Secrets of London
[ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora (/showthread.php?tid=1399)

Strony: 1 2 3


[ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 15.05.2023

Hjalmar był jedynym powodem, dla którego mogła uznać przyjęcie swojej matki za znośne. Już w pierwszych minutach się prawie pokłóciły, bo Pandora nie ubrała wybranej przez nią sukienki, komentując, że będzie wyglądała, jak angielska beza. Sala była przystrojona i klimatyczna, było mnóstwo kryształów oraz świec, a jeszcze więcej ludzi wystrojonych w kolorowe szaty lub fraki, a kobiety nosiły tyle biżuterii, że przypominały trochę drzewa choinkowe. Pocieszeniem był dobry szampan i raki, które roznosili elegancko ubrani kelnerzy. Decydując się na bycie jej osobą towarzyszącą, miał przechlapane. Od momentu, gdy udało się im wejść i odnaleźć jej rodzicielkę, rozpoczęła się najgorsza część wieczoru — przynajmniej dla brunetki. Przedstawiała jej mnóstwo ludzi lub przypominała o ich istnieniu, z których każdy oczekiwał miłego komplementu przy przywitaniu ucałowaniem dłoni lub też krótkiej rozmowy, pytania o politykę. A ona miała przecież gdzieś politykę. Nie skrzywiła się jednak nawet, stała prosto i wyglądała uroczo, przytakując i uśmiechając się, obdarzając ludzi łagodnym i uległym spojrzeniem. Zgadzała się z mamą, głos nie drgnął nawet odrobinę, gdy sugerowała jakieś niestworzone rzeczy.
- Zupełnie jak mama! Możesz być z niej dumna, taka śliczna i ułożona dziewczyna.
- Oh dziękuje, gdyby tylko była mniej ambitna, naprawdę. Może zajrzymy do was na herbatę w przyszłym tygodniu. Co myślisz, kochanie?

- Oh, jest Pani dla mnie zbyt miła, naprawdę. Oczywiście, to doskonały pomysł mamo.
- Cudownie, Ayaz się ucieszy. Szkoda, że nie mógł dziś przyjść.
- Tak, miałam nadzieję, że będę mogła z nim porozmawiać. - przytaknęła z westchnięciem i smutną miną, kręcąc delikatnie głową w stronę elegancko ubranej kobiety w złotych kolczykach, która chyba pracowała w departamencie magicznych zwierząt w tureckim ministerstwie, ale Pandora już nie była pewna. - Przepraszam mamo, pozwolisz, że pójdziemy się napić? Obiecałam pokazać Hjalmarowi ogród.
- Oczywiście kochanie. Przewietrz się odrobinę, a potem porozmawiasz z Panem Omerem.
- Naturalnie. Miłego wieczoru. - skłoniła się ze swoim najbardziej czarującym uśmiechem i przesunęła dłonią po jego ramieniu, subtelnie nakierowując go w stronę wyjścia na taras, celowo wybierając drogę przy kelnerach, aby złapać za kieliszek szampana. - Jeszcze trzydzieści minut musimy to znosić, a potem przysięgam, uciekniemy tym ogrodem. - szepnęła w jego stronę z uśmiechem, maskując przy tym sens jego wypowiedzi. Skinęła głową mijanemu młodzieńcowi, gryząc się w język, żeby nie rzucić komentarza na temat tego, jak wrabiała ją jej matka. Okropny potwór, nie kobieta. Zapowietrzyła się delikatnie na widok kolejnego gościa, odwracając się przodem do Islandczyka i dłońmi poprawiając mu kołnierzyk od koszuli, wbiła w niego spojrzenie, które nawet nie mogło być formą wołania o pomoc, bo przecież taką miała z rodzicami umowę. Umowy i obietnice był równie ważne. - Nie wyglądasz wcale, jak pingwin. - zauważyła cicho, skupiając wzrok na jego twarzy i przy okazji nasłuchując, czy kolejni potencjalni rozmówcy sobie poszli. I już naprawdę byli tak blisko wyjścia na zewnątrz, gdzie liczyła na kilka minut spokoju, to pojawiły się te sępy, a przynajmniej dwa z nich, bo trzecia z kuzynek kołysała się gdzieś na parkiecie ze swoim narzeczonym. Obydwie zbyt poważnie odstrojone przez matkę, zbyt mocno umalowane i z mnóstwem złota na sobie, wbiły błyszczące spojrzenie w blondyna, wcale nie ukrywając fascynacji jego ramionami odzianymi w materiał białej koszuli. Brunetka uniosła brew, przyglądając się im z niedowierzaniem.
- Myślałam, że przyjdziesz ze mną! - poskarżyła się Hayat, krzyżując ręce pod biustem tylko po to, żeby go podkreślić. Towarzysząca jej Deniz trąciła ją łokciem, a Pandora mruknęła coś pod nosem w tureckim języku, robiąc dużego łyka szampana. Zimnego, przyjemnie rozchodzącego się po ciele i zostawiającego dreszcz na odkrytych ramionach i szyi, bo wybrana przez nią sukienka (nie beza), była gładka i dopasowana, ciemnoczerwona. Nie mogła jednak zrobić nic innego, jak posłać mu pytającego spojrzenia, bo przecież to nie tak, że obraziłaby się, gdyby poszedł trochę pobawić się z jej kuzynkami, zawsze lepiej niż z którąś z dziewczyn, których ewentualnie nie lubiła. A kilka takowych by się znalazło.
- Jeśli masz ochotę, mogę Cię na trochę z nimi zostawić, żebyś.. Poznał tutejsze zwyczaje czy coś, a ja pójdę znosić znajomych mojej matki. W końcu chciałabym, żebyś chociaż trochę się dobrze bawił. - rzuciła ciszej, tak, aby tylko on usłyszał, ignorując zupełnie dwie małolaty, które posłały im zaciekawione spojrzenia. - Tylko musisz mieć świadomość, że one nie będą jedynymi, które Cię oblecą. Jak ćmy do ognia.
Dodała, przesuwając wzrok z jego błękitnych oczu na kilka pozostałych osób, które miała dookoła. Większość z nich pewnie znała, nie pamiętając jednak imion. Oczywiście na jej twarzy malowała się elegancja, łagodność i spokój, a Niedźwiadek był chyba jedynym człowiekiem na sali, który zdawał sobie sprawę z tego, jak zirytowana była marnowaniem wieczoru na coś takiego. Dostrzegła w tłumie Su, o której prośbie sobie przypomniało, co spowodowało, że z bezgłośnym westchnięciem, zagarnęła luźne pasmo za ucho. Zdecydowała się wyprostować włosy całkiem, przez co sięgały jej za pas. Gdzie był ten chłopak, którego ona sobie wypatrzyła, a którego nie umiała zaczepić? - Jestem na to za stara. - dodała pod nosem, szukając wzrokiem kogoś, kogo sama nawet nie była pewna. Pomimo tego, że dała mu wolny wybór, wcale nie puściła jego ramienia, przynajmniej dopóki nie będzie musiała.
- Ah, Pandora. Cudownie Cię widzieć. Wróciłaś z Europy? Cóż za śliczna sukienka.
Zacisnęła oczy, licząc do trzech i odwróciła się do właścicielki głosu, obdarzając ją ślicznym uśmiechem.
- Nisa, Ciebie również wspaniale widzieć. Tak, niedawno. - przerwała na chwilę, czując, jak brązowooka lustruje ją spojrzeniem, a nic jej tak nie irytowało, jak ocenianie jej po ubraniu. - Musisz mi zdradzić, jak to robisz? Wiesz, chodzą Ci same oczy, a nawet nie ruszasz głową, jak mi się tak przyglądasz. To prawdziwy talent, powinnam nabrać w tym wprawy, całkiem praktyczne, nie sądzisz? - zwróciła się do swojego towarzysza z uśmiechem i delikatnym wzruszeniem ramion, a potem zrobiła kolejnego łyka szampana. Za szybko znikał z kieliszka.
- Zabawna jak zwykle. Ten zagraniczny humor się Ciebie trzyma. Ah, niech Pan wybaczy mi moje maniery. Nisa. - przedstawiła mu się, skupiając na nim uwagę i posyłając mu spojrzenie spod wachlarza ciemnych rzęs, czego Pandora wcale nie omieszkała nie zauważyć, dopijając po prostu swojego alkoholu i odstawiając pusty kieliszek barmanowi na tackę, obdarzyła pracownika krótkim uśmiechem. Teoretycznie miała spokój, bo większość — przynajmniej kobiet, zwracała uwagę na niego, a praktycznie, irytowało ją to w jakiś sposób. Deniz chrząknęła, robiąc kilka kroków w ich stronę i przypadkiem trąciła kobietę ramieniem, puszczając kuzynce oczko.
- Obiecał mi Pan taniec, pamięta Pan? - skłamała słodko i płynnie, posyłając mu krótki uśmiech. Chyba bardzo tego chciała, a przez to, jak patrzyła, Pandora nawet nie mogła się na nią z tego powodu zirytować, bo wciąż była tylko nastolatką, która miała w głowie te wszystkie niedorzeczne powieści.
- Pandora? Pozwól na chwilkę skarbie.
Głos matki sprawił, że przebiegł jej po plecach dreszcz, nieprzyjemny i świadczący o niezadowoleniu. Zupełnie, jakby ktoś wepchnął ją do wody. Nie bardzo była zadowolona z miejsca, w którym tkwili. Chciała zrobić jedno, po głowie chodziło jej drugie, a mogła pozwolić sobie tylko na najgorszą, trzecią możliwość. - Przepraszam na chwilę, zaraz wrócę. - powiedziała teoretycznie do wszystkich, ale skupiła się głównie na nim, bo naprawdę, nie mogła jej jeszcze odmówić, przynajmniej przez kilkanaście minut. Skorzystała jednak z Deniz, która była mniejszym złem, niż Nisa. - Miałaś do niego kilka pytań, prawda? Zajmij się moim towarzyszem.
Nie, żeby użyła słowa "moim" z przesadną intonacją i obdarzeniem koleżanki krótkim spojrzeniem, zanim łapiąc za kraniec sukienki, ruszyła w stronę swojej rodzicielki, licząc przynajmniej na interesującego rozmówcę. Tym samym Deniz wplotła Hjalmarowi dłoń pod ramię, faktycznie, zasypując go pytaniami o Islandię oraz o to, czy te wszystkie mitologiczne sprawy były prawdziwe.


RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 16.05.2023

Hjalmar zdecydował się pójść na ten bal z jednego powodu - chciał dowiedzieć się na własnej skórze, czym różnią się imprezy tego typu organizowane w Turcji od tych na Islandii. Główną różnicą, jaką szło zauważyć na pierwszy rzut oka, był ogólny przepych całego przedsięwzięcia. Ludzie przypominali jakieś wystawy w galerii czy innym muzeum. Wszędzie kręcili się kelnerzy lub pomocnicy wszelkiej maści. Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, cały wystrój tworzył spójną całość, jednak według chłopaka był trochę przesadzony - niepotrzebny, przewyższający format nad treścią. Równie dobrze mogliby po prostu wziąć butelkę alkoholu, trochę jedzenia i rozpalić ognisko - efekt byłby ten sam, jeżeli nawet nie lepszy. Ale to już było spostrzeżenie Islandczyka, ponieważ on nie potrzebował zbyt dużo do szczęścia.

Nordgersim miał wrażenie, że całe przyjęcie było zorganizowane na pokaz, nie dla dobrej zabawy czy wspólnie, miło spędzonych chwil. Wszystko było nie tak na tym balu. Pandora też nie miała w tym momencie tego swojego chaośniczego spokoju, który ją przeważnie otaczał - w oczach Björna wydawała się być lekko zestresowana? Może nie pewna siebie? W tej chwili, na pewno nie była to dziewczyna, która podnosiła mu ciśnienie czy sprawiała, że ten chciał ją utopić w oceanie. Teraz była po prostu... dobrą córką? Taką jaką widziała ją jej matka? A raczej taką jaką córką powinna być według tutejszych standardów - dużo się uśmiechać, ładnie wyglądać i najlepiej to się pewnie nie odzywać... Bardzo przykry widok.

Hjalmar zachowywał się teraz jednak trochę jak ta 'idealna' córka. Stał, nie odzywał się i wyglądał całkiem nieźle - a przynajmniej tak widział siebie pomimo lekko krępującego jego swobodę, stroju. Przysłuchiwał się rozmowie, sugestiom, a może planowi wieczory, który był aktualnie przedstawiany Pandorze. Ułożona dziewczyna? Te słowa sprawiły, że na jego lekko zakłopotanej twarzy pojawił się uśmiech. Gdyby tylko ta kobieta wiedziała, na co pozwala sobie niekontrolowana Prewettówna, to mówiłaby pewnie co innego.

- Do zobaczenia - dodał po dziewczynie, żegnając się z jej rodzicielką. Cieszył się, że Pandora subtelnie dała mu do zrozumienia, że na nich już czas - gdyby tego nie zrobiła, Islandczyk za pewne nadal by tutaj stał w oczekiwaniu na jakiś znak - Spokojnie - odparł na konspiracyjny szept. Nie potrzebnie się tak stresowała. Powinna się trochę wyluzować - Na prawdę? - dopytał po tym jak poprawiła mu kołnierzyk. Mimowolnie przekręcił głowę w lewą, a później w prawą stronę jakby się przeglądał w lustrze lub pokazywał jak wygląda. Przejechał jeszcze kilka razy po swojej brodzie, nie więdzac co go spotka za chwilę.

Po tym jak Pandora wyciągnęła go do miasta, zapomniał o istnieniu sepów, krwiożerczych bestii... lub po prostu kuzynek dziewczyny, które właśnie przypomniały o swoim istnieniu - Ummm? - odwrócił się w kierunku 'poszkodowanej' dziewczyny aby jej się przyjrzeć - Nie wiedziałem, że jestem zaproszony... No i zresztą... - wskazał ruchem głowy na brunetkę z którą się tutaj zjawił - Ona była pierwsza - próbował się bronić. Nie wspomniał jednak o jednym fakcie - de facto to on ją zaprosił na ten bal, a raczej powiedział aby to ona z nim poszła. Jego wzrok jednak prosił, wręcz błagał Prewettówne aby nie zdradziła go w tym małym kłamstewku, które zresztą było całkiem niewinne.

- Ja mogę pójść i wyglądać groźnie... Na przykład tak... - powiedział, pozwalając sobie na mały grymas na twarzy z wyszczerzeniem zębów - Mogę też być Twoim własnym ochroniarzem - zaproponował wpatrując się w jej tęczówki. Jakby znalazł się jakiś delikwent z problemem do Pandorki to z wielką chęcią skierowałby go na wizytę u dentysty. Na samą myśl, że mogłoby dojść do jakiejś rozróby, przeżywał wewnętrzną satysfakcję - Mogę z nimi chwilę posiedzieć kiedy Ty będziesz spełniać swoje córkowe obowiązki. Nie pożrą mnie przecież - dodał ciszej. Muszę ją nauczyć Islandzkiego, wtedy będziemy mieli całkowitą konspirę To był genialny plan w głowię Hjalmara - dzięki takiemu zabiegowi mogliby w każdym tłumie rozmawiać w dosyć niespotykanym języku, którego prawie nikt nie znał, co przekładało się na bezpieczeństwo rozmowy - Na co? - zapytał, widząc jak Prewettówna się rozgląda po sali. Może znalazła kogoś komu trzeba obtłuc ryjec? A przynajmniej na to liczył Islandczyk.

Przyglądał się krótkiej, lecz całkiem burzliwej wymianie zdań między Pandorą, a jej kuzynką? Znajomą? Kimś kto ewidentnie działał jej na nerwy - Nic się nie stało. Hjalmar. Bardzo mi miło - powiedział, całując nowo poznaną kobietę w dłoń. Nordgersim jeżeli chciał to potrafił się zachować, a raczej schować za pewną maską, która pomagała mu przeżyć różne wydarzenia. Tak było też tym razem - chciał po prostu wypaść dobrze na tle innych i w nie wyróżniać się zbytnio od reszty. Chociaż jego wygląd, niebieskie oczy i blond fryzura zawiązana w wikiński warkocz nie pozwalała na zbyt wiele w tej kwestii.

Obiecałem? Na twarzy chłopaka pojawił się szok i niedowierzanie. Wszak nie pamiętał czy coś takiego powiedział czy też nie. Nie był w stanie stwierdzić czy słowa Deniz były prawdziwe - Szczerze? To nie pamiętam. Ale jako człowiek czynu nie pozostaje mi chyba nic innego jak spełnić swoją obietnicę - zauważył, odpowiadając to co raczej chciała usłyszeć młoda Turczynka. On sam zresztą nie widział większego żadnego problemu w jednym tańcu. Nikomu krzywdy nie robił, a jeżeli miało to kogoś uszczęśliwić - proszę bardzo - Tylko proszę. Nie żaden pan bo tak stary nie jestem. Hjalmar. Po prostu Hjalmar - poprosił swoją młodą adoratorkę. Tak się będą mogli do niego zwracać jeżeli kiedykolwiek się ożeni i osiedli na stałe, rezygnując ze swojego dotychczasowego życia.

Co by nie mówić, wszystkie kobiety tutaj działały bardzo sprawnie w kwestii 'zaklepywania' mężczyzn. Hjalmar nie zdążył nawet mrugnąć, a Pandora wymieniła się z Deniz w kwestii trzymania go pod ręką. Łał, to było szybkie Nordgersim posłał tylko spojrzenie Prewettównie jakby chciał jej powiedzieć 'uważaj na siebie', a następnie ruszył z młodą Turczynkom w kierunku w którym go pociągnęła - No to chyba trzeba spełnić moją obietnicę - zauważył, posyłając Deniz uśmiech.

Odpowiedział po drodze na jej pytania o Islandię zdradzając tyle szczegółów ile tylko mógł. Nie pytany, nie wspominał nic o żadnej magii, wszak nie miał pojęcia czy wszyscy z jej rodziny były uzdolnieni w tej sztuce. Dużo prościej szło mu odpowiadanie na rzeczy związane z mitologią, którą uważał za świetną, o ile nie najlepszą na świecie. Nie omieszkał wspomnieć też kilka słów o swoim ulubionym zwierzęciu z Islandii - maskonurze zwyczajnym. Jako gratis od siebie, dodał kilka kwestii związanych z ogólnym życiem i kulturą na jego ojczystej wyspie.




RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 16.05.2023

Chociaż sam chciał tu przyjść, czuła się w pewien sposób źle, że musi tkwić w tej sali i brać udział w tej szopce. Pandora bardzo nie lubiła udawać, dostosowywać się do reguł inne, niż własne. Miała też problemy z utrzymaniem języka za zębami, bo cisnęły się jej same nazbyt szczere komentarze względem rozmówców, których podstawiała im jej matka. Nie była pewna, czy pamiętała jej imiona. Obietnica sprawiała jednak, że nawet się nie skrzywiła, czasem przesadnie drażniąc palcami rękaw jego koszuli, żeby się uspokoić. Już nawet wymieniała zwierzęta alfabetycznie i liczyła chmurkowe owce. Zgodziłaby się z nim, że ognisko i butelka gdzieś na polanie, byłoby o niebo lepszą zabawą, niż to, co serwowano w Turcji. Kraj ten jednak chyba zawsze robił wszystko na pokaz, wystarczyło wrócić do Osmanów. W całym tym przepychu, goście jednak zdawali się dobrze bawić, zajęci wzajemnym obserwowaniem się i grą pozorów, niż czymkolwiek innym.
Czytał z niej dużo lepiej niż ona z niego. To było takie nienaturalne, gdy zachowywała się w tak uległy i milczący sposób, że trudno było nie być zdenerwowanym. Jej matka zdawała sobie sprawę, jak daleko Pandorze było do idealnego dziecka, ale nie znaczyło to, że tutejsze towarzystwo lub nawet salony Londyńskie musiały o tym wiedzieć. Zawsze przedstawiała ją w superlatywach, stawiała poprzeczkę bardzo wysoko i czasem brunetce było trudno nadążyć, więc po prostu dawała jej mówić, przytakując. Córki przecież słuchały swoich matek, a największym komplementem było podobieństwo do nich.
Lepiej, żeby nie wiedziała, co Pandora robiła, gdy była poza zasięgiem rodziców. Zaczynając od namiotu, poprzez jej niedbałe stroje i brak makijażu, przez jej wchodzenie po drzewach, gubienie się w lesie i picie z butelki, jak chłop — mogłaby dostać ataku serca. A matki nie chciałaby mieć na sumieniu. Wystarczyło przecież, że on wiedział, jaka była i sugerował to uśmieszek, który dostrzegła kątem oka, przez co chrząknęła, powstrzymując w ten sposób roześmianie się, bo nie wypadało.
- Jestem oazą spokoju. - odpowiedziała cicho, stając naprzeciw niego i łapiąc głęboki oddech, przesunęła wzrokiem po jego twarzy. Dla niej takie wydanie Niedźwiadka też była nowością i trudno było udawać, że mu to nie pasowało. Koszule zawsze wyglądały dobrze, zwłaszcza gdy miało się taką sylwetkę, ale starała się aż tak na tym nie skupiać i aż tak bezczelnie nie gapić. -Dla mnie wyglądasz tutaj najlepiej. - przytaknęła zgodnie z prawdą, zastygając chwilę w bezruchu z dłońmi na kołnierzyku, zanim pojawiła się jej kuzynka. W idealnym momencie jak zawsze. I znów na ratunek przychodził szampan.
- Przecież powiedziałam, że się nie podzielę. - oznajmiła na jego minę, wzruszając ramionami i mocniej zaciskając palce na jego ramieniu, przytuliła się delikatnie, spoglądając na prychającą na nią kuzynkę. Wyglądała jak mały i słodki kotek. - To moja dzisiejsza randka.
Dodała, puszczając jej oczko, zanim odwróciła twarz w stronę Hjalmara, mając nadzieję, że dzięki temu uda się oszczędzić mu trochę kłopotu. Gdy wspomniał o byciu ochroniarzem, patrząc się przy tym w jej oczy, poczuła przyjemną falę ciepła na ciele i uśmiechnęła się znacznie łagodniej i spokojniej, widocznie nie mając nic przeciwko. - Nie byłabym taka pewna z tym pożarciem, ale mimo wszystko, powinieneś się po prostu skupić na dobrej zabawie. Masz tu dużo.. Możliwości.
Ciężko było znaleźć kąt tej sali, w którym nie znajdowała się jakaś samotna lub nawet zamężna kobieta, która nie spoglądała w jego kierunku, a Pandora przecież nie zawsze będzie mogła go uratować z damskich rąk. Z drugiej jednak strony, czy mężczyźni nie lubili takiej atencji, bo łechtała ich ego? - Na szukanie Su narzeczonego. - odparła cicho, nie mogąc wybrać tego jedynego, o którym jej powiedziała na ucho. Może go już poznała, tylko nie miała pojęcia, że to on? Dodatkowo nigdzie nie widziała swojej najspokojniejszej kuzynki.
Przesunęła palcami po szyi, zwilżając usta, gdy faktycznie było mu bardzo miło Nise poznać, powstrzymując się jednak od komentarza. Bo przecież nie miała powodu, żeby się tak irytować. Całe to przyjęcie było irytujące, ona była po prostu truskawką na szczycie tortu.
Korciło ją, żeby złapać za kolejny kieliszek z szampanem, ale powstrzymała się, poprawiając jedynie ramiączko od sukienki z westchnięciem, zanim podsunęła mu swoją kuzynkę, mniejsze zło i przesunęła spojrzeniem po jego twarzy z odrobiną zmartwienia wymalowaną na własnej.
Z przyklejonym uśmiechem podeszła do mamy, witając się z gośćmi i odpowiadając na jakieś pytania, które wpuszczała jednym uchem, a wypuszczała drugim. Spojrzenie czekoladowych oczu cały czas wędrowało w stronę Nordgersima i Deniz. Przecież nawet nie lubił tańczyć.
- Pandora kochanie, gapisz się. - usłyszała głos mamy, która zgarniała jej brązowe pasmo za ucho, na co ta prawie podskoczyła, powracając spojrzeniem i uśmiechając się w stronę rodzicielki.
- Wcale nie. - szepnęła, chrząkając i wracając do rozmowy, odpowiadając wybiórczo na zasłyszane akurat słowa. I znów zerknęła, tym razem jednak zdając sobie z tego sprawę i ściągając brwi, pokręciła zaskoczona głową.- Masz rację, gapię się.
- Jak było w Londynie? - zapytała ją kobieta, wybijając z zamyślenia. Pandora złapała za kieliszek, posyłając jej jeden ze słodkich uśmiechów i opowiedziała trochę o wydarzeniach z Anglii, które również były sztuczne i nadmuchane.
- Wybaczą Państwo, zrobiło się duszno. Pójdę się przewietrzyć. - skłoniła się, wachlując się jedną dłonią ostentacyjnie, po czym minęła ludzi i skierowała kroki w stronę tarasu, czekając tylko na podmuch wieczornego powietrza, którzy otrzeźwiłby jej twarz.
Stuknęła paznokciami w szkło, odchylając głowę do tyłu, patrząc w niebo, jakby tam były wszystkie odpowiedzi. - Nie dobrze, nie dobrze. - szepnęła sama do siebie, słysząc stukot swoich obcasów na kamiennym tarasie, przechadzając się od prawej do lewej. Nie powinna była tak się gapić, tym bardziej nie powinna być taka egoistyczna, zazdrosna. Dlaczego była zazdrosna? Upiła szampana, przeczesując dłonią ciemne fale.
- Wyglądasz na damę w potrzebie. W porządku?- nieco starszy od niej jegomość ze szklanką w ręku stanął gdzieś za jej plecami, wywołując kolejną falę irytacji. Odwróciła się, obdarzając go krótkim uśmiechem, co widocznie zachęciło go do kontynuowania. - Mogę jakoś pomóc? Potrzebujesz się rozerwać?
- Dziękuje bardzo za zwrócenie uwagi, ale poradzę sobie. - odpowiedziała, próbując sobie przypomnieć, z kim w ogóle rozmawia. Dopiła kilka łyków szampana, ignorując spojrzenie przesuwające się po jej sylwetce, bo mężczyźni po alkoholu i w takich miejscach po prostu tak robili. - Powinien Pan wrócić do gości.
- Miałaś mnie odwiedzić, Panno Prewett z mamą, na herbatę. - kontynuował, jak gdyby nigdy nic, ujmując jej dłoń i całując wierzch, na co mimowolnie pokręciła głową z niedowierzaniem, uśmiechając się raz jeszcze i cofając pół kroku.
- Nie powinien Pan tego robić. Powinien Pan wrócić na przyjęcie, jestem przekonana, że znajdzie Pan tam odpowiednią partnerkę, bo jak Pan słusznie — mam nadzieję — wywnioskował, nie jestem specjalnie zainteresowana Pańskim towarzystwem.
Starała się oczywiście brzmieć uprzejmie, uśmiechać i nie robić żadnej sceny, gdy cofnęła dłoń z jego uścisku. Miała inne problemy na głowie niż nachalny idiota. Jej spojrzenie powędrowało w stronę okien prowadzących do sali, ale przez cholerne witraże, nie mogła nic podejrzeć. Zacisnęła wargi, kręcąc na samą siebie głową. Absolutnie nie powinna tak robić, a jednak kierował nią impuls, który ciężko było powstrzymać. To przez to, że się zgodził dziś z nią pójść i dlatego się tak martwiła. Wcale nie była zazdrosna. Dlaczego miałaby być zazdrosna?
- To bardzo nieuprzejme z Panienki strony. Słyszałem, że szuka Pani męża.
- Obawiam się, że źle Pan słyszał. - ściągnęła brwi nieco zaskoczona i przede wszystkim wyrwana z zamyślenia, lustrując go wzrokiem, zanim wywróciła oczami i zwyczajnie go minęła, chcąc wrócić do sali. Musiała sprawdzić godzinę, może mogli sobie już stąd pójść?
- Proszę chwilkę zaczekać, porozmawiajmy.
Naprawdę? Westchnęła ciężko, odkładając w połowie pełen kieliszek na jedną z donic i obróciła się w jego stronę, krzyżując ręce pod biustem. Dlatego właśnie nie bywała w domu, nie bywała na takich przyjęciach, bo jak niby miała już pozbyć się problemu w sposób miły i kulturalny, żeby matka się nie wstydziła?
- Pan się chyba trochę zapomina.
- Ja mam same dobre intencje! Powinna Panienka obejrzeć mój ogród. Nalegam. - powtórzył z uśmiechem, dopijając zawartość swojej szklanki i łapiąc ją za nadgarstek, przyciągnął do siebie. Skrzywiła się mimowolnie, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Może nie była silna i miała drobne dłonie, ale zwykle umiała radzić sobie z takimi delikwentami sama.
- Radziłabym, żeby Pan mnie puścił, zanim narobię Panu problemów.
Wyprostowała głowę, tym razem bez cienia swojego uroczego uśmiechu, wymownie wyszarpując dłoń. Najchętniej złamałaby mu nos, ale matka wtedy by ją zabiła.


RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 17.05.2023

No tak, jak mógł w ogóle o tym zapomnieć - Pandora była oazą spokoju. Niczym ten wyciszony kwiat lotosu na spokojnej tafli jeziora? Niczym wagon pełen medytujących tybetańskich mnichów? Mogło tak jak najbardziej być pomimo tego, że dawała przesłanki o tym, że wcale tak nie było. Ale z drugiej strony kim był Hjalmar aby się tym przejmować? Nie był specjalistą w tej dziedzinie, a jedynie znał się na obserwowaniu zwierzyny... Może stąd akurat był w stanie to zauważyć?

- Na pewno nie lepiej od Ciebie - zapewnił ją i tym samym odwdzięczył się komplementem. Może rzeczywiście nie taki straszny pingwin jak go malują? Gdyby te wszystkie galowe stroje nie krępowały, aż w takim stopniu możliwości ruchu, to Hjalmar mógłby częściej w nich chodzić. Jednak tak nie było, więc musiał decydować się na bardziej sprawdzone metody takie jak lniane, luźne koszule - te zresztą też robiły robotę.

Wzruszył ramionami do młodszych dziewczyn. Słowa Pandory były proste, wyraźne, a przede wszystkim dosadne. Krótki, zwięźle i na temat informowały je o ewentualnej możliwości pożyczenia Nordgersima na ten wieczór. Według tego co powiedziała Prewettówna, Islandczyk miał zajęty cały wieczór, więc kuzynki musiały szukać szczęścia innego dnia. Randka? Uniósł brew, starając się nie być zdziwionym, jednak bezskutecznie. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw - po raz kolejny został zaskoczony. Prawdę mówiąc, wszystko go tu zaskakiwało albo wprawiało w jakieś mniejsze, bądź większe osłupienie.

- Ja się zawsze dobrze bawię. Nie musisz się przejmować - zapewnił ją. Jeszcze tylko tego brakowało aby się dodatkowo stresowała tym, że on się źle bawił. Hjalmarowi do szczęścia był potrzebny pełny brzuch i butelka gorzałki. O ile to pierwsze zostało już odhaczone, tak wszystko wskazywały na to, że drugie w niedalekiej przyszłości też zostanie. Koniec końców znajdowali się na bankiecie - alkoholu tutaj było pod dostatkiem i Islandczyk na pewno znajdzie sobie coś do picia. Coś co pozwoli mu się wyluzować i przybrać postawię misia, zostawiając niedźwiedzia daleko w tyle.

Nordgersim już się pogubił w tych ich wszystkich relacjach. Za dużo imion musiał zapamiętać, dlatego był lekko zdezorientowany kiedy powiedziała o szukaniu narzeczonego dla Su. A Su to nie była w ciąży? Nie do końca rozumiał kto był córką kogo i dlaczego. Albo kto z kim, co i czemu. Aby to lepiej zrozumieć, potrzebowałby raczej kawałka papieru i dużo wolnego czasu w celu rozrysowania sobie mapki relacji - chociaż to i tak mogłoby zawieść. Nie widząc innej możliwości jak po prostu przytaknięcie, nie zrobił nic innego niż kilkukrotne poruszenie głową mające na celu zgodzenie się z tym co powiedziała.

Jeden taniec Hjalmar. Dasz radę. Nikogo nie pobijesz. Nikomu nie zrobisz krzywdy Dodawał sobie otuchy kiedy młoda Turczynka wyciągała go na parkiet. Na całe szczęście dla Islandczyka, muzyka, która właśnie leciała była całkiem rytmiczna i huczna, a nie spokojna. Jeszcze tylko tego by brakowało aby musiał tańczyć wolny taniec z Deniz.

Kiedy znaleźli się na przeciwko siebie, przystąpił od razu do działania. Wcześniej zaczniesz, szybciej skończysz Pozwolił sobie prowadzić Deniz w tańcu, zmieniając co kilka bądź kilkanaście kroków kąt na który miał widoczność. Taki zabieg pozwalał mieć mu zawsze Pandore gdzieś na horyzoncie. Kiedy ta znikała, przechodząc do kogoś innego, Hjalmar wykonywał obrót swoją taneczną partnerką, wykorzystując chwilowe zamieszanie do zmiany swojej pozycji. Z boku mogło to wyglądać jakby nawet znał się na tańcu w jakimś stopniu, prawda jednak była bardziej tragiczna - nie miał zielonego pojęcia co robił, a jedynie chciał mieć Prewettówne na oku.

Ta piosenka trwała całą wieczność. Nordgersimowi wydawało się, że ten taniec trwa już tydzień albo nawet miesiąc. Kiedy wszystko wskazywało na to, że melodia się kończy, grajkowie hucznie dogrywali kolejne struny, po raz kolejny porywając ku ucieszy gości, do tańca. Pandora zniknęła gdzieś na tarasie, a jakakolwiek próba obrotu Deniz nie przynosiła sukcesu. Nie ważne jak bardzo starał się zmienił kąt, miejsce czy nawet partnerkę - nic nie pomagało. Jego ulubiona Turczynka się rozpłynęła. Jedyne co mu pozostało to obserwować wyjście na taras.

Po kolejnym obrocie młodej damy, zauważył, że jakiś jegomość ze szklanką udaje się w kierunku wyjścia na taras, na co tylko pokiwał przecząco głową ale nie pozwolił aby uśmiech opuścił jego twarz. Za wszelką cenę próbował się nie zdradzić, że jego zainteresowanie jest kilka, bądź kilkanaście metrów dalej, zamiast być skupionym na kokietującej go Deniz.

Nie zareagował jako, że każdy mógł tam wyjść. Przez moment skupił się na tym aby przypadkiem nie podeptać stóp młodej dziewczynie. Ta chwila nieuwagi, kosztowała go przeżyciem małego szoku. Kiedy po raz kolejny skierował swoje oczy w kierunku tarasu, ujrzał jak ten sam gnój - bo tak trzeba go teraz nazwać - odważył się złapać Pandorę i wykorzystując przewagę swojej siły, przyciągnąć do siebie. Miarka się przebrała Mimowolnie przekręcił głowę raz w lewo, a potem w prawo, aż nie coś mu tam nie strzyknęło. Hjalmar zaczął się gotować, niemal do czerwoności. Misiek odszedł w zapomnienie, a niedźwiedź zaczął wkraczać na salony. I to nie byle niedźwiedź. Wściekły, zły i zdenerwowany...

- Deniz, złotko. Muszę Cię przeprosić na chwilę - powiedział, puszczając jej dłonie w tańcu i nie czekając na żadne słowa z jej strony skierował się na taras. Po drodze przepchnął kilka osób na boki z użyciem swoich dłoni. Było to w miarę kulturalne utorowanie sobie drogi, pozbawione jednak wszelkich zwrotów grzecznościowych, na które aktualnie nie miał ani chęci ani czasu. W drodze do Pandory, podwinął sobie rękawy od koszuli jako, że wiedział czym to się skończy.

Podejście do tej dwójki nie zajęło mu długo. Szedł sprawnie i w pewnym transie. Kiedy znalazł się za nimi, Prewettówna mogła zobaczyć rozwścieczoną twarz Hjalmara za plecami jej 'adoratora'. Islandczyk nie czekał na żaden znak i rozpoczął pacyfikację mężczyzny - Przepraszam... - zaczął zdenerwowanym, wręcz wkurwionym głosem, a następnie poklepał po ramieniu prowodyra tego wydarzenia. Jego akcja zakończyła się całkowitym sukcesem, który pozwalał mu osiągnąć to co sobie założył - odwrócenie uwagi w swoim kierunku. Kiedy tylko tamten gnój, zerknął za plecy, tym samym ukazując swoją twarz Islandczykowi, został przywitany w całkiem drastyczny sposób. Hjalmar bez zastanowienie odchylił swoją głowę do tyłu, a następnie sprawnym ruchem przydzwonił w głowę przeciwnika. To był jednak dopiero początek...

Lewą ręką złapał go za przysłowiowe fraki - w tym wypadku za jego koszulę i podniósł z ziemi, jako że zaskoczony piękniś, upadł po ich 'zapoznaniu' - Ertu heyrnarlaus skilurðu það ekki? - zapytał po Islandzku, a następnie nie czekając na odpowiedź, sprzedał koledze prawego sierpowego. W tej chwili nie było mowy o żadnym braniu jeńców, a stojący przed nim facet, musiał zapłacić za swoje grzechy - Nú geturðu kannski lært hvernig á að umgangast konur - dodał, a następnie pozwolił sobie uderzyć go raz jeszcze, zanim puścił go ze swojego uścisku.

Mężczyzna opadł na ziemię, a nadal rozsierdzony Hjalmar stał i wpatrywał się w niego, zastanawiając się czy nie powinien mu jeszcze czegoś zrobić - na przykład większej krzywdy niż do tej pory. W jego oczach była czysta nienawiść, a po miłym miśku, którego Pandora oddała w ręce Deniz, nie pozostał ani włos. Bez większego problemu można było odnieść wrażenie, że Nordgersim był w swego rodzaju amoku, który ciągle trwał i nic nie wskazywało, że ten miał ustąpić.




RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 17.05.2023

Wiedziała, że mówienie mu, że jest spokojna, było absolutnie bezsensu, ale samoistnie te zapewnienia uciekały jej spomiędzy warg, jakby próbowała nie tylko przekonać jego, ale i uwierzyć w to sama. Miał jednak to szczęście lub też nieszczęście, że zachowywała się nim swobodnie, a do tego był dobrym obserwatorem i wywnioskowanie, że owa tafla daleka było od stałej i łagodnej, nie było trudne.
- No nie wiem, wszyscy spoglądają na Ciebie, nie na mnie. - mnóstwo było dziewcząt w sukienkach dookoła, a blondyn o niebieskich oczach i zupełnie odmiennej od tureckiej sylwetce był jeden. Nie znaczyło jednak, że mu nie uwierzyła na komplement, bo mimowolnie palcami wygładziła gładki, czerwony materiał. Z pewnością jej sukienka była najprostszą i najmniej ekstrawagancką na sali, bo odpuściła sobie wybrane przed matkę tiule, jak dla baletnic. Każda koszula właściwie robiła w jego przypadku robotę, ale ta biel i miękkość materiału dodatkowo dawały coś od siebie.
Tak to już było, że na różnych częściach świata, wzajemnie się ratowali. Musiała być dosadna i bezwzględna, bo w innym wypadku małe demony by nie zrozumiały, wierząc, że jak zwykle ją przekonają. I pewnie byłyby w stanie to zrobić, podchodząc do sprawy z większą delikatnością. Prawda była taka, że nie chciała w ogóle go im pożyczać, nawet na ten obiecany taniec, ale zwyczajnie nie dopuszczała do siebie tej myśli, bo była trochę przerażająca. Zerknęła w jego kierunku, gdy uniósł brwi, nie będąc pewną, czy aby nie przesadziła z określeniem ich wspólnego przyjścia na przyjęcie oraz późniejszych planów, o których na dobrą sprawę wiedzieli tylko oni i chyba matka Pandory — może z wykluczeniem butelki raki, która tkwiła przygotowana do wyjścia w odpowiednim miejscu, zaraz obok wiklinowego kosza z jedzeniem.
- Mhmm. - mruknęła jedynie w odpowiedzi, jakby to było takie proste, zwłaszcza gdy zdawała sobie sprawę z przytłaczającej energii jej rodziny oraz domu. Wcale mu się nie dziwiła, że mylił Ismet z Su, bo obydwie zostały z nimi najdłużej i zachowywały się w najbardziej cywilizowany sposób. Łatwo było się pomylić, gdy kilka familii mieszkało pod jednym dachem. Sam jej dziadek miał dwóch braci i jedną siostrę, których potomkowie tkwili rozsypani po sali bankietowej.
Deniz była zapatrzona w niego jak obrazek, jej błyszczące oczy wpatrywały się w jego twarz i ramiona, a uśmiech nie schodził jej z twarzy. Niebieska sukienka podkreślała jej karnację i ciemne oczy, a proste, sięgające ramion włosy, miała częściowo upięte. Zadawała mu pytania, rzucała nawet nazbyt dwuznaczne słowa, wplecione dyskretnie pomiędzy jej zafascynowane odpowiedzi. Jej dłonie trzymały go pewnie, dając się prowadzić. Plusem było na pewno to, że nie była tak głośna i nieprzewidywalna, jak Pandora, dając mu zwyczajnie kierować tym tańcem, czasem nazbyt blisko — zupełnie przypadkiem oczywiście, przysuwając się do niego.
Prewettowna wiedziała, że nie powinna się gapić i była pewna, że w pewnym momencie — jak zaraz nie pójdzie od tych ludzi, nie zostawi swojej nazbyt bystrej, gdy nie potrzeba matki, to i Hjalmar zauważy. Nie mogła w ogóle skupić się na prowadzonych rozmowach, okazjonalnie prychając pod nosem pomiędzy upijaniem szampana, gdy dostrzegała działania swojej młodej kuzynki. Zbyt młodej. Skąd ona w ogóle umiała takie rzeczy? Mimowolnie rozejrzała się w poszukiwaniu jej rodziców, ale ludzi było tyle, że nie mogła ich znaleźć. . Gdy raz czy dwa ich spojrzenia się spotkały, uśmiechnęła się tylko niewinnie, mając nadzieję, że z tej odległości nie było widać subtelnego rumieńca na jej policzkach. Jeszcze by tego brakowało, żeby cokolwiek zauważył. Musiała trzymać zdrowy dystans, taki miała przynajmniej plan. Taras był doskonałym pomysłem, aby odetchnąć. A najlepsze w nim było to, że matka doskonale wiedziała, jak czasem mogła jej córka skończyć i gdy było trzeba, użycie przypadkowych słów o gorącu i braku powietrza, mogło dać jej trochę przestrzeni. Nawet jak na Pandorę, działo się zbyt dużo — zwłaszcza w jej głowie i nie mogła poradzić sobie z bodźcami, które nie do końca umiała wytłumaczyć.
- Oh, złotko? - Deniz przyłożyła dłonie do policzków, przyglądając mu się z roziskrzonymi oczami i odprowadzając go wzrokiem, wydając z siebie głośniejsze westchnięcie, gdy podwinął rękawy od eleganckiej koszuli.
Jej zbawienie okazało się pułapką i irytującym jegomościem, który zapomniał chyba o dobrych manierach, niesiony siłą procentowych trunków. Czując uścisk na nadgarstku, wbiła w niego chłodne spojrzenie, dając mu ostatnią szansę, zanim narobi mu problemów takich, że na żadnym przyjęciu go nie będą chcieli. Wtedy też właśnie jej oczy, gdzieś za plecami Turka, dostrzegły znajomą, niebezpiecznie szybko zbliżającą się postać. Wyraz jego oczu i znacznie ciemniejszy niż normalnie odcień tęczówek przypominał burzowe niebo, a nie łagodny błękit i zdała sobie sprawę, że na zwykle Hjalmarowej twarzy, malowała się złość. - Uprzedzałam, że nie powinien Pan tego robić i naprawdę, jeszcze zdąży Pan.. - rzuciła cicho, przesuwając spojrzenie na mało bystrą twarz, zanim jej uszu dobiegł znajomy głos. Nie zdążyła nawet zareagować, bo pogrążony w jakieś dziwnej furii Niedźwiedź zupełnie się nie cackał. Zasłoniła usta dłonią, którą jeszcze chwilę temu trzymał, zanim rozległ się stłumiony jęk i jakieś wyzwiska, zaraz po huku, który od uderzenia przeciął panującą dookoła cisze. Miała wrażenie, że wstrzymała oddech, cofając się pół kroku i wbijając w blondyna może nazbyt zaskoczone spojrzenie, pomyślała tylko, że on go po prostu zabije. Był wyższy, większy i silniejszy. I trzeźwy. A może właśnie alkohol tego człowieka ratował? Tacy ludzie byli podobno bardziej elastyczni. Trzymana przez niego szklanka rozbiła się o taras, jakby hałasu było mało. Nie czuła nawet, jak na jego uderzenia odwracała lub zaciskała spojrzenie, nie była pewna właściwie. I kolejny, który uwieńczył ślad krwi na głowie miśkowej ofiary. Wbiła sobie paznokcie w skórę, próbując doprowadzić się do jakiegokolwiek pionu.
- Hej, hej.. - zaczęła w końcu łagodnym i delikatnym głosem, mijając leżące ciało — miała nadzieję, że nie trupa, ale z obawy przed tym, że Islandczyk jeszcze nie skończył, nie mogła tego sprawdzić — i stanęła przed nim, zasłaniając mu widok. Zacisnęła jego dłonie w swoich dość mocno, ale bez cienia zbędnej tam siły. - Nie warto, nie brudź sobie nim rąk. Zrozumiał, naprawdę. - odciągnęła go nieco na bok, chcąc, żeby faktycznie skupił się na niej. Po co kusić los? - Spójrz na mnie Niedźwiadku, już dobrze. - wbiła w niego spojrzenie, próbując wyłapać znajomy błękit, ale gdy przez pierwsze sekundy nie odniosła żadnego sukcesu, obydwie jej dłonie znalazły się na jego policzkach, gładząc je delikatnie. W szpilkach było jej na szczęście trochę łatwiej, nie musiała stawać na palcach. Nawet dla niej ten granat w jego oczach był odrobinę straszny, nie była zupełnie przyzwyczajona i chyba nawet na nią nie był wcześniej tak zły, a przecież doprowadzała go do szału.
Słysząc kroki, odwróciła głowę i spojrzała przez ramię, przenosząc dłonie tak, że trzymała go obydwoma za jedno przedramię, bo przecież gdyby została z nimi na policzkach, zaraz narobiłaby mu kłopoty. Szepty, rozmowy, chaos, komentarze i biedny Kerem z kolegą, który kucał przy nieprzytomnym mężczyźnie, sprawdzając, czy w ogóle przeżył spotkanie z bestią. Nie mogło oczywiście zabraknąć jej matki, wyraźnie niezadowolonej z zakłócania przyjęcia i zakrwawionych płytek. Posłała córce pytające spojrzenie, krzyżując ręce pod biustem.
- To nie jego wina, pomógł mi po prostu. Ten Pan nie rozumiał słowa nie, był nachalny. - wyjaśniła krótko, wbijając czekoladowe tęczówki w spojrzenie swojej rodzicielki, która rozchyliła usta i aż się zapowietrzyła, spoglądając zaraz w dół i ukradkiem odrobinę kopiąc leżącego, wydała kilka poleceń po turecku do swoich pracowników, a potem zaczęła, wypraszając gości znów na salę z przyjęciem i mówiąc, że zupełnie się nic nie stało. Wzięła głębszy oddech, czując, jak szybko bije jej serce i jak wiele głosów, słów, spojrzeń dociera do jej umysłu. A wcale ich tam nie chciała. Spróbowała się nawet uśmiechnąć, rzucić jakieś słowa wyjaśnienia, ale pojawiła się Deniz razem ze swoją matką, ciągnąc ja w ich stronę. Kwintesencja tego nonsensu tłumaczyła cos prędko kobiecie po turecku, wskazując przy tym na swoją klatkę piersiową, a brunetka aż zbladła, jakby doskonale wiedziała, co za chwilę usłyszy. Nie znała płynnie języka swojej rodziny, umiała trochę zrozumieć z zasłyszanego dialogu, wyciągnąć z kontekstu.
- No i powiedział "złotko", a czy istnieje cenniejszy kruszec? - Pandora zaśmiała się pod nosem, przesuwając dłonią po okolicy swoich ust, aby to zasłonić i posłała mu krótkie spojrzenie z uniesionymi brwiami, zanim wróciła uwagą do kontynuującej małolaty. - Powinnam zostać jego żoną, u nas w rodzinie jest du...
Nie była pewna, czy najpierw zlewały się jej w całość kolejne słowa i dyskusje, czy może zrobiło się jej ciemno przed oczami. A może znów poczuła paraliżujące przerażenie na myśl o tym, że nie dość, że ciągnięty gdzieś facet z rozbitą głową mógł umrzeć, a ona najzwyczajniej w świecie była jednak zazdrosna o swoją kuzynkę? Zupełnie, jakby ktoś zatrzymał wszystkie trybiki mechanizmu, wyłączając jej jakąkolwiek świadomość.
- Naprawdę, teraz? - rzuciła ciężko Ayday, gdy pozbyła się już wszystkich gości z tarasu i odwróciła się, dostrzegając swoje jedyne dziecko, lecące niczym kłoda. - Mówiłam jej, tłumaczyłam. - przesunęła dłonią po oczach, a następnie ruchem dłoni wygoniła Deniz i jej matkę na salę, co spotkało się z oburzeniem i protestem ze strony nastolatki, która jednak została pociągnięta za rękę. Kerem zamknął za nimi drzwi tarasowe. - Wszystko w porządku? Nie przejmuj się nią, to się zdarza. - wyjaśniła mu, podchodząc i przesuwając dłonią po twarzy Pandory, zgarnęła kosmyk włosów za ucho. - Chcesz zostać na przyjęciu? Kerem może ją zabrać do pokoju.
Podniosła na niego pytające spojrzenie, bo przecież był tu gościem i tak naprawdę, to pomógł jej córce. Miała chyba u niego dług, a Ayday bardzo szybko je spłacała.


RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 17.05.2023

Od tego koniec końców mieli oczy - do patrzenia na innych, a dodatkowo oceniania czy wyrażania swojej dezaprobaty na różne tematy. Gdyby znaleźli się na Islandii, to Pandora byłaby głównym obiektem zainteresować, chociaż raczej nie w takim stopniu co Hjalmar tutaj. W gruncie rzeczy, takie zachowanie reszty gości nie przeszkadzało jakoś bardzo Nordgersimowi. Miał się dobrze bawić i niczym nie przejmować - to właśnie robił.

Mruknięcie Prewettówny nie brzmiało zbyt przekonująco ale nie skomentował tego w żaden sposób. Nie chciał dodawać jej do pieca, a przynajmniej nie w tym momencie. Miała wystarczająco dużo problemów na swojej głowie, a robienie kłótni o taką drobnostkę, na pewno by w niczym nie pomogło.

Miał dobry wzrok i był całkiem spostrzegawczy ale nie dostrzegł rumieńca na twarzy Pandory kiedy złapali się wzrokiem. Może nie miał wystarczająco dużo czasu? Może nie chciał się całkowicie zdradzać przed Deniz? Albo po prostu tego nie zauważył pomimo swojej percepcji. I to właśnie raczej ta trzecia opcja była tą poprawną w tym dylemacie. Jego zmiany kąta widzenia pozwalały mu na maksymalnie kilkanaście sekund spoglądania w dane miejsce zanim musiał powtórzyć cały proces od nowa - a to nie pomagało w obserwacji Turczynki.

Co innego miał powiedzieć do Deniz jak nie 'złotko'? Musiał wykorzystać jakiś grzecznościowy zwrot, najlepiej taki, który mógłby wprawić ją w osłupienie czy lekki szok - to pozwalało mu wykorzystać ten moment na ulotnienie się w kierunku tarasu. Z drugiej zaś strony mógłby bez słowa odejść albo wymyślić coś dużo gorszego. Nie chciał jednak wyjść na gbura lub chama, więc postąpił w ten, a nie inny sposób. To była zresztą uczciwa wymiana - on powiedział w ładny sposób do młodej kuzynki, a ona pozwoliła mu się oddalić na jakiś czas.

Ten prawdziwy cham i prostak, który ośmielił się podnieść swoją paskudną dłoń na Pandorę, musiał dostać za swoje. Coś co szybko udowodniłoby mu, że z Prewettówną się nie zadziera, a już na pewno nie, kiedy jej ochroniarz jest tuż obok i wszystko obserwuje. Hjalmar wiedział, że jest silny i ma troszkę tej krzepy czy pary w swoich łapach. Nie spodziewał się jednak tego, że ten mężczyzna upuści swoją szklankę i posłusznie przyjmie kolejne ciosy. Zarówno jęk jak i rozbite szkło nie pozwalało zachować całego precedensu w ciszy, a co gorsza wymuszało na reszcie gości, jakąś interwencję - chociażby taką, która sprawdziłaby stan tego nieszczęśnika.

Do trzech razy sztuka... Nordgersim już się miał szykować do wyprowadzenia kolejnego ciosu, który miał w definitywny sposób zakończyć żywot tego dręczyciela ale coś go powstrzymało... Nawet nie coś, a ktoś - Pandora. Na jej słowa, przez jego twarz przeszedł mały grymas, krótki impuls wyrwania z amoku i powrotu do rzeczywistości. Jeszcze z nim nie skończyłem Ciągle wpatrywał się w rany na twarzy ofiary. Otworzył usta jakby chciał coś odpowiedzieć, jednak nie dał rady. Nie był w stanie wyłowić z siebie ani słowa ani nawet pomruku - niczego. Stał po prostu przez krótką chwilę z otwartą buzią, powoli chyba rozumiejąc co tu się właśnie stało, a raczej to co on tutaj zrobił. Dopiero moment w którym złapała go za poliki, sprawił, że ten powrócił do żywych, a wściekły i rozjuszony niedźwiedź zaczął odchodzić w zapomnienie - Dobrze... - powtórzył po dziewczynie, kiwając kilku krotnie głową na potwierdzenie swoich słów. Wzrok miał nadal pusty, lekko nieobecny jednak już nie tak gniewny jak minutę temu.

- Ja... Nie wiem... - spróbował dodać coś na swoje wytłumaczenie, lecz po raz kolejny nie był w stanie. Hjalmar bił się w tym momencie z własnymi myślami. Po ukończeniu Durmstrangu obiecał sobie, że nie będzie już takim człowiekiem co kiedyś. Że nie będzie bił ludzi 'tak o', a teraz właśnie miał na rękach krew niewinnego człowieka. Chociaż czy aby na pewno był on taki niewinny? Czy jednak była możliwość usprawiedliwienia zachowania Islandczyka w zaistniałej sytuacji? Nie wiedział i raczej nie chciał się dowiedzieć. Co teraz? Powinienem uciekać? Koniec końców ten facet napastował córkę Ayday, a on tylko przybył jej z odsieczą, niczym rycerz na białym koniu... W tym momencie jednak w białej koszuli i na pieszo - bo do koni to miał lekką awersję. No cóż, jaki kraj, taki rycerz.

Hjalmarowi do szczęścia brakowało tylko aby przyszła tutaj Deniz. Ta jednak była nie zawodna i nie dosyć, że się pojawiła, to jeszcze przyprowadziła swoją rodzicielkę. Nie dosyć, że już zrobili pokaz wieczoru, to jeszcze małolata zaczęła coś wspominać o 'złotku'. Zauważył spojrzenie Pandory, więc odpowiedział jej tym samym. Uniósł jednak barki do góry, nie mając pojęcia jak powinien zareagować. Koniec końców zwrócił się do młodej dziewczyny w ten sposób tylko dlatego, aby zyskać trochę czasu, a nie bo tak chciał czy nawet czuł potrzebę do wypowiedzenia tego. Zostać moją żoną? Brwi powędrowały mu mimowolnie do góry. Co to za jakieś brednie? To właśnie wybicie z rytmu, spowodowane słowami Deniz, sprawiło, że Islandczyk nie był w stanie złapać Prewettówny, a jedynie podłożyć jej rękę, aby w chociaż w minimalnym stopniu zniwelować upadek albo impet z jakim miała uderzyć w podłogę.

- Pandora? Halo? - zerwał się na kolana, klękając obok dziewczyny. Na twarzy miał wymalowaną całkowitą panikę, która była wymieszana z zaskoczeniem. Nie wiedział co powinien zrobić, jak pomóc czy zareagować. To moja wina? Serce aż zabiło mu mocniej w stresowej sytuacji. Przyłożył swoją dłoń do jej twarzy, a następnie ją lekko poklepał - Pandora? Pandora? - nawoływał do Turczynki jakby to ją miało co najmniej wybudzić z jakiegoś snu. Na nic to się jednak nie zdało.

Nie przejmuj się? Jak ja mam się kurwa nie przejmować?! Chciał przez moment ryknąć na kobietę za słowa, które skierowała w jego kierunku, jednak na całe szczęście się powstrzymał i wyraził swoją dezaprobatę ciężkim wypuszczeniem powietrza - Nie, mi już chyba wystarczy przyjęć na dzisiaj. Proszę złożyć w moim imieniu najszczersze wyrazy przeprosin poszkodowanemu. Gdyby miał jakieś roszczenia w moim kierunku proszę go ze mną skontaktować. Z góry bardzo dziękuję - kiwnął przecząco głową do Kerema aby dać mu znać, że nie będzie potrzebować jego pomocy. I tak miał już dość tego całego balu, a każda kolejna sekunda pobytu na nim, zwiększała ryzyko, że ujrzy tamtego mężczyznę i tym samym będzie chciał dokończyć swoją robotę - Ja się nią zajmę - odparł, a następnie ułożył sobie Pandorę na rękach jakby odnosił śpiącą siostrę do łóżka. Upewnił się za w czasu, że Prewettówna nie wymsknie mu się z rąk i pewnym, lecz powolnym krokiem skierował się do jej pokoju na pierwszym piętrze. On to spierdolił i on teraz miał zamiar to wszystko naprawić - odkręcić w jakiś sposób.




RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 18.05.2023

Pandora zupełnie nie zauważała, czy jest w centrum uwagi, czy też nie jest. Nie szukała nigdy atencji, dobrze było samej lub z ludźmi, których towarzystwo ceniła na tyle, że tylko na nich skupiała swoją uwagę. Zawsze, gdy spędzała czas z Hjalmarem, koncentrowała się przecież na nim i jego samopoczucie, tło nie miało żadnego znaczenia. Nie rozumiała, dlaczego była aż tak zirytowana tym, że obiecał Deniz ten taniec i że ona musiała witać ludzi i prowadzić z nimi konwersacje o tym, co w ogóle nie było ważne i interesujące. A może wiedziała, ale zwyczajnie nie chciała się przed sobą przyznać lub udawała, że to kwestia szampana oraz tego, że był jej gościem. Ramiona zasłonięte dopasowanym, białym materiałem i niebieskie oczy wcale nie ułatwiały jej życia. Naprawdę nie chciała, żeby rumieniec zauważył. I jej gapienie się w sumie też, bo jeszcze ją weźmie za natrętną lub znów nazwie wariatką.
Postąpił bardzo sprytnie, ale umysły nastolatek często dopasowywały narrację pod to, co chciały usłyszeć i jak wiadomość chciały odebrać. Kuzynka Pandory zawsze była romantyczną duszą, która marzyła o historii niczym z bajek — nawet tych mugolskich, a czy był ku temu lepszy kandydat, niż nieznajomy zza morza? Zszokował ją, faktycznie, ale jednocześnie sprawił, że wpatrywała się w niego, jak w obrazek i na dobrą sprawę, gdyby czegoś od niej chciał, zrobiłaby to bez mrugnięcia okiem, widząc w swoich wyobrażeniach białą sukienkę.
Trudno było kłamać, że leżącemu na ziemi w jakikolwiek sposób współczuła, bo skoro do niej się tak zachowywał, mógł robić to samo wobec dziewcząt o znacznie słabszym charakterze, które uległyby i zostały brzydko wykorzystane. Pandora miała zaburzenia strachu, nie odczuwała go, jak normalny człowiek i nawet silny uścisk na nadgarstku nie sprawiłby, że potulnie by się wycofała. Islandczyk nie żartował jednak z tym ochroniarzem, wprawiając ją w osłupienie, ale i w pewien sposób jej imponując, z czego nie do końca jeszcze zdała sobie sprawę. Mężczyzna zupełnie nie spodziewał się ciosu, a alkohol spowalniał jego reakcję. Był też starszy od nich, nie było mu z aktywnością fizyczną po drodze, a tak przynajmniej sugerował piwny brzuch, który wystawał zza fraka odrobinę niechlujnie.
Nie mogła pozwolić, żeby go zabił, nawet jeśli był tylko słabym, biednym i żałosnym człowiekiem, bez cienia dobrego charakteru, czy silnego serca. Reagowała instynktownie, kierowana jakimś impulsem, bo tak naprawdę nie miała pojęcia, co na niego zadziała. Chwycenie samych dłoni nie wystarczyło, podobnie jak próba skierowania go w drugą stronę i musiała sięgnąć po bardziej dosadne metody. Miał rozgrzane policzki, nie tak blade, jak wcześniej na Islandii, tureckie słońce zrobiło swoje. Wpatrywała się w niego najłagodniej, jak umiała, kciukami gładząc skórę, chcąc, żeby po prostu się uspokoił. - Nie denerwuj się, wszystko w porządku. Zaufaj mi. - kolejne słowa uciekły spomiędzy jej warg dosadnie, ale cicho, bo nie podobał się jej wciąż odcień jego tęczówek. Nie były tak błękitne, tak jasne, jak zwykle. Zdzieliłaby go chyba po głowie lub pociągnęła za włosy, gdyby umiała czytać w myślach, gdzie debatował nad robieniem z siebie tego złego, bo tak naprawdę to zrobił to, co powiedział jej przed przyjęciem — był faktycznie jej ochroniarzem. Owszem, nie sądziła, że wścieknie się aż tak, ale nie mogłaby mieć mu za złe. Bicie ludzi nie było dobre, Pandora była ostatnią osobą, która byłaby skłonna do przemocy, ale czasem po prostu taka forma kubła zimnej wody się należała. Miała nadzieję, że zbierany z ziemi człowiek wyciągnie lekcję życia, nauczy się pokory oraz szacunku, bo nigdy nie wiadomo, kto może pojawić się za plecami. On z pewnością nie chciałby być tak potraktowany, jak potraktował ją i powinien to przemyśleć. Trzeba było żyć i zachowywać się wobec innych tak, jak samemu chciało się być traktowanym, a życzliwość oraz uśmiech nic nie kosztowały.
Deniz wybrała doskonały moment, żeby podnieść jej ciśnienie. Niewiele zjadła, była na kilku kawach, po piwie i zbyt dużo nie spała, a do tego stres i to okropnie szczypiące uczucie, które przyprawiało ją o ucisk w sercu i zirytowanie były recepturą na mały epizod. Zapominała o istnieniu swojej przypadłości, wyrzucała ją z głowy, uznając za problematyczną, a gdy już odcinało ją od świata, a potem wracała, udawała, że nic takiego nie miało miejsca. Naprawdę nazwał ją "złotkiem"? Westchnęła, uśmiechając się słodko i uroczo, nie dając po sobie poznać, że przez chwilę miała ochotę kuzynkę udusić, zanim zwyczajnie odleciała.
Brakowało w tym zbiegowisku tylko większego dramatu.
Przynajmniej nie pozwolił jej rozbić sobie głowy, nawet jeśli nabiłaby kilka siniaków — nie szkodzi, robiła to ciągle ze swoją wrodzoną, pojawiającą się w niewłaściwych momentach niezdarnością. Ayday przyglądała się temu chwilę w milczeniu, wypuszczając powietrze w ten sam sposób, co on, ale wcale nie była zdenerwowana. Oczywiście martwiła się o córkę, ale nie było to przecież nic nowego i zaskakującego, ale wywnioskowała po jego minie, że jemu o tych małych wypadkach nie wspomniała.
- Nim się nie przejmuj i nie denerwuj, jak mój mąż się dowie, to dopiero spotka go nieszczęście. A dowie się, zapewniam. Zrobiłeś mi przysługę. Dziękuję, że o nią zadbałeś. - odpowiedziała mu z delikatnym uśmiechem, kolejny raz zdając sobie sprawę, jak wielkim kłopotem potrafiła być jej córka. Przeniosła na niego spojrzenie. - Wszystkim się tu zajmę, Deniz też powinnam uspokoić? Moja siostrzenica bywa bardzo.. Obsesyjna. Chyba że chciałbyś ją za żonę? To też mogę zaaranżować. - wzruszyła ramionami, przesuwając dłonią po jego ramieniu z podziękowaniem — tym razem opartym tylko na geście, a potem kiwnęła głową na Kerema, mówiąc mu o sprzątnięciu bruku, skoro pozbyli się już z niego śmieci. Nie chciała tu żadnej krwi. A potem zniknęła wewnątrz sali, zajmując towarzystwo i zapewne niszcząc opinie wywleczonego poza posiadłość mężczyzny.
Nigdy nie była nieprzytomna zbyt długo, raptem kilka krótkich minut. Miarowe kołysanie i ciepło sprawiły, że wydała z siebie ciche mruknięcie, przesuwając policzkiem po materiale jego koszuli, a potem uniosła dłoń, przesuwając palcami po powiekach. Zupełnie, jakby ktoś ją po prostu zresetował, a teraz miało być tak, jakby nic się nie wydarzyło. Przez chwilę dostrzegała wszystko w rozmazaniu, jednak gdy wróciła jej ostrość, rozejrzała się najpierw dookoła, a potem spojrzała w górę, odrobinę zdezorientowana. Nie byli już na przyjęciu. Czy ta Deniz jej się uroiła? A do tego na korytarzu było przyjemnie i chłodno. Gdy przymknęła oczy, jej uszu dobiegł jeszcze jeden dźwięk, taki, który bardzo się jej spodobał. Rytmiczny i uspokajający. - Dwa razy w ciągu dnia? Jak będziesz mnie tak rozpieszczał, to nie będzie odwrotu. - mruknęła cicho, uśmiechając się lekko, a jej dłonie przesunęły się wyżej, obejmując jego szyję. Swój ambitny plan trzymania się od niego z daleka mogła zacząć realizować za kilka minut. - Najpierw jak na Niedźwiedziu, potem, jak worek kartofli, a teraz awansowałam na księżniczkę. Będę musiała Ci się odwdzięczyć. - kontynuowała, pozwalając sobie na delikatny ruch ramion i jeszcze na chwilę przymknęła oczy, łapiąc głębszy oddech. Czuła się znacznie lepiej, swobodniej niż przed dziesięcioma minutami. - Wszystko w porządku z Twoimi dłońmi? Nic Ci się nie stało? - zapytała jeszcze odrobinę gwałtowniej, przenosząc spojrzenie w poszukiwaniu jego rąk, mając na twarzy wymalowaną odrobinę zmartwienia. Ściągnęła brwi, spoglądając na niego z dołu, chcąc cos dodać, ale widocznie ugryzła się w język.
Gdy drzwi do jej pokoju się za nimi zamknęły, a ona wylądowała na własnych nogach — co w szpilkach w pierwszej chwili wyszło dość chwiejnie, znów odetchnęła. Ruchem głowy odgarnęła na plecy pasma prostych włosów, jednocześnie podnosząc na niego wzrok. Czy nadal miał takie ciemne tęczówki? - Znowu się przeze mnie zdenerwowałeś. - zauważyła głosem z odrobiną wyrzutów sumienia, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Nie wspominając, ze znów mu robiła kłopot. Jakim cudem nie miał jeszcze jej dość? Zacisnęła na chwilę usta, dostrzegając, że wciąż trzymała dłonie na jego ramionach, poniekąd się podtrzymując, a poniekąd dlatego, że chciała. - Dziękuje, że mi pomogłeś.


RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 19.05.2023

Nie tylko poliki miał w tym momencie rozgrzane. Prawdę mówiąc był po prostu zagotowany, bo jak miał nie być, kiedy widział tak podłe zachowanie. Najsmutniejszy dla Hjalmara był tylko jeden fakt - nikt inny nawet nie zareagował czy nie zwrócił uwagi na krzywdę drugiej osoby. Dopiero kiedy szklanka rozbiła się o podłogę, a mężczyzna z obitą twarzą wylądował na podłodze, całe towarzystwo zainteresowało się sprawą. I to zapewne tylko dlatego, że ktoś w końcu dostrzegł zamieszanie - gratkę dla spragnionego i lekko zanudzonego oka. Czy to było normalne w tym społeczeństwie? Czy tak wszystkim wpajano od najmłodszych lat, że lepiej przymknąć oko, niż zaryzykować i zawieść? Nie pojmował tego ale się trochę nie dziwił. Tutaj wszystko było na odwrót...

Słowa, jak i gesty Pandory, pozwoliły mu ponownie zacząć panować nad sobą. Gdyby tylko wiedział, że pobicie tamtego faceta spowoduje całą falę nieszczęśliwych wydarzeń, zapewne postąpiłby inaczej. Poprosił go aby się odczepił od Prewettówny albo wymyślił cokolwiek innego niż przysłowiowy cios w nos. Chociaż czy nie mówi się, że nieszczęścia chodzą parami?

Jak mam się nie denerwować?! Nadal tego nie pojmował. Pandora runęła jak długa na podłogę. Jak można się w takim momencie nie przejmować ani nie obawiać? Kobieta jednak nie brzmiała na zaskoczoną - jakby takie akcje były na porządku dziennym. Jednak czy nie należało się obawiać każdego takiego przypadku? W końcu nie wiadomo czy danym razem nie jest to coś poważniejszego, niż zwykłe "odcięcie" na kilka chwil. Może akurat był to zawał serca lub inna ciężka choroba? - Nie ma problemu - odparł, chociaż na usta cisnęła mu się całkowicie inna odpowiedź. Dużo bardziej nie miła i uszczypliwa w kierunku jej rodzicielki, coś na zasadzie - "ktoś musi jak widać". Powstrzymał się przed powiedzeniem tego, mimo, że walczył sam ze sobą aby tego nie palnąć - Obawiam się, że nie jest to odpowiedni moment na rozmawianie o jakichś ślubach. A tym bardziej z panienką Deniz, która na pewno odnajdzie się w roli żony idealnie... Ale dla kogoś w swoim wieku, a nie dekadę starszego - dodał, poprawiając Pandorę na swoich rękach, a następnie ruszył w kierunku piętra. Im prędzej się nią zajmie, tym szybciej będzie mógł zniknąć z tej imprezy.

Przemknął bokiem przez sale aby odnieść Prewettówne do jej pokoju. Minę miał poważną, lekko zdenerwowaną, która w żadnym stopniu nie zachęcała do prób zatrzymania lub podjęcia jakiejś interakcji. Dodatkowym 'atutem', który nie przekonywał do rozmowy była krew na koszuli i pięściach - tym samym zyskał argument aby zmienić odzienie wierzchnie na bardziej przystępne. Teraz był niczym ten wilk z watahy, który osłaniał swoje młode - terytorialny, dziki i gotowy do ataku gdyby wyczuł jakiekolwiek zagrożenie. W każdym momencie był również gotowy do ryknięcia w stronę kogokolwiek, kto będzie na tyle odważnym i głupim aby przeciąć jego drogę.

Nordgersim był zbyt zamyślony, zaaferowany całą sytuacją aby wyczuć, że Pandora się ocknęła o czym świadczyły pierwsze mimowolne ruchy. Nadal miał przed oczami wydarzenia sprzed kilku minut. Każde przymknięcie oka na ułamek sekundy to był jeden cios, który w gniewie wyprowadzał w twarz tamtego biedaka. Doszedł do schodów, a następnie ciężko westchnął. Spokojnym krokiem ruszył po nich na górę. Dopiero w połowie drogi na piętro zdał sobie sprawę, że Prewettówna już wróciła do żywych - Jakby ktoś nie zemdlał to by nie potrzebował noszenia - zauważył zgodnie z prawdą - Uważaj bo jeszcze pomyślę, że zrobiłaś to specjalnie - ostrzegł ją, a moment później przeszedł go mały dreszcz, kiedy dziewczyna objęła jego szyję - Szczerze? To wątpię, że mnie udźwigniesz ale może warto spróbować? - zażartował. Chociaż zapewne to byłby bardzo ciekawy widok. W porównaniu do tego co Turczynka widziała przed swoim odcięciem, Hjalmar był teraz opanowany, a jego tęczówki powróciły do spokojnego błękitu, a sztorm odszedł w zapomnienie - Chyba w porządku. Nie wiem. Mało mnie to obchodzi - przyznał, wzruszając ramionami. Nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Nawet jeżeli poraniłby sobie dłonie to nie przejąłby się tym za bardzo - koniec końców te by się zagoiły.

Łokciem otworzył drzwi, które następnie przymknął. Powolnym ruchem odstawił Pandorę na ziemię, nie mając pewności czy aby na pewno będzie w stanie utrzymać się sama na nogach. Mimowolnie zostawił wyprostowane ręce jakby musiał ją złapać, ponieważ ten typ już tak miał - Nie przez Ciebie, a przez tamtego debila. Gdybym miał drugą taką okazję, to nie zawahałbym się ani moment aby zrobić to samo. Tylko upewniłbym się, że już nigdy nie będzie w stanie oddychać o własnych siłach - odparł, upewniając dziewczynę, że to nie jest jej wina. No bo dlaczego miałaby być, skoro to tamten mężczyzna był prowodyrem tych wszystkich wydarzeń? Z perspektywy czasu mógł tylko żałować, że się powstrzymał przed tym trzecim ciosem - Nie musisz dziękować. Nic szczególnego nie zrobiłem... Po prostu się złożyło, że może... Um... - zaczął, a następnie przejechał sobie palcem po szyi, ponieważ się lekko zestresował. Potrzebował szybko wymyślić sobie alibi - Akurat przypadkiem spojrzałem w stronę tarasu i zauważyłem? Ale to całkiem przypadkiem, tak o zerknąłem... - podkreślił, że to było "przypadkiem". Za każdym razem kiwając głową aby upewnić ją, że to właśnie w ten sposób było. No bo tak było, czyż nie?

- Lepiej się już czujesz? Na pewno nie chcesz usiąść albo jakiejś wody? - zapytał, wskazując na jej łóżko. Jeszcze tylko tego by brakowało aby drugi raz tutaj zemdlała. Jeden mały zawał serca wystarczy na tą całą wizytę w Turcji. Powolnym krokiem podszedł do okna i oparł się o parapet - Myślisz, że przeżyje? - ciężko westchnął. Nie był w stanie sobie przypomnieć czy tamtego w ogóle oddychał kiedy Pandora ich rozdzieliła. A pobicie kogoś na śmierć też nie było na liście jego rzeczy, które miał do zrobienia.




RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 19.05.2023

Trudno byłoby ignorować taki widok gościom, czasem coś szepnąć, jednak faktycznie — prezencja z domieszką czerwieni na śnieżnej bieli koszuli i bladej skórze sprawiały, że nikt ich nie zaczepiał i nie zagradzał im drogi. Miał spokój, schodzili mu z drogi. Ayday musiała wraz z Keremem oraz kilkoma osobami szepnąć już jakieś magiczne zaklęcie, bo owszem, dało się wyczuć w spojrzeniach ludzi odrobinę strachu, ale bardziej formę jakiegoś podziwu i szacunku. Tutaj faktycznie było wszystko pokrętne, ludzie bali się wychodzić poza normy społeczeństwa, przejawiać jakąkolwiek formę silnej woli lub pięści, bojąc się wykluczenia. Turcją wciąż zdawały się rządzić te same zasady towarzyskie, jakie były setki lat temu. Kto chciałby wszczynać burdę w domu tak wpływowych ludzi? Poza Pandorą chyba tylko Hjalmar.
Przyglądała mu się w milczeniu, gdy wzrok jej wrócił do normy. Wyglądał poważnie, na twarzy wciąż malowała się odrobina surowości, podkreślana przez rzucane na korytarzu cienie i blade światło wpadające przez wysokie okna. Ślady krwi sprawiły, że poczuła falę wyrzutów sumienia i jakieś złości na samą siebie, że w ogóle go to wplątała. Może nie powinna była się tak przyzwyczajać? Westchnęła bezgłośnie, zanim zaczęła mówić i złapała się jego szyi rękoma, subtelnie zaciskając palce. - Podejrzewasz mnie o takie brzydkie zagrania? No wiesz. - udała oburzoną, ściszając odrobinę głos, aby nie niósł się echem po długim pomieszczeniu. Prychnęła rozbawiona, kręcąc głową i przykładając policzek do jego ramienia, przymknęła na chwilę oczy, oszczędzając mu wlepianie w niego wzroku. - Zawsze warto próbować, może znajdzie się sposób! Zresztą, ustaliliśmy wcześniej, Ty mnie nosisz, a ja Cię karmię. To uczciwa wymiana.
Nie była pewna, czy aby na pewno, ale pozostało jej wierzyć we własne słowa i uparcie się ich trzymać. Cieszyła się, że nerwy oraz złość mu minęły, odzyskał humor, skoro nawet był w stanie zażartować. W głowie wciąż odtwarzała sobie cały ten wieczór, włącznie ze swoją kuzynką i tym całym "złotkiem" i ślubem, na co skrzywiła się nieco pod nosem, mając jednak nadzieję, że przynajmniej potrzebował trochę czasu na zastanowienie się nad tą propozycją matrymonialną, a nie, że za chwilę dowie się, że będą rodziną faktycznie, zresztą i tak już ją traktował, jak sprawiającą kłopoty, młodszą siostrę. Myśl ta sprawiła, że uniosła powieki z odrobiną zaskoczenia, zatrzymując brązowe tęczówki na jednym z guzików jego koszuli, tym najwyższym. A potem przypomniała sobie o dłoniach, odszukując ich wzrokiem i jedną ze swoich. - Mnie obchodzi. - rzuciła dość stanowczo, pozwalając sobie na posłanie mu krótkiego spojrzenia z odrobiną zbulwersowania, że zupełnie o siebie nie dbał. Powinien, przecież jakby połamał sobie palce lub coś uszkodził, nie mógłby pracować w kuźni i polować, robić tego, co przecież lubił najbardziej na świecie. Włącznie ze wspinaczką po drzewach! Niby ten Niedźwiadek taki odpowiedzialny, a czasem przejawiał olbrzymie pokłady głupoty.
Zrobiła sobie podpórkę z wyciągniętych rąk, przynajmniej dopóki nie poczuła się pewniej na wysokich butów i chciała wykorzystać okazję, żeby mu podziękować. Nie mogła pozbyć się świergoczącej z tyłu głowy myśli, że poza chaosem, faktycznie niewiele dobrego wnosiła mu do codzienności, odkąd wpadł na nią w tym lesie. A teraz jeszcze robiła się zazdrosna, na co pokręciła głową w momencie, gdy mówił, więc ciężko było stwierdzić, do czego właściwie ten gest należał. Może do obydwu. - Wiem, bo zawsze dotrzymujesz słowa. Dobry z Ciebie człowiek, więc musisz robić właściwie rzeczy — rzadkość w tych czasach. Dlatego, gdy mówisz o upewnianiu się o tym, aby ktoś nie oddychał o własnych siłach.. Nie brzmisz, jak Ty. Owszem, dałbyś nauczkę, ale nie chciałbyś przecież nikogo zabić lub sprawić, że byłby kaleką. A przynajmniej nie bez dobrego powodu. - odpowiedziała w końcu, odchylając głowę i patrząc na jego twarz z łagodnym wyrazem oczu, uśmiechnęła się, pozwalając sobie na delikatny ruch barków, jakby mówiła najbardziej oczywistą rzecz na świecie. Trudno było w dzisiejszych czasach być życzliwym i pełnym empatii. Uniosła dłoń, spoglądając na swój nadgarstek, gdzie wciąż tkwił drobny ślad nazbyt silnego uścisku. - Nie muszę, ale chcę. To różnica. Mało razy już mnie wyciągałeś z opresji? W życiu Ci się za to nie odwdzięczę. Przepraszam, że przerwałam Ci zabawę z Deniz.
Oczywiście nie mogła się powstrzymać, przed wspomnieniem o swojej kuzynce, która ochoczo zajmowała mu wieczór. Może byliby dobrą parą, a przebywając w Turcji, polubiłby z czasem konie? Zaśmiała się pod nosem, znów kręcąc na siebie głową i puściła jego ręce, splątując własne pod biustem i zaciskając palce na ramionach, cofnęła się pół kroku. - Tak, wybacz za to. Czasem mi się zdarza, to nic takiego. - wytłumaczyła mu krótko, bo nie było o czym rozmawiać. Każdy miał jakieś mankamenty. Odprowadziła go wzrokiem, wzdychając ciężko. I trzeba przyznać, że kolejne słowa, które przerwały panującą w pokoju ciszę, sprawiły, że zaskoczenie przebiegło jej po twarzy. A jednak się martwił, nawet jeśli chciał chwilę wcześniej go zabić? Wbiła wzrok w jego plecy, nie ruszając się z miejsca, jakby biła się z myślami nad tym, co powinna, a nad tym, co właściwie chciała zrobić. Zacisnęła mocniej palce na swoich odkrytych ramionach i przekręciła głowę na bok, pozwalając sobie zerknąć na własne odbicie w lustrze znajdującym się pogrążonej w chaosie toaletce. Trzeba było robić rzeczy, które się powinno, a nie, które się chciało - przynajmniej czasem.
- Jestem pewna, że tak. - powiedziała w końcu, rozluźniając dłonie. - Nie martw się o to. Mama, nawet jeśli się go pozbyła z posiadłości, nie pozwoli mu skonać przed bramą. Wyśle do niego swoją uzdrowicielkę. - akurat tego była pewna, bo byłyby z tego same problemy. Pandora zrobiła kilka kroków w jego stronę, stając obok i spojrzała za okno, przesuwając spojrzeniem po ciemnym niebie. Dobrze, było mniej chmur, niż za dnia. - Mam jednak nadzieję, że go czegoś nauczyłeś. Ja pyskuje, ale wiele kobiet tego nie robi, bo nie wypada. - przerwała na chwilę, odwracając w jego stronę twarz, po czym spojrzała na pokryte krwią dłonie. - Siadaj na łóżko, zajmę się tym. A potem obiecałam Ci morze i plaże. Nie ma sensu gdybać. - pchnęła go delikatnie dłonią do tyłu, sugerując tym samym, żeby nawet z nią nie dyskutował. Sama przeszła do drugiej części pomieszczenia, zgarniając z biurka zasypaną pod pergaminami skrzyneczkę i siedzisko od swojej toaletki, a wszystko w akompaniamencie uderzających o drewnianą podłogę szpilek, których stukot roznosił się dookoła, odrobinę ją uspokajając swoją systematyczną częstotliwością i równym brzmieniem. Gdy usiadł, przysunęła siedzisko naprzeciw, a z jednej z szuflad szafki nocnej wyciągnęła butelkę, wyciągając w jego stronę. - Będzie Ci lepiej. - rzuciła tylko, zanim usiadła, kładąc pojemnik na kolanach i unosząc wieczko, przyjrzała się zawartości. Raniła sobie często ręce, miała cały zapas maści, plasterków, bandaży i środka do czyszczenia ran. Wzięła jego lewą dłoń i przyjrzała się jej, biorąc czysty i uprzednio namoczony wacik, zaczęła przecierać ze skóry krew, okazjonalnie dmuchając w stronę odsłoniętych uszkodzeń, aby tak go nie piekło. - Zastanawiałeś się już, czy chcesz skorzystać z Mary i Piołuna, czy może wolisz świstoklik? - zapytała swobodnie, skupiając się jednak na swoim zajęciu i nawet nie podniosła na niego wzroku, decydując, że gdy potrzebne będą plasterki, wybierze te kolorowe. A miała żółte, niebieskie i pomarańczowe. - Przynajmniej ich nie wybiłeś i nie złamałeś. - zauważyła optymistycznie, wsuwając pomiędzy usta jeden z plasterków, odrzucając brudny wacik niedbale na podłogę, pozwalając chwilę temu przeschnąć, zanim weźmie się za naklejanie. Chwilę zajęło jej ogarnięcie rąk Niedźwiadka, bo robiła to najlepiej i delikatniej, jak umiała. Na widok kolorów uśmiechnęła się pod nosem, podnosząc na niego wzrok i opierając się o własne kolana, ruchem głowy wskazała na jego koszulę. - Layla zabrała Twój plecak do sypialni. - wiedział, gdzie znajdowało się pomieszczenie, bo uprzednio czekał tam na niego elegancki strój na przyjęcie. No i Pandora specjalnie poprosiła, aby znajdowało się blisko jej własnej, na wypadek, gdyby trzeba było nagle uciekać lub wpadłaby na jakąś atrakcję w środku nocy, mogła przejść oknem lub balkonem. Wstała, wygładzając sukienkę i już chciała iść do szafy, aby wyjąć cos mugolskiego, mniej eleganckiego i bardziej praktycznego, ale uświadomiła sobie mały problem. Wywróciła oczami, odwracając głowę przez ramię i lustrując go wzrokiem. - Mógłbyś mi z tym pomóc? Ona jest naprawdę, naprawdę dopasowana. - wyjaśniła, mając oczywiście na myśli swoją sukienkę, którą zapinała jej Layla, bo sama nie była w stanie. Dłonią zgarnęła włosy na przód, odsłaniając suwak ciągnący się po plecach. Gdyby ubrała tą nieszczęsną, różową bezę byłoby łatwiej, bo miała zamek na boku.


RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 20.05.2023

- Nie, nie podejrzewam. Tak trochę próbuję rozluźnić atmosferę, bo się trochę... Wystraszyłem? - odparł. Prawdę mówiąc był wtedy zestresowany co nie miara. Nikt w jego otoczeniu do tej pory nie zemdlał jak na 'zawołanie', a jedynie po ciężkiej libacji czy po solidnym przestawieniu szczęki - Ustaliliśmy? - uniósł brew z ciekawości. Sam nie pamiętał takich ustaleń - zresztą to nie była jedyna rzecz o której nie był przekonany. Równie dobrze nie pamiętał aby miał obiecać Deniz jakiś taniec ale nie warto było się rozwodzić nad tym tematem.

Kącik ust mimowolnie poszedł do góry. To tylko małe pobicie... Nie było to jednak nic nad czym wolałby się rozwodzić czy przejmować. Rany były nieuniknione w pojedynkach ale Hjalmar nie czuł aby nic mu dolegało. A przynajmniej nic na ten moment - może nadal był pod wpływem adrenaliny? Z drugiej strony to on zadawał rany, a nie je otrzymywał, więc ryzyko skaleczenia się było niskie jak nie równe zeru.

Ucieszył się, że skorzystała z jego pomocnych rąk - nic nie zrobił aby ukazać swoje zadowolenie z takiego obrotu. Nordgersim martwił się, że Pandora nadal może nie czuć się w pełni sił aby samej dać radę - No cóż... Nie lubię jak ktoś grozi... - zaczął ale tak jak miał w zwyczaju w kwestii cięższych tematów, nie dokończył, lecz postarał się szybko przejść do innego tematu - A czy to nie był dobry powód? Nie mógł się trafić lepszy powód. Jakby zachował się jak człowiek to wtedy nie musiałbym interweniować - dodał. Najpierw spojrzał się na nią, a później podążył swoim wzrokiem za oczami Prewettówny. Jego uwaga skupiła się w tym momencie na jej nadgarstkach. Przez ułamek sekundy na jego twarz powrócił gniew czy nawet wyraz lekkiej nienawiści. Gdyby wiedział, że zrobił to tak mocno, ciosy jakie mu zadał też byłyby równomiernie mocniejsze - Może po prostu jestem Twoim aniołem stróżem? - zaśmiał się. Przypomniał też sobie to co kiedyś jej powiedział odnośnie swojego imienia - czy koniec końców nie przynosił tego 'szczęścia'? - W sumie to uratowałaś. Mało brakowało, a by mnie tam chyba zjadła wzrokiem czy wciągnęła w jakiś nieplanowany ślub... Także dobrze wyszło, że on to zrobił... - zawahał się, wiedząc, że źle dobrał słowa - Przepraszam. Nie tak to miało zabrzmieć - dodał próbując się wytłumaczyć.

Pokiwał głową na jej słowa - Nic się nie stało. Każdemu się może zdarzyć - stwierdził. Trochę go mimo wszystko wystraszyła. Problem tutaj nie był w tym co się z nią stało, a raczej z jego reakcją. Mało przecież brakowało, a ruszyłby z pięściami na jej rodzicielkę, słysząc jej słowa. Kiedy odpalała się w nim żądza krwi, nie był w stanie się kontrolować... A to i tak nie była jeszcze jego ostateczna forma.

Za oknem było spokojnie. Zupełnie jak w jego domu z jedną tylko różnicą - na Islandii miał w okół pełno lasów, które pozwalały wyruszyć na wyprawę czy trochę odpocząć. Nie miało to nawet żadnego znaczenia, że znał je na pamięć i mógł się po nich poruszać z zamkniętymi oczami. Ten las miał po prostu coś takiego w sobie, że Hjalmara ciągnęło w jego stronę - Wiesz... Po prostu się nie hamowałem... A wiem jak to się kończy, stąd ta obawa... - odparł, spoglądając na swoje zakrwawione kostki. Nadal przed oczami miał te wszystkie sytuacje ze szkoły kiedy to 'trenował' swoich kolegów. Od momentu ukończenia Durmstrangu wyszedł na ludzi i nie obijał już nikomu mordy ale te wspomnienia zawsze powracały w takich momentach - Nie wypada to zaczepiać kogoś, kto daje znak, że nie ma zamiaru na żaden kontakt z daną osobą - dodał do słów Pandory, a raczej przedstawił swoją wersję. Nie każdy ma jednak możliwość aby zostać obronionym... To chyba smuciło go najbardziej. Ta nie moc.

Posłusznie ruszył w kierunku łóżka na którym zasiadł, wpatrując się w poczynania Prewettówny. Złapał od niej butelkę, a następnie pociągnął nie dużego łyka. Nie miał zbytniej ochoty na alkohol po tym wszystkim - Dzięki - powiedział kiedy wzięła jego dłoń. Sam zaczął się jej również przyglądać. Co by nie mówić, była przygotowana na wszystko, a takim zestawem pierwszej pomocy, nikt by chyba nie pogardził. Nie musisz tego robić... Nie zdążył dokończyć swojej myśli, a tym bardziej jej przekazać. Kiedy Pandora przejechała mu namoczonym wacikiem, syknął, a na twarzy pojawiła się grymas niezadowolenia. Dłoń mimowolnie lekko mu zadrżała z bólu. To mogło świadczyć tylko o jednym - jednak były tam jakieś małe uszkodzenia.

Wcale się tak nie mylił mówiąc do niej 'mamo' podczas jednej z ich wspólnych przygód. Bo czy w tym momencie Prewettówna nie robiła czegoś co każda rodzicielka zrobiłaby dla swojego dziecka, kiedy to przyszłoby do niej skaleczone? Z jedną tylko różnicą, że Hjalmar jeszcze nie płakał - Chyba świstoklik... No bo powiedzmy, że z Marą nie wiem... Nie dogadujemy się? - odpowiedział, nadal śledząc to co robiła Turczynka. Jego głowa działała teraz jak kot. Pandora robiła ruch w lewo, to samo robiła jego czaszka. Zrobiła w prawo - bach, w prawo.

Pokręcił przecząco głową na pomysł jakichkolwiek plastrów, a już na pewno takiego jakie były dostępne. Kto to widział, potężny niedźwiedź z kolorowym plastrem? Brakowało tylko różowego do całości - Tego samego nie mogę powiedzieć o jego nosie - zaśmiał się. Według Hjalmara nie potrzebnie się cackała z jego rękoma - te i tak już były zniszczone i przeżyte. Powinna się nie bawić w żadną delikatność, a na siłę przetrzeć rany i nawet nie zaklejać. A na koniec dać mu kopa w tyłek i powiedzieć aby się nie użalał nad sobą... Tak by zapewne zrobił Dagur. Ale na te praktyki, Islandczyk był przygotowany i przede wszystkim przyzwyczajony.

No tak... Spojrzał na kiedyś śnieżnobiałą koszulę, która teraz miała losowe ślady krwi. Co by nie mówić był to lekki kontrast dla bieli ale wypadałoby to zmienić przed jakąkolwiek ekspedycją. W końcu nie chciałby być przypadkiem aresztowanym za swoje czyny - Będę musiał ją zaraz zmienić - przyznał z ulgą w głosie. Może i wyglądał w niej nieźle czy nawet dobrze ale była po prostu bardzo nie wygodna. Nie nadawała się w ogóle do harców i swawoli. A i ewentualna bitka przychodziła w niej z trudem.

Jej słowa wprawiły go w lekko osłupienie. To na pewno do mnie? Stał tak przez krótką chwilę z rozszerzonymi oczami, póki nie ruszył aby po raz kolejny pomóc damie w opałach - Umm... Jasne - odparł, a następnie bardzo powoli zaczął ją rozpinać. Wzrokiem jednak powędrował na ścianę obok, nie chcąc wyjść na jakiegoś Merlin jeden wie kogo. Jeszcze by tylko brakowało tego aby musiał sam sobie nałożyć po mordzie.

- Gotowe... - stwierdził - Spotkajmy się może na korytarzu - podrapał się po szyi, a następnie szybkim krokiem ruszył się przebrać. Im dłużej pozostawał w jej sypialni, tym bardziej musiał walczyć z samym sobą aby przypadkiem nie zaryzykować na jedno oko i nie zerknąć.

W swojej sypialni ubrał swój codzienny strój, ponownie przywdziewając luźną, lnianą koszulę, która była rozpięta na dwa górne guziki. W końcu będę wyglądać jak człowiek. Koniec z pingwinem Pomyślał, przeglądając się w lustrze. Na moment zawiesił wzrok na kolorowym plasterku na swojej dłoni, na co tylko pokiwał przecząco głową, a następnie poszedł na umówione miejsce spotkania.