Secrets of London
[7.04] Kopciuszek nie z bajki | Philip x Pandora - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [7.04] Kopciuszek nie z bajki | Philip x Pandora (/showthread.php?tid=1426)



[7.04] Kopciuszek nie z bajki | Philip x Pandora - Pandora Prewett - 26.05.2023

Jak zwykle sala była przesadnie wystrojona, stoły uginały się od jedzenia, a muzyka zagłuszała stukot setek obcasów przybyłych na bankiet gości. Kolejny w sezonie, nudny i pozbawiony zdaniem Pandory sensu, ale umowa była umową i nie mogła odmówić rodzicom, zwłaszcza że tym razem na tutejszym przyjęciu nie zabrakło również jej ojca, który miał do obgadania jakieś umowy związane z kasynem oraz wyścigami. Pandora westchnęła bezgłośnie, przenosząc na kilka sekund spojrzenie brązowych oczu w stronę zegara wiszącego pomiędzy długimi, wysokimi oknami posiadłości - nie była nawet pewna, którego z magicznych rodów. Metalowe i ciężkie wskazówki poruszały się zbyt wolno, leniwie, a ona jedynie mogła stuknąć paznokciami w kieliszek szampana. Stała akurat ze swoją matką w grupie ludzi, których imion nawet nie pamiętała, przytakując i udzielając się w konwersacji na tyle, ile było to konieczne. Ayday wyglądała oryginalnie - jak zwykle wybrała typowe dla Turcji z której pochodziła szaty i biżuterię, kontrastując to mocnym makijażem i burzą ciemnych włosów zaplecionych w gruby warkocz, a dla córki wybrała na prostą i długą, czerwoną sukienkę na cienkich ramiączkach. Ku radości Pandory, wyszły jej z głowy tiule i pstrokate kolory, a także była w stanie wynegocjować mniej błyskotek, co by nie wyglądać jak świąteczne drzewko. Ruchem głowy przesunęła wyprostowane pasma na plecy, gdzie zakołysały się leniwie, sięgając niemalże pasa. Pożegnały się, brunetka szepnęła matce kilka słów, jednak ta jedynie uśmiechnęła się tajemniczo i wzięła ją pod rękę, kierując w kolejne miejsce na sali, przemykając obok tańczących ludzi, na których kołyszące się ubrania Pandora na chwilę nawet się zapatrzyła. Były ładne, najbardziej prawdziwe i kolorowe ze wszystkich tu rzeczy.
- Ah, Panie Nott! Jak miło Pana widzieć! - usłyszała nagle, przenosząc wzrok na mężczyznę, którego zaczepiła jej matka i uśmiechnęła się, przystając w milczeniu obok kobiety, która puściła jej ramię. Wyglądała na zadowoloną z tego spotkania, musieli się już znać. Przestało ją to zaskakiwać kilka lat temu, jej ród znany był z dużych pieniędzy i wielu kontaktów przez to, że większość czarodziejów miała słabość do hazardu. - Rozmawiał już Pan z moim mężem? Szukał Pana. Ah, to nasza córka, Pandora. Kochanie? To Pan Philip Nott, na pewno o nim słyszałaś.
Nie słyszała, ale jej twarz zupełnie tego nie zdradziła.
- Dobry wieczór, miło mi Pana poznać. - wyrecytowała tonem uprzejmym oraz łagodnym, zaraz unosząc niemalże pusty kieliszek i dopijając szampana, a potem odkładając go na tackę przechodzącego obok kelnera. Ponownie przeniosła na niego spojrzenie, nieco dłużej przyglądając się twarzy. Może faktycznie jej gdzieś mignął, ale nadal żadna lampka nie pojawiła się w jej umyśle, bo nie zwracała uwagi na takie rzeczy, jak sława czy popularność. - Mam nadzieję, że uda się Panu załatwić wszystko z moim ojcem. Ma dziś wyjątkowo dobry humor.
Dodała, czując na sobie spojrzenie swojej matki, które miało chyba zachęcić ją do podjęcia jakiegoś tematu. Nie umiała znaleźć punktu zaczepienia, głównie przez zirytowanie rodzicielką. Na szczęście gdzieś za plecami rozległo się wołanie i Ayday przeprosiła, oddalając się w stronę męża, którego twarz mignęła Pandorze w tłumie, gdy ta się odwróciła. Kobieta wyprostowała się jednak, ponownie przenosząc spojrzenie na swojego rozmówcę. - Musi mi Pan wybaczyć, ale zupełnie nie wiem, gdzie i co o Panu słyszałam.
Wyjaśniła nieco ciszej, nie chcąc aby ktokolwiek usłyszał. Nie umiała kłamać, nie lubiła też robić z ludzi głupków. Z siebie raczej też nie, chociaż to jej czasem wychodziło dość naturalnie i spontanicznie, głównie przez chaotyczne usposobienie i ognisty temperament z odrobiną oślego uporu. Przesunęła dłońmi po odkrytych ramionach, ostatecznie zaciskając na nich palce i pozwalając sobie na lekkie skrzyżowanie rąk pod biustem, raz jeszcze przesunęła wzrokiem po twarzy mężczyzny, jakby wcale nie zamierzała poddawać się ze zgadywaniem. Może był artystą? Pracował w banku? Na krupiera nie wyglądał zupełnie, na osobę profesjonalnie jeżdżącą konno również - to się jej skojarzyło z tym, o czym mógł chcieć porozmawiać z nim jej ojciec. Pandora poruszyła lekko ramionami, posyłając mu jednak miły i życzliwy uśmiech. Nie chciała być złośliwa, po prostu była szczera. Jak się czegoś nie wiedziało, lepiej było zawsze zapytać, niż udawać.


RE: [7.04] Kopciuszek nie z bajki. | Philip x Pandora - Philip Nott - 25.06.2023

Kolejne tego typu przyjęcie dla niego nie było niczym nowym. O sławę i popularność należało należycie dbać i dlatego przyjmował każde wysyłane mu zaproszenie na bankiety, jeśli na to pozwalał mu napięty grafik. Zawsze była to doskonała sposobność do brylowania w towarzystwie i do poznawania nowych osób podczas przebywania na salonach.

Nieograniczony dostęp do szampana i wykwintne jedzenie, o ile w menu były opcje bezmięsne czasami ułatwiały przetrwanie pompatycznego bankietu. Oczywiście, musiał pilnować aby nie wypić za dużo i zwracać uwagę na jedzenie, aby nie poczuć się gorzej. Wszystko przez alergię pokarmową na białka mięsa zwierząt i ryb. Czarodziejów dotykały znacznie poważniejsze problemy zdrowotne, niż alergia pokarmowa. Byłoby wspaniale nie mieć takich ograniczeń żywieniowych.

Długo nie musiał czekać na to, aby zaczepiła go kolejna osoba. Tym razem była to pani Prewett wraz z córką. Uśmiechnął się do obu kobiet, wywołując w ten sposób dołeczki w policzkach. W dłoniach trzymał smukły kieliszek szampana. Na ten bankiet przywdział elegancką wyjściową szatę w kolorze czarnym, z białą koszulą pod jednorzędową marynarką. Pelerynę powierzył służbie.

Pani Prewett... Panią również. Wygląda Pani olśniewająco. Wspaniałe przyjęcie — Odpowiedział szczerze. Pozwolił sobie skomplementować w ten sposób gospodynię i docenić zorganizowany również przez nią bankiet. O ile to pierwsze było zasadne i prawdziwe, tak można by polemizować z tą opinią na temat bankietu. Bo na nich pojawiały się te same osoby, nie brakowało plotkowania i osób, które szukały z nim kontaktu. Jak teraz właśnie. Jemu również zdarzało się grywać w karty za pieniądze i obstawiać wyścigi konne albo wyniki niektórych meczów Quidditcha. Jedna z wielu rozrywek bogaczy. Każdy taki bankiet to też doskonała sposobność do przespania się z kolejną osobą. Płeć nie grała roli.

Jeszcze nie miałem ku sposobności. Będę mieć to na uwadze. Z pewnością to będzie porywająca rozmowa. Miło mi, Panno Prewett — W pierwszej kolejności zwrócił się do starszej kobiety, a następnie do stojącej przy jej boku córki. Rozmowa toczyła się na zupełnie standardowe tematy, bez poruszania żadnych niewygodnych dla niego kwestii. Stali bywalcy bankietów zawsze szukali taniej sensacji niczym niuchacz nowych błyskotek.

Z pewnością się dogadamy — Zapewnił z lekkim uśmiechem córkę gospodyni, z którą po chwili został sam na sam. Tak samo, jak z koniecznością podtrzymywania zaczętej rozmowy z Pandorą, której słowa w dużej mierze go zaskoczyły. Była z nim szczera i to była dobra rzecz, jednakże to było niespotykane by ktoś dosłownie go nie rozpoznawał lub o nim w zasadzie nie słyszał. Jest przecież najlepszym szukającym, grającym w barwach najlepszej drużyny na świecie. Do tego pojawia się wszędzie, gdzie tylko może się pojawić i udziela się charytatywnie.

Jeśli Panna nie interesuje się Quidditchem to mimo wszystko mogła nie usłyszeć o mnie. Jestem szukającym najlepszej drużyny na świecie. Pan Prewett często zasiada na trybunach, gdy grają Zjednoczeni z Puddlemere. Loża honorowa — Nad wyraz uprzejmie odniósł się do słów swojej towarzyszki, chcąc pozostawać w dobrych stosunkach z Prewettami. Uśmiechnął się ponownie. Następnie upił kolejny łyczek szampana.




RE: [7.04] Kopciuszek nie z bajki | Philip x Pandora - Pandora Prewett - 05.07.2023

Im dłużej tkwiła na przyjęciu, tym ciężej było wczuwać się jej w narzuconą przez rodziców rolę. Rodzina Prewett była nieprzyzwoicie bogata, zarówno dzięki kasynom, jak i koniom wyścigowym oraz latającym, ludzie więc zabiegali o kontrakty z jej ojcem, opiewające na setki galeonów. Było to nudne, nijakie, jak Ci wszyscy sztuczni ludzie, którzy posyłali sobie uśmiechy, a tak naprawdę niewiele ich druga osoba obchodziła. Świat śmietanki towarzyskiej magicznego Londynu zawsze wydawał się Pandorze smutny. Byli tu celebryci, o których istnieniu nie wiedziała oraz sportowcy, niewiele zaś pojawiało się jednostek o umyśle wybitnym, a szkoda.
Rozmawiała jednak i uśmiechała się, popijając szampana i czasem sięgając po wegetariańskie przekąski, bo nie miała serca zjeść żadnego mięsa, które kiedyś miało łapki i było prawdopodobnie urocze oraz niewinne. Mężczyzna, którego przedstawiła jej matka z tym swoim dzikim błyskiem w oczach, sugerującym Pandorze, że nie miał żony, faktycznie, zdawał się popularny. Kierowały się w jego stronę spojrzenia pozostałych gości, a brunetka za nic nie mogła skojarzyć, gdzie miała okazję dostrzec jego twarz. W gazecie? A może odwiedzał kasyna ojca? Posłała mu uśmiech, jednocześnie kiwając głową na przywitanie, nie wchodząc matce w słowo.
- Oh, Panie Nott, jest Pan jak zwykle czarujący! - zaśmiała się Ayday, pozwalając sobie na odrobinę niewinnej kokieterii. Wciąż była dość młoda i przede wszystkim zadbana, a Pandora była przekonana, że gdyby nie ojciec, chętnie porwałaby do tańca któregoś z jegomościów, obdarzających ją przelotnymi spojrzeniami. Kochała jednak męża, całe szczęście, bo by chyba umarła ze śmiechu, gdyby któreś z nich miało romans. W przeciwieństwie do mężczyzny ona wcale nie należała do tego świata, chociaż była jego nieodłącznym elementem. Rodzice mieli tylko ją, chcąc czy nie, zabierali ją wszędzie tam, gdzie mogło przynieść to korzyści, a jej samej nowe znajomości, z których w gruncie rzeczy, to nigdy nie zdarzyło się jej skorzystać. Odprowadziła kobietę wzrokiem, zaraz jednak prostując głowę i lustrując spojrzeniem ciemnych tęczówek twarz swojego rozmówcy.
- Niewiele na tym bankiecie jest rozmów, które można nazwać porywającymi. - powiedziała nieco ciszej, jakby konspiracyjnym szeptem, a w źrenicach zatańczyła jej figlarna iskra. Zrobiła łyk szampana, kontynuując zaraz wypowiedź. - Mnie również miło, Panie Nott. Wygląda Pan na zaskoczonego, proszę mi wybaczyć moje niedoinformowanie odnośnie do Pana persony.
Nie chciała go urazić, nie miała niczego złego na myśli, po prostu nie lubiła kłamać. I jak miała niby zgadnąć, czym ubrany elegancko zawodnik się zajmował, dopóki sam jej nie powiedział? Przekręciła głowę na bok, jej spojrzenie nawet na chwilę nie opuściło jego lica, nawet gdy luźne pasmo włosów połaskotało odkrytą skórę szyi przez ruch, który wykonała, wadząc o zawieszoną na złotym łańcuszku literkę "P". Jakkolwiek niedorzecznie to brzmi, wyraz jego twarzy był najszczerszym, jaki dziś tu mogła zauważyć, przez co kąciki ust drgnęły jej w uśmiechu. Może jednak będzie ciekawie?
- Ahh, to wiele wyjaśnia. Lubię latać, owszem, ale na pegazach lub innych stworzeniach, na miotle nieszczególne. Kojarzę teraz drużynę, mój ojciec faktycznie was uwielbia, bywa na każdym meczu! - zgodziła się z nim, przypominając sobie ojca w tym nieszczęsnym kapeluszu w barwach Zjednoczonych, gdy szykował się do wyjścia na mecz. Wiele razy oferował jej bilet obok siebie i możliwość zapoznania z jakimś sportowcem, gdyby chciała, ale brunetka nigdy z okazji nie skorzystała. - Nie jest Pan przyzwyczajony do bycia po prostu Panem Nottem, prawda? Musi mi Pan wybaczyć szczerość, taki mój urok.
Dodała z delikatnym wzruszeniem ramion, poprawiając w dłoniach trzymany przez siebie kieliszek. Zawsze w ludziach ciągnących do sławy i bogactwa było coś fascynującego, skrą brali na tę wspinaczkę siły? Świat ten wydawał się jej zawsze pełny, zimny i bezwzględny. Ludzie łokciami pchali się w blask fleszy, chcąc napełnić sakwy i zapominając o pięknie, które płynęło z prostych rzeczy. Stawali się jednakową, śpieszącą się masą. Zlustrowała go wzrokiem nieco dokładniej i chociaż kolejne pytanie cisnęło się jej na usta, upiła jedynie szampana, ponownie jak towarzyszący jej mężczyzna. Dostrzegła również, że jedna z kobiet nieopodal, taka w zielonej sukience, posłała mu zalotne i wymowne spojrzenie, ale nie była pewna, czy to dostrzec. Z drugiej strony, jako szukający, pewnie miał sokole oko.


RE: [7.04] Kopciuszek nie z bajki | Philip x Pandora - Philip Nott - 18.08.2023

W ciągu tego przyjęcia porozmawia jeszcze z niejedną osobą i po pewnym czasie przestanie kojarzyć ich wszystkich twarze oraz imiona. Zapewne najbardziej zapadnie mu w pamięć moment opuszczania tego bankietu z piękną towarzyszką przy boku. Albo spędzenie nocy z przystojnym towarzyszem. W ogólnym rozrachunku Philip nie stanowił odpowiedniego materiału na męża dla jakiejkolwiek kobiety. Niemniej miewał sytuacje tego typu, że widziano go jako męża jakiejkolwiek kobiety. Po prostu nie tego poszukiwał w życiu. Przynajmniej w chwili obecnej.

Tylko szczery — Zażartował w odpowiedzi. Kobieta się jednak nie myliła. Potrafił być czarujący. W przypadku gospodyni nie musiał nawet kłamać. Po odejściu kobiety, skupił całą swoją uwagę na jej córce, która lustrowała go spojrzeniem.

A to dlatego, że za każdym razem wszyscy rozmawiają o tym samym. — Przedstawił swoją hipotezę odnośnie prowadzonych rozmów, samemu zniżając swój głos do konspiracyjnego pomruku. Wesołe błyski nie opuszczały jego niebieskich tęczówek. Podniósł ku ustom trzymany w dłoni kieliszek szampana.

Nie mam Pannie tego za złe. Choć tak, to zaskakujące. — Wytłumaczył. Po tych wszystkich latach po prostu przywykł do bycia szeroko rozpoznawalnym i zarazem pewnego braku prywatności. Bywało to uciążliwe, jednak on łaknął skupionych na nim spojrzeń i blasku fleszy. Choć może powinien zacząć bardziej doceniać chwile takie jak ta. Nie spotykał jednak często ludzi, dla których byłby praktycznie anonimowy. Uchwycił ten moment, w którym luźny kosmyk połaskotał odkrytą skórę szyi czarownicy, sprawiając, że kąciki jest ust drgnęły jakby miał uśmiechnąć się wymownie.

Konno też jeżdżę. Rekreacyjnie. Posiadam dwa konie, w tym Aetonana. Wiem, że zawsze zasiada w loży honorowej. Najczęściej w towarzystwie mojej rodziny. — Przyznał z uśmiechem. Jedną z korzyści bycia bogatym było to, że można było pozwolić sobie na więcej bez myślenia o comiesięcznym budżecie. Jego rodzina, ogólnie rzecz biorąc, nie powinna opuszczać meczów Quidditcha. Dotąd się to nie zdarzyło. Zawsze mieli stałe miejsce w loży honorowej.

Ależ ja jestem Panem Nottem. Tylko bardzo popularnym. Nie ma czego wybaczać, bo nie uczyniła Pani nic złego — Zażartował na jej słowa. Uśmiechnął się serdecznie i mrugnął do Pandory. Doskonale wiedział, co ta młoda kobieta miała na myśli. Sława, którą posiadał, odbierała mu anonimowość i wymuszała na nim dbanie o swoją prywatność. Pomimo tego, że to było momentami męczące, to właśnie tego pragnął. Sława nie trwała wiecznie. Podobnie jak kariera sportowa. Przy dobrych układach jego może trwać jeszcze dziesięć lat. Po zakończeniu jej będzie trenować pozostałych zawodników.

Dostrzegł tamtą kobietę w zielonej sukience, do której uśmiechnął się  w sposób podkreślający dołeczki w swoich policzkach i uniósł lekko wolną dłoń po to, by jej krótko pomachać. Powinna go znaleźć później, gdy przestanie rozmawiać już z Pandorą. W tym momencie ona miała pierwszeństwo.




RE: [7.04] Kopciuszek nie z bajki | Philip x Pandora - Pandora Prewett - 11.10.2023

Pod tym względem byli podobni. Pandora nie widziała się w roli żony, miała wrażenie, że świat Prewettów mógłby być zbyt przytłaczający dla obcych. Gdy nie musiała, nie przedstawiała się nazwiskiem, unikała rozmów o pieniądzach i nie chciała, aby przez pryzmat ich ją oceniano, co nie raz się zdarzyło. Każdy chciał obrzydliwe bogatych znajomych. Nie wstydziła się swojej rodziny, była dumna z rodziców i brata, ale chciała na swój sukces pracować sama. Dlatego też starała się być jak najbardziej niezależna finansowo, dodatkowo nie przykładała zbyt dużej wagi do dóbr materialnych.
Ceniła sobie szczerość, nie rozumiała ludzi udających kogoś, kim nie byli. Zdawała sobie sprawę, że ktoś tak popularny, jak okazał się Philip, nie mógł nie być czarujący. Sportowcy tak mieli. Zaśmiała się na jego słowa, przenosząc wzrok z odchodzącej matki na swojego nowego towarzysza. Ciężko było stwierdzić, jaki człowiek krył się pod popularną fasadą.
- Trudno się z Panem nie zgodzić, śmietanka towarzyska ma do siebie monotematyczność. Wiarę w bezpieczne tematy. - powiedziała to nieco ciszej, aby ktoś postronny przypadkiem nie usłyszał. Nie chciała robić Ayday problemów, bo tego nie było w ich umowie. Nie wierzyła mu trochę, że nie miał jej za złe, że go nie rozpoznała. Brązowe oczy bezwstydnie łapały spojrzenie tych niebieskich. - Niezbyt interesuje się Qudditchem, to dlatego. Bliższe mi jeździectwo i pojazdy mechaniczne. Sądząc po reakcjach ludzi, musi być Pan jednak bardzo sławny.
Chciała mu trochę zrekompensować swoją niewiedzę, dlatego też zdecydowała się na mały komplement w kierunku mężczyzny. Pandora nie była ignorantką, po prostu miała inny krąg zainteresowań. - Doprawdy? Czyżby miał Pan konia z hodowli mojego ojca?
Nieco ją zaskoczył, ale trzeba przyznać, że pozytywnie. Uwielbia magiczne, jak i zwykłe stworzenia, miała do nich rękę. To w ich rodzinie również przechodziło genami jak kilka innych specyficznych cech lub umiejętności. Wiedziała, że loża honorowa wymagała zaproszenia lub paskudnie grubej, ciężkiej sakiewki.
- Byłby Pan Panem Nottem, takim samym, jak teraz, bez tej popularności? - zapytała odrobinę podchwytliwie, ciekawa jego reakcji i słów, stąd też uważnie mu się przyglądała. Spoglądała w stronę zegara, jakby odmierzała czas do końca tego durnego przyjęcia. Na mrugnięcie uśmiechnęła się delikatnie, pozwalając dłonią swobodnie opaść wzdłuż ciała po uprzednim poprawieniu sukienki. Przyjrzała się chwile kobiecie, która zarumieniła się na machnięcie ze strony popularnego, przystojnego mężczyzny i przekręciła głowę na bok, stojąc prosto. Włosy spłynęły jej do przodu. Ludzie tak naprawdę reagowali, nastoletnim wręcz zawstydzeniem. Chciała coś powiedzieć, ale kelner zatrzymał się obok, żeby zaproponować przekąskę i podać im pełne kieliszki, z czego młoda Prewettówna skorzystała. - Napije się Pan jeszcze szampana? Polecam też babeczki, są przepyszne.
Zdradziła sekret, zabierając z talerzyka jedną z nich. Posłała kelnerowi uśmiech, zawsze była bardzo sympatyczna i szczodra dla pracowników swojej rodziny, należało ich szanować oraz oceniać. Bezgłośnie go pochwaliła, kręcąc kieliszkiem w dłoni. Miała dużą słabość do szampana. - Przyznam Panu, że mnie brak anonimowości wydaje się niezwykle wyczerpujący.


RE: [7.04] Kopciuszek nie z bajki | Philip x Pandora - Philip Nott - 25.10.2023

Philip lubił mieć styczność z silnymi i niezależnymi kobietami, zwłaszcza jeśli dotyczyła ona spędzenia z nimi nocy. Widział, że Pandora była jedną z tych kobiet. Gdyby przyszło co do czego to mógłby się z nią naprawdę dobrze bawić w sypialni. Z nim nie musiałaby się martwić o to, że do końca następnego tygodnia zostałaby jego żoną. Po prostu zabawiliby się i tyle. Co nie znaczy, że byłoby to właściwe przez to, że była córką gospodarzy i przez jego relację z jej bratem, która była co prawda bez zobowiązań, ale jednak była i rozsądnie byłoby nie mieć kochanków w obrębie jednej rodziny. Ludzie mieli jakieś wyobrażenie na jego temat i nie zwykł wyprowadzać ich z błędu. Nie pozwalał sobie na to aby dojrzeli to, co kryło się pod fasadą jego popularności i powierzchowności. Przynajmniej nie w pełni.

Przeprowadziłem dziesiątki takich rozmów i drugie tyle jeszcze przede mną, wypada mi zapamiętywać strzępki tych wszystkich rozmów aby podczas następnego spotkania z kimś nie zachowywałbym się jakbym widział jego syna czy córkę po raz pierwszy na oczu albo bym mógł uczestniczyć w przerwanej przez zakończenie przyjęcia dyskusji. — Wyznał swojej towarzyszce, krótko przy tym wzdychając. To zdecydowanie mogłoby przyprawić człowieka o ból głowy i czasem po takim bankiecie kończył z bólem głowy, jakby przesadził z ilością wypitego szampana. Podczas zaplanowanych spotkań mógł poprosić o wykaz oficjalnych informacji na czyjś temat. Było to dla niego bardzo wygodne. Jego niezadowolenie na nic nie zdałoby się, nawet jak teraz postępował wbrew sobie. Jest najlepszym szukającym Zjednoczonych z Puddlemere i powinien być szeroko rozpoznawalny, a najlepiej i uwielbiany. Taki już był. Uwielbiał znajdować się w centrum zainteresowania. Nie będzie jednak robić problemów córce gospodarzy tego przyjęcia, będącej w dodatku siostrą Laurenta.

W Quidditchu każdy znajdzie coś dla siebie. Mój przyjaciel chodzi na mecze obserwować zawodników spadających z mioteł, wydaje się ubolewać nad tym, że jako profesjonaliści robimy to za rzadko. — Zażartował dobrze wiedząc o tym, że Bell nie życzył nikomu źle i nie mówił tego na poważnie. Quidditch to brutalna gra, ale do tego należało podchodzić z dystansem. — Może kiedyś wybierzemy się na konną przejażdżkę. Mugolskie pojazdy mechaniczne? Jestem i niewiele jest osób, które choć raz o mnie nie słyszały. — Zasugerował to aby spędzili trochę czasu w ten sposób, skoro łączy ich wspólna pasja. Zaintrygowała to tym zainteresowaniem pojazdami mechanicznymi, o których on nie miał pojęcia. Potrafił rozpoznać to, że dany pojazd był tym mugolskim, jednak na tym się kończyło. Nie uznawał tego za komplement, gdyż to było dla niego stwierdzenie faktu. Za komplement uznałby coś, co nie byłoby związane z jego pracą i powiązaną z nią popularnością.

Nie ma lepszych hodowców od Was, Prewettów. Mój ojciec też nabył wierzchowca z hodowli pana Prewetta. — Wydawało się to oczywiste, że jako ktoś, kto ma w swojej skrytce niebotyczne ilości galeonów i zawsze musi mieć wszystko, co najlepsze, zakupi zwierzę z renomowanej, drogiej hodowli niż z podrzędnej i taniej. Chodziło również o dobrostan zwierząt. Profesjonalna hodowla gwarantowała zakup zdrowego i silnego zwierzęcia.

Jestem przekonany, że właśnie nim byłbym — Odparł z przekonaniem. Prawdopodobnie inaczej na to spoglądałby, gdyby nie cechująca go popularność, która stanowiła istotną część jego jestestwa. Niewykluczone, że wtedy wiódłby mniej ekscytujące życie, wciąż skupione wokół Quidditcha, ale też wokół pracy biurowej w Departamencie Magicznych Gier i Sportów. Nie uszło to jego uwadze, że kobieta spoglądała na zegar. Philip dobrze znał szeroką gamę gestów wykonywanych przez kobiety, którym okazywał swoje zainteresowaniem, uwzględniając je w swoich planach na wieczór. Wolał nie komentować infantylności zawartej w reagowaniu młodzieńczym zawstydzeniem. U niego bardzo trudno było wywołać tego rodzaju emocje. Pojawiający się przy nich kelner przykuł jego uwagę, nie tylko dlatego, że był całkiem przystojny, ale też dlatego, że przyniósł kieliszki szampana i przekąski. Jednego i drugiego zdecydowanie nie odmówi, zwłaszcza z taką rekomendacją.

Bardzo chętnie. Faktycznie pyszne te babeczki. — Odstawił na tacę swój pusty kieliszek szampana, biorąc z niej pełny. Ściągnął z talerzyka jedną z babeczek, od razu jej próbując. Posłał kelnerowi uśmiech. — Niekiedy dla mnie również. Bycie rozpoznawalnym przez fanów mi nie przeszkadza, jeśli tylko rozumieją, że mam prawo do prywatności. Natomiast dziennikarze nawet nie starają się tego respektować. — Przyznał rację Pandorze, która zdawała się doskonale rozumieć wszystkie blaski i cienie sławy.