Secrets of London
[28.04.1972] Tu mi kaktus wyrośnie - Augustus Rookwood & Vespera Rookwood & inni - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24)
+--- Wątek: [28.04.1972] Tu mi kaktus wyrośnie - Augustus Rookwood & Vespera Rookwood & inni (/showthread.php?tid=1552)

Strony: 1 2


[28.04.1972] Tu mi kaktus wyrośnie - Augustus Rookwood & Vespera Rookwood & inni - Augustus Rookwood - 04.07.2023

Little Hangleton, posiadłość Rookwoodów

Miałem ciężki dzień w pracy. Zamiast skupić się na tym, co było naprawdę ważne, prawie pół dnia spędziliśmy na spięciach pomiędzy współpracownikami. Ja osobiście chętnie bym te osoby zwolnił, ale nie mogłem tego sugerować. Niestety. Jednakże miałem powyżej uszu niedojrzałości pewnych osób i uważałem, że nie powinny pracować w tak poważnym miejscu jak Ministerstwo Magii. Banda dzieciaków. Zapychała tylko miejsca pracy profesjonalistom.
Ale powróciłem do domu. Powiedzmy, że mogłem poczuć się bezpieczny od natłoku prymitywów. Nie dostrzegłem nikogo w zasięgu swego wzroku. W domu panowała grobowa cisza, jak zwykle. Choć mieliśmy nadmiarowo domowników, to każdy zaszywał się w swojej dziurze i nikt w tej chwili nie zawracał mi głowy - doskonale.
Ruszyłem w kierunku swojej części domu, zostawiając marynarkę na usługach skrzata. Mogłem odetchnąć i zapomnieć o dzisiejszej porażce dnia. W pracy zawracały mi głowę z reguły trywialne, powtarzające się sprawy. Rzadko mogłem użyć pełni swoich umiejętności aby się wykazać, więc prawdziwą radość działania zyskiwałem we własnym gabinecie, gdzie odpływałem wśród masy ksiąg. Przypominało mi to zazwyczaj czasy Hogwartu, gdzie zawsze zaszywałem się w wolnych chwilach w bibliotece. Miałem tam jedno, niezmienne, ulubione miejsce. Tu... Cóż, miałem ich całą masę.
Dom był jak wymarły, aczkolwiek w jadalni spotkałem przelotem Vesperę i zdawało mi się, że gdzieś tam kątem przemknął Ulysses. Nie wywoływałem go. Nikogo. Jedynie z Vesperą wymieniłem kilka niezobowiązujących zdań, po czym dała mi spokój.
Po powrocie do siebie postanowiłem zażyć odprężającą kąpiel. Analizowałem swobodnie w swojej głowie dzisiejszą sekcję zwłok, potem udawałem, że jestem martwy na dnie wanny, a na koniec wyobrażałem sobie własną sekcję zwłok, która jakoś szczególnie namiętnie mnie nie pochłonęła, bo wszystko zamykałoby się na wodzie w płucach.
Woda niemalże wystygła, więc musiałem się zwijać. Złapałem za butelkę nowego szamponu, który kupiłem aż nazbyt namiętnie nim urzeczony. Zdążyłem, rzecz jasna, już o tym zapomnieć, bo zbyt wiele spraw przez ostatnie dni zaprzątało mą głowę, więc kiedy tylko użyłem tego szamponu i poczułem coś niepokojącego na swojej głowie, mój umysł tylko w jednym kierunku skierował me pretensje.
Spłukałem z siebie pianę, owinąłem się ręcznikiem i natychmiastowo złapałem za różdżkę.
- VESPERO!!! - krzyknąłem, różdżką dodatkowo podbijając swój donośny głos. Nie obchodziło mnie w tej chwili to, że gwałcę niepisane zasady tego domu. Wydarłem się w niebogłosy, zamącając ciszę. 
Nie bawiło mnie to wcale. Miała jak najszybciej pozbyć się... Ukułem się, kiedy dotknąłem swojej głowy. Co to było? Kiedy tak patrzyłem w lustro, miałem wrażenie, że to dopiero wyrastało. Ewidentnie coś paskudnego i niepożądanego.


RE: [05.1972] Tu mi kaktus wyrośnie - Augustus Rookwood & Vespera Rookwooda & inni - Vespera Rookwood - 05.07.2023

Vespera miała na głowie dosyć sporo zmartwień, ale starała się o nich nie myśleć. Chciała odpocząć, rozluźnić się, wyciszyć umysł, aby się uspokoić i nikogo przypadkiem nie zabić. Chciała jednego, normalnego dnia i wybrała dzisiejszy, mimo że w ostatnim czasie dużo się działo. Potrzebowała stabilności, a miała wrażenie, że traci grunt pod nogami. W tym domu zawsze czuła spokój i starała się go zachować. Gdy dostrzegła swojego brata bliźniaka zdołała się nawet do niego uśmiechnąć.

Ten człowiek był dla niej jedną z najważniejszych osób w życiu i przy nim również szukała zawsze spokoju i wyciszenia. Kilka zdań, przepychanek słownych i poczuła się spełniona. Zabrała się więc za czytanie książki, aby zamknąć umysł w jakimś niezależnym świecie z dala od trosk. W połowie czytania usłyszała darcie się jej brata. Odłożyła książkę szybko i zerwała się z szezlonga. Zaczęła psioczyć pod nosem szukając źródła jego głosu, aż dotarła pod łazienkę. Bez zastanowienia wpadła do środka myśląc, że ten się wywalił i rozwalił sobie nogę lub głową. Miała najgorsze scenariusze w głowie i bała się, że będzie musiała go targać jeszcze do uzdrowiska. Nie spodziewała się jednak, że zastanie go z rosnącym kaktusem na głowie.

– Augu… – wybuchła głośnym śmiechem widząc go w takim stanie. Oparła się o framugę drzwi trzymając się za brzuch. [a]– O Merlinie! –

wydusiła z siebie. – Coś ty… wiedziałam, że lubisz podążać za modą, ale żeby aż tak? – ledwo z siebie wyrzucała te słowa nie mogąc powstrzymać śmiechu. Złapała się klamki drzwi, aby nie upaść na kolana. Tego potrzebowała najbardziej, aby wyciszyć umysł. Nieszczęścia swojego brata. [/a]


RE: [28.04.1972] Tu mi kaktus wyrośnie - Augustus Rookwood & Vespera Rookwooda & inni - Augustus Rookwood - 06.07.2023

Zacisnąłem wargi w niezadowoleniu. Doprawdy, jakież to było śmieszne-przezabawne, że stałem tu taki bezradny, zwiedziony przez jej jakieś głupie - pożal się Merlinie - żarty i cierpiałem. Dosłownie, bo kiedy tylko próbowałem to jakoś ruszyć, to kułem się w paluchy, a nie znosiłem kłucia w paluchy. Na którymś razie poddałem się i opuściłem bezradnie ręce, a właściwie jedną, bo drugą się podparłem o najbliższy mebel by przypadkiem nie runąć. Kto wie, do jakich to rozmiarów urośnie?
- Z łaski swojej... Vespero, na Merlina! Opanuj się, kobieto! - próbowałem jakoś przekrzyczeć te jej chichoty, ale najwyraźniej śmiechom nie było końca. Jak tak dalej pójdzie, to ja stanę się rośliną, a Vespera zadławi się własnym żartem - ta sekcja zwłok również nie byłaby imponująca, aczkolwiek swój roślinny zadek z chęcią bym obejrzał. Gdybym tylko mógł, ale było to techniczne niemożliwe.
- Dobrze, dobrze... Już ci lepiej? - zapytałem, mając nadzieję, że się już wychichotała. Ja tu stałem, marzłem i traciłem godność. - Czy ty możesz, z łaski swojej, usunąć mi to COŚ z głowy nim ukorzeni się w moim mózgu!? - kontynuowałem jak najbardziej poważnym tonem. Pragnąłem zauważyć, że ta sytuacja mnie nie bawiła. Może na krótką chwilę moja gęba przedstawiała grymas uśmiechu, ale to była wina Vespery, której dawno nie widziałem aż tak rozbawionej. Przez myśl mi przeszło, że może to dobrze się stało, że skończyłem z chwastem na głowę, ale bardzo szybko pogrzebałem podobne myśli. Nie, nie stało się dobrze. Chciałem być odkaktusowany i to czym prędzej.
- Szybko, zanim zlecą się szakale - pospieszyłem ją, mając nadzieję, że zabrała ze sobą różdżkę. Głowa zaczynała mi ciążyć.


RE: [28.04.1972] Tu mi kaktus wyrośnie - Augustus Rookwood & Vespera Rookwooda & inni - Chester Rookwood - 08.07.2023

Po powrocie z pracy do posiadłości Chester nakazał skrzatowi domowemu powiesić swój płaszcz na wieszaku w holu oraz przygotować kolację dla wszystkich domowników. Po śmierci żony nie porzucił tego zwyczaju siadania do stołu ze swoimi dziećmi. Ich obecność na tym posiłku była z zasady obowiązkowa. Przynajmniej dopóki mieszkają pod jego dachem. Ogólnie przyjętym wyjątkiem od tej reguły była jego nieobecność wynikająca z jego obowiązków zawodowych lub śmierciożerczej działalności. W pierwszym przypadku zawsze starał się ich powiadomić. Natomiast co do do drugiej sprawy to im mniej wiedzieli o jego poczynaniach, tym lepiej. Gwarantowało to większe bezpieczeństwo dla niego, dla nich i dla organizacji.

Po skończonym posiłku Chester skierował swoje kroki do swojej sypialni. Postanowił wziąć prysznic oraz położyć się wcześniej, niż zwykle spać. Na nocnej szafce, tuż obok papierośnicy, czekała na niego miarka eliksiru słodkiego snu. Zanim jednak po nią sięgnął, wyszedł w szlafroku na balkon zapalić przed snem ostatniego w tym dniu papierosa. Nie zdążył nawet po powrocie do środka zamknąć drzwi balkonowe i podejść do łóżka, jego uszu dobiegł magicznie wzmocniony głos swojego młodszego syna, bliźniaka Vespery. Brakuje jeszcze najstarszego, Ulyssesa.

Dzieci należy widzieć, a nie słyszeć. A on słyszał swoich potomków aż za dobrze. Krzyk Augustusa, głośny śmiech i słowa jego siostry. Nie wiedział, co zaszło między nimi. Nieszczególnie go to interesowało. Nie oznaczało to, że zamierzał przejść nad do porządku dziennego. Przeszedł przez swoją sypialnię do drzwi, które po gwałtownym otwarciu zamknęły się za nim z dobrze słyszalnym hukiem. Szybkim krokiem podążył ku nim. Nie było to trudne, biorąc pod uwagę robiony przez nich raban.

CZY WY NIE MACIE JUŻ POSZANOWANIA DO ZASAD OBOWIĄZUJĄCYCH W TYM DOMU?! ILE RAZY MAM WAM POWTARZAĆ, ŻE MACIE BYĆ CICHO KIEDY JESTEM W ŚRODKU?! — Wydarł się na bliźnięta jak tylko stanął przed nimi. Wyglądał na wyraźnie zdenerwowanego. Jeszcze jak byli młodsi to tego typu zachowanie było bardziej przez niego tolerowane. Wolał nie mieć powodów do tego aby musieć wkurwiać się na swoich potomków. Gdy już miał za sobą pierwszy wybuch gniewu, jego uwagę przykuło uwagę to, że na głowie Augustusa wyrósł całkiem dorodny kaktus. Nie miał wątpliwości, że to było dzieło magii. Nie było go przy tym jak do tego doszło.

Wyjaśnij mi, jak to się stało, że na twojej głowie wyrósł kaktus. — Kierując to polecenie do Augustusa, skupił na nim surowe spojrzenie. Splótł ramiona na swoim torsie, wyczekując stosownej odpowiedzi. Ten problem należało rozwiązać jak najszybciej, jednak nie było na tyle poważne aby musiał nadstawiać karku. Nie bez powodu nauczył ich samodzielności.




RE: [28.04.1972] Tu mi kaktus wyrośnie - Augustus Rookwood & Vespera Rookwooda & inni - Ulysses Rookwood - 08.07.2023

Ulysses był chyba jedynym mężczyzną w tym domu, który o tej porze nie planował jeszcze brania prysznicu. Odwrotnie, w ciemnym garniturze, białej koszuli i ze schludnie zawiązanym krawatem oraz ze skórzaną teczką w ręku, wyglądał jak ktoś, kto właśnie szykował się do wyjścia.
I właściwie była to prawda, bo rzeczywiście szykował się do wyjścia. Po tym, jak przed zaledwie kilkoma dniami niemal nie został zamordowany we śnie (o czym oczywiście nikt z domowników nie wiedział, bo Ulysses nic im nie powiedział), a następnej nocy ścigał tego samego mordercę w snach Cathala, jego głównym zajęciem po powrocie z pracy było zbieranie informacji i planowanie zemsty. Teraz zaś, gdy udało mu się wyciągnąć wszystkie napisane przez Wellingtona skargi, zamierzał pokazać je Cathalowi i Lecie.
Wyszedł ze swojego pokoju, gdy do jego uszu dobiegły wrzaski. Zamarł, próbując zrozumieć, co się właśnie działo. Głównie wrzeszczał ojciec i Ulysses poczuł jak cały się spina. Przymknął oczy, zastanawiając się, czy nie powinien wybrać akurat tego momentu do bezpiecznego wyjścia z domu i uniknięcia jakiejś osobliwej awantury.
Ale nogi same poniosły go ku feralnej łazience. Obrzucił krótkim spojrzeniem ojca w szlafroku, siostrę i wreszcie Augustusa, na tym ostatnim dłużej zawieszając wzrok – nie dlatego, żeby nagle przyszło mu do głowy porównywanie budowy ich ciał, ale przez wzgląd na rosnącego na nim kaktusa.
- Widzę, że chyba prawie ominęła mnie jakaś narada rodzinna – zauważył cicho. Cicho, bo akurat Ulysses nie znosił krzyków, wrzasku, nawet głośnego śmiechu. – Przypadek – odpowiedział ojcu. – Ciężko mi założyć, żeby na własne życzenie wyhodował kaktusa na głowie.
Wyciągnął różdżkę. A potem machnął nią w stronę Augustusa, mamrocząc pod nosem zaklęcie rozpraszające. Jeśli nie zadziało, trudno. Najwidoczniej trzeba będzie spróbować z innym.

Odkryj wiadomość pozafabularną
rozpraszanie
[roll=PO]

- Spróbujcie to rozproszyć. Obcinanie raczej nic nie da - dodał, gdy zaklęcie nie zadziałało. - Tylko używajcie różnych zaklęć. Finite nie działa. Może spróbujcie z Finito lub z Finite Incantatem? - zaproponował. Słowa kierował do bliźniaków, nie Chestera. Ojciec był aurorem, z pewnością sam wiedział, co należało robić w takich wypadkach.
Po wypowiedzeniu tych słów zamierzał się oddalić.


RE: [28.04.1972] Tu mi kaktus wyrośnie - Augustus Rookwood & Vespera Rookwooda & inni - Vespera Rookwood - 08.07.2023

Chichotała jeszcze chwilę próbując się opanować. Dawno się tak nie uśmiała. Chyba ostatni raz jak jeszcze chodzili razem do Hogwartu. Tam była sielanka, pomimo wymagającego ojca było tam jakoś łatwiej. Miało się mniej decyzyjności, a więcej czasu na takie żarty, że też wtedy nie wpadła na to, aby zakaktusować swojego brata. To był zacny widok i błagała, aby ktoś przyniósł tu teraz aparat i uwiecznił go w tej wersji już na wieki. Chciała już wyjąć różdżkę, aby go odczarować, ale wtedy usłyszała głos swojego ojca.
Spięła się lekko prostując, ale nadal mając rozbawione iskierki w oczach i za każdym razem jak tylko spojrzała na Gustiego powracała konwulsja śmiechu, którą próbowała zatuszować, aby bardziej nie denerwować drącego się ojca. Pragnął ciszy, ale teraz to on robił największy raban. Ona się śmiała, a Augustus przecież tak bardzo cierpiał. Nie był to zły hałas. Vespera przytuliła się plecami do drzwi, aby ojciec miał pełen dostęp do łazienki i widoku półnagiego Augustusa z kaktusem na głowie. Gdy tylko myślała o tym kaktusie w jej ustach pojawiał się tłumiony chichot.

– Ojcze. – powiedziała nadal rozbawionym tonem. Nawet wkurzony ojciec nie mógł jej zepsuć radości z niedoli jej brata. Położyła mu niepewnie dłoń na ramieniu mając nadzieję, że nie był aż tak wkurzony, aby też się na niej wyładować. – Spokojnie, przepraszamy za hałas, ale powiedz sam, że ten widok nie jest wart zobaczenia – szepnęła do niego z delikatnie złośliwym uśmiechem. Wiedziała, że ojciec lubił ją bardziej niż innych, ale nadal miała wobec niego dużą dozę szacunku (a może strachu) i nie miała zamiaru przekraczać granic, które im stawiał.

Wtedy pojawił się Ulysses ze swoim spokojem, ciszą i chłodną kalkulacją. Z Augustusem lubiła się drażnić, od starszego brata zawsze mogła dostać ten przyjemny spokój, którego brakowało, gdy zjawiał się jej ojciec – zawsze czymś drażniony i zestresowany.

– Jak nic nie zadziała to zrobimy sobie z niego doniczkę w salonie. Obwiesimy lampkami i będzie robił przyjemny klimat podczas rodzinnych kolacji. – powiedziała z udawanym, uroczym uśmiechem, ale sama podeszła do swojego brata i wycelowała w niego swoją różdżkę.

– Ufasz mi braciszku? – miała zamiar się jeszcze z nim podrażnić. W końcu nie wiedział jaki miała dzisiaj humor. Mogła mu tego kaktusa na głowie powiększyć i spełnić swoje marzenie o Gustim jako doniczce.




RE: [28.04.1972] Tu mi kaktus wyrośnie - Augustus Rookwood & Vespera Rookwood & inni - Augustus Rookwood - 09.07.2023

Spiąłem się niesamowicie, kiedy zobaczyłem Ojca w drzwiach i właściwie od razu usłyszałem jego podniesiony głos. Jego słowa wgryzły się odpowiednio. Nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale na chwilę wstrzymałem oddech.
Mogłem udawać, że nie sądziłem, że przyjdzie tu wiedziony tym harmidrem, ale sam sobie to zgotowałem, wydzierając się jak ten debil pod wpływem chwili. Miałem za swoje. Upokorzenie do kwadratu. Chciałem być najlepszy, a wyszło jak wyszło. Jak zwykle zresztą.
Zacisnąłem dłonie w pięści, jak gdybym chciał komuś przywalić. Niestety, to nie była ta bajka. Stałem tak tylko i obserwowałem całą tę zbieraninę, bo jeszcze na domiar złego przyszedł wtrącić swoje trzy grosze najmądrzejszy w naszej rodzinie - Ulysses. Kochałem brata, ale mógł sobie darować dedukcję, z której i tak nic nie wynikało. Cała ta sytuacja to niechybnie wina Vespery, ale nie mogłem jej tak wsypać przed ojcem. Jednak resztki braterskiej solidarności w sobie miałem.
- Nie wiem, może to ten szampon - mruknąłem, wzruszając ramionami, po czym wzdrygnąłem się, kiedy Ulysses wycelował różdżkę w moim kierunku. W takich sytuacjach zawsze odpowiadałem przeciwzaklęciem, ale teraz... Teraz leżała moja akacja tuż obok na lustrze i musiałem się ukorzyć, bo nie chciałem na ślepo rzucać zaklęciami w moją głowę. Jeszcze resztki rozsądku w sobie miałem, więc musiałem polegać na rodzeństwie. Oby tego nie spierdolili.
Zacisnąłem powieki, ale nie poczułem żadnej zmiany. Nawet ponownie uniosłem dłoń by pomacać czubek swojej głowy, co zakończyło się... ukłuciem, rzecz jasna. Vespera zachichotała. Kochałem ją, ale, na Marlina!, mogła nie rozwścieczać nam ojca, tylko pozbyć się mojego problemu i najlepiej o nim zapomnieć. Ponagliłem ją spojrzeniem.
- Vespero... Ja ciebie proszę, skończ już z tą żenującą wizją doniczki. Pozbądź się tego - bardziej rozkazałem aniżeli poprosiłem, ale to była prośba w wersji Rookwoodowej. Gdyby ktoś pytał, to tata nas tego nauczył. - W tej chwili ci nie ufam, ale nie mam innego wyboru. Przestań się śmiać, skup się i rzucaj - odparłem rzeczowo na jej zaczepki. Zresztą, i tak już traciłem resztki godności, a jak siostra mi odpali w tym stanie przeciwzaklęcie, to obawiałem się, że po tym skończę gorzej aniżeli interesanci z mojej pracy.
- Zmieniłem zdanie. Tato, mógłbyś...? - spojrzałem na niego z ogromną prośbą w spojrzeniu. Raczej nie musiałem kończyć tego zdania by wiedział co zrobić. Nie ukrywałem, że wiele mnie kosztowało to by poprosić go o przysługę. Był raczej zdania, że sami powinniśmy sobie radzić. I sobie radziłem! Wcale tak nie było, że nie... Po prostu wynikła tu nietypowa sytuacja, a Vespera miała z tego zbyt duży ubaw. - Preferuję aby zrobił to ktoś o czystym umyśle. Nie chcę skończyć jak warzywo.


RE : [28.04.1972] Tu mi kaktus wyrośnie - Augustus Rookwood & Vespera Rookwood & inni - Chester Rookwood - 25.07.2023

Nie sposób nie zauważyć tego, że jego obecność wpłynęła na atmosferę w pomieszczeniu i postawę wszystkich jego dzieci. Rzucało się to w oczy, że jego jedyna córka się spięła przy tym się prostując. Tak samo, że jego najmłodszy syn również się spiął i nawet wstrzymał oddech. Widział też to, jak Augustus zaciska dłonie w pięści. Dostrzegał również to, że Vespera wydawała się być w dalszym ciągu rozbawiona tą całą sytuacją. Pragnął ciszy w dalszym ciągu. Jednakże nie zamierzał ingerować w kwestie dokuczania jednemu dziecku przez drugie, nawet jak byli za starzy na tak szczeniackie zachowania. Nie byli już w pierwszej klasie Hogwartu. Tym, czego nigdy by nie przyznał na głos, było to, że to dzięki nim w tym domu tętni jeszcze jakieś życie. Zwłaszcza po śmierci ich matki.

Niezależnie od tego, jak długo patrzyłby, ten kaktus sam z siebie nie zamierzał zniknąć z głowy jego syna. Całe szczęście, że to był zwykły, zupełnie niemagiczny kaktus zamiast Mimbulus mimbletonii. Wszyscy mogliby wtedy skończyć umorusanych cuchnącym odorosokiem. Nie mówiąc już o pobliskich ścianach, których widok pokrytych tą mazią bardzo by go zirytował. To, że posiadali więcej, niż jedną łazienkę, nie miało nic do rzeczy w przypadku takiej hipotetycznej sytuacji. Musiałby zapędzić skrzata domowego do roboty. Jak to często miało miejsce. Dom musiał być wysprzątany, natomiast posiłki przygotowane i podane jemu i jego dzieciom.

Córko. — Odrzekł jedynie na skierowane do niego słowa, pozwalając jej na to aby ułożyła dłoń na ramieniu. Prawda była tak, że przy tak zdyscyplinowanych dzieciach nie musiał się na nich wyładowywać. Nie musiał nawet ponownie używać podniesionego tonu głosu. Vespera, jako jedyna córka, cieszyła się swoistymi względami z jego strony. Wszak to dla niej zabił jej męża, gdy ten posunął się za daleko. Jego synowie musieliby pozbyć się małżonki na własną rękę. Choć to na razie dotyczyło tylko Augustusa. Ulyssesowi musi znaleźć żonę. Tym bardzie, że on sam się do tego nie pali. Szczęśliwie, nie obowiązują go takie ograniczenia jak kobiet. Vesperze również przydałby się trzeci mąż, choć znalezienie takiego dla dwukrotnej wdowy może być trudnym zadaniem.

Przyjmuję Wasze przeprosiny. Jak tak patrzę to muszę przyznać, że jest wart zapamiętania — Powiedział po chwili, kiedy Vesperze udało się go obłaskawić. Pozwolił sobie na przelotny uśmiech. Przy odrobinie szczęścia będzie z tego kolejna rodzinna anegdota. Sam jednak nie przepadał za przytaczaniem w ich w towarzystwie, uważając że one źle wpływają na wizerunek ich rodziny. Było dla niego bardzo istotne to, jak ich postrzegają w społeczeństwie konserwatywnych rodzin czarodziejów czystej krwi. Chester zarejestrował się pojawienie swojego pierworodnego. Zwrócił również uwagę na to, że o tej porze pozostał ubrany jak do wyjścia na oficjalne spotkanie.

Wybierasz się gdzieś, synu? — Zapytał go w pierwszej kolejności. Może wszystkie jego dzieci były już dorosłe, jednak wolał wiedzieć gdzie mniej więcej wychodzą i kiedy wrócą. Mieli dużo wrogów. Wszystkie jego dzieci stanowiły przyszłość tego rodu, ale także były jego słabością. Każdy, kto podniesie na nie rękę, marnie skończy. Dołoży wszelkich starań aby tak było. Gdyby ktoś skrzywdziłby któregokolwiek z jego dzieci to poruszyłby niebo i ziemię, by ktoś za to zapłacił.

Narady rodzinne odbywają się w gabinetach — Przypomniał Ulyssesowi. Zbierali się tam w znacznie poważniejszych sprawach, niż kaktus na głowie jego syna. — Pierwsze słyszę aby komuś przypadkowo wyrósł kaktus na głowie. Augutus twierdzi, że to wina szamponu. — Słusznie zauważył. To był dobry moment na to, aby spróbować zrobić porządek z tym kaktusem. Podjęta przez Ulyssesa próba spaliła na panewce.

Pokażesz mi go potem — Zwrócił się do Augustusa. Wyglądało to na niewinny żart, jednak taki szampon musiał ktoś wyprodukować i sprzedać.

Nie przeczę, że wyglądałoby to ciekawie, jednak rzucałby się w oczy gdyby ktoś przyszedł — Tymi słowami odniósł się do wypowiedzi Vespery.
Dlatego trzeba go usunąć. Oczywiście. Też nie chcę byś skończył jako warzywo. Byłoby to bardzo niefortunne — Stwierdził poważnie. Zamierzał się tym osobiście zająć, zwłaszcza że został poproszony o to przez najmłodszego syna. Nawet, jeśli naprawdę powinni to rozwiązać bez angażowania go w to wszystko. Wydobył z kieszeni szlafroka swoją różdżkę, celując nią w tego dorodnego kaktusa. Niewerbalnie rzucił zaklęcie rozpraszające.


Rozpraszanie
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [28.04.1972] Tu mi kaktus wyrośnie - Augustus Rookwood & Vespera Rookwood & inni - Ulysses Rookwood - 25.07.2023

Ulysses kiwnął głową.
- Tak. Muszę pilnie spotkać się z Shafiqiem – wyjaśnił, właściwie niewiele wyjaśniając. Ale też nie mógł powiedzieć na głos po co szedł się z nim spotkać. Były takie sprawy, które należało załatwiać samodzielnie, zwłaszcza wtedy, gdy było się już dorosłym człowiekiem. A w przypadku prześladującego go, Cathala i Letę mordercy, wydawało się, że zdążyli już poznać prawdziwą tożsamość tego człowieka.
Ulysses nigdy nie mówił wiele o swoim życiu prywatnym, ale nie ukrywał przed Chesterem lub rodzeństwem istnienia Cathala Shafiqa. Przyjaźnił się z nim od dziecka i nawet jeśli mówił o archeologu bardzo oszczędnie – wiele świadczyło o sporej zażyłości między nimi (ot, choćby niewielka kolekcja pomniejszych artefaktów, którą Ulysses miał w pokoju i która stopniowo tylko się rozrastała).
Nie ingerował w przekomarzania między Vesperą i Augustusem, choć jego - nieszczególnie bawiła wizja brata zamienionego
w świąteczne drzewko. Ale ogólnie Ulysses nie miał zbyt dużego poczucia humoru, większość żartów albo mu umykała, albo słyszał je zbyt często, by się nimi przejmować. Za to z większą uwagą obserwował jak ojciec zaklęciem usuwał kaktusa z głowy Augustusa. Czy naprawdę ktoś złośliwie dodał do szamponu takiego eliksiru, który zmuszał klienta do zakupu i kąpieli?
Zaklęcie Chestera zadziałało i roślina zniknęła. Ulysses zacisnął palce mocniej na aktówce, którą trzymał. I już było po problemie.
- Dobrej nocy. Wrócę późno – uprzedził jeszcze, a potem odwrócił się i ruszył do wyjścia. Po chwili usłyszeli dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi, gdy wychodził z rezydencji.

Postać opuszcza sesję



RE: [28.04.1972] Tu mi kaktus wyrośnie - Augustus Rookwood & Vespera Rookwood & inni - Vespera Rookwood - 27.07.2023

Czasami potrzebowała ujścia emocjom, czasami potrzebowała czegoś pozytywnego w swoim życiu. Nie chciała się dąsać wiecznie i smucić, a zauważyła, że w ostatnim czasie była bardzo zatroskana. Tak samo jak reszta rodziny. Poczynania ojca i ich gościa mieszkającego w piwnicy miał ogromny wpływ na ich życie, a takie dni jak te powodowały, że czuła się naprawdę dobrze. Nawet jeśli jej ojciec wszedł w stan gniewu i niezadowolenia. Słysząc, że przyznał jej rację usta wykrzywiła w zadowolonym uśmiechu. Uniosła nawet lekko podbródek połechtana.

– Oh, to nie ja kupuje podejrzane szampony i ląduję potem z kaktusem na głowie. Sam byś mi również nie odpuścił – wredny, pewny siebie i subtelny uśmiech nie znikał jej z twarzy. Nie miała zamiaru mu tego zapomnieć, ale nie miała też zamiaru rozpowiadać tego światu. To będzie ich kolejny, rodzinny sekrecik, którego Vespera będzie strzec lepiej niż własnej głowy. Już miała rzucić zaklęcie niwelujące kaktusa, ale ten zrezygnował z jej pomocy, więc zrobiła urażoną minę i odsunęła się od swojego brata robiąc miejsce ojcu.

Liczyła, że jej tata okaże się dzisiaj jednak w dobrym humorze i zechce mu dorobić jakieś stokrotki wokół kaktusa, ale przeliczyła się. Minęła chwilunia i kaktusa nie było, a Augustus znowu był przystojniakiem w ręczniku. Cholernie chciała, aby pojawiła się tu jego żona i dzieci, aby mu jeszcze bardziej dopiec, ale z drugiej strony będzie miała haka na swojego kochanego, młodszego o parę minut brata.

– Uważasz, że mam brudne myśli? – uniosła brwi patrząc na niego na powrót rozbawiona. – W ramach tej zniewagi proponuję mu wyczarować lawendę na głowie. Podobno mówisz o niej przez sen – wyszczerzyła się złośliwie. Jego żona mówiła mu o tych jego koszmarnych lawendach nocnych. Chyba powinien zmienić leki nasenne, bo te najwyraźniej nie działały za dobrze, a przecież jego małżonka pachniała przepięknymi kwiatami różanymi. Sama by przy niej śniła o różach, a nie o jakichś beznadziejnych lawendach.

– Tym szamponem powinni zająć się bumowcy. Może ktoś sobie kręci żarty na nieświadomych konsumentach – zmieniła szybko temat podchodząc do półki z kosmetykami i wybierając z niej nowy szampon Augustusa. – Gdzie go kupiłeś? – zapytała wracając do ojca i wręczając mu butelkę szamponu. – Nigdy nie widziałam tej marki na sklepach – zdziwiła się lekko.