Secrets of London
[19 listopada 1971] Loretta i Louvain / Sankt Petersburg - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [19 listopada 1971] Loretta i Louvain / Sankt Petersburg (/showthread.php?tid=1547)



[19 listopada 1971] Loretta i Louvain / Sankt Petersburg - Loretta Lestrange - 03.07.2023

19 listopada 1971
Sankt Petersburg
Loretta Lestrange i Louvain Lestrange



Westchnięcie obmierzłe na licu wszechświata rozkładało rozgwieżdżony koc nad ziemią; migotliwe punkty na niebie mrugały niepewnie do wszystkich, którzy zechcieli tą śnieżną porą odwiedzić prospekt newski - Petersburg kipiał wręcz chłodem, który wzierał do kości, zamykał się we wnętrzu, a welon białego puchu miękko spoczywał na brutalistycznych, starych budynkach. Pora zimowa łączyła w sobie tak wiele - smak umierania oraz ożywania na nowo; na jej zaczerwienionych policzkach odbijał się spory pąs zimna, a w kruczych lokach topniały niewinne płatki śniegu, pozostawiając po sobie raptem mokrą plamę, która sklejała pukle w strąki. Sowicie ujemne temperatury sprowadzały skostnienie na palcach, które choć ukryte pod powłoką eleganckich rękawiczek, odczuwały dogłębnie kaprys śnieżnej pogody.

Odziana w kotarę ciężkiego kożucha, trzymała brata pod ramię, stukotem obcasów zwiastując swoją duszną, energiczną obecność. Milkliwość zawierała w sobie wszelkie słowa i choć na ogół rozgadana i filuterna, teraz jedynie układała usta w wąską linię, doceniając delektowanie się tym, co niewypowiedziane.

Tym, jak był jej bliski.

Pomysł wspólnego, urodzinowego wojażu zrodził się w umysłach dosyć prędko, a obranie za destynację skostniałą, omiecioną oddechem chłodu Rosję zdawało się idealnym. Oboje wszak nie gustowali w cieplnej duchocie, za wartościowszy uważając ten oddech chłodu, którym Petersburg zionął.

Non omnis moriar.

Przełknęła odrobinę ciężej ślinę, zerkając pod nogi, na lodową ślizgawicę, upewniając się, iż nie traci równowagi na oblodzonym bruku.

Dwudziesta-piąta wiosna musiała być uczczona należycie; nigdy nie spodziewała się, że przeżyje aż ćwierć wieku w swojej rozciągłości; wiedziała jednak, że gdyby ją opuścił, złożony gdzieś parę stóp pod ziemią, w ciemności, otulony prześcieradłem śmierci, również nie byłaby w stanie przetrwać.

Był dla niej najważniejszy.

Zsunęła niepewnie dłoń z jego ramienia, splatając palce z jego. W ten właśnie sposób chodzili jako dzieci; dwie bliźniacze dusze, stworzone na swoje podobieństwo.

- Lou! Ależ tu pięknie. Wszystko jest piękne - ty, ja, to miejsce. Wspominałam ci ostatnio, jak bardzo cię kocham? Jeśli nie, to robię to teraz - rzekła, usta rozklejającym w urokliwym, niebanalnym uśmiechu.




RE: [19 listopada 1971] Loretta i Louvain / Sankt Petersburg - Louvain Lestrange - 11.10.2023

Ćwierć wieku, czarodzieju. Piękna liczba, piękny wiek. Ten moment kiedy zdążyło się nabrać już co nieco doświadczenia w życiu, ale wciąż tak wiele pozostawało do odkrycia. Byli już dorośli, ale wciąż bardzo młodzi. Wciąż będą popełniać błędy, a świat będzie musiał im to wybaczyć, jednocześnie te najbardziej bolesne mieli już za sobą, przynajmniej powinni. To co najlepsze dopiero przed nimi, a to co najgorsze za nimi.
Sankt Petersburg był zdecydowanie najlepszym możliwym wyborem na wyjazd, nie tylko na zimową porę, która w tej części świata trwała już w najlepsze w listopadzie, ale w ogóle ze wszystkich możliwych wyborów. Odległe, ciepłe i egzotyczne miejsca kompletnie by się nie sprawdziły w tym przypadku. Choć mogły brzmieć kusząco, nie oddawały w pełni ich charakteru i temperamentu. Złote plaże, błękitne laguny? Proszę was, niesmaczny żart. Od infantylnej potrzeby znalezienia się w miejscu z okładki albumu, wolał szary, siermiężny brutalizm najbardziej klasycznego miasta w Rosji. Unikatowy styl socrealizmu w połączeniu z wielowiekową zabudową z poprzednich epok, pozwalał poczuć bezgraniczną ciągłość historii i tradycji. Coś sprawiało, że człowiek momentalnie czuł się częścią tego procesu dojrzewania, a zarazem przekwitania tego miejsca. Nawet jeśli oboje nie byli z tych stron, nawet jeśli było się tylko niewielkim trybikiem tej machiny.
- Dobrze Cię widzieć taką radosną i pogodną. Uwierz, że ja Ciebie też. - uśmiechnął się i odwzajemnił uścisk w splecionych placami dłoni. - Tutaj przynajmniej możemy swobodnie pospacerować, bez gapiów i tłumów dookoła.


RE: [19 listopada 1971] Loretta i Louvain / Sankt Petersburg - Loretta Lestrange - 18.10.2023

Młodość rozpościerała przed nimi przesiekę; tę, którą sunęły tylko zaklęte w marzeniach mary, unosząc się niespokojnie, spowijając swoim oddechem wszystkich, w których tchnęły życie. Niewinność skrzętnie trzymana w sarkofagu gdzieś na dnie umysłu – razem z aberracjami czasów dziecięcych i zniszczonymi, starymi zabawkami – prowadziła ich za dłoń przez meandry losu, a ćwierćwiecze ich istnienia zawierało się w słowach wielkich i skromnych zarazem. Nawet zimne, śliskie drogi prospektu newskiego nie ujmowały ciepłocie, która miło rozchodziła się po ciele – jakby ta przynależała nieodwołalnie do jej spojrzenia, gdy mościła je w obliczu Louvaina. Było w niej wszak coś tanatycznego, a gwiazdy błyszczące z nieboskłonu mrugały ku nim sugerująco. Czuła się na własnym miejscu – gdzieś pośród jednej nuty uczucia a całego akwenu przywiązania, jakim go darzyła przez te pełne dwadzieścia pięć lat.

Uśmiech tańczył na wargach, rozmywających się w przyjemnym grymasie, gdzieś obok pokrytego pąsem zimna, piegowatego oblicza – zmrużyła oczy, gdy wiatr zadął po raz kolejny, szczypiąc w policzki i dłonie, pomimo przywdziewanych rękawiczek. Nasunęła czapkę na uszy, pozwalając płatkom śniegu zatrzymać się na pokręconych puklach, zaznaczyć je białymi śladami, które już po chwili topniały, pozostawiając kosmyki sklejone w mokre strąki. Nie ujmowało jej to jednak urokliwości – wielkie, sarnie oczy, otoczone welonem rzęs także przywdziały śnieżne pyłki, a temperatura osiągająca chyże, ujemne stopnie, gryzła w kawałek odsłoniętej, nagiej szyi.

Zacisnęła palce mocniej na jego dłoni. Nie było w tym nic zdrożnego, nic niepoprawnego – ich bliskość, tak zacieśniona od lat dziecięcych, sprowadziła zachowania mieszczące się w tym sorcie ku randze normalności. I gdy ujmował tak jej drobną, kruchą dłoń – zupełnie nie jak tę, która rzucała soczyste klątwy zaklęć niewybaczalnych – czuła, iż może czuć się bezpieczna.

Była co prawda kobietą samowystarczalną, jednak rękaw, który mogła zaznaczyć mokrymi śladami rzęsistych łez, zawsze należał do niego.

Uśmiechnęła się promiennie na słowa, jakoby także ją kochał. Zatrzymała się pod masywnym, brutalistycznym budynkiem, stając naprzeciwko niego. Zatrzepotała rzęsami – nie w geście uwodzicielskim wszak, chciała jedynie odgonić zatrzymujące się na ich kurtynie płatki śniegu.

Prawda? Jesteśmy daleko – rzekła miękko, mięciutko wręcz, ujmując jego twarz w odziane materiałem rękawiczek dłonie. – Obiecaj, że nic nas nie poróżni. Obiecaj – rzekła stanowczo, zdejmując rękawiczkę z prawej dłoni.

Gdy jej blada skóra, o prześwitującej sieci zielonkawych żyłek pozbyła się zbędnego odzienia, uniosła mały paluszek ku górze, wyczekujące spojrzenie wbijając w bliźniaka.




RE: [19 listopada 1971] Loretta i Louvain / Sankt Petersburg - Louvain Lestrange - 16.11.2023

W tym wszystkim było coś kojącego, terapeutycznego wręcz. Choć nie dawał tego po sobie poznać, nie mógł i nie potrafił, to życie codziennym życiem Lestrange było przytłaczające. Niosąc, we własnym odczuciu, kaganek wielopokoleniowej tradycji i kunsztu nowoczesności w tych szalonych latach siedemdziesiątych, tak naprawdę przez większość doby jedyne czym się zajmował to spełnianie oczekiwań. Oczekiwań rodzinnych, czytaj jako wypełnianie ambicji narzuconych przez ojca, wszak nikt w domu Anthonyego nie miał prawa być nikim. Tak jakby własne ambicje nie pozwalały mu zasnąć po nocach w spokoju. Co z tego, że zarobił na tyle, że nie musiał już pracować do końca życia. Talent to zdecydowanie za mało jak na wychowanka Salazara z wyższych sfer. Londyn obciążał ich aspiracjami do tego stopnia, że nie wiadomo było, czy to one miały prześcignąć ich, czy oni prześcignąć aspiracje. Błędne koło z którego pozornie nie było wyjścia. Pozornie, bo ku własnemu szczęściu mieli przecież jeszcze siebie. Bezpieczną przystań przy której troski schodziły na bok, bo nie ważne jak bardzo świat się zmieniał, a oni wraz z nim, to ta opoka wytchnienia którą sami wykreowali wciąż istniała.
Na moment, a może nawet na kilka tygodni? Kto wie jak bardzo ich poniesie. Londyn poczeka na nich i tak, nie ważne co by się stało, ale teraz bliźniaki Lestrange zażywali relaksu. Znudzony był już powtarzaniem w kółko i w kółko tych samych okrągłych zdań, kiedy musiał tłumaczyć dla opinii publicznej na czym polega istota ich relacji. To co było dla nich tak oczywiste jak powietrze, jak wzgardzanie szlamami, jak ciepłe promienie słońca i jak posępny mróz Petersburga, dla plotkarzy i bajarzy było tematem do obleśnych herezji. Czy naprawdę etykietka chłodnych jednostek zabraniał całemu otoczeniu wysiłku intelektualnego, by wyobrazić sobie, że w tym świecie nawet oni potrzebowali oparcia w kimś bliskim? Najwidoczniej, bo pogłoski o rzekomym gorszących bluźnierstwie między nimi rozbijała się o fasadę ich publicznych wizerunków o wiele częściej, niż dawaliby ku temu powodów.
Uśmiechnął się raz jeszcze widząc pogodę ducha swojej siostry, bo kiedy ona była szczęśliwa to w naturalnym odruchu on również był. Instynktownie podążył za jej ruchem w lustrzanym odbiciu naśladując jej ruch ręką i małego palca, ale cofnął się w ostatniej chwili. Potrafiła go podejść, ale nie był już nastolatkiem by zgadzać się bezrefleksyjnie na każdy jej spontaniczny gest.
- Jeśli tylko Ty obiecasz, że nie będziesz cierpieć przez toksycznych dupków... - z zadziornym uśmiechem wtrącił swój jedyny warunek do bliźniaczej umowy.