![]() |
|
[28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126) +--- Wątek: [28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora (/showthread.php?tid=1447) Strony:
1
2
|
[28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora - Pandora Prewett - 30.05.2023 Nie mogła doczekać się końca kwietnia, gdyż wtedy miała oficjalnie rozpocząć swoją współpracę z Shafiqiem i jego wykopaliskami. Pandora uwielbiała stawiać przed sobą nowe wyzwania, a trzy prace na zlecenie to było widocznie za mało, aby mogła spożytkować pokłady swojej energii. Klasyczne mechanizmy były dla niej zbyt proste, radziła sobie z najnowszymi zamkami w kilka minut, a przedmioty magiczne przestały zaskakiwać swoją kreatywnością, przez co i to szło jej zbyt szybko. Pomimo tego, że należała do majętnej rodziny, właścicieli kasyn i organizatorów wyścigów, to brunetka ceniła sobie niezależność również finansową i starała się nie korzystać z galeonów, które miała odłożone w założonej przez rodziców skrytce. Utrzymywała się więc sama, wykorzystując jedynie należące do ojca mieszkanie w Londynie, które jej oddał, aby nie płaciła za wynajem, bo nie chciała mieszkać w rodzinnej posiadłości. Trudno znosiła ograniczenia. Nic więc dziwnego, że przepełniona była tak wielkim entuzjazmem, gdy na grzbiecie swojej Mary szybowała w powietrzu, zerkając jedynie okazjonalnie w stronę tkwiącego na ręku zegarka. Nigdy się nie spóźniała. Oczywiście mogłaby użyć świstoklika, błędnego rycerza lub innych środków transportu, ale po co, gdy miało się skrzydlatego konia, który dodatkowo ciekawy był tamtejszych pastwisk? Słońce przyjemnie grzało, odbijając łagodnie promienie od jasnozłotej sierści klaczy. Mara była nieco jaśniejsza niż inne Abraksany, a do tego miała również inny odcień oczu. Była potężnym zwierzęciem, niezwykle do Pandory przywiązanym. I chociaż uwielbiała prędkość, a wręcz balans na granicy niebezpiecznej szarży, wylądowała łagodnie, nie chcąc przypadkiem, aby ta z niej spadła — chociaż przeświadczenie to było bez sensu, bo Turczynka siedziała w siodle od trzeciego roku życia i czuła się w nim niekiedy pewniej, niż na własnych nogach. Gdy zwierzę się zatrzymało nieopodal miejsca, które Cathal wskazał, przesunęła spojrzeniem brązowych oczu po okolicy, uśmiechając się pod nosem. Zsunęła się z siodła, zabierając również przymocowany do niego plecak, który zarzuciła na ramiona. Pogoda wciąż była zmienna, więc ubranie krótkich spodni wiązało się ze zbyt dużym ryzykiem, więc wybrała te o klasycznej długości, a do tego dobrała luźniejszą koszulę z rozpiętymi guzikami, bo spod niej wystawała cienka koszulka na ramiączkach. Miała też oczywiście kurtkę, bo na górze było chłodniej i odpowiednie buty. Musiała wyruszyć wcześnie rano, aby nie kazać mu na siebie czekać. Na widok blondyna uśmiechnęła się szeroko, podchodząc do niego i lustrując twarz wzrokiem. - Dzień dobry! Piękny dzień się zapowiada, prawda? - zaczęła pogodnie, raz jeszcze rozglądając się dookoła, by ostatecznie jej wzrok powędrował ku górze. Owszem, na bezkresie błękitu malowało się kilka chmur, ale nie były one szare i zdawały się nie zapowiadać żadnego deszczu. Poprawiła tobołek na ramieniu, zaciskając na nim palce. Burzę włosów związaną miała w wysoką kitkę, a w uszach widocznych było kilka kolczyków, bo miała więcej, niż jedną dziurkę, jak to damy zwykle miewały. Pandora była jednak zdaniem niektórych damą na pół gwizdka- czyli tylko wtedy, kiedy tego od niej wymagano. - Nie zdążyłam zejść śniadania, ale odebrałam rano z kawiarni zamówienie. Też dla Ciebie! Nie dałabym rady dostarczyć kawy, ale mam dobre bułeczki. Nie wiedziała, jakie lubisz, więc są i słodkie i wytrawne kanapki. - wyznała po chwili ciszy, wzruszając delikatnie ramionami. - Ah, a to moja Mara! Opowiadałam Ci o niej. Przedstawiła konia, który podniósł łeb i zlustrował go nieco nieufnie wzrokiem, uderzając kopytem o ziemie. Podeszła bliżej, wąchając skrawek jego ubrania. - W sumie śniadanie może zaczekać, jeśli mamy dużo pracy, ale muszę z niej zdjąć siodło i całą resztę, żeby mogła odpocząć. Gdzie mogłabym to zostawić? Dodała jeszcze, bo przecież była tu do pracy, o czym doskonale wiedziała, ale z Pandorą już tak było, że po prostu dużo mówiła i zwykle było to mówienie o tym, co myślała. Była bardzo bezpośrednią dziewczyną, czasem nawet zbyt dosadnie wyrażającą swoją opinię zarówno w gestach, jak i w słowach. Cathal musiał się przygotować na współpracę z chaosem, który miał na szczęście dobrą naturę. RE: [28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora - Cathal Shafiq - 30.05.2023 Obozowisko rozłożono kawałek od ruin – przebywanie bezpośrednio przy nich mogłoby okazać się niebezpieczne, zważywszy na to, że na razie prac jeszcze nie rozpoczęto. Póki co zabezpieczano teren, załatwiano zezwolenia, modyfikowano pamięć mugolom, którzy się tu dostali i oberwali klątwami, rozglądano się po okolicy… i tak dalej. Cathal czekał więc na Pandorę na skraju lasu, chociaż mogła teren przyszłych wykopalisk dojrzeć z góry – był to teren mniej więcej rozmiarów Hogsmeade, na którym… na razie nie było widać nic specjalnie ciekawego, poza pozostałościami otaczającego go muru i resztek pojedynczych budynków. W tej chwili na obóz składało się kilka namiotów, rozłożonych pod lasem. Z zewnątrz przedstawiały się mało imponująco, chociaż można było przypuszczać, że przynajmniej część z nich została zabezpieczona jakimiś zaklęciami, a być może niektóre także potraktowano czarami powiększającymi w środku. On był ubrany trochę jak mugol: solidne (i nieco wysłużone) buty, sięgające za kostkę, spodnie, noszące świeże ślady po plamach i ziemi, których nie zdążył usunąć, ciemna koszula. Na głowę nałożył kapelusz, z przyzwyczajenia, ciężkiego do wykorzenienia po Egipcie – chociaż tutaj, w Anglii, w kwietniu, raczej nie był specjalnie potrzebny. Zmierzył wierzchowca Pandory uważnym spojrzeniem. Nie miał niczego przeciwko magicznym zwierzętom, przyjmował do wiadomości, że większość z nich była całkiem inteligentna, ale też nigdy się nimi nie interesował i nie umiał się z nimi obchodzić – poza wężami może. Nie próbował więc pchać się z rękami do abraxana ani nawet sam do niego zbliżyć, chociaż kiedy ten postanowił obwąchać jego ubranie, Cathal nie okazał zdenerwowania i po prostu mu na to pozwolił. Abraxany Prewettów podobno były całkiem posłuszne, liczył więc, że ten nie postanowi nagle zeżreć mu ręki. - Bułeczki – powtórzył. Być może w jego głos wkradł się ton rozbawienia, ale ciężko było to orzec, nie znając go dobrze. – Mamy kawę na miejscu. – Inaczej prawdopodobnie Cathal pewnego dnia by nie zdzierżył i podjął próbę uduszenia Alethei albo rzucenia cruciatusa na Jamila. W zachowaniu cierpliwości Shafiqowi wydatnie pomagały kubki kawy oraz od czasu do czasu trochę tytoniu. Nie wspominając o tym, że dzięki nim łatwiej było trzymać się chwili obecnej, nie pozwalając, aby myśli nadmiernie dryfowały ku przeszłości. – Nie mamy na razie dużo pracy, główną część zaczniemy dopiero w maju. Na razie… sprawdzam źródła i robimy rekonesans. Ale jeżeli chcesz, możesz dziś zobaczyć pułapki przy murze, które w które wpadli mugole – powiedział, po czym machnął ręką w kierunku jednego z namiotów. – Możesz na razie to wszystko wrzucić do niego, a ją zostawić między drzewami. Chyba że wolisz zacząć od rozłożenia swojego namiotu. Wspominała w końcu, że dysponuje takim, specjalnie dostosowanym do Mary. – Na miejscu na razie jest tylko parę osób, głównie odpowiadających za zabezpieczenia terenu i tak dalej. Resztę poznasz dopiero za jakiś czas. RE: [28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora - Pandora Prewett - 30.05.2023 Czytała trochę o Archeologii w ostatnich tygodniach, chcąc się przygotować. Zawsze dużo czytała, jednak gdy miała się w coś zaangażować — niezależnie, czy była to próba przygotowania eliksiru, czy rozmowy z duchem, przechodziła samą siebie. Miała nadzieję na wyzwanie, na całkiem nowe układanki i zagadki, gdzie mogłaby odnaleźć nieznane schematy. Była też ciekawa samego przełożonego, bo nigdy wcześniej nie miała okazji pracować na zlecenie, ale pod kimś — nie tak, że sama sobie była szefową. Nie była pewna, czy będzie umiała się podporządkować Cathalowi, nawet jeśli miał tak ładne, niebieskie oczy. A Pandora miała do takowych słabość. Przyglądała się z zainteresowaniem, jak Mara przygląda się mężczyźnie, wąchając i trochę przygryzając koszulę, jakby chciała sprawdzić jego reakcję. Faktycznie, ich konie były wyjątkowe, bo umiały mówić, chociaż nie pozwalała na to w obecności innych. Musiała komuś naprawdę zaufać, aby była skłonna zgodzić się, aby zwierzę wpadło w konwersację, a trzeba przyznać, że jej klacz bardzo takowe lubiła. Chodziło jednak o jej bezpieczeństwo, a Panda nie wybaczyłaby sobie, gdyby cokolwiek złotego wierzchowca spotkało, miała ją przecież od małego. - Wygląda, jakby Cię polubiła. - przyznała, posyłając koniu spojrzenie, które ten odwzajemnił, potrząsając głową, co wprawiło długą grzywę w ruch i poruszenie uchem. Zwierze złożył już skrzydła, ale siodło jej przeszkadzało. Na jego słowo zesztywniała, wbijając w niego nieco zaskoczone, ale i przestraszone spojrzenie, zgarniając luźny, brązowy kosmyk za ucho. - Czyżbyś nie lubił bułeczek i kanapek? Powinnam była zabrać jakieś sałatki? A może babeczki? - zapytała zaniepokojona ewentualnym nakreśleniem sobie u niego kreski, a trzymany przez nią plecak stał się nagle trochę cięższy. - A więc idziemy na wspólne śniadanie z kawą! I to wcale nie tak, że próbuję przekupić szefa. Pierwszy posiłek dnia jest ważny. Uśmiechnęła się zaraz w naturalny dla siebie sposób, nie chcąc mu wcześniej przerywać. Gdy mówił, kolejny raz omiotła spojrzeniem otaczającą ich przestrzeń, która była znacznie większa, niż Pandora sobie pierwotnie wyobrażała. - Mhm, zajmę się tym, jak zjemy i uwolnię z tego wszystkiego Marę, bo inaczej się na mnie wścieknie. Mijałyśmy piękne łąki za wzgórzem. - wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, odkładając plecak na ziemie. Zsunęła z ramion kurtkę, rzucając ją niedbale na tobołek i podeszła do konia, zaczynając od zdjęcia siodła. Cały proces zajął raptem kilka minut, zręcznie odpinała kolejne skórzane paski, mówiąc coś do zwierzęcia w międzyczasie wyjmowania mu z pyska uprzęży. Skrzydlaty koń parsknął, a potem odszedł kawałek, aby zaraz puścić się biegiem i zniknąć gdzieś w przestworzach, zapewne na łąkę. Prewettówna w tym czasie odniosła do wskazanego namiotu rzeczy zwierzęcia, a potem swój plecak i kurtkę, a wróciła do Cathala z dwoma papierowymi torbami pełnymi śniadaniowych wypieków z piekarni w Londynie. Pomachała torebkami — w jednym ręku miała jedną, w drugim drugą i oczywiście były podzielone zależnie od przygotowania, na wytrawne oraz słodkie. - Rozumiem. W takim razie będziemy mieli dużo tych bułeczek. Mam nadzieję, że jesteś głodny. Namiot rozstawię, jak później spojrzę na te pułapki. Nic się tym biedakom, nie stało? Mugolom w sensie. - dopytała z odrobiną troski i zaniepokojenia w głosie, wlepiając spojrzenie w Cathala i delikatnie przytulając do siebie torby z jedzeniem, aby ich nie zgnieść. Nie miała pojęcia, czy miał ochotę na śniadanie na zewnątrz, czy być może w którymś z namiotów. - Właściwie czego się tu można spodziewać? No wiesz, to mój pierwszy raz, czytałam w książkach, ale daleko temu do wykopalisk z Egiptu lub Peru. Przekręciła głowę z odrobiną zawstydzenia, tłumacząc jednocześnie, że naprawdę próbowała się lepiej przygotować, ale zdaje się, że szukała w niewłaściwym miejscu. RE: [28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora - Cathal Shafiq - 31.05.2023 Cathal spojrzał na skrzydlatego konia, unosząc lekko brwi, gdy ten ugryzł jego koszulę. Na całe szczęście strój roboczy i tak był już ubrudzony i nie pierwszej nowości, więc Shafiq niezbyt przejął się tym podgryzaniem. - Naprawdę? To chyba świadczy o tym, że mało zna się na ludziach? – stwierdził. Z drugiej strony, nad zwierzętami nigdy się nie znęcał. Prędzej pewnie byłby skłonny poznęcać się nad człowiekiem, więc może i Mara nie miała aż tak marnego instynktu. Gdy Pandora zaczęła niemalże z przestrachem dopytywać o to, czy nie lubi bułeczek, i czy powinna przynieść sałatkę, przeniósł na nią spojrzenie. Zastanawiał się, skąd ten przestrach – czy obawiała się, że z powodu kupna czegoś, co mu nie odpowiadało, wykopie ją z pracy, zanim jeszcze ta się na dobre zaczęła? Prawie go to przerażenie wywołane bułeczkami rozbawiło, chociaż sądząc po tym, że Pandora zaraz się uśmiechnęła, przestrach szybko ustąpił. - Nie jestem wybredny, jeśli chodzi o jedzenie – skwitował. Podróżował dostatecznie wiele i spędzał dość czasu na pustkowiach, aby nauczyć się, że na pewne rzeczy nie ma co narzekać. Podczas prac w Egipcie tylko możliwość teleportacji umożliwiała im zjedzenie czasem czegoś lepszego od suchego prowiantu. – Jeśli chcesz ją puścić luzem, upewnij się, że nie zbliży się do murów otaczających wykopaliska. Są tam zabezpieczenia. Te pierwotne, w murach, na które wpadli w mugole, w większości już dezaktywowano, gdy zajęto się ich odsłonięciem. Ustawiono jednak nowe, aby ktoś niepowołany nie wszedł na teren pełen klątw, pułapek i bogowie jedni wiedzą, czego jeszcze. Zmierzył wzrokiem Pandorę i Marę, gdy ta pierwsza zabrała się do usuwania siodła i sprzętu. – Zrobię w tym czasie tę kawę – rzucił tylko, uznając, że to pewnie zajmie kilka minut, po czym obrócił się i znikł w jednym z namiotów. Pojawił się z powrotem mniej więcej wtedy, kiedy abraxan podrywał się do lotu. – Chwilowo nie mamy mleka i cukru, więc trzeba zadowolić się tym – powiedział, podając jeden z dwóch kubków Pandorze. Kawa była czarna i bardzo mocna, dobrej jakości. Sam Cathal pijał tylko taką, więc póki na wykopaliskach nie pojawi się Nell, ze swoim zamiłowaniem do słodkości, próżno było liczyć na jakieś słodsze rarytasy. Wraz z Bagshotówną jednak na pewno pojawią się cukier, mleko, a kto wie, czy także nie bita śmietana oraz posypka czekoladowa. (Cathal do teraz nie był pewny, jakim cudem raz zdobyła tego typu rzeczy w Egipcie. Zdawało mu się to niemożliwe.) – Oberwali klątwami, jeden złamał sobie nogę. Wyleczono ich, zmodyfikowano pamięć, załatwiono sprawę w urzędzie i ukryto znalezisko. Teraz weszliśmy tutaj my – odparł odnośnie mugoli. Wolną ręką dał Prewettównie znak, by poszła za nim. Kierował się ku pobliskiemu wzgórzu, skąd mieli widok na fragment ruin: niezbyt imponująco się prezentujących, ale Cathala interesowało przede wszystkim to, co kryło się pod ziemią. – Tego nigdy nie wiesz. Pracowałem w kurhanach w Irlandii, w Peru, w grobowcach w Egipcie. Tym razem mamy angielską wioskę czarodziejów, zniszczoną kilkaset lat temu. Wątpię, aby cokolwiek tutaj było podobne do tego, czym zajmowałem się w Egipcie i Irlandii – oświadczył, gdy szli. Na miejscu usiadł po prostu na trawie, powoli się już zieleniejącej i wskazał na fragmenty muru. Jeszcze nie cały został wykopany. – Myślałem, że to wioska taka jak Hogsmeade. Intrygująca, bo wiele może nam powiedzieć o dawnych czarodziejach, ale to wszystko. Ten mur to jednak prawdopodobnie była jedna wielka pułapka. Niezbyt rozumiem aż tak ostre środki, zważywszy na to, ze do ochrony przed mugolami wystarczyłby pewnie ich jedna trzecia. W okolicy są też filary, teraz nieaktywne, które kiedyś moim zdaniem były elementami jakiegoś magicznego układu. Mamy więc klątwy, pułapki i po wiosce prawdopodobnie kręci się jakiś duch, ale dotąd z nikim nie rozmawiał. Za to dwie osoby mocno nastraszył. Co poza tym dowiemy się dopiero… gdy będziemy mogli zejść głębiej. Nie chcąc niczego uszkodzić, oberwać klątwą albo wejść w jakąś pułapkę, musieli działać ostrożnie. RE: [28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora - Pandora Prewett - 31.05.2023 Roześmiała się na jego stwierdzenie, kręcąc głową, na co koń poruszył uszami i spojrzał na nią z lekkim wyrzutem, jakby ją obraziła. Mara była bardzo wybredna do ludzi, często sprawdzała, jak dalece może sobie pozwolić i jak na nią reagowali. Jeśli ktoś był zbyt wydmuchany i sztywny, to brunetka była pewna, że ta jej nie polubi. - Powiedziałabym, że ma dobrą intuicję. Słyszałeś, że zwierzęta lubią tylko osoby o dobrym sercu? Takie hmm życzliwe? - odpowiedziała mu wciąż rozbawionym głosem, przesuwając palcami po złotej sierści klaczy, która trąciła ją łbem niby zadowolona, ale w czerwonych oczach wciąż kryła trochę wyrzuty. - Mam nadzieję, że nie ubrudziła Ci koszuli albo nie zrobiła dziury? Mogłabym to zszyć, ale nie nie jestem w tym tak profesjonalna, jak w otwieraniu puszek. Miała sporo cierpliwości do takich drobnych zadań manualnych, ale nie znaczyło to, że była krawcową. Zdarzyło się jej coś cerować, dwa razy nawet przyszyła guzik, na co jej matka złapała się na głowę i wysłała koszulę do odpowiedniej osoby, żeby jej córka się nie ośmieszyła lub żeby ten guzik nie odpadł w najmniej odpowiednim momencie, odsłaniając zbyt dużo. Ona zawsze zwracała uwagę na drobiazgi, domeną jej życia było sprawianie innym przyjemności, dawanie im uśmiechu. Zwykle stawiała innych ponad siebie i gdyby nie daj Merlinie, Cathal bułeczek nie lubił, to jej samej źle by się je jadło. Zapamiętywała takie informacje o ludziach, które wszyscy pomijali. Więc na pewno po śniadaniu będzie już na przyszłość wiedziała o jego ulubionym pieczywie. - Słyszałaś? Leć na te łąki, co mijałyśmy, nie podchodź do tego terenu tutaj, bo zostanie z Ciebie pieczeń. - spojrzała poważnie na konia, opierając dłonie na biodrach zaraz po tym, jak ręką wskazała zakazany obszar. Klacz parsknęła, przygryzając ją w ramię w ramach kary chyba za zrobienie z niej obiady, ale to nie Pandora była prowodyrem tego pomysłu. Wróciła spojrzeniem na swojego szefa. - Może i nie wybredny, ale lepiej, gdy sprawia przyjemność, nie? Jedzenie jest przecież cudowne. Dobrze, dziękuje! Uwinę się z tym szybciutko. Kolejny uśmiech powędrował w stronę błękitnookiego blondyna, zanim zabrała się za uwalnianie Abraksana, który potem odleciał, a ona mogła schować rzeczy. Wrócił, gdy ona się ze wszystkim uwinęła i miała tylko już torby z bułeczkami, dzięki czemu bez przeszkód mogła złapać za kubek. Aromat kawy był intensywny i ładny, od razu pobudzał. Pociągnęła nawet nieco nosem bezwstydnie, wydając z siebie ciche mruknięcie zadowolenia. - Dziękuje. Nawet nie wiesz, jak marzyłam o tej kawie i tym śniadaniu. Nie czułam głodu, jak leciałam. - ruszyła za nim, kontynuując konwersację w najlepsze oraz uważając, aby się przypadkiem nie wywróciła z tym wszystkim. - Całe szczęście, że nie stało się im nic poważniejszego. Mugole mają talent do znajdowania przeklętych rzeczy. W Turcji była ostatnio głośna sprawa z jednym naszyjnikiem, który wędrował po ich domach i mącił w głowach kobietom, a potem wyszło, że był przeklęty. Opowiedziała mu krótko historię z pierwszych stron gazet, bo nawet jeśli nie interesowałby go to wcale, to Pandzia zwyczajnie lubiła mówić. I musiał do tego przywyknąć, chociaż nadal starała się przy nim kontrolować, nie bardzo widząc, jak bardzo mogła sobie pozwolić. - Caaałą wioskę? - zapytała, wytrzeszczając na niego oczy z niedowierzaniem, bo faktycznie daleko temu było do pojedynczego grobowca czy wnętrza piramidy. Rozsiadła się obok niego, ostrożnie odkładając kawę na bok, a gdy on opowiadał, cichutko rozdarła torby, rozkładając je na ziemi i robiąc z papieru obrus. Wewnątrz były kolorowe kanapki w wersji wegetariańskiej oraz z mięsem, cynamonki, tarty z custardem cytrynowym, małe pączki nadziane czekoladą i dżemem malinowym, a także bułka z kruszonką i czymś w środku, czego Prewettówna nie mogła sobie przypomnieć. Zanim jednak zdecydowała się na konkretną bułę, zrobiła łyk kawy. Cierpkiej i gorzkiej, przyjemnie rozgrzewającej i stawiającej umysł do pionu, wrzucając go na wyższe oborty. - Zapowiada się, że mamy dużo pracy. Nie wiem, czego się spodziewać, ale postaram się nie zawieść Twojego zaufania i dopilnować, żeby żadna pułapka nie zrobiła nikomu krzywdy. Może w tej wiosce było coś ukrytego, jakiś artefakt? Faktycznie, ilość zabezpieczeń godna Azkabanu. Duch? Lubisz rozmawiać z duchami? - zaczęła w końcu, starając się nawiązać do każdego słowa, które do niej powiedział. Sięgnęła jednocześnie po kanapkę z avocado i serem, a także obowiązkowo pomidorem. Odwijając ją i umieszczając znów na ziemi kubek z kawą, kontynuowała. - Magicznego układu? Co to znaczy? Wybacz mi z góry już, ale zapewne będę Cię zasypywała milionem pytań, jestem nieprzyzwoicie ciekawska. Masz może jakieś książki, które powinnam przyswoić na takie tematy? A! Mogę wynagradzać Ci te żmudne odpowiedzi jedzeniem, jak rozgryzę, co lubisz. Lub nie wiem, zrobię Ci mapę nieba lub naprawię zegarek. Poza gadaniem bywam dość praktyczna. Wyszczerzyła się do niego tak, że w polikach pojawiły się dołeczki i nawet odrobinę poruszyła brwiami, co miało tylko spotęgować efekt tej autoreklamy. A potem zaczęła jeść swoją kanapkę, przenosząc wzrok na teren, który mieli badać. Nie zdawał sobie sprawy, jak cieszyła się z tego, że będzie mogła i archeologii spróbować. RE: [28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora - Cathal Shafiq - 01.06.2023 - Słyszałem. I po prawdzie nigdy w to nie wierzyłem – odparł Cathal szczerze. Jego ojczym miał kota. A chociaż większość drani kojarzy się głównie z przemocą wobec zwierząt, pan Dołohow kota hołubił, i gdy ten zmarł ze starości, zdawał się wręcz przygnębiony. Sam kot zaś nie tolerował nikogo oprócz swojego pana. A ten zdecydowanie nie miał czystego serca, a jego życzliwość ograniczała się do konkretnych osób i konkretnych sytuacji. Może jednak wierzchowiec Prewettówny pod tym względem posiadał nieco lepsze wyczucie. – To stara koszula – stwierdził obojętnie, bo zdecydowanie nie zamierzał pozwolić, aby Pandora (albo ktokolwiek inny) zszywał czy prał jego ubrania. Zresztą, większości z nich przydarzały się znacznie gorsze rzeczy niż skubnięcie przez abraksana – na przykład czołgał się w nich przez bardzo wąskie i bardzo brudne korytarze, nienaruszone od tysięcy lat. Cathal doceniał jedzenie, ale też nie należał do koneserów. Póki coś nie było kompletnie spalone lub niedogotowane, bardzo rzadko narzekał i zwykle po prostu jadł. Najchętniej zresztą próbował po prostu nowych smaków. Prawdziwą przyjemnością była dla niego raczej kawa i rozsiadłszy się na trawie, ostrożnie upił łyk gorącego, mocnego napoju. Tę konkretną dostał od jednego z krewnych, który z kolei zakupił ją bodaj w Brazylii. – Powiedziałbym, że raczej czarodzieje ich nie pilnują albo celowo je podrzucają – skomentował jej uwagę na temat talentu mugoli. – W tym przypadku teren nie był w żaden sposób zabezpieczony, bo o istnieniu tej wioski zapomniano. Niewielkie obsunięcie gruntu ujawniło jej tereny. Weszli tu mugolscy archeologowie, a reszta… – urwał. Wszak o „reszcie” przed chwilą jej opowiedział. Mugole spodziewali się tutaj zwykłych wykopalisk, a tymczasem natknęli się na coś, co ich przerastało. Ktoś z Ministerstwa, na całe szczęście, zorientował się w miarę szybko i pracownicy posprzątali to wszystko, zanim nie tylko doszło do tragedii, ale przede wszystkim: nim ktoś odkrył istnienie świata czarów. Cathal czasem miał wrażenie, że dni ich anonimowości są policzone. Kiedyś mugole wynajdą szybsze środki przekazu niż linie telefonicznie, udoskonalą telewizję, i prędzej czy później wieść o istnieniu czarodziejów się rozejdzie. Odpychał jednak od siebie te myśli, bo musiałby przyznać nieco racji Voldemortowi – że przejęcie kontroli nad mugolami, zanim ci zaczną na nich polować lub błagać o to, by wykorzystywali magię w ich służbie, miało trochę sensu. – Mam nadzieję, że coś było w niej ukryte. – Cathal wzruszył lekko ramionami. Nawet nie próbował udawać, że jest inaczej. Nie ekscytowałby się sprawą tak bardzo, gdyby nie te nietypowości w zabezpieczeniach. – Ale wtedy sensowniejsze byłoby skupienie się na ochronie lokacji artefaktu, nie najeżanie muru klątwami i pułapkami. Ktoś z wewnątrz przecież też mógłby go ukraść. Na razie Shafiq starał się nie stawiać zbyt wielu hipotez. Nie miał do tego danych. – Nie – skwitował dość krótko pytanie odnośnie tego, czy lubi rozmawiać z duchami. Choć mogło się to wydawać dziwne u historyka. Niemniej, Shafiq uznawał ich przydatność. Dlatego w Egipcie zatrudnił Jamila. – Za pomocą run można tworzyć bariery. W tym przypadku mamy wiele filarów, pokrytych runami. Razem musiały mieć określone działanie, którego na razie nie znamy. Upił kolejny łyk kawy, odrywając wzrok od wioski i przenosząc wreszcie spojrzenie jasnoniebieskich oczu na Pandorę. – Dobrze wykonaj swoją pracę, a to wystarczy. Przyniosę ci jedną z moich książek o podstawach pieczętowania. RE: [28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora - Pandora Prewett - 05.06.2023 - Nie? A mi się zawsze wydawało to prawdziwe, nie wiem.. Z drugiej strony to zwierzaki też są dość naiwne. - odpowiedziała po chwili namysłu, obdarzając go pociągłym spojrzeniem ciemnych oczu. Dużo ludzi krzywdziło te zwykłe stworzenia, jak i magiczne, wykorzystując ich ciekawość oraz zaufanie. Ona nawet nie jadła mięsa, bo było jej ich szkoda. Wychodziła z założenia, że nikt tak nie okazywał wdzięczności, jak czworonogi. Na słowach o koszuli, obdarzyła go jeszcze krótkim, aczkolwiek ciepłym i miłym uśmiechem, drapiąc złotego konia za uchem. Mara musiała być prawdziwą fanką tej pieszczoty, bo wydała z siebie cichsze parsknięcie i poruszyła skrzydłami. Prewettówna — o czym zapewne będzie miał okazję przekonać się Cathal, celebrowała życie i jego piękno w każdy możliwy sposób. Kochała dobre jedzenie, wszystko, co dała matka natura, ludzi, niebo i uśmiech, który zdawał się młodej Turczynce lekiem na wszystko, całe zło tego świata, razem ze śmiechem rzecz jasna. Aromat kawy należał również do jednych z przyjemniejszych zapachów według brunetki, bo gdy kubek unosił się ku górze, wdychała głębiej powietrze, uśmiechając się pod nosem. Ona właściwie praktycznie ciągle się uśmiechała, szukała optymizmu i przysłowiowego różu we wszystkim. - Bardziej podoba mi się ta wersja o podrzucaniu, bo nie lubię myśleć źle o innych, ale zdaje sobie oczywiście sprawę, że i podrzucanie niestety się zdarza. Jak można tak po prostu narażać drugiego człowieka, zwłaszcza gdy ten nie ma pojęcia o magii. - westchnęła ciężko, wzruszając delikatnie ramionami, a na jego następne słowa przytaknęła, bo resztę już jej przecież powiedział. Przesunęła spojrzeniem po wyłaniającej się z ziemi, zapomnianej wiosce, nad którą górowało błękitne niebo obsypane chmurami, a słońce coraz częściej zza nich wyglądało. Trafili na doskonałą, późnowiosenną pogodę na śniadanie na trawie, zwłaszcza że bułki z kawą pachniały naprawdę pięknie, szczególnie te cynamonowe. Pandora przyglądała mu się chwilę, gdy tkwił tak zamyślony. Był naprawdę uroczym, przystojnym mężczyzną, a ona już od dawna miała słabość do błękitnych oczu, chociaż jedne upodobała sobie szczególnie. Uśmiechnęła się pod nosem, nadgryzając wybrany przed siebie posiłek, bo zaburczało jej cicho w brzuchu. Nie przypuszczała, że rozmyślał nad Voldemortem — ona w ogóle się nie interesowała polityką i pierwszymi stronami gazet, robiąc, co mogła, aby uczynić świat odrobinę lepszym. Zapewne wierzyła w to, że udałoby się dojść dwóm światom do porozumienia i czerpać z siebie wzajemnie to, co było najlepsze. - Ja też. Nie sądzisz, że to byłby doskonały debiut w tym środowisku? Mogłabym, gdyby wykopaliska się udały, nawet używać nazwy Archeolog. - zaśmiała się, odwracając twarz ponownie w jego kierunku, nie odmawiając sobie kolejnego kawałka śniadania. Była pewna, że wciśnie jeszcze coś słodkiego do kawy, chociaż w rzeczywistości — gdyby osoba postronna skomentowała, Panda bardzo mało jadła, zwykle nawet nie dojadała i Merlin jeden wiedział, skąd miała tyle energii. - Może to wioska, której mieszkańcy tkwili w pułapce i nie mogli wyjść? Albo zamknęli tam mugoli, tworząc im utopię. - zasugerowała, dając się ponieść wyobraźni. Po jej minie mógł jednak stwierdzić, że sama nie wierzyła w to, co mówi, zwłaszcza że chwilę później roześmiała się i dojadła bułkę, a gdy na chwilę odstawiła kubek na bok, opadła do tyłu, kładąc się na plecach. Ziemia była przyjemnie chłodna, a trawa pachniała wiosną. - A boisz się duchów? Dużo ludzi się ich boi. Jesteś specjalistą od run i barier? - znów zadała mu pytania, unosząc dłonie i składając z palców kwadrat, objęła nimi lecącą powolnie na niebie chmurę, miała kształt koniczynki, trochę krzywej i o nierównych listkach, ale nadal, była oznaką sprzyjającego szczęścia. Poczuła na sobie błękit jego oczu, ale nie odwróciła głowy, skupiona na swoim wymyślonym aparacie. - Dziękuje, bardzo chętnie przeczytam. Uwielbiam czytać i grać w szachy i uczyć się nowych rzeczy. - przerwała na chwilę i dopiero teraz na niego spojrzała, unosząc na chwilę brew. - Dobrze wykonuj swoją pracę? Zero presji, serio. - skwitowała z rozbawieniem, ruchem głowy i wypuszczeniem powietrza z ust, pozbywając się kosmyka włosów z twarzy. RE: [28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora - Cathal Shafiq - 07.06.2023 - Osobiście sądzę, że chociaż psychopaci często zaczynają od dręczenia zwierząt, nie brak drani, którzy własnego kota albo psa traktują dobrze - skwitował Cathal dość obojętnie. A to, że ktoś głaska kota, nie oznacza, że nie zabije bez wahania dziecka. Jego zdaniem zwierzaki w desperacji zresztą też czasem lgnęły do niekoniecznie pozytywnie do nich nastawionych ludzi i nie zawsze kończyło się to dla nich dobrze. Cathal nie celebrował życia. Był też człowiekiem mającym dostatecznie wiele lat na karku i który dostatecznie dużo zobaczył, aby wyrobił w sobie przekonanie, że niektórzy problemów nie rozwiążesz ani śmiechem, ani niczym innym. Jednocześnie: po prostu lubił życie, konkretnie swoje życie i całkiem się nim cieszył. – Chyba długo nie było cię w Anglii – spytał, spoglądając na nią przez moment znad kubka, kiedy wspomniała o tym, że woli myśleć o przypadku i nie pojmuje, jak można narażać mugoli. On sam spędził całe lata w Egipcie, ale jego uszu docierały dalekie echa rozpoczynającej się wojny, i miał wrażenie, że ledwo postawił stopę na ojczystej ziemi, a zewsząd otoczyły go jej oznaki. Chciał trzymać się z daleka od konfliktu, korzystając ze swojej uprzywilejowanej pozycji czarodzieja czystej krwi i obieżyświata, ale mimo zaledwie paru tygodni w Anglii już zaczął zastanawiać się, czy to będzie możliwe. Jak można tak narażać innego człowieka? Podejrzewał, że z radością. – Do tego pewnie będziesz musiała podciągnąć się z historii magii… zresztą, jeśli chcesz się uczyć, zacząłbym nie od czytania o runach i układach, a historii walijskich czarodziejów – powiedział, sięgając po jedną z przywiezionych przez Prewettównę bułeczek, bo jako żywo: nie był wybredny i nie miał nic przeciwko ani takim bułkom, ani kanapkom. Niekoniecznie uważał, że Pandora musi zostać specjalistką od całej historii magii, ale znajomość pewnych faktów historycznych, wydarzeń, obyczajowości i rytuałach czarodziejów z Walii sprzed kilkuset lat mogła się przydać, skoro chciała pracować na tutejszych wykopaliskach. – Ta pierwsza opcja wydaje mi się możliwa. Pułapki i klątwy prawdopodobnie aktywowały się, niezależnie od tego, z której strony mur chciałeś przekroczyć. Co do mugoli… chciałabyś utopii, z której próba ucieczki mogła zakończyć się wyrośnięciem dwóch dodatkowych głów? – spytał retorycznie, bo jedna z klątw prawdopodobnie mogła mieć podobny efekt. Cathal miał okazję widzieć efekty tego typu przekleństwa w jednej z piramid, gdzie znaleźli straszliwie zdeformowany szkielet złodzieja grobowców. – Niezbyt. Są w końcu martwe. Co mogą zrobić? – Wzruszył ramionami obojętnie. Duchy takie jak hogwarckie mu nie przeszkadzały, za tymi na wpół oszalałymi nie przepadał, a z tych „z drugiej strony” wolałby nie przywoływać… ale były przydatne. Doceniał, ile informacji mógł z nich wydobyć wprawiony wywoływacz. – Runy, pieczętowanie, historia Egiptu i Wysp Brytyjskich – wyrecytował Cathal. Specjalizował się w tych trzech dziedzinach, chociaż też wiedział całkiem sporo o ogólnej historii magii. Po części dzięki temu, w jaki sposób działał jego umysł, obarczony piętnem Milforda. – W takim razie kiedyś musimy zagrać w szachy – powiedział, uśmiechając się do niej przelotnie, po raz pierwszy chyba podczas rozmowy, a potem uniósł do ust kubek z kawą, spojrzenie znowu zwracając ku wiosce. W tej chwili to miejsce, o którym się bał, że okaże isę nazbyt nudne, pochłaniało niemal bez reszty jego uwagę. Bo jeśli ktoś chciał uwięzić tutaj ludzi… to dlaczego? I w jaki sposób wioska znikła pod ziemią? – Jeśli wykonasz ją źle, możemy zginąć, więc obawiam się, że jeżeli liczyłaś na coś niestresującego, wybrałaś niewłaściwe miejsce. Ale zatrudniłem jeszcze jedną osobę, która zna się na mechanizmach. To minimalizowało ryzyko błędu. A Cathal nie chciał drugiej Irlandii. RE: [28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora - Pandora Prewett - 10.06.2023 Nie spodziewała się chyba takiego stwierdzenia, przez jej twarz przebiegło jakieś zaskoczenie, a przez kilka sekund wpatrywała się w niego w subtelnie rozchylonymi wargami, pozwalając, aby chłodny podmuch wiatru uderzył w oliwkowe policzki. - No ładnie. Nie myślałam, że na drugim spotkaniu ze swoim szefem, będę rozmawiała o psychopatach i dręczeniu zwierząt, jestem pod wrażeniem, jak swobodnie rozwija się nasza relacja. O czym będziemy rozmawiać na trzecim spotkaniu? - zauważyła z rozbawieniem, pozwalając sobie na chwilę skrzyżować ręce pod biustem. Nawet się roześmiała, widocznie zadowolona z takiego obrotu spraw. Ceniła sobie szczerość i swobodę, nie było tematu, którego Pandora by nie poruszyła w przeciwieństwie do większości ludzi, którzy sami tworzyli sobie jakieś tabu. Był ciekawym człowiekiem, sprawiał, że chciała go lepiej poznać i miała nadzieję, że okaże się wyjątkowo cierpliwy albo znajdzie w sobie zamiłowanie do wielogodzinnych rozmów. - Ja najczęściej nigdzie nie bywam długo, nie umiem. - wyznała z delikatnym wzruszeniem ramion. Od małego lawirowała pomiędzy Turcją a Wielką Brytanią, a potem doszło mnóstwo podróży, spania pod gołym niebem lub w namiocie i zakochiwanie się w świecie oraz jego mieszkańcach. Może była młoda i głupia, ale robiła, co mogła, aby żyć najlepiej, jak mogła i czerpać tyle, ile była w stanie nabrać w dłonie. Trudno było o większą optymistkę niż Panda. Cathal na pewno był poważniejszy, rozsądniejszy i bardziej doświadczony, ale brunetka wierzyła, że gdzieś w tych niebieskich oczach wciąż kryło się trochę szaleństwa. Polityką się nie interesowała, słyszała oczywiście o samozwańczym Voldemorcie, ale żyła tak chaotycznie i tak prędko, że nie skupiała się na szerzonych przez niego poglądach. Nie miała też pojęcia, co o tym sądzą jej rodzice, bo unikała spędzania z nimi czasu. Nie była ignorantką, może po prostu się obawiała, że strąci jej to z nosa różowe okulary. - W porządku, zacznę więc od tego. Zamówię coś z księgarni, powinni tu dosłać sową lub w wolnej chwili się teleportuję. Dopóki nie zaczniemy pracy na dobre, będę miała dużo czasu, aby się poprawić. Mam nadzieję, że mi trochę pomożesz? Oczywiście za korepetycje możesz potracić mi z pensji. - mówiąc, znów się do niego uśmiechnęła, pałaszując bułeczkę. Ucieszyła się, że też po którąś w końcu sięgnął i zdecydował się na śniadanie. Faktycznie, nie przykładała się nigdy aż tak do Historii Magii, znacznie więcej czasu spędzała nad książkami o magicznych stworzeniach, astronomii lub zaklęciach, których mogłaby użyć w swoim fachu. Miała dobre oceny, bo uczyła się na bieżąco, ale nie była to wiedza, która zostawała w głowie rozszerzona, raczej robiła miejsce dla innych tematów. Gdy mówił, obserwowała go i popijała kawę, nie wchodząc mu w słowa. - Może mugole nie wiedzieli, byli pod wpływem zaklęć? Żyli niczym w bajce w miasteczku kontrolowanym przez czarodzieja, który bał się zmian? Oczywiście, że bym nie chciała. I pewnie moje gdybanie to tylko fantastyczne domysły. - odparła w końcu z delikatnym wzruszeniem ramion oraz westchnięciem, wbijając spojrzenie gdzieś przed siebie. W pewien sposób sądziła, że mógłby istnieć jakiś czarodziej, który chciałby stworzyć sobie takie miejsce, sytuując siebie pewnie na najwyższej pozycji. Obiecując i czyniąc czary, które nieświadomi istnienia magii, mugole uznawaliby za cuda i czcili go, niczym boga. Ona w ogóle nie rozumiała istnienia tak bezwzględnych i okrutnych klątw, zabezpieczenia można było stworzyć zupełnie inaczej. Życie było przecież cenne, jedyne, wyjątkowe. [b- Uświadomić nam, jacy okropni mogą być ludzie za życia. - [/b]przeniosła na niego spojrzenie brązowych oczu, zaraz jednak uśmiechnęła się, aby szybko zmienić temat. - Masz niesamowitą pamięć, takie specjalizacje zawsze wydawały mi się najbardziej wymagające, bo przecież nie każdego dnia korzystasz ze swojej wiedzy na temat Egiptu czy Wysp Brytyjskich. Przy tym, bycie aurorem to pójście na łatwiznę. Wyjaśniła ze spokojem, nie chcąc jednocześnie odejmować niczego aurorom. Szanowała każdą profesję, wszystko właściwie, w co czas i energię włożył człowiek. Dużo łatwiej było jednak wybrać coś bardziej do wykorzystania w codziennym życiu. Map nieba w sumie też nie tworzyła często, ale nie wymagały zapamiętania tylu informacji, które musiał znać on. Na chwilę odszukała jego niebieskie oczy, a potem raz jeszcze zlustrowała twarz Archeologa wzrokiem. Czuła, że mogła się od niego wiele nauczyć i to wywołało kolejną, wewnętrzną falę ekscytacji. - Bardzo chętnie! - odparła z entuzjazmem, czując odrobinę rumieńca na oliwkowych policzkach, bo chyba pierwszy raz się do niej uśmiechnął. A miał przystojny uśmiech. Pandora spojrzała w swoją kawę, zaciskając na chwilę usta, dłonią niby przypadkiem pozbywając się okruchów z bułeczki. Ciekawe, czy dobrze grał w szachy? Jakie strategie lubił wykorzystywać? Niewielu ludzi w podobnym do jej wieku grało w tę starą grę, odrobinę chyba niemodną i przypisywaną starszym. Gdy zerknęła kolejny raz w jego stronę, wpatrywał się we wioske — wyglądał, jakby dostrzegał w ruinach cały sens swojego życia, co było dla niej wyjątkowo pięknym zjawiskiem. Takim szczerym, jakie lubiła najbardziej. Wiatr zakołysał brązowymi włosami, a ona zwilżyła usta w przygotowanym przez niego napoju. Czuła się dużo lepiej po śniadaniu. - Nie martw się, nie jestem podatna na stres i nerwy podczas pracy. Może i bywam chaotyczna lub niezdarna w życiu codziennym, ale przy rzemiośle lub wykonywaniu, któregoś z moich zleceń — czy to zaklinania, czy to mechanizmów, hodowli, stworzeń lub astronomii, przestawia mi się trybik w głowie. - wyjaśniła mu zgodnie z prawdą, chociaż głupio się czuła, bo bardzo nie lubiła się przechwalać. Była jednak dobra w swoim fachu. - Przepraszam, jeśli zabrzmiałam nieskromnie. Jeszcze jedna? Kogo? Jeśli mogę zapytać, znam trochę nazwisk z branży. RE: [28 Kwietnia, Walia, Wykopaliska] Bułeczki na wykopaliskach | Cathal x Pandora - Cathal Shafiq - 11.06.2023 - Te tematy wydają ci się dziwne? – zdumiał się Cathal. Ciężko było powiedzieć, czy jego zdumienie jest szczere, czy tylko udawane. - Gdy spędzisz z nami miesiąc, przywykniesz – zapewnił. W tym wypadku nawet faktycznie szczerze. Byli przedziwną zbieraniną, która trafiła w jedno miejsce trochę ze względu na to, że byli specami w różnych, bardzo specyficznych dziedzinach, trochę z zamiłowania do historii, a trochę, bo niektórzy z nich nie mieli dokąd pójść. W jego głowie tkwił tysiącletni przodek, Jamil rozmawiał z duchami i nie pojmował angielskiego społeczeństwa, Nell zdawała się absolutnie oderwana od rzeczywistości, Alethea była chodzącym chaosem, a zatrudniony niedawno Timothy pod wpływem zdenerwowania mógł pokryć wszystko lodem. Konsultanci ekipy też nie do końca mieścili się w „normach”. Wystarczyło powiedzieć, że z jednym z nich i z Letą do spółki ledwo co planowali czyjeś morderstwo. Temat psychopatów w tym świetlne zdawał mu się drobnostką. – W takim razie zobaczymy, ile wytrzymasz tutaj. Prace nad tą wioską trochę zajmą, chociaż być może nie będziemy potrzebowali specjalistów od mechanizmów cały czas. Cathal sam był trochę niespokojnym duchem. Lubił to, co nowe: czego nie ma jeszcze w jego pamięci. Nie ganiał jednak po świecie od miejsca do miejsca, ścigany przez wiatr. Ciężko przeprowadzić porządne badania gdzieś w ciągu dwóch tygodni czy nawet dwóch miesięcy. Spędził więc sporo czasu w Irlandii, jeszcze więcej w Peru, a potem jakieś trzy lata w Egipcie. I chociaż jeśli tylko mógł sobie na to pozwolić, chętnie zwiedzał różne zakątki tych krajów, lwią część czasu przesiadywał na różnych wykopaliskach. Daleko więc było mu tutaj do Pandory, jeżeli ta naprawdę nigdzie nie zatrzymywała się na dłużej. – „Starożytna magia Walii” Efinasa Dodgeya jest dobra na początek – doradził, kończąc bułkę i otrzepując rękę z okruchów. Potem znów sięgnął po swój kubek z kawą, aby upić kolejny jej łyk. – Stała ekipa zaczyna prace na sto procent w okolicach piątego maja, więc masz trochę czasu, żeby ją przeczytać. Spojrzał na nią, kiedy wspomniała o korepetycjach. Przez moment mogło się wydawać, że w jasnych oczach mignęło rozbawienie, trudno jednak było się domyślać jego źródła lub nawet odgadnąć, czy faktycznie tam się pojawiło, czy było to wyłącznie złudzenie. – Nie jestem najlepszym nauczycielem, ale pewnych rzeczy na pewno nauczysz się na wykopaliskach. Tu na każdym kroku będziemy natykać się na ślady czarodziejów, którzy zginęli… prawdopodobnie jakieś siedemset lat temu, jeśli dobrze to datujemy – stwierdził, unosząc kubek do ust. Jeżeli wcześniej był rozbawiony, to znikło to bez śladu, kiedy rozmowa potoczyła się dalej. – Byłby to więc najpotężniejszy spośród czarodziejów, skoro dałby radę stale trzymać całą wioskę pod swoim zaklęciem. I bez wątpienia byłby bardzo złym czarnoksiężnikiem, bo magia, która w ten sposób wpływa na umysły, nie może być dobra – ocenił spokojnie. Wątpił, by tak wyglądała ta historia. Wioska była zwyczajnie za duża. Mógłby jak najbardziej uwierzyć w zniewolenie pewnej grupki mugoli – by ot mieć kilku niewolników – ale po co komuś cały ich zastęp? Zwłaszcza, że jeden skrzat domowy ostatecznie był wart jako sługa więcej niż dziesięciu mugoli, ze względu na całą swoją magię i bezgraniczne posłuszeństwo. Wciąż jednak to miejsce kryło tajemnicę. Ktoś nie chciał, by dało się do niego swobodnie wchodzić i wychodzić. A Cathal miał zamiar dowiedzieć się, dlaczego. – Mam niesamowitą pamięć – przyznał bez śladu skromności. – Ale nie uznałbym tych specjalizacji za najtrudniejsze. Wybrałem je, bo najbardziej mnie intrygowały. A aurorzy… biorąc pod uwagę, ile OWUTEmów wymagają, niekoniecznie jest to pójście na łatwiznę. Uśmiechnął się znów półgębkiem na jej entuzjazm wobec szachów. Jeśli szło o jego strategię, to była ona prosta: Cathal po prostu zapamiętywał partie szachów, jakie oglądał, a to dawało mu szansę na zastosowanie różnych wybiegów. Nie był geniuszem szachowym, ale właśnie ta niesamowita pamięć zapewniała mu dużą przewagę. – Już chyba rozmawialiśmy o skromności? – przypomniał, gdy przeprosiła. A czy Pandora jest podatna na stresy i nerwy… wkrótce będzie miał okazję się przekonać. – Timothy Fletcher. Ma własny warsztat. Zna się na amuletach, a takich też się tutaj spodziewamy. Poza tym jest dobry, jeżeli chodzi o mechanizmy i pułapki. We dwoje powinniście szybciej rozbroić ten cholerny mur. W teorii jego fragment już rozbrojono i można się było dostać do środka. W praktyce jednak Cathal wolał, aby coś nie wypaliło w jakąś przypadkową osobę. Nie wspominając o niespodziankach, jakie mogły na nich czekać w samej wiosce i… prawdopodobnie… w kryjówkach, których się tu spodziewał. |