![]() |
|
[maj 1972] wieczór jak każdy inny| Rhiannon & Martin - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [maj 1972] wieczór jak każdy inny| Rhiannon & Martin (/showthread.php?tid=1441) Strony:
1
2
|
[maj 1972] wieczór jak każdy inny| Rhiannon & Martin - Bard Beedle - 29.05.2023 Kawiarnia schowana w jeden z alejek
Rhiannon Pettigrew & Martin Crouch Panna Pettigrew była stałym bywalcem tego miejsca. Można było tutaj spędzić przyjemnie czas słuchając poezji, pijąc przy tym kawę i chrupiąc świeże wypieki. Towarzystwo należało raczej do tych spokojniejszych. Większość to stali bywalcy, którzy lubili prezentować wieczorami najróżniejsze talenty. Sama Rhii przygrywała im często na fortepianie. Można ją tu było spotkać kilka razy w tygodniu, kto ją znał ten wiedział nawet, w które dni dokłanie (zazwyczaj były to: poniedziałki, środy i czwartki, ale bywało, że wyjątkowo pojawiała się również w innych terminach). Zakończyła właśnie grę, skłaniała się ku publice z uśmiechem na twarzy. Sprawiało jej to przyjemność, bo może nie nadawała się do występów przed tak wielkimi tłumami jak jej matka, to naprawdę lubiła grać dla innych. Szczególnie w tak kameralnym gronie, nie czuła wtedy presji, a jedynie radość z tego, że może umilić im czas. Rhii zeszła z podwyższenia powolnym krokiem. Bała się, żeby jasnoniebieska sukienka z białym kołnierzykiem nie podwinęła się jej do góry, na szczęście zrobiła to całkiem zgrabnie. Nim doszła do stolika, przy którym wcześniej siedziała podeszła jeszcze do lady, aby zamówić herbatę. Wieczór był wczesny, nie zamierzała jeszcze zbierać się do domu. Zapłaciła za trunek, po czym z ogromną dozą ostrożności ruszyła w kierunku stolika, który znajdował się pod ścianą. Tylko się nie przewróć, nie wylej tego na siebie. Powtarzała sobie w głowie, bo miała tendencje do takich przypadłości. Jakoś udało jej się jednak dotrzeć bez większych szkód do docelowego miejsca, usiadła więc na krześle i spojrzała w stronę podwyższenia, gdzie za chwilę swoją prezentację miał zacząć jeden z poetów. RE: [maj 1972] wieczór jak każdy inny| Rhiannon & Martin - Martin Crouch - 29.05.2023 Martin powoli odnajdywał się po Beltane. Nie cierpiał swojego życia. Obleczone było rutyną, a gdy miało się wydarzyć coś innego, popadało to w kompletne skrajności. Cały czas szukał złotego środka, balansu, ale nawet nie wiedział, jak zacząć. Z pomocą przyszła matka, polecając mu rozpoczęcie nauki na instrumencie. I to był dobry pomysł. Martin potrafił docenić dobrą muzykę. Sam nigdy się za to nie zabrał, bo mu się nie chciało. Tym razem jednak szukał zajęcia. Wybrał się do kawiarenki, w której podobno grywała panna Pettigrew. Miała dobrą renomę wśród znajomych pani Crouch, a więc Martin był gotów zaufać kompetencjom kobiety. Ubrał się w swoje standardowe czarne ubrania, chociaż tym razem starannie dopilnował, by materiał nie był wygnieciony. Zgolił nawet swój kilkudniowy zarost. Z bliznami nic nie zrobi, ale nie było tak źle. Chciał zapalić przed wejściem do kawiarni, lecz powstrzymał się. Nie chciał brzydko pachnieć. Wszedł więc do środka. Udało mu się załapać na występ potencjalnej nauczycielki. Obserwował jej ruchy, wyłapywał ewentualne potknięcia, ale takowych nie było. Faktycznie była bardzo dobra, a przynajmniej wystarczająca, dla jego amatorskiego ucha. Obserwował, jak zajmowała miejsce, po czym ze swoim trunkiem podszedł do jej stolika. — Dobry wieczór, Martin Crouch. Czy mogę się przysiąść, panno Pettigrew? Jego zazwyczaj beznamiętny głos tym razem zabrzmiał niesamowicie przyjemnie, czym sam się zdziwił. Nie pamiętał, kiedy ostatnio chciał zrobić na kimś dobre wrażenie. RE: [maj 1972] wieczór jak każdy inny| Rhiannon & Martin - Bard Beedle - 30.05.2023 Ledwo udało jej się usiąść dostrzegła mężczyznę, który zmierzał w jej kierunku. Przyglądała mu się uważnie, jednak nie napastliwie, chciała po prostu przyjrzeć się mu dokładniej, aby zobaczyć, czy zna tą twarz. Nie kojarzyła jej, na pewno by zapamiętała, był bowiem bardzo charakterystyczny - te blizny rzucały się w oczy, chociaż Rhii nie oceniała. Wydawało jej się, że mężczyzna mógł przeżyć sporo w swoim życiu, w końcu nie wzięło się to znikąd. Kiedy podszedł do jej stolika, nim się jeszcze odezwał uśmiechnęła się do niego ciepło, a potrafiła być urocza. Zresztą miała naprawdę niewinną aparycję. Zamarła, kiedy się przedstawił. Crouch. Mógł dostrzec lekkie zmieszanie, które malowało się na jej twarzy. Starała się nie dać tego po sobie poznać, jednak w środku ogromnie się denerwowała. W końcu był krewnym Oleandra, co jeśli on coś mu powiedział. Bała się, że tajemnica mogła się wydać, a nie wiedziała, co innego może go do niej sprowadzać. Odetchnęła głeboko, nie zamierzała jednak uciec, chociaż to by była chyba najlepsza opcja. - Dobry wieczór, jak najbardziej, zapraszam. - Powiedziała melodyjnym głosem. Znał jej nazwisko, ktoś mu o niej opowiedział, nie miała jednak pojęcia, co. To było w tym wszystkim najgorsze. Jeszcze chwila i pewnie się dowie. Nie sprawiał wrażenia jakoś negatywnie do niej nastawionego, może więc wcale nie sprowadzało go do niej nic co mogłoby sprawić jej kłopoty. - Miło mi pana poznać, jeśli mogę spytać, co pana do mnie sprowadza? - Wolała jak najszybciej usłyszeć odpowiedź, wtedy będzie spokojniejsza. RE: [maj 1972] wieczór jak każdy inny| Rhiannon & Martin - Martin Crouch - 30.05.2023 Dostrzegł zmieszanie kobiety. Czyli jednak towarzystwo nie było mile widziane i zgodziła się tylko z grzeczności. Czy powinien się wycofać? Było mu zbyt głupio to uczynić. — Dziękuję. Dosiadł się potulnie trzymajac wszystkie kończyny przy sobie. Nie chciał wydawać się zagrożeniem dla samotnej kobiety. Postanowił przejść do sedna rozmowy i uwolnić ją z tej nieprzyjemności. — Bardzo podobał mi się pani występ. Prosty, życzliwy komplement. Nie chciał się rozwlekać. Nie dosiadł się jako fan lub piwniczak, co to nigdy kobiety nie widział, a jako potencjalny uczeń. — Powiedziano mi, że prowadzi pani lekcje gry. Czy uczy pani również osoby w moim wieku? Jego głos wciąż brzmiał miękko i aksamitnie, a błękitne oczy przyjaźnie rzucały spojrzenia. Nie znał siebie od tej strony. Nie wiedział, że z taką łatwością może uchodzić za człowieka całkiem przyjemnego. Geny rodu Sue robiły swoje. Zmiana masek była u nich tak naturalna. A może tylko mu się wydawało? Może z perspektywy kobiety wydawał się dziwakiem? RE: [maj 1972] wieczór jak każdy inny| Rhiannon & Martin - Bard Beedle - 30.05.2023 Gdyby tylko wiedział z jakiego powodu się zmieszała... Może lepiej, że nie miał pojęcia. Samo nazwisko zrobiło na niej ogromne wrażenie, nie chodziło w tym wszystkim wcale o to, że nie chciała spędzić czasu w jego towarzystwie. Po prostu się bała, że może go tu sprowadzać coś innego, coś czego bała się najbardziej. Prawda o jej przeszłości. Rhii poprawiła się na krześle. Wyprostowała się, co mogło powodować, że nadal wyglądała na spiętą. Czekała, aż uzyska odpowiedź na nurtujące ją pytanie. Upiła łyk herbaty, jednak nie przewidziała, że jest ona aż tak gorąca, ani tego, że ręce będą jej drżały. Cicho syknęła z powodu bólu, który zaczął palić jej usta. - Dziękuję bardzo. - Wróciła wzrokiem do mężczyzny, który to siedział przed nią. Komplementy zawsze sprawiały jej przyjemność, to miłe, kiedy ktoś docenia trud włożony w występ. Przyglądała mu się uważnie, gdy zapytał o lekcje gry. Już miała przyjemność nauczać kogoś z jego rodu, okazał się być bardzo zdolną bestią, była naprawdę dumna z tego, co udało im się razem stworzyć. No, może poza tym, że zatarła się między nimi granica; nie do końca wyglądało to, jak relacja nauczyciela i ucznia mimo młodego wieku Oleandra. Jednak wewnątrz czuła, że chciałaby zobaczyć, czy mają to w genach, czy poprzedni Crouch był aż taki wyjątkowy za jakiego go miała. - Zazwyczaj uczę młodszych. - Dopiero kiedy powiedziała to na głos złapała się na tym, że te słowa nie zabrzmiały zbyt dobrze. - Znaczy nie to, żeby pan był stary. - Próbowała jakoś wybrnąć z sytuacji... Szło jej to jednak póki co jako tako. - Chodzi mi o to, że uczę głównie dzieci i nastolatków. - Chyba najprościej po prostu konkretnie określić o co jej chodzi. - Jednak, mogłabym spróbować. - Dlaczego by nie? Mogłaby zobaczyć, jak Martin będzie sobie z tym radził i czy faktycznie jego krewny jest tak bardzo niesamowity, jak się jej wydawało. Może była zaślepiona? Uzyskałaby dużo odpowiedzi. - Przepraszam, że zapytam, ale co pana skłoniło do tego, że zechciałby pan pobierać takie lekcje? - Zapytała, bo była ciekawa. Rzadko kiedy spotykała osoby, które chciałyby się zająć muzyką dopiero w takim wieku. RE: [maj 1972] wieczór jak każdy inny| Rhiannon & Martin - Martin Crouch - 31.05.2023 — Tak, to zrozumiałe. Dzieci naturalniej wchłaniają nową wiedzę i umiejętności — odpowiedział. Niesamowicie ciągnął wątek za wątkiem. Gdyby spotkał teraz Martina ktoś znajomy, nie poznałby go. — Ostatnio... mam trochę zbyt dużo wolnego czasu. — Zaczął, nie wyjaśniając jednak, że "ostatnio" dotyczyło jego całego życia. — Chciałbym go spożytkować w jakiś produktywny, ciekawy sposób. Dlatego matka zaproponowała mi naukę instrumentu, po czym przypomniało jej się pani nazwisko. Słyszała o pani bardzo dobre opinie. Martin nie wiedział dokładnie od kogo pani Crouch zdobyła te informacje, ale nie było to w żadnym razie istotne. Matka miała tak szerokie grono znajomych, że najpewniej sama nie potrafiłaby tego określić. — Do tej pory interesowałem się muzyką jedynie amatorsko, jako odbiorca. Muzyka klasyczna, jazz. Bardzo chętnie stanąłbym po drugiej stronie i spróbował wydać jakieś dźwięki, by złączyć je w melodię. RE: [maj 1972] wieczór jak każdy inny| Rhiannon & Martin - Bard Beedle - 31.05.2023 - Wydaje mi się, że nie tylko dlatego. Mało którym dorosłym chce się w ogóle zaczynać robić coś zupełnie nowego, od podstaw, jeśli nie mają żadnego doświadczenia. - Przynajmniej tak wynikało z jej obserwacji. Zdecydowanie szybciej też się zniechęcali do nauki, jeśli na samym początku nie widzieli zadowalających efektów. Dzieci miały mimo wszystko większy entuzjazm, nawet jeśli im nie wychodziło. Zmrużyła oczy i przyglądała się dłuższą chwilę Martinowi. Czyli to nie do końca był jego pomysł, a matki. Ciekawe skąd znała jej nazwisko. Podejrzewała, że chodziło o to, że dawała lekcje już pewnej osobie z tej rodziny, jej początkowe obawy, które dotyczyły spotkania z Martinem w tym momencie odeszły w niepamięć. Wyglądało na to, że słyszał o niej jedynie dobre słowa, czyli Oleander zachował się odpowiednio - tak jak obiecał. Kamień spadł jej z serca. Rozluźniła się nieco. - Myślę, że mogłabym się podjąć takich lekcji. - W końcu dlaczego by nie? Przypadki jak ten nie zdarzały się często, mogła nabyć nowego doświadczenia, była to dla niej naprawdę atrakcyjna propozycja. - Ile razy w tygodniu chciałby się pan spotykać? Zazwyczaj udzielam ich albo w moim mieszkaniu, albo u moich uczniów, czy posiada pan w domu fortepian? - Wolałaby ustalić wszystkie szczegóły nim zaczną się spotykać. RE: [maj 1972] wieczór jak każdy inny| Rhiannon & Martin - Martin Crouch - 02.06.2023 — To prawda. Dorośli też mają na ogół ułożone i dokładnie zaplanowane życie. U mnie właśnie... pojawiła się luka czasowa do uzupełnienia. Nie przyzna się, że tego wolnego czasu ma od groma od momentu narodzin. Trochę z niepewności nabytej w szkole, gdzie nauczyciele chcieli mu zadawać dodatkowe prace, wiedząc, że nie należy do żadnego koła zainteresowań i zapisany jest na minimalną liczbę przedmiotów. Nie chciał, żeby panna Pettigrew czasem zadawała mu zbyt dużo do nauki wiedząc, jak wolny jest terminarz Martina. Nie wiedział na ile podstawna jest ta myśl, nie znał jej. Ale wspomnienia ze szkoły tkwiły w jego głowie. — Bardzo dziękuję. — Na jego twarzy, nieprzyzwyczajonej do ruchu, zagościł nikły uśmiech. — Czy dwa spotkania w tygodniu stanowiłyby odpowiednią częstotliwość? Co do miejsca, pozostawiam to pani wygodzie. I tak, posiadam fortepian. Instrument stał i... cóż, nie kurzył się dzięki elfom. Ale nikt z domowników nie potrafił się nim obsługiwać. RE: [maj 1972] wieczór jak każdy inny| Rhiannon & Martin - Bard Beedle - 03.06.2023 - Całkiem rozsądne jest to, że chce pan z tej luki skorzystać. Nie każdy by tak postąpił. - Posłała mężczyźnie ciepły uśmiech. Wszystkie myśli, które pojawiły się, gdy jej się przedstawił zniknęły. Zupełnie zapomniała o tym, że na początku jego obecność wzbudziła w niej strach i niepokój. Wydawał się być naprawdę sympatyczny, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Sama Rhii dopasowywała program nauczania do tego, jak wyglądały umiejętności i chęci ucznia. Nie chciała zrazić nikogo do swoich lekcji, nie o to w tym chodziło. Zależało jej na tym, żeby rozbudzić ciekawość, pokazać, że ta pasja może być naprawdę interesująca i sprawiać przyjemność. - Myślę, że na sam początek takie spotkania dwa razy w tygodniu mogą być odpowiednie. Później zobaczymy, jak się będzie pan rozwijać i czy może pojawi się potrzeba, aby spotykać się cześciej. - W końcu nigdy nie wiadomo, w jaką stronę pójdą lekcje. Może będzie mu tak świetnie szło, że nie będzie potrzebował częstszych lekcji, może zobaczy, że mu dobrze idzie i będzie chciał, aby postęp był jeszcze większy. Trudno było to określić, kiedy jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę z czym przyjdzie im się mierzyć. - Jeśli posiada pan fortepian, to możemy rozpocząć lekcje u pana, oczywiście, jeśli to panu odpowiada. - Widać było, że panna Pettigrew jest elastyczna i może się dostosować. RE: [maj 1972] wieczór jak każdy inny| Rhiannon & Martin - Martin Crouch - 04.06.2023 Martin dostrzegł, że kobieta nieco wyluzowała się wraz z trwaniem rozmowy. Przypisał to jednak swoim początkowym podejrzeniom, że panna Pettigrew po prostu obawiała się słabego flirtu w wykonaniu jakiegoś niebezpiecznego typa. Kto by się nie bał. Martin miał twarz jaką miał. Całkiem przyjemną wizualnie, ale świadczącą o przeżyciach. — Rozumiem, to brzmi rozsądnie. Umysł pracował na najwyższych obrotach, żeby zazwyczaj krótkie wypowiedzi rozbudować o kilka dodatkowych słów. Dopiero teraz mógł zauważyć, że cały czas spędzony nad książkami nie poszedł na marne. Miał ogrom słownictwa w głowie do wykorzystania, a obserwowanie ludzi nauczyło go, jak ich skutecznie używać. — Dobrze. Tu jest mój adres... — Sięgnął do kieszeni i wyjął swoją wizytówkę tłumacza. Przesunął ją na stoliku w stronę czarownicy. Wydawało mu się to bezpieczniejszym posunięciem niż podanie do ręki. Nie chciał przypadkiem dotknąć jej dłoni. Zdał sobie sprawy, że odkąd tu siedział, ani razu nie upił swojego drinka. Nawet zapomniał, co zamówił. Spróbował więc teraz. |