Secrets of London
[Wrzesień 1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Bellatrix & Louvain - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [Wrzesień 1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Bellatrix & Louvain (/showthread.php?tid=1469)



[Wrzesień 1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Bellatrix & Louvain - Louvain Lestrange - 07.06.2023

Aleja Horyzontalna


Siedziba redakcji "Trybuna Magii" i okolica



Szlamy robiły się coraz bardziej bezczelne i odważne. Trzeba było mieć naprawdę niemały tupet, by będąc zaledwie początkującą dziennikarką i to mugolskiego pochodzenia, publikować tak odważny artykuł. Grace Jennet nazywała siebie samą dziennikarką śledczą, zaczynała od opisywania niewiele znaczących oszustwach podatkowych w Carkitt Market. Opierając się na kilku plotkach i anonimowym informatorze, nie wzbudziła wielkiego zainteresowania na łamach przeciętnego brukowca jakim była Trybuna Magii. Jednak młoda kobieta najwidoczniej miała w sobie nienasycone pokłady ambicji, by wypłynąć skoro zdecydowała się na tak poważny artykuł w którym przypisywała wielkim rodom wspomaganie terroryzmu Lorda Voldemorta. Nawet Prorok Codzienny potrafił być odpowiednio zachowawczy i unikać tak poważnych oskarżeń w obawie przed wywołaniem skandalu i kontrowersji. Najgorsze w tym wszystkim było to to, że panna Grace wykonała kawałek solidnej pracy i w rzeczywistości to o czym pisała było niebezpiecznie blisko prawdy. Dostawało się takim nazwiskom jak Rookwood, Black, czy Lestrange. Rzecz jasna, że nie można było tego zostawić bez odpowiedzi. Szlama musiała poczuć na własnej krwi, że przyszła na strzelaninę z nożem. Dlatego Louvain postanowił skontaktować się z kuzynką Bellatrix z którą wspólnie zasilali szeregi sług Czarnego Pana, by wspólnymi siłami rozwiązać ten brzydki problem.
Późnym wieczorem, siedząc w niewielkiej kawiarence na przeciwko siedziby owej redakcji, przeglądał to przeklęte wydanie Trybuny, które za każdym razem tak samo podnosiło mu ciśnienie. Cruciatus samo mu się ciskało na koniec różdżki, kiedy czytał kolejne akapity obszernego "rozliczenia".
- Do twarzy Ci z intrygą, kuzynko. - oznajmił stonowanym głosem widząc zbliżającą się sylwetkę Bellatrix. Odłożył na bok gazetę, wstał zapinając guziki marynarki, odsunął dla przybyłej krzesło obok i z przebiegłym uśmieszkiem na twarzy, zaprosił gestem do stolika. - Chruścik powinien się zjawić za kilka minut. Wejdzie do redakcji i kiedy upewni się, że w środku jest bezpiecznie, da nam sygnał w tamtym oknie. - rozpoczął od samego sedna mówiąc cicho i ostrożnie, by nikt ich nie podsłuchał. Chruścik oczywiście był skrzatem z rezydencji Lestrangów, który podzielał poglądy swoich panów i był do tego bardzo lojalny. Pomysł z podstawieniem skrzata domowego na czujkę i rozeznanie podsunęła mu właściwie sama dziennikarka, ponieważ to ona próbowała przekonać sługę Lestrangów do współpracy i obnażania sekretów rodowych. Wystarczyło tylko kazać Chruścikowi pozwolić uwierzyć w jej pomysł i postarać się o osobistą rozmowę, sam na sam, bez świadków. Tak samo naiwna co brudna. - Potem przeniosę nas do środka. Reszta to już sama przyjemność. - dokończył, a policzki same mu się uniosły z zachwytu. Louvain był już kiedyś wewnątrz redakcji, kiedy zaczynał swoje sportowe podboje i udzielał swoich pierwszych wywiadów w których, ani trochę się nie ograniczał w obrazoburczym przekazie. Dlatego tak dobrze był poinformowany o strukturach redakcji i o tym, że nikt nie zostaje w biurze do zmroku. Redaktorzy byli za leniwi i słabo opłacani by zostawać w pracy po godzinach.


RE: [Wrzesień 1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Bellatrix & Louvain - Bellatrix Black - 07.06.2023

To, że Lou wybrał właśnie ją na swoją towarzyszkę ogromnie ją ucieszyło. Wszak był starszy, bardziej doświadczony, a postanowił, aby to właśnie ona pojawiła się tutaj z nim. Podbudowało ją to, czuła, że może osiągnąć wiele, szczególnie, kiedy takie osoby, jak jej kuzyn doceniały jej umiejętności. W końcu był sławny, w przeciwieństwie do niej wszyscy o nim mówili. Nie zdziwiło jej wcale, że skontaktował się z nią w sprawie szlamy. Trixie była znana wśród odpowiednich osób, jako ta, która nieszczególnie przepada za mugolakami i potrafi sobie z nimi radzić. Mimo młodego wieku.

Jej poglądy ukształtowały się dzięki rodzicom, którzy od dziecka wpajali jej, co jest dobre. Przesiąkła tym wszystkim do szpiku kości, chyba można było nawet stwierdzić, że przerosła swoich mistrzów. Jej nienawiść do szlam była ogromna, siedziała w niej bardzo głęboko. Była gotowa zrobić naprawdę wiele, aby pozbyć się ich wszystkich z tego świata, trzeba było oczyścić go z tych plugawych pomiotów.

Zaczęło się ściemniać. Panna Black przemierzała uliczki całkiem szybkim krokiem. Słońce chowało się już za horyzontem, za chwilę miała nadejść noc. Wyglądała elegancko - jak zawsze. Trixie dbała o to, żeby dobrze wyglądać, lubiła się stroić. Jej ulubionym kolorem była czerń i fiolet, także ubrała na siebie dzisiaj sukienkę, która sięgała jej niemal do kostek w kolorze lawendy. Niesforne loki pozostawały rozpuszczone, chociaż wyglądały aż przesadnie idealnie - dbała o to, żeby nawet fryzura była dopracowana. Pojawiła się przed drzwiami kawiarenki punktualnie - przecież nie mogła się spóźnić na tak ważne spotkanie.

Przekroczyła próg kawiarenki z uśmiechem na twarzy, kryło się w nim coś niepokojącego. Bellatrix cieszyła się ogromnie z tego spotkania. Będą mogli pokazać tej przebrzydłej szlamie, gdzie jest jej miejsce. Jak właściwie śmiała zacząć węszyć wokół czystokrwistych rodzin. Przecież one były filarem czarodziejskiego świata, niewdzięczna mugolaczka. Musieli pokazać jej, że coś takiego nie przejdzie. Musiała wiedzieć, gdzie w tym wszystkim jest jej miejsce. Jako, że zarówno ona, jak i jej kuzyn popierali Czarnego Pana mogli się idealnie odnaleźć w tej roli.

Dostrzegła go od razu. Wyróżniał się na tle innych obecnych w kawiarence, dlatego też pewnym krokiem ruszyła w jego kierunku. - Twe słowa to miód na moje serce, kuzynie. - Dodała jeszcze, posłała mu przyjemny uśmiech, oczy jej błyszczały, widać było, że jest pełna entuzjazmu. Gotowa, aby wypełnić swoją misję.

Usiadła na krześle, gdy Lou odsunął je przed nią. Widać było, że pochodzi z dobrej rodziny, potrafił zaopiekować się kobietą. - Idealnie, widzę, że wszystko przemyślałeś, Lou. - Powiedziała szeptem, nie chciała, aby ktokolwiek podsłuchał ich rozmowę.

- Wspaniale, że wejdziemy tam razem mój drogi. - Nie ukrywała, że cieszy ją ta wizja. - Muszę przyznać, że pomysł z korzystania z umięjętności skrzata jest naprawdę świetny, że też sama wcześniej na to nie wpadłam. - W końcu dzięki temu, żadnemu z nich nie mogła się stać krzywda. Najwyraźniej bardzo dokładnie przemyślał plan - co jej imponowało. Ona raczej miewała problemy ze schematami i pozwalała sobie dać ponieść się chwili. Może kiedyś dojdzie do takiej wprawy jak kuzyn i zacznie panować nad tym co robi.

- Nie mogę się doczekać, wiesz? - Zresztą mógl dostrzec, że trudno jej jest usiedzieć w miejscu, roznosiła ją energia.




RE: [Wrzesień 1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Bellatrix & Louvain - Louvain Lestrange - 09.06.2023

"Wizyta" jaką mieli złożyć dziennikarce miała mieć wydźwięk nie tylko propagandowy, bo ataków na tle terrorystycznym w samym Londynie zdążyło przytrafić się już całkiem sporo, a od ogłoszenia manifestu nie minął nawet rok. Chodziło w tym też o ich partykularny interes jakim było zapewnienie bezpieczeństwa i ochrona pozycji ich rodów. W ich wspólnym, z perspektywy elity magicznej społeczności, kolektywnym interesie, było dokładanie wszelkich starań by zachować nienaganną opinię o ich nazwiskach. Dopuszczanie to głównego nurtu i opinii publicznej takich stanowisk jakie wnosiła szlama Jennet powinno, wręcz skazane było ze surową reakcją. Najlepiej kiedy jednocześnie posłuży jako przykład dla całej reszty kasty dziennikarskiej, taka drobna sugestia by nie wtrącali się tam gdzie nie powinni, bo mogą stracić coś o wiele więcej, niż wścibski nos. Miała być to jego własna inicjatywa, a Bellatrix wybrał, ponieważ dostrzegał w niej wielki, ogromny wręcz potencjał. Pomimo tak młodego wieku, wykazywała niecodzienną ambicje oraz zdolności którymi nie mógł pochwalić się byle kto. W wieku dwudziestu lat była już wprawną oklumentką, a do tego równie dobre posługiwała się legimencją. Louvain nie był od niej przesadnie starszy, ale on w tym samym wieku głównie trwonił czas na drogie alkohole i kobiety. Może i wygrał kilka lig i turniejów sportowych, ale z obecnej perspektywy nie znaczyło to dla niego, aż tak wiele co wtedy. W swojej kuzynce widział materiał na przyszłą przywódczynię, kogoś kto mógłby zostać wyniesiony na tle innych śmierciożerców. Potrzebowała jedynie dawki doświadczenia i praktyki, by móc stać się jeszcze potężniejszą. Wierzył, że kiedyś dzięki niej dokona się przewrót w wpływach wśród reszty popleczników Czarnego Pana. Sprawi, że nastąpi przeciwwaga względem pozostałych czystokrwistych rodów jak Rookwoodowie, czy Malfoyowie. No bo bądźmy szczerzy, wszyscy grali do jednej bramki w kwestii panującej wojny, ale to co po niej nastąpi i jaki układ sił zapanuje był nie mniej ważny. Rodziny Black i Lestrange, miały się o tyle lepiej, że tkwiły w naturalnym, wręcz symbiotycznym sojuszu i to właśnie na nim Louvain chciał opierać ich dążenia ku lepszemu. Należało zatem już zawczasu zabezpieczać swoje interesy, czyż nie?
- Nie pozostawiam za wiele przypadkowi. Szczęściu czasem trzeba pomóc. - odparł na jej pochlebstwo, a lekkim skinięciem głowy nijako podziękował za komplement. Cieszył go entuzjazm Trixie, potwierdzało go to wyłącznie w przekonaniu, że słusznie postąpił prosząc kuzynkę o pomoc w lekcji pokory. Jego samego mało interesowały troglodyckie ataki na skupiska mugoli, czy zdrajców krwi. Fakt, że strach i groza były ich jako śmierciożerców, najgroźniejszą bronią, ale była to jednocześnie broń obusieczna. Kolejne ataki, jedne coraz brutalniejsze od drugich, były jednocześnie paliwem dla propagandy ministerstwa w zaostrzaniu środków i zmieniania legislatywy pod własne dyktando. Dlatego Louvain od mordów i rzezi wolał zdecydowanie intrygi. Powolne, ale sukcesywne i metodyczne działa, które z czasem miały procentować w o wiele większe sukcesy. Być może dzisiejszego wieczoru będzie miał okazję przybliżyć krewnej swoich schematów, by wyciągnęła z tego coś dla siebie. - Chruścik jeszcze nigdy mnie nie zawiódł, możemy na nim polegać. - odpowiedział, rozglądając się leniwym wzrokiem po ulicy w oczekiwaniu na skrzata. - Panna Jennet najwidoczniej jest niepoprawną idealistką, skoro wierzyła, że to akurat jej uda się przekonać wiernego sługę do donosicielstwa. - zaśmiał się bezgłośnie kończąc zdanie. Mówiąc to twarz miał pełną ironii, bo mówiąc o niej miał usta pełne pogardy dla jej występków. Kelnera który podszedł do nich, po tym kiedy dostrzegł jak do stolika dosiadła się młoda i piękna kobieta odprawił z aroganckim grymasem, wciskając mu banknot kieszeń by po prostu dał im w spokoju szeptać, by nie naprzykrzał się panience Black. Nie był to moment na spontaniczne zaloty od zbyt śmiałych kelnerzyków. - Myślę, że będzie to też dobry moment by wykorzystać twoje umiejętności legimencji. Jeśli dojrzysz coś przydatnego, może pójdziemy tym tropem i dowiemy się kto ma za długi jęzor wśród naszych wspólnych znajomych. - ciągnął dalej niewzruszony, wystawiając małą propozycje.


RE: [Wrzesień 1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Bellatrix & Louvain - Bellatrix Black - 12.06.2023

Trixie bardzo dobrze zdawała sobie sprawę, że tacy jak oni muszą dbać o swoje interesy. Nie będzie jakaś pierwsza, lepsza dziennikarka oczerniać rodów, które od pokoleń pracowały na swoją pozycję w magicznym świecie. Nie powinna w ogóle angażować się w takie sprawy, dotrze to do niej już niedługo. Cieszyło ja ogromnie, że będą mieli możliwość ze swoim kuzynem uświadomić jej, że pewnych rzeczy się po prostu nie robi. Może dzięki temu zmądrzeje, chociaż trochę w to wątpiła - była przecież mugolaczką, a po nich nie ma co zbyt wiele oczekiwać. Miała nadzieję jednak, że dadzą jej nauczkę, że przekona się, gdzie jest jej miejsce. Pożałuje tego, że w ogóle zechciała zagłębić się w ten temat.

Może dzięki temu cała reszta dziennikarzy zrozumie, że nie ma sensu zadzierać z rodzinami czystokrwistymi, które nie bez powodu zajmowały takie wysokie pozycje w czarodziejskiej hierarchii. Musieli to pielęgnować, aby byle jakie szare myszki nie poczuły się zbyt pewnie w ich świecie. To było ważne, bo zaczynało się od jednej osoby, a mogło skończyć na wielu, najlepiej było dusić bunt w zarodku. Takie było zdanie panny Black.

- Och tak! - Zaklaskała z entuzjazmem. - Trzeba pomagać, jakżeby inaczej. - Uważała, że nie ma co liczyć na szczęście. Nic nie działo się przypadkowo, na wszystko mieli wpływ. Najlepiej więc było sumiennie planować wszelkie posunięcia. Ceniła sobie to, że rodzina Lestrange tak chętnie z nimi współpracowała. Nie ma się co dziwić, sojusz jaki ze sobą nawiązali sięgał kilku pokoleń wstecz. Zawsze mogli na siebie liczyć. Mimo tego, że poza nimi inne rody czystokrwiste angażowały się w słuszną sprawę, to właśnie członkom rodziny Lestrane ufała najbardziej. Wiedziała, że w każdej sytuacji będa gotowi ich wesprzeć. Bez względu na wszystko.

Sama Trixie przepadała raczej za prostym sposobem demonstrowania swojej przewagi. Przyjemność sprawiało jej zadawanie fizycznej krzywdy, jednak nie przeszkadzało jej to również w angażowaniu się w inne, bardziej wyszukane metody niszczenia pozycji mugolaków. Uważała, że warto dołączać do wszelkich działań, które mogą utrudnić im egzystencję w magicznym świecie. Zresztą to była jej misja - od najmłodszych lat była wychowywana, by czuć się lepszą, musiała dopilnować tego, aby pozycja rodów czystokrwistych nie została zachwiana.

- Skoro tak mówisz, to musi być prawda. - Nie wątpiła wcale w oddanie jego skrzata, zresztą to, że wszystko mu przekazał o nim świadczyło. - Demonstruje to jedynie jej głupotę. Nie wiem jakim cudem mogła w ogóle wpaść na taki pomysł. Jak widać po nich można się spodziewać wszystkiego. - Nie potrafiła zrozumieć, co w ogóle skłoniło tę kobietę do próby przekonania skrzata do współpracy. Nie miała chyba świadomości, że stworzenia te w pełni służą swoim panom, skrzat nie śmiałby knuć intryg przeciwko rodzinie Lestrange. Jak widać mugolaczka była tak bardzo głupia, że nie wpadła na to. Może i lepiej, dzięki temu ona i jej kuzyn będa mogli pokazać jej, jak działa świat czarodziejów - skoro nie do końca to rozumiała.

Sama Black zupełnie zignorowała obecność kelnera, była za bardzo zapatrzona w Lou, żeby go zauważyć. Słuchała uważnie, co do powiedzenia jej miał starszy kuzyn. Chciała postępować zgodnie z tym, czego od niej oczekiwał. Nie był to moment, w którym miała się skupić na swoich celach, tylko pomóc mu osiągnąć te jego i nie miała z tym najmniejszego problemu.

- Tak, warto będzie to sprawdzić. Musimy wiedzieć, kto nas zdradza i dać im nauczkę, że to nie ma sensu. - Nie miała problemu, żeby się tym zająć. To krótkie spotkanie z dziennikarką mogło im przynieść więcej profitów, niż się na początku spodziewała.




RE: [Wrzesień 1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Bellatrix & Louvain - Louvain Lestrange - 21.06.2023

Transparentność i demonstracja siły przed wrogami ich sprawy była bardzo ważna. Na zewnątrz, jako wspólny front, musieli sprawiać wrażenie zjednoczonej i przytłaczającej siły, bo śmierciożercy choć mniej liczni, niż ich przeciwnicy, nie odstawali ambicjami. Jednak jeśli przyjrzeć się organizacji od wewnątrz, nie dało się uniknąć odczucia wewnętrznych tensji wśród zaangażowanych. Nie brakowało wśród nich idealistów, mimo wszystko wysoko postawione rody miały swoje aspiracje i żadne nie chciało wyjść z tej wojny gorzej, niż wchodziło. Bo skoro angażowali naprawdę spory kapitał, zarówno jak i ten z majątku i ludzki, potrzebowali rekompensaty w postaci pozostałych przywilejów jakie mogły na nich spłynąć, kiedy uda się im w końcu postawić na swoim. A stołków na szczycie ich hierarchii była naprawdę ograniczona ilość. Bez wątpienia rodziny Lestrange i Black musiały się w tym wspierać wzajemnie, by zadbać o swoją pozycję.
- Swoją drogą, moja słodka... - zwrócił się do kuzynki, zawieszając wzrok gdzieś na horyzoncie ciasnej uliczki - - jak się zapatrujesz na swoje panieństwo? Planujesz sama, czy czekasz, aż zrobią to za Ciebie? - zadziorny uśmieszek z nutą nonszalancji. Zmienił odrobinę temat, wchodząc być może nieco bezczelnie w nieswoje życie matrymonialne, ale skłamałby gdyby powiedział, że wcale nie interesują go niuanse z życia rodzinnego. Zdążył usłyszeć co nieco salonowych plotek, ale zdecydowanie wolał zweryfikować je u źródła zamiast powielać półprawdy. No i nie było się czemu dziwić, Trixie była już w odpowiednim wieku by zacząć myśleć o małżeństwie, a wobec rodzinnych tradycji dobrą strategią było wyprzedzenie ich i znalezienie sobie partnera, czy też partnerki zanim swatki zrobią to za młodych, wbrew ich upodobaniom. Louvain dobrze o tym wiedział.
W końcu na końcu uliczki dostrzegł znajomą mu postać Chruścika, który nieco stremowany, ale zgodnie z poleceniem swojego pana pojawił się tam gdzie mu nakazano. Kiedy skrzat i Lou przecięli się spojrzeniem, surowym i karnym wzrokiem zmobilizował swojego sługę do zdecydowanego działania. Ten w odpowiedzi zagęścił swoje ruchy, pośpieszył w kierunku budynku redakcji i wszedł do środka, na piętro. Nie musieli zbyt długo czekać, bo raptem kilka minut później w okiennicy, którą wcześniej Lou wskazał kuzynce, zapaliła się świeca dając mu wyraźny sygnał do działania. - Już pora... - wyszeptał w stronę Belli. Wstał od stolika, machnął banknotem w stronę kelnera, zostawiając go na stoliku. Następnie, nie zapominając o dobrych manierach, ponownie odsunął krzesło dla wstającej towarzyszki i podstawił jej ramię do wspólnej teleportacji. Przeniósł ich kiedy tylko Trixie dotknęła, tuż przed drzwi samej redakcji wewnątrz budynku, a przypadkowi świadkowie z kawiarenki czy przechodnie z ulicy, nie mieli pojęcia że przenieśli się w rzeczywistości raptem o kilkadziesiąt metrów dalej, po drugiej stronie ulicy. - Zabawimy się troszkę, ale najpierw włóż maskę kochana. - mówiąc to jego twarz momentalnie przybrała złowrogie rysy, a oczy same mówiły o podłych zamiarach jakie w nim tkwiły. Wyjął różdżkę z wewnętrznej kieszeni marynarki i nacisnął na klamkę. Gdy drzwi się otwarły na wprost nich ujrzeli bogate i sporych rozmiarów biurko szefa redakcji przy którym rościła sobie prawo do goszczenia skrzata, podrzędna redaktorka jaką była Grace. W pierwszej chwili kiedy kobieta dostrzegła ich dwójkę, przerażenie wypełniło ją na wskroś, gdyż dobrze wiedziała co symbolizują maski nałożone na twarze jej nowych gości. Dwie, lub trzy sekundy konsternacji, a potem szlama rzuciła się do systemu alarmowego zamontowanego na ścianie między nimi. Jednak pozbawiona jakiejkolwiek gracji w poruszaniu się na wysokich szpilkach, dała odpowiednią swobodę do działania Louvainowi. Machnął różdżką, a dywanik spod jej stóp na którym stała, z błyskawicznie wyrwał się do przodu, sprawiając, że mugolka kompletnie straciła równowagę i padła na ziemię. Szatyn dopadł do niej i z impetem nastąpił na jej dłoń, przybijając ją jeszcze bardziej do podłogi. - Ta twoja wyrywność wpędzi Cię kiedyś do grobu Jennet. - zwrócił się po raz pierwszy dzisiaj do swojej ofiary. - Mamy trochę do pogadania szlamo. Odwrócił się na moment w kierunku skrzata, który siedząc na fotelu przy biurku obserwował wszystko ze zdumieniem, choć dobrze wiedział co może tutaj zajść, skinięciem głowy w kierunku drzwi wejściowych nakazał mu się ulotnić, bo nie był już tutaj dłużej potrzebny.


RE: [Wrzesień 1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Bellatrix & Louvain - Bellatrix Black - 05.07.2023

Cóż, w przypadku takich rodów każdy patrzył na swój własny nos. Mieli problem aby się dostosować, nie ma co ukrywać, że zależało im aby ugrać coś dla siebie. Liczyła się pozycja, zresztą to dla niej przecież wspierali Voldemorta, nie chcieli dać się zepchnąć z piedestału. Współpraca układała się różnie, trudno było zmusić niektórych do podporządkowania się, chcieli przepychać swoje racje. Niby wszyscy wspierali tą samą, słuszną sprawę, no ale właśnie, nawet młodej Belli nie umykało to, że nie robią tego bezinteresownie. Bali się, że zostaną pozbawieni władzy, ona mimo wszystko uważała, że najważniejsza była idea, nie tylko władza, a to, żeby świat wrócił do starego porządku, w którym każdy znał swoje miejsce.

Przystanęła, gdy Lou zadał jej dość niewygodne pytanie. Taksowała go uważnie wzrokiem. Co do cholery skłoniło go, zeby pytać o to w tym momencie? - A co, jesteś zainteresowany? - Zażartowała, uśmiechnęła się przy tym bardzo uroczo, choć nie lubiła tego tematu. Nie dawała po sobie jednak tego poznać. Uważała, że aktualnie mieli dużo ważniejszych spraw na głowie niż jej zamążpójście. Tak właściwie to wiedziała komu zamierzają oddać ją rodzice, dlaczego więc miałaby się tym nie podzielić? - Już wszystko jest zaplanowane, dwa najwspanialsze rody znowu połączy małżeństwo. Planują mnie wydać za mąż za twoje kuzyna Rudolfa. Nie mógł lepiej trafić. - Widać, że Trixie uważała, że trafiło mu się jak ślepej kurze ziarno, bo miała o sobie wysokie mniemanie.

Ich interesującą pogawędkę przerwało pojawienie się skrzata kuzyna. Dostrzegła kontakt wzrokowy i posłuszeństwo ze strony stworzenia. Bardzo dobrze, że znał swoje miejsce. Nie musieli czekać długo, aby wykonał polecenie. Mogli działać dalej. Nareszcie, w końcu znaleźli się tu po to, aby pokazać pisarzynie, gdzie jej miejsce.

Wstała bez słowa, gdy mężczyzna oznajmił, że już pora. Imponowało jej to, że Lou przy tym nadal okazywał swoje dobre maniery. Złapała go pod ramię, a chwilę później zniknęli z tej przytulnej kawiarenki.

- Oczywiście mój drogi, już zakładam. - Musieli pozostać anonimowi, nie miała nic przeciwko temu, żeby wszyscy wiedzieli, że wspiera Czarnego Pana, jednak kierowała się rozsądkiem. Dzięki ukrywaniu tożsamości mogli więcej namieszać w czarodziejskim świecie. Założyła więc maskę na twarz, oczy jej przy tym świeciły. Cieszyło ją to, co miało nadjeść za moment.

Weszła do środka tuż za kuzynem. To on miał grac tutaj pierwsze skrzypce, ona była tylko i wyłącznie pomocą. Pozwoliła mu się wykazać. Szlama chciała szybko zareagować, on jednak utrudnił jej to bardzo sprawnie. Trixie roześmiała się w głos, kiedy tamta się przewróciła. - Ups. - Powiedziała bardziej do siebie.

Black przyglądała się uważnie Lou, nie chciała póki co mu przeszkadzac, gdy tylko da jej znak, że to czas, to skorzysta ze swoich umiejętności, aby dowiedzieć się, kto w ich towarzystwie ma zbyt długi język.




RE: [Wrzesień 1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Bellatrix & Louvain - Louvain Lestrange - 24.07.2023

- Myszko, jesteś żywiołem którego nie sposób opanować. Twój temperament z pewnością pochłonąłby mnie. - odparł na drobną prowokację ze strony kuzynki. W jej mikroekspresji dostrzegł kilka oznak frustracji wywołane jego niewygodnym pytaniem, na które Lou zareagował usatysfakcjonowanym, być może delikatnie złośliwym, uśmieszkiem. Wprowadzenie młodziutkiej Trixie w zakłopotanie mogło być ryzykowne, bo mogło ściągnąć na niego jej gniew, ale nie mógł odmówić sobie tej drobnej uszczypliwości. Przysłowie mówi, że złość piękności szkodzi. Bella to jedyny przypadek antytezy tego powiedzenia. Złość, gniew, a nawet furia, dodawały jej wdzięku i gracji, jak nikomu innemu na świecie. Faktycznie, aktualna sytuacja może nie zachęcała do wścibskich ploteczek, ale takie małe ukłucie, drobny impuls negatywnej energii być może wprowadzi ich w odpowiedni nastrój przed tym co za chwilę się wydarzy. Tak czy siak dostał to czego chciał, dlatego uspokoił ją wianuszkiem komplementów, by nie poczuła się źle potraktowana przez niego. - Oj tak, trafiło mu się. - dorzucił niby smutne westchnięcie, jakby prawdziwa okazja przeszła mu koło nosa, ale zaraz potem uśmiechnął się zadziornie. Pomijając już oczywisty fakt, że byli ze sobą zbyt blisko spokrewnieni by móc się ze sobą związać, to cała reszta również budziła zdecydowane przekonanie o niekompatybilności. Trixie to najprawdziwszy tajfun, a Lou raczej dusznym i ciężkim powietrzem, zwiastującym burze.
- Jestem szczerze zdumiony twoją ambicją Grace, naprawdę.- zaczął dość spokojnie i łagodnie jak na obrazek w którym następuje na rękę swojej ofiary. - Mierzysz się ze sprawami, które stoją zdecydowanie poza twoim zasięgiem. No i statusem, rzecz jasna. - mówiąc to okręcił sygnet na swoim placu, z rodową insygniom Lestrange, który zabłyszczał w słońcu srebrnym blaskiem. - No co jest Grace? Czyżby strach zacisnął ci gardło? - wycedził gniewnie przez zęby, pochylając się nad leżącą ofiarą. Poruszył gwałtownie różdżką mierząc prosto w szyję Jennet. Ta z kolei chwyciła się oburącz za gardło, jakby próbowała zerwać z niego coś co odcinało jej powietrze. Był to jednak tylko urok, bo do tego co planował Louvain, dziennikarce nie mogło stać się krzywda. Żadna powierzchowna rana nie mogła być widoczna na jej ciele. Odstąpił od wijącej się w bólu kobiety i zbliżył się do biurka z tabliczką na której widniało jej nazwisko. Usiadł na krześle z wytartym obiciem i zaczął przeglądać jej rzeczy. Natrafiwszy na napoczętą butelkę wina w szafce, odkorkował ją i powąchał korek od spodu. Pożałował od razu bo kwaśny i siatkowaty odór trunku wywołał na nim grymas obrzydzenia. - Szlamowaty gust, paskudny gust. - odparł zupełnie bez frasobliwości z cynicznym uśmiechem w kierunku Bellatrix. W końcu dokopał się do aktówki, podpisaną nazwą tą samą jak artykuł autorstwa Jennet. - Kawał solidnej roboty, gratuluję. - skomentował jakby w przestrzeń przeglądając kolejne strony przeróżnych dokumentów, odpisów z archiwa, odręcznych notatek, wyrywków z gazet, a nawet zdjęć. - Szkoda tylko, że na marne. - dorzucił udając zmartwiony, zatroskany wręcz ton głosu. Przerwał w końcu zaklęcie, widząc że twarz szlamy zrobiła się purpurowa. Umęczona kilkuminutowym duszeniem, tak szybko nie wróci do pełni sił. - Nie krępuj się kochana. - uniósł wzrok znad lektury i zwrócił się do kuzynki, dając jej sygnał do działania.


RE: [Wrzesień 1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Bellatrix & Louvain - Bellatrix Black - 06.08.2023

Trixie wpatrywała się w kuzyna w milczeniu. Wiedziała, że specjalnie ją prowokował. Czy powinna dać się ponieść emocjom? Nie chciała go usatysfakcjonować. Nie tym razem, chociaż mógł dostrzec błysk w jej oczach. Widać w nich było jej irytację spowodowaną tą zaczepką. Dotyczyło to tego, na co nie miała wpływu. Tradycja, którą się kierowali nakazywała, aby młode damy z czystokrwistych rodów wychodziły za mąż za odpowiednich kandydatów, których wybierali dla niej rodzice. Gdyby mogła sama wybierać... Może nie wybrałaby nikogo. Ceniła sobie niezależność, z drugiej jednak strony może gdyby była nieco starsza, to by się nieco zmieniło. Póki co uważała, że jest zbyt młoda do podejmowania takich decyzji. Jej zdanie jednak nikogo nie obchodziło. Musiała się dostosować do oczekiwań rodziny - dlatego też ten temat ją tak drażnił - bo nie mogła z tym nic zrobić. - Myślę, że kto jak kto, ale ty byś sobie poradził. Moglibyśmy razem patrzeć, jak świat płonie. - Dodała jeszcze uśmiechając się od ucha do ucha. - Aczkolwiek jako kuzyn, również możesz robić to ze mną, więc nic nie jest stracone. - Więzy krwi był dla niej bardzo ważne, dobrze było mieć u swojego boku rodzinę, powodowało to świadomość, że są w tym razem, a zarazem większą pewność siebie. W końcu rodzina była najważniejsza.

Nie wydawało jej się, aby kolejne słowa świadczące o tym, że Rudolf ma szczęście były zupełnie szczere, jednak to miłe, że Lou postanowił to potwierdzić. Spowodowało to, że Bell ponownie znalazła się w wyśmienitym humorze mimo chwilowego wybicia z rytmu.

Black pozostawała z tyłu, kiedy Lestrange rozmawiał się z dziennikarką. Obserwowała go przy tym uważnie. W dłoni trzymała różdżkę, gotowa użyć jej, kiedy tylko ją o to poprosi. Spoglądanie na to, w jaki sposób kuzyn prowadzi konwersację sprawiało jej przyjemność. Uważała, że radzi sobie z tym wyśmienicie.

Nie robiło na niej specjalnego wrażenia to, jak szlama wiła się po podłodze. Po to się tutaj znaleźli, aby ją zniszczyć. Niepotrzebnie mieszała się w sprawy, które były ponad nią. Konsekwencje musiały nadjeść. Trixie cieszyła się, że będzie miała szansę ją ukarać.

- Nie spodziewałam się, że będzie inaczej. - Odparła jeszcze na komentarz Lou o winie, które otworzył. Grace nie wyglądała na kogoś, kto ma świetny gust, nie oszukujmy się.

Dostała pozwolenie, na które czekała. Był to moment, w którym mogła dołączyć do zabawy. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, którego niestety nikt nie mógł dostrzec, gdyż był schowany pod maską, która ukrywała jej twarz. Nie zamierzała zwlekać, szczególnie, że dziennikarka była osłabiona po zabawie z Lou. Skupiła się na tym, aby włamać się do jej umysłu, machnęła różdżką i mruknęła zaklęcie. Nie spodziewała się, że trafi na barierę, Grace nie wyglądała na kogoś, kto byłby w stanie się obronić przed tym, co ją spotka. Jej umysł był dla panny Black niczym otwarta księga. Widziała twarze, osób, które udzielały jej informacji. Zamierzała je zapamiętać, aby znaleźć tych, którzy chcieli zaszkodzić ich rodzinom. Przemierzała myśli Jennet, pojawił się w nich mężczyzna - jej mąż, być może, albo narzeczony - czuła, że jest dla niej kimś ważnym. Zamierzała z tego skorzystać, manipulowała jej wspomnieniami. Chciała ją złamać. Tworzyła kolejne myśli - wspomnienie, które wcale nie było prawdziwe, mężczyzna zdradzający ją z jej przyjaciółką i nazywający ją od szlam. Później jej rodzice, którzy mówili, że się jej wstydzą, bo jest wynaturzeniem. Starała się skupić na każdej osobie, która pojawiała się we wspomnieniach Grace, każdy się od niej odwrócił. Jeszcze moment, a całkowicie się złamie.

Skończyła zaklęcie, po czym rzuciła kolejne. Zamierzała zauroczyć czarownicę. Chciała, żeby ta napisała list. - Teraz pożegnasz się z nimi wszystkimi, przeprosisz za to, że ich zawiodłaś. - Powiedziała spokojnym głosem.




RE: [Wrzesień 1971] Pierwsze ataki śmierciożerców | Bellatrix & Louvain - Louvain Lestrange - 07.08.2023

Przecież znakomicie ją rozumiał pod tym względem. Małżeństwa aranżowane były bolączkom całej czysto krwistej młodzieży, więc i jego nie ominęły te "zaszczyty". Mimo wszystko odczuwał o wiele mniejszą presję, niż mógłby. Był najmłodszy spośród trójki synów Anthonego Lestranga, a do tego już we wczesnym wieku udało mu się osiągnąć niemały sukces zawodowy, tym samym odciągając uwagę rodziców od swojego statusu cywilnego. Dopiero od niedawna, bo od momentu kiedy zaczęła się jego, nazwijmy to stagnacja zawodowa, zaczął odczuwać narastające naciski. Ostatecznie był niezależny finansowo, a swój czas wolny poświęcał głównie na organizację, więc nie narzekał na brak zajęć w ciągu dnia.
Bezwzględność zdołał opracować jeszcze za dzieciaka na szkolnym boisku, ale bycie okrutnym w swojej bezwzględności zaczynał tak naprawdę dopiero odkrywać. Jennet nie była jego pierwszą zaplanowaną do morderstwa ofiarą, ale jedną z pierwszych tak naprawdę. Dopiero zadania i misje wynikające z dołączenia w szeregi Śmierciożerców dały mu okazję do wykrzesania z siebie tych najbardziej przerażających cech jakie musiał w sobie nosić sługa Czarnego Pana. Dlatego z ogromną fascynacją podpatrywał jak słodka Trixi penetruje wnętrze umysłu szlamy. Aż poderwał się z nad biurka służbowego Grace i podszedł bliżej kuzynki, by móc lepiej przyglądać się przedstawieniu. To jak odziera ją z prywatności, manipuluje wspomnieniami i zmusza do całkowitej uległości jej woli. Czy już wspominałem jakim uznaniem Lou darzył Bellatrix za jej zdolności? No to się powtórzę. - Doskonale. Złam ją... - wyszeptał niemalże zza jej pleców, aż dreszcz ekscytacji przeszedł mu wzdłuż kręgosłupa. Panienka Black była jeszcze lepsza w urokach niż jego własna bliźniaczka, a i Loretta miała w zanadrzu kilka popisowych numerów. - Ohhh, a była taka młoda, taka zdolna i zdeterminowana. - odparł głosem przesiąkniętym sarkazmem i ironią. Przecież nikt, poza jej rodziną nie będzie się rozczulał nad losem podrzędnej szlamy jak ta przed nimi. Obserwował z dziką satysfakcją, jak ubezwłasnowolniona Grace zostawia po sobie swoją ostatnią pracę literacką. Jak docierało do niej, że zbliża się jej koniec, a ona nie ma nad tym żadnej kontroli. Jej słodkie łzy rozpaczy, które ściekały po policzkach wyłapywał pojedynczo zaklęciem translokacji, by nie zapaskudziły jej ostatniego dzieła. Kiedy już skończyła pisać, Lou przejął inicjatywę. Złamana, zdominowana i bez nadziei na ratunek, właściwie pogodzona z własną śmiercią, nie stanowiła wyzwania w przejęciu nad nią kontroli. Zmusił ją, aby podeszła do przestronnej ramy okiennicy, otworzyła je i wspięła się na jej krawędź. - Rozdziel materię wartą uwagi od niewartej uwagi... - pełnym cynizmu tonem, wymruczał sentencję Lestrangów, by sekundę potem Grace przechyliła się do przodu i wyskoczyła na drugą stronę. Przeraźliwy wrzask przechodniów, którzy mimowolnie stali się świadkami inspirowanego samobójstwa mugolki świadczył o tym, że ich prywatna zemsta dobiegła końca, a wścibska dziennikarka już nigdy i nigdzie nie wciśnie swojego wścibskiego noska. Louvain spuentował to tylko głębokim wdechem, jakby poczuł coś na kształt ulgi, a następnie swoim onyksowym spojrzeniem przeciął się wzrokiem z Bellą. Nadstawił ramię do wspólnej teleportacji i czym prędzej zabrał ich stamtąd.

Koniec sesji