![]() |
|
[ Czerwiec 1962 ] – zakończenie roku szkolnego - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [ Czerwiec 1962 ] – zakończenie roku szkolnego (/showthread.php?tid=1585) Strony:
1
2
|
[ Czerwiec 1962 ] – zakończenie roku szkolnego - Avelina Paxton - 15.07.2023 adnotacja moderatora
Rozliczono - Augustus Rookwood - osiągnięcie Piszę, więc jestem Rozliczono - Avelina Paxton - osiągnięcie Piszę, więc jestem Avelina Paxton & Augustus Rookwood
Avelina szybko zauważyła, że przynoszenie po ciszy nocnej eliksirów dla Rookwooda weszło jej w nawyk. Szybko zorientowała się, że wręcz stało się to dla niej pewnego rodzaju rutyną, więc starała się ograniczać te spotkania. Czasami prosiła go, aby po prostu przychodził w okolice jej wieży domu, aby mu je szybko podrzucić i nie rozmawiać z nim za często. Nie chciała się angażować, wiedziała, że nie powinno. Powinni zostać wrogami, albo po prostu osobami, które miały ze sobą biznes. Gdy rozpoczęła czwarty rok nauki, a on siódmy wiedziała, że powinna urwać z nim tę znajomość, że nie powinna czuć wobec niego nic ciepłego, że on powinien zająć się swoim życiem i egzaminami, a ona swoim. Zabrała się na poważnie przemianą w animaga, nawet nie powiedziała mu, że potrzebuje liść mandragory. Nie kontaktowała się z nim, nie chciała robić sobie głupich nadziei. Zdusiła w sobie emocje wobec niego i zastąpiła je obojętnością. Było to do niej bardzo podobne, zawsze tak robiła, gdy zaczynała się bać, że będzie cierpieć. Cały rok czuła frustracje, że nie mogła utrzymać tego liścia w buzi, że nie mogła się przemienić, aż w końcu się jej udało. Było to kilka dni przed zakończeniem roku. Z profesorem transmutacji jeszcze kilka razy powtórzyła przemianę i w końcu dostała pozwolenie na pokazanie umiejętności przyjaciołom. Nie wiedziała czemu, ale zdecydowała się pokazać to Rookwoodowi. Jakby ta buńczuczność, którą w niej wyzwolił kazała jej się pochwalić. Kazała jej pokazać, że jest super dobra. W końcu rzadko kto przemienia się w animaga tak szybko, prawda? Jej wytrwałość powinna zostać nagrodzona. Odnalazła go, gdy chodził w opuszczonych korytarzach lochów. Szła pod postacią kota i zaczęła się ocierać jak kot o jego nogę czując jak sprawia jej to ogromną radość, że mogła mu dokuczyć. W końcu usiadła przed nim i miauknęła przeciągle chcąc go zwyzywać, ale nie mogła pod tą postacią mówić. Przekrzywiła ciekawie głowę czekając na jego reakcję. RE: [ Czerwiec 1962 ] – zakończenie roku szkolnego - Augustus Rookwood - 16.07.2023 To były ostatnie godziny mojej Prefektury Naczelnej, ale zamiast nadzorować rozwydrzone dzieciaki, które chorobliwie cieszyły się na wakacje, ja przemierzałem te bardziej opustoszałe fragmenty lochów by być z dala od tej dzieciarni. Wiedziałem, że moja siostra da sobie radę sama, a nawet jeśli nie... Zaprzęgnie kogoś do pomocy. Nie chciałem o tym myśleć. W dupie to miałem. Jej pocieszenia również. Potrzebowałem się wyciszyć i uspokoić, a beztroskie śmiechy i chichoty niezbyt mi w tym pomagały, a obecność mojej bliźniaczki i jej trzody przyjaciółek również. Przełknąłem głośno ślinę. Miałem wrażenie, że ten dźwięk odbił się od ścian, podobnie jak to robił odgłos moich kroków. Z jednej strony lżej mi było samemu, a z drugiej czułem się przytłoczony tymi wszystkimi ścianami, jak gdybym chciał opuścić loch i biec przed siebie, przez błonia, Zakazany Las i kto wie gdzie dalej. Może tak byłoby lepiej? Nie chciałem wracać do domu. Kiedy tu już miałem wszystko w miarę poukładane, tam będę musiał iść dalej. Staż, nauka, staż, nauką, staż... Ojciec. Zagryzłem wargę, ale zaraz się opamiętałem. To zawsze robiła Avelina ze swoimi ustami. Wyglądały paskudnie. Wyrastała na piękną dziewczynę. Zawsze była ładna, ale... Omijała mnie łukiem. Unikała. Po kilku miesiącach tego roku szkolnego zauważyłem, że widujemy się rzadziej. Podrzucała mi eliksiry, ale większe porcje na raz. Znikała szybciej niż się pojawiała, a za dnia na korytarzach była bardziej... A może mi się wydawało? Chyba była wycofana. Sam nie wiedziałem. Miałem dużo nauki na ostatnim roku. Przygotowywałem się do stażu w Ministerstwie Magii, Prefektowałem, pojedynkowałem się w Klubie... Sam nie wiedziałem, kiedy minął ten rok szkolny. Jak mignięcie - na domiar złego. I ten kot... Miałem ochotę go kopnąć, kiedy sobie poszedł. Tego mi jeszcze brakowało, by wkurwiał mnie zwierzak jeszcze może jakiegoś mugolaka. - Komu się zgubiłeś, futrzaku? Wracaj do swojej klatki - syknąłem na niego, próbując rękoma przepędzić. Niech mnie lepiej nie denerwuje, bo jak dostanie zaklęciem po tyłku, na zawsze odechce mu się spacerów po lochach, a przede wszystkim tępego wpatrywania się w ludzi. - Nie mam nastroju. Spieprzasz stąd albo zrobię z ciebie pieczeń! - warknąłem już mnie przyjaźnie, wyciągając swoją różdżkę. Jeszcze do niego nie mierzyłem, ale kusiło. Szukałem odpowiedniego zaklęcia. RE: [ Czerwiec 1962 ] – zakończenie roku szkolnego - Avelina Paxton - 16.07.2023 Avelina już nie była tą rumieniącą się dziewczynką, którą była, gdy się poznali. Łatwiej przychodziło jej wchodzić w zatargi z chłopakami, nie wstydziła się w ich obecności, z łatwością ich od siebie odpędzała i wprowadzała w zakłopotanie. Nie szukała miłości, nie szukała kogoś z kim chciałaby się spotykać po nocy, aby składać nieśmiałe pocałunki. Chciała osiągnąć perfekcję w transmutacji i eliksirach, gdyż ta magia była dla niej idealna. Łatwo było się za nią ukryć z dala od oczu innych osób. Nie wchodziła w pojedynki na zaklęcia, bo wiedziała, że przegra. Miała znacznie lepsze umiejętności, które nie wymagały od niej wysiłku fizycznego. Z zadowoleniem zamruczała, gdy Rookwood się wkurzał jak przewidziała. Nie odstępowała go na krok – czasem dziabnęła go łapą w nogawki, aż w końcu ten zirytowany wyciągnął różdżkę. Nie mogła ryzykować, że ten ją czymś trafi. W końcu przemieniła się w siebie i stanęła przed nim w pełnej okazałości trzymając na biodrze dłoń, które swoją drogą zrobiły się ładne i kształtne. Włosy miała rozpuszczone i spływały luźno na jej ramionach. Uśmiechnęła się do niego zawadiacko. – Aż taki z ciebie bad boy, że nawet zwierząt nie lubisz? – zapytała patrząc na niego, a w oczach tańczyły jej ogniki pełne zadziorności. Nie sądziła, że widok zdenerwowanego Rookwooda sprawi, że poczuje się tak dobrze. Złościł się w bardzo zabawny sposób. W sercu jednak bała się, że już nigdy go nie zobaczy, że będzie to ich ostatnie spotkanie, więc chciała sprawić, aby ją zapamiętał. Ich znajomość nie miała przyszłości, ale chciała być w jego głowie na zawsze. Wiedziała, że było to egoistyczne, ale dlaczego on może być egoistą, a ona nie? RE: [ Czerwiec 1962 ] – zakończenie roku szkolnego - Augustus Rookwood - 16.07.2023 Drgnąłem przerażony, kiedy jebany futrzak zaczął się zmieniać, rosnąć, puchnąć. Tego z pewnością się nie spodziewałem! A tym bardziej tego, że animagiem, który postanowił zaburzyć mój spokój, była AVELINA PAXTON, o której to przed chwilą myślałem. Całkiem ciepło myślałem. Można się domyślać, że to ciepło nie trwało na długo, szczególnie że śmiała się odzywać do mnie w ten arogancki sposób w tym konkretnym momencie, kiedy szczególnie odczuwałem ból istnienia, kurwiłem w myślach i miałem ochotę coś rozpieprzyć. Rozważałem, czy nie jebnąć w ścianę. Pięść miałem już zaciśniętą. Wystarczyło się zamachnąć i poczuć ból. Prosty ból. Nic innego. Mimo to stałem i wpatrywałem się w Paxton. Była taka jak w moich wspomnieniach. Harda. Dumna. Zadziorna. Może to ja ją taką stworzyłem? Te potajemne, nocne spotkania i liczne wyzwiska za dnia? Była taka zadziorna? Taka odawżna? Niezłomna? Aby na pewno? Podżegała ogień w moim ciele. Drżałem z wściekłości. Walczyłem ze sobą - mogła to ujrzeć w moich oczach. Chciałem zrobić jej milion okrucieństw, a jednocześnie wtulić się w nią i wyrzucić to wszystko, co leżało mi na sercu. To te dwa diabły. Wciąż tam we mnie były odkąd tylko poznałem Avelinę Paxton. Nie dawały mi spokoju, nie pozwalały o niej zapomnieć, rozważały wciąż nowe strategie. Przeklinałem je w duszy, samemu nie wiedząc, czego tak naprawdę od niej chciałem. Czego chciałem? Czego pragnąłem? Złapać ją dłonią za tę brodę i ujrzeć w jej oczach strach. Od zawsze ten pierwszy mi szeptał, że to nie będzie trwało, że zostanie zerwane gwałtownie. Zniknie. Zamrugałem kilka razy oczami, gdyż faktycznie to zrobiłem. Stałem, ściskając ją gwałtownie za podbródek. Pewnie się wyszarpnęła, a ja zastanawiałem się, co ze mną jest nie tak, skoro gubiłem się w swojej wściekłości. Przejmowała nade mną kontrolę. Tak nie powinno być. Może właśnie dlatego nie potrafiłem do końca stabilnie opanować magii bezróżdżkowej... A jej się z animagią udało. Nie prosiła mnie o te jebane liście, co miała zrobić. Nienawidziłem jej. I jednocześnie... - Wybacz - odparłem, odsuwając się od niej na krok. Może nawet dwa. Spojrzałem na swoje trzęsące się ręce. Nie znosiłem tego. Było słabością. Nie chciałem tego czuć. Ścisnąłem dłonie w pięści i zacząłem uderzać w ścianę. Raz za razem. Tak będzie lepiej. RE: [ Czerwiec 1962 ] – zakończenie roku szkolnego - Avelina Paxton - 16.07.2023 Chciała go zapytać jak mu udało się z jego marzeniem, ale nie zdążyła. Zobaczyła w jego oczach wściekłość, czystą furię, a zaraz potem stał blisko niej i trzymał mocno jej podbródek. Odsunęła się od niego patrząc na niego z wymalowanym szokiem na twarzy. Nie rozumiała o co mu chodziło, nie rozumiała dlaczego był taki wściekły? Uśmiech zniknął z jej twarzy, a potem usłyszała ciche przeprosiny. Nagle chłopak zaczął uderzać w ścianę z pięści i to jeszcze bardziej ją przeraziło, a może bardziej zmartwiło? Nie chciała, aby robił sobie krzywdę. Wciągnęła gwałtownie powietrze i zbliżyła się do niego powoli, niepewnie, cicho jak kot, ostrożnie. Złapała jego ramię, aby się opamiętał, aby zwrócił na nią uwagę. Nie była na niego zła, nie była wściekła, była zmartwiona i cholernie smutna, ponieważ to było ich ostatnie spotkanie sam na sam, ponieważ to był ostatni dzień ich kontaktu. Już więcej mieli się nie widzieć, już więcej nie mieli rozmawiać, już więcej nie będzie dane im milczeć i nie chciała, aby on to zepsuł swoją wściekłością. – Uspokój się, Rookwood! – uniosła głos, co do niej nie było podobne. Nigdy przy nim nie mówiła głośno. Zawsze mówiła cicho, spokojnie, bez emocji. Teraz była zdenerwowana i cholernie zmartwiona. Gdzieś w środku tlił się ten cholerny strach, że zrobi jej krzywdę. Jednak wiedziała, że nie zostanie mu dłużna. RE: [ Czerwiec 1962 ] – zakończenie roku szkolnego - Augustus Rookwood - 16.07.2023 Czułem wściekłość całym sobą. Drżałem. Byłem furią. Uderzałem raz za razem. Byłem niczym kometa pędząca w kierunku Ziemi. Pragnąłem zniszczyć wszystko na swojej drodze. Zabić wszystko, tak. Pragnąłem użyć do tego całego siebie. Zabić również siebie. Mknąłem na łeb, na szyję, nie myśląc o konsekwencjach... A jak wytłumaczę rany na knykciach? Będzie pytał. A Avelina? Widzi właśnie we mnie kłębki słabości, którymi jestem wypełniony. Porażka za porażką. Byłem chory. Byłem zniewolony. Nie miałem nad sobą kontroli, której tak bardzo pragnąłem. Czemu nie mogłem jej mieć? Czemu nie mogłem być wszechmocny, niezłomny, wolny? Zjeżyłem się, kiedy poczułem jej dotyk. Nie spodziewałem się tego. Nie słyszałem nawet tego, kiedy do mnie podeszła. Już skradała się niczym kot, kiedy ja trwałem wciąż w tym samym miejscu, nie czyniąc żadnych postępów. Byłem słaby. Byłem bezwartościowy. Byłem przegrywem. Miałem wgrane w swojej głowie by spełniać posłusznie rozkazy, więc zatrzymałem się prawą pięścią w połowie drogi do ściany. Miałem pustkę w głowię. Nie chciałem myśleć. Nie chciałem czuć. Pragnąłem wyrwać sobie umysł wraz z sercem i złożyć je na dłoniach Aveliny Paxton. Niech zrobi z nimi, co chce. Mi lepiej żyłoby się bez nich. Kiedy tak stałem i nie uderzałem w ścianę, kiedy zabronione było mi się wściekać, na scenę wchodził kolejny etap - bezradności i rozpaczy. Nikomu nie ukazywałem tej twarzy. Nie odważyłem się. Nawet wtedy, kiedy po raz pierwszy wpadłem na Avelinę... Nawet wtedy tego nie zrobiłem, a teraz stałem i starałem się nie być, byleby nie ujrzała we mnie tego Augustusa... Wróć, tego Rookwooda, który pochylał się nad swoim jestestwem i płakał. To dopiero było słabe. Brak kontroli a płaczliwość. Plasowałem się gdzieś na szarym końcu, daleko za Jęczącą Martą, Oddychałem ciężko. Obawiałem się ruszyć, chociażby delikatnie drgnąć. Lepiej byłoby być półkrwi skrzatem. Rozkaż, a ja zrobię. Nie będę myślał ani rozważał. Będę robić to, co mi rozkażesz. Nie będę mieć praw. Będę nikim. Tylko twoim wiernym sługą. Zrobię to, co rozkażesz. Pójdę za tobą ślepo. Opuściłem dłonie, patrząc na nie tępo. Próbowałem być silny, ale... Wciąż drżałem. To drżenie się przeistaczało. RE: [ Czerwiec 1962 ] – zakończenie roku szkolnego - Avelina Paxton - 16.07.2023 Patrzyła na niego nie wiedząc, co robić. Czuła jak serce jej się rozpada, gdy patrzyła jak uderzał w ścianę. Kawałek po kawałku rozrywało je od środka, gdy widziała jego bezradność. Nie wiedziała jak sobie z tym poradzić, jak mu pomóc, jak mu ulżyć. Czekała, aż się uspokoi – nie chciała go atakować, nie chciała go szarpać, tylko trzymała dłoń na jego ramieniu, aby go delikatnie powstrzymać. W końcu nie wytrzymała i po prostu objęła go od tyłu w talii i ścisnęła mocno przytulając. Oparła policzek na jego plecach czując jak wszystko w niej się gotuje. Nie wiedziała, że będzie przytulać dzisiaj Rookwooda, nie wiedziała, że będzie jej go żal, ale tego żalu nie miała zamiaru mu pokazywać. Chciała, aby się uspokoił, chciała, aby przestał być wściekły. Wiedziała, że robiła błąd przytulając go, ale kiedyś chciała to zrobić, kiedyś chciała mu pokazać, że jest w jej życiu dosyć ważną personą. Czuła jak serce podchodzi jej do gardła. Wiedziała, że ją odrzuci. Wręcz liczyła na to, ale chciała poczuć jego ciepło, chciała powstrzymać jego wściekłość i bezradność. Chciała obudzić w nim Rookwooda, który walczy o swoją siłę. Była twarda jak skała, obejmowała go niczym chłodny posąg, mocno, stabilnie, bez żadnego drżenia. Powieki miała mocno zaciśnięte, a usta wręcz zwężone w wąską linię. Włosy opadły jej na twarz zasłaniając ją lekko, ale on nie mógł tego zobaczyć, bo obejmowała go od tyłu. RE: [ Czerwiec 1962 ] – zakończenie roku szkolnego - Augustus Rookwood - 17.07.2023 Stałem jak sparaliżowany. Bezradnie stałem i obserwowałem swoje emocje, odczucia. Wiedziałem, że transformują. Drżałem. O zgrozo! W żaden sposób nie mogłem pokonać tego drżenia, w żaden sposób go powstrzymać. To trochę jak z nadciągającymi, burzowymi chmurami. Wisiało to nade mną i musiało ujść, uwolnić mnie z tego napięcia wiszącego w moim sercu. Na swój sposób. Niechybnie tam krwawiłem. Musiałem uwolnić się od cierpienia. Zerwać więzy. - Avelino... - wyskrzeczałem szeptem przez ściśnięte gardło. - Pamię-tasz jak pytałem... - zacząłem, ale nie mogłem normalnie się wysławiać. Zająknąłem się, byłem ledwo słyszalny. Podchodziłem pod stan paniki. Załkałem, starając się powstrzymać łzy. Nie chciałem tego robić przy Avelinie Paxton ani przy nikim innym. Nie mogłem. Tak się nie godziło. Próbowałem oddychać głęboko, ale na nic to się zdawało. Im bardziej myślałem o powstrzymaniu tajfunu, tym sprawniej on nadciągał. Łzy pociekły mi z oczu. Czułem się taki słaby, taki nieistotny, mały. Niegodny. Nie wypadało mi płakać, a mimo to właśnie to robiłem. W obecności Aveliny. Niebo ewidentnie postanowiło upaść. Czułem jak mnie przytula. Niepewny położyłem dłonie na jej rękach obejmujących mnie w pasie. Pragnąłem jeszcze bardziej czuć ten gest, który nadpłynął bezinteresownie z jej strony. Nie sądziłem, że mogłem potrzebować czegoś tak trywialnego jak przytulenie. Kiedyś, jak byłem małym smykiem, dosyć często przytulała mnie matka, ale odkąd podrosłem... Wszystko się zmieniło przez ostatnie lata. Ująłem ją za ręce i obróciłem się delikatnie, nie chcąc by uciekła, by mnie puszczała. Postanowiłem przytulić ją w odpowiedzi by jeszcze bardziej czuć jej ciepło. Wtuliłem zapłakaną twarz w jej burzę loków. Wcześniej nie zwróciłem uwagi na to, że ma tak gęste włosy. Miała je wtedy upięte? Nie pamiętałem. Czemu nie zwracałem uwagi na takie szczegóły? Powinienem był pamiętać. - Wyb-acz... Że to widzisz - szeptałem do niej jak opętany. Nie chciałem, by była świadkiem mojej słabości. Stało się. Teraz próbowałem jak ten idiota wszystko załągodzić, choć właśnie płakałem jej we włosy i nie mogłem się powstrzymać. Całe to spięcie z ostatnich dni schodziło ze mnie. - Avelino... Proszę... Nie zapamiętuj... Mnie takim - kontynuowałem, obejmując ją nieco mocniej. Ewidentnie chciałem się wchłonąć, zniknąć w odmętach jej włosów. RE: [ Czerwiec 1962 ] – zakończenie roku szkolnego - Avelina Paxton - 17.07.2023 Słyszała jak załamywał mu się głos, więc jeszcze mocniej go przytuliła, aby nie patrzeć na jego twarz. Nie chciała widzieć jego łez, nie chciała znać go od tej strony, nie chciała widzieć go ludzkim. Miał być lwem, bestią, która łapie wszystko czego chce, który żąda i otrzymuje. Ona miała spełniać jego żądania i tak mieli egzystować, a dziś? Dziś nie miała poznawać jego słabszej strony, tej wrażliwej, tej ludzkiej. Miała zerwać tę znajomość, miała iść dalej, on miał ją zabić w swoim sercu i pamięci, zakopać głęboko pod ziemią. Mieli się po prostu pożegnać, rozstać i powiedzieć sobie, że już nigdy się nie spotkają. On pójdzie swoją ścieżką, a ona swoją i nie będą sobie wadzić, mącić w głowach niczym trucizny, które mogła dla nich uwarzyć. Zamiast tego czuła jak jego łzy wchłaniają się w jej włosy, jak ją mocno przytula i jak szepta drżącym głosem przepraszając ją za słabości. Nie powinien jej przepraszać, nie powinien prosić o wybaczenie, powinien ją zrugać, zdeptać jak robaka, aby było jej łatwiej zapomnieć. Było jej jednak tak cholernie przyjemnie, gdy czuła jego ciepło, gdy ściskał ją tak jak nikt nigdy. Jego ramiona były potężne, silne, oplatające ją jak macki, które miały za zadanie zniszczyć ją w środku jeszcze bardziej, które miały zabić w niej logiczne myślenie i chęć urwania tej znajomości. Było jej ciężko, serce pękało, gdy słyszała jego załamanie w głosie, gdy czuła jego łzy, które ją moczyły. Ciężko jej się oddychało, była taka słaba, taka rozdarta. Chciała go odciąć nożyczkami, to wydawało się tak cholernie proste. Łapiesz to niepozorne narzędzie i odcinasz Rookwooda ze swojego życia, a on zrobił całkowicie coś innego niż od niego oczekiwała, ale kiedyś sama mu powiedziała, że nie można mieć wszystkiego, czego się oczekuje. Była taka głupia. Sama miała ochotę zapłakać, ale musiała być silna, musiała mu pokazać… co? Co chciała mu pokazać? Że jest silniejsza? Że on jest słaby? Że go nie potrzebuje? Miała być tą okrutną, która wycina tę znajomość z ich życia? Nie potrafiła. Nie teraz, gdy ten się przed nią rozkleił. Czuła, że tego potrzebował, więc trwała przy nim, przytulała najmocniej, najlepiej, tylko jego. Tak robili przyjaciele, prawda? Był jej przyjacielem? – Nie przepraszaj – odszepnęła mu cicho niepewnie się od niego odchylając, aby spojrzeć mu w zapłakane oczy. Takie piękne oczy, takie ciepłe, takie dobre. Zawsze pokazywał, że jest podły, że jest zły, ale oczy zawsze były dobre i cierpiące. – Nie zapamiętam, Rookwood – dodała cicho – chciałabym… chciałabym nas zapomnieć… – dodała jeszcze ciszej drżącym głosem od emocji, które w niej obudził. RE: [ Czerwiec 1962 ] – zakończenie roku szkolnego - Augustus Rookwood - 17.07.2023 Romanse przedstawiały rozstania jako coś trudnego. Najwyraźniej nijak to się miało z rzeczywistością, gdyż poza fikcją literacką było o miliard razy gorzej. Zadrżałem ponownie. Słowa Aveliny uświadomiły mi, że miało miejsce coś jeszcze gorszego aniżeli mój powrót do domu i zesłanie na wieczną łaskę swego ojca trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku. Było coś gorszego, czego nie przemyślałem, co ewidentnie odpychałem od siebie. Jak zawsze, zresztą. Gdzieś tam tliło się to w mojej głowie, może również sprowokowało wściekłość i rozpacz, ale nie ujawniało się. Tliło się z tyłu. Istniało, ale tylko obserwowało. Moje uczucia do Aveliny Paxton zawsze były spychane do trzeciego rzędu. Udawałem, że nie istnieją, ale... Ale... Ale wraz z tym dniem miałem utracić koleżankę, przyjaciółkę, kochankę, ukochaną. Wszystko niedoszłe, od zawsze niedopowiedziane, mające się urwać. To ta przepaść. Zbliżyliśmy się do niej. Nie chciałem jej zapominać. Chciałbym pamiętać ją już na zawsze. Patrzyłem na nią zapłakanymi oczyma. Otarłem je dłońmi by lepiej widzieć Avelinę. Przyjrzałem się jej oczom, policzkom, ustom, szczególnie tym spękanym wargom, burzy brązowych włosów. Przeze mnie sama miała łzy w oczach. Tliły się tam. Oboje byliśmy słabi, skryci za grubą skorupą z dumy, buty i polotu. Czemu to sobie robiliśmy przez te lata? Czemu... Nie mogliśmy być jednym, no tak. Przełknąłem ciężko tę myśl i ująłem jej twarz w swoje dłonie. Przedtem otarłem je o białą koszulę. Wyglądało to tak, jakbym się przygotowywał do chwytania jej łez. Ja tylko chłonąłem. Chciałem ją pamiętać. Już na zawsze. Otwierałem usta by jej o tym powiedzieć, że ją zapamiętam, ale się powstrzymałem. Lepiej dla niej, gdybym ją zapomniał, wymazał jej nazwisko ze swojej głowy, wspomnienie jej warg, zadartego do góry nosa, upartości. Uśmiechnąłem się, co prawda z żalem, ale przynajmniej się starałem wykrzesać z siebie coś... pozytywnego? - Chyba nie zniżysz się do poziomu Rookwooda, Avelino? - zakpiłem sobie z niej, z siebie, z nas. Powinniśmy zakończyć tę znajomość tak, jak ją zaczęliśmy, a nie płacząc? Jaka to by była puenta? Jakież ckliwe zakończenie? - Nawet romansidła nie kończą się tak żałośnie - dodałem, jak gdybym chociaż je czytał. Poniekąd się do tego przyznałem, ale różne księgi wpadały mi w ręce. Niektóre z repertuaru siostry, ale niektóre historie mogły zainspirować! Tak na mą obronę. |