Secrets of London
27.04.1972 — Nie mój jest ten kawałek podłogi — Ururu & Heather - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: 27.04.1972 — Nie mój jest ten kawałek podłogi — Ururu & Heather (/showthread.php?tid=1393)

Strony: 1 2


27.04.1972 — Nie mój jest ten kawałek podłogi — Ururu & Heather - Ururu Marquez - 14.05.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Co Ururu robił przez ostatni rok? Nadrabiał zaległości. Utkwiony w przeszłości zupełnie stracił poczucie czasu. Mu chyba nigdy nie było po drodze z czasem. W Hogwarcie często miał problemy z powodu wychodzenia po ciszy nocnej, wiele razy niechętnie odrywał się od swoich zajęć, by udać się na lekcje. Poczucie wyższego obowiązku nie pozwalało mu się spóźniać. Czuł, jakby niewidzialny bat wisiał nad nim w tym kontekście... ale inne szkolne reguły nie trudno mu było łamać. A teraz żył sobie jak pyłek na wietrze. Dzień i noc była niczym. Potrafił pojawić się przed biblioteką tuż po zamknięciu lub wybierać się do snu w południe. Czasem jadł, czasem nie, w tym temacie wciąż nie potrafił się odnaleźć, ale też nie przykuwał do tego dużej uwagi. Póki jakoś funkcjonował to koło się toczyło.

Ale któregoś dnia państwo Wood mogli mieć dosyć tego podejrzanego towarzysza. Nie wspominając już o długu u Heather, który rósł z dnia na dzień. Ururu udało się zarobić dwa, trzy razy, przypadkowo znajdując jednorazowe okazje u czarodziejów potrzebujących pomocy. A to komuś zalęgły się pająki w piwnicy (Marquez był wniebowzięty możliwością zgarnięcia ponad tysięcznej armii pająków i transportowania ich do opuszczonej komórki piwnicznej w pobliskiej kamienicy), a to kran się zapchał i żadne magiczne proszki nie chciały go odetkać. Ururu łącząc swoją wiedzę ze świata magicznego i mugolskiego rozwiązywał migusiem te problemy. No ale mało kto ogłaszał się z tego typu rzeczami. Ludzie na ogół prosili o pomoc rodzinę czy znajomych. A Marqueza nikt nie znał. A jak już ktoś znał, to nie miał mu nic do zaoferowania.

I tak siedział sobie na bezrobociu, czytając kolejną książkę o historii Afryki.




RE: 27.04.1972 — Nie mój jest ten kawałek podłogi — Ururu & Heather - Heather Wood - 19.05.2023

Jakoś tak wyszło, że Ururu został u nich w domu dłużej niż podejrzewała, że zostanie od samego początku. Nie było to specjalnie problematyczne, wszak mieszkanie było ogromne, ona nie miała rodzeństwa, pieniędzy mieli w brud - jedna gęba więcej do wykarmienia nie robiła większej różnicy. W sumie to nawet zabawnie wyszło, bo trochę czuła, że dorobiła się kogoś na wzór brata, którego nigdy nie miała. Zupełnie nie przeszkadzała jej jego obecność - wręcz przeciwnie, lubiła spędzać z nim czas. Wydawał się jej być niesamowicie interesującym człowiekiem. Obdarzyła go ogromną sympatią. Uważała, że podjęła wtedy bardzo dobrą decyzję, że przyprowadziła go do domu. Gdyby trafił na kogoś innego, mogłoby się to skończyć różnie. Na szczęście padło na Rudą - lepiej być nie mogło.

Heather wróciła do domu w wyśmienitym humorze. Zbliżało się Beltane - trochę ją smuciło, że nie spędzi go jak zawsze, tylko będzie pracowała, jednak przyjemny nastrój towarzyszył jej mimo wszystko. Czuła, że nie przeszkodzi jej to w świętowaniu. Szczególnie, że Charlie znaczy się Julien i Cameron na pewno pojawią się na miejscu. Przynajmniej będzie mogła na nich popatrzeć, to zawsze był jakiś plus.

Do tego wszystkiego miała świetne wieści dla Uru, dowiedziała się bowiem o pewniej sprawie. Adres wydawał się jej być znajomy, przejrzała więc akta. Ponoć znaleźli trupa w tej piwnicy, w której był przetrzymywany. Na nazwisko miał Evans, tyle udało jej się ustalić. Może dzięki temu będą mogli dowiedzieć się czegoś więcej. Zamierzała zresztą zabrać chłopaka do tej piwnicy - przecież nikt mu już tam nie mógł zrobić krzywdy.

- URURU- Zaczęła krzyczeć, kiedy tylko otworzyła drzwi wejściowe, oparła miotłę o framugę i wbiegła do środka. Nie dało się nie zauważyć entuzjazmu, którym emanowała. - URURUUUUU!- Krzyknęła raz jeszcze licząc na to, że to go pospieszy, sama zaś ruszyła korytarzem w stronę jego pokoju.




RE: 27.04.1972 — Nie mój jest ten kawałek podłogi — Ururu & Heather - Ururu Marquez - 20.05.2023

Heather była jedną z nielicznych osób, które lubiły Ururu. Być może jej podejście do traktowania go jak brata spowodowało, że przymykała oczy na jego dziwactwa. Na pewno sporo zmieniała jej znajomość historii Marqueza. Zapewne nie oczekiwała, że człowiek po kilkudziesięcioletniej śpiączce będzie miał poukładane w głowie. Ururu był jej i całej rodzinie Woodów niesamowicie wdzięczny za gościnę. Miał zamiar się im odwdzięczyć, gdy tylko stanie na nogi.

No właśnie. Do tego się nie zapowiadało. Bo zbyt zajęty był dynastią Windsorów, czy problemami ekonomicznymi państw Afryki południowej. Stracił 42 lata — teraz rok w tą czy inną nie robił mu różnicy.

Oderwał się od książki, gdy tylko usłyszał swoje imię. Potrafił odlatywać w świat swoich myśli bardzo łatwo. Ale z jakiegoś powodu na wołanie zawsze reagował. Wyprostował się. Wstał z łóżka. Miał na sobie różowe skarpetki. Wyjrzał zza drzwi.

— Dzień dobry, Heather, co się stało?

Na głowie szopa siwych włosów i charakterystyczny uśmiech. Dopiero po pół roku znajomości zaczął nazywać dziewczynę bezpośrednio po imieniu. Prawdziwy dżentelmen.




RE: 27.04.1972 — Nie mój jest ten kawałek podłogi — Ururu & Heather - Heather Wood - 22.05.2023

Wood sama była dość specyficznym człowiekiem. Miała w sobie trochę ze snoba, wybierała sobie znajomych w sposób sobie tylko znany, jednak nie była jakoś specjalnie otwarta i przyjacielska dla wszystkich. Tutaj pewnie wiele zależało od tego, że to właśnie ona spotkała Uru jako pierwsza, kiedy wyszedł z tej dziwnej piwnicy. Chciała mu pomóc, no i miała odpowiednie środki, idealnie się złożyło, a jego polubiła. Był dziwny i nie można było się z nim nudzić, a nudy Ruda nie znosiła, więc idealnie się składało.

Podbiegła do drzwi jego pokoju. Jak mógł tak długo zwlekać się z łóżka? Kiedy ona miała mu tyle do powiedzenia. Widać po niej było, jak bardzo jest pobudzona i że ma mu coś ciekawego do powiedzenia. Udało jej się zatrzymać tuż przed nim, choć była tak rozpędzona, że gdyby zaczęła wyhamowywać szybciej, to by wpadła z nim do środka pokoju.

- URU, mam Ci coś ważnego do powiedzenia! - Oczy jej błyszczały, widać było, że naprawdę jest mocno zaangażowana w to wszystko. - On umarł, ten dziad, który Cię zamknął w piwnicy, umarł! - Mówiła bardzo szybko, jednym tchem. - Nazywał się Peter Evans, wpadły mi w ręce akta, możemy tam pójść i zobaczyć, co uda nam się znaleźć! - Najlepiej jak najszybciej, bo nie mogła się doczekać tej wizyty w piwnicy.




RE: 27.04.1972 — Nie mój jest ten kawałek podłogi — Ururu & Heather - Ururu Marquez - 22.05.2023

Umarł.

Umarł.

Umarł.

Umarł.

Ururu trwał w swoim głupiutkim uśmiechu dłuższą chwilę. Jego umysł zupełnie zwolnił. Wszystkie trybiki zatrzymały się. Chmury myśli odsłoniły czyste niebo. Trudno powiedzieć, kiedy ostatnio był w takim stanie.

Powoli wciągnął powietrze, a wszystko zaczęło kręcić się na nowo.

— Idziemy.

Złapał szybko za płaszcz i ruszył w stronę wyjścia. Jeśli Heather nie zwróciła mu uwagi na brak butów, sam zauważył to dopiero na dworze. Wtedy cofnął się po nie.

Nie obchodziło go, czy dziewczyna w ogóle miała teraz czas, czy nie. Po prostu chciał iść. Zaciągnął kaptur na głowę. Dopiero wtedy przejął się tym, czy jest wystarczająco ciemno, by ruszyć do piwnicy.

— On... mieszkał sam? Miał rodzinę? Znajomych? Współpracowników?




RE: 27.04.1972 — Nie mój jest ten kawałek podłogi — Ururu & Heather - Heather Wood - 23.05.2023

Pisnęła słysząc jego Idziemy. W końcu o to jej chodziło i ona chciała zaspokoić swoją ciekawość! Bała się trochę, że chłopak może mieć jakąś traumę związaną z piwnicą, na całe szczęście okazało się, że nie i że on również zamierza się tam udać. Nie będą czekać - co też okropnie ją uszczęśliwiło, bo nie mogłaby zasnąć, i rozmyślałaby nad tym, co tam zastaną. Tak to już za chwilę wszystkiego się dowiedzą.

Nie musiała się ubierać, bo nadal stała przed Urutu tak jak weszła. Zobaczyła jego pośpiech i powstrzymała go przed wyjściem z mieszkania w samych skarpetkach. Widać, że też chciał się tam znaleźć jak najszybciej, bo omal nir wyszedł z domu bez butów.

Wybiegła z domu za chłopakiem, bo chciała dorównać mu tempa, musieli jak najszybciej znaleźć się w tej piwnicy. Ciekawe, co uda im się znaleźć, może czegoś nowego dowiedzieć na temat tego, co ten dziad z nim robił przez tyle lat. Wizyta w tym miejscu mogła udzielić odpowiedzi na wiele pytań. - Ponoć mieszkał sam, rodzina mieszka gdzieś daleko, wychodzi więc na to, że możemy tam iść. O współpracownikach nie słyszałam, ale śmierć zgłosiła jakaś sąsiadka, bo strasznie capiło, więc wydaje mi się, że też nie miał żadnych. - Szła szybkim krokiem, po prawej stronie Ururu, już niedługo, za moment znajdą się na miejscu!




RE: 27.04.1972 — Nie mój jest ten kawałek podłogi — Ururu & Heather - Ururu Marquez - 23.05.2023

Odnalazła go dopiero sąsiadka? Cóż za cudowna wiadomość! To oznaczało, że mężczyzna nie miał w pobliżu nikogo bliskiego i zapewne nikt nie przeszkodzi im w przeszukiwaniu owego miejsca.

— Gdy tam dotrzemy, musimy znaleźć wszelkie dzienniki i notatki. Podejrzewam, że stosował na mnie Wywar Żywej Śmierci, więc wszelkie fiolki z nim lub składniki też będą ważnym dowodem. I książki. Pokażą, czym on się zajmował. Na budynku nie było żadnych szyldów, nie prowadził tam żadnej działalności. Nawet jeśli, to nie legalnie... Czy udało ci się może znaleźć informacje na temat jego zawodu?

Ururu oczywiście pamiętał drogę. Odwrotność jego pierwszego spaceru po powrocie do życia. Oddech mu przyspieszył i ze słyszalnym świstem wypuszczał powietrze ustami. Mijali uliczki w potężnym tempie, aż w końcu dotarli.

Marquez zatrzymał się przed drzwiami, jakby zbierał się na odwagę. Spojrzał na Heather.

— I... możemy tak po prostu wejść?

W głowie tworzył listę rzeczy, które musi sprawdzić. Zdawał sobie oczywiście sprawę z tego, że jest to bezcelowe. Nie wiedział, co w środku znajdą. Może czarodziej zniszczył wszystkie dowody? Może w ogóle ich nie było? Może ktoś inny odpowiadał za porwanie i uśpienie Marqueza, a staruszek po prostu przechowywał go tego jedynego dnia? W głowie roiło mu się od pytań. Był nimi tak zaabsorbowany, że (jak zwykle) nie zwrócił uwagi na swoje emocje. A z nim (jak zwykle) nie było dobrze.




RE: 27.04.1972 — Nie mój jest ten kawałek podłogi — Ururu & Heather - Heather Wood - 23.05.2023

Heather niemalże biegła kiedy zmierzali w kierunku tajemniczej piwnicy. Nie mogła się doczekać, gdy znajdą się w środku. Słuchała uważnie, co ma jej do powiedzenia Uru. - Możemy przeszukać całe mieszkanie. Co ważniejsze myślę, że wypadałoby zabrać, jak zwróci to naszą uwagę, tylko tak, żeby nikt na zewnątrz nie widział, że coś kombinujemy. Nie chciałabym, żeby mnie zwolnili z BUMu z okradanie zmarłego. Z tego, co pamiętam, to ponoć był jakimś alchemikiem? Ręki sobie jednak nie dam uciąć. Skoro wspominałeś o tym jakimś wywarze umarniętego życia, to może rzeczywiście tworzył eliksiry? - Dzieliła się z nim aktualnie wszystkim, co tylko nasuwało jej się na myśl. Nawet tymi niezbyt mądrymi przemyśleniami. Miała nadzieję, że jej wybaczy jeśli palnie coś głupiego.

- Możemy, kto nam zabroni? Jakby pytali, to jestem z BUMu, a Ty mi pomagasz. - Powiedziała jeszcze bardzo pewnym tonem do Marqueza. - Gdybyś zobaczył coś niepokojącego, to od razu mów. - Chociaż pewnie nic to nie zmieni, ale dobrze by było gdyby współpracowali, przynajmniej zdaniem Rudej.

Odwróciła się jeszcze i przemierzyła szybko wzrokiem okolicę, aby zobaczyć, czy nie ma tutaj kogoś, kto mógłby się nimi zainteresować. Na całe szczęście nie było, także postanowiła zejść schodami do tej piwnicy - miejsca, które tak bardzo chcieli odwiedzić. Liczyła na to, że wreszcie uda im się uzyskać jakiekolwiek informacje na temat Ururu. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak mocno musiał być w tym wszystkim zagubiony, w końcu nie miał pojęcia, co się z nim działo przez tyle lat.




RE: 27.04.1972 — Nie mój jest ten kawałek podłogi — Ururu & Heather - Ururu Marquez - 23.05.2023

— Wywarze Żywej Śmierci, tak... Bycie alchemikiem pasowałoby do niego. Być może eksperymentował na mnie sposoby na nieśmiertelność...

Ururu urwał. To miało zbyt dużo sensu. W końcu jego ciało nie postarzało się podczas tych czterdziestu lat śpiączki. Zmieniło się bardzo, ale wciąż wyglądał na dwadzieścia lat. Cóż, tak naprawdę to jeszcze mniej, ale taka jego uroda.

Skinął głową na słowa Heather. No to wchodzą.

Zeszli w dół. Przed samymi drzwiami Ururu się zawahał, ale nacisnął klamkę. Oczywiście zamknięte, ale Alohomora załatwiła sprawę. Wziął wdech i otworzył drzwi. Wszedł powoli do środka. Zapalił światło.

Pomieszczenie zdecydowanie nie świeciło czystością, ale nie było też zagracone. Część regałów była pełna książek, część słoiczków i fiolek. W oczy rzucały się różne sprzęty do warzenia eliksirów. Ururu zaczął ciężko oddychać spoglądając na stół ustawiony na samym środku. To na nim się obudził, a kto wie, jak długo na nim leżał.

W końcu oderwał się i ruszył w stronę biurka. Przeglądał szufladę za szufladą wyciągając wszelkie notesy i notatki.

— Rozejrzyjmy się za jakąś torbą, nie damy rady tego po prostu przenieść.

Zasypał biurko kupą papierów. Bardzo chciał poznać ich zawartość, ale też nie miał zamiaru siedzieć w tym paskudnym miejscu szczególnie długo. Znalazł przyrządy do pisania, papeterię, kilka drobnych monet. Te ostatnie od razu schował do kieszeni.

Przy biurku nie było żadnej aktówki, ani niczego takiego, ale może Heather będzie miała większe szczęście. Ururu przyjrzał się więc pobliskiemu regałowi. Kojarzył niektóre z książek, część zaś była zupełnie nowa. Mężczyzna rzeczywiście był alchemikiem. Interesował się także czymś jeszcze. Dziedziną podobną, ale jednak owianą znacznie gorszą sławą — nekromancją. Ururu zaczął wyjmować wszystkie książki, które miał zamiar zabrać ze sobą.




RE: 27.04.1972 — Nie mój jest ten kawałek podłogi — Ururu & Heather - Heather Wood - 24.05.2023

Eksperymenty na żywym materiale brzmiały niezbyt dobrze. Heather uważała to za nieźle pojebane, jednak nie podzieliła się w głos tym przemyśleniem. Wolała przemilczeć, nie wiedziała, czy nie sprawiłoby to przykrości Uru, a nie chciała w żaden sposób go urazić. Przeżył wiele, przez to, że ktoś sobie wymyślił, że będzie rozwijał swoje umiejętności, tylko jakim kosztem? Nie mogła zrozumieć tego dziada, jak mógł tak postąpić właściwie? To zachowanie nie było moralne.

Drzwi były zamknięta, jednak jej towarzysz szybko je otworzył. Mogli wejść do środka i zacząć szukac odpowiedzi na nurtujące pytania. Weszła do środka za Marquezem. Od razu zaczęła się rozglądać po wnętrzu. Miała wrażenie, że jest zagracone, ktoś zbierał różne rzeczy, no ale jeśli była to jego pracownia to nie ma się co dziwić.

Heather ruszyła w głąb pomieszczenia. Musieli się uważnie rozejrzeć, aby nic nie przegapić. - Będe mieć to na uwadze, może coś znajdziemy. - Mężczyzna na pewno miał w środku coś takiego, w końcu jak inaczej znosiłby to wszystko do środka.

Ona ruszyła w stronę dużego regału znajdującego się po przeciwnej stronie biurka, jaoś tak naturalnie stwierdziła, że podzielą się pomieszczeniem po połowie. Zaczęła przeglądać znajdujące się tam papiery, ale było ich bardzo dużo. Jakieś kartki wypełnione notatkami. Miała szczęście bo znalazła dużą, płócienną torbę do której zaczęla wrzucać te papiery. - Dużo tego jest, myślisz, że damy radę zabrać wszystko od razu? - Wolałaby nie pojawiać się tutaj więcej.