![]() |
|
[08.05.1972] Przed Ministerstwem - Augustus Rookwood & Lycoris Black - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17) +---- Wątek: [08.05.1972] Przed Ministerstwem - Augustus Rookwood & Lycoris Black (/showthread.php?tid=1560) |
[08.05.1972] Przed Ministerstwem - Augustus Rookwood & Lycoris Black - Augustus Rookwood - 07.07.2023 Przed budynkiem Ministerstwa Magii
Ostatniej nocy nie spałem za dobrze. Dręczyły mnie wstrętne koszmary, więc nie dość, że zgodnie z Rookwoodowską tradycją położyłem się bardzo późno, gubiąc czas wśród literatury, to na dodatek pot zalewał mi koszulę nocną i dziś byłem w pełni nie do życia. Skupienie przychodziło mi z trudem, w księgach tuszem zapisane znaki się mazały i jakoś ciężko było złapać oddech. Chcąc nie chcąc, wyjąłem z torby ostatnią fiolkę eliksiru na skupienie, wypiłem do dna, po czym postanowiłem się przejść, wyjść stąd na drobną chwilę, zanim eliksir zacznie działać. Tak stąpałem, stąpałem i stąpałem, aż znalazłem się przed budynkiem Ministerstwa Magii, łapiąc świeżego powietrza, a było go w nadmiarze, bo ostatnimi dniami panowały klimaty niezwykle deszczowo-wichurtowe. Wiatr porywał wszystko, co komuś śmiało się wyrwać spomiędzy palców, a ja, cóż, na to wszystko postanowiłem wyciągnąć papierośnicę i zapalić nieco dla odstresowania. Z ulgą przyjąłem, że nieopodal stała Lycoris, więc nie musiałem się skupiać z losową osobą, która czułaby się w obowiązku dotrzymywać mi towarzystwa. Czym prędzej pognałem w jej stronę. Miała niezadowoloną minę, ale to było u niej wrodzone. - Zapytałbym, co ci zdechło, ale odpowiedź bywa niezmienna - zażartowałem w ten jakże suchy sposób. Żart koronerów. - Nasi interesanci - uzupełniłem myśl, po czym wyciągnąłem papierośnicę w jej kierunku. Nie pamiętałem, czy pali, ale znając jej podejście do życia, zapewne dmuchała dymem prosto w twarze niczemu winnym dzieciom. W pewien popaprany sposób czułem się przy niej swobodnie, choć niekiedy potrafiła doprowadzić do szału. Ale taka natura kobiety, czyż nie? RE: [08.05.1972] Przed Ministerstwem - Augustus Rookwood & Lycoris Black - Lycoris Black - 08.07.2023 Całe jej życie opierało się na odgrywaniu roli złego charakteru, w którą utkała ją nić życia. Była złą królową ze świata alicjowego; była Urszulą dla Arielki i buchającym niebieską łuną ognia z czubka głowy Hadesem. Prawdopodobnie zatraciła się pośród tych miriad tego, czego od niej wymagano - robiła więc skrajnie na przekór, skrajnie po swojemu. Tkwiła w niej więc ta nuta chwiejności, oderwania niejakiego, jednocześnie stąpając surowo na nogach obleczonych niewysokim obcasami. W gruncie rzeczy była lepsza, niż ktokolwiek w byciu złym, a jej obraźliwa natura przelewała się przez palce nieomal, pozostawiając po sobie szkielet moralności jako takiej - działała zgodnie z własnym sumieniem, jednak to nie zawsze dyktowało dobre warunki umowy. Czuła się w pracy niewysłowienie dobrze; niewysłowienie na swoim miejscu, więc gdy wychodziła z tą charakterystyczną kakofonią uderzających o podłogę obcasów na zewnętrz, łapała jeden z nielicznych oddechów osoby normalnej. Osoby, która nie tańczyła z trupami w pasodoble. Gdy tylko otworzyła drzwi, solidny podmuch nieprzejednanego wiatru rozwiał kosmyki włosów, które wyplątąły się z niedbale upiętego koka; porwał także poły fartucha laboratoryjnego - zmrużyła oczy nieomal, krzyżując ręce na piersi, gdy nagle… Rookwoodowie byli złym omenem. Co do jednego. Wydała z siebie obolałe - nad szczerością możemy polemizować - westchnięcie, ulatujące z ociężałych płuc. Przybrała jednak ten swój absolutnie typowy wyraz twarzy zblazowanego znudzenia, którym niejednokrotnie straszono nie dzieci, a kawalerów ubiegających się o jej rękę. - Szczyt komedii, Rookwood - odparła na jego wyschnięty żart. Wyciągnęła jednak smukłą, odrobinę zbyt chudą dłoń po papierosa, aby po chwili otulić wargami filtr i pozwolić zająć się końcówce ognistym oczkiem. - Moje życie aż stało się mniej obrzydliwe dzięki tobie - sarknęła siarczyście, wolną dłoń wtykając do kieszeni kitla. RE: [08.05.1972] Przed Ministerstwem - Augustus Rookwood & Lycoris Black - Augustus Rookwood - 08.07.2023 Lycoris niekiedy potrafiła górować nade mną wzrostem, ale tylko w przypadkach kiedy decydowała się przywdziać obcasy. Byliśmy równi wzrostem, ale też nie wydawało się to być szczególnie rażące z racji delikatnej, wręcz kościstej postury panny Black. Swoją drogą, uważałem, że zdecydowanie powinna się przebadać i nabrać nieco wagi, popracować co nieco nad poczuciem humoru, nad przyjaznością. Miała więcej wiosen niż ja i nie można było uświadczyć żadnego kawalera na jej horyzoncie. Niechybnie czekało ją staropanieństwo, ale oczywiście nie dzieliłem się z nią tymi spostrzeżeniami, bo to też nie była moja sprawa. Każdy miał własne priorytety, a moimi priorytetami były priorytety ojca... A ona może miała priorytety porównywalne z priorytetami, hmm, choćby żmii. Zaciągnąłem się papierosem i spojrzałem w niebo. Uśmiechnąłem się nieco, bo w takich momentach pocieszał mnie fakt, że w tej chwili większość społeczeństwa cierpiała z powodu pogody, czy to gdzieś spacerując, czy też się spiesząc. - Jestem rad - odparłem w ramach odpowiedzi na jej słowa, po czym postanowiłem zmienić temat, a właściwie tak naprawdę nawiązać rozmowę. Szczególnie że ciekaw byłem, co też mogła mi przekazać. Wiedziała, że lubiłem swoją pracę, trupy i to wszystko, dlatego cierpiałem, że nie było mnie w Ministerstwie Magii przez kilka dni w okresie Beltane. Wziąłem urlop w związku z wyjazdem. Wraz z małżonką. - Lycoris, opowiedz mi, proszę, o Beltane. Słyszałem co nieco od innych i przeglądałem akta... Aczkolwiek zdajesz sobie sprawę, że najbardziej preferuję twój punkt widzenia, jeśli chodzi o sprawy służbowe i naszych interesantów - odparłem neutralnie. Nie podlizywałem jej się, ani również nie byłem w żaden sposób niezdrowo podniecony. Mogła wyczuć jedynie nutkę ciekawości w moim głosie czy też w spojrzeniu, ale nic poza tym. Zaciągnąłem się papierosem, ponownie uciekając od niej spojrzeniem. Zdecydowanie była za chuda. Ale miała coś w sobie... Nawet przez chwilę zastanawiałem się, czy nie zeswatać jej z Ulyssesem, aczkolwiek nie byłem pewien, czy nasza rodzina byłaby odpowiednią dla kogoś takiego jak Lycoris. Była zbyt wielką indywidualistką... Tak myślę. RE: [08.05.1972] Przed Ministerstwem - Augustus Rookwood & Lycoris Black - Lycoris Black - 30.09.2023 Coś drgało w niej nieprzejednanie ostatnimi czasy; pewna niebotyczna siła rozsadzała wręcz smukłe, kościste ciało kostuchy – górującej wzrostem nad lwią częścią ciżby. Zamartwienia obijały się o lotny umysł, a ona sama, zupełnie jakby skakała w rozżarzone oko Wezuwiusza, nie przejmowała się patową sytuacją, sprowadzającą ją na samo dno jestestwa, z którym nie potrafiła sobie wydatnie poradzić. Kąciki jej ust zadrgały przez ułamek sekundy, nie skłoniły się jednak ku rozmyciu oblicza uśmiechem – Lycoris Black wszak nie przywdziewała nigdy filuterności, sympatii i jakichkolwiek ochłapów przystępności. Prawdopodobnie dlatego na ministerialnych korytarzach usuwano się jej z drogi. Żmiją była z powołania i zainteresowania. Żaden mężczyzna nie zaprzątał jej głowy i choć pogłoski o jej rychłym staropanieństwie odbijały się echem po korytarzach – ludzka krzątanina już dawno jej zbrzydła i nie zajmowała proscenium myśli w żadnej mierze. Niewzruszona, nieludzko wręcz obojętna, utożsamiana z samą śmiercią – jej obraz nie przynosił chluby rodzinie. I gdyby nie wsparcie Perseusa, płomienie gniewu matki strawiłyby ją już dawno temu – była przecież obraźliwa w całym swoim jestestwie, popełniała faux pas z wyważoną celowością, a opinię posiadała nieomal tak zszarganą, jak wypaczony umysł. Skierowała papierosa ku wargom, pozwalając zająć się płucom słodkim dymem nikotynowym. Uniosła brwi, wlepiając igły spojrzenia w Rookwooda. Bo tak naprawdę, co panny w tych Rookwoodach widziały? – Och nie, a więc nie przyszedłeś na ploteczki? – odparła znudzonym tonem – w zasadzie zachowującym się w ramach klasyki jej bytowania. – Nie opowiem ci nic, czego byś nie wiedział. A od ciekawskości można dostać kociej mordy – skwitowała, ponownie otulając wargami filtr papierosa. Och, słyszała parokrotnie gorące plotki na temat lichych rozmyślań dotyczących sparowania jej z Ulyssesem; pamiętała go wszak ze szkolnych korytarzy, zamienili parę nieistotnych rozmów – na tym jednak puentowała się ich znajomość. Wątpiła, czy Rookwoodowie przyjęliby ją z otwartymi ramionami, a skoro nawet ona sama w to wątpiła – było to prawdą bezsprzeczną. – Jak tam purchlaki? To znaczy, eeee, dzieci? – zabrzmiała pytaniem. – Nie pytam, bo mnie to interesuje. Pytam, bo każdy temat na przerwie będzie lepszy niż praca, a mały small talk nam się przyda – rzekła, palcem wskazującym pozbywając się nadmiaru popiołu z rozżarzonego oczka papierosa. RE: [08.05.1972] Przed Ministerstwem - Augustus Rookwood & Lycoris Black - Augustus Rookwood - 01.10.2023 To był niechybnie jeden z tych dni, kiedy czarodziej najchętniej nie opuszczałby własnej kołdry, terenu łóżka, a na drzwiach miałby bezczelne zaklęcia czarnomagiczne, byleby nikt nie przerywał słodkiego lenistwa, odpoczynku, leczenia. Jak zwał, tak zwał. Próbowałem zmusić umysł do działania i, choć świeże powietrze wraz z elikisrem, coś tam zaczynały działać, to jednak towarzystwo Lycoris dobijało wszelkie okazy ożywienia. Ciekawości stało się zadość. Zaciągnąłem się papierosem, marszcząc brwi. Stałem prosty, wyprostowany tak, że prawie niemal na baczność, wpatrując się w te przemykające cienie i słuchając Lycoris. Ploteczki, nie plotczki. Coś z pewnością wiedziała, ale nie zamierzała się tym dzielić. Trudno. Spróbuję z kimś innym. Może u źródła? U Ojca? Wiedział o tym zdarzeniu z pewnością najwięcej. Prychnąłem, odwracając się z uśmiechem w kierunku Lycoris. - Obawiam się, że temat moich, jak to określiłaś, purchlaków w takim układzie też nie będzie na miejscu - odparłem rozbawiony podejściem Lycoris. Nie czułem się urażony ani też zobowiązany do chwalenia się dzieciakami komuś, kto i tak miał to w głębokim poważaniu. Po prostu byłem ciekawy, co się takiego wydarzyło w życiu Lycoris, że była szorstka niczym papier ścierny. Zatrważająco. Miewałem swoje depresje, ale nawet dorastanie pod czujnym okiem Chestera Rookwooda nie robiło ze mnie totalnie chłodnej persony, przynajmniej tak sądziłem. Zapewne parę osób by się nie zgodziło, ale pal licho ich opinię. - Może lepiej porozmawiajmy o twoim hobby? Nie wiem, może zbierasz znaczki pocztowe? Albo sowią kupę? - zapytałem, tak nieco zgryźliwie, ale to tak dla lepszych kontaktów zawodowych, żeby przypadkiem nie wypaść z wprawy ze zgryźliwością. Może właśnie dlatego przepadałem za towarzystwem Lycoris, bo nie musiałem się przy niej uśmiechać ani w inny sposób się wyszczerzać. Po prostu być i robić swoje, a po niej reszta spływała jak po kaczce w najbardziej ulewny dzień. Była jak mało kto przystosowana do mieszkania w Londynie i w okolicach. I do pracy w kostnicy. - Bez urazy, oczywiście - dodałem, jednakże pękając i wzruszając ramionami. - Jeśli o mnie chodzi, możesz podbierać kostki śródstopia denatom... - zaproponowałem, żeby nie czuła się skrępowana przy tych drobnych wyznaniach. Raczej po pracy nie siedziała i nie wpatrywała się tępo w obrazy na ścianie... Chociaż może lubiła sztukę? Była jakąś cichociemną krytyczką? Nie wyglądała na taką, ale ja też nie wyglądałem na kogoś kto zaglądał w martwe tyłki w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania. RE: [08.05.1972] Przed Ministerstwem - Augustus Rookwood & Lycoris Black - Lycoris Black - 01.10.2023 Dzień leniwie toczący się kulą słońca po nieboskłonie, majowym oddechem mile otaczał wszelakość, jak te deszcze ulewne, których wiosna nie skąpiła; tym razem jednak, podszycie ziemskie otaczało miłe ciepło uchodzące z ognistych wstęg, każdy szkopuł ubierając w piękny blichtr szat. Odchyliła głowę na moment, pozwalając oblać się słonecznymi językami, uwydatnić nieliczne piegi i miło otulić wysokie, wyraziste kości policzkowe. Istotnie, ten dzień umykał w rytm gehenny, niechcenia i tej przeklętej ludzkiej krzątaniny. Westchnięcie opuściło jej zaklęte w marmur usta, aby po chwili powróciła wzorkiem do rozmówcy – niezainteresowana konwersacją jak zawsze. – Nie? A myślałam, że rodzice tak chętnie chwalą się pociechami – wypluła z siebie słowa opływające ironią, a kącik jej warg drgnął miękko, nie skłaniając jednak oblicza do uśmiechu. Zblazowany wyraz twarzy gościł nań niezmiennie, wikłając w posturę przymioty bliskie do obraźliwości. Otworzyła teatralnie oczy na jego pytanie, aby po lichych sekundach skrócić dystans ich dzielący. Uniosła dłoń, aby chwytając go za kołnierz, zbliżyć niebezpiecznie do siebie. – Tak naprawdę, to zgadłeś. Pasjonuję się zbieraniem sowiego gówna. Pamiętasz te babeczki, które raz przyniosłam w ramach poczęstunku? Nie? Ja też nie. – Wzięła solidny haust powietrza. – Nawet Avery z biura aurorów stwierdził żartobliwie, że polewa przypomina odchody… – zatrzymała się, nadając teatralnej nuty całokształtowi. – Nie tylko przypominała. Skłaniała ludzi do otwierania połów umysłu; jej obojętność wyrysowana w ostrych rysach twarzy, z niewiadomej przyczyny zbliżała wiele istnień, tak jakby potrzebowała tych niewiadomych sputników wirujących wokół jej orbit. Cofnęła dłoń, aby po chwili odsunąć się na dystans, który był niejako zdrowy; niejako taki, który nie sugerował zdrożnego. – Och nie – rzekła z kamiennym wyrazem twarzy, zdobywając się na jak najbardziej oschły i oziębły ton, który miała w arsenale. – Jak to robisz, Rookwood, że wyciągasz ze mnie wszystkie brudne tajemnice – dodała po chwili, przeciągając wyraźnie sylaby w słowie „wszystkie”. Przypominała bardziej płytę nagrobną, aniżeli żywą, oddychającą personę. RE: [08.05.1972] Przed Ministerstwem - Augustus Rookwood & Lycoris Black - Augustus Rookwood - 07.10.2023 Nie wiem, co miałem w tej swojej głowie, ale najwyraźniej zadziałało ożywczo na Lycoris. Intuicja podpowiadała mi by z nią zagrać w nieoczywiste odpowiedzi, nienudne, a trochę zjadliwe, trochę jednak typowe, ale niezwyczajowo dla kogoś takiego jak urzędnicy ministralni. Poważni i pracujący „za karę” urzędnicy ministralni... Nawet nieco przeraziło mnie to, że znalazła się gwałtownie tak blisko mnie, ale nie dawałem tego po sobie poznać. Kłamałem spojrzeniem, ustami, mimiką. Byłem niczym posąg, który po chwili już z faktyczną ciekawością wpatrywał się w jej oczy, a zaraz później wargi będące tak blisko moich. Byliśmy praktycznie równi, byliśmy praktycznie tak blisko, że aż za blisko. Czułem jej oddech na twarzy. Cuchnął palonym papierosem, ale miał w sobie również coś słodkiego, delikatnego. Może nie powinienem analizować zaistniałej sytuacji w podobnych kategoriach, bo mogło się to źle skończyć. Bardzo źle skończyć. Cóż, więc miałem wyrzuciłem niegrzeczne myśli z głowy i miałem aby nadzieję, że panienka Black za bardzo nie pomnie mi kołnierza. Nie przepadałem za niechlujstwem, niedoskonałością w moim ubiorze. A, właśnie... Ani nie narobi nam skandalu swoim zachowaniem. Bądź co bądź byliśmy niesamowicie odsłonięci, przed samym wejściem do Ministerstwa Magii, ja byłem żonatym mężczyzną, a ona panną na wydanie, heh. Z pewnością przydałby się jej ktoś, kto nauczy ją prawdziwego życia. I to nie zamierzałem tą osobą być ja. - Czyli fascynujesz się domowymi wypiekami... Jakże miło i uroczo - stwierdziłem rozbawiony, kontynuując tę naszą drobną maskaradę. Lycoris raczej żartowała sobie ze mnie, ale jeśli to faktycznie byłyby ptasie odchody, a w sposobie bycia Lycoris to bym się nawet nie zdziwił, że mogły nimi faktycznie być, to jakoś nie żal mi było Avery’ego. Mnie samego może bardziej, ale to raczej nie pierwsza i nie ostatnia z ohydnych rzeczy, które był w stanie spożyć czarnoksiężnik. Czy to przypadkiem, czy dla własnych sukcesów. - Wiesz, moja droga, to ten mój kiepski urok osobisty. Ty to lubisz takie klimaty. Ty to lubisz - odparłem w odpowiedzi rozbawiony, ale też ze skrywaną ulgą, mogąc w końcu odetchnąć. Panna Black zrobiła parę kroków w tył, więc nie przysłuchiwała się mojemu ciału, które przez chwilę utrzymywałem w ryzach i pozorach znacznie podwyższonych, ale mogłem nieco zluzować. Nieco. Dla niepoznaki zaciągnąłem się też zaraz trzymanym papierosem, ale też dla przywiania ulgi. Palenie miało w sobie coś takiego, że odstresowało. Choć, kto wie, może to ten eliksir w mojej krwi jednak działał? - Obawiam się, że to jeszcze nie wszystkie tajemnice. Zostało ich z pewnością sporo do odkrycia... - podjąłem jeszcze po chwili milczenia. - Zastanawiam chociażby, gdzie się podziewa twój uśmiech. Obstawiam, że spoczywa głęboko zakopany pod ziemią, tuż za twoim domem - rzuciłem w jej kierunku, bacznie jej się przyglądając. Dokładnie tak, jak gdybym badał przyczyny i skutki dokonanej przez Lycoris zbrodni. RE: [08.05.1972] Przed Ministerstwem - Augustus Rookwood & Lycoris Black - Lycoris Black - 09.10.2023 Języki słońca weszły w miłą korespondencję z puklami brązowawych włosów, otulając całą sylwetkę przyjemnym całunem światłości. Przez ten jeden, ulotny moment, wyglądała nieomal magicznie, niejasno rozbłysnęła promieniami, które swoje odbicie znalazły także w piwnej toni tęczówek. Usta nie drgnęły jednak cieniem uśmiechu, a gdy niewydatny kłąb chmury przemieścił się po błękicie nieboskłonu – cała ta szaleńczo ulotna, jedna milionowa wszechświata, znikła bezpowrotnie. Obojętność zamarła na jej obliczu – zupełnie jakby zeń nigdy nie zeszła, a odsunąwszy się od Rookwooda na odległość bardziej przystającą kontaktom u źródła pracowniczego, raz jeszcze zaciągnęła się papierosem, otulając wargami jego filtr. Rozejrzała się – nie żeby ją interesowało w jakiejkolwiek mierze to, czy padli ofiarą nieprzychylnych spojrzeń. Bardziej wlepiła skupiony wzrok w nieokreślone, tak jakby na ulotne sekundy ktoś ją zresetował. Z chwilowego marazmu wyciągnęły ją jego słowa, które przecięły przestrzeń. – Nie, nie fascynuję się – odparła. – Nie myślałam, że będę musiała ci przybliżyć definicję żartu – rzekła głosem tak głęboko stoickim, jakby istotnie sama była martwa – na pewno bardziej aniżeli klienci trafiający na koronerski stół. Niedopałek papierosa rozbił się o kostkę brukową, po czym zgasł pod niewysokim obcasem Lycoris. – Uwielbiam wręcz – odparła, a jej ton głosu rozbił się o solidną fasadę utkaną z niebotycznego chłodu. – I pomyśleć, że tak śmiesznym gówniarzem byłeś w Hogwarcie – dodała, podkreślając trzyletnią różnicę wieku, która ich podzieliła. Lycoris nie była panną na wydaniu; Lycoris była zwichniętą do reszty, unikającą gwałtownie ślubu panną, która bardziej aniżeli ludzi, ceniła sobie zwłoki zamknięte w szufladach w prosektorium. Ciężka dłoń matki wisiała nad nią nieubłagalnie, a dyrdymały o jej rychłym zamążpójściu przepełniały każde spotkanie. Chyba nie muszę mówić, że Lycoris bardzo unikała spotkań ze swoją matką? Wyciągnęła z papierośnicy kolejnego papierosa, który prędko zajął się ognistym oczkiem, żarząc pomimo słonecznej uwertury, którą postanowiła przybrać tego dnia siła natury. – Aż dziwne, że jeszcze nie usłyszałeś tej jakże zabawnej anegdoty, jakoby mój uśmiech zamieniał w kamień. Dbam o twoje dobro tym samym – odparła miękko. RE: [08.05.1972] Przed Ministerstwem - Augustus Rookwood & Lycoris Black - Augustus Rookwood - 13.10.2023 Faktycznie, czułem się już lepiej. Wystarczył eliksir, nieco powietrza, delikatna pogawędka z Lycoris i czarodziej był jak żywy! Mógłbym zaryzykować stwierdzeniem, że moje niewyspanie przeszło do zapomnienia, aczkolwiek wciąż gdzieś tam z tyłu głowy miałem to wspomnienie, poza tym byłem pewien, że odezwie się jeszcze migreną po południu. Cóż, nieistotne. Zwarty i gotowy do działania dopalałem papierosa w towarzystwie panny Black, bawiąc się z nią w te maskaradę, bo raczej dorosłą rozmową nie można było tego nazwać. I choć pragnąłem być równie nudny i poważny jak ona, to jakoś nie potrafiłem. Uśmiech sam wchodził mi na wargę i - w przeciwieństwie do tego lycorisowego - nie zabijał ani nie zamieniał w kamień. - Może i byłem śmiesznym gówniarzem, ale wciąż bardziej poważnym. I poukładanym. Niż ty, rzecz jasna - zauważyłem udawanie zjadliwie, po czym zaciągnąłem się po raz ostatni. Nie, nie powietrzem, tylko papierosem. Niespiesznie wypuściłem dym nosem, po czym cisnąłem pet pod nogi. Od niechcenia również został przydeptany przez mój elegancki pantofel. Poczułem tym samym pustkę w sobie, ale w przeciwieństwie do Black, nie miałem ochoty na drugiego. Meh. - Teraz wszystko jasne, czemu nie widać u twojego boku mężczyzny. Każdy skończył jako misterny posąg - zauważyłem rozbawiony, kręcąc głowę. Lycoris miała ripostę na wszystko. Podziwiałem ją. Można by rzec, że jeśli chodziło o mroczną stronę humoru, to przewyższała mnie zdecydowanie, więc cieszyłem się, że nie ważyłem się nigdy przechwalać, jakobym był w tym fachu arcymistrzem. Byli lepsi ode mnie. Ale nie zamierzałem jej o tym mówić by zanadto nie obrosła w piórka. I tak pewnie dostrzegała, że świetnie się bawiłem w jej towarzystwie. A może miała to po prostu w głębokim poważaniu? - Wracam do pracy. Po papierosie należy się kolejna kawa - zawyrokowałem, poprawiając poły marynarki. Spojrzałem jednak zaraz na moment na niebo, bo się przejaśniało. Widziałem to wcześniej w refleksach, które rozmieniły się kusząco, kiedy promienie oświetliły włosy Lycoris. Przez to jej włosy nie wydawały się być takimi ciemny jak wcześniej. Olśniewała...? Phi, nic z tych rzeczy. - Przy okazji podbiorę ci najfajniejsze trupy - odparłem groźnie, uśmiechnąłem się cwanie i skinąłem jej głową na siema-nara. Tak serio nie zamierzałem pod tym kątem robić jakiś wyścigów szczurów. Trupów mieliśmy zadość i, szczerze powiedziawszy, zaczynały mnie nudzić. Potrzebowałem ciekawszych atrakcji. RE: [08.05.1972] Przed Ministerstwem - Augustus Rookwood & Lycoris Black - Lycoris Black - 18.10.2023 Któż by pomyślał, że rozmowa z Lycoris jest wstanie wynieść człowieka spod gęstego całunu nudy, otoczenia nimbem rutyny i szponów splotu nieciekawych zdarzeń. Przez karty umysłu przemknęła jedynie desperacka potrzeba zaspokojenia dwóch niechybnych uzależnień – kofeiny i opium. Krążyły wszak o niej plotki – o dziwo, pokrywające się z faktycznym stanem rzeczy – jakoby oddała swoją duszę nie szatanowi, a laudanum. Nie krępowała się już ze swoim nałogiem, a dłonie archaniołów nie były gotowe na wyszarpnięcie jej spod tej niechlubności – kącik jej ust jakby drgnął, zupełnie tak, jakby chciał skłonić się w miękkim uśmiechu – na tym jednak poprzestał, a sama Lycoris odwróciła wzrok. Jedynie westchnięcie zamarło na splątanych nićmi powagi ustach, gdy odgarniała za ucho niesforny kosmyk włosów, który wyplątał się gdzieś spod upięcia w niedbały kok, aby po chwili poprawić cienkie, metalowe oprawki okularów goszczące na nosie. Z wadą wzroku obchodziła się z jak niechcianym psem – przeszkadzała jej wybiórczo, jednak w pracy musiała się ich trzymać, z uwagi na wymagającą bezwzględnej dokładności profesję. – Ja? Ja niepoukładana? Czy ty kiedykolwiek widziałeś swoją żonę? – odparła cierpko, unosząc dłoń do ust, aby wsunąć między wargi filtr papierosa. W gruncie rzeczy, nie znała nader dobrze małżonki Augustusa – musiała mieć jednak równo zaburzoną percepcję i niepowagę, skoro stanęła z nim na ślubnym kobiercu. Nie żeby Rookwood był brzydki! Dla Lycoris wszyscy byli obrzydliwi. – Nie widać u mego boku mężczyzny, bo nie lubię zbędnych balastów – naprostowała, strzepując nadmiar popiołu z ognistego oczka papierosa. – Jeszcze bym została z takim tobą i skończylibyśmy organizując imprezę rozwodową – sarknęła ponownie. Jej cięte poczucie humoru wyrastało z akwenu zgorzkniałości i braku typowej damom klasy; bardziej męska, aniżeli kobieca, niewidywana w sukienkach, a w dobrze skrojonych garniturach; niechichocząca w odpowiedzi na drętwe żarty, tylko po to, aby wkupić się w łaski – nie zależało jej na aprobacie, a wręcz zaskakująco miły był jej brak. Ludzie schodzili jej z drogi. – Złap mnie, jeśli potrafisz – zawyrokowała i zgasiwszy resztę papierosa o bruk, ruszyła do budynku ministerstwa. Koniec sesji
|