![]() |
|
[ Styczeń 1970, Londyn] Wymarzony kaktus i atak pluszaków | Hjalmar x Pandora - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [ Styczeń 1970, Londyn] Wymarzony kaktus i atak pluszaków | Hjalmar x Pandora (/showthread.php?tid=1643) Strony:
1
2
|
[ Styczeń 1970, Londyn] Wymarzony kaktus i atak pluszaków | Hjalmar x Pandora - Pandora Prewett - 23.07.2023 Łatwiej było powiedzieć, niż zrobić, jeśli chodziło o wspomniane przez Pandorę schody. Kamienia, w której było jej mieszkanie, a właściwie jej ojca, znajdowała się w starszej części Londynu, przez co na próżno szukać było unowocześnień widocznych w nowszych budynkach. Schody były dębowe — wysokie i skrzypiące. Klatka schodowa, chociaż pomalowana na przyjemny dla oka, piaskowy kolor, które dopełniały wysokie okna, ciągnęła się niemiłosiernie, zwłaszcza że brunetka zajmowała przestrzeń na ostatnim piętrze, a piętra te były dwa. Ich kroki roznosiły się echem, wprawiając w drżenie duży, zdobiony żyrandol pod sufitem, który zdawał się pamiętać czasy wojny. Gdy dotarli przed wysokie drzwi ze złotą siódemką na środku, wyjęła klucze z torebki i wypuściła ich do pogrążonego w mroku wnętrza. - Przepraszam za bałagan, czuj się, jak u siebie Niedźwiadku. - rzuciła w jego stronę, zapalając światło po tym, jak zrzuciła obcasy niedbale na bok i odłożyła torebkę na niski stołek, który stał nieopodal. Korytarz był dość wąski i wysoki, o białych ścianach i równie drewnianej podłodze. Poza wąską komodą, wieszakami na płaszcze — gdzie odwiesiła wilgotną kurtkę oraz lustrem, nie było tu niczego. No i poza stołeczkiem. Na końcu korytarza znajdowały się otwarte, podwójne drzwi z szybkami, które prowadziły do pokoju połączonego z niewielką kuchnią. Na prawej ścianie znajdowały się drzwi, które prowadziły do sypialni, a na lewej jednej do łazienki, drugie do niewielkiego pokoiku, gdzie Pandora miała mnóstwo rzeczy potrzebnych jej do pracy. - Pewnie jesteś zmęczony, chcesz się od razu położyć? Jak tak, to tutaj. - posłała mu pełen troski uśmiech, stając przy drzwiach prowadzących do sypialni, które otworzyła szerzej. Zapaliła światło — znacznie słabsze, które stworzyło jedynie delikatną, mleczną łunę. Pomieszczenie przypominało prostokąt, wewnątrz znajdowała się jeszcze jedna para drzwi, znacznie węższa niż inne. Podłoga była tak samo ciemna i prosta, jak na korytarzu, właściwie w całym domu poza łazienką tak było, ściany również miała białe. Łóżko było olbrzymie i dość niskie, pełne poduszek, a także z dwiema lub trzema maskotkami. Na wprost łóżka przywieszona do ściany była półka, gdzie miała jakieś drobiazgi, a pod nią, na bawełnianych sznurkach wisiało mnóstwo zdjęć. W rogu przy wąskich drzwiach, które musiały prowadzić do niewielkiej szafy, tkwiło lustro i jakiś kaktus. Po dwóch stronach łóżka tkwiły wąskie szafeczki, a w ostatnim wolnym rogu drabina, którą przerobiła na półkę. Praktycznie całą ścianę na wprost drzwi zajmowało wysokie okno, otoczone jasnymi zasłonami, które kołysały się leniwie na wietrze, a przez szybę dostrzec można było pogrążony w nocnym chaosie Londyn, nawet Tamizę, jeśli dobrze się przyjrzeć. Pomimo otwartego okna, nie było tu wcale tak głośno, jak sugerowałaby to znajdująca się nieopodal ulica, widocznie mieszkanie było trochę wyciszone za pomocą magii. Poprawiła torby w rękach i wtedy też, Pandorze się przypomniało o prezencie oraz drugim życzeniu! Najpierw więc wyjęła butelkę z wódką, którą, jednak zanim mu podała, otworzyła, upijając kilka łyków, które widocznie miały pomóc jej w radzeniu sobie z onieśmieleniem, które w niej wywołał, a które wciąż gdzieś tam w środku tkwiło. Potem wyciągnęła w jego stronę papierową torbę z prezentem, zwilżając wargi w celu pozbycia się resztek alkoholu. - Granat będzie pasował Ci do oczu. - wyjaśniła kolor znajdującej się wewnątrz koszulki, która przedstawiła Misia Paddingttona z napisem “Londyn”. Pupil Anglików nosił przeciwdeszczowy płaszcz oraz kapelusz. Musiała się upewnić, że jej towarzysz trafi bezpiecznie do łóżka, gdzie pogrąży się w objęciach Morfeusza, a potem będzie mogła zająć się innymi rzeczami. Jak na przykład gorącym prysznicem. - Jakbyś chciał się poczuć bardziej, jak w domu, to tam na szafce — wskazała ruchem głowy na niewielki kwadracik ze złotym guzikiem. - Jest taki hologram magiczny, który sprawi, że będziesz czuł się, jak na polanie w środku lasu, a na suficie pojawi się niebo. - jego wersja była znacznie lepiej zrobiona, dokładniejsza, jej wciąż była tylko prototypem, do którego wcale aż tak się nie przykładała, jednak prawdą było to, że pomagało jej to usnąć, gdy musiała odpocząć od eliksirów pobudzających i kawy. - Chyba, że chcesz wziąć ciepły prysznic, to zaraz szykuję Ci ręcznik i pójdziemy do łazienki. Wyglądał na zmęczonego, dlatego nie zaproponowała, chociaż chodziło jej to po głowie, aby udali się do przysłowiowego “salonu”. Przesunęła palcami po włosach, usiłując rozplątać wilgotne końcówki, przenosząc spojrzenie z twarzy Islandczyka, gdzieś na przestrzeń przed sobą. Miała ambitne plany na poranek, chociaż roznosząca się od żołądka wódka, która ciepłem oplątywać zmęczone trochę ciało, mogła je skutecznie pokrzyżować, czego jednak dziewczyna nie brała zupełnie pod uwagę. - Właściwie, to co lubisz jeść na śniadanie? - zapytała w zamyśleniu, czy w ogóle będzie umiała zrobić mu coś jadalnego, co będzie zawierało jego ukochane mięso. Miała w głowie kilka prostych potraw, które powinny być identyczne w przygotowaniu, jak w wersji wegetariańskiej, tyle że z dodatkiem boczku lub kiełbasy, tylko czy to lubił? Na Islandii mieli przecież Skyr, który był idealnym śniadaniem, zwłaszcza w połączeniu z owocami lub jako wypełnienie do naleśnika, lub placka, ale Hjalmar wspominał wcześniej, że słodkie bułeczki go nie urządzały, więc z takiej formy posiłku, brunetka wolała zrezygnować. Wróciła do niego uwagą, wciąż opierając się do drzwi, lustrując jego twarz spojrzeniem brązowych, na powrót błyszczących figlarnie oczu i uśmiechnęła się do swoich myśli, jakby nie mogła do końca uwierzyć, że tkwili w mieszkaniu przy centrum Londynu, a nie w Turcji lub na Islandii. RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Wymarzony kaktus i atak pluszaków | Hjalmar x Pandora - Hjalmar Nordgersim - 23.07.2023 Nie rozumiał dlaczego Pandora miała tak fioletowe policzki. Może było jej zimno w tej taksówce? Mogła mu o tym wspomnieć, mógłby jej oddać swoją koszulę albo wymyślić coś innego aby tylko nie musiała tak cierpieć. Hjalmar będzie musiał o to dopytać Prewettówny, oczywiście jeżeli pamięć mu pozwoli zapamiętać te małą informację. Pociągnięcie za rękę było wystarczającym znakiem do tego, że już pora na wysiadkę, a on - jako posłuszny niedźwiadek - wykonał to zalecenie i moment później zaatakował go chłód z zewnątrz. Kroki, które wykonywał Nordgersim były ciężkie, a on wcale nie zamierzał próbować pokonać tej trasy niczym mysz. Ba! On prędzej przypominał teraz słonia w składzie porcelany, dobitnie wykorzystując fakt, że schody były dębowe i bardzo dobrze roznosił dźwięk, zwłaszcza jeżeli ktoś na nie mocniej nadepnął. Ze wszystkich sił starał się iść prosto ale szło mu dobitnie średnio - na jego korzyść przemawiał jednak fakt, że po jednej stronie miał poręcz, a po drugiej Pandore. I to tylko dzięki temu duetowi wsparcia udało mu się dotrzeć pod tą całą siódemkę. - Gdzie bałagan? - zapytał kiedy wpuściła go do środka, a on dobitnie próbował się go doszukać. Nie widział nigdzie hałdy węgla ani walających się sztab czy narzędzi - Jak u siebie? A gdzie masz piec żeby napalić? - dodał w formie niewinnego żartu. Gdyby był u siebie i piec byłby - jakimś cudem - zgaszony, to właśnie od tego by zaczął. Powoli jednak rozumiał, że Pandora raczej nie miała tutaj ani pieca, ani warsztatu. Z ciekawością przyglądał się jak wygląda takie typowe angielskie mieszkanie. Nie zatrzymywał się jednak i sprawnym krokiem szedł za Prewettówną. Oczywiście asekurował się ścianą jako, że nadal jego stan nie był najlepszy. - Nie. Nie jestem. Kto Ci powiedział takie rzeczy? Ja jeszcze nigdy nie byłem zmęczony - zapewnił, a następnie wydał z siebie solidne ziewnięcie na które zareagował przeciągnięciem się. Im dłużej tutaj przebywał tym bardziej odbierał wystrój jej wnętrza jako w pewien sposób hermetyczny i zorganizowany - ułożony. Na dłuższą chwilę jego uwagę przykuł jeden przedmiot, a mianowicie doniczka z kaktusem. Ta roślina wygląda śmiesznie oraz dziwnie. W dodatku była czymś niespotykanym, czymś czego do tej pory nie widział, a interesował się fauną i florą. Nic więc dziwnego, że przekręcił głowę aby mu się dokładniej przyjrzeć. To ma kolce? Nie czekając ani sekundy dłużej ruszył w kierunku tej rośliny. Kiedy znalazł się naprzeciwko jej, przyłożył ostrożnie palec, które cofnął jeszcze szybciej jako, że po prostu się ukłuł - Ała... - wydał z siebie dźwięk niezadowolenia, połączony z grymasem i mruknięciem. Powrócił do Pandory i chciał już odebrać od niej butelkę z wódką na widok której zaświeciły mu się oczy. Prewettówna jednak wyjęła jakąś torebkę o której istnieniu zdążył już zapomnieć - Pasował mi do oczu? - zdziwił się. Mierzył ją wzrokiem przez krótką chwilę, zastanawiając się co może być w środku. W końcu jednak opróżnił jej zawartość - Londyn? Myślałem, że tak się nazywa to miasto, a nie jakiś miś w kapeluszu... - przyznał z pewnego rodzaju smutkiem w głosie. Czyżby okłamywano Hjalmara do tej pory? Może stolica Wielkiej Brytanii rzeczywiście nazywała się inaczej? - Na szafce jest jakaś dziwna roślina... - dodał od siebie w kwestii rzeczy, które tam były. Z wielką chęci skorzystałby z tego hologramu ale mogłoby to się zakończyć źle. Nordgersim mógłby wtedy wybiec z jej mieszkania i pod wpływem impulsu powrócić na Islandię na dobre, a to już dzisiaj sobie ustalili - nie mógł tam na razie powrócić. To była zbyt otwarta "rana", jeżeli tak to można było odebrać - Nie chcę się myć. Wezmę to i sobie usiądę gdzieś w kącie. Nie musisz się mną przejmować - odparł, chowając koszulkę z misiem "Londynem" do torby, a następnie biorąc butelkę wódki w swoje dłonie. Hjalmar zaczął się rozglądać za miejscem gdzie mógłby usiąść aby przystąpić do dalszej konsumpcji zawartości butelki, chociaż jego stan raczej nie wskazywał na to, żeby potrzebował jeszcze jakiegokolwiek grama alkoholu. - Mięso - odpowiedział po raz kolejny spoglądając w kierunku tego dziwnego kwiatka z kolcami, który ewidentnie nie dawał mu spokoju - W każdej jego formie... Na przykład takie... O... Podudzie... Świetna sprawa - pokiwał głową. A to można zjeść? Bił się z własnymi myślami. Kaktus był dla niego dużo ważniejszą sprawą, niż fakt, że jego głowa i koszula są trochę przemoczone. Po krótkich rozważaniach z samym sobą, powrócił do niej wzrokiem, idealnie w momencie kiedy się uśmiechnęła. Nie zastanawiając się więcej, zrobił to samo i chwilę później wziął solidny łyk z butelki, a następnie przetarł dłonią buzię. RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Wymarzony kaktus i atak pluszaków | Hjalmar x Pandora - Pandora Prewett - 25.07.2023 Na szczęście nie dociekał, nie zadawał pytań dotyczących jej nazbyt intensywnie różowych policzków, powodu palpitacji serca. Niewiele było sytuacji, których Prewettówna nie przewidywała, a w związku z tym — poniekąd — cały czas miała kontrolę. Gdy jednak ktoś wytrącał jej z ręki przysłowiową broń i naruszał jej przestrzeń w sposób, w który przecież ona notorycznie to robiła, budziła się w niej ta głęboko ukryta, drobna nieśmiałość. A ciężko było zareagować inaczej, gdy ktoś dmuchał ciepłym powietrzem w chłodną skórę na uchu, gdy to było tak okropnie wrażliwe. I te niebieskie oczy! Pijany niedźwiedź to nie dość, że grzeczny niedźwiedź, to jeszcze rozmowny. Same pozytywy, przynajmniej dopóki nie nadciągnie poranek. Nie było łatwo pokonać schodów, zapewne każdy sąsiad również wiedział o tym, że Pandora miała gościa. Dziewczyna zdawała się tym zupełnie nie przejmować, wynagrodzi im wszystko słodkimi bułeczkami lub inną przekąską, jeśli ktokolwiek miałby pretensje, w co jednak wątpiła. Najważniejsze, że za pomocą poręczy i jej samej, jako podpórki, udało mu się dotrzeć pod właściwe drzwi i dzięki Merlinowi, żadne z nich nie spadło. Posłała mu krótkie spojrzenie, a jedną brew miała uniesioną. - No w dużym pokoju lub sypialni, zwykle trochę rzeczy mam porozrzucanych... - wyjaśniła z delikatnym poruszeniem ramion, nie wspominając głośno o samotnej filiżance po kawie, którą zapomniała umyć i wciąż tkwiła w zlewie oraz po pustych fiolkach po eliksirach. Skrzyżowała ręce pod biustem z triumfalnym wyrazem twarzy na jego żart, który nawet ją rozbawił, o czym świadczył zadowolony uśmiech. - Może nie piec mój Drogi, ale mam niewielki kominek w pokoju! Cieszyła się teraz, że nie miała dużo rzeczy i jej gość swobodnie mógł korzystać ze ściany, która ułatwiła mu dostęp do sypialni, gdzie go prowadziła. Nie było oczywiście mowy o tym, aby spał gdzie indziej, niż w łóżku — zwłaszcza przy jego gabarytach. Ona sama rozwalała się przez sen, który o ile już nastał, był dość niespokojny i przez to zawsze wybierała łóżka olbrzymie, gdzie spokojnie weszłyby cztery osoby, wysypiają się przy tym przyzwoicie. Wywróciła oczami na jego słowa, nie komentując jednak wymownego ziewnięcia, które nastąpiło po zaprzeczeniu. Owszem, drzemka w taksówce może trochę go zregenerowała, ale to wciąż nie było to, czego potrzebował upojony alkoholem oraz umęczony pracą w kuźni organizm. Mogło być zaskakujące, że ktoś tak żywiołowy i chaotyczny, jak Pandora, cenił w domu kolory naturalne i spokojne, a im mniej było mebli oraz bibelotów, tym lepiej. Lubiła przestrzeń, gdyby często przebywała w małych izbach lub korzystała z mugolskich, lub Ministerskich wind, nabawiły się pewnie klaustrofobii. Zerkała na niego, jakby chciała upewnić się, że nic mu nie przeszkadza, więc zauważyła, gdy skupił uwagę na jedynej w sypialni roślinie, jaką był kaktus. Miała go już jakiś czas, trochę wyrósł, a co najważniejsze, nie wymagał dużego nakładu pracy i opieki, dzięki temu nic się z nim nie działo, gdy jakiś czas przebywała poza Londynem. Praktyczna i ładna roślinka. Nie zareagowała, jak ruszył w stronę doniczki, uśmiechając się pod nosem, przygryzając wargę, aby się nie roześmiać, gdy złapał za jej kłującego mieszkańca. - Przywiozłam go z Turcji, jest ich sporo w klimacie pustynnym lub po prostu upalonym. Kaktusy są podobno mistrzami przetrwania, kolce służą obronie, bo gromadzą wewnątrz wodę, dzięki czemu nie trzeba ich często podlewać. Podoba Ci się? Wyjaśniła mu i zapytała jednocześnie, nie przenosząc spojrzenia z jego pleców. Mruczenie było już nieodłącznym elementem zachowań Hjalmara, wywnioskowała więc, że kolce wcale mu się nie spodobały. Oby tylko żaden nie wbił się w palec na tyle głęboko, aby zostać pod skórą. Trzeba było jednak wrócić do życzeń i dać mu prezent. Zaskakujące, jak błyszczały mu oczy podekscytowaniem na widok butelki lubianego przez mężczyznę trunku, z którego najpierw jednak kilka łyków zrobiła brunetka, wykorzystując chwilę i dając mu koszulkę. - No tak, granatowy Ci pasuje. - zaczęła tonem, który świadczył o tym, że tak po prostu było i koniec, a Pandora nie uzna innej odpowiedzi za prawidłową. Na jego kolejne słowa uśmiechnęła się z nutą rozbawienia, powstrzymując się od wykonania w jego stronę jakiegoś gestu, który z pewnością zrozumiałby opacznie — że niby traktowała go, jak dziecko, a nie, że był po prostu uroczy. - Nazywa, owszem. A Paddington to jeden z jego symboli, dlatego wrzucili to na jeden obrazek. Dobrze się sprzedaje, jest urocze. Dużo jest rzeczy, które podpisują "Londyn", tak w ramach pamiątek. Turyści uwielbiają takie rzeczy, a kilka z nich faktycznie, można było uznać za dobre pomysły. Do koszulek miała szczególną słabość i do śmiesznych kubków. Widziała ostatnio taki w kształcie głowy misia z czapką tego policjanta, co to pilnuje pałacowych bram, ale nie miała jeszcze okazji go kupić. - Hmm? - spojrzała pytająco najpierw na szafkę, a potem na niego. To samo zrobiła, gdy wspomniał o niechęci do kąpieli i o siadaniu w kącie, co już zupełnie się Pandorze nie spodobało. Oparła więc dłoń na biodrze, prychając pod nosem z odrobiną sprzeciwienia się, które po prostu jeszcze nie znalazło ujścia werbalnego. Niewiele myśląc, złapała nieporadnego Niedźwiadka za rękę i dość pewnie usadziła na łóżku, wyjmując mu z dłoni torbę, aby położyć ją obok. -Będziesz tu spał. - oznajmiła mu, rozglądając się na boki. Nie znalazła jednak tego, czego szukała, więc pokazując mu dłonią, aby nie ruszał się z miejsca, wstała i na kilka chwil wyszła z sypialni, aby wrócić z puchatym, zielonym ręcznikiem. Kucnęła przed nim, narzucając mu go na głowę i delikatnie przesunęła po niej dłonią, aby pozbawić jasne pasma nadmiaru wody. Słuchając go, uciekło jej spomiędzy warg ciche mruknięcie zastanowienia. Brązowe tęczówki wpatrywały się w jego twarz, ale myślami zdawała się w zupełnie innym miejscu. Czy tego rzeźnika, który był za rogiem, zaraz obok jej warzywniaka, otwierali też tak wcześnie rano? Czy pracujący tam człowiek, który przecież znał się na obróbce mięsa, będzie w stanie jej doradzić? Oby. - Coś wymyślę, ale nie gwarantuję podudzia na śniadanie. To może być zbyt skomplikowane na moje umiejętności. - zaczęła po chwili milczenia, zastygając w bezruchu. Jej spojrzenie przeniosło się niżej, na wilgotny materiał koszuli. Odsunęła się na bok, wciąż kucając, gdy upił z butelki i uśmiechnęła się jeszcze szerzej w odpowiedzi na jego uśmiech. Zsunęła mu więc ręcznik na ramiona, zaciskając w palcach jego końca. Znów spojrzała mu w oczy. - Mogę to wysuszyć zaklęciem lub możesz ubrać koszulkę z Paddingtonem. Poradzisz sobie z guzikami, czy pomóc? - zapytała ze spokojem, chociaż na policzkach znów zrobiło się jej trochę cieplej, ale kobieta wcale nie pozwoliła sobie na wybicie z rytmu lub utratę pewności siebie, bo przecież obiecała, że się nim zajmie. Musiał więc iść spać suchy, tak, aby nie było szansy na przeziębienie. - Jak Ci się tak podoba ten kaktus, to mogę Ci go dać w prezencie. Będziesz miał pamiątkę. - dodała z delikatnym wzruszeniem ramion, dostrzegając, że czasem spojrzenie błękitnych oczu wędrowało w stronę doniczki. RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Wymarzony kaktus i atak pluszaków | Hjalmar x Pandora - Hjalmar Nordgersim - 26.07.2023 Pandora nie powinna, aż tak przesadzać. Te kilka rzeczy, które mogły akurat nie być na swoim miejscu to był pikuś w harmidrze jaki panował w ich warsztacie pomimo względnego "porządku", jaki starali się tam utrzymywać. Gdyby na dłużej wpuściłaby dwójkę Islandczyk do swojego mieszkania, użyczając tego budynku jako warsztatu, dowiedziałaby się czym jest definicja bałaganu - Kominek... - odparł pod nosem na jej słowa. Może i nie był to wielki piec do palenia ale zawsze jakiś początek. Trochę pracy i budulca, a na pewno byłaby możliwość przerobienia go na najprawdziwszą kotłownię. Mistrz przetrwania? Powtórzył w głowie, przyglądając się swojej dłoni, która moment temu dotknęła 'kolczatki' - Jest ciekawą rzeczą... - dopytał z nieukrywaną ciekawością. Bardzo go kusiło aby złapać złapać go całą dłonią, chociaż to ukłucie, którym bronił się kaktus sprawiło, że tego nie zrobił - Hmm... - mruknął ze zmrużeniem oczu, a następnie mimowolnie spojrzał na swoją koszulę, mniej więcej na wysokości naszyjnika, który przecież również miał niebieskie oczy - Dziwni jesteście z tym wszystkim. Nie można by go podpisać Paddington? I utrudniacie życie podpisując Londyn, wprowadzając tym samym zamieszanie u zagranicznych? - dodał w pewien sposób oskarżając zarówno ją jak i ogół społeczeństwa. To na pewno była perfidna gra anglików aby żerować na klientach - nie ważna była prawdziwość tych słów jako, że to była narracja w głowie Hjalmara o której i tak jutro nie będzie pamiętać. Po co miał się myć kiedy dopiero wyszli spod deszczu? To było czyste marnotractwo wody, a Nordgersim i tak nie czuł potrzeby na kąpiel jako, że wyszykował się przed wyjściem, a tym samym wyszorował się od stóp do głów - No i co prychasz... - rzucił pod nosem widząc jak się oburzyła na te słowa. Pozwolił się pociągnąć za rękę, chociaż z usadzeniem go Pandora mogła mieć trochę problemów - zwłaszcza, że oporował jej jak tylko mógł. Ot, taka niewinna przekomarzanka - Będę tu spał... Dobrze - pokiwał głową na zgodę zaraz po tym jak zasiadł na łóżku. Nie musiała mu dwa razy tłumaczyć aby się nigdzie nie ruszał jako, że i tak nie miał takiego zamiaru. Hjalmar siedział i rozkoszował się alkoholem, wprowadzając się w jeszcze gorszy stan niż powinien - Po co... - dodał kiedy zobaczył Pandorę z ręcznikiem. Chcesz mnie udusić? Na całe szczęście to była tylko pesymistyczna myśl, ponieważ Pewettówna nie miała zamiaru go jeszcze zabijać, a jedynie wytrzeć mu włosy. Islandczyk starał się trzymać tak prosto jak tylko mógł ale przychodziło mu to z dużym trudem, co nie zmieniało faktu, że był bardzo wdzięczny. - A tam... Pandorka... Nie przejmuj się mną... Kanapki też są dobre... - uspokoił ją. Mógł być lekko marudny i wybredny ale prawdę mówiąc zjadłby cokolwiek by mu podała - cokolwiek co by miało w sobie mięso. Na same warzywa mógłby się obrazić, a następnie zamknąć w sobie - Nie musisz nic suszyć... Samo wyschnie... - oznajmił, również wpatrując w nią swoje zmęczone niebieskie tęczówki - Dam radę - dodał, wręczając jej otwartą butelkę, a następnie bardzo powoli zaczął rozpinać guziki koszuli. Szło mu mizernie ale się nie poddawał. Nie mógł sobie pozwolić na przegraną w tej walce - Ja... Naprawdę? Dasz mi kaktusa w prezencie? Ale super... - wycedził przez zęby, kontynuując walkę z własnym ubiorem. W standardowy dla siebie sposób wyciągnął język aby móc się jeszcze bardziej skupić. Po kilkunastu, może kilkudziesięciu sekundach nie równej walki, Hjalmarowi udało się rozpiąć wszystkie guziki, a na jego torsie ujawnił się ten sam co zawsze, rzemykowy niedźwiadek, który niemal od razu zaczął wbijać swoje ślepia w Pandorę - a przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Czy ją oceniał? Być może. W końcu zdążył już ocenić Nordgersima, to teraz przyszła pora na Prewettównę - Udało się - stwierdził z uśmiechem na ustach - Proszę - podał przemoczone odzienie i nie czekając na żaden inny ubiór, runął do tyłu niczym kłoda, kładąc się tym samym w łóżku - Wygodnie tu masz... - przyznał przekręcając głowę w jej stronę aby się przyjrzeć. Tylko komu? Turczynce czy kaktusowi? Bez większego trudu, dziewczyna mogła zauważyć, że starał się utrzymywać swoją uwagę na jej twarzy ale na kilka chwil zerkał w kierunku kolczastej rośliny. RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Wymarzony kaktus i atak pluszaków | Hjalmar x Pandora - Pandora Prewett - 30.07.2023 Warsztat nie był mieszkaniem! Przestrzeń do pracy często była zagracona, pełna nieładu. Jedynym wyjątkiem były narzędzia, zawsze układała je w taki sam sposób i gdy były inaczej lub nieparzyście, nie mogła w ogóle wykonać nimi zadania, ot taki mały odłamek nerwicy natręctw. Przytaknęła jeszcze, gdy ten powtórzył o kominku, a uśmiech nie schodził jej z twarzy, bo lepszy taki mały, niż żaden. Wciąż nie był jednak podłączony do sieci transportowej, bo Pandora wcale nie była pewna, czy to się jej podobało. Niewiele osób w gruncie rzeczy miało jej adres, traktowała to miejsce, jako swoje małe schronienie, gdzie w spokoju mogła tworzyć różne dziwne rzeczy, a potem udoskonalać je magiczne. Zapominała czasem, że w przeciwieństwie do niej, Hjalmar wcale nie żył w dwóch świat, a miał tylko Islandię. Od małego podróżowała między krajem matki, a ojca i chociaż ten ostatni zdecydował, aby uczęszczała do Hogwartu, to starali się ją poznać również z Turcją. Na tyle, żeby mogła sobie tam poradzić, nawet jeśli język znała dość słabo, więcej rozumiejąc, niż potrafiąc powiedzieć. - Prawda? Niepozorna roślinka, miękka w środku, a otoczona pancerzem z kolców.. - odparła z westchnieniem, mimowolnie przenosząc na niego wymowne spojrzenie, bo przecież Niedźwiadek też mógłby być takim trochę kaktusem. Ten, który tkwił w donicy piaskowego koloru, był tylko mniejszą odmianą, na pustyni można było spotkać przedstawicieli tego gatunku, którzy mogliby równać się z blondynem wzrostem. Uśmiechnęła się pod nosem, ruchem głowy zgarniając pasma na plecy. Robiło się jej cieplej, dreszcz znikał ze skóry, a przemoczony materiał sukienki i trochę wilgotne włosy schły tak, jakby wcale nie chciały zdążyć przed prysznicem, którego wizja wciąż jawiła się w jej głowie. - Ej, dlaczego wrzucasz mnie z nimi do jednego worka? Przecież jestem tylko w połowie Angielska. - wykonała gest obronny rękoma, nie przenosząc brązowych tęczówek z twarzy swojego gościa, który zdawał się wciąż kontemplować nad granatową bluzką z niewłaściwym napisem. - Nie znam się na sprzedaży pamiątek, ale dla mugoli chyba działa ta gra skojarzeń. - dodała jeszcze po chwili namysłu, bo przecież sprzedawano mnóstwo rzeczy tego typu. Wystarczyło w ciągu dnia przejść po najpopularniejszych miejscach stolicy, aby zobaczyć ogrom sprzedanego towaru i napis “Londyn”, który atakował z każdej strony. Częściej niż czerwone autobusy z piętrem. Gorący prysznic usypiał, pomagał się zrelaksować i przede wszystkim doskonale sprawdzał się w styczniu, gdy tkwiło się w przemoczonych ubraniach. Byłaby zaskoczona, gdyby stwierdził, że na niego to nie działa w taki sposób. Ostentacyjnie prychnęła raz jeszcze, gdy szarpała się z nim trochę, aby usadzić go na tym nieszczęsnym łóżku, przed którym się bronił, chociaż zupełnie nie rozumiała dlaczego. Był zmęczony, wciąż trzymał butelkę z wódką i popijał, na pewno łatwiej mu będzie, jeśli usiądzie. Nawet nietrzeźwy, był silny i zwykłe przekomarzanie, czasem stawało się dla Prewettówny wyzwaniem. Dzisiejszego wieczoru wiele jej takich dawał, ale nie była wcale zdenerwowana z tego powodu. Gdy wróciła z ręcznikiem i kucnęła, wzięła głębszy oddech, poprawiając sukienkę, a następnie ukradkiem zerknęła na swoją złotą literkę na dekolcie, zanim podniosła na niego wzrok i zarzuciła mu ręcznik na głowę. - Jak to, po co? Nie chcesz się rozgrzać prysznicem, nie chcesz magii, a ja nie chcę, żebyś się przeziębił. - wyjaśniła ze spokojem, delikatnie pocierając jasne pasma włosów, odrobinę rujnując mu przy tym fryzurę. Całe szczęście, że nie wiedziała o myśli, która pojawiła się w głowie mężczyzny, sugerując uduszenie, bo stuknęła by go palcem w czoło, chociaż w tym stanie to pewnie niewiele by od tego zmądrzał. Nie byłby z niej dobry zabójca, myśliwy lub inny człowiek, zajmujący się pozbawianiem życia innych. Czy nadal istnieli kaci? Słyszała o nich i czytała, przeglądając ulotki ich więziennej twierdzy. Zawsze, gdy zdrabniał jej imię, zaskakiwał ją, bo przecież mało kiedy go używał. A brzmiało tak uroczo z Islandzkim akcentem, że wargi jej nieco drgnęły w zadowolonym uśmiechu, ignorując słowo “kanapka”. Nie mogła jednak wcale za to przemilczeć tego, aby się nim nie przejmowała, bo jego życzenie było niedorzeczne i było na to za późno. - Oczywiście, że będę się Tobą przejmować. I nie Pandorkuj mi tu teraz z tą niewinną miną. Westchnęła, zsuwając mu ręcznik na ramiona i sugerując, że nie było sensu o tym dyskutować. Już dawno zdecydowała, że Hjalmar był człowiekiem ważnym dla niej, istotnym elementem jej życia, który dosłownie spadł z nieszczęsnej choinki. Wiedziała, że posiłek musiał zawierać mięso. Nie miała problemu z jego przygotowaniem lub zapachem, tak długo, jak nie musiała go jeść. Nie mogło być przecież tak trudne do przygotowania. - Mhmm. - mruknęła, skupiając się raczej na tym, jak błękitne oczy zakrywała jakaś mgła, sugerująca zmęczenie i jeszcze większe upojenie alkoholowe. Łatwo było mu mówić - “nie musisz”, kiedy Pandora właśnie musiała, a przede wszystkim chciała. Gdy przecież ona odwiedzała Islandię, to on też o nią dbał. Wzięła od niego butelkę, robiąc małego łyka, aby chwilę później ją zakręcić i odstawić gdzieś na bok, nie chcąc przeszkadzać mu tej ciężkiej walce z guzikami, które nie dość, że były małe, to jeszcze mogły ślizgać mu się w palcach. - Jeśli chcesz, to oczywiście, że Ci dam. Przyda Ci się coś zielonego w kuźni, on lubi ciepło. - odparła pogodnie, zerkając w stronę rośliny, która zdawała się zupełnie nieświadoma tego, że będzie miała nowego właściciela i trafi do innego domu. Rozejrzała się jeszcze po sypialni, szukając wzrokiem swojej piżamy, ale na szczęście musiała zostawić ją w łazience, dzięki czemu nie będzie musiała go budzić, jak już zaśnie. A nie wróżyła mu długiej nocy. Gdy poradził sobie z ubraniem, posłała mu pełen uznania uśmiech, czując na sobie — co było dziwne i trochę przerażające — spojrzenie niebieskich oczu niedźwiadka na rzemyku, na którego mimowolnie spojrzała, starając się zupełnie ignorować znajdujący się za nim, odkryty tors. Wyrzeźbiona ozdoba dawała przeświadczenie, jakby zaklęty był w niej duch, być może niedźwiedzia lub druida, który miał taką formę, jako zmiennokształtny. O takich były opowieści. Uniesioną dłonią odgarnęła brązowe pasmo włosów za ucho, na chwilę unosząc brew, jakby usiłowała biżuterii zasugerować, że przecież nie robiła nic złego, a za myśli lub skojarzenia, które nie ujrzały światła dziennego — lub raczej — nocnego, nie mógł jej osądzać. To nie byłoby sprawiedliwe. - Hmm? - krótkie “proszę”, wyrwało ją z tego zamyślenia i sprawiło, że jej uwaga na powrót skupiła się na blondynie. Trzymała w palcach wilgotną koszulę, a on sam leżał już grzecznie, widocznie nie zamierzając ubrać niczego na siebie. Wstała, poprawiając ubranie, a gdy znów spojrzała na swoje łóżko, poczuła subtelny rumieniec na polikach, który na szczęście znikał gdzieś w półmroku, a przynajmniej taką miała nadzieję. Odwróciła wzrok gdzieś na bok, zaciskając palce na wilgotnym i ciepłym materiale ubrania. Nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś poza nią i jej pluszową świtą, spał w jej łóżku. Zwłaszcza półnagi mężczyzna. Mimowolnie, oczami wyobraźni dostrzegła Akane, która byłby rozwojem sytuacji zachwycona, co sprawiło, że zarumieniła się bardziej, zaciskając na chwilę oczy i pokręciła głową. Czując na sobie spojrzenie niebieskich oczu, odwzajemniła je z uśmiechem, starając się być po prostu Pandorą. Zarzuciła więc sobie koszulę przez ramię, przechodząc z drugiej strony łóżka, aby dotrzeć do krańca łóżka. - Prawda? Łóżko to podstawa. Musi być duże i wygodne, musi być koc i kołdra, poduszki i pluszaki. - wyjaśniła mu, łapiąc w dłonie gromadę maskotek. Była tam biała, puchata owca, której ciało przypominało faktycznie chmurę, dość duża Panda, rudy kot z czarnymi, śmiesznymi uszami, szary wilk z puchatym ogonem i niebieskimi oczami, a także różowa lama i królik. - Mogę Ci pożyczyć kogoś do spania, żebyś nie był samotny. Nigdy z nikim poza mną nie spały, nawet dzieciakom ich nie oddaje. - zaznaczyła, jakby był to prawdziwy zaszczyt, a potem spojrzała w dół, skupiając spojrzenie na pluszowym wilku. Wydawał się jej oczywistym dla niego wyborem, skoro mówił, że jest jednym i nawet był. - Pewnie weźmiesz jego, co? Aż dziwne, że nie mam pluszowego Niedźwiedzia, innego niż Panda. I to takiego wielkiego! - westchnęła z nutą zaskoczenia w głosie, dochodząc do wniosku, że duża i ciepła maskotka byłaby czymś idealnym. - Chcesz się chwilę nad tym zastanowić? - zapytała, przysiadając na krańcu łóżka i rozkładając maskotki w jego stronę, chciała mu ułatwić sięgnięcie po którąś dłonią. Nie mogła dać mu wszystkich, nawet jeśli na kanapę mogła zabrać dwie lub trzy. - Wolisz kołdrę czy koc do spania? To Cię przykryję. Musiała ugryźć się w język, żeby nie dodać, że jak zaśnie, tu mu przemieni transmutacją jeansowe spodnie w dresowe, bo spanie w tak sztywnym materiale musiało być męczarnią. RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Wymarzony kaktus i atak pluszaków | Hjalmar x Pandora - Hjalmar Nordgersim - 30.07.2023 Pół angielskiej krwi było wystarczające aby mogła trafić do jednego worka. No bo jakby się temu przyjrzeć dokładniej to nie była ani Angielką, ani Turczynką. Pandora nie musiała być taka zaborcza w tej kwestii - w końcu to ona przedstawiła mu misia Paddingtona, a to znaczyło, że musiała się chociaż lekko znać na jego historii. Hjalmar jednak nie bardzo przejął się jej słowami. Prewettówna mogła się nie znać na sprzedaży ale patrząc na stan Nordgersima to zapewne dałaby radę mu sprzedać teraz kota w worku albo cokolwiek innego by tylko chciała. - Przecież się nie rozchoruje... Myślisz, że tak łatwo mnie rozchorować? - stwierdził kiedy Pandora ze wszystkich sił starała się, aby jego słowa były prawdą. W stanie upojenia alkoholowego, trzeźwe myślenie oczywiście - jak u niemal każdego - zapadało w głęboki sen zimowy, a wraz z nim jego przezorność oraz podchodzenie do wszystkiego na chłodno - z pewnym pomyślunkiem. Teraz liczył się tylko trunek. Gdyby stuknęła go w czoło to nic by to nie dało i za pewne wywołałoby w nim tylko wielkie zdziwienie jako, że nie połączyłby faktów. Czy kaci istnieli? Tak. Jednej z nich siedział przed Turczynką. Hjalmar był katem dla swoich kolegów, dla samego siebie w kwestii spożywania hektolitrów wódki aby następnego dnia mieć kaca i po części dla swojej randki. No bo jak można by go nazwać w inny sposób, niż tak, skoro wykorzystywał przewagę swojej masy do tego aby tylko miała trudniej? - Łeee... Nie Pandorkuj... Nie to nie... - wzruszył ramionami. Skoro nie chciała aby zwracał się do niej w taki sposób to nie będzie. Od teraz będzie "Panną Prewett" i tyle. Koniec kropka. Tak to sobie postanowił... Szkoda tylko, że rano już o tym pamiętać nie będzie i nadal będzie się do niej zwracał jej imieniem - To są jakieś podwójne standardy... Ja nie mogę... A Ty możesz tak robić? - wtrącił zanim oddał jej swoją nagrodę w postaci trunku. Oczywiście chodziło mu o fakt, że ona mogła odpowiedzieć mu w ten sposób, a kiedy on zwracał się do niej per "Pandorko", to była wielka afera. Guziki były małe i trudne do złapania w dużych dłoniach. Islandczyk był uparty i walczył z nimi jak równy z równym - tak mu się to oczywiście wydawało, jako że z boku mogło to wyglądać co najmniej komicznie - Świetnie... Zawsze chciałem takiego kaktusa - dodał ale prawdę mówiąc było to raczej marzenie od jakichś 7 minut, a nie całego życia. Co ważniejsze w tym, to fakt, że zostało całkiem szybko spełnione. Z myślą otrzymania prezentu, walka z koszulą poszła mu już bardzo szybko. Czyżby zadziałała jako swego rodzaju motywacja czy przedwczesna nagroda? Pandora sama mu przecież wręczyła naszyjnik z niebieskookim niedźwiadkiem, nic więc dziwnego, że ten akurat na nią spoglądał. Przyjaciel z rzemyka zapewne po prostu się za nią stęsknił albo cieszył na jej widok, a ocenianie każdego ruchu czy czynu było rzeczą drugorzędną - Co taka zdziwiona? Nie sądziłaś, że mi się uda? - zapytał chwilę po tym kiedy leżał w stercie poduszek. Chyba to miała na myśli mówiąc, że ma bałagan w domu. No bo kto to widział mieć tyle poduszek? Hjalmar przeważnie miał jedną i to mu wystarczało do szczęścia. Śledził każdy jej krok kiedy obchodziła łóżko. Teraz obserwowały ją dwa niedźwiedzie. Czy w takim wypadku można by ich nazwać stadem? - No musi być koc i poduszka. Tyle wystarczy - przyznał, przedstawiając swoją narrację na ten temat. Wysłuchał jej kolejnych słów, układając się wygodnie w łożu bo tak należało je określić ze względu na gabaryty i rozmiar - Nie muszę się zastanawiać. I nie, nie wybiorę tego. Pójdź po topór - rzucił z poważną miną bez ani momentu zawahania. Ewidentnie nie żartował z tym toporkiem i chęcią odcięcia... czegoś - Bo wybieram Twoją rękę. Ona będzie wygodniejsza od tej całej hordy - dodał po chwili - Koc będzie w sam raz ale nie idę jeszcze... Spać... - odpowiedział na zadane mu pytanie, ziewając w międzyczasie z dwa razy. Tak chyba nie wyglądało "nie chodzenie" spać. RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Wymarzony kaktus i atak pluszaków | Hjalmar x Pandora - Pandora Prewett - 30.07.2023 Była po prostu Pandorą, bez poczucia przynależności, bez poczucia, że któryś z tych krajów był jej domem i chyba dlatego tak się broniła przed wrzucaniem jej do worka z Anglikami, którzy byli przecież narodem dość dziwnym, chociaż ze znacznie większym poczuciem wolności, niż Turcy. Trudno było Paddingtona nie znać, mieszkając na Wyspach, ale o tym wszystkim Hjalmar miał się dopiero przekonać. I wcale nie dałaby rady sprzedać mu wszystkiego, bo przecież miał upartość godną osła, lubił się z nią droczyć, a do tego pewnych rzeczy zupełnie nie zauważał. - Mam nadzieję, że wcale nie łatwo, ale wolę nie ryzykować. - odpowiedziała wciąż spokojnym, pogodnym tonem głosu. Miała dobry humor, nawet jeśli czasem ogarnęło ją dziwne onieśmielenie, które wypity alkohol tylko potęgował. Cały czas zaskakiwało ją to, jak Islandczyk zmieniał się pod wpływem wódki, pozbywając się wszystkich tych swoich chłodnych kalkulacji, pozwalając sobie na szczerość w gestach i słowach, jakby przestał się bać konsekwencji, które ze sobą mogły nieść. Uśmiechnęła się pod nosem, znów trochę do niego i jednocześnie do własnych myśli. Na miano kata nie zasługiwał. Nie robił niczego, czego nie mogłaby wytrzymać lub z czym nie mogłaby sobie poradzić, nie licząc przypadkowego dmuchnięcia w ucho, gdy zupełnie się tego nie spodziewała, a co skutkowało rozbrojeniem brunetki. Nie znała jednak opowieści z przeszłości, nie znała jego przygód z kompanami i jego samego, gdy był tylko w męskim towarzystwie, w którym czuł się znacznie swobodniej, bo znali się od dziecka i przecież sama kwestia płci. Nawet jeśli usiłował przy kolegach udawać śmiałego, wprawiony obserwator łatwo dostrzegłby te subtelne oznaki nieśmiałości i olbrzymiego szacunku do kobiet, który miał. - Słyszałam, że ludzie pijani są najbardziej szczerzy, wiesz? Rzuciła pod nosem, jakby nie mogła się zdecydować, czy chciała, aby usłyszał jej słowa, czy może jednak nie. Jego słowa sprawiły, że tym nie umiało się jej powstrzymać śmiechu i kręcenia na niego głową, takiego delikatne. Lubiła, gdy mówił do niej po imieniu, nawet jeśli “Pandorko” mówiła głównie jej matka i brzmiało, jak imię dla małej dziewczynki. Na całe szczęście głośno nie nazwał ją “Panną Prewett”, bo dopiero by prychnęła i być może nawet się obraziła, trochę na poważnie. - Ohh, już daj spokój. Żartuje sobie. Możesz mówić, jak chcesz. - odpowiedziała wciąż ze wkradającym się na usta śmiechem, zanim napiła się wódki, którą jej podał, bo przecież musiał rozpiąć koszulę. Im dłużej mu się przyglądała, tym mocniej rosła w niej myśl o tym, że faktycznie niczego nie będzie rano pamiętał, skoro pił w takim tempie. Nawet tego, że byli na randce, na którą ją zaprosił, odwracając kota ogonem. Przez chwilę nawet wpatrywała się w butelkę w zastanowieniu, czy ona może też nie powinna napić się więcej, aby zapomnieć. Czy tak nie byłoby sprawiedliwie? - A poza kaktusem, chciałeś czegoś jeszcze? - zapytała z zaciekawieniem, łapiąc wypowiedziane przez niego słowa. Nigdy w sumie nie pytała go jakieś większe lub mniejsze marzenia, które nie byłby spędzeniem życia na Islandii, rozwijaniem się w rzemiośle. Chodziło jej o takie, jak ten kaktus, które przecież były proste do zdobycia. Nie wierzyła mu trochę, że zawsze go chciał, zważywszy na fascynację, jaka przemknęła przez jej twarz i tęczówki, gdy dostrzegł roślinę i słuchał, gdy o niej mówiła. Wciąż cieszył ją fakt, że blondyn wciąż nosił rzemykowego misia i miała nadzieję, że ten chociaż trochę go pilnuje i chroni, ściągając na niego same dobre rzeczy, a nie te złe. Zmiana koloru oczu wisiorka było trafione, niebieskie na tle drewna robiły piorunujące wrażenie, mając podobny odcień do tęczówek właściciela. Gdyby nie fakt, że tkwił przed nią bez koszuli, czego starała się nie zauważyć i nie fakt, że była podpita, pewnie przesunęłaby po ozdobie palcami, a tak, musiała się powstrzymać i skupić nad tym, co powinna. - Byłam pewna, że Ci się uda. Przecież w Ciebie wierzę, nie? - wzruszyła ramionami, podnosząc na niego wzrok. Nie dodała już głośno, że po prostu zajęło mu to krócej, niż przypuszczała. Podniosła się, przeciągnęła, uważając przy tym na sukienkę, która i bez akrobacji sięgała jej powyżej kolan, a potem ruszyła dookoła mebla, chcąc zaproponować mu koc oraz pluszowe towarzystwo. Wciąż widok Hjalmara w jej łóżku był odrobinę krępujący i nienaturalny, ale nie było to coś, do czego nie mogłaby się przyzwyczaić. - Musi być też mała poduszka, poduszka między nogi i maskotka. I poduszka za plecami. Kołdra. - wyliczała zadziornie, przekomarzając się z nim odrobinę, gdy siadała i zgarniała ręką brązowe pasma na plecy, a potem zaprezentowała mu swoje małe zoo . Przekręciła głowę z pytającym spojrzeniem, gdy w odpowiedzi padło słowo “topór”, unosząc na chwilę brwi i zupełnie nie rozumiejąc, do czego zmierzał. - Niebezpiecznie jest spać z takim ostrym narzędziem lub raczej bronią. - zauważyła, nim przeszedł do dalszej części wypowiedzi, na którą pokręciła głową, przenosząc wzrok na swoje kolana. - Rozbrajasz mnie. Wcale nie jest ciężko powiedzieć komuś, że chcesz z nim spać, wiesz? Nie muszę od razu tracić ręki, przyda mi się jeszcze. Byłoby dużo prościej, gdybyś czasem pozwalał sobie na robienie, mówienie lub branie tego, co chcesz. - odparła bezradnie, rozkładając na chwilę ręce. Jej pewność siebie była odrobinę nadmuchana, po prostu zachowywała pozory i gdyby nie był pijany, pewnie zauważyłby to na jej twarzy. Łatwo było powiedzieć, że mogła bez problemu z nim spać, ale niby jak miała zasnąć i niby co będzie, jak Islandczyk obudzi się wyspany i trzeźwy? Dopiero teraz spojrzała na jego twarz, gdy wstała z łóżka i ułożyła maskotki nad głowami, po pustej stronie, a potem złapała za koc, narzucając mu go na ramiona i plecy. - Mhmm, pewnie będziesz chrapał, jak wrócę. - westchnęła, schylając się po butelkę, z której pociągnęła solidny łyk lub dwa, zaciskając przy tym mocno oczy. Nie powinna tego robić, ale z drugiej strony, skoro i tak nie będzie pamiętał? Może lepiej, że nie będzie. Pandora biła się chwile z myślami, zanim odstawiła butelkę gdzieś na bok. - Nie pij wszystkiego sam. - rzuciła jeszcze, odwracając się i wychodząc z sypialni, skierowała kroki do łazienki. Chłodne kafelki sprawiły, że po ciele przeszedł jej dreszcz, a ona sama kucnęła, chowając twarz w dłoniach i klnąc pod nosem, zerknęła na jasną podłogę spomiędzy palców, czując, jak ciepło rozlewa się jej po twarzy i jak wali jej serce. I co niby miała zrobić? Stawiał ją w okropnej sytuacji, bo jej “chce” kłóciło się dość mocno z tym, co zrobić powinna. I pewnie jutro wszystko będzie na nią, a on nic nie będzie pamiętał. Wyjdzie na to, że go zmusiła do tej randki w swoim pijaństwie i tak bardzo jej nie chciał, że po prostu się upił. Westchnęła, kręcąc głową. Przesunęła palcami po włosach, a potem zsunęła z siebie ubrania, które niedbale wrzuciła do wiklinowego kosza na pranie, aby wejść pod ciepły prysznic. Nie tak długi, jak planowała, chociaż nie była pewna, ile czasu jej to zajęło, po jednocześnie śpieszyła się, jak i robiła wszystko wolno, nie będąc pewną, czy chciała, żeby zasnął, czy też nie. Dwie lub trzy minuty później, gdy wysuszyła już włosy zaklęciem i wciągnęła na siebie piżamę — krótkie spodenki i koszulkę, która zapinana była na guziki w kolorze miętowym i białym obszyciem przy nogawkach i rękawach, wróciła cicho do sypialni, starając się poruszać na palcach. Musiała sprawdzić, czy zasnął — jak tak, to zgarnie sobie owcę i pójdzie na kanapę, bo i tak nie sądziła, że zaśnie. No, może zgarnie jeszcze wódkę, o ile jej posłuchał i nie wypił wszystkiego. Gdy znalazła się w pogrążonym niemalże w mroku pomieszczeniu — bo zgasiła główne światło, pozostawiając tylko niewielką lampkę o wątłym świetle, bezgłośnie dotarła do krawędzi łóżka, aby się odrobinę pochylić i sprawdzić, czy jej gość spał. Złota literka zakołysała się w powietrzu, wciąż mając na sobie krople ciepłej wody, podobnie jak niektóre fragmenty odkrytej skóry, która odrobinę kontrastowała z kolorem piżamy. RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Wymarzony kaktus i atak pluszaków | Hjalmar x Pandora - Hjalmar Nordgersim - 30.07.2023 Może i rzeczywiście lepiej, że Pandora nie wiedziała za dużo o jego przeszłości - zwłaszcza z czasów szkolnych, jednak reakcja jego kolegów podczas zeszłorocznej Lithy mogła rzucać cień podejrzeń na to jak to kiedyś było - Ja nie jestem pijany... Jestem... - rozłożył niedbale ręce spoglądając na nie z lekką nutą nieporadności w wzroku - Th-hroszkę... - pokazał Pandorze na palcach co miał na myśli mówiąc te słowa - Wstawiony... I tyle - wyjaśnił, mając nadzieję, że rozmył jej wszystkie wątpliwości albo chociaż trochę nakłonił do swojej wersji wydarzeń - No i widzisz Pandorka... Tak się czepiasz, a ja tak ładnie do Ciebie mówię... - wzruszył ramionami na jej bezradność. Niby nie miała z tym problemu ale jednak przed chwilą dopiero dała mu reprymendę o "nie Pandorkowaniu". Była chaosem ale musiała się zdecydować czy może tak do niej mówić czy też nie. Po jej pytaniu, przeniósł na nią spojrzenie, przechylając głowę z zainteresowaniem, ewidentnie próbować poruszyć swój przyćmiony umysł - Nie wiem. To nie stan aby odpowiadać na takie pytania - stwierdził samemu zaprzeczając własnej wersji wydarzeń kiedy to twierdził, że nie jest pijany. Gdyby powiedziała mu, że nie wierzy w marzenie o kaktusie to miałaby całkowitą rację - zaczął o nim marzyć dopiero kiedy go zobaczył ale prawdę mówiąc jakby go nie dostał to i tak by się na nią nie obraził. W końcu to był jej kaktus. Na potwierdzenie, że w niego wierzy, uśmiechnął się. Przez krótki moment korciło Hjalmara aby się zapytać w których kwestiach w niego wierzy. Że się nie upił? Że wytrzyma w Wielkiej Brytanii? Czy może po prostu, że uda mu się zwyciężyć nad koszulą? Znając jednak Nordgersima, gdyby został pokonany przez guziki to rozerwałby ją na strzępy, co też byłoby ciekawym obrotem spraw, a już na pewno niespodziewanym. No bo skoro Prewettówna reagowała w ten sposób na jego kulturalne zdejmowanie koszuli, jak zareagowałaby na furię? - Nie musi... Co Ty mówisz... Za dużo tego wszystkiego. Nawet sama poduszka wystarczy. Ja sam siebie grzeje - stwierdził. Nie musiał wspominać, że przez "sam siebie grzeję" należało rozumieć gorzałkę, która to przecież powodowała przyjemne ciepło w żołądku - tym samym oszukując całe ciało w kwestii panującej temperatury - O tam niebezpiecznie... - przerwał kiedy Pandora zaczęła mówić ale ewidentnie chciał coś dopowiedzieć. Teraz jednak na jego twarzy zagościło zaskoczenie - No to przecież Ci nie zabraniam i robię co chce... Chce pić wódkę to piję wódkę... Chce Cię porwać to porywam... - dodał, przekręcając się na drugą poduszkę. Dla niego to było dziecinnie proste, a raczej w tym stanie to było proste. Na trzeźwo w życiu by nie wypowiedział takich słów. Koc bardzo przyjemnie grzał od momentu w którym został narzucony na plecy Hjalmara. Po za zapewnianiem ciepła, które nie pozwalało mu się rozchorować, utrudniało dodatkowo jego szansę na nie zaśnięcie - Będę oczekiwać... - poinformował Pandorę o swoim - optymistycznym - założeniu. Kątem oka jednak obserwował gdzie wędruję butelka z alkoholem na którą miał wielką ochotę - Nie dałbym rady przecież... - rzucił w swojej obronie. Odprowadził ją wzrokiem do momentu kiedy zniknęła w otchłani mieszkania albo jego rozmytego wzroku. Nie minęło 10, może 8 sekund, a Islandczyk zaczął się po prostu nudzić. Próbował za wszelką cenę nie usnąć ani nigdzie się nie ruszać jako, że każdy upadek przy jego masie i rozmiarach, mógłby być tragiczny w skutkach dla mieszkania Pandory - Zaraz tutaj zrobię porządek... - rzucił pod nosem, a następnie zabrał się za pozbywanie niepotrzebnych poduszek, pluszaków i kocy. Całość lądowała z boku łóżka - No... I teraz można spać... - przyznał z zadowoleniem, widząc jak została tylko poduszka z kocem. W ramach nagrody, za tak dobrze wykonaną pracę zaczął poszukiwać butelki z wódką ale próba spełzła na niczym jako, że nie mógł jej dostrzec. Nie czekając ani chwili dłużej przymknął oczy aby odzyskać trochę sił. Z błogiego snu połączonego z pod chrapywaniem wybudziło go podświadomość... A może jednak rzemykowy przyjaciel? Nie był pewien ale ucieszył się niezmiernie widząc Pandorę z powrotem - Łoooo... Ale się wystroiłaś... dla mnie tak? Wychodzimy gdzieś? - zapytał Prewettówny przyglądając się jej, próbując za wszelką cenę skupić swój wzrok aby dostrzec szczegóły - Zrobiłem porządek tutaj - przyznał się z dumą w głosie do tego całego harmideru jakby Turczynka miała jakieś problemu z domyśleniem się kto to mógł zrobić. Hjalmar przecież nie chciałby aby ten cały sukces został przypisany jakimś krasnoludkom - Masz ten topór? - dopytał jako, że nie widział żadnego oręża w dłoniach swojej randki - Gdzieś wódka była chyba... - dodał po chwili, szybko zmieniając temat jakby ten topór przestał go interesować, a alkohol był aktualnie dużo ważniejszy. RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Wymarzony kaktus i atak pluszaków | Hjalmar x Pandora - Pandora Prewett - 01.08.2023 Nie była typem człowieka, który rozliczał za przeszłość. Nie można było jej zmienić, nie znali się wtedy, było i minęło, a do tego wszystkiego, to młodość miała swoje prawa. Owszem, byłaby zaskoczona, może odrobinę nie dowierzała lub szukała powodu, dla którego tak postępował, ale nie zmieniłoby to ich relacji. Nie był przecież tą samą osobą, co piętnaście czy dziesięć lat temu. Nie wątpiła w to, że był typem lidera i wzbudzał respekt, ale nie widziała lub nie chciała widzieć, że jego kompani podczas Lithy reagowali strachem. Zacisnęła usta, uśmiechając się jedynie i tłumiąc śmiech na jego stwierdzenie, że wcale nie był pijany. Prawdę mówiąc, nie była pewna, czy teraz był bardziej wstawiony, czy w październiku na weselu. Teraz na pewno odczuwał większą swobodę, niż wtedy za stołem, gdy blisko znajdowali się jego przyjaciele, a przede wszystkim rodzina. Hjalmar zawsze przykładał dużą wagę do opinii innych, szczególnie swojego ojca, od którego przecież tak mocno się różnił. - Mhmm, troszkę wstawiony. - przytaknęła z udawaną powagą, nie uciekając spojrzeniem z jego zarumienionej odrobinę twarzy, którą widocznie rozgrzewała wypita wcześniej wódka. Oczy błyszczały mu, jak dwa klejnoty, a źrenice miał coraz mniejsze. Westchnęła, zatrzymując brązowe tęczówki na mętnym obecnie błękicie. - Pandorka brzmi całkiem ładnie, lepiej niż kleszcz lub osioł. I wcale się nie czepiam! Droczę się z sympatii tylko Hjalmarku. - stwierdziła, również pozwalając sobie na zdrobnienie jego imienia. Zawsze wszystko traktował tak poważnie! - To stan, aby odpowiadać na wszystkie pytania, bo teraz przynajmniej wydusisz z siebie odpowiedź bez mruknięcia i uników. - zauważyła niewinnie, powstrzymując się jednak od konkretnych słów, które owe pytania mogłyby stworzyć. Znów się z nim droczyła. Nie chciała być taka cwana i wykorzystać sytuacji, chociaż jedna rzecz nie dawała jej spokoju. Fakt, że sobie sam przeczył, zignorowała, darując mu dyskusję na ten temat. Pandora lubiła robić prezenty, lubiła, gdy inni się uśmiechali, więc była gotowa na rozstanie ze swoim kaktusem, skoro ten się mu tak mocno spodobał. Była pewna, że o niego zadba, bo przecież w opiekowaniu się innymi, to Islandczyk był niezastąpiony, mając nawet pod wpływem alkoholu tą przyjemną aurę, która dawała poczucie bezpieczeństwa. A może czuła tak, bo tyle razy już ją uratował? Wierzyła chyba we wszystkich, nie licząc kwestii dotyczących latania, którego nawet próbować nie chciał, jak i ewentualnie porzucenia odrobiny nieśmiałości w kontakcie z płcią przeciwną. Z nią konkretniej, bo w sumie nad innymi jego koleżankami się nie zastanawiała. Niedźwiadek był w stanie poradzić sobie w praktycznie każdej sytuacji i nawet rozgromił tę koszulę bez niszczenia jej, co było plusem, bo dobrze w niej wyglądał. Do głowy nie przyszło jej jednak, że byłby w stanie rozebrać się w tak dziki sposób, Pandora by chyba spadła z łóżka z wrażenia. - Musi! To daje ciepło i poczucie bezpieczeństwa! - zaprzeczyła dość stanowczo, odrobinę głośniej i to tonem takim, który pasował do oburzonej nastolatki. Uparciucha, którym w gruncie rzeczy brunetka była. Zawsze spała z maskotkami, zawsze otaczała się poduszkami. Czasem noce ciągnęły się jej w nieskończoność, atak szeroki wybór opcji do przytulenia oraz ułożenia głowy sprawiał, że szanse na zaśnięcie w jakiś sposób rosły. Powinna kupić sobie psa albo kota, znaleźć wilka lub może małego niedźwiadka, nigdy jednak nie miała czasu tego marzenia zrealizować, podobnie jak kupić olbrzymiej maskotki na pół łóżka. - Przecież przyjemniej, jak grzeje Cię maskotka, zwierzak lub drugi człowiek, a nie tak samotnie. - dodała, wzruszając barkami, jakby oznajmiała mu jakąś życiową, bardzo poważną prawdę, której każdy powinien przestrzegać, aby mieć szczęśliwe i spełnione życie. - Niebezpieczne. - znów uparcie odpowiedziała, nawet odrobinę machając palcem i spoglądając z niego przymrużonym wzrokiem. Jej twarz zaraz jednak złagodniała, uśmiech znów zabłąkał się gdzieś na wargach, podkreślony wciąż powracającą odrobiną różu na poliki, gdy jego kolejne słowa dotarły jej uszu. Wiedziała, że na trzeźwo nigdy nie byłby taki odważny. - Skoro więc robisz, co chcesz, to wcześniej nigdy nie myślałeś lub nie chciałeś iść ze mną na randkę? Zapytała z nutą zaciekawienia w głosie, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy i ramionach, gdy Islandczyk przewracał się na druga poduszkę. Pokręciła głową, zakrywając go zaraz kocem i poszła do łazienki, przytakując z odrobiną niedowierzania na jego słowa. Niemożliwe, aby nie zasnął, ale może tak będzie lepiej. Wciąż nie wyobrażała sobie, jak niby miała zasnąć, gdyby faktycznie trzeba było udostępnić mu rękę. Gdy już wreszcie uwinęła się w łazience, zapinając ostatecznie guziki piżamy i przeczesując suche już, błyszczące włosy, odetchnęła głębiej, jakby z obawą wracając do sypialni. Nawet jeśli wypił wódkę, którą zostawiła, to wtedy już na pewno zaliczył po prostu odłączenie świadomości i spał sobie w najlepsze. Zostawi mu wodę, upewni się, że jest przykryty i z owcą pójdzie na kanapę, plan doskonały. Zgasiła światło na korytarzu oraz w łazience, cichutko wchodząc do praktycznie ciemnej sypialni, a słysząc chrapanie chwilę po tym, jak się odrobinę nachyliła, aby sprawdzić, odetchnęła z odrobiną ulgi, przymykając na chwilę oczy. Spał, a niedźwiedź, jak zaśnie, to wcale go tak łatwo nie idzie obudzić. Podniosła spojrzenie na odłożone na bok łóżka maskotki i poduszki, a także kołdrę i drugi koc, na co wywróciła oczami. Przecież całej pluszowej ferajnie to teraz jest na pewno przykro. Drgnęła, chcąc obejść mebel i ułożyć je nad głową lub na skraju, gdy do jej uszu dobiegł niespodziewany, przerywając ciszę głos. Prawie podskoczyła w miejscu wyrwana z zamyślenia, mrugając z zaskoczeniem, gdy napotkała wzrokiem jego otwarte oczy. Rozchyliła nieco usta, zbita z tropu słowami na temat swojej piżamy, na którą mimowolnie zerknęła. Naprawdę? Zwykła piżama? Przecież dużo lepiej wyglądała w tej sukience, której nawet nie skomentował. - Oczywiście, że dla Ciebie, przecież mam z Tobą spać. - odpowiedziała swobodnie, chociaż w głosie była możliwość usłyszenia nuty zdenerwowania. Wyprostowała się, przesuwając pasma włosów na plecy i przygryzła dolną wargę, krzyżując dłonie pod biustem. Drewniana podłoga zaskrzypiała odrobinę pod wpływem jej ruchu. - Widzę właśnie, wywaliłeś ich wszystkich i teraz będzie im smutno. Dobra robota, ale pozwól, że inaczej ich ułożę. Wiesz, żeby im nie było zimno. - przerwała na chwilę, przechodząc znów od drugiej strony. Powolnie pozbierała pluszaki, układając je tak, aby mu nie przeszkadzały, ale wróciły do łóżka. Gdy przysiadła na krańcu materaca, trzymała swoją pluszową owcę na kolanach, zaciskając palce na jej przypominającej chmurę, miękkiej “wełnie”. Odwróciła głowę, zerkając na niego przez ramię. - Czemu miałabym mieć topór? Mówiłam Ci przecież Niedźwiadku, że ręka mi się jeszcze przyda, wolałabym jej nie stracić. Wódka? Tutaj. Chcesz się napić? - mówiąc to, schyliła się i sięgnęła dłonią po butelkę, wysuwając ją następnie w jego stronę z cichym westchnieniem, zastanawiając się, czy sama powinna zrobić jeszcze łyka. Była święcie przekonana, że druga strona Hjalmara będzie zdruzgotana, załamana i spanikowana, gdy odzyska panowanie nad ciałem i umysłem, budząc się w promieniach zimowego słońca w nie swoim łóżku. Nie wspominając już o tym, że z nią i że to był jego pomysł. Nie była pewna, czy nie umiała, czy może raczej nie chciała mu jednak odmawiać. Skarciłą się w duchu za egoizm, kolejny raz dzisiejszego wieczora, czując jednak przyjemną falę ciepła, która rozbiegła się jej po ciele, gdy podniosła na niego wzrok. RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Wymarzony kaktus i atak pluszaków | Hjalmar x Pandora - Hjalmar Nordgersim - 06.08.2023 Gdyby pokazano mu jego stan podczas tych dwóch wydarzeń - wesela w październiku oraz tej styczniowej przygody - to za pewne odpowiedziałby, że akurat dzisiaj był porobiony dużo bardziej. Podczas zeszłej, wspólnej imprezy musiał się pilnować przed wszystkimi i wszystkim - przyjaciółmi, rodziną czy kolegami. No i jeszcze musiał dbać aby czegoś przypadkiem nie palnąć. Będąc kilka godzin drogi od domu, nie musiał się aż tak obawiać i mógł sobie pozwolić na więcej, zwłaszcza że miał dedykowaną opiekunkę. Najważniejszym jednak był fakt, że mieli jasność i pewne ustalenia - Hjalmar był lekko wstawiony, a dodatkowo mógł ją nazywać 'Pandorką', bez żadnych związanymi z tymi konsekwencjami. - Mhhmm... - wymruczał na jej słowa odnośnie odpowiadania na pytania. Miała jednak całkowitą rację - to był idealny czas na pytania ale dla niej jako, że Nordgersim mógł w zasadzie pytać kiedykolwiek o cokolwiek by chciał, a i tak zapewne otrzymałby od Prewettówny odpowiedź. Dużo gorzej wypadał w tym rankingu Islandczyk, który nie odpowiadał wcale albo bardzo mało. No ale wtedy nie byłby tak tajemniczy i nie miałby w sobie "tego czegoś" co robiło z niego dużo ciekawszego rozmówcę czy człowieka od przeciętnego Anglika czy Islandczyka. - To ja daje poczucie bezpieczeństwa - odparł jakby próbował jej o tym przypomnieć. Żadne pluszaki, kołdry czy koce nie zapewniały aż tyle bezpieczeństwa co Hjalmar. Jedynym momentem, w którym miały przewagę to walka z potworem z pod łóżka ale czy taki potwór w ogóle występował? Być może. Być może nawet atakował Niedźwiedzia w nocy ale ten był zbyt zajęty snem aby jakkolwiek się tym przejąć. No taka owieczka do przytulenia... A rano do skonsumowania... Uśmiechnął się na taką myśl. Pandora miała rację od razu robiło się przyjemniej w takiej chwili - Emmm... - słysząc to pytanie, wyraźnie się zaskoczył, ponieważ brwi powędrowały mu do góry, posyłając dziewczynie pytające spojrzenie - Hmm.... - zastanowił się, przejeżdżając kilka razy po brodzie - Chciałem... No i przecież zaprosiłem - przyznał kiedy go przykrywała. Odważny Niedźwiadek strasznie mieszał w swoich zeznaniach. Ewidentnie chciał przedstawić całą swoją historię w odpowiednim dla niego świetle. Nie myślałeś lub nie chciałeś iść ze mną na randkę? Powtarzał w myślach słowa Prewettówny niczym jakaś mantrę. Trochę bił się z tymi słowami próbując się usprawiedliwić przed samym sobą. Jednak czy to było czymś złym, że chciał, a nie zrobił wcześniej? Albo fakt, że po części to właśnie Pandora musiała go zmusić do takiego czynu. Gdyby nie pociągnęła za odpowiedni sznurek to czy właśnie skończyliby w ten sposób? Raczej nie. Rozszerzył oczy z niedowierzaniem - Ze mną? Mogłaś powiedzieć wcześniej to bym się jakoś przygotował... - zauważył ewidentnie nie przejęty całą sytuacją. Jego mina przedstawiała po raz kolejny szok i zaskoczenie. Hjalmar nie zwrócił uwagi na zdenerwowanie Pandory jako, że sam był przejęty tą sytuacją. Gdyby tylko mu wspomniała o takim obrocie spraw to mógłby chociaż pójść się umyć... Albo tyle nie wypić - Nie. To mi będzie smutno. Co jak one mnie w nocy pogryzą? - zapytał jej całkowicie poważnie, przyglądając jak zajmuje się "chmurkom", a raczej owcom przypominającą jakiś biały byt z nieba - No wiesz... Wtedy nie mówiłaś, że będziesz tu też spać, więc musiałbym uciąć Ci rękę... Ale z drugiej strony nie śpisz z bronią przy sobie? Nie boisz się, że coś Cię zaatakuje w nocy? - zapytał wpatrując się w Pandorę niczym w obrazek. Nadal nie dowierzając, że Turczynka się tak wystroiła. I to właśnie dla niego! - Łyczka małego bo mi zaschło w ustach, a reszta dla Ciebie - odparł, podnosząc się spod koca aby odebrać od niej butelkę. Od razu wziął łyka i zgodnie z tym co powiedział, zostawił końcówkę, odkładając obok swojej randki - Proszę. Kto pije ostatki ten jest piękny i gładki - rzucił z uśmiechem na ustach, zanurzając się ponownie w łóżku gdzie poprawił sobie poduszkę pod którą następnie włożył rękę. Moment później spojrzał się na Prewettównę, która teraz była schowana za butelką wódki. |