Secrets of London
[04/1972] rozmowy nocą | Geraldine & Pandora - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [04/1972] rozmowy nocą | Geraldine & Pandora (/showthread.php?tid=1463)



[04/1972] rozmowy nocą | Geraldine & Pandora - Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.06.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic IV

Niewielki pub przy Alei Horyzontalnej


Geraldine Yaxley & Pandora Prewett

Geraldine postanowiła się odezwać do jednej z nielicznych przyjaciółek, jakie miała. Raczej stroniła od damskiego towarzystwa, obcowała głównie z mężczyznami. Było kilka kobiet z którymi udało jej się zawrzeć bliższą relację. Jedną z nich była Pandora Prewett. Jakoś tak wyszło, że obydwie zajmowały się raczej męskimi profesjami, w których nie zawsze były mile widziane. Sama Geraldine nie potrafiła sobie nawet przypomnieć, kiedy połączyło je coś więcej. Musiały poznać się już w Hogwarcie, wszak były w podobnym wieku, no Panda była od niej trochę starsza. Nie umiała jednak umiejscowić w czasie, kiedy się do siebie zbliżyły. Tak właściwie, czy było to w ogóle istotne? Chyba nie. Grunt, że znajomość ta, ba nawet przyjaźń, trwała do dzisiaj. Było to bardzo wartościowe dla Geraldine, bo niewiele osób dopuszczała do siebie, aż tak blisko. Pandora jednak znaczyła dla niej naprawdę wiele.

Nie mogła też nie docenić jej talentu. Yaxley wiele razy korzystała z jej usług rzemieślniczych. W końcu, kto stworzyłby dla niej lepszą broń, niż jej przyjaciółka. Mogła z nią porozmawiać o wszystkich swoich pomysłach, ewnetualnych ulepszeniach broni, a ona nigdy jej nie ignorowała, zawsze brała na poważnie, co naprawdę sobie ceniła. Zawsze dawała z siebie wszystko, aby zamówienia były dokładnie takie, o jakie prosiła. Tworzyła nawet zdecydowanie doskonalsze przedmioty, niżeli Ger mogłaby sobie wyobrazić.

Napisała więc list. Chciała się z nia spotkać, bo najzwyczajniej w świecie się stęskniła. Nie chodziło tu wcale o żadne nowe zamówienia, po prostu zależało jej na tym, żeby się zobaczyć. Geraldine uważała, że warto było pielęgnować znajomości, dlatego też wyslała list do Pandory i zaproponowała jej spotkanie.

Pojawiła się przed pubem chwilę nim wybiła dwudziesta druga. Przygasiła papierosa jeszcze przed drzwiami; swoim ciężkim, skórzanym butem, a potem weszła do środka. Gerry wyglądała jak zawsze - ubrana raczej po męsku, w proste wełniane spodnie, białą koszulę i długi, skórzany płaszcz, który lata świetności miał już dawno za sobą, ale był on jej ulubionym i nie umiała się z nim rozstać.

Rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu przyjaciółki, nie dostrzegła jej jednak, więc udała się do lady, aby zamówić piwo. Po chwili miała je już w ręku, usiadła przy wolnym stoliku w kącie - nie rzucała się w oczy i czekała, aż panna Prewett zaszczyci ją swoją obecnością.




RE: [04/1972] rozmowy nocą | Geraldine & Pandora - Pandora Prewett - 05.06.2023

Pandora nie słynęła z umiejętności odmowy, a już na pewno nie Geraldine Yaxley, którą poza Akane, mogła nazwać swoją przyjaciółką. Na tle innych panien z rodów o nazwiskach przyzwoitych lub przynajmniej cieszących się dobrą opinią, one były dość nowoczesne, niezależne i przede wszystkim chłopięce — co z pewnością budziło niezadowolenie u ich rodziców. Zarówno Yaxleyówna, jak i Prewettówna miały szeroki zakres umiejętności, tyle że nie dotyczyły one haftowania, gotowania czy chociażby edukacji, przypisywane były raczej synom. I obydwie kochały to, co robiły.
Blondynka była śliczna, miała dobre serce i przede wszystkim jeden z tych uśmiechów, który zdaniem brunetki miałby szansę na zbawienie świata lub uratowanie człowieka przed marnym losem. Uwielbiała z nią przebywać, znosiła jej słowotoki i pytania, znosiła milion gestów, znosiła po prostu to, jakim chaosem i płomieniem była Turczynka, co na dłuższą metę, tolerowało niewielu. Nie miała pojęcia, kiedy na siebie wpadły i jak to się zaczęło, ale nie miało to absolutnie żadnego znaczenia, bo miała wrażenie, jakby znały się od zawsze. Nawet jeśli praca sprawiała, że nie były w stanie spotkać się przez kilka miesięcy, to i tak, gdy w końcu im się udało, było, jakby minął dopiero dzień lub dwa, odkąd ostatnio miały dla siebie czas. To była jedna z relacji, których nigdy nie chciałaby stracić i na której szczerze się opierała. Geraldine była jedną z niewielu osób, a umówmy się, Dora znała mnóstwo ludzi — które byłaby skłonna poprosić o pomoc, chociaż każdy wiedział, że zwykle to ona takowej udzielała, będąc altruistką beznadziejną, sprawą przegraną, posiadaczką najbardziej różowych okularów w całej Wielkiej Brytanii.
Wspierały się, napędzały własną kreatywność i były za sobą murem. Gdyby Pandora miała rodzeństwo, to chciałaby siostrę taką, jak blondynka.
Odkąd dostała więc list, chodziła podekscytowana i odliczała czas do momentu, aż będzie mogła ją zobaczyć. Nigdy się nie spóźniała, więc do pubu dotarła kilka minut przed czasem, korzystając wyjątkowo teleportacji, a nie swoje abraksana lub magicznego motocykla, nad którym pracowała w ramach zdobywania doświadczenia w działania mechanizmów takich, jakimi były magiczne silniki. Pandora mało spała, mało jadła i miała energii tyle, co pięć przeciętnych osób, więc prędko wpadła do wnętrza, a brązowe ślepia omiotły izbę w poszukiwaniu znajomej czupryny. Ubrana była zwyczajnie, niespecjalnie salonowo. Bladoróżowa, zbyt duża koszula tkwiła w spodniach, a spod niej wystawała biała koszulka na ramiączkach. Spodnie były kiedyś dzwonami, ale ucięła nogawki, bo szczerze ich nienawidziła, a do tego wsunęła proste, zwykłe buty. Burza brązowych, sięgających połowy pleców włosów, upięta była w figlarnego koka, z którego sporo kosmyków zdążyło już uciec i żyć własnym życiem. Dostrzegając jej twarz, Prewettówna rozpromieniła się, czując powstające w policzkach dołeczki. Niczym strzała podbiegła, wsuwając się obok przyjaciółki i objęła ją mocno, zamykając w ramionach i dając jej buziaka w policzek. - Czy Ty sobie zdajesz sprawę, Panno Yaxley, że dawanie mi tak za sobą tęsknić jest absolutnie niedopuszczalne i z pewnością byłby na to paragraf w Ministerstwie? - zapytała z udawaną powagą, może trochę oburzeniem, a gdy raz jeszcze ukradła sobie buziaka, przekręciła głowę, lustrując uważnie spojrzeniem jej twarz. Męski ubiór podkreślał tylko to jak śliczną i dziewczęcą miała buzię. - Żartuję chyba. Stęskniłam się. Pójdę zamówić sobie piwo, nie uciekaj. A może potem coś mocniejszego? Jestem pewna, że masz mi mnóstwo do opowiedzenia!
Puściła ją niechętnie i znów wystrzeliła, jak z procy w stronę barowego szynku, gdzie oparła się na łokciach i zaczekała na barmana. Uraczyła go uśmiechem, krótką konwersacją i zamówiła odpowiedni trunek w dużym kuflu, a także paluszki, z którymi potem ruszyła do stolika, zajmując miejsce naprzeciw kobiety. Oparła się wygodnie, układając dłonie na szkle i zastukała w nie paznokciami, jawnie zniecierpliwiona i zaciekawiona, co się u niej przez ten czas działo.


RE: [04/1972] rozmowy nocą | Geraldine & Pandora - Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.06.2023

Yaxley nie musiała czekać długo. Ledwo zdążyła zamoczyć usta w złotym trunku dostrzegła otwierające się drzwi wejściowe, a w nich znajomą sylwetkę. Momentalnie ogromny uśmiech pojawił się na jej twarzy. Naprawdę cieszyła się z tego spotkania. Tym bardziej, że i ona i Pandora dosyć często bywały poza Londynem, więc utrudniało im to nieco spotkania twarzą w twarz. Nie ukrywała radości, jaka pojawiła się, kiedy ją zobaczyła.

Podniosła się z krzesła, gdy dostrzegła, że Prewettówna się do niej zbliża. Uścisnęła ją mocno, serdecznie, w końcu tyle się nie widziały. - Wydaje mi się, że i bez tego jednego, małego przewinienia ministerstwo mogłoby znaleźć na mnie kilka paragrafów. - Odparła z rozbawieniem. Zdecydowanie wolała trzymać się z daleka od urzędów, wiedziała bowiem, że lawiruje na granicy prawa i tego, co nie do końca jest mile widziane. Panda o tym wiedziała. Geraldine nigdy specjalnie nie przywiązywała wagi do tego, co było legalne, a co nie. Starała się po prostu działać w taki sposób, aby nie zwracać na siebie uwagi. Z pozoru cały biznes, którym się zajmowała był dozwolony, tyle, że ona potrafiła sobie wiele ugrać na boku, wykorzystać sytuacje, które dawał jej los. Dlatego trzymała się z dala od urzędników.

Gerry zmierzyła przyjaciółkę wzrokiem. Wyglądała przepięknie - jak zawsze. Zabawne było to, że wyglądały dosłownie jak swoje przeciwieństwa. Pandora miała ciemną czuprynę, oliwkową karnację, do tego była zdecydowanie od niej delikatniejsza jeśli chodzi o rysy twarzy, jednak tak jak ona nosiła się raczej po męsku. To je łączyło. Zresztą nie była to jedyna rzecz. Świetnie sobie radziły w męskim świecie, do którego udało im się wkraść, chociaż panny nie do końca powinny zajmować się takimi profesjami. Gerry zawsze rosło serce, gdy widziała, że jest więcej takich kobiet jak ona. Naprawdę to doceniała, bo wymagało to odwagi, której niektórym brakowało.

- Też się stęskniłam, Słońce. Strasznie trudno jest cię złapać. - Nie było w tym nic dziwnego, mijały się zazwyczaj, na całe szczęście nadarzyła się okazja, aby spotkać się na miejscu. Listy pomagały utrzymać bliską więź, jednak nie mogły dorównać wspólnym spotkaniom przy hektolitrach wypitego alkoholu i rozmowach do rana. Nie oszukujmy się.

- Oczywiście, że coś mocniejszego. Noc jest jeszcze młoda, a ja nie zamierzam stąd wyjść trzeźwa. - Rzuciła jeszcze, chociaż Panda powinna się spodziewać jak przebiegnie to spotkanie. Gerry miała wrażenie, że od czasu do czasu potrzebowała takiego odcięcia się od rzeczywistości, zatracenia.

Usiadła ponownie na krześle i odprowadziła przyjaciółkę wzrokiem do lady. Czekała, aż do niej wróci. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, widać było, że jest w wyśmienitym humorze. Naprawdę potrzebowała tego spotkania. Kiedy Pandora ponownie pojawiła się przy stoliku spojrzała na nią zadowolona. - Gdzie byłaś, jak cię nie było? - Ciekawiło ją to, Prewettówna podróżowała po całym świecie na pewno miała wiele ciekawych historii do opowiedzenia.




RE: [04/1972] rozmowy nocą | Geraldine & Pandora - Pandora Prewett - 06.06.2023

Nie mogła się spóźnić, nie mogła kazać jej czekać — raz, że tak było brzydko, a dwa tęskniła tak potwornie, że najpewniej była bardziej podekscytowana, niż jej przyjaciółka. Wulkan energii rozglądał się prędko po wnętrzu, uważnie lustrował twarze gości wzrokiem, ale żadna nie była tak ładna, jak Yaxleyówny. Pandora chyba miała słabość do blondynów po prostu i blondynek, zwłaszcza jeśli mieli jasne oczy, szczególnie umiłowała sobie niebieskie. Nie mogłaby i tak jej z nikim pomylić, była unikalna. Ruszyła więc żwawiej, uśmiech na twarzy wywołał na wierzch skryte w policzkach dołeczki. Dlaczego nie mogły po prostu razem czasem pracować? Zadawała sobie to pytanie za każdym razem, gdy przychodziło do ich spotkania i gdy obiecywała sobie, że będą one odbywały się znacznie częściej.
Wpadła jej w ramiona, mocno zaciskając palce na skórzanym materiale płaszcza. Od Geraldine jak zwykle biło ciepło, pachniała w charakterystyczny dla siebie sposób — odrobinę lasem, odrobinę papierosami tym specyficznym zapachem, który bił z noszonych przez nią ubrań. Była to woń, którą Dora kojarzyła tylko z nią. Jej dłonie czule przesunęły po jej plecach i dość niechętnie się od niej odsunęła, aby zlustrować uważnie jej twarz. Czy dbała o siebie? Czy nie miała podkrążonych oczu? Chociaż to ostatnie było w sumie bez sensu, bo obydwie dość często miewały na twarzach tę przypadłość, całe szczęście magiczne kosmetyki były skuteczne. Praca wiele od nich wymagała, ale żadna nigdy nie narzekała, były twardsze, niż nie jeden mężczyzna, którego mijały. Prewettówna bardzo lubiła w to wierzyć oraz w fakt, że zbawi tyle świata, ile zdoła w swoim życiu.
- Nie martw się, nie pozwolimy Cię złapać. Paragrafy Ci nie straszne, no chyba te dotyczące spotkań ze mną. - puściła jej oczko. Nie żyły w kolorowym świecie, chociaż Pandora swój bardzo chciała barwić na różowo. Był okrutny, bezwzględny i niesprawiedliwy. Jej przyjaciółka balansowała na krawędzi, lawirując pomiędzy przepisami wiążącymi jej fach, ale jej ojciec był współwłaścicielem kasyn i organizatorem wyścigów konnych. Urzędnicy, politycy i gwiazdy byli często uzależnieni od hazardu, a co z tym idzie — Tatko miał całą książkę pożytecznych kontaktów. Blondynka doskonale wiedziała, że dla niej, Turczynka byłaby w stanie naruszyć własne zasady moralne i nawet wybić komuś oko jedną ze swoich szpilek lub ze swoich śrubokrętów, gdyby była taka konieczność. Może nie była w stanie od razu grozić komuś śmiercią, jak niektórzy mieli to w zwyczaju, ale krzywdę można było wyrządzić na wiele sposobów i nie musiała się kończyć w drewnianym pudle pod ziemią. Każdy zasługiwał na drugą szansę.
Uwielbiała to, jak ze sobą kontrastowały, jednocześnie będąc ucieleśnieniem tej małej linii kobiet niezależnych, które nie bały się brudzenia sobie rąk czy złamania paznokci. Nie dla nich było haftowanie, gorsetowe sukienki czy przesiadywanie w kwiatowym ogrodzie przy herbatach. One obydwie potrzebowały wrażeń, bodźców i adrenaliny. Potrzebowały czuć, że żyją. Zupełnie jak abraksan Pandory — jej ukochana Mara, musiały latać. Ciągle. Lepiej było żyć krótko niż żałować. Dziewczyna powtarzała to sobie, a także swoim rodzicom, gdy odrzucała kolejną propozycję małżeństwa, wykorzystując ku temu wszelkie możliwe sposoby. Na nic były lamenty rodzicielki, marzenia o wnukach — bo Pandora sama chciała sobie wybrać.
- Wiesz, że nie umiem tkwić w miejscu. Anglia na dłuższy okres jest szara, deszczowa i przytłaczająca. - zaczęła w odpowiedzi przepraszającym tonem, pozwalając sobie na krótkie ściśnięcie jej dłoni w ramach dodatkowego potwierdzenia, że było jej przykro. Przekręciła głowę na bok, pozwalając, aby kilka dzikich kosmyków włosów, które znalazły ucieczkę z upięcia, połaskotało ją po twarzy. - Zawsze mogę porwać Cię na weekend? Następne zlecenie mam chyba we Włoszech.
Zaproponowała luźno, poruszając brwiami i zaraz roześmiała się, nie mogąc powstrzymać emocji, uściskała ją raz jeszcze. Zawsze była wylewna w słowach, jak i w gestach, Ger musiała być przyzwyczajona. Forma ich pracy nie była łatwa do prowadzenia żadnego życia towarzyskiego, ale było warto, bo dawała im wolność. - Byłabym rozczarowana, gdybyś stwierdziła, że zostajemy przy smutnym piwie. Załatwię to.
Cóż to byłoby za spotkanie bez kolorowych drinków lub cierpkiej wódki, okraszonej historiami z ostatnich tygodni, porównywaniem doświadczeń czy nawet komentowaniem czasem gości w pubie, zwłaszcza jeśli byli mili dla oka. Oczywiście w akompaniamencie paluszków. Każdy potrzebował odcięcia, resetu i dopóki zdarzało się to sporadycznie, przy wyjątkowych okazjach — jak na przykład ich spotkanie — to nie było w tym niczego złego. Nie były uzależnione, były młode.
- Trochę w Turcji, trochę na Islandii. Oprócz tego zdecydowałam się na kolejne zlecenie, bo trzy to za mało i mam za dużo czasu na słuchanie marudzenia mojej matki. Wiesz, zegar biologiczny mi tyka i powinnam myśleć o dzieciach. - wywróciła oczami, siadając wygodnie na krześle. Przysunęła się nieco, założyła nogę na nogę i wzniosła niemy toast piwem za ich spotkanie, a potem zrobiła kilka solidnych łyków. - Oh, byłam też na kilku nudnych przyjęciach, otwarciach i bankietach, gdzie był zaproszony mój ojciec. Tragedia, ta kobieta znów robiła ze mnie beze! BEZE. Tiule jak dla baletnicy. A gdzie Ty byłaś? Przeżyłaś coś ekscytującego? - odbiła piłeczkę, wlepiając w nią spojrzenie i skupiając na przyjaciółce całą swoją uwagę, nie mogła przestać się uśmiechać. - Zamówiłam nam butelkę ognistej.
Dodała to tak informacyjnie, na wypadek, gdyby jej ulubiona blondynka miała inne preferencje smakowe, bo mogły jeszcze zmienić zamówienie. Ruchem głowy zgarnęła natrętne pasma z twarzy, upijając kolejny łyk piwa,


RE: [04/1972] rozmowy nocą | Geraldine & Pandora - Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.06.2023

Rzadkość tych spotkań powodowała, że obie kobiety wyczekiwały ich z utęsknieniem. Może w tym tkwiła ta magia? Czy gdyby spotykały się niemal codziennie równie mocno entuzjastycznie by do nich podchodziły. Nie było im dane niestety albo stety tego sprawdzić. Geraldine miała wielu znajomych, jednak takich bliskich przyjaciół mogłaby policzyć na palcach swej dłoni. Nie przed każdym była skłonna się otworzyć, raczej starała się mówić o tym, o czym chciała, aby wiedzieli. Nie była osobą, która należała do specjalnie wylewnych jeśli chodzi o dzielenie się swoimi szczegółami z życia osobistego. Z Pandą mogła porozmawiać o wszystkim; swoich rozterkach, niepokojach, problemach. To było naprawdę budujące - również chętnie wysłuchiwała jej wątpliwości. Chciała być jej oparciem, tak jak ona była nim dla niej.

Poczuła spokój, kiedy Prewettówna się do niej przytuliła, jakby wszystkie problemy, które ostatnio mąciły jej myśli odeszły w niepamięć. Nie zamierzała do nich wracać, nie kiedy miały przed sobą całą noc na plotkowanie.

Pandora mogła dostrzec na twarzy Geraldine zmęczenie. Nie sypiała ona ostatnio najlepiej - o ile w ogóle sypiała. Wiele się działo, a ona nie do końca potrafiła się odnaleźć w tym wszystkim, kiedy konflikt wśród czarodziejów eskalował aż do takiej wielkości. Nie chciała się angażować, nie chciała wybierać żadnej strony, było to dla niej trudne, gdyż jej rodzina - nie ukrywajmy, wszyscy o tym wiedzieli, jako jedna z tych z głębokimi tradycjami była gotowa wspierać Czarnego Pana. Sama Yaxleyówna nigdy specjalnie nie identyfikowała się z tymi przekonaniami. Trafiła do zupełnie innego środowiska, gdy rozpoczeła naukę w Hogwarcie dzięki czemu miała zdecydowanie dużo bardziej otwarty umysł na sprawy takiej jak czystość krwi niż jej rodzina. Do tego podczas swoich podróży spotykała na swojej drodze całą masę doświadczonych czarodziejów, posiadających ogromną wiedzę, a ich rodzice byli mugolami - o niczym to nie świadczyło, wbrew temu, co próbowała wbić jej do głowy rodzina. Bała się, że przyjdzie taki moment, że będzie musiała wybrać, zadecydować po której stronie stoi, niepokoiło ją to, że zbliżał się on wielkimi krokami. Dlatego właśnie nie do końca się wysypiała, co było po niej widać. Jej cera była jeszcze jaśniejsza niż zazwyczaj, oczy podkrążone - nie ukrywała tego żadnymi kosmetykami, nie miała problemu z tym, że aktualnie tak wyglądała. Nie czuła, żeby jej to w jakiś sposób przeszkadzało.

- To brzmi zdecydowanie lepiej! Te związane z Tobą chyba jakoś przeżyję, przynajmniej mam taką nadzieję. - Dodała jeszcze. Sama Yaxley zawsze twierdziła, że może sobie ze wszystkim poradzić bez wsparcie, dobrze było mieć jednak świadomość, że ma wokół siebie ludzi na tyle bliskich, którzy skłonni byli jej pomóc, gdyby faktycznie zaczęła się taplać w jakimś gównie. W końcu nigdy nie wiadomo, czy kiedyś faktycznie nie pojawi się taka sytuacja.

Kolejną rzeczą, która je łączyły było właśnie to, że nie dały się usidlić. Miała świadomość, że Pandora również musi sobie radzić z ględzeniem rodziców na temat staropanieństwa. Sama Geraldine nie mogła już tego słuchać - jej rodzice sugerowali nawet, żeby wreszcie wyszła za mąż za Theseusa, skoro od tylu lat mieszkają razem. Nie dochodziło do nich to, że po prostu się przyjaźnią. Dlatego też ograniczała wizyty w swoim domu rodzinnym - wolała nie doprowadzać do tych rozmów. Bardzo dobrze więc rozumiała z czym przyszło się mierzyć Pandorze, póki co jednak, jak na razie całkiem dobrze szła im ta ucieczka przed zamążpójściem. Gerry nie potrafiła sobie wyobrazić żadnej z nich na obrączką na palcu, zamkniętej w domu, jako ozdoby mężczyzny. Nie to, żeby Pandora nie była piękna, Yaxley uważała, że zdecydowanie lepiej dla niej, kiedy będzie lśnić sama - nie przy boku jakiegoś faceta.

- Dlatego też zazwyczaj jesienią staram się z niej uciekać. Jednak w tej części roku próbuję brać zlecenia bliżej domu, żeby chociaż trochę czasu tutaj przebywać. - Geraldine starała się też utrzymywać w miarę dobre stosunki z większością czarodziejów, których znała. Dostawała wiele zleceń na pozbywanie się ich problemów w okolicznych domach, korzystała z tego, choć było to nieco monotonne, jednak rekompensowała to sobie w drugiej części roku, kiedy mogła polować na zdecydowanie bardziej niespotykane bestie.

- Weekend we Włoszech? Brzmi cudownie. - Będą mogły upijać się winem, zjeść coś dobrego... Tylko chwila, było to zlecenie, Panda pewnie będzie musiała pracować. Miała nadzieję jednak, że znajdzie też czas na trochę przyjemności. Gerry zawsze, kiedy wybierała się w jakieś atrakcyjne miejsce starała się znaleźć czas na pracę, ale również na spędzenie czasu w jakiś w miarę atrakcyjny sposób. Uwielbiała poznawać okolicznych mieszkańców, wysłuchiwać ich historii i uczyć się o ich kulturze.

- Nie mogłabym Cię rozczarować w ten sposób. Zresztą znasz mnie, wiesz, że za kołnierz nie wylewam. - Nie czuła ani grama wstydu z powodu tego, że uwielbiała alkohol. Potrafiła sporo wlać w siebie, bez jakichś specjalnych konsekwencji. Musiała się nauczyć pić, bo większość jej zleceń była obgadywana właśnie przy alkoholu, musiała dorównać mężczyznom z którymi negocjowała.

- Turcja i Islandia brzmią jak dwa zupełnie różne światy. Na pewno się nie nudziłaś. - Odparła z zachwytem. - Dużo czasu tam spędziłaś? - Była ciekawa, bo jej wizyty zazwyczaj trwały kilka dni, maksymalnie tygodni, tropiła bestię - zabijała ją i wracała do domu.

- Widzę, że u ciebie też się nic nie zmieniło? - Westchnęła ciężko, a następnie upiła łyk piwa. - Nie wiem, co jest takiego super w posiadaniu męża i dzieci, że nasze matki tam mocno próbują nam uświadomić, że coś tracimy. - Ona miała wrażenie, że to mogłoby jej podciąć skrzydła, tego zdecydowanie nie chciała. Faktycznie ostatnio zaczęła się przez to zastanawiać, czy czegoś nie traci. Zostawił ją przecież nawet Theseus, który wybrał się w długą wyprawę. Większość wieczorów spędzała sama, jednak dzieci chyba nie do końca były tym, co mogłoby jej pomóc uleczyć tę samotność, która się pojawiła.

Uniosła do góry kufel, aby zawtórować jej w toaście. - Też byłam na kilku przyjęciach, ale ja zdecydowanie nie daję z siebie robić bezy. Wspólczuję ci mocno, te tiule okropnie gryzą, jak w nich wytrzymałaś? - Na samą myśl poczuła, że zaczyna drapać ją skóra, chociaż tiulu nie miała na sobie od kilku dobrych lat.

- Zaliczyłam dwa całkiem zabawne przyjęcie, jedno było z okazji zaręczyn Theona, u nas w domu. Nawet nie wiesz ile się musiałam nasłuchać o tym, że teraz czas na mnie. Tylko nie uwierzysz, kilka dni po tym nieszczęsnym przyjęciu ta panna zwiała, i chyba zaręczyny zostały odwołane. - Roześmiała się w głos, bo niesamowicie bawiła ją ta historia.

- Byłam też na balu u Longbottomów. Tam to dopiero było wesoło. Dawno się nie zdarzyło, żeby na takim spędzie było aż tak zabawnie. Jakąś dziewczynę zamienili w bobra, a Brenna Longbottom wystawiła na sprzedaż swojego brata! - Uważała, że warte to było wspomnienia. Ten bal na długo pozostanie w pamięci Geraldine, i to raczej jako pozytywne wydarzenie, chociaż rzadko kiedy się tak zdarzało, raczej wszystkie pozostałe zlewały się w jeden, bo nic się na nich nie działo.

- Ognista to świetny wybór. - Skomentowała jeszcze słowa przyjaciółki.




RE: [04/1972] rozmowy nocą | Geraldine & Pandora - Pandora Prewett - 07.06.2023

Pandora mogłaby ją widzieć codziennie i wcale by się jej nie znudziło, bo zawsze był temat, na który mogły razem porozmawiać lub przygoda, którą mogłyby razem przeżyć. Obydwie były dość popularne i towarzyskie, chociaż ich śmiałość niekiedy wpędzała ludzi w zakłopotanie, ale nieliczni tylko kwalifikowali się do grona najbliższych. Bo co z tego, że znała każdego pracownika swojego ulubionego punktu z chińszczyzną w niemagicznej części Londynu i nawet wołała do nich po imieniu, skoro najpewniej nie byliby w stanie nigdy do końca jej zrozumieć? Trzeba było w tym wielkim, szerokim i pięknym świecie trafić na odpowiednich ludzi. Na całe szczęście, wpadły na siebie z Geraldine wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewały, zwłaszcza że Dora była nieco starsza, chociaż przez jej zachowanie, brano ją często za młodszą, niż była w rzeczywistości. I oczywiście dzięki genom, jak twierdziła jej matka Ayday, której każdy mówił, że mogłyby być siostrami. Prewettówna wolała nie wyprowadzać jej z błędu, bo wybrałaby jej na te swoje durne przyjęcia jeszcze gorszą sukienkę, niż tą dla tancerek w teatrze baletowym. Tiul był ładny, ale nie w ilościach, która zaczynała pojawiać się na światowych salonach i herbatkach towarzyskich.
Przytulanie, podobnie jak uśmiech, można było nazwać jednym z najlepszych i najskuteczniejszych zaklęć, jakie istniały. Największym ich plusem była jednak ogólnodostępność — niezależnie, czy było się czarodziejem, czy mugolem, można było z nich korzystać. Szkoda tylko, że na Londyńskich ulicach ludzie chodzili tak skwaszeni, jakby zjedli pół tuzina tureckich cytryn.
Czujne spojrzenie ciemnych tęczówek, które w słabo rozświetlonym wnętrzu pubu przybierały barwę gorzkiej czekolady, przesuwało leniwie po drobnej i ślicznej buzi jasnowłosej Angielki. Cerę miała bledszą niż zwykle, oczy odrobinę przeszklone, a białka gdzieniegdzie przecięte czerwoną żyłką, która wyskakiwała zwykle z braku snu lub zbyt wysokiego ciśnienia i stresu. Wyglądała, jakby spała mniej od brunetki, która przecież od lat zmagała się z bezsennością. Podejrzewała, że chodzi o politykę, chcąc czy nie chcąc, słyszało się o jakimś czarnoksiężniku, któremu kodeks tajności nie odpowiadał, nie wspominając o dzieleniu się magią z czarodziejami pochodzenia mugolskiego. Wyznaczał trendy godne Slytherina i o dziwo, społeczność przyjmowała je dość chętnie, a nawet jeśli nie, to niewielu głośno protestowało. Nie miała pojęcia, co o tym sądził jej ojciec, ale podejrzewała, że rodzina Yaxley, z której przecież wywodził się Minister odpowiedzialny za powstanie Azkabanu oraz Dementorów, wyraża zainteresowanie światem, do którego samozwańczy Lord dążył. Samej Geraldine nigdy nie miała okazji zapytać lub może raczej, nie miała odwagi? Nie sądziła, aby blondynka była zainteresowanie wybijaniem ludzi tylko dlatego, że nie pochodzili ze słynnej dwudziestki ósemki.
- No nie wiem, mogą być okrutne. Booo mogłabyś być skazana na paskudnie nudny weekend z moją matką i z moimi kuzynkami w Tureckim spaa.. - spojrzała na nią z miną, jakby rzucała jej groźbą godną zaklęcia niewybaczalnego. Yaxleyówna znała rodzinę Pandory, wiedziała, jak to mogło być męczące, jeśli zebrały się wszystkie na czele z małolatami. Była gotowa stwierdzić, że było to większą męczarnią, niż pomylony czarodziej niż starcie z prawnikami ministerstwa, który obsypaliby ją paragrafami z rękawa.
To łączyło jak nic innego. Tylko kobieta była w stanie zrozumieć to, co przeżywała druga kobieta, gdy rodziny stały z nimi niczym ten kat z toporkiem i zegarkiem w ręku, podsuwając kolejnych — coraz to głupszych i mniej interesujących mężczyzn, bo wszystkich ciekawych zdążyły już odrzucić. Mieli pecha trafić na tak uparte córki, które nie bały się o siebie walczyć i dyskutować, zamiast pokornie przyjąć to, co dawał im los. Pandora była typową córeczką tatusia, jednym dzieckiem i niestety — nie pochwalała tego — ale zdarzało się, że musiała tę przewagę wykorzystać w wiecznie toczącej się batalii o ślubie. Nie znaczyło to jednak, że nie pragnęły związku czy miłości, po prostu musiały być ku temu odpowiednie warunki i właściwy człowiek, który by nie podciął im skrzydeł. Tak, jak Ger wierzyła w to, że Pandora lśniła lepiej sama, tak Pandora wierzyła, że Ger będzie największą ozdobą, najjaśniejszą gwiazdą swojego związku. O ile pozwoli sobie na miłość. A ta była bardziej przerażająca, niż wściekły smok lub też jednorożec do udomowienia, umówmy sie-trudniejsza, bardziej wymagająca i musiały zwyczajnie wpaść, jak śliwki w kompot, aby być w stanie pójść na kompromis i częściowo pozbyć się swojej niezależności. Bo chyba nikt nie był na tyle naiwny, na tyle głupi, aby wierzyć, że dałoby się je zamknąć w domu i zmusić do tkwienia z dziećmi i haftu.
- Życie to sztuka kompromisów, czasem i zapach deszczowego Londynu umie zwalić z nóg i sprawić, że się uśmiechnie człowiek. - posłała jej łagodny uśmiech, nieco może rozmarzony. W przeciwieństwie do blondynki ona nie miała miejsca, które nazywałaby domem. Od małego podróżowała pomiędzy Turcją a Anglią, a później doszły jeszcze podróże po reszcie świata, wczesne wypady na całe tygodnie na dzikie plaże czy polany, gdzie niebo było widać lepiej, niż z miasta. Brała też mnóstwo szkoleń, ciągle udoskonalała swoje umiejętności związane z mechanizmami, konstrukcją oraz zaklinaniem przedmiotów, nie wspominając już o opiece i hodowli magicznych stworzeń. Jeśli Pandora nie funkcjonowała na wysokich obrotach, to nie umiała funkcjonować wcale, więc chęć podjęcia kolejnych zleceń nie powinna nikogo dziwić. - Czyli co, znajdziesz wolne dwa dni i mogę wszystko załatwiać? Zlecenie mam na maj, ale nie wiem jeszcze dokładnie, który weekend. Pomyśl, ile na nas tam czeka dobrego wina.
Wyszczerzyła się z podekscytowaniem, gdy zareagowała w sposób jawnie sugerujący, że nie ma nic przeciwko ich wspólnej podróży. Taki babski wyjazd dobrze im zrobi. Owszem, miała zlecenie, ale polegało ono tylko na dostarczeniu dokumentów od ojca do właścicieli jednej ze stadnin we Włoszech i sporządzenie mapy nieba dla klienta, a to drugie zupełnie nie wykluczało przekąsek lub alkoholu. Miała podzielność uwagi, a nie jak przy pracach typowo rzemieślniczych na przedmiotach, gdy wyłączała się całkiem. - Ty mnie nigdy nie rozczarujesz Ger. - dodała pewnym głosem, przesuwając spojrzeniem po jej twarzy. Kto jak kto, ale nie jej przyjaciółka. Stereotyp tego, że mężczyzną tylko wypadało dużo pić, już dawno poszedł u tych dwóch do śmieci, kobiety też mogły i nie było w tym niczego krępującego.
- Znasz mnie, wszędzie znajdę coś pięknego, ale muszę przyznać, że Islandia już dwa lata temu mnie oczarowała. - przyznała miękko, a przez umysł przemknęło jej kilka wspomnień, na które uśmiechnęła się z delikatnym rozmarzeniem. - Wiesz, że do Turcji zawsze masz drzwi otwarte, moja rodzina Cię uwielbia. Dużo czasu? Nie wiem właściwie, nie zastanawiam się nad tym i wyjeżdżam, gdy skończę pracę, jest odpowiedni moment lub Ayday przesadza.
Wymieniła, kolejno prostując palce, jakby sprawdzała, ile ma powodów do zmiany miejsca pobytu. Tak to już z nią było po prostu, nie umiała tkwić w miejscu i dostosowywać się do zasad. Machnęła dłonią, której wcześniej używała, gdy blondynka kontynuowała rozmowę o mężach i dzieciach. To była sprawa beznadziejna.
- Im się nigdy nie znudzi wmawianie nam tego, że wiedzą, czego my same chcemy. Na Merlina, jak będę chciała dziecko, to sobie zrobię i będę miała, a nie ona mi mówi, że robię się stara. - prychnęła z oburzeniem, gdy w głowie usłyszała głos matki. Zachowywała się, jak jakiś budda czy Jezus, który pozjadał wszystkie rozumy. Szkoda, że nie miała rodzeństwa, bo może wtedy skupiłaby się na nich, a Pandorze dała spokój? Przywarła plecami do oparcia, upijając trochę piwa i pozbywając się pianki z ust, westchnęła ciężko. - Taki los kobiet, jesteśmy jak krowy rozpłodowe, mamy przynieść korzyści i przedłużać wielkie rody. Kpina po prostu.
Brunetka nigdy nie pomyślała o tym, że traciła cokolwiek w związku z brakiem dzieci, domu czy tkwienia w miejscu. Nie zastanawiała się, nie gdybała, czerpała, ile mogła z trwającej chwili i nie pozwalała sobie na smutek, nostalgię czy samotność, nie mając na to czasu. Noce bywały długie, ale wtedy zawsze mogła sięgnąć po teleskop i popatrzeć w niebo.
- To przez tą umowę z rodzicami, nie mam jak tego zmienić. Mogę robić, co chcę, ale muszę perfekcyjna, gdy mnie potrzebują na tych wszystkich nudnych bankietach. Uratowała mnie pracownica w posiadłości, bo wszyła mi pod te warstwy tiuli gładki, miękki materiał. Całe szczęście, że nie wymyśliła mi gorsetu, bo zasznurowałaby go tak, żeby biust wybił mi oczy i żebym nie mogła oddychać w ramach zemsty za brak wnuków. Jestem przekonana.
Wpadła w delikatny słowotok, gestykulując odrobinę rękami i w całej tej rozemocjonowanej rozmowie, musiała złapać za paluszka i go przekąsić, żeby poprawić sobie humor, chrupiąc przy tym odrobinę. - Powinnyśmy chodzić razem na przyjęcia, byśmy się dobrze bawiły! Padło na biednego Theona? Twój brat to dobry materiał na męża wydaje się uroczy. Czemu uciekła?
Chociaż mówiła szczerze i naprawdę tak o nim myślała, bo wydawał się taką słodką osobą, to nie mogła powstrzymać śmiechu i rozbawienia z całej tej sytuacji, że Yaxleya wystawiła baba. Przecież te wszystkie landrynki z salonów wydrapałyby oczy za możliwość wzięcia z nim ślubu. Wyobrażała sobie też, ile biedna musiała się nasłuchać i szczerze jej współczuła, o czym mogło świadczyć to krótkie i pełne wsparcia spojrzenie, które jej posłała.
- Kurde, teraz żałuje, że nie poszłam. Kto wygrał Longbottoma i ile Brenna zarobiła? Już od Hogwartu zdawała się mieć łeb na karku i podejście do interesów, była bardzo obrotna i wygadana.
Kojarzyła sporo osób ze szkoły, nawet jeśli nie ze wszystkimi miała kontakt. W końcu jak na Krukonkę przystało, fanatyczkę książek i szachów, miała naprawdę dobrą pamięć, chociaż czasem zdarzało się pomylić imiona. Twarze jednak zwykle rozpoznawała. Palcami zgarnęła brązowe pasma za ucho i już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, kiedy do stolika podszedł barman, kierując na nie miłe spojrzenie. Postawił całą butelkę ognistej na blacie, wyglądała na dobrze zmrożoną. Rozstawił im też kieliszki, nie omieszkując posłać Ger perskiego oczka w ramach prób flirtu, na co Pandora zwinęła usta w dzióbek, powstrzymując gwizdnięcie, aby go nie zawstydzić, bo nie był taki zły.


RE: [04/1972] rozmowy nocą | Geraldine & Pandora - Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.06.2023

Gerry uważała, że warto jest mieć jednak możliwość zatęsknienia. Dopiero wtedy tak naprawdę można było docenić osoby, które były faktycznie bliskie. Uważała, że sztuką było rozmawiać jakby nigdy nic po długim czasie milczenia. W końcu nie z każdym miała taką więź, że chciała opowiadać o wszystkim, od razu, bez zbędnych rozmyślań, czy faktycznie wypada. W tym przypadku czuła, jakby Pandora zawsze była gdzieś obok, rozumiała ją bez słów, nawet gdy dzieliły je setki kilometrów. Miała świadomość, że może na nią liczyć w każdym momencie, pomimo tego, że nie było jej w pobliżu. Niewiele osób wzbudzało w niej podobne uczucia, traktowała to jako coś wyjątkowego. Niby otoczona zawsze była tłumem ludzi, którzy pomimo swej obecności wydawali się być jej dużo bardziej dalecy od panny Prewett.

- Tureckie spa, możesz mieć rację, że brzmi trochę jak katorga, chociaż lubię taplać się w błocie - jednak w trochę innej formie. - Panna Yaxley nie znosiła siedzieć w miejscu, uważała to za marnowanie czasu. Najlepiej jej się odpoczywało w ruchu. Uwielbiała wszelkie aktywności fizyczne, ciągłe życie w drodze. Taki wypad do spa, w przypadku jej temperamentu, który był dosyć ognisty faktycznie mógłby zostać uznany za karę. Nie to, że nie wybrałaby się do Turcji - bardzo chętnie, tylko czas wolny spędziłaby w zdecydowanie inny sposób. Uśmiechnęła się do przyjaciółki, kiedy zobaczyła jaką groźną minę miała, kiedy wspomniała o tym wypadzie ze swoją rodziną. Wiedziała jak ją przestraszyć, na samą myśl bowiem o takiej wycieczce robiło jej się ciepło. Nie to, że nie przepadała za jej rodziną, jednak jeśli było tego kontaktu za dużo, to nawet odważna Gerry zaczynała panikować. Nie była przyzwyczajona do tego, że otaczał ją krąg szczebioczących dziewcząt, raczej unikała takich sytuacji jak ognia, póki miała na to jakikolwiek wpływ.

Ta znajomość była bardzo istotna dla Geraldine, bowiem, kto jak nie inna kobieta znajdująca się w takiej samej sytuacji mógłby ją lepiej zrozumieć? Niby większość bliższych jej osób to byli mężczyźni, miała czasem wrażenie, że nie do końca są w stanie widzieć w pełni to, jak wygląda jej życie. Nie łatwo bowiem było zrozumieć to, że musiała przejmować się tak wieloma sprawami. Oddalać w nieskończoność próśby matki - zdystansować sie przez to dosyć mocno, bo ileż można słuchać tego samego. Przy tym pajać się męskim zajęciem i udowadniać wszystkim wokół, że faktycznie się na tym zna. Pandora znajdowała się w identycznej sytuacji, także bez mniejszego problemu mogła wejść w jej buty, widziała świat dokładnie w taki sam sposób jak ona. Dobrze było mieć ją obok siebie i powymieniać się swoimi doświadczeniami, służyć ramieniem, kiedy akurat to u niej te wszystkie istotne problemy stawały się bardziej wyraźne i mieć szansę skorzystać z jej pomocy, gdy to na Ger padało.

Mało które kobiety były w stanie zrozumieć to, że niektóre z nich oczekiwały do osiągnięcia pełni szczęścia czegoś więcej niż męża i dzieci. Wiedziała, że wynika to w głównej mierze z tradycji, w końcu w ten sposób zostały wychowane - jednak ten świat nie był dla niej. Dusiłaby się w takim układzie i była nieszczęśliwa, Pandora wydawała się być podobna. W końcu również nie bała się podróżować, szukać swojej drogi w życiu - dlatego właśnie to ona była jej tak bliska. Tak wiele je łączyło, mimo tego, że na pierwszy rzut oka wydawać by się mogły zupełnie inne, Pandora wyglądała bowiem zawsze na taką radosną, optymistyczną, Ger raczej zdystansowaną i mocniej stąpającą po ziemi, to w głębi były do siebie naprawdę podobne.

- Dokładnie tak jest. Mam wrażenie, że często też chodzi o ludzi, o tych którzy znajdują się w danym miejscu, bo to bardziej oni tworzą dom. Tutaj mimo wszystko mam najwięcej bliskich sobie osób, pewnie dlatego też najwięcej czasu spędzam w Londynie. - Starała się utrzymywać kontakt z bliskimi. Czasem może i nie było jej specjalnie po drodze, jednak od czasu do czasu próbowała znaleźć chwilę, aby móc się spotkać z każdym. Pielęgnowała te bliskie znajomości, bo wiedziała, że nie ma ich zbyt wiele. Jeśli już się do kogos przywiązywała, to była naprawdę oddana. Musiała jednak w pełni zaufać, a to wcale nie było takie proste. Wiele razy bowiem zdarzyło jej się uciekać, gdy wyczuwała, że za bardzo się przed kimś otworzyła, tylko niektórzy byli w stanie utrzymać ją przy sobie. Może właśnie dzięki temu, że nie spotykała się z nimi często - dzięki temu miała wrażenie, że nie przywiązuje się aż tak mocno - chociaż było to tylko pozorne, bo zdawała sobie sprawę, że te kilka osób było dla niej naprawdę bardzo istotnych.

- Dla ciebie zawsze znajdę dwa dni wolnego. Nie, żeby chodziło tylko o wino, chociaż to naprawdę świetny argument. - Mrugnęła do niej uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Taki wypad, oderwanie się od tego, co działo się wokół na pewno dobrze jej zrobi. Będą mogły się upić, nie przejmować się niczym, narobić sobie wstydu - w końcu tam ich nikt nie znał. Idealna okazja do tego, aby złapać głęboki oddech. Zdecydowanie to właśnie tego potrzebowała.

- Nigdy nie mów nigdy, chociaż wolałabym, żeby faktycznie tak było. - Nie chciałaby jej rozczarować, jednak były takie momenty, że sama nie końca miała wpływ na swoje czyny. Wolałaby, żeby Panda wiedziała, że może zdarzyć się różnie - oczywiście nie zrobiłaby tego specjalnie.

- Dobrze jest mieć taka alternatywę, gdzie możesz wyruszyć, kiedy masz już dość tego pierwszego świata. - Nawet jej tego zazdrościła w pewien sposób. Mogła zawsze po prostu spakować się i uciec od tego, co ją denerwowało. Samo to, jak różne to były światy powodowało, że Geraldine zaczęła się zastanawiać, jak bardzo różni się życie Pandory, gdy przebywała w jednym z tych dwóch miejsc, czy może wręcz przeciwnie? Tu i tu wyglądało ono podobnie, w to raczej średnio była skłonna uwierzyć.

- Ty, stara? Ona chyba do reszty zwariowała. - Może i była troszkę starsza od niej, sama Ger jednak uważała, że całe życie dopiero przed nią i to samo sądziła o Pandorze. Nie do końca potrafiła zrozumieć dlaczego ich matki nie potrafiły tego dostrzec. - Jakby właściwie to, ile mamy lat cokolwiek zmieniało. - Nie sądziła bowiem, że za te pięć lat zmieni im się sposób w jaki postrzegają świat. Ich rodzicielki musiały się z tym pogodzić, czy tego chciały - czy nie. W końcu co zrobią? Zmuszą je siłą aby wyszły za mąż? Wolała nawet o tym nie myśleć.

- Uważam, że jesteśmy stworzone do zdecydowanie większych rzeczy. Spójrz na siebie, przecież jesteś jedną z najlepszych osób w swoim fachu, mało kto jest w stanie ci dorównać. Gdzie byś dzisiaj była, gdybyś wyszła za mąż zaraz po szkole. Musiałabyś pilnować stada dzieciaków, a twój talent by się marnował. - Nie była sobie nawet w stanie tego wyobrazić.

- Tak, musimy sprawiać pozory chociaż na oficjalnych wyjściach. Znam to doskonale, chociaż udało mi się opanować umiejętność znikania podczas takich uroczystości. - Geraldine zazwyczaj pozostawała przy rodzicach krótką chwilę, kiedy to pojawiali się publicznie. Pozwalała sobie na kilka sztucznych uśmiechów, a następnie znikała z butelką czegoś mocniejszego. Niestety i ona musiała przy tym wyglądać jak człowiek - przez to rozumiała ból przyjaciółki, chociaż sama Yaxley już dawno wybiła matce z głowy pomysły strojenia jej niczym bombki na choinkę. - Gorsety są straszne, na samą myśl się duszę. Nienawidzę takiego ścisku. - Zresztą uważała to również za ograniczenie wolności, którego tak bardzo nie znosiła.

Gerry postanowiła odpalić papierosa, wsadziła więc go sobie w usta i sięgnęła po srebrną zapalniczkę. Zacięgnęła się dymem i kontynuowała swoją opowieść. - Musimy pójść kiedyś razem, myślę, że mogłoby to być ciekawe doświadczenie, taka loża szyderców jak my dwie. - Pomysł wydawał się jej być naprawdę doskonały, wiedziała, że będą się wyśmienicie bawić w swoim towarzystwie. - Biednego? Dobre sobie. - Spojrzała na przyjaciółkę z poważną miną. Naprawdę kto jak kto, ale Theon nie był biedny. - Uroczy, to też chyba nieodpowiednie słowo, no ale to jednak mój brat, patrzę na niego trochę inaczej. Dla mnie jest zarozumiałym durniem. - Nie zamierzała wcale tego ukrywać. - Jakś francuska rodzina się zainteresowała mariażem, ale ledwo doszło do zaręczyn to ona zwiała, zniknęła, wygląda na to, że się rozmyśliła. Przynajmniej polowanie było z tej okazji, mogliśmy się zmierzyć z całą rodziną. - Była to chyba jedyna rzecz, która podobała się jej na tym przyjęciu zaręczynowym połączonym z ich urodzinami.

- Szczerze mówiąc nie pamiętam dokładnej kwoty, ale chociaż bardzo lubię Erika, w życiu bym tyle nie zapłaciła za możliwość zjedzenia z nim kolacji. Wygrał Malfoy, tylko nie wiem który, kilkoro z nich licytowało. - Próbowała sobie przypomnieć, jednak szło jej to raczej średnio.

Z rozmyslań wyrwała ją obecność barmana, który to pojawił się przed kobietami z butelką ognistej. Uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła schłodzoną butelkę, po chwili jednak mina jej zrzedła, kiedy zobaczyła, że mężczyzna próbował z nią flirtować. Momentalnie jej twarz przybrała zwyczajowy wygląd, z którego można było odczytać słowa, czy masz jakiś problem. Nieco ostudziło to więc nastrój barmana. Wycofał się, pozostawiając je same.

Gerry nie zwlekała. Sięgnęła po butelkę i nalała im po kolejce. - Za spotkanie! - Uniosła kieliszek w toaście, wcześniej jeszcze przygasiła papierosa, bo poczuła gorąc na ustach - nie zauważyła, że już praktycznie pali filtr.




RE: [04/1972] rozmowy nocą | Geraldine & Pandora - Pandora Prewett - 14.06.2023

Myślała podobnie, zwłaszcza gdy obracała się w typowo czarodziejskim towarzystwie i w akompaniamencie członków rodziny Prewett, gdzie musiała bardzo uważać na to, co wypadało, a co nie. Z Geraldine mogła jednak zrobić wszystko, powiedzieć jej wszystko i napisać list w środku nocy z najgłupszą wiadomością, a ona by zrozumiała. Była jej bratnią duszą na tak wielu płaszczyznach, że zaczynała już tęsknić kilka minut po tym, gdy ich spotkanie dobiegało końca. Miała też wrażenie, że łączy je jeszcze bycie białą owcą rodziny — nie czarną, bo one dwie były przyzwoite i dobre, raczej życzliwe.
- Jakby Deniz wybrała Ci biżuterię, sukienkę i przyszłyby wszystkie maluchy, to zapewniam Cię, taplanie się w mokradłach wśród utopców jest luksusem. Zwłaszcza gdy moja matka popija herbatę gdzieś za plecami i wbija w Ciebie to Twoje spojrzenie, które sugeruje, że zaraz skończy Ci się termin ważności. Cudowna zabawa. - rozłożyła bezradnie ręce po swojej wizualizacji, starając się zachować poważną minę, jednak zaraz parsknęła śmiechem. Panna Yaxley miała rację, że ruchoma forma wypoczynku była najlepsza, o czym dodatkowo przekonywał ją Hjalmar, odkąd tylko się poznali. - Musimy jechać do moich dziadków, gdy będzie szczyt sezonu. Mam drabinkę w sypialni i blisko do stajni, damy radę uciekać, zupełnie jak dwie małolaty. - szepnęła konspiracyjnie, nachylając się w jej stronę i puszczając jej oczko, bo chciała, by blondynka odwiedziła jej rodzinne strony. Mogłyby się tam dobrze bawić, korzystając z nocnych atrakcji Antalyi oraz otaczających ją terenów — zarówno leśnych, jak i górskich. Mając dostęp do Abraksnaów Perwettów, mogły dostać się dość sprawnie i wygodnie w każdy zakamarek ojczystego kraju matki Pandory. Mogłyby ewentualnie wziąć Su lub Ismet, chociaż ta druga miała na głowie niespełna dwuletnią córkę i chyba byli w trakcie pracy nad rodzeństwem dla niej.
Z mężczyznami było łatwiej się dogadać im obydwu — była o tym przekonana, ale nie dało się żyć bez kontaktu z żadną rówieśniczką, która byłaby do Ciebie podobna. Facet nie wszystko mógł zrozumieć, zwłaszcza przez narzucony społecznie podział obowiązków oraz przywilejów, stawiających mur pomiędzy płciami. Obydwie wyprzedzały swoje czasy, były silne oraz niezależne, co nie było powszechnie akceptowane. Ile razy spotkały się z pytaniem "Gdzie Twój szef?", podczas przyjmowania zlecenia? To było męczące, ale jednocześnie ta zaskoczona mina na twarzach ludzi dawała taką satysfakcję.. Uśmiechnęła się do swoich myśli, tym samym wykonując ten gest w stronę siedzącej naprzeciw kobiety. Miały szczęście, że wtedy na siebie wpadły w tym Hogwarcie i los chciał, aby wpadły w rozmowę, a potem już poszło tak szybko, że minęło ile.. Dziesięć lat? I tak im zostało.
Mąż oraz dzieci były zestawem kobiety spełnionej, niezmiennie od średniowiecza i niewiele sugerowało jakiekolwiek zmiany na tym gruncie. Musiały więc słuchać o tym, że zaraz będą starymi pannami, a nie panienkami i o tym, że potem nie zajdą w ciążę, bo będzie zbyt późno i nikt ich nie będzie chciał. Na co komu żona, która zamiast haftowania i opiekowania się domem, poluje na stworzenia lub rozpracowuje albo tworzy przedmioty? Nigdy nie spełnią tych oczekiwań, Pandora wiedziała o tym od dawna. Czy to znaczyło, że zawsze będą same lub nigdy nie będą miały dziecka? Nie. To świadczyło tylko o tym, że same o sobie zdecydują, a przynajmniej będą walczyły, aby to zrobić. Na pierwszy rzut oka były całkiem odmienne, blondynka z brunetką, spodnie z sukienkami, uśmiech z ostrożnością, ale gdyby przyjrzeć się im bliżej, dokładniej, każdy głupi zobaczyłby, jak się uzupełniały. Każda miała mocne strony zupełnie inne, przez co razem były zgranym i niepokonanym — w oczach Turczynki — duetem.
- Masz rację! Ty jesteś też, jak dom. - odparła swobodnie, lustrując ją spojrzeniem brązowych oczu, zaraz jednak kontynuując. - I w Londynie chciałaś byś znaleźć ten swój dom, dom? Wiesz, ten wyjątkowy dom. - nie mogła powstrzymać zadziornego tonu głosu, drobnej nuty figlarności, która zatańczyła na jej twarzy, gdy zapytała w taki, a nie bardziej bezpośredni sposób o jej życie uczuciowe. Nie wierzyła w to, że Yaxleyówna zawsze będzie sama, zasługiwała na największą i najwspanialszą miłość na świecie. Taką, która ją zaakceptuje z jej pasją i niezależnością, która nie będzie podcinała jej skrzydeł i wręcz zachęcała do lotu. Przywiązanie było trudne, ale tworzone dzięki niemu wspomnienia, do których można było wracać — bezcenne. Pandora była przekonana, że gdyby była chłopcem, to ona by sobie wzięła Gery za żonę. Była naprawdę oddana, troskliwa i przede wszystkim, zawsze była obok, gdy drugi człowiek tego potrzebował. Prewettowna umiała z nią milczeć, śmiać się do łez i nawet wpadać w haczące o kłótnie dyskusje, które jednak nie były w stanie niczego między nimi zmienić, o ile się już zdarzały.
- To jesteśmy umówione i porywam Cię w maju! I nie ma, że nagle wyskoczy Ci złoty smok lub inne mityczne stworzenie. - pogroziła jej nawet palcem z uśmieszkiem, posyłając pociągłe spojrzenie spod ciemnych rzęs. Włochy w towarzystwie przyjaciółki od razu wydały się piękniejsze, zwłaszcza że region, który miała odwiedzić, był naprawdę piękny. Nie mogła sobie przypomnieć, gdy ostatnio razem spały, popijając alkohole w piżamach i objadając się niezdrowymi przekąskami, które kupiły w mugolskich sklepach. Tak naprawdę, to jedyną wadą — lub raczej minusem w jej przyjaciółce, była jej praca. Brunetka rozumiała potrzebę i fakt, że polowania miały miejsce od setek lat, ale jako osoba, która nie jadła mięsa i kochała wszystkie żywe stworzenia, wciąż miała maskotki i najchętniej miałaby zwierzyniec, było jej ciężko myśleć, że ktoś o tak anielskiej buzi, jak Geraldine, je zabija. Nie krytykowała jej nigdy, nie robiła uwag, po prostu udawała, że tak nie jest.
- Nigdy. - powtórzyła dziewczyna twardo i uparcie, mając minę staruszki, która miała za sobą przynajmniej pięćdziesiąt lat doświadczenia z ludźmi. Ci popełniali błędy, była tego świadoma i zawsze starała się wybaczać, nie rozpamiętywać złych rzeczy lub w emocjach rzuconych słów. - Gery to nic trudnego, pakujesz plecak i namiot, a do reszty masz galeony i różdżkę. I po prostu pędzisz tam, gdzie poniesie Cię fantazja lub serce. Świat jest naprawdę piękny.
Często tak robiła, znikała rodzicom, zostawiając liścik lub wysyłając po kilkunastu godzinach sowę z informacją, że żyje i wszystko w porządku. Zadawała sobie sprawę, że rodzina Prewett mogła mieć kilku wrogów, zwłaszcza wśród dłużników w kasynach ojca i ten czasem dramatyzował. - Jestem pewna, że też zakochałabyś się w Islandii. - dodała jeszcze miękko, gdy przez myśl jej przeszedł obraz stada wilków w zasypanym śniegiem lesie oraz błyszcząca szmaragdową zielenią zorza na granatowym niebie.
- Nam może nie zmienia, ale macice ponoć starzeją się szybciej. - wyjaśniła rozbawiona, próbując brzmieć, jak swoja matka w tych swoich wywodach o zegarze biologicznym. Teraz już niewiele kobiet zostawało matkami przed dwudziestym rokiem życia, ale prawda była też taka, że po dwudziestym piątym było ich jeszcze mniej. Zdawała sobie sprawę. - Prawda? Zamiast zaklinać przedmioty, podróżować, robić Ci bronie, musiałabym haftować i pilnować, żeby dzieci się uczyły. Dramat. Ty też byś mogła rozstać się z polowaniem, bo przecież matce nie wolno biegać z ostrymi narzędziami, tylko raczej robić wianki dla dziecka do zdjęć i planować kolejne. Wyobrażasz sobie nas dwie w sukienkach z gorsetem i tych niedorzecznych kapeluszach, pijące herbatę o siedemnastej z ciastem i planujące zaręczyny naszych pięcioletnich dzieci za dwanaście lat? Bo oczywiście byliby zaręczeni od urodzenia słownie, potem już formalnie.
Udawała rozmarzony ton, nawet westchnęła teatralnie, a w jej głowie Ger już miała różową suknię, podczas gdy Pandora siedziała w zielonej lub cytrynowej ze wstążką pod szyją od kapelusza. I te małe dzieci w białych kaftanikach, które wywalały się i potykały co kilka minut, kłócąc o magiczne klocki. Parsknęła śmiechem, machając ostentacyjnie ręką. To byłoby marnotrawstwo ich talentu i charakteru. Nie wątpiła oczywiście, że gdyby kiedyś przyszło dziecko chować, to obydwie byłby doskonałymi matkami, bo poradzą sobie ze wszystkim i że ich latorośle byłyby chowane bardzo samodzielnie i zupełnie inaczej, niż te wszystkie maminsynki i córeczki tatusia z Londyńskiej arystokracji.
- Ciężki nasz los, co? Zwłaszcza, jak musisz uśmiechać się, jak taka bezmózga idiotka i przytakiwać, bo ktoś jest synem wysoko postawionego pracownika Ministerstwa, z którym matka Cię chcę wyswatać. A Ty masz więcej siły w rękach, niż on. - spojrzała na nią wymownie, wywracając zaraz oczami. Obydwie musiały to znosić, a potem te pytania "Może ten?", jakby wybierały ogiera rozpłodowego. Tragedia. Ayday nie dawała Pandorze zbytnio odetchnąć, dlatego ta nie zostawała dłużej na przyjęciu, niż zakładała ich umowa. Gdyby jednak były na którymś razem, bawiłyby się znacznie lepiej. - Biust wygląda pięknie i talia, ale czy to warte takiego cierpienia?
Zapytała retorycznie z delikatnym wzruszeniem ramion, bo każda kobieta musiała sobie sama odpowiedzieć, czy ma ochotę mieć do czynienia z fiszbinami i ciasną wstążką na plecach, tylko dlatego, żeby mieć sylwetkę z wąską talią i większym biustem, niż był w rzeczywistości. - Nie wiem, czy by nas okiełznali na tym przyjęciu. Matki by nam osiwiały. - uśmiechnęła się z zadowoloną miną, bo ta wizja bardzo się jej podobała, aby kobietom utrzeć nosa. We dwie były znacznie silniejsze, jeszcze bardziej uparte i żaden przygłup by sobie w konwersacji z nimi nie poradził. Przytaknęła na tego biednego Theona raz jeszcze, był naprawdę uroczym mężczyzną. - Oczywiście, że uroczy. Nie Tobie oceniać brata, bo nie jesteś obiektywna. Kiedyś nawet myślałam, czy się z nim nie umówić, bo strasznie mi się podobał, ale uznałam, że czułabyś się z tym niezręcznie. - wyjawiła jej cicho, puszczając kolejne oczko w jej stronę i licząc, że nie będzie zła. Nie miała prawdziwego rodzeństwa, tym bardziej bliźniaka i nie zdawała sobie do końca sprawy z więzi, która mogła łączyć ich ze sobą. Nie narażałaby przyjaźni z Ger dla randki z Theonem, nawet jakby przypominał greckiego boga. - Durna dziewczyna. Żona Theona będzie miała dobrze, zawsze z szacunkiem traktował kobiety i jest całkiem inteligentny. Twoja matka musiała być wściekła. A co on na nią w ogóle? Był nią zainteresowany? Widzisz? Jaki optymizm! Nawet w przyjęciu zaręczynowym znalazłaś coś dobrego skarbie, jestem dumna.
Upiła kolejny łyk piwa, bo zaschło jej trochę w gardle, a potem zwilżyła wargi, pozbywając się z nich reszty piany. Nieco zaskoczyło ją, że za kolację z Erikiem zapłacił Malfoy, chociaż Ger nie sprecyzowała, który. - Ja chyba też nie. Za Ciebie bym zapłaciła, za taką kolacyjną randkę. - uwielbiała się z nią droczyć, pokazywać jej na każdym kroku, jak była dla niej ważna i jak jej potrzebowała w swoim życiu. Zawsze poświęcała Yaxleyównie całą swoją uwagę podczas spotkań, nigdy też nie pozwoliła w swoim towarzystwie, aby ktokolwiek powiedział na jej temat coś złego. Jej palce sięgnęły do złotej literki "P", która zakołysała się jej na szyi na bardzo delikatnym łańcuszku. Chciała coś dodać, ale przyszedł barman, który, jak się okazało, został spławiony w kilka sekund, na co Prewettówna nie mogła powstrzymać głośnego śmiechu, przez który spojrzało w ich stronę kilka osób. Nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Wbiła spojrzenie w przyjaciółkę, przytakując i łapiąc za kieliszek, stuknęły się z sobą i strzeliła do dna, zaciskając oczy. Cierpki alkohol sprawił, że po ciele przebiegł jej dreszcz, nawet odrobinę się skrzywiła. Nie powinny mieszać tego z piwem, ale będzie, co ma być. - Za spotkanie. A on nie był taki zły, mogłaś trochę poflirtować. - zauważyła, przenosząc spojrzenie błyszczących nieco od łez oczu, bo ognista faktycznie paliła w gardło, w stronę chłopaka, który wrócił za bar. Pandora lubiła blondynów o niebieskich oczach, ten niestety taki nie był, zresztą i tak nie zamierzała na nikim dziś zawieszać spojrzenia na dłużej, poza swoją spełniającą kryteria towarzyszką. - Palisz jak smok! Jak możesz tak szybko? - zapytała szczerze zainteresowana, zerkając w niedopałek, który zdaniem Pandory, zniknął w ułamek sekundy. Ona sama nie paliła papierosów, zdarzyło się jej raz czy dwa, gdy była młodsza, ale poza tym, nigdy jej do tego nie ciągnęło. Wydawało się też Pandorze, że tytoń wcale nie działał dobrze w akompaniamencie eliksirów, które zażywała. Od lat zmagała się z problemami ze spaniem, więc w mieszkaniu jej ojca, które jej udostępniał gdy bywała w Londynie i w jej plecaku, zawsze znaleźć było można dużo eliksiru na sen oraz eliksiru pobudzającego, które zażywała regularnie. Piła też sporo kawy, a przez fakt, że nie jadła mięsa, również sporo słodyczy - głównie słodkich bułeczek czy ciastek. - Myślałaś, żeby kiedyś rzucić? W sensie, to nie jest uporczywe, jak no.. Hmm, no wiesz, musisz zapalić? To tak działa? Że teraz i natychmiast? - zapytała jeszcze w temacie papierosów nieco zaciekawiona, bo nie wydawało się jej to działać w ten sam sposób, co uzależnienie od alkoholu, ale chyba głównie przez to, że efekty picia z nadmiarem były bardziej widoczne.


RE: [04/1972] rozmowy nocą | Geraldine & Pandora - Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.08.2023

Wcale nie takie łatwe było pogodzenie swoich poglądów z tym, czego oczekiwała rodzina. Yaxley często łapała się za słówka, wiedzieli, że ma nieco inne zdanie na większość spraw niżeli oni, jednak nie sądzili, że była aż taka liberalna. Tak naprawdę miała w głębokim poważaniu te wszystkie czarodziejskie tradycje, których kurczowo trzymały się te rodziny czystokrwiste. Starała się jednak robić dobrą minę do złej gry, przynajmniej przy rodzicach. Jak to mówią, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Dzięki temu mogła korzystać z rodzinnego majątku i kontaktów, które były przydatne w profesji jaką wybrała. Dobrze było mieć świadomość, że wśród innych czarodziejskich rodzin były takie przypadki jak ona. Niby beznadziejne - chociaż zależało kto na to patrzył i to oceniał. Ona uważała siebie i Pandorę za dwie spadające gwiazdki, które mocno świeciły pośród tych innych zwyczajnych gwiazd.

- Huh, biżuteria brzmi źle, nie znoszę siebie w wersji choinki, chociaż moja matka też miała takie zapędy, na samym początku. - Poruszyła ramionami, na samą myśl poczuła dyskomfort, którego musiała się od razu pozbyć. - Tak, niby siedzi z boku, zajęta sobą, a tak naprawdę cały czas bacznie ci się przygląda, obserwuje każdy twój krok. To okropne. - Naprawdę rozumiała te wszystkie problemy Pandy, które dla innych mogły wydawać się błahe, jednak sama przeżywała podobne zmartwienia. Ileż można wysłuchiwać o tym, że wypadałoby to, albo tamto? Nie docierały żadne argumenty, to było w tym wszystkim najgorsze, temat ciągle powracał niczym bumerang. - Zawsze możemy uciec, na koniec świata, tam nikt nie będzie nam zawracał dupy takimi rzeczami. - Parsknęła śmiechem, bo wiedziała, że tego nie zrobią. Upiła przy tym spory łyk alkoholu ze szklanki. Czuła, że jeszcze jest zbyt trzeźwa, a miała zamiar tej nocy się nawalić.

- Wypad do dziadków brzmi wspaniale, wymykanie się w nocy, adrenalina, która towarzyszyła podczas nastoletnich lat, to jest to czego potrzebuję. - Naprawdę była gotowa choćby zaraz spakowaś się i wyjechać z Pandorą w nieznane. Wiedziała, że razem będą się bawić wyśmienicie. Nie było istotne miejsce, mogła z nią pojechać gdziekolwiek, choćby na koniec świata, bo w jej towarzystwie nigdy się nie nudziła.

Gerry cieszyła się z tego, że miała możliwość móc się z nią przyjaźnić. Była szczęśliwa, że dawno temu ich drogi się skrzyżowały. W końcu kto zrozumie cię w niedoli jak druga kobieta, która znajdowała się w tej samej sytuacji. Mimo, że większość życia spędziła w towarzystwie mężczyzn, to zdecydowanie potrzebowała też chociaż jednej bliskiej powierniczki, która w pełni rozumiała to, jak się czuje. Nie o wszystkim mogła powiedzieć facetom - nie oszukujmy się, nie każdy problem byli w stanie zrozumieć. Jeśli chodzi zaś o Pandę, mogła się z nią podzielić każdym przemyśleniem, nic nie wydawało jej się głupie, sama również przychodziła do Geraldine ze swoimi wątpliwościami.

Gerry nie potrafiła się pogodzić z tym, jak chciała widzieć jej przyszłość matka. Nie sprzyjało temu również to, że była jedyną córką wśród rodzeństwa Yaxley. Matka skupiała się na niej, ona stała się głównym celem który męczyła. Dlaczego kobiety takie, jak ona, czy Panda, pełne pasji miały zostać uwiązane w domu, jako czyjeś żony. Dlaczego rodzice nie potrafili zrozumieć, że oczekiwały od życia czegoś więcej? Niby żyli w innych czasach, jednak te przekonania nadal niezbyt specjalnie ewoluowały.

Pogodziła się już z tym, że będzie musiała wysłuchiwać tego do usranej śmierci. Pandora zapewne podobnie. Mimo, że razem mogły osiągnąć naprawdę wiele. Nie, żeby nie chciała się zakochać, przeżyć miłości, o której czytała w książkach, tyle, że przy tym wszystkim okropnie się bała. Bała się, że zatraci część siebie i tą wolność, którą tak bardzo kochała. Powodowało to wiele przemyśleń, pytań na które nie znała odpowiedzi. Wiedziała jednak, że może być to dla niej trudne. Przez lata budowała wokół siebie mur, gotowa nie przyznawać się do uczuć, które czuła. Zazwyczaj tłamsiła swoje uczucia, zmieniała je w przyjaźń i godziła się na to, żeby być przez moment nieszczęśliwą, za bardzo bała się tego, jak może się to skończyć.

Na jej twarzy pojawił się ciepły uśmiech, kiedy Pandora wspomniała o tym, że jest jak dom. Nie spodziewała się usłyszeć z jej ust takich słów. Naprawdę ją to rozczuliło. - Tak właściwie, to nie wiem, czy już go nie znalazłam, wiesz? - Jej życie nieco się ostatnio wywróciło do góry nogami. Poznała kogoś, kto z nią zamieszkał. Czekał na nią, kiedy wyruszyła na ostatnią wyprawę, było to coś, czego nie zaznała nigdy wcześniej. Może nie była to łatwa relacja, Ger przecież nie mogłaby wybrać tak, żeby było zbyt prosto, jednak czuła, że to jest właśnie to. Musieli jeszcze jakoś poradzić sobie z wizją rychłej śmierci jej aktualnego wybranka, ale dla Yaxley nie było rzeczy nie do przeskoczenia. Jakoś sobie z tym poradzą, tak jak radziła sobie z wszystkimi problemami życia doczesnego. Nieco się zarumieniła, gdy wspomniała o tym Prewettównie - nie była przyzwyczajona do tego, żeby dzielić się swoimi uczuciami. - A ty poznałaś kogoś podczas swoich wypraw na koniec świata? - Była ciekawa, czy Pandora znalazła kogoś, kto wbuzdził jej ciekawość, życzyła jej tego z całego serca. Uważała, że zasługuje na to, aby jakiś jegomość obdarzył ją ogromnym uczuciem - była tego warta. Tak naturalnie, a nie, żeby zaspokoić oczekiwania rodziców.

- Czymże jest złoty smok przy Twoim towarzystwie moja droga. - Roześmiała się znowu, bo dla weekendu z Pandorą była w stanie porzucić wszelkie plany. Dobrze im zrobi takie oderwanie się od szarej rzeczywistości, gdzie będą mogły oddać się samym przyjemnością. Na samą myśl o tym wyjeździe robiło jej się ciepło na sercu.

Miała świadomość, że jej profesja może wzbudzać kontrowersje. Doceniała to, że Pandora nigdy o tym nie wspominała. Inni nie mieli w sobie tyle ogłady. Wypominali jej, że jest mordercą, chociaż robiła to po to, żeby innym żyło się lepiej. Wiele stworzeń stwarzało realne zagrożenie dla ludzi, starała się coś z tym robić, a że przy okazji na tym zarabiała? Cóż, też musiała z czegoś żyć.

- Dobrze jest wiedzieć, że jest ktoś, kto tak bardzo we mnie wierzy, wiesz? - Rzadko się zdarzało, aby słyszała tak pewnie wypowiedziane słowa. Widać było, że Pandora faktycznie wierzy w to, że Gerry jej nie rozczaruje. - Wiem Słońce, ale mam też zobowiązania, niektóre czasowe, muszę na bieżąco uzupełniać zasoby alchemików. - Żeby to wszystko było takie proste. Niestety miała też swoje zobowiązania, terminy, których musiała pilnować.

- Na pewno kiedyś się tam wybiorę, muszę tylko znaleźć zlecenie, na coś co tam mieszka. Praca łączona z przyjemnością, to coś co uwielbiam. - Skoro Panda tak zachęcała do wizyty na Islandii, to zamierzała sprawdzić, czy faktycznie jest tam tak pięknie. Nie to, że jej nie wierzyła, jednak sama chciała się przekonać.

- Większa krzywdę chyba bym sobie zrobiła haftując niż biegając z bronią podczas polowania. Nie jestem przystosowana do takich czynności. - Całe dzieciństwo unikała zajęć typowych dla kobiet, przez co nie do końca była przystosowana do życia jako dama, no ale trudno. - Na samą myśl o tym, że mogłybyśmy tak skończyć mam ochotę płakać moja droga. - Wolała nawet nie wyobrażać sobie ich dwóch w takiej wersji, zdecydowanie nie pasowało to do tych kobiet.

- Tak szczerze mówiąc, jakoś nigdy nie zależało mi na tym, żeby pięknie wyglądać, zdecydowanie bardziej skupiałam się na tym, żeby być pewną swojej zwinności. - To było dla niej najważniejsze. Musiała pilnować tego, żeby być w formie. W końcu mierzyła się z najróżniejszymi stworzeniami i od tego zależało jej życie, sprawiało to jednak również i to, że jej ciało wyglądało dobrze - nie widać było po niej upływu czasu.

- Ty też nie potrzebujesz gorsetu, żeby pięknie wyglądać. - Jej zdaniem Pandora była jedną z piękniejszych kobiet, jakie znała. Wyglądała bardzo egzotycznie i wyróżniała się na tle brytyjek.

- Wystarczyło powiedzieć, umówiłabym Was nawet na spotkanie, tyle, że nie warto, bo to buc, ale mogłabyś się o tym przekonać na własnej skórze. - Nie była jakoś specjalnie obiektywnie nastawiona do swojego brata, jeśli jednak tylko Prewettówna wyraziłaby chęć to nie stawałaby na drodze do jej szczęścia. Wierzyła jednak, że znajdzie kogoś zdecydowanie bardziej wartościowego.

- Z tego, co wiem Theon cieszy się sporym zainteresowaniem kobiet, więc może nawet lepiej dla niego. Dobrze, że uciekła przed ślubem, wolę sobie nie wyobrażać, jaki byłby to cios dla matki, gdyby wydarzyło się po ślubie. - Miała świadomość, że jej bliźniak był kąskiem, którym interesowało się sporo kobiet - czego nie do końca potrafiła zrozumieć.

- Wiesz, ja za taką randkę z Tobą też oddałabym wszystkie galeony jakie posiadam. - Nie miała żadnych wątpliwości. Jeszcze jakiś pajac zainteresowałby się jej przyjaciółką, zdecydowanie wolałaby ją sama zabrać na randkę i uchronić od niewygodnego towarzystwa.

Całkiem szybko udało się jej pozbyć natrętnego kelnera - Gerry nigdy nie była delikatna, nie miała w sobie również ogłady. Dobrze, że rozbawiło to Pandorę. Sama zaczęła jej wtórować i śmiała się przy tym w głos. - Przepraszam, nie jestem najlepsza w te rzeczy. - Nie należała do osób, które wyczuwały flirt, dużo czasu zajmowało jej zauważenie, że ktoś chce od niej czegoś więcej.

- Lata doświadczenia moja droga. - Nawet rozbawił ją ten komentarz. Faktycznie paliła szybko i dużo, kiedy tylko mogła. Nauczona tym, że czasem nie miała na tę czynność zbyt wiele czasu. - Rzucić, coś ty, przecież i ja muszę mieć z życia jakieś przyjemności, chociaż taki dymek. - Zaczęła popalać już w Hogwarcie i nie wyobrażała sobie siebie bez papierosa w dłoni.

Geraldine i Pandora spędziły w tym pubie jeszcze długie godziny. Dyskutowały o wszystkim i o niczym, jak miały w zwyczaju, a następnie zaczęły się odprowadzać do domu wy wyśmienitych humorach.


Koniec sesji