Secrets of London
[Październik, 1971r.] Dzieło sztuki jest cenne... - Loretta i Nicholas - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [Październik, 1971r.] Dzieło sztuki jest cenne... - Loretta i Nicholas (/showthread.php?tid=1500)



[Październik, 1971r.] Dzieło sztuki jest cenne... - Loretta i Nicholas - Nicholas Travers - 21.06.2023

Październik,1971r. - Aleja Horyzontalna.


Tego pochmurnego dnia, czy raczej zbliżającego się późnego popołudnia, Loretta w swojej galerii wystawiała swoją sztukę. Czarownica tak młoda, wykazywała się wysokim poziomem talentu, by móc śmiało prezentować swoją artystyczną duszę. Nie wszystkim jej styl musiał się podobać, ale było naprawdę wiele osób, które ceniły sobie jej talent. Chętnie odwiedzali galerię a nawet skłonni byli zakupić dzieło stworzone przez nią.
Tego dnia, Loretta z Nicholasem wracali razem. Yaxley opuszczając Ministerstwo Magii, spotkał pannę Lestrange, która najprawdopodobniej wracała z odwiedzin jego brata. Być może miała mu coś do przekazania. Nie wnikał. Może przy okazji załatwiała swoje inne sprawy. Nie sądził jednak, że będzie chętna towarzyszyć mu przez drogę do jego miejsca zamieszkania, lecz jak było wiadomo, kobieta na Alei Horyzontalnej posiadała swoje miejsce pracy - galerię sztuki.
Mężczyzna prezentował sobą odzienie w czerni, składające się z garnituru i granatowej koszuli. W czarnej pelerynie, gdyż jesień bywała niemal każdego dnia deszczowa. W czasie wspólnej drogi, wymienili parę zdań, lecz on w większości słuchał. Z każdym krokiem ulicy, docierając na miejsce, zbliżali się do jej miejsca pracy.


RE: [Październik, 1971r.] Dzieło sztuki jest cenne... - Loretta i Nicholas - Loretta Lestrange - 22.06.2023

Pochmurny dzień rozwijał swoje październikowe połacie, zwiastując nieuchronnie nadejście pory melancholijnie jesiennej; gęstwiny chmur wędrowały po niebie z wolna, nie popychane gwałtownością burzliwego wiatru – ten jedynie szeleścił w ogołoconych z liści konarach drzew, wpędzając na policzki sowity pąs spowodowany zimnem. Październik należał do miesięcy, które przypominały o umieraniu – wzierającej do kości kostuchy, która swym wabiącym szeptem napominała o wielokrotności non omnis moriar. Westchnięcie zefiru ponownie potrząsnęło trawami, rozanielając się pośród usychających, skrzypiących pod butami liści – tych, które wszechrzecz już zechciała zabarwić ceglastym odcieniem. Lubiła tę porę sennie bezsenną,  gdy słońce późnym popołudniem zmykało za horyzont, pozostawiając po sobie jedynie ognistą, podniebną ścieżkę. Zmierzch miał otulić płaszczem już niebawem, a podniebne arkana okryły się wielością pomarańczy.

W Ministerstwie zastała Leandra zajętego pracą w swój sowity, codzienny sposób – nie narzucała się, nie wpadała mu w gęstwinę ramion, jedynie doręczyła zaproszenie na jeden z bankietów, na których winni się pojawić. Stukot obcasów równie szybko powiódł ją ku wyjściu, co ku gabinetowi ówczesnego narzeczonego. Napierając jednak na monstrualne drzwi, wpadła na jego brata i zgodnie postanowili wybrać się na niezobowiązujący spacer w kierunku jej galerii; wzywała ją wszak praca, która nie znosiła niekompetencji i opóźnień.

Zaciskała dłoń na materiale jego odzienia, gdy ujmowała go pod ramię, częstując historiami barwnymi, jak i zdawkowymi zdaniami. Ich relacja w końcu prędko roziskrzyła się, przemieniając w szczerą sympatię – niepodszytą jednak elementami filuterności czy buńczucznego flirtu.

Gdy zbliżali się do galerii, jej oczy powiększyły się o kilka orbit, a usta ułożyły w niemy wyraz zdziwienia. Jej percepcji ukazał się chłopak, możliwe, iż w okolicach jej wieku, który obrzucał jajkami szyld galerii.

Początkowo wywołał jedynie salwę szoku.

Nicholas mógł zobaczyć ją w pełnej krasie. Gdy zasuwa usta w cienką linię, unosi podbródek, a na jej oblicze wpełza coś niepodobnego, nieodkrytego, drapieżnego. Zmrużyła oczy bacznie i bez cienia słowa, ruszyła w kierunku delikwenta. Nie była sobą; była tą bestią skorą do zadawania bólu; do krzywdzenia; wybrakowaną w skrupuły jakiejkolwiek materii.

Podeszła jednak doń spokojnie, zupełnie jakby chciała zagaić o pogodę.

Gdy znalazła się jednak przed nim, jasnym było, iż jej intencje bynajmniej nie są czyste; wysoki obcas wbiła w jego stopę, a gdy ten się nachylił, pociągnęła go do swojego mikrego wzrostu za niedbale zawiązany krawat.

Ty kurwo bez szkoły, wiesz kim ja jestem? – zaczęła oziębłym, mrożącym krew w żyłach głosem.




RE: [Październik, 1971r.] Dzieło sztuki jest cenne... - Loretta i Nicholas - Nicholas Travers - 22.06.2023

Jako że Nicholas i Loretta wpadli na siebie w Ministerstwie, wspólnie opuścili jego mury, podejmując wspólnego spaceru, korzystając z bardzo przyjemnej pogody. Taką najbardziej uwielbiał mężczyzna. Niebo spowite ciemnymi chmurami, nieprzepuszczające słońca. Nieprzewidywalny klimat dnia i nocy, gdzie nie wiadomo, kiedy spadnie deszcz.
Podczas spaceru użyczył ramienia kobiecie, wykazując zainteresowanie jej opowieściami, historii wszelkiego rodzaju. Do niektórych dorzucał swoje kilka słów skomentowania. Nie żeby cokolwiek z tego było dla niego bardzo interesujące, ale mając w sobie odpowiednią kulturę, niegrzecznie byłoby olewać damę, która zechciała się podzielić jakimiś informacjami. Niezależnie od tego, jak cenne by były, nawet jeżeli to tylko opowiadane przez nią historie.
Każda mijana ulica, zakręt i budynek, nie sprawiał niczego podejrzanego. Nawet mijani na drodze inni czarodzieje. Poza jednym incydentem, którego oboje byli świadkiem.

Docierając na wskazaną ulicę, gdzie mieściła się Galeria Sztuki Panny Lestrange, nieznany młodzieniec dopuścił się wandalizmu. Trzeba było mu przyznać, że miał jaja, aby dokonać tak nierozważnego czynu. Nicholas widząc co czynił sprawca, zmarszczył brwi i spojrzał na Lorettę, która puściła jego ramię. Dostrzegł w jej obliczu inne spojrzenie. Diamentalnie uległo ono zmianie. Nie zatrzymywał jej. Jedynie obejrzał się, czy są tutaj sami. Również po okiennicach, czy ktoś nie obserwuje okolicy. Yaxley ostatecznie skupił się na niej, chcąc wiedzieć co uczyni jako następne. Przezywanie i wbijanie obcasa, mogło nie być jedynym ostrzeżeniem.
Sprawca wandalizmu nieco spanikował, kiedy ją zobaczył. Zdawało się, że ją poznawał. Przeraził go jej głos a spojrzenie wręcz spotęgowało lęk. Nie odezwał się, będąc przekonanym, że zdąży swoje zrobić i ucieknie. Na jego twarzy malował się grymas, z powodu wbitego obcasa w stopę. A że miał wolne ręce i w jednej trzymał jajko, rzucił jej w twarz, jakby liczył, że go puści i uda mu się uciec.




RE: [Październik, 1971r.] Dzieło sztuki jest cenne... - Loretta i Nicholas - Loretta Lestrange - 23.06.2023

Pośród westchnięć jesiennej pogody, spacer wydawał się zbawiennym rozwiązaniem, a tumany burzliwych chmur przysłoniły niebo nieodwołalnie; odrzuciła głowę do tyłu, wpatrując się w błąkające się obłoki, swym masywem okraszające nieboskłon – zapowiadało się na rzęsisty deszcz, może nawet nieprzejednaną burzę, która igiełkami deszczu miała czynić galaktykę ze skór tych, którzy zechcieli w podobnej porze opuścić domy i miejsca pracy. Nie przeszkadzało jej to jednak w żadnej mierze, można wręcz rzec, iż pożądała tych gęstych łez, które już niebawem miały zaznaczyć mokrymi śladami odzienie.

Póki co jednak, niebo jedynie wzdychało nad podobną koncepcją – tak, jakby zastanawiało się tęgo, czy uraczenie deszczem londyńskiego bruku będzie słusznym posunięciem.

Agresja ucięła jej zdanie w połowie; zamilkła momentalnie, mrużąc nieznacznie te wielkie, sarnie oczy, później zaś, na obliczu zagościła jedynie nieprzewidywalność i dzika furia.

Bestia została spuszczona ze smyczy.

Obejrzała się za siebie na Yaxley’a, niby niemym wzrokiem pytając, dlaczego się za nią nie wstawił. Nie była przecież w swym mikrym wzroście skora ku bitkom, w oczywisty sposób by je przegrała, patrząc na jej filigranową posturę i sowitą niedowagę. Nie przeszkadzało jej to jednak – rysy twarzy momentalnie się wyostrzyły, a w spojrzeniu zawarło się coś dzikiego i nade wszystko nietypowego.

Trzymała więc delikwenta za krawat, zrównując go z własnym wzrostem. Już jej usta drgały, aby powiedzieć coś jeszcze, aby uraczyć go bardziej gorączkowo agresywnymi słowami, gdy kątem oka dojrzała jego dłoń, która wraz z jajkiem zmierzała w jej kierunku.

Oczy się rozwarły i na ile umiała ocenić prędkość swojej reakcji, usiłowała uniknąć drastycznego zderzenia się z przedmiotem nieubłagalnie zmierzającym w jej kierunku.


[roll=O]


RE: [Październik, 1971r.] Dzieło sztuki jest cenne... - Loretta i Nicholas - Nicholas Travers - 24.06.2023

Nicholas był założenia, że jeżeli problem nie dotyczy bezpośrednio jego osoby, lub z rodziny, nie będzie się wtrącać, jeżeli sytuacja jest w miarę "stabilna". Lorettę znał od tej uprzejmej strony, a że w niespodziewanym momencie włączył się u niej skrywany tryb bestii, czemu miałby ją zatrzymywać, skoro ucierpiała jej własność, jaką jest szyld Galerii Sztuki? Czy kobietę to aż tak zdziwiło, że pozwolił jej działać? Czy zawsze była powstrzymywana? Jeżeli panowała nad swoim gniewem, to powinna być świadoma miejsca, w jakim się znajduje. Nie była u siebie i jakkolwiek zostanie odebrane tutejsze zdarzenie, w przypadku pojawienia się świadka, będzie dotyczyło tylko jej osoby i wpłynąć może na jej reputację. Jednakże ze względu na fakt jej związku z jego bratem, na za wiele nie może jej pozwolić, aby zbrukała swoje nazwisko.

Kobieta zaczęła od prostego, ale i wulgarnego pytania w stronę młodego sprawcy zniszczenia jej mienia, ale też przeszła do czynów wstępnych, przyciągając go do siebie za krawat. Według Yaxleya, powinna przewidzieć, że ten mając wolne ręce, będzie próbował się bronić albo ją skrzywdzić.
Czarownica nie zdążyła wykonać należytego uniku, obrywając nieszczęśliwie wymierzonym w jej twarz jajkiem. Jeżeli puściła młodzieńca, będzie zamierzał uciec. Trzeba przyznać, że ten młodzieniec miał niezwykle dobry refleks. Czy może dzisiaj dopisywało mu szczęście?
- Zatrzymać go?
Zapytał Lorettę, zmierzając w jej kierunku.