Secrets of London
[25 października 1969, Islandia] Dziesięć lat niepewności, czyli ślub Njáli i Ivara - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [25 października 1969, Islandia] Dziesięć lat niepewności, czyli ślub Njáli i Ivara (/showthread.php?tid=1390)



[25 października 1969, Islandia] Dziesięć lat niepewności, czyli ślub Njáli i Ivara - Hjalmar Nordgersim - 13.05.2023

25 października 1969 roku, Islandia
Hjalmar, Dagur & Pandora



10 długich lat podchodów, niepewności czy nieporozumienia. Nikt nie spodziewał się, że cokolwiek więcej może z tego wyjść - no bo ile można czekać na jakieś pewne kroki czy zaręczyny? Wszyscy byli pewni, że Njála skończy jako stara panna, ponieważ Ivar nie kwapił się do żadnych daleko idących zapewnień czy postulatów. To było bardzo bolesny dla gapiów, widząc jak rudowłosa dziewczyna wpatruje się w tego przygłupa, a on nic z tego nie rozumie. Tym bardziej, że nie jedna czy nawet nie dwie osoby, starały mu się przemówić do rozsądku - jednak bezskutecznie.

Wszystko zmieniło się jednak bardzo szybko za sprawą pewnego rozwiązania, podsuniętego Hjalmarowi przez Pandorę. Według zaleceń Prewettówny, należało zmusić Ivara do pełnego zaangażowania w sprawę związku z Njálą - i tak też zrobili. Björn wraz z resztą swoich druhów zawiązali pakt, bez informowania o nim ich ostatniego towarzysza, a następnie zaczęli przejawiać zainteresowanie rudowłosą dziewczyną. To był krok, który bardzo szybko zmienił nastawienie niezdecydowanego chłopaka. Zaręczyny odbyły się w kilka tygodni po święcie Lithy, a ślub został zaplanowany na koniec października.

Nordgersimowe zostali zaproszeni na to wielkie wydarzenie. W końcu bardzo dobrze znali zarówno państwa młodych i ich rodziny, a dodatkowo poproszono ich o wykonanie obrączek na tę ceremonię. Nie trzeba było ich za długo przekonywać do tego, zwłaszcza, że wszyscy chcieli aby ta dwójka w końcu została połączona więzią małżeńską.

Ostatnia sobota października nadeszła bardzo szybko. Cała okolica szykowała się do tego wielkiego święta. Każdy biegał i coś załatwiał, aby cała ceremonia odbyła się bez żadnych problemów. Sam Hjalmar był postawiony w stan gotowości od poranka, pomagając panu młodemu przyszykować się do tego wydarzenia ale przede wszystkim wyleczyć kaca, który dał się dzisiaj we znaki - co by nie mówić dzień wcześniej, na wieczorze kawalerskim, pozwolili sobie spożyć nieco za dużo alkoholu.

Na całe szczęście stan Ivara nie był taki tragiczny. Dzięki odpoczynkowi do godziny czternastej, był w stanie dalej egzystować, a przede wszystkim stanąć na ślubnym kobiercu. Pan młody przebrany w garnitur stał już na pagórku na którym miał rozpocząć nową drogę swojego życia. Towarzyszył mu Hjalmar, który również przywdział galowy strój, a na wierzch założył futro z niedźwiedzia jako, że temperatura za oknem nie rozpieszczała. Wokół nich kręciło się kilkanaście innych osób, które dopinały wszystko na ostatni guzik.

Im bliżej było godziny piętnastej, tym więcej osób pojawiało się na miejscu. Z każdą kolejną minutą, miejsca było coraz mniej. Nordgersim starał się wypatrzeć w tym wielkim tłumie ludzi, swojej dzisiejszej towarzyszki. Jego próby jednak spełzły na niczym - nie był w stanie jej dostrzec pośród tego całego motłochu, który się tutaj zebrał. Nie miał też za dużo czasu aby spróbować ją odnaleźć, ponieważ ceremonia właśnie się rozpoczynała. Na główną scenę zaczęły powoli wchodzić druhny, które rozsypywały kwiaty. To świadczyło tylko o jednym - nadciągała panna młoda.

Rudowłowsa dziewczyna była prowadzona przez jej ojca. Ubrana była w śnieżnobiałą suknię, a na głowie miała wianek z kwiatów. Kiedy tylko Njála przekroczyła ostatni rząd przybyszów, rozległa się muzyka, która informowała, że święto się rozpoczęło. Cały ślub nie trwał zbyt długo, głównie ze względu na panującą na zewnątrz pogodę. Mistrz ceremonii sprawnie poprowadził całe wydarzenie, łącząc więzią małżeńską dwójkę młodych osób, a następnie wszyscy przybyli goście zostali zaproszeni na wesele do długiej chaty w wikińskim stylu.

Kiedy państwo młodzi wraz ze swoimi świadkami znaleźli się w budynku przed resztą, Hjalmar zasiadł na swoim miejscu przy wielkim stole, a obok niego znalazły się dwa wolne miejsca - jedno dla Dagura, a drugie dla Pandory. Reszta zaproszonych osób zaczęła powoli wypełniać salę. Im dłużej młodszy z Nordgersimów siedział, tym bardziej się obawiał, że Prewettówna jednak nie zjawiła się na miejscu jako, że nie był w stanie jej wcześniej dostrzec.




RE: [25 października 1969, Islandia] Dziesięć lat niepewności, czyli ślub Njáli i Ivara - Pandora Prewett - 13.05.2023

Nie przypuszczała, że jej drobna podpowiedź może faktycznie być rozwiązaniem dla dziesięciu lat bezowocnego posyłania sobie spojrzeń, czy krótkich gestów świadczących o uczuciu. Pomijając namowy Ivara na zasugerowanie Niedźwiadkowi szukania kwiatu paproci oraz mordercze spojrzenie Njáli, nie miała z nimi żadnej interakcji lub dłuższej styczności, a jednak wiadomość o ich ślubie była dla niej jedną z tych, które wywoływały najszczerszy uśmiech. Zwyczajnie uwielbiała widok szczęśliwych ludzi, który w końcu znajdowali w sobie siłę, aby przyciągnąć to, co chcieli, nie pozwalając już temu uciec. Niespodzianką był też dla niej list od Islandczyka, bo nawet jeśli dobrze się razem bawili i pomimo różnić dogadywali, nie sądziła, że będzie chciał akurat ją zaprosić na tak ważne dla siebie wydarzenie, jak ślub przyjaciela. Czy nie mówił, że przez jej towarzystwo oszaleje, nie wspominając, że jej bezpośredniość oraz upór mogły przyciągać spojrzenia, czego w sumie nie lubił? Obiecała więc sobie, że się postara — zaczynając od stroju, kończąc na pilnowaniu gestów czy słów. Skoro mieli tam być jego bliscy, nie chciała, aby czuł się przez nią źle lub musiał się wstydzić. Odpisując mu na list z uśmiechem, założyła więc, że będzie nienaganna.
Wyjątkowo zdecydowała się na wynajęcie pokoju, zamiast przytargać ze sobą namiot. I chociaż Mara nie pozwoliła jej lecieć samej, bo polubiła Islandzkie wrzosowiska, tym razem dostały się na wyspę za pomocą tradycyjnych, mniej przyjemnych metod. Nie mogła sobie odmówić przybycia na miejsce dzień przed ceremonią, chcąc dopiąć kilka rzeczy na ostatni guzik i być może znaleźć odrobinę inspiracji. Niezbyt jej pomógł z doborem stroju, pomijając fakt, że sukienka miała być niebieska — jak ocean, bo taki kolor lubił. Okazało się, że wybór miejsca okazał się darem od losu, a dokładniej pracująca tam dziewczyna — chyba w wieku Pandory, o rozkosznie różowych policzkach i jasnobrązowych warkoczach — nim była.
Jeśli była umówiona na konkretną datę oraz godzinę, pomimo chaosu, który sobą reprezentowała, nigdy się nie spóźniała. Wstała więc wcześniej, urządziła sobie rano spacer, a potem wysypała zawartość walizki na łóżko, przebierając w sukienkach — chyba nigdy w życiu nie miała tylu niebieskich sukienek. Zwykle przecież wybierała spodnie, były praktyczniejsze. A potem zjawiła się ona z zamówioną przez Pandorę herbatą. Ingrid z początku była dość oszczędna w słowach, ale Prewettówna umiała jednać sobie ludzi i sprawiać, że zaczynali się odzywać — no, prawie wszyscy, niektórzy potrzebowali odrobiny gorzałki. Pomijając zasypanie dziewczyny komplementami i zachwytem nad jej warkoczami, zwyczajnie zapytała ją o radę. Bo chyba wszyscy z okolicy na ten ślub szli. I okazało się, że znała nawet Niedźwiadka, do czego przeszły od słowa do słowa. Była na tyle miła, że poza kwestią stroju, zajęła się także jej ciemnymi włosami, uprzednio dając jej do kąpieli mieszankę z wrzosem i kilkoma innymi ziołami. Nawet pożyczyła jej jeden ze swoich płaszczy z dziwnym futerkiem, za co Pandora była jej wdzięczna. Ingrid była dobra z transmutacji, dzięki czemu nieco go zmniejsza oraz dopasowała pod sylwetkę Turczynki, a ta była drobniejsza, niż tutejszych kobiet.
Nie przypuszczała, że tak wiele osób pojawi się na tej ceremonii, więcej niż na przyjęciach ogrodowych jej matki. Z zaciekawieniem rozglądała się dookoła, pozwalając sobie jedynie na delikatny uśmiech i stojąc grzecznie w towarzystwie Ingrid, bo zwyczajnie nie było możliwości dostać się do będącego na przedzie Nordgersima, którego wypatrzenie chwile jej zajęło. Dziewczyna była z grupką swoich znajomych i członków rodziny, rozmawiając żywo w ich rodzinnym języku, czasem coś Pandorze tłumacząc. A prawda była taka, że ta nie mogła od rudej oderwać wzroku, wyglądała tak pięknie. Wszystkie te kwiaty, unoszący się w powietrzu zapach, mnóstwo detali i bodźców sprawiały, że nie mogła się zdecydować, na co patrzeć. I miała równie dużo pytań, z których kilka otrzymała jej nowa koleżanka.
Nigdy nie miała problemu z ludźmi, umiała odnajdywać się w nowym towarzystwie, jednak była Ingrid wdzięczna za czytanie w myślach i to, że nie musiała sama w tej chacie się przeciskać, aby do niego dotrzeć. Dodatkowo dziewczyna opowiadała jej trochę o tym miejscu, wskazując rękoma na różne elementy budynku, jak i czasem szepcząc coś o kilku gościach.
- Hæ. Við höfum verið að leita að þér. Gleymdirðu ekki einhverjum?- przywitała się z nim dziewczyna wesoło, wysuwając dłoń spod ramienia brunetki, a potem odwróciła się do niej, raz jeszcze przesuwając wzrokiem po jej twarzy. - Znajdź mnie później, to napijemy się miodu razem. Baw się dobrze!
- Znajdę. Dziękuje Ingrid. - odprowadziła ją wzrokiem, zanim ta zniknęła wśród zbierających się ludzi. Gdy wyprostowała głowę i spojrzała na Hjalmara, uśmiechnęła się znacznie mocniej, z trudem powstrzymując chęć przytulenia go na przywitanie. Zamiast tego położyła mu dłoń na ramieniu i musnęła wargami jego policzek na przywitanie, a potem usiadła obok, uważając przy tym na sukienkę i całą resztę. Wyprostowała plecy, pozwalając, aby finezyjny warkocz opadający jej na jedno z ramion ułożył się wygodnie, przyozdobiony małymi kwiatkami. Nie było ich dużo, tworzyły subtelną ścieżkę do nieco większego, który Ingrid jej zaplotła nad uchem, przy jednym z upięć. Przypominał może trochę bardziej kłos niż warkocz, ale nie zamierzała się kłócić z autorką. Darowała sobie też przesadny makijaż, podkreślając jedynie oczy i nakładając pomadkę w naturalnym kolorze. - Było tam tak dużo ludzi, że nie miałyśmy jak się do Ciebie przecisnąć, wybacz mi spóźnienie. - wytłumaczyła mu jeszcze pogodnie, biorąc się za odpinanie płaszcza, bo w podłużnej izbie było przyjemnie ciepło. Nim odwróciła twarz w jego stronę, omiotła dyskretnie spojrzeniem znajdujących się najbliżej gości. Nienagannie Pandora. - Przepiękna ceremonia, nie mogłam oderwać od niej oczu. Ivar ma naprawdę szczęście. - dodała jeszcze nieco ciszej, nachylając się odrobinę w jego stronę, aby nie brzmieć zbyt entuzjastycznie i nie robić niepotrzebnego zamieszania. Nie mogła się jednak powstrzymać i podniosła spojrzenie na jego błękitne oczy, bezgłośnie mówiąc mu kilka angielskich słów, a potem jak gdyby nigdy nic, zaczęła zsuwać z ramion wierzchnie odkrycie.


RE: [25 października 1969, Islandia] Dziesięć lat niepewności, czyli ślub Njáli i Ivara - Dagur Nordgersim - 24.05.2023

Otrzymanie zaproszenia na ślub Njáli i Ivara bardzo ucieszyło Dagura i jego żonę, Sagę. Bez chwili wahania potwierdzili swoją obecność na tej uroczystości. Stawili się na niespełna trzydzieści minut przed godziną piętnastą. Dagur na elegancką wyjściową szatę narzucił futro z wilków, natomiast jego żona pod płaszczem obszytym wilczym futrem miała suknię. Zależało im na zajęciu  dobrych miejsc. Do nich miały dołączyć ich trzy córki. I tak też się stało. Wiedzieli, że ich pierworodny przyszedł z towarzyszką. Cieszyło ich to. Hjalmar powinien założyć już rodzinę. Pięknych dziewcząt tu nie brakowało. Wnioskując po wyborze osoby towarzyszącej, ich syn wolał egzotyczne piękności. Początkowo nie dostrzegł tamtej dziewczyny, a potem już nie wypadało się rozglądać.

Ten ślub budził wspomnienia ich własnego. Jego przyszłą żonę również prowadził jej ojciec. Wyglądała równie pięknie w tej śnieżnobiałej sukni i podobnym wianku. Poza świętowaniem zaślubin to nie mogli doczekać się oficjalnej nocy poślubnej. Nie oznaczało to, że czekali z tym do własnego ślubu. Dość wspominek. Ślub Njáli i Ivara był przede wszystkim stosukowo krótki. Dobrze to rokowało. Państwo młodzi i goście nie zdążyli się zniecierpliwić.

Do panującej pogody byli przyzwyczajeni. Podczas wesela zamierzał się dobrze bawić z żoną i dużo potańczyć, nawet jak to wprawi w drżenie dwór. Oprócz tego zamierzał sobie porządnie pojeść i wypić beczkę piwa. Zasiadając przy tym wielkim stole obok żony, syna i trzech córek, Dagur zajmował najwięcej miejsca ze wszystkich biesiadników.

On, jak i jego żona, wyczekiwali też nadejścia Pandory. Gdy w końcu podeszła, przywitała jego syna pocałunkiem w policzek. Uśmiechnął się szeroko widząc to. Również nie omieszkał się tego skomentować, zwracając się do żony w ojczystym języku. Nie silił się na jakąkolwiek dyskrecję, wobec tego Hjalmar mógł go usłyszeć.

Elskan, spójrz na nich... młodzi i zakochani, świata poza sobą nie widzą* — Po wypowiedzeniu tych słów wyprostował się, sięgając po potężny kufel. Nie musiał być wieszczem, by wywróżyć ślub w rodzinie.


*Islandzki


RE: [25 października 1969, Islandia] Dziesięć lat niepewności, czyli ślub Njáli i Ivara - Hjalmar Nordgersim - 24.05.2023

Kiedy Ingird z Pandorą podeszły do niego, przyjrzał im się ze szczególną ciekawością, zwłaszcza po pytaniu Islandki. Przez krótki moment przejeżdzał sobie dłonią po brodzie, symulując tym samym swoje szare komórki aby wspomogły go w tej chwili - Nie wydaje mi się abym o kimś zapomniał* - uśmiechnął się do niej - Dzięki, że ją przyprowadziłaś* - dodał. Czyli jednak dotarła Co by nie mówić ucieszył się z tego. Miał jakieś obawy, że Turczynka może go jednak wystawić czy wykiwać w tym wszystkim, a to by wyglądało bardzo źle. Zwłaszcza, że powiedział wszystkim o swoim stawiennictwie wraz z osobą towarzyszącą - Nic się nie stało przecież. Cieszę się, że po prostu przyszłaś - odpowiedział Prewettównie - Ivar to ma przede wszystkim kaca, a nie szczęście - dodał, równie cichym głosem co ona. Wolał aby nie wszyscy wiedzieli o stanie w jakim aktualnie znajdował się pan młody. Co by jednak nie mówić, trzymał się całkiem nieźle, chodząc od stolika do stolika i witając gości.

Wstał od stolika aby pomóc swojej dzisiejszej towarzyszce zdjąć odzienie wierzchnie, które po chwili odłożył na jakiejś bocznej ławie gdzie lądowały wszystkie płaszcze czy futra. W środku było bardzo ciepło i przyjemnie, więc Björn również zostawił tam swoje odzienie wierzchnie, a następnie odwrócił się z powrotem w kierunku głównej sceny, pozostając w swoim garniturze.

Dopiero słowa Dagura, które wypowiedział do swojej żony i tym samym matki Hjalmara, uświadomiły mu, że Ci też już byli przy stoliku. Młodszy z Nordgersimów podniósł rękę do czoła, łapiąc się za nie, a następnie spojrzał na ojca - O czym Ty w ogóle mówisz?* - zapytał go. Przez moment chciał się nawet postukać w czoło, aby uświadomić mu co sądzi o jego słowach - Może przejdziemy na angielski aby wszyscy rozumieli? - zaproponował w znanym dla wszystkich języku. Każdy z najbliższej okolicy ich stolika znał ten język, co pozwalało na swobodną komunikację w zrozumiały dla każdego sposób.

Hjalmar nachylił się do Pandory, a następnie przetłumaczył jej na ucho to co przed momentem powiedział starszy z ich rodu. Kiedy skończył, pokręcił tylko głową biorąc ciężki oddech. Przez moment patrzył na Prewettówne zastanawiając się w jaki sposób powinien ją przedstawić - To jest Pandora... - wskazał dłonią na dziewczynę aby przedstawić ją swojej rodzinie - To jest moja mama. Saga - wskazał na kobietę siedzącą obok olbrzyma - A to mój tata. Dagur - przesunął swoją dłoń kawałek obok, pokazując największego człowieka na całej sali. Hjalmar w porównaniu z nim był co najwyżej przeciętny, jeżeli nie mały. Za równo w kwestii wzrostu jak i umięśnienia - No i oczywiście moje siostry... - uniósł gałki oczne do góry, które po krótkiej chwili przewrócił.

Usiadł z powrotem przy stole po czym poszedł w ślady Dagura, biorąc kufel w dłoń, pozostając gotowym do toastu. Co by nie mówić, nie daleko pada jabłko od jabłoni, a on wraz ze swoim ojcem byli bardzo do siebie podobni w wielu kwestiach jak na przykład jedzenie czy picie. We dwójkę lubili porządnie objeść się mięsa, a następnie zalać to hektolitrem gorzałki czy piwa. Może właśnie dzięki ich takiej małej tradycji, tak dobrze się ze sobą dogadywali i żyli w zgodzie. A może to kwestia wychowania i fakt, że Hjalmar zawsze szanował zdanie swojego ojca - w końcu starszego i doświadczonego mężczyzny, to aż się dobrze posłuchać czy poradzić... albo nawet wziąć każde wypowiedziane przez niego zdanie pod rozwagę.

- No to proponuję co nie co wypić, jako że mi już zaschło w gardle - rozejrzał się po osobach siedzących wokół siebie, szukając słów, gestów czy chociażby czynów świadczących o akceptacji jego pomysłu. Nie chciał co prawda jeszcze wznosić toastu za państwa młodych, ponieważ na to przyjdzie jeszcze odpowiedni czas. Teraz potrzebował po prostu się rozluźnić i może lekko odstresować w zaistniałej sytuacji. Po raz pierwszy był świadkiem na czyimś ślubie... No i po raz pierwszy na jakikolwiek ślub przyszedł z osobą towarzyszącą.


*islandzki


RE: [25 października 1969, Islandia] Dziesięć lat niepewności, czyli ślub Njáli i Ivara - Pandora Prewett - 26.05.2023

Jej Islandzki ograniczał się raptem do dwóch czy trzech słów, które była w stanie powtórzyć, więc zupełnie nie rozumiała tego, co Ingrid mu przekazała. Była jednak miłą dziewczyną, więc nie mogło to być nic złego. Ciężko było Pandorze zdecydować, na co powinna była patrzeć i na kogo, więc spojrzenie brązowych oczu przesuwało się pomiędzy Hjalmarem a resztą sali. Odprowadziła dziewczyną wzrokiem z uśmiechem, obiecując sobie, że dotrzyma słowa i później napiją się razem miodu.
- Jak miałabym nie przyjść, skoro powiedziałam, że będę? Zupełnie mi nie ufasz. - odpowiedziała z teatralnym westchnięciem, obdarzając go jednak rozbawionym spojrzeniem spod wachlarza ciemnych rzęs, jak to miała w zwyczaju, gdy te były pomalowane.- A Ty to nie masz? Jedno nie wyklucza drugiego.
Miał więcej szczęścia, niż kaca — w końcu udało mu się w końcu zebrać w sobie i doprowadzić swoją wymarzoną pannę młodą do ołtarza. Prewettówna mówiła na tyle cicho, aby tylko on ją słyszał, pamiętając, jak bardzo uważał na innych. Podziękowała mu skinięciem głowy za pomoc z płaszczem, wygładzając następnie materiał wybranej przez nową koleżankę sukienki — oczywiście niebieskiej, podkreślającej talię oraz dekolt, jak nosiły tutejsze kobiety. Może odrobinę nazbyt odważnie rozsznurowaną na piersiach, jak na gust brunetki, ale nie zamierzała się kłócić z autorką swojego warkocza. Widząc reakcję na jego twarzy na słowa wypowiedziane przez siedzącego obok mężczyznę, a następnie wykonany przez niego gest, sama uniosła brew, zaraz jednak przenosząc spojrzenie gdzieś na bok, żeby się czasem nie gapić. To też było na jej długiej liście zasad na dzisiejszy wieczór.
Gdy nachylił się do niej, tłumacząc słowa — jak się okazało, jego ojca, trudno było stwierdzić, czym bardziej była zaskoczona. Faktem, że byli tu jego rodzice, tym, że zareagował gorzej, niż na tego kleszcza, czy może.. Nie, nie teraz. Pokręciła głową, wzdychając jedynie i uśmiechając się uspokajająco. - Nie przejmuj się tym, wszystko mu wyjaśnię, tylko źle zrozumiał. - szepnęła, odrobinę się nachylając, jednak później, gdy poprawiła sukienkę, nieco zwiększyła dzielącą ich odległość. Nie miałaby mu za złe, gdyby wykorzystał poleconą zresztą przez nią samą metodę i skorzystał z jej towarzystwa, aby wywołać zazdrość u któreś z koleżanek. Ona, chociaż nazwała go przyjacielem.. Uśmiechnęła się jednak, zgarniając luźny kosmyk włosów za ucho i obdarzając jego rodzinę spojrzeniem, postanowiła zrobić tak, żeby było, jak najlepiej. Bez sensu, żeby niedźwiadek się denerwował lub źle bawił na weselu przyjaciela. - Dzień dobry, bardzo mi miło Państwa poznać. Hjalmar mi dużo o Państwu opowiadał, zwłaszcza o Panu. Jest Pan Kowalem, prawda? To niesamowite, że nauczył go Pan i możecie razem dzielić pasję, słyszałam, że jest Pan w tym naprawdę dobry. - przerwała na chwilę swój szczery i entuzjastyczny słowotok, żeby nie zabrnąć zbyt daleko, bo blondyn przecież uważał, że mówiła zbyt dużo. Trzeba przyznać, że Dagur był najwyższą osobą, jaką w życiu widziała i była przekonana, że bez wysiłku rozerwałby ją na pół, a jego Saga oraz jej córki były naprawdę śliczne, też przypominając trochę złotowłose księżniczki. - Bardzo mi miło, że Pan tak pomyślał, ale proszę się tym nie przejmować. Hjalmar już dosadnie Panu wyjaśnił, że wcale tak nie jest i na pewno ma na oku bardziej odpowiednią dziewczynę. Spodobało mi na Islandii, gdy tu byłam ostatnio i po prostu był tak miły, że mnie zabrał ze sobą. To bardzo dobry człowiek.
Zakończyła z delikatnym wzruszeniem ramion, posyłając Dagurowi jeszcze krótkie spojrzenie, zanim się wyprostowała i omiotła spojrzeniem resztę stołu, układając dłonie na kolanach. Mógł jej chociaż powiedzieć, u kogo powinna tę zazdrość wywoływać, przecież dookoła było mnóstwo ślicznych dziewczyn. Jak miała wybrać jedną? Przysunęła sobie kufel, chcąc jednak zrobić tylko małego łyka, musiała uważać z alkoholem, żeby nie wpędzić go w żadne kłopoty i nie zawstydzać. Wszyscy przecież tu zerkali, pewnie dlatego, że był świadkiem, albo dlatego, że jego tata mógłby rozwalić sufit.
- Hej, czy ja Cię już nie widziałem? Nie jesteś tą dziewczyną z Lithy, która go p.. Ała!
- Tak, tak widzieliśmy się Lithcie. Nie jesteś przypadkiem tym chłopakiem, który nie umiał się nawet przedstawić, bo zapomniał, jak się mówi? Pozwól więc, że nadrobimy. Pandora, po prostu Pandora. - wystawiła rękę w kierunku najpewniej jego kolegi, który faktycznie mógłby być jednym z tych, których widziała w czerwcu. Na szczęście siedział naprzeciwko, a ona zdążyła go delikatnie kopnąć, żeby nie dokończył wypowiadanego zdania, doskonale wiedząc, co chciał powiedzieć. Co by powiedzieli jego rodzice, nie wspominając o tym, że pewnie dostałby sam blondyn szału? Pandora w ramach przeprosin uśmiechnęła się do niego nieco ładniej, modląc się, żeby nie drążył.


RE: [25 października 1969, Islandia] Dziesięć lat niepewności, czyli ślub Njáli i Ivara - Dagur Nordgersim - 02.07.2023

Dagur zmarszczył brwi, spostrzegając reakcję swojego pierworodnego i słysząc słowa, które padły z jego ust. Będzie musiał chłopakowi wytłumaczyć to, co miał na myśli. To powinno dać mu do myślenia i zachęcić go do odpowiedniego działania, które jego zdaniem powinno zostać zwieńczone weseliskiem.

Chłopcze, puściłem Cię do odległej Turcji, w której poznałeś rodzinę dziewczyny. Miesiąc później zapraszasz ją na to wesele zamiast jednej z dziewcząt z naszej wioski. Nie wmówisz mi, że to nie jest coś poważnego, jak młodzieńcza fascynacja. Niech Cię to nie zdziwi, że chciałbym się bawić na Twoim weselu. Ta Prewettówna wydaje się odpowiednią kobietą dla Ciebie* — Odpowiedział synowi w ich ojczystym języku, święcie przekonany o swojej racji albo nawet nieomylności w sprawach męsko-damskich. Trwał od wielu latach w prawdziwie udanym związku małżeńskim i miał cudowną gromadkę dzieci. Nie powinno nikogo dziwić, że chciał wesela w ich rodzinie i to na całą wieś i chciał mieć wnuki. Jeśli syn wybrał sobie tę kobietę to będzie zachęcać go do podjęcia zdecydowanych działań. Piękne kobiety nie muszą długo szukać mężów.

Nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość, mężu. Pozwól im to odkryć na własną rękę* — Pani Nordgersim nie spojrzała na męża krzywo i nie zganiła go za te wymysły. Byli w miejscu publicznym i wolała nie popsuć wszystkim weselnikom tego wieczoru.

Niech tak będzie — Dagur z ciężkim westchnięciem przystał na słowa syna. Świat byłby zbyt pięknym miejscem, gdyby wszyscy obcokrajowcy uczyli się ich języka.

Miło mi Cię poznać, Pandoro. Zostań naszym gościem po uczcie weselnej, proszę — Przedstawiona w pierwszej kolejności czarownica będąca matką Hjalmara i trzech sióstr, uśmiechnęła się promiennie. Ich dom zawsze pozostawał otwarty dla gości. Chciała ją trochę lepiej poznać. Ugoszczenie jej w domu to był najlepszy sposób na to. Czasami szczęściu trzeba pomóc.

Dzień dobry. Miło mi Cię poznać, Pandoro. Zostaniesz naszym gościem po uczcie weselnej? — Przedstawiona w pierwszej kolejności czarownica będąca matką Hjalmara i trzech sióstr, uśmiechnęła się promiennie. Ich dom zawsze pozostawał otwarty dla gości. Chciała ją trochę lepiej poznać. Ugoszczenie jej w domu to był najlepszy sposób na to. Czasami szczęściu trzeba pomóc.

Dzień dobry. Wzajemnie. My również o Tobie słyszeliśmy wiele dobrego. A jestem, tak jak mój ojciec i jeszcze jego ojciec. Oprócz wykształcenia musiał mieć jeszcze fach w dłoni. Nie bez powodu nazywają mnie Mistrzem Dagurem. Kiedyś i o moim synu będą tak mówić — Przywitał się z towarzyszką syna, obdarzając dziewczynę radosnym uśmiechem spod rudej i gęstej brody. Niedźwiadek dużo opowiadał im swojej towarzyszce. Prawie jakby ją już znali. Wypowiadając się o swoim zawodzie i synu, czynił to z dumą. Kiedyś Hjalmar obejmie pieczę nad kuźnią. — Askja, Hekla i Katla — Przedstawił swoje trzy piękne córki. Bogowie obdarzyli go niemalże trzema Nornami. Obdarzył je ciepłym spojrzeniem. One również się przywitały.

Znam swojego syna i czasami jest durniem. Nie on jeden, ale teraz nie o tym. Gdyby tak było to by ona siedziała obok niego na tym weselu. Siedzi? Nie. Siedzisz Ty. Tak go wychowałem z żoną. — jeśli tego nie widział, że postawiono na jego drodze wyjątkową kobietę to był durniem. Nie było w tym złośliwości. Jemu też się to zdarzało, ale wiódł idealne życie. Zdobył najpiękniejszą kobietę, spłodził syna i trzy piękne córki. Spełniał się w zawodzie. Miał zatem wszystko, czego pragnął.

Co miało miejsce w Lithę? — Wyrwało się niezwłocznie, z dozą zainteresowania i lekkiej podejrzliwości.

Po wszystkim, po tym całym obżarstwie i pijaństwie jak nich wypełzną niczym świnie z chlewa. Nie oni pierwsi i nie ostatni. Wszystko miało swój czas i miejsce. Był czas na pracę i czas na zabawę. Jedno mieli życie i powinni przeżyć je jak najlepiej, pozostawiając coś trwałego po sobie. Jeśli będą żyli godnie to przekroczą bramy krainy bogów i będą ucztować z przodkami, krewnymi i przyjaciółmi.

Dobrze prawisz, chłopcze. Za zdrowie państwa młodych! — Zawołał donośnie na całą salę, od razu wznosząc swój kufel i pociągnął z niego potężny łyk. Nie zamierzał skąpić gardła. Po jego odstawieniu otarł potężną dłonią usta. Faktyczny toast pozostawił swojemu synowi.

Wypiję również za twój rychły ślub, chłopcze. Dodał w myślach.


* Islandzki


RE: [25 października 1969, Islandia] Dziesięć lat niepewności, czyli ślub Njáli i Ivara - Hjalmar Nordgersim - 29.07.2023

Pokiwał przecząco na słowa Pandory. On się nie tykał kaca, a kac jego - to była taka wymiana, swego rodzaju współpraca. Hjalmar jak na porządnego świadka pana młodego przystało, pomógł mu dojść do życia aby się jakoś - jakkolwiek - prezentował. Njála nie protestowała, więc Ivar musiał nie wyglądać, aż tak źle albo nie chciała mu robić afery przed setką gości, która się tutaj zgromadziła. Biedny Ivar... Pomyślał kręcąc głową by po chwili przenieść swój zainteresowanie na ojca, który już podjąć ewidentne plany wobec jego przyszłości - Powinieneś się cieszyć, że zaprosiłem jakąś dziewczynę zamiast któregoś z kolegów. Zresztą te kilka dni w Turcji to były tylko wakacje, nic szczególnego* - zaznaczył, po raz kolejny dając do zrozumienia Dagurowi, że to nic szczególnego - Posłuchaj to co mówi mama. Zawsze ma rację, powinieneś brać z niej przykład* - uśmiechnął się, kiwając do swojej rodzicielki głową z podziękowaniem za wsparcie w tym momencie. W końcu nie bez przypadku mówi się o synach jako "synkowie mamusi" - mogli liczyć na wsparcie swoich matek w każdym momencie.

Pandora ma dużo rzeczy do roboty i nie ma czasu... Chciał odpowiedzieć ale ugryzł się w język. Nie mógł walczyć z dwójką swoich rodziców na raz. Wybrał stronę mamy i musiał z nią dzisiaj trzymać. Młodszy z Nordgersimów siedział trochę jak gwoździach, oczekując aż te wszystkie grzeczności się zakończą i w końcu będą mogli przejść do tak upragnionej libacji alkoholowej. Pokręcił głową widząc jak Dagur musiał również pochwalić się swoimi córkami, a jego siostrami.

Parsknął śmiechem na słowa ojca. Durniem? Czy to było to co sądził o własnym synu? - Tato... Tłumaczyłem Ci przecież... Ivar biega za Njálą z 15 lat, a na poważnie to 10. Wiesz czemu tak jest, a nie inaczej... - nachylił się nad stołem, spoglądając wymownie na starszego Nordgersima jakby chciał mu przypomnieć o swojej przypadłości, a raczej o tym jak do tego doszło. W końcu Hjalmar został likantropem, ponieważ uratował dwójkę zakochanych, biorących dzisiaj ślub, pewnej nocy jeszcze za czasów Durmstrangu - Są pewne rzeczy, których się nie robi nikomu. A już na pewno nie przyjacielowi - zaznaczył, przedstawiając przy okazji swoje stanowisko w tej sprawie. Sam Islandczyk nie narzekał na swoje życie, ani nie uważał, że jest źle wychowany.

- Nic - wypalił szybciej, niż ktokolwiek był w stanie odpowiedzieć, a część nawet usłyszeć pytanie - Zwykłe święto jak każde inne. Trochę tańca, trochę alkoholu i tyle - wytłumaczył krótko, ukrywając część faktów. Jak miałby wytłumaczyć ojcu fakt, że znowu chciał komuś nakłaść po mordzie? Że znowu się upił, a co gorsza jeszcze wypalił jakieś podejrzane ziele? No i przede wszystkim, że z damą poszedł wspinać się po drzewach, niczym jakaś małpa, zamiast na jakieś normalnie i przyziemne rzeczy - Zresztą ja tam większość czasu spędziłem ze swoją ekipą - przeniósł wzrok na chłopaka, który odważył się wspomnieć o Lithcie. Już cię sobie zapamiętam... Zmrużył oczy aby dać mu jasny sygnał, że dni jego zębów są już policzone.

- Za zdrowie! - uniósł swój róg do góry i czym prędzej wypił całą jego zawartość, czując ulgę, która roznosi się po całym jego ciele - Ojj... Pyszności - przyznał, a następnie przetarł buzie w dłoń. Nie czekając dłużej dolał sobie ponownie alkoholu - Komuś też dolać? - zapytał, przenosząc wzrok na państwa młodych. Dostrzegł, że Ivar zaczął chodzić po sali aby zapewne sprawdzić czy nikomu nic nie brakuje i akurat miał właśnie podejść do nich.

- Widzę, że już zaczęliście dobrą zabawę - zaśmiał się, stając za Pandorą i Hjalmarem - Panie Nordgersim... To dla mnie wiele znaczy, że zaszczycił nas pan swoją obecnością wraz z całą rodziną - skłonił się lekko w kierunku Dagura - Oczywiście również za te piękne obrączki - dodał, unosząc prawą dłoń na której znajdowała się błyskotka o której przed chwilą wspomniał - No to drodzy państwo... Skoro już tutaj jestem.. To może jakiś mały toast za moją przepiękną żonę? - zaproponował, unosząc swój róg w kierunku Njáli, która odpowiedziała mu tym samym, stojąc po drugiej stronie stołu.

- Wiesz. Mnie przekonywać dwa razy nie musisz - zaśmiał się, klepiąc przyjaciela po plecach, na co pojawił się mały grymas na twarzy pana młodego. Chwilę później, od razu wziął swój alkohol w dłoń, będąc gotowym do rozpoczęcia toastu. A niech Ci się widzie w życiu... Z tą myślą zbił się kuflami i czym prędzej sięgnął dna.



*islandzki


RE: [25 października 1969, Islandia] Dziesięć lat niepewności, czyli ślub Njáli i Ivara - Pandora Prewett - 30.07.2023

W to, że Nordgersim nie miewał kaca, nie mogła uwierzyć, jedna prezentował się naprawdę dobrze. Pan młody zresztą też nie wyglądał na strudzonego poprzednim dniem, więc albo byli bardzo grzeczni, albo przyjaciółka oraz przyszła małżonka była tak straszna. Bo która Panna młoda chciałaby, aby jej mąż ledwo przetrwał największą zabawę ich życia, pierwszą wspólną? Przysłuchiwanie się rozmowie ojca z synem nie miało absolutnie żadnego sensu, bo Pandora i tak wiele zrozumieć nie mogła, gdy korzystali z języka Islandzkiego. Ku jej niezadowoleniu, czuła się trochę, jak podsłuchiwacz, bo wyłapywała każde angielskie słowo, które padało gdzieś w tłumie i mimowolnie, przysłuchiwała się rozmowie. Nie była jednak znudzona, nic z tych rzeczy — obserwowała wszystkich z zainteresowaniem, przyglądała się stołom oraz serwowanemu jedzeniu, a także samej konstrukcji budynku, gdzie odbywała się zabawa. Zarówno w Turcji, jak i w Anglii było przecież zupełnie inaczej. Ruchem dłoni zgarnęła ostrożnie pojedynczy kosmyk włosów tak, aby nie naruszyć przyozdobionego kwiatami warkocza, którego z taką pieczołowitością uplotła jej Ingrid. Merlin byłby świadkiem, że gdyby zrozumiała galopujące plany ojca Hjalmara, które dotyczyły olbrzymiego wesela i gromadki dzieci, najpewniej zakrztusiłaby się popijanym czasem miodem. Brzmiałby podobnie, do jej własnej matki, a to nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Wszak Ayday gotowa była sprzedać ją niczym krowę na targu, byle przed trzydziestką i byle miała wnuka.
Prewettówna trochę się denerwowała, ale nie sprawiło to wcale, że miała jakikolwiek problem z rozmową lub poznawaniem jego rodziny. Uwielbiała ludzi, a zwłaszcza bliskich tych osób, które były dla niej ważne i którymi była zainteresowana. Posłała Pani Nordgersim szeroki uśmiech, uwydatniający dołeczki w policzkach, a także pogodne spojrzenie, widocznie zaskoczona, ale i miło zaskoczona jej słowami. - Bardzo dziękuje za propozycję, ale nie chciałabym sprawiać wam i Hjalmarowi żadnych problemów. - wyjaśniła grzecznie, nie wspominając słowem jednak o Ingrid, której mogłoby być trochę przykro, bo miała do niej trochę pytań, o czym lojalnie Pandorę uprzedziła. Zresztą, jej ulubiony Islandczyk nie byłby tym zachwycony, pewnie w ogóle przestałby się odzywać ze stresu, że Turczynka palnie coś głupiego lub zachowa się nieodpowiednio. Bo to, że teraz była grzeczna i ułożona, wcale nie znaczyło, że było tak każdego dnia. Chaos rządził się swoimi prawami. - Gdyby jednak Pani miała ochotę na herbatę, to przywiozłam naprawdę dobrą mieszankę od mojej mamy, ma subtelnie kwiatowy aromat. - dodała jeszcze, nie chcąc kobiecie sprawić żadnej przykrości, ale i nie chcąc budzić śpiącego Niedźwiedzia, bo wybuch nie był tu potrzebny. Gdy odezwał się Dagur, przeniosła na niego spojrzenie, nie wchodząc jednak w słowo. Musiała się trochę wychylić, aby wyjrzeć przez jego syna, który siedział pomiędzy nimi.
- Musi Pan być naprawdę niesamowity, Hjalmar zawsze z taką dumą o Panu opowiada. Chętnie zobaczyłabym Pańskie dzieła, jestem pewna, że przez dobrą jakość i włożone w nie serce, doskonale nadawałyby się do zaklinania. - przerwała pozwalając sobie przesunąć dłonie na kolana, aby wygładzić materiał lejącej się, ciemnoniebieskiej sukienki. Sam fakt, że dało się coś porządnie zaczarować, świadczyło o najwyższej jakości. Zresztą, syn był z ojca tak dumny, że ten musiał byc Mistrzem. I w to, że sam Hjalmar kiedyś takowym zostanie, również nie wątpiła. Czy takie zawody przekazywane z ojca na syna, dopieszczane przez pokolenia, nie były czymś absolutnie wyjątkowym? Trochę zaskoczyło ją to, że cokolwiek rodzicom o niej blondyn opowiadał, bo nie bardzo wiedziała, jakiej opinii na swój temat się spodziewać. Również mieli ją za wariatkę? Przeniosła wzrok na jego siostry — każda jasnowłosa, błękitnooka, zupełnie, jak księżniczki z książek i legend. Nic dziwnego, że Niedźwiadek mógł być tak wybredny względem kobiet, jak otaczały go tak ładne dziewczyny. No i sama Panna młoda, absolutnie wyróżniająca się z tłumu swoimi rudymi włosami. Przywitała się z nimi, komplementując całkiem szczerze i będąc pod wrażeniem wymyślnych splotów ich włosów.
- Durniem? - powtórzyła cicho, nieco zaskoczona, ściągając brwi i przenosząc spojrzenie na swojego weselnego partnera, który jednak wcale na durnia nie wyglądał. Może trochę był nieśmiały lub nieporadny, ale nic poza tym. Nie mogła usłyszeć tego, co mówił nachylony ku ojcu syn, więc musiała wybrnąć z tego sama. - Oh, niech Pan nie przesadza, naprawdę. To złoty chłopak, bardzo dobrze go Państwo wychowali, ma dobre serce. On doskonale wie, że ja jestem zauroczona Islandią i dlatego mnie ze sobą zabrał. Proszę mu zaufać, jak mówi, że to nic takiego. - odpowiedziała wciąż uśmiechnięta, idąc za tym, co sugerował jej Hjalmar swoimi wcześniejszymi wypowiedziami. Nie chciała zrobić mu żadnego problemu, pewnie i tak już trząsł się wewnętrznie na myśl o tym, jak była impulsywna i co mogłaby zrobić.
Otwierała usta, aby coś powiedzieć, jednak on ją uprzedził i jedynie przytaknęła głową, wracając na miejsce po uprzednim przywitaniu się z jego kolegą, którego pewnie bolała trochę noga. Na szczęście, nie uderzyła go obcasem. Posłała mu przepraszający, niewinny uśmiech, sugerując spojrzeniem, aby nie wracał do tego tematu, bo wtedy najpewniej dostanie w mordę od swojego kolegi, a to nie było nikomu potrzebne. Nie dziwiła się wcale, że nie chciał wspominać o chodzeniu po drzewach, wpadaniu do strumyka, przesadzeniu z miodem oraz gorzałką i okraszeniu tego dziwną fajką. No i z Pandory, to żadna dama — chyba, że tego akurat od niej wymagano, ale nie dłużej, niż na godzinę lub dwie. Nie mieli pojęcia, jak trudno było siedzieć tak cicho i po prostu się uśmiechać, dostosowując do sytuacji. Nie lubiła nie być sobą, ale jednocześnie wiedziała, że czasem bycie nią to było zbyt dużo.
Alkohol ratował sytuację jak zwykle. Złapała za swój pucharek, ale zrobiła jedynie łyka, nie chcąc pozwolić sobie na przesadzenie z procentami. Tutejsze trunki działały naprawdę mocno, miała już okazję się o tym przekonać. Zerknęła na trzymaną z boku torebkę, gdy podszedł Ivar, ale nie ruszyła się z miejsca i nie powiedziała niczego. Miała tam malutki prezent dla niego oraz jego żony, ale nie miała pojęcia, jak i kiedy powinna im to podarować i czy w ogóle rudowłosa przestała się na nią wściekać. I kolejny toast. Nieco zaskoczyło ją tempo, a w głowie przemknęła wizja tego, że przed dwudziestą trzecią, to wszyscy już skończą pod stołem, bo w przeciwieństwie do niej, opróżniali swoje kufle bądź rogi. Uśmiechnęła się jednak pod nosem, dochodząc do wniosku, że wszyscy Ci ludzie bawili się znacznie lepiej niż goście na przyjęciach, które urządzała jej rodzina. Zrobiła więc niewielkiego łyka, podnosząc wzrok na przystojnie wyglądającego Pana młodego, a potem słysząc swoje imię, wdała się w konwersację z siedzącym naprzeciw mężczyzną, którego wcześniej kopnęła. Mówił po angielsku całkiem ładnie, więc nie miała problemów ze zrozumieniem go pomimo silnego akcentu. Okazało się, że to jego bratu dała książkę podczas Lithy, a córka jego sąsiada plotła jej warkocz.
- Jeśli chcesz, mogę przysłać Ci kilka książek dla niego. Wyglądał na naprawdę zafascynowanego — zaproponowała z entuzjazmem, słuchając opowieści o tym, jak dziecko zaskoczyło mieszkańców swojego domu, rozróżniając Kuguhara od zwykłego kota, a także wiedząc, jak się nim zająć. Odwróciła na chwilę głowę w stronę Hjalmara, posyłając mu krótki uśmiech i upewniając się, że wszystko w jest w porządku, a potem wróciła wzrokiem do swojego rozmówcy. - Długo się już znacie? Wyglądasz mi na trochę młodszego od N.. Hjalmara, chociaż to może on jest trochę wyrośnięty? - zapytała z rozbawieniem, licząc, że dowie się czegoś ciekawego.


RE: [25 października 1969, Islandia] Dziesięć lat niepewności, czyli ślub Njáli i Ivara - Dagur Nordgersim - 01.09.2023

Dagur nie zamierzał zmuszać swojego pierworodnego do małżeństwa z jakąkolwiek kobietą. Co nie znaczy, że nie chciałby brać udziału w jego własnym weselu i bawić się z wnukami.

Gdybyś zaprosił któregoś ze swoich kolegów to przyjąłbym go z otwartymi ramionami, jeśli tylko by Cię uszczęśliwiał. Spędzone z piękną dziewczyną wakacje to nie jest nic szczególnego. Dlatego się z nią ożeniłem!* — Zapewnił swojego pierworodnego z serdecznym uśmiechem, skupiając na nim pełne ciepła spojrzenie.

Dagur dobrze wiedział o tym, że w wielu państwach na świecie związki pomiędzy dwoma mężczyznami postrzegane są jako niemoralne, wbrew naturze... jednak mieli tylko jedno życie i w nim nie powinno zabraknąć miłości. Gdyby jego synowi podobali się inni mężczyźni to jego partnera traktowałby jak swojego zięcia, nie dając powiedzieć na nich złego słowa. Jedynie od czasu do czasu marudziłby na brak wnuków, jednak tego nie dałoby się przeskoczyć. Starał się wyprowadzić swojego syna z błędu. Swoje małżeństwo z Sagą określał jako bardzo udane i satysfakcjonujące pod każdym względem. Za wyjątkiem momentów, gdy zdołał zdenerwować swoją kobietę.

Nie sprawisz nam żadnych problemów. Będzie nam bardzo miło mogąc Cię ugościć. Jeśli się zdecydujesz, Hjalmar Cię zaprowadzi do naszego domu. — Saga starała się przekonać do tego Pandorę, że to dla nich żaden kłopot. Nie zamierzała jednak na nią naciskać. Posłała jedynie swojemu synowi przelotne, znaczące spojrzenie. Jeśli ktoś mógł przekonać tę dziewczynę do przyjęcia zaproszenia to właśnie jej syn. — Chętnie się napiję z Tobą herbaty. Dagur nie przepada za tym napojem. — Dodała z uśmiechem. W żyłach kobiety płynęła również angielska krew. Z domu rodzinnego wyniosła zamiłowanie do herbaty. Jej mąż najczęściej pijał wodę i piwo.

Jestem tylko doświadczonym rzemieślnikiem. Jeśli zdecydowałabyś się zostać naszym gościem po uczcie weselnej, mogę pokazać Ci swoje ostatnie wytwory. Nadają się do zaklinania. Specjalizuję się w tym. — Odpowiedział nie kryjąc swojego zadowolenia. Poczuł się naprawdę doceniony. Skoro chciała zobaczyć wytwory jego rąk, to nie było innej możliwości, jak przyjęcie tego zaproszenia. Wszystko, co tworzył miało wysoką jakość i doskonale nadawało się do pieczętowania, w którym się specjalizował. Przeczucie zdawało się go nie mylić. Jego syn nie mógł pozwolić odejść tej dziewczynie. Zdawała się być diamentem.

Jego syn powinien zdawać sobie sprawę, że jest z niego naprawdę dumny. Każdy ojciec byłby dumny z takiego syna, jakiego on miał. Hjalmar powinien również wiedzieć, że Dagur nawet o samym sobie mówił w ten sposób i w żadnym stopniu się z tym nie krył. Jemu również zdarzało się robić naprawdę głupie rzeczy. Wiek nie miał nic do rzeczy w tym przypadku. Młodość jedynie rządziła się swoimi prawami, jednak młodzi powinni polegać na radach starszych od siebie.

Ja dobrze wiem, ile lat Ivar biega za Njálą i gdybym był jego ojcem to dawno bym osiwiał przez to. Wszystko to wiem! — O niczym nikt nie musiał mu przypominać. Nowożeńcy zawdzięczali jego synowi swoje życia, kiedy to tamtej pamiętnej nocy ratował ich przed wilkołakiem. Sam postąpiłby w ten sam sposób, gdyby znalazł się w podobnej sytuacji. Co więcej, z wilkołakiem miałby znacznie większe szanse przez wzgląd na swoje potężne gabaryty i posiadaną siłę fizyczną.

Dobrze Cię z matką wychowaliśmy, chłopcze. — Powiedział z uznaniem w głosie, spoglądając na niego to na swoją małżonkę. Nie było tak, że namawiał go do działania na szkodę przyjacielowi.

Jest durniem, bo nie dostrzega tego, co ma przed oczami. A ja potrafię rozpoznać prawdziwy diament. — Wytłumaczył Pandorze, która najwyraźniej źle go zrozumiała. Sama zdawała się potwierdzać jego przeczucia, skoro wypowiadała się o jego synu w samych superlatywach zamiast bezmyślnie mu przytakiwać.

Synu, kiedy mówisz nic to coś się stało. — Zawyrokował, przyglądając się przenikliwie swojemu pierworodnemu. Na tym jednak się skończyło. Podczas tego wesela nie zamierzał maglować swojego syna odnośnie tego, co takiego nawywijał jego syn podczas Lithy. Potem nastał czas wznoszenia toastów, opróżniania rogów i półmisków. Róg Dagura był naprawdę olbrzymi, tak samo jak półmisek. Standardowymi porcjami to sobie przecież nie poje.

Mi — Zwrócił się do syna o dolewkę. On również dostrzegł zmierzającego ku niemu Ivara.

Cała przyjemność po mojej stronie. Bardzo dziękuje za zaproszenie w imieniu rodziny. Dołożyłem wszelkich starań, aby takie były. — Zwracając się do Ivara, uśmiechnął się ciepło. Poczuł się bardzo doceniony jako rzemieślnik, który wykonał te obrączki. Nie byłby sobą, gdyby podczas ich wykuwania nie dodałby czegoś od siebie, odrobiny magii, o której nowożeńcy przekonają się w sytuacji zagrożenia.

Na pytanie o mały toast za żonę Ivara, skinął głową i wzniósł swój róg, zaraz potem upijając z niego kolejny potężny łyk alkoholu. Uczestnictwo w tym weselu przywoływało wspomnienia z ich wesela, jak i czasów młodości. Naprawdę byłby rad gdyby jego syn się ożenił.


*islandzki