![]() |
|
[02/05/1972] Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze – Avelina i Danielle - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [02/05/1972] Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze – Avelina i Danielle (/showthread.php?tid=1561) |
[02/05/1972] Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze – Avelina i Danielle - Avelina Paxton - 07.07.2023 Avelina po dostaniu sowy od Danielle zmusiła się do podniesienia z łóżka. Nie za wiele pamiętała z poprzedniego wieczoru, ale spędziła go na pewno przyjemniej niż jej przyjaciółka. Bardzo się o nią martwiła, a pękająca głowa od nadmiaru alkoholu, który w siebie wlała dzień wcześniej nie pomagały jej myśleć. Udało się jej szybko odświeżyć i poleciała do swojej pracy, gdzie poinformowała swojego szefa o wydarzeniach, które miały miejsce podczas Beltane, ale ten już wszystko wiedział i nawet już przyszykował dwie torby z eliksirami. Jedna miała być dla Aveliny, aby też mogła w razie potrzeby pomóc jeśli zjawiłaby się w pracy. Dał jej nawet coś na kaca, ale niewiele to pomogło bo było już trochę za późno. Razem wsiedli do Błędnego Rycerza. Avelina całą drogę czuła mdłości, mimo że wcześniej nigdy nie miała choroby lokomocyjnej. Dostała od Ravena kawałek suchego chleba, aby jakoś zatamować to, co działo się w jej brzuchu. Nie wiedziała, czy to pomoże, ale jak się zrzyga to przynamniej nie będzie to tylko kwas. Po dotarciu na miejsce Avelinie zrobiło się jeszcze bardziej słabo widząc jakie pobojowisko zostało po wcześniejszej zabawie. Pobiegła do najbliższych krzaków i zwróciła zawartość żołądka – było tam jeszcze wino, które piła z Godrykiem dzień wcześniej. Avelina nie wyglądała najlepiej, ale nie miała zamiaru zostawić ludzi w potrzebie i chciała też zagłuszyć to dziwne uczucie, które pojawiło się, gdy tylko się obudziła. Nie mogła przestać myśleć o chłopaku, którego wczoraj poznała. Wcisnęła do buzi cukierka miętowego, aby zabić nieprzyjemny posmak. Zaczęła szukać Danielle, a gdy w końcu ją znalazła przytuliła ją najmocniej jak tylko potrafiła. – Jesteś cała – szepnęła. – Tu mam eliksiry wzmacniające, uzupełniające krew, wiggenowe i wszystkie, których powinniście potrzebować. Co mam robić? – zapytała. Avelina była blada, ale wyglądała lepiej niż, gdy się rano obudziła. Cały czas miała zawroty głowy, ale po eliksirze od szefa czuła trochę więcej siły. Miała też sine ślady pod oczami. RE: [02/05/1972] Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze – Avelina i Danielle - Danielle Longbottom - 01.08.2023 Widok Aveliny był dla Danielle niezwykle uspokajający. Mimo, że odpowiedź jaką otrzymała na swój napisany w pośpiechu liścik jasno sugerowała, że dziewczyna zdążyła uciec i noc spędziła w bezpiecznym miejscu, zobaczenie jej na własne oczy było czymś, czego w danej chwili potrzebowała. Przytuliła mocno przyjaciółkę, a zapach palonego drewna jaki unosił się wokół niej sprawił, że przymknęła oczy i odetchnęła z ulgą. Kamień z serca. Kolejny tego dnia. Dopiero kiedy oderwała się od niej, dostrzegła że jej twarz jest blada, a po oczami zarysowuje przyciemniony ślad, jasno sugerujący o nieprzespanej nocy. Podobnie wyglądała Danielle, która w przeciwieństwie do przyjaciółki nie zdążyła wziąć prysznica, a po wydarzeniach w jakich uczestniczyła było to co coś, czego nie oszukujmy się, naprawdę by potrzebowała. - Wszystko w porządku? - upewniła się, biorąc głębszy wdech. Kiedy dostrzegła ogromną torbę wypełnioną po brzegi eliksirami, z których korzystali uzdrowiciele, posłała dziewczynie pełen wdzięczności uśmiech. Szybko pokiwała głową. - Wszystko się przyda. Jesteś niezastąpiona - przyznała. Eliksiry, zwłaszcza te leczące oraz uzupełniające krew używane były w hurtowych ilościach, zwłaszcza teraz. Kwestią czasu było, aż zapasy jakie aktualnie posiadali w namiocie stopnieją w ekspresowym tempie. - Zanieśmy je do namiotu, na pewno się przydadzą - dodała, wskazując lekkim ruchem dłoni na namiot, do którego stale dostarczano rannych. - Śmierciożercy zaatakowali. Na polanie rozpętało się piekło, walczyliśmy, ale to nic nie dało... jest tak wiele rannych... - wyrzuciła z siebie. Wiedziała, że informacje na temat tego ataku rozniosły się w tempie ekspresowym, jednak nie była pewna, na ile dziewczyna była świadoma tego, co wydarzyło się tej nocy na Polanie - uznała, że najlepiej będzie, gdy otrzyma informacje z pierwszej ręki. RE: [02/05/1972] Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze – Avelina i Danielle - Avelina Paxton - 01.08.2023 Avelina ściskała ją dosyć mocno, ponieważ martwiła się o nią jak o własną siostrę. Nie potrafiła znieśc myśli, że mogło się jej coś, a w dodatku pękająca głowa nie pozwalała jej stać o własnych siłach, ale musiała trzymać fason. Czuła ogromne wyrzuty sumienia, że wtedy poszła z obcym człowiekiem do księgarni rodziców, co jeśli ten chłopak też byłby Śmierciożercą? Czuła się okropnie i wydarzenia z dnia wczorajszego wprowadzały ją w stan zawstydzenia. Euforii, którą czuła wczoraj przy wnoszeniu przez tamtego mężczyznę wianka na pal nie mogła się nadal pozbyć. – Tak… – powiedziała, ale wzrok delikatnie odwróciła zawstydzona tym, co wczoraj robiła. Zachowała się tak głupio, że nie wierzyła, że sama podejmowała te decyzje. – Upiłam się wczoraj z takim jednym chłopakiem i jest mi okropnie wstyd, że mnie nie było przy tobie – wyznała z ciężkim sercem, ale przed Danielle nie umiała nic ukrywać. Nie była kłamcą, nie potrafiła dobrze kłamać, a zwłaszcza osobie, która była jej bliska. – Erik, Brenna, wszyscy są cali, tak? Powiedz, że nikomu z twoich bliskich nic się nie stało… – popatrzyła na nią czując się mocno zdenerwowana. Wręczyła jej torbę z eliksirami, które były ułożone odpowiednio i nie walały się przypadkowo po dnie. Jej szef uwielbiał organizację i w sumie Avelina też, więc zawsze takie walizki zaklinają tak, aby nic nie latało i można było szybko sięgnąć po to, co akurat było potrzebne. – Nie umiem tego zrozumieć… – spojrzała na namiot i poczuła ukłucie strachu przed tamtym miejscem. Miała tak ogromnego kaca, że głowę jej rozsadzało, a jeszcze miała spotkać się z rannymi. Miała nadzieję, że się nie popłacze. – Danielle – wiedziała, że nie było to ważne, ale potrzebowała się skupić i wyzdrowieć. – Czy uzdrowiciele mają sposób, aby pozbyć się bólu głowy? – zapytała, a Danielle bez problemu mogła wyczytać, że Avelina była przeogromnie zawstydzona swoją słabością i zachowaniem z dnia poprzedniego. – Wiem, że nie macie czasu, ale nie skupię się dzisiaj jeśli się go nie pozbędę. – jej wzrok był wbity w namiot z rannymi. Chciała im pomóc, ale nie chciała się znowu zrzygać tym razem na widok jakiejś krwi... |