami - Zauważyłeś, że nikt w okolicy nie trudzi się w tym fachu co my? Czy wszyscy Anglicy odeszli od starych tradycji na rzecz czegoś nowocześniejszego? Gdzie w tym jest jakaś logika? - zapytał ojca, dzieląc się swoimi przemyśleniami na ten temat - Przecież u nas w domy są miejsca, gdzie na jedną osadę przypada kilkunastu kowali. I to z różnych warsztatów! - zauważył, kręcąc przecząco głową jakby chciał pokazać swoją dezaprobatę na taki obrót spraw tym społeczeństwie. Miało to jednak swoje plusy. Mniej konkurencji oznaczało większą ilość zleceń i klienteli - czyli rzeczy po które tutaj właśnie przybyli.




RE: [styczeń 1970] Niczym nasi przodkowie | Hjalmar & Dagur - Dagur Nordgersim - 25.06.2023

Pomimo bycia prostym człowiekiem to nie brakowało mu mądrości życiowej, której nie szczędził ludziom w swoim otoczeniu. Odebranie zupełnie innej edukacji nie miało nic tutaj do rzeczy. Po swoich dzieciach widział, że ukończenie przez jego dzieci magicznych szkół otworzyło im wiele drzwi. Tej kobiety należało się obawiać, zwłaszcza jak była wściekła. Umiał sobie poradzić ze swoją babą, nawet jak często jej ulegał. Czasami to klucz do udanego małżeństwa. Wszystkiego jego jedyny syn się nauczy, jak sam się ożeni. Oby tylko spłodził dużo dzieci, zapewniając siłę ich klanowi. Byłby rad gdyby zechciał przekazać swojemu synowi tajniki ich rzemiosła.

Zatem niech tak będzie. Pamiętam bardzo dobrze i powinienem był złoić Ci za to zadek ojcowskim pasem. Ciesz się, że tego nie zrobiłem — Odrzekł. Byli tutaj. A skoro już tutaj dotarli, musieli wypełnić swój plan. Przypomniał swojemu synowi powiązane z tym wspomnieniem wydarzenie, spoglądając na swojego pierworodnego z groźnym błyskiem w oku. Takim samym jak przed laty, gdy postawił swojego szczeniaka przed faktem dokonanym odnośnie uczęszczania do szkoły magii. To miała być dla niego wielka szansa na lepszą przyszłość w świecie czarodziejów.

Synu, poważnie obawiałem się, żeś dureń. Poprawnym. Daleko było Ci do idealnego ucznia, chłopcze — Sprostował słowa syna z powagą, choć gęsta rudawa broda skrywała uniesione w przelotnym uśmiechu kąciki ust. Jest między nimi nie tak znacząca różnica wieku, jak między wieloma ojcami i synami, ale właśnie ona nie czyniła ich w pełni kumplami. Gdy Hjalmar rozpoczynał naukę w Durmstrangu, miał zaledwie dwadzieścia pięć lat i nie był przygotowany na takie wyzwania wychowawcze. Za każdym razem, gdy był wzywany do Durmstrangu to musiał świecić oczami za swojego pierworodnego przed dyrektorem Durmstrangu. Z synem mógł porozmawiać o wszystkim. Przynajmniej tak sądził.

Zauważyć zauważyłem, jednak na to nie mogę narzekać. Nie wiem co siedzi w głowach tych wszystkich Anglików i będę spać odrobinę spokojniej nie zastanawiając się nad tym. Zapewne odeszli. Nasz kunszt mówi sam za siebie. Za jednego Fé w tym logiki — Wypowiadając te słowa wydawał się być zadowolony z braku konkurencji w bliskim sąsiedztwie ich domostwa i miejsca pracy. Nie w głowie było mu ustalenie tego, co Anglicy mają w swoich. Nie miał natury myśliciela. Widocznie angielscy czarodzieje byli równie postępowi co żyjący obok nich mugole. Wykonywali przedmioty najwyżej jakości. Lepiej nie szukać logiki tam, gdzie jej mogło nie być. Przynajmniej jego zdaniem. Był jednak gotów poznać mieszkańców tych ziem, jeśli oni zapukają do jego drzwi. Bo nie był do nich wrogo nastawiony. To przecież nie była bestia o wyglądzie węża, którą należało zgładzić. Byli to ludzie.

W naszej ojczyźnie ci wszyscy rzemieślnicy z danej osady się znają od wielu lat i chociaż stanowią dla siebie konkurencję, to jednak przynależą do tego samego cechu. Doświadczają tych samych problemów, a jak są czarodziejami to muszą walczyć o klientów z tymi sprośnymi pokurczami — Odrzekł po chwili namysłu. Nie byli dla siebie obcymi ludźmi, zdolnymi tylko do prowadzenia ze sobą zażartej walki o każdego klienta. Pomagał zaprzyjaźnionym mistrzom kowalskim, jeśli do niego się zwrócili z prośbą o pomoc. Dała o sobie znać jego niechęć do goblinów, tak dobrze słyszalna w jego głosie. Zamierzał podbić tutejszy rynek i żaden przebrzydły goblin nie stanie mu na drodze do osiągnięcia tego celu.

Pamiętasz co Ci mówiłem, synu? Jeśli pragniesz zająć miejsce na świecie, wstawaj wcześnie. Leniwy wilk głoduje, a śpiący człowiek rzadko widzi zwycięstwo. Bierzmy się do pracy. Trzeba tu chociaż posprzątać. Łap za szmatę, chłopcze i wypucuj piec — Zwrócił się do syna, powtarzając mu jedno ze swoich prawideł. Rzucił też ku niemu szmatę. Oczywiście, można było użyć magii i zrobić to raz dwa, jednak nie dawało to satysfakcji. Sam chwycił za miotłę.




RE: [styczeń 1970] Niczym nasi przodkowie | Hjalmar & Dagur - Hjalmar Nordgersim - 04.07.2023

Parsknął śmiechem pod nosem na słowa ojca, ponieważ tylko tyle mu zostało z perspektywy czasu. Zdawał sobie sprawę, że były to raczej groźby bez pokrycia, ponieważ kochał swoje dzieci, a Hjalmar był przecież jednym z nich. Bez dwóch zdań mógł się nazwać prekursorem czy workiem treningowym w kwestii poszukiwania idealnej metody wychowawczej. Należało też napomknąć o jednej dosyć ważnej rzeczy w całym rozrachunku jego potomków - tylko syn sprawiał tyle kłopotów. Jego siostry w porównaniu do brata były niczym aniołki, którym niczego nie brakowało. Oczywiście to nieco twardsze wychowanie nie przeszkadzało młodszemu z Nordgersimów jako, że sam był prowodyrem reakcji ojca.

- Wypraszam sobie. Z aktywności fizycznej najlepszy w klasie... NAJLEPSZY - podkreślił unosząc palec do góry, aby Dagur miał to na uwadze. Posturę i budowę miał zawsze nienaganną, nic więc dziwnego, że akurat ten przedmiot był jego ulubionym i chyba jedynym którego nie unikał - Z mikstur też byłem co najmniej średni. Przypomnę, że chcieli mnie nawet wziąć do trenowania trójboju... - przejechał po swoim karku na myśl dlaczego koniec końców go nie wybrali do szkolnej drużyny - No gdyby nie ten jeden mały fakt... - spojrzał na swojego ojca jakby szukał podpowiedzi do tego co dalej chciał powiedzieć - Może kilka... Naście? Dziesiąt? Set? No wiesz... - wypowiedział szybko, wzruszając ramionami jakby to rzeczywiście nie było niczym ważnym - Te całe wezwania do szkoły... - uśmiechnął się do niego. Skoro nie zabił go za zachowanie w czasach szkolnych to mógł sobie pozwolić już niemal na wszystko. Hjalmar zawsze zresztą traktował ojca jako ostoję dobrej rady i wsparcia kiedy tylko potrzebował. W końcu po tych wszystkich ciężkich latach nadal zwracali się do siebie - "tato" oraz "synu".

Po raz kolejny głosił prawdę. Nie powinno przejmować się tym, że inni rzemieślnicy odeszli - zwłaszcza, że byli z innej szkoły tego kunsztu. Powinni patrzeć w przód i dal, myśleć jak rozwinąć ich warsztat czy gdzie go zareklamować w taki sposób aby już nigdy nie musieli zmieniać miejsca zamieszkania - Prawda - zgodził się, kiwając głową z uznaniem na te mądre słowa - U nas to nawet z pradziada na dziada to przechodzi - zauważył, mając między innymi na myśli ich rodzinę, która już od dłuższego czasu trudniła się tym fachem, a Hjalmar był co najmniej trzecim pokoleniem tek sztuki - Gwarantuję Ci, że angielscy czarodzieje na pewno potrafią docenić dobry i porządny produkt - spróbował uspokoić Dagura w kwestii 'sprośnych pokurczy', chociaż mało brakło, a wybuchnąłby śmiechem na takie określenie. Do tej pory chyba wszystkie inne możliwości ale tą usłyszał po raz pierwszy.

- A no to widzę, że wracamy do porządku dziennego. Hjalmar wypucuj piec, Hjalmar napal w piecu, Hjalmar przynieś mi młotek... - pokręcił głową ale jako dobry i wdzięczny dzieciak złapał za szmatę, kierując się w kierunku pieca. Nie miał wyrzutów do ojca, a jedynie lekko chciał go przedrzeźniać, nawiązując do tego, że to nadal starszy Nordgersim był mistrzem tego warsztatu. Nic więc dziwnego, że większość prac porządkowych musiał robić robić podległy mu czeladnik w postaci syna. Rozkład pracy był jednak uczciwy i nie mógł narzekać na tyranię ze strony ojca - W sumie... Próbowałeś kiedyś zaszczepić w siostrach tą całą zajawkę do kowalstwa i jubilerstwa? Może też by im się to spodobało? Czy raczej wolałeś aby zajęło się czymś bardziej... Nie wiem. Normalnym? Kobiecym? - zapytał, rzucając pytanie w eter kuźni aby odnalazło adresata jako, że on sam był zajęty pucowaniem pieca. Była to robota, którą musieli wykonać zanim zaczną jakiekolwiek kucie. Porządek był ważny - pozwalał się odnaleźć oraz redukował szansę na wystąpienie nieszczęśliwego wypadku do minimum, co oczywiście było im na rękę.




RE: [styczeń 1970] Niczym nasi przodkowie | Hjalmar & Dagur - Dagur Nordgersim - 18.08.2023

Gdy Hjalmar parsknął pod nosem śmiechem, pogroził mu palcem. Tak, to były puste groźby. Ojcowski pas nie stanowił doskonałej metody wychowawczej, tylko doskonały straszak. Dzieci są tylko dziećmi.

Każdy głupi może być orłem z aktywności fizycznej. Żadna to dziedzina magii. Stać Cię na więcej. — Przypomniał mu o tym poważnie. Nie było tak, że w tym momencie nazywał syna głupim. Nie miał takiego zamiaru. Po prostu do uprawiania aktywności fizycznej wykorzystuje się w większości ciało zamiast mózgu, więc tym może zajmować się nawet tępak. Szczerze w to wierzył, że jego syn osiągnie to, co tylko sobie wymarzy. Fach w dłoni już miał. Kowalstwo nie było bezmyślnym machaniem młotem.

Wiedział, że w zdrowym ciele zdrowy duch, jednak kariera sportowa to najmniej pewny fach w życiu. Na jego stanowisko wpływał przede wszystkim fakt, że nie uczęszczał do szkoły dla czarodziejów. Nic więc dziwnego, że chciał zapewnić dzieciom jak najlepszą edukację i chciał aby przykładały się nauki. Odpowiednie wykształcenie otwierało wiele drzwi.

Warzenie mikstur jest akurat przydatne. Chcieli. Na chęciach się skończyło z ich strony. Jako, że stać Cię na więcej, to przy odpowiednich staraniach z pewnością zostałbyś przyjęty. Tak, wiem... to zdarzało się za często. — Przedstawił swoje stanowisko w poruszanych przez nich temacie. Zdarzało mu się nie przebierać w słowach, jednak zawsze stał murem za swoją rodziną. Westchnął ciężko. Nie było mu to w smak stawianie się na każde wezwanie dyrekcji i świecenie oczami za niepokornego syna, który podczas pobytu w Durmstrangu robił co chciał. Doprowadzał go tym do białej gorączki.

Tak jak być powinno. — Dagur postrzegał przekazywanie rodzinnego biznesu i umiejętności rzemieślniczych z pokolenia na pokolenie jako coś, co powinno być naturalnym porządkiem świata. Pozostawało mu żywić nadzieję, że Hjalmar wyuczy tego fachu swoich synów, gdy już założy swoją rodzinę. Tylko w ten sposób dziedzictwo Nordgersimów przetrwa kolejne pokolenia zamiast popaść w zapomnienie. Oczywiście, jego wnukowie mogą mieć inną wizję swojej przyszłości, jednak zawód mieć powinni.

Jeśli tak rzeczywiście będzie to nie będzie brakować nam klientów. — Stwierdził nad wyraz optymistycznie. Na same gobliny posiadał w swoim słowniku znacznie więcej tego typu epitetów. Oddawało to jak bardzo ich nienawidził.

To są czynności, które trzeba wykonywać regularnie. Piec zawsze ma być wolny od sadzy, aby uniknąć pożaru. Młotek mogę sobie sam wziąć. — Łagodnie przypomniał swojemu potomkowi, który pomimo lekkiego przedrzeźniania swojego ojca, wziął się za pracę. To nie było tylko podyktowane jego widzi-mi-się jako mistrza tego warsztatu. Rozmawiając z synem energicznie zamiatał podłogę kuźni, w której chciał zaprowadzić odpowiednią czystość.

Oczywiście. Zawsze mogą przyjść do mnie i powiedzieć, że chcą wyuczyć się fachu. Jednak jako ojciec wolałbym uczyć twoje siostry jubilerstwa, niż kowalstwa. Jubilerstwo wydaje się bardziej odpowiednie dla kobiet od kowalstwa. Wyrób biżuterii to bardziej misterna robota, a twoje siostry nie mają takich ogromnych dłoni, jak ja. Nie jestem aż takim tradycjonalistą aby im tego zabraniać. Gdybym Cię nie spłodził i doczekał się samych córek to wyuczenie ich tego fachu byłoby jedyną szansą na podtrzymanie dziedzictwa naszej rodziny. — Nie przerywając zamiatania podłogi starał się udzielić swojemu synowi jak najbardziej wyczerpującej i przede wszystkim szczerej odpowiedzi, w której nie mogło zabraknąć żartobliwego podejścia z jego strony oraz uzasadnionego pragmatyzmu. Gdyby nie urodziłby mu się syn to siłą rzeczy musiałby przekazać tajniki kowalskiego rzemiosła i jubilerstwa właśnie swoim córkom. Kochał wszystkie swoje dzieci na równi, jednak jak każdy mężczyzna chciał spłodzić syna. I to mu się udało. Miał syna, z którego był bardzo dumny.




RE: [styczeń 1970] Niczym nasi przodkowie | Hjalmar & Dagur - Hjalmar Nordgersim - 22.10.2023

Tutaj akurat Hjalmar miał inne podejście. Nie każdy mógł się poszczycić tak doba formą czy wytrzymałością. To też była pewnego rodzaju sztuka... Ale rozumiał też ojca, który chciał mieć wyedukowane dzieci, mogące się pochwalić dobrymi wynikami na świadectwach, a tym bardziej czwórką dzieci po Durmstrangu.

- Może i tak. Może i nie. Nie wiemy tego i już się o tym nie przekonamy. Nic jednak straconego. Nie uważam, abym stracił jakoś dużo z tego czy innego powodu. Podejmowałem w szkole takie decyzje i nie skończyło się źle, a na pewno nie aż tak źle - dodał od siebie - Przynajmniej mogłeś poznać całą kadrę profesorską, a z dyrektorem to już powinieneś być na Ty... Albo jakimś dobrym przyjacielem - szturchnął ojca, aby się trochę rozchmurzył. Powinien był się cieszyć, że miał problem tylko z synem, a nie jeszcze z trzema córkami.

Z tym się zgadzali. Fach w ręce dawał pewną stabilność. Hjalmar zdawał sobie sprawę, że nie będzie mógł decydować za swoje dzieci w przyszłości - te będą musiały zdecydować za siebie. Oczywiście byłby bardzo dumny gdyby chciały kontynuować rodzinną tradycję ale nie widział przeciwności aby wyruszyły w świat, robiły karierę w Ministerstwie, zwiedzały... Aby były po prostu szczęśliwe bo to była jednak najważniejsze w tym wszystkim. A nawet jeżeli nikt z nich by nie kontynuował tego fachu, aby po prostu pamiętały kim są i skąd pochodzą.

- Trochę wiary ojcze. Urodziłeś się z młotkiem w ręku, ja zresztą też. Potrafimy zrobić z metalu cokolwiek byśmy chcieli. Nie ma tego czego byśmy nie byli w stanie zrobić - mówił pewnym głosem - Wiem, wiem. Powtarzałeś mi to nie raz, ani nie dwa nawet. Musi być porządek aby uniknąć niebezpieczeństwa. Żaden z nas by nie chciał aby to wszystko poszło zaraz z dymem - pokiwał głową na zgodę. To by była prawdziwa tragedia - pożar pierwszego dnia pracy.

- Prawda ale ich chyba nigdy nie ciągnęło do kuźni, a ja przecież od dziecka już lubiłem się pokręcić po warsztacie. Coś sobie porobić... Poprzeszkadzać... - zaśmiał się w głos, przypominając sobie to jak podprowadzał ojcowi młot aby go przed nim schować - Do jubilerstwa by się nadawały ale lepiej, że tego nie robią. Spełniają się w innych kryteriach, są zdolne, utalentowane. Jak wszystkie Twoje dzieci ojcze - przypomniał mu gdyby akurat zapomniał - Katla pewnie raz dwa się przeniesie do Ministerstwa w Wielkiej Brytanii. Ma do tego smykałkę - uśmiechnął się pod nosem na sukces siostry.

Islandczyk starał się czyścić piec na najwyższy połysk, a raczej na tyle na ile będzie to wymagane, wszak nie musiało się świecić, a jedynie przeciwdziałać tragediom - Im szybciej tutaj ogarniemy, tym szybciej pójdziemy na piwo także nie ma czasu do stracenia - przyznał znad pieca - Tutaj poukładamy wszystko, naniesiemy trochę węgla i będziemy mogli kończyć. Nie od razu kowalem się zostaje i tym samym nie od razu się urządzą kuźnię - rzekł, mocząc szmatę aby powrócić do dalszego czyszczenia. Lada moment i będzie jak nówka sztuka!




RE: [styczeń 1970] Niczym nasi przodkowie | Hjalmar & Dagur - Dagur Nordgersim - 06.11.2023

Stanowisko Dagura odnośnie pobierania edukacji nie było do końca związane z tym, że chciał mieć wykształcone dzieci, że odpowiednia edukacja otwierała wiele drzwi, ale z tym, że sam nie uczęszczał do jakiejkolwiek szkoły magii i chociaż nie miał tego za złe swoim rodzicom, tak nasłuchał się wielu opowieści o Durmstrangu od kilku swoich przyjaciół, którzy mieli możliwość tam uczęszczania. Zdecydowanie nie powinien był swoim pociechom tego odebrać, także z tego względu, że to również lata spędzone z rówieśnikami, podtrzymywanie istniejących już przyjaźni i nawiązywanie nowych znajomości na całe życie.

Masz rację, synu. Teraz to tylko gdybanie. — Przyznał z cichym westchnięciem. Dagur swoje jednak wiedział. — Jako rodzic wolałbym jej nie poznawać. Z dyrektorem Durmstrangu nie jestem na "ty", tylko na "pan". — Na tym postanowił zakończyć tę dyskusję, ostatecznie się rozchmurzając. Córek także musiał pilnować, zwłaszcza przed chłopcami. Na szczęście z nimi nie miał problemów wychowawczych.

Wiary akurat mi nie brakuje. Tak jak realizmu w kwestii prowadzenia interesu. — Dagur to wszystko wiedział i nigdy nie brakowało mu pewności siebie i stałości swoich przekonać, także pozostawał świadom tego, że się urodził z młotem w ręku. Czego by się nie chwycił to będzie doskonałe, jak tylko może być doskonałe dzieło jego rąk. Wiara potrafiła dodawać skrzydeł, jednak nie sprzyjała zachowywaniu trzeźwego osądu w kwestii interesów. Konkurencja zdecydowanie nie spała, klienci nie przybędą do nich tłumnie na samą wieść o otwartej przez nich kuźni. — To wszystko i tak nadaje się do gruntownego remontu, jednak nie tak go widzę. — Stwierdził poważnie, podczas zamiatania podłogi. Łatwiej było wyremontować taką ruderę, niż postawić ją od zera.

Był z ciebie niezły gagatek, często musiałem wzywać twoją matkę po to aby zabrała cię z kuźni. Ostatnie czego było mi trzeba to dzieciaka pałętającego się po kuźni i jakiegoś nieszczęścia z tym związanego. — Wypowiadając te słowa ciepło się uśmiechnął, z pewnym rozrzewnieniem wspominając tamte chwile. Wtedy jednak myślał o nich inaczej, bowiem kuźnia nie stanowiła miejsca odpowiedniego dla dzieci. Nietrudno o prawdziwe nieszczęście, zwłaszcza że nie mógł mieć oczu dookoła głowy.

Jestem tego samego zdania i jestem z was naprawdę dumny, jak tylko ojciec może być. — Dostrzegał to każdego dnia, nie kryjąc własnej dumy z własnych dzieci. — Zajdzie w nim daleko, co do nie mam najmniejszych wątpliwości. — Objęcie przyzwoitej posady w brytyjskim Ministerstwie Magii przez jego córkę bardzo by go zadowoliło. Katla byłaby właściwą osobą na właściwym miejscu.

Pójście na piwo to właściwa motywacja do uwijania się z porządkami. — Dagur, niemalże jak na komendę, zaczął energiczniej zamiatać. — Dobrze prawisz, synu. Będziemy mogli z czystym sumieniem powiedzieć, że... szczur! — Chciał powiedzieć, że będą mogli z czystym sumieniem uznać, że zasłużyli na piwo. Powodem, dla którego urwał w pół zdania, był przemykający w zasięgu jego wzroku gryzoń. Szkodnik.