![]() |
|
[ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood (/showthread.php?tid=1562) |
[ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood - Avelina Paxton - 08.07.2023 adnotacja moderatora
Rozliczono - Augustus Rookwood - osiągnięcie Piszę, więc jestem Rozliczono - Avelina Paxton - osiągnięcie Piszę, więc jestem Okolice wieży Astronomicznej, bardzo późno po ciszy nocnej
Rookwood spędzał jej sen z powiek, chciała na niego nawrzeszczeć, że ją tak potraktował, że sprawił, że się bała, ale miała świadomość, że tylko by ją wyśmiał. Nie miała zamiaru też się do niego odzywać na korytarzu, a gdy się mijali odwracała od niego wzrok unosząc tylko dumnie podbródek. Czasami jak byli zmuszeni do interakcji to nie były to miłe słowa, ani przyjemne. Jego koledzy z niej też zaczęli drwić, ale dziewczyna się nie dawała. Pokazała mu, że jest cholernie silna w zaczepkach słownych. Avelina wychowana była w domu z pełną swobodą, mogła robić co chciała od dziecka, od zawsze jej rodzice byli w podróży i zawsze zabierali ją ze sobą. Dziewczyna jednak nigdy za tym nie przepadała. Wolała mieć stabilne miejsce, do którego zawsze będzie mogła wrócić. I pomimo swobodnego wychowania miała w sobie naprawdę dużą dozę dumy i poczucia wyższości jeśli chodziło o takie osoby jaką był sam Rookwood. Prawie miesiąc pracowała nad eliksirami dla niego. Próbowała różnych składników, pytała nauczyciela od eliksirów jakie są dobre zioła na uspokojenie, co powoduje, że taki eliksir zostawia człowieka przy odpowiednich zmysłach. Mówiła, że interesuje się tym tematem, bo ma wujka, który jest strasznie nerwowy, a kiedyś chciałaby pracować w aptece z eliksirami. Dostała nawet podwójne porcje składników, aby mogła sobie poćwiczyć warzenie wywarów. Znalazła opuszczoną salkę gdzieś niedaleko wież Ravenclaw i głównie tam spędzała weekendy i godziny po lekcjach. Nawet własne urodziny spędziła w tej salce próbując uwarzyć dla cholernego Rookwooda eliksir i udowodnić mu, że nie jest głupia. Udało jej się za drugim razem i była z siebie naprawdę dobra. Wydobyła z wywaru aż trzy fiolki eliksiru, przelała do niewielkich flakoników, które opisała odpowiednim tytułem. Dwa z nich schowała u siebie w kufrze, a jeden miała zamiar dać Rookwoodowi. Powinno mu wystarczyć na pół miesiąca. Tego dnia była bardzo niespokojna. Udało jej się podpatrzeć grafik dyżurów Augustusa, co wręcz czuła jak ją upokarzało, że go wyśledziła. Obserwowała go czasami, aby wiedzieć w jakim humorze był i czy warto było do niego zagadywać tego dnia. W końcu grubo po ciszy nocnej wymknęła się z wieży Krukonów i skierowała się w okolice wieży astronomicznej, gdzie przebywać powinien Rookwood na swoim dyżurze. Znalazła go dopiero po kilkudziesięciu minutach skradania się po korytarzach zamku jak schował się gdzieś w salce niedaleko i czytał. – Witaj, Rookwood. – powiedziała cicho prostując się mocniej niż zwykle, gdy przebywała wśród swoich przyjaciół. – Mam coś dla ciebie. – powiedziała, ale nie pokazała mu flakonika. RE: [ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood - Augustus Rookwood - 08.07.2023 Cierpiałem na bezsenność, więc nocne warty nie sprawiały mi problemu. Miały w sobie nawet pewien urok, swobodę, bo mogłem pobyć w samotności, w kompletnej ciszy. Doceniałem momenty, kiedy mogłem się wyciszyć, tak kompletnie. Rzadko kiedy uczniowie spacerowali po korytarzach, szczególnie o tak później porze. Niekiedy brałem więc na siebie nawet więcej wart, aby pobyć samemu, a potem mieć chody u nauczycieli i móc swobodnie opuszczać lekcje. Szczególnie te, za którymi nie przepadałem. Byłem zrelaksowany. Pochylony nad książką, do której przyświecał mi księżyc oraz słabe światło wydobywające się z lampy, czytałem o technikach wykorzystywanych podczas magicznych pojedynków. Miałem kilka swoich autorytetów w tej dziedzinie, a ta księga była nimi wypełniona po brzegi. Tak kompletnie odpłynąłem podczas jej lektury, że drgnąłem, kiedy usłyszałem głos. Dosyć znajomy, aczkolwiek dziwnie uprzejmy. Ostatnio raczej szczekał i pluł jadem. Rzecz jasna, od razu rozpoznałem Avelinę Paxton. - Witaj, witaj - odparłem niezbyt zadowolony, obróciwszy się w jej kierunku. Jej postać była ledwie widoczna. - Mam nadzieję, że przyśniła ci się dostatecznie dobra obelga skierowana w moim kierunku, że śmiesz zawracać mi dupę w środku nocy - mruknąłem, czekając na te jej prezenty. Od naszego pierwszego spotkania, nie mogłem się powstrzymać i zacząłem ją dręczyć na korytarzach, a ona, cóż, nie pozostawała dłużna. Miała zbyt cięty ten język. Przydałoby się go ukrócić nim wpakuje ją w o wiele gorsze tarapaty. - Poza tym załatwię ci jakieś minus dwadzieścia punktów. Nie ma sprawy - dodałem, wkładając czarne pióro do księgi i ją zatrzaskując. Zacząłem się zbierać z podłogi, gdyż ewidentnie czekał nas spacer do Opiekuna Ravenclaw. Pani psor sobie nie pośpi. RE: [ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood - Avelina Paxton - 08.07.2023 Wiedziała o tym, że brał bardzo dużo wart. Wielu nauczycieli o tym mówili, że był bardzo dobrym uczniem i oddawał się swoim obowiązkom za dobrze. Połączyła to z brakiem snu, więc dlatego tak długo robiła te eliksiry, ponieważ chciała zrobić dla niego też eliksir słodkiego snu. Był on trochę trudny jak na jej wiedzę, ale ładny uśmiech do profesora eliksirów i jakoś szło. Teraz czuła lekki dyskomfort, gdy patrzyła na Rookwooda. Nadal wywoływał u niej obawę, gdy miała być z nim sam na sam. Zdawała sobie sprawę, że może narobić jej kłopotów, bo był w końcu prefektem. Mógł bez problemu odebrać jej punkty i zabrać do opiekuna, gdzie zawiedzie wszystkich znajomych i ulubionych nauczycieli. – Ah, czyli rozumiem, że nie potrzebujesz już tych eliksirów… – powiedziała wyciągając z kieszeni dwa flakoniki. Jeden oznaczony jako słodkiego snu, a drugi uspokajający. Wszystko ładnie wykaligrafowane jej własnym pismem. Avelina akurat uwielbiała opisywać swoje flakoniki z eliksirami, zadbać, aby każda etykieta była równo naklejona i estetycznie opisana. – Zrobiłam bonus. – wskazała ten eliksir od snu. Zbliżyła się do niego, gdy wstał i spojrzała mu w oczy z lekka dumą oraz ognikami zadowolenia. Była nawet zapytać profesora, czy jej się udało uwarzyć te eliksiry odpowiednio i czy nikogo nie otruje jak je komuś poda. Sprawdził je pod każdym kątem i wszystko było dobrze, więc miała smykałkę. Musiała mu oddać po jednym flakoniku, bo myślał, że zrobiła je na dodatkową ocenę. Okłamała nawet go, że miała tylko tyle, bo reszta się jej rozlała. Pierwszy raz okłamała nauczyciela i chyba wiedział, że nie mówiła mu prawdy, ale nie dociekał. Nie robiła w końcu nic złego. Poszerzała tylko wiedzę. – Są dobrze uwarzone i sama je zrobiłam. – odpowiedziała przekazując mu tylko jeden flakonik z eliksirem uspokajającym. RE: [ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood - Augustus Rookwood - 08.07.2023 Chciałem już jej wskazywać drzwi w kierunku wyjścia, ale drgnąłem tylko niespokojnie i zapatrzyłem się na jej usta, które nieznacznie drgnęły nim zaczęła mówić. To, co wypowiadała, docierało do mnie jakby z opóźnieniem, gdyż mój wzrok utknął na dwóch flakonikach, w których odbijało się światło lampy. Zmarszczyłem brwi. Wietrzyłem jakiś podstęp, gdyż przecież nasza umowa była zerwana, a ona mnie po prostu czysto i wyraźnie nienawidziła. Przełknąłem ślinę i wskazałem na to jej dzieło, z którego była rzekomo aż zanadto dumna. Zacisnąłem dłonie w pięści by nie świerzbiły mnie tak do wzięcia fiolek od Aveliny. Za bardzo zapraszała. - Skąd pewność, że są dobrze uwarzone... i że nie dostanę po nich nieprzyjemnych skutków ubocznych? To podstęp? Obudzę się ze świńskim ogonem? - zapytałem niepocieszony i skrzywiłem się podwójnie. Nie znosiłem świń. Chyba bym wyszedł z siebie, gdybym miał paradować po szkole ze świńskim ogonem. Aż przeszedł mnie dreszcz na tę myśl. Dłonie mnie swędziały, ale uparcie trwałem w swojej pozycji. Miałem od jakiegoś czasu słabość do odurzania się, szczególnie różnorakimi eliksirami, które z kolei ciężko było otrzymać w Hogwarcie, a z matką nie mogłem się dogadać pod tym kątem. Musiałem sobie radzić sam by w odpowiednim momencie radzić sobie ze skupieniem uwagi, a w drugim z bezsennością. Zastanawiałem się, jak smakują. Czy byłem gotowy by zaryzykować otrzymaniem świńskiego ogona? Albo utratą życia...? Nie, Paxton by mnie nie zabiła. Ale była cięta, więc mogła wywinąć mi kawał, który zapadanie w pamięci uczniów już do końca mojej edukacji w Hogwarcie. - Nie ufam ci. Niby czemu miałbym? Nienawidzisz mnie - stwierdziłem, po czym zaniechałem pola do popisu swoim pokusom. Rozluśniłem mięśnie dłoni i schyliłem się po lampę by lepiej widzieć Paxton. Chciałem ujrzeć jej wyraz twarzy w pełnej krasie, a tym samym ona mogła lepiej widzieć moją facjatę. RE: [ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood - Avelina Paxton - 08.07.2023 Przewróciła oczami, gdy wspomniał o świńskim ogonie. Mogła to zrobić – to był fakt, ale nie fatygowałaby się o tej porze ryzykując ujemne punkty dla swojego domu, szlabanu, aby zrobić mu dziecinny żart. Widziała jak się wahał, widziała jak łaknął tych flakoników i to sprawiało, że czuła się jakby miała nad nim władzę. W końcu to ona mogła nad nim zatriumfować, a nie on nad nią. Jeszcze mu nie wybaczyła jego zachowania z łazienki, nie wybaczyła mu tego jak ją nastraszył i jak próbował ją manipulować, jak próbował perfidnie zakraść się do jej serca. Dobrze, że Avelina świetnie budowała mury w takich sytuacjach nie dopuszczając do siebie tak absurdalnego uczucia jak miłość. Miała idealny przykład szczęśliwego małżeństwa jakim byli jej rodzice, ale przez to bała się, że zakocha się w nieodpowiedniej osobie, co spowoduje, że będzie miała złamane serce. – Musiałam jakoś załatwić sobie składniki. Byłam u profesora eliksirów i załatwiłam u niego te składniki. Wczoraj je sprawdził, czy są dobrze uwarzone. Wziął ode mnie po jednym flakoniku, aby wystawić mi za nie ocenę, ale myślę, że sam ma problemy z bezsennością i mnie wykorzystał. – wzruszyła ramieniem z cichym westchnięciem. – Mówił, że są perfekcyjnie uwarzone, więc świńskiego ogona nie będzie, ale nie podsuwaj pomysłów – patrzyła na niego mrużąc oczy, ale jak zawsze starała się tonować swoje emocje, ale duma z wykonanego zadania była zbyt silna. – Nie musisz mi ufać, ale złożyłam obietnicę – prychnęła odwracając od niego wzrok. Był diabłem wcielonym i jakoś nie potrafiła na niego patrzeć, aby mieć spokojny umysł. – Ty również mnie nienawidzisz… RE: [ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood - Augustus Rookwood - 08.07.2023 Wciąż nie byłem pewien, czy mówiła prawdę, ale zadałem sobie odwrotne pytanie, które dało mi do myślenia - czy Avelina Paxton potrafiła kłamać? Była sobą. Na każdym kroku. Czy miała łagodną i miłą twarzy, czy wtedy, kiedy rzucała obelgi pod moim i moich kolegów adresem. Nie dawała mi powodów abym jej nie ufał, oprócz tej wrodzonej złośliwości, która nakazywała jej strzępić język i nie odpuszczać. Z kolei, ja sam potrafiłem kłamać. Ukrywałem swoją prawdziwą twarz, czasami nawet przed samym sobą, aczkolwiek nie do tego dążyłem swoimi myślami. Bardziej chodziło mi o to, że przez to byłem bardziej wyczulony na punkcie kłamstwa. Z reguły dostrzegałem krętaczy, widziałem ich już z kilometra. I musiałem przyznać, że Avelina Paxton była ambitna. Jeśli już coś miała do zrobienia, to znalazła sposób by to wykonać - wkręciła w to samego profesora eliksirów. Zaimponowała mi. Nie kłamała pod tym kątem. Jej wypowiedź była zbyt długa i wylewna. Wziąłem od niej flakoniki i obejrzałem przy świetle. Były opisane. Jeden był eliksirem uspokajającym, zaś drugi był na dobry sen. Aż zrobiło mi się jakoś tak... dziwnie w piersi. Miło? Niezbyt przyjemnie, ale... Sam nie wiedziałem. Wzruszyłem się? Nie, to nie mogło być to. Zresztą, to był tylko biznes. - Dobrze, dziękuję - odparłem, podnosząc na nią spojrzenie i mówiąc, cóż, szczerze. - W najbliższych dniach sam się przekonam, czy faktycznie jesteś taka... perfekcyjna - zapowiedziałem i schowałem fiolki do kieszeni w szacie. Najgorzej, bo miałem wartę, a już miałem ochotę wychylić jeden z nich. Ale tego nie zrobię! Będę grzeczny! Na dowód tych słów, czule pogłaskałem kieszeń i postanowiłem zmienić temat. Poniekąd. - Zatem, wiszę ci przysługę - odparłem oczywiście wyprostowany dumnie jak struna. Niezbyt mi się podobało, że teraz to ja miałem służyć Paxton czymkolwiek chciała, ale dałem słowo. Miałem aby nadzieję, że nie wykorzysta sytuacji aby mnie upokorzyć przy przyjaciołach. - W czym mogę ci pomóc? - zapytałem. Avelina mogła się przekonać, że nader lekko wyszło to z moich warg. Nawet się nie skrzywiłem. Jedynie się obawiałem, co być może mogła wyczytać z mojego spojrzenia. Trudno, brałem to na klatę. Ewentualnie przyrzeknę sobie, że więcej się z nią nie ułożę. RE: [ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood - Avelina Paxton - 08.07.2023 Odważyła się na niego spojrzeć, odważyła się obserwować każdą zmianę na jego twarzy, ale był tak perfekcyjną żmiją, że nic nie była w stanie w nim wyczytać. Czasami w jego oczach zobaczyła wahanie, obawę. Miała nad nim niemałą władze, mogła teraz od niego zażądać czego chciała, ale nie wiedziała czego. Nie przygotowała się na to pytanie, ale powinna się go spodziewać. Czuła się tak jakby zapomniała o teście z jakiejś lekcji i nie znała żadnych odpowiedzi. Patrzyła na niego i czuła jak w brzuchu żołądek robił jej fikołki. Bała się, że faktycznie jej nie uwierzy i jej praca pójdzie na marne, bo nie chciała uznania profesora i dodatkowych ocen z eliksirów. Chciała uznania od Rookwooda. Chciała mu udowodnić, że była inteligentna, perfekcyjna, idealna. Chciała, aby był na nią jeszcze bardziej wściekły, że jest lepsza niż myślał, chciała mu utrzeć nosa i pokazać, że się myli. To był jej nowy cel – udowadniać mu, że jest perfekcyjna i jego myślenie na temat mugolaków jest błędne oraz nieodpowiednie, że jego światopogląd nie ma pokrycia w rzeczywistości. Chciała go zniszczyć, mimo że zawsze uważała, iż kocha ludzi i chce być dla nich dobra. Rookwood jednak zrobił błąd próbując ją tamtego dnia wystraszyć, że próbował ją zniszczyć i pokazać, że jest słaba, bo Avelina Paxton nie była słaba. Była skorpionem, który w odpowiednim momencie pluł jadem i chował się pod pancerzem. Jego podziękowania połechtały jej ego, połechtały jej dumę i oczekiwania wobec tego spotkania. Widziała w jego oczach coś, czego wcześniej nie widziała, ale nie potrafiła tego określić. Nie potrafiła tego do niczego przypisać, co pasowałoby do niego. – Zapewniam, jestem. – odparła zbyt pewnie, zbyt nonszalancko jak na siebie. Nigdy taka nie była. Chyba Rookwood tworzył w niej osobę, która miała zawładnąć światem, a której nigdy nie dopuszczała do siebie, gdy była wśród przyjaciół. Dziwnie się z tym czuła i mógł to zobaczyć w jej oczach, mógł dostrzec, że peszy się swoim własnym zachowaniem. Przez chwilę stała i nie odpowiadała na jego pytanie jakby intensywnie myślała o tym, co mogłaby od niego chcieć, a potem przypomniała sobie, co czytała w książce od transmutacji. W bibliotece nadrabiała materiał z trzeciej klasy, bo była ciekawa o czym się będą uczyć i było tam coś o animagach. – Załatw mi kilka liści mandragory – odpowiedziała po chwili bez wahania. RE: [ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood - Augustus Rookwood - 09.07.2023 Dłuższą chwilę trzymała mnie w niepewności, samej nie wiedząc, o co mogłaby mnie poprosić. Popędziła gdzieś myślami, nieco zniesmaczona nieprzygotowaniem, co było z kolei typowo krukońskie, a ja tak stałem, mając przeogromną nadzieję, że będzie w tych prośbach rozważna. Przez tę chwilę miałem również czas na dokładniejsze przyjrzenie się jej twarzy. Była pucata, ale nie gruba. Delikatna. Gdyby nie otwierała ust, mogłaby uchodzić za łagodną. Kolor jej oczu był w tej chwili słabo widoczny z racji słabego światła, podobnie jak barwa włosów, ale miała grube, zdrowe włosy. Pełne wargi, ale zauważyłem już wcześniej, podobnie jak i teraz, że za bardzo je zagryzała. Miejscami były popękane, czym nie pasowały do reszty jej zdrowego ciała. Nie powinna była tego robić, ale może była zbyt mało pewna siebie? Dostrzegłem przez moment, że tak nie do końca było jej po drodze z przechwałkami czy pluciem jadem, jak gdyby próbowała ukryć w sobie tę pewną siebie, waleczną czarownicę. Jak widać, każdy miał w szafach poukrywane demony. I nie byliśmy przyjaciółmi, więc miałem to w głębokim poważaniu. Już chciałem się odezwać, że jej głowa paruje od nadmiernego myślenia, ale zdążyła wymyślić. Nie było tak źle, ale dobrze też nie było. Mandragory to suki, a na dodatek babka od zielarstwa miała fioła na punkcie swojego ogródka. Trzeba będzie się zakraść. Może nocą podczas warty? - Okej, ale trochę to potrwa - zastrzegłem. Nie będzie tak, że jutro się obudzi z zielskiem na poduszce. Potrzebowałem to zrobić z rozwagą by nie stracić tytułu pupilka kadry nauczycielskiej. - Do czego ci liście mandragory? - wypaliłem ciekawski, nawet za bardzo tego nie przemyślałem. Po prostu zapytałem, jak gdyby mnie to serio ciekawiło. Może ciekawiło? Ale po co? Znając ją, to nie było nic nielegalnego, ale... Kto wie? - Obserwuję błonia przez okno. Może chcesz na chwilę dołączyć... - zaproponowałem, ewidentnie zakopując na chwilę topór wojenny. Byłem trochę zmęczony, więc towarzystwo miało mi pomóc przetrwać do rana, poza tym... Byłem gotów pogadać sobie z Paxton? Ale o czym? Czy my mieliśmy wspólne tematy? RE: [ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood - Avelina Paxton - 09.07.2023 Avelina nie chciała na niego patrzeć, ale to było silniejsze od niego. Miał przyciągającą twarz, gładką, młodą, ładną. Niczym demon w ciele anioła. Dziwnie jej było odkrywać to, że podobają jej się chłopcy właśnie na nim. Wcześniej nie była zainteresowana wzdychaniem do kolegów, a przecież była w takim wieku, że powinna się zauroczyć, prawda? Nie chciała jednak tego zrobić w stosunku do Rookwooda, więc te wszystkie myśli przekierowała na tory nienawiści, bo tak było prościej, bo tak było bardziej słusznie. Wolała opowiadać swojej przyjaciółce, że go nie lubi, niż mówić, że ma ładne oczy, czy uśmiech. Wolała mu robić psikusy i go denerwować, niż wysyłać miłosne liściki. Tak było łatwiej! Tutaj powinno być jak w przyjaźni, ale na zasadach prowadzenia wojny i relacja będzie bardziej odpowiednia. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Nigdy nie myślała, że może mieć wroga, a Rookwood pod postacią takowego był naprawdę intrygujący. Nie odpowiedziała mu od razu tylko dołączyła do niego spoglądając przez okno. Złączyła dłonie przed sobą, wyprostowała swoją posturę i zaczęła obserwować nocne tereny przed Hogwartem oświetlone księżycem. Było ładnie, spokojnie, wiatr targał mocno drzewami i wzbudzało w niej to niewielki respekt do natury, poczucie niepewności, ale w sposób bardzo przyjemny. W końcu stwierdziła, że powinna coś powiedzieć – w końcu na tym polegały rozmowy i spotkania z ludźmi, ale już chyba wcześniej pozwoliła zauważyć Rookwoodowi, że jest mało gadatliwą osobą. Milczenie było złotem… – Nie potrzebuję tych liści na teraz. Masz na to tyle czasu ile tylko zechcesz – odpowiedziała cicho i spokojnie nie patrząc na niego, a przed siebie. Zagryzła wargę myśląc, czy mówić mu o tym, że chciałaby zostać animagiem. Już raz wyśmiał ją, że nie będzie dobrym alchemikiem, ale w może miałaby więcej motywacji ku temu? Jej rodzice mieli znajomego animaga. Naprawdę widok tego mężczyzny przemieniającego się w kruka był niesamowity. Jakby sama została ptakiem pewnie by padła na zawał, ponieważ bała się wysokości. – Hm… – westchnęła ciężko – chcę spróbować zostać animagiem. Dlatego masz sporo czasu, ponieważ muszę najpierw zyskać więcej umiejętności magicznych, aby nie zrobić sobie krzywdy – wyznała w końcu nadal na niego nie patrząc jakby bała się jego reakcji? RE: [ 05.11.1959 ] – Avelina Paxton & Augustus Rookwood - Augustus Rookwood - 09.07.2023 Zaprosiłem ją gestem do okna, samemu postępując tych kilka kroków i siadając w tym samym miejscu co wcześniej. Wieczorami i wczesnym porankiem spacerowałem po korytarzach, ale w środku nocy rzadko kogo można było spotkać na spacerkach, więc obserwowałem błonia by przypadkiem nikt się nie wypuścił ze szkoły. W szkole co mogło im się stać...? Ale poza szkołą, to już inna bajka. Tam czaiły się wstrętne bestie. Las groźnie majaczył w oddali. Był czarną plamą. Nie wszedłbym tam w nocy. Za dnia miałem już poważne obawy. Pokiwałem głową, kiedy do mnie dołączyła. Nie odrywałem spojrzenia od błoni. Niebawem miała być pełnia. Myślę, że to dlatego było tak jasno. Może też dlatego zapadła między nami cisza? A może dlatego że nie chciała odpowiadać na zadane przeze mnie pytanie? Może nie chciała ze mną rozmawiać? Ale w takim razie dlaczego się dosiadła? Zacisnąłem wargi. Zaczynałem się stresować. Niepotrzebnie, ale jednak. Trwało to do czasu, póki na powrót się nie odezwała. Kiedy mówiła, mogła dostrzec zaskoczenie na mojej twarzy. Odwróciłem się w jej kierunku. - Super sprawa. Ja niestety nie mam umiejętności... transmutacyjnych - przyznałem, po czym nabrałem powietrza, jakbym chciał coś jeszcze dodać, ale nie byłem pewny, czy to było odpowiednie. I faktycznie tak było. Pragnąłem się z nią czymś podzielić i... Pal licho. Jeśli mnie wyśmieje, ewentualnie znowu będziemy się obrzucać kupą. - Ale będę chciał się nauczyć magii bezróżdżkowej. Prawie każdy z mistrzów pojedynkowych się tym parał - przyznałem, nie patrząc na nią. Urwałem kontakt, obawiając się, co ujrzę w jej twarzy. Za to skupiłem uwagę na okładce książki, którą jeszcze chwilę temu czytałem. Pogłaskałem jej okładkę. - To bardzo trudne, ale to byłoby COŚ - dodałem zafascynowany. Wyobrażałem sobie wielokrotnie, jak zaskakuję swojego ojca podobną umiejętnością, kiedy się pojedynkowaliśmy. Nie zawsze można obronić się przed wytrąceniem różdżki z dłoni, a co, gdybym mógł różdżkę na powrót przywołać do siebie? Wracaj tu, łachudro! Walczymy dalej! Choć nie powiem, ja i moja różdżka byliśmy dobraną parą. Nie wyobrażałem sobie rzucania zaklęć z innego kijaszka. |