![]() |
|
[29.03.72] Jak to jest być poetą? - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [29.03.72] Jak to jest być poetą? (/showthread.php?tid=1658) |
[29.03.72] Jak to jest być poetą? - Cathal Shafiq - 27.07.2023
Suma przypadków: JAK TO JEST BYĆ POETĄ? DOBRZE? Kupiłeś lub otrzymałeś w prezencie paczkę bombonierek. Po spróbowaniu jednej z czekoladek nie czułeś się dziwnie... aż do momentu, w którym postanowiłeś się odezwać. Przez dziwne zaklęcie, do końca dnia wszystko co mówiłeś rymował To nie był najlepszy dzień w życiu Cathala. Nie klasyfikował się także na listę tych najgorszych, ale na pewno Shafiq był zirytowany. Ktoś, kto go znał, może by to nawet dostrzegł – w pewnym napięciu mięśni ramion, nieco bardziej kamiennym niż zwykle wyrazie twarzy. Obca osoba nie miała zbyt wielu szans zorientować się w jego stanie emocjonalnym, bo jeszcze daleko było mu do szału, a przywykł takie rzeczy kryć, na tyle, na ile to możliwe. Wszystko zaczęło się od bombonierki. Cathal nie był wielkim wielbicielem słodyczy, ale nie miał też nic przeciwko nim. Kiedy więc ciotka podsunęła mu w prezencie czekoladki, zjadł, choćby z grzeczności. Nie był paranoikiem, niewiele osób miało powody, aby próbować go otruć, a już na pewno nie próbowałaby robić tego ciotka! Nie spodziewał się, że coś będzie nie tak. A już na pewno nie oczekiwał, że kiedy otworzy usta, by zapytać o najnowsze plany kluby archeologicznego, do którego ta należała… z jego ust wydobędzie się rymowanka. Nawet nie potrafił rymować, do diaska. To znaczy: nie potrafił do tej pory, bo nagle okazało się, że rymy składają się same, i nie umie przestać. Inna sprawa, że były to raczej kiepskie rymy, które przyprawiłyby o uśmiech pełen politowania dowolnego poetę. A chociaż Cathal zazwyczaj miał głęboko w nosie, co ludzie o nim myślą, to w tym przypadku wiedział, że ten uśmieszek byłby słuszny… i tego nie potrafił znieść. Ciotka sądząc, że ten robi sobie z niej żarty, otworzyła usta, by go zganić i… też zrobiła to wierszem. Na tym etapie Cathal nie był już pewny, czy śmiać się, czy wkurwiać. Oboje próbowali rozpraszania, ale nic to nie dało. Wszystko wskazywało na to, że winne są bombonierki. W końcu ciotka, wściekła jak całe stado os, pognała gdzieś – a Shafiq zakładał, że człowieka, który ofiarował jej albo sprzedał te czekoladki, czeka wkrótce bardzo nieprzyjemne spotkanie. Ciotka z pewnością wygłosi długi, bardzo grzeczny i bardzo niszczący wykład na temat bycia idiotą. Wierszem. On tymczasem wziął kilka czekoladek, sakiewkę i udał się prosto na Pokątną, znaleźć najbliższy zakład alchemiczny. Owszem, chętnie udusiłby gościa, który tak go urządził, ale upewnienie się, jak szybko przejdzie ten efekt, a najlepiej jego zniwelowanie natychmiast, stało się priorytetem. Koło południa na progu zakładu alchemicznego stanął więc bardzo wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Włosy miał jasne, z natury blond, a teraz jeszcze rozjaśnione od słonecznych promieni. Twarz i ręce opalone i to mocno – bez wątpienia nie przez angielskie, wiosenne słońce. Dość niedbale ubrany, uczesany też niezbyt starannie. W dłoni trzymał pudełko czekoladek. Spojrzenie jasnych oczu przesunęło się po zakładzie, po sprzedawczyni, a potem podszedł do lady. I wolną ręką zaczął szukać w kieszeni notatnika. Bo nie. Nie miał ochoty obecnie się odzywać. Do nikogo, a już na pewno nie do obcej osoby… RE: [29.03.72] Jak to jest być poetą? - Avelina Paxton - 27.07.2023 Avelina tego dnia była nawet w dobrym humorze. Klientów apteki nie było zbyt wielu, dzień był spokojny, a ona sama miała dobre samopoczucie. Rodzice w końcu napisali do niej krótki list, że są teraz w Transylwanii u jakiegoś wujka po kądzieli. To oznaczało, że byli bezpieczni. Dziewczyna swoje ciemne włosy związała w luźnego warkocza, który rytmicznie podrygiwał, gdy energicznie przemieszczała się po miejsce układając oraz uzupełniając szafeczki o różne fiolki eliksirów, które były wykupywane. W międzyczasie składała też paczki, które miała dzisiaj wysłać do zamówień przez pocztę. Gdy usłyszała dzwoneczek u drzwi wyłoniła się natychmiast zza zasłony oddzielająca zaplecze od głównej strony sklepu. Uśmiechnęła się ciepło do mężczyzny i podeszła od razu do lady. Avelina rzadko zwracała w ostatnim czasie uwagę na jakichkolwiek mężczyzn. Zajmowała się swoim życiem, które głównie toczyło się w tym miejscu. Robiła eliksiry, sprzedawała eliksiry, uczyła się o eliksirach i czytała książki o nich. Wracała do domu, kładła się spać, wracała rano do pracy i późnym wieczorem znowu wracała do domu. Czasami wpadł Fergus lub Danielle, czasami odwiedziła Norę i jej pomagała jeśli akurat pomocy potrzebowała. Unikała przygód, kłopotów i nowych znajomości. Skutecznie odmawiała podróży z rodzicami, ponieważ nie lubiła opuszczać Londynu. Była kotem, kotem domowym. Lubiła kominek, dobry fotel i książki. Lubiła dobre jedzenie, o którym czasami jej się zapominało. Doskwierała jej samotność, czasami było jej smutno, gdy wracała do pustego mieszkania, ale burzyła te myśli pracą. Śmiało można ją określić jako pracoholika i nawet sama nie wyrzeknie się tego, gdy ktoś jej to zarzuci. – Dzień dobry – przywitała się. – W czym mogę służyć? – zapytała przyglądając mu się uważnie. Cathal zdecydowanie nie należał do osób, w których towarzystwie Avelina by czuła się swobodnie. Emanował czymś, co kazało dziewczynie zachować dystans, ale Avelina zwykle zachowuje go do każdej poznawanej osoby. Nie jest otwarta tak jak rodzice, nie jest ekstrawertykiem zbierającym ludzi jak karty z czekoladowych żab. Jej wzrok spoczął na pudełku czekoladek, a brew uniosła się lekko do góry w zdziwieniu. RE: [29.03.72] Jak to jest być poetą? - Cathal Shafiq - 27.07.2023 Cathal spędził poza Anglią ponad dwa lata, a w kraju bywał okazyjnie. Jeszcze wcześniej los rzucił go do Peru. Ze szkoły Aveliny nie kojarzył, bo ot była na to zbyt młoda. Nie wpadli na siebie do tej pory: gdyby było inaczej, zapamiętałby ją, ponieważ zapamiętał każdego mijanego człowieka, każdy usłyszany dźwięk i każdy zobaczony widok. Prawdopodobnie nie poświęcałby jednak jej wiele uwagi, bo uwagę Shafiqa ciężko było przykuć. Bonusy w tym względzie dostawało się, jeżeli coś miało ponad trzysta lat, ale panna Paxton do tej kategorii się nie kwalifikowała. Czy ona mogła go kojarzyć? To już zależało od tego, jaką prasę czytywała i jakich plotek słuchała. Ten i ów mógł kiedyś przeczytać o jego dokonaniach archeologicznych. Taka i owaka pewnie powtórzyła czasem historyjkę o Synu Czarnoksiężnika. Nie był jednak szczególnie sławnym człowiekiem i ktoś, kogo wzroku nie przykuje zdjęcie piramid na dziesiątej stronie proroku ani opowieść o skazaniu zwolennika Grindewalda i powrocie jego rodziny do kraju, miał pełne prawo nie wiedzieć, kim jest Cathal Shafiq. Nie odpowiedział na zadane pytanie, zamiast tego położył bombonierkę – od razu było widać, że już ją otwarto i na pewno to nie żaden prezent – na ladzie i wyjął z kieszeni notatnik oraz rysik. Zapisał na nim kilka zdań. Pisał szybko, pismem raczej wyraźnym, czytelnym, chociaż też zdecydowanie nie był człowiekiem dbającym szczególnie o to, aby pięknie kaligrafować. Stawiał na wygodę i praktyczność – o czym świadczyło już choćby to, że wybrał mugolski ołówek ponad ukochane przez czarodziejów pióra i atrament. ”Chcę zamówić przeanalizowanie składu czekoladek pod kątem obecności eliksirów, jakie nie powinny znajdować się w zwykłych słodyczach. Czy świadczycie takie usługi?” – stanęło na karteczce, którą wręczył Avelinie. Zachował ten sam wyraz twarzy, z jakim wszedł do pomieszczenia. Ani groźny, ani szczególnie sympatyczny, raczej po prostu… obojętny? Na pewno nie starał się w żaden sposób jej przestraszyć, ale też nie uśmiechał się i niezbyt mu zależało na tym, jakie wrażenie wywrze. RE: [29.03.72] Jak to jest być poetą? - Avelina Paxton - 29.07.2023 Avelina czytała głównie księgi o eliksirach i ziołach, czasami zaglądała do jakichś wróżbiarskich anegdotek na stronach proroka, przeglądała nekrologi i informacje ze świata. Nie interesowali ją ludzie, których nie znała, nie interesowały ją plotki, których nie mogła zweryfikować. Miała w zwyczaju tak, że jeśli usłyszała coś o kimś i nie było to zbyt przychylne zwykle szła do źródła jeśli ją to zainteresowało i pytała osobiście (tak było w szkole jak koleżanki rozmawiały o innych ludziach, teraz stron plotkarskich nie czytywała). Jeśli chodziło o starożytne rzeczy, które miały setki lat – zdarzało się jej przeczytać to i owo. Zapewne gdzieś przewinęło się tam również imię i nazwisko Cathala, ale do wyglądu nie przykuwała uwagi. Wszyscy ludzie czasami zlewali jej się w jedno jeśli chodziło o celebrytów. Skupiała się głównie na czymś, co nie mówiło i co nie było człowiekiem. Księgi, zioła, nowe narzędzia do warzenia eliksirów. Była teraz na takim etapie, że przygarnęłaby nowy kociołek, albo kilka nowych fiolek i nalepek do oznaczania wywarów. Rodzice dużo jej opowiadali o spotkanych ludziach, ale nazwiska i imiona zlewały jej się w całość, gdy tylko miała do czynienia z kimś kogo nie mogła poznać osobiście. Uniosła brwi, gdy mężczyzna zamiast się odezwać zaczął pisać w notatniku. Pochyliła się do przodu, aby móc szybko przeczytać informacje. Mieli podsłuch? Paranoik? Może niemowa? Nie wiedziała, ale nie chciała go oceniać. Klient jak klient, trzeba obsłużyć. – Tak. – odpowiedziała krótko sięgając po bombonierki. Klient, który nie mówi. Dzisiejszy dzień chyba był spóźnionym prezentem na święta, albo przyśpieszonym prezentem na urodziny, a miała je przecież dopiero w październiku. Cathal mógł dostrzec u niej rozluźnienie i lekkie zadowolenie, że nie musiała z nim rozmawiać. Avelina stresowała się każdą rozmową z ludźmi jeśli ich nie znała. Czasami po całym dniu w tym miejscu była wykończona bardziej niż jakby ktoś kazał jej biec przez cały Londyn samotnie, bez zatrzymywania się, a teraz nie musiała z nim rozmawiać o pogodzie, ani informacjach sportowych. – Skąd ma pan bombonierki i dlaczego podejrzewa pan, że mają nieodpowiednie eliksiry? – zapytała. Wolała jednak najpierw zrobić badanie z klientem niż szukać czegoś w ciemno. Będzie szybciej i łatwiej. Nie była też osobą, która kogoś będzie oceniać. RE: [29.03.72] Jak to jest być poetą? - Cathal Shafiq - 30.07.2023 Cathal był spostrzegawczy. Jego percepcja znajdowała się oczko wyżej niż przeciętnego czarodzieja, bo patrzenie, analizowanie, wyciąganie wniosków, stanowiło jego zawód. Owszem, dostrzegł więc pewne napięcie i że potem dziewczyna się rozluźniła. Nie potrafił jednak czytać w myślach, nie miał więc pojęcia, że wynikało to z tego, że… nie musi z nim rozmawiać. Nie spodziewałby się w sklepie alchemicznym kogoś, bojącego się ludzi. Zakładał raczej, że może widok bombonierki w jego ręce sprawił, że biedna mała uznała, że jakiś klient oszalał na jej punkcie, a że tenże klient był raczej potężnie zbudowany, a ona sama w sklepie, obawiała się reakcji na odmowę. Na szczęście dla niej, Cathal nie zamierzał ani wręczać jej bombonierki, ani się odzywać. Zmierzył ją tylko spojrzeniem jasnych oczu. Miał typ urody kojarzący się raczej z krajami północy Europy, ale karnację z nim kontrastującą, na pewno nie bladą z natury, a w dodatku brązową od słońca. Przedziwna mieszanka genów, wywołana tym, że Shafiqowie od pokoleń poślubiali angielskie damy, a jego matka była z jasnowłosej gałęzi Gauntów. I po prawdzie, nawet gdyby mógł się odezwać bez wygłaszania wierszy, na pewno nie rozmawiałby z nią o pogodzie ani o informacjach sportowych. Był człowiekiem do bólu rzeczowym. O takich trywialnych sprawach czasem zmuszał się, aby porozmawiać ze względu na swoją ciotkę albo podczas spotkań ze sponsorami. Ewentualnie, kiedy uważał, że głupia rozmowa o niczym pozwoli mu dowiedzieć się więcej o osobie – że pod gestami, banalnymi zdaniami, będzie kryło się coś więcej. Znów sięgnął po ołówek, by napisać odpowiedź na jej pytania. Czekoladki były prezentem. Ofiarodawca albo kupił je w podejrzanym źródle, albo postanowił zrobić dziwny żart. Wpływają na mowę. Wywarły efekt na dwie osoby. Chcę wiedzieć po pierwsze, czy skutek jest trwały i jeśli tak jak go zniwelować, po drugie, czy ktoś świadomie próbował nam zaszkodzić, czy to faktycznie głupi dowcip, zapisał, po czym podsunął kartkę pannie Paxton. Stało się przy okazji jasne, dlaczego jej nowy klient tak uparcie nie mówił ani słowa. (To znaczy: prawie jasne, bo brzmiało to tak, jakby nie mógł mówić, chociaż prawda była taka, że nie chciał…) A jeżeli zerknęła na czekoladki, mogła dostrzec, że z pudełeczka znikły dwie, skoro więc wywarły efekt na dwie osoby, prawdopodobnie obie przyjęły po jednej dawce. O ile w środku był eliksir, a nie obłożono ich jakimś zaklęciem. (Chociaż Cathal obstawiał to pierwsze, bo próbował rozproszenia – i nad bombonierką, i nad samym sobą. Bez efektu.) RE: [29.03.72] Jak to jest być poetą? - Avelina Paxton - 10.08.2023 W sumie to zawsze obawiała się tego, że ktoś popadnie na jej punkcie w obłęd. Do tego miejsca zaglądali różni ludzie i nawet jeśli Avelina lubiła tą pracę, to obawiała się niektórych klientów. Zwłaszcza tych, którzy wyglądali na obłąkanych. Na szczęście Cathal do takich się nie zaliczał, wręcz cieszył nawet oko swoim wyglądem. Postura w prawdzie nasuwała myśl, aby na niego uważać, ale Avelina ignorowała takie myśli. Była pozornie bezpieczna, ponieważ ludzie przychodzili tu robić zakupy i od razu znikali ze swoimi łupami. Nie przychodzili dręczyć ekspedientek, aptekarek, alchemiczek. Tak, nie lubiła rozmawiać, ale nie oznaczało to, że tego nie robiła. Pracowała tutaj już na tyle długo, aby nauczyć się rozmawiać z ludźmi i wiedzieć czego oczekują od takiej osoby jak ona. Czasami dostawała na tyle natrętnych klientów, że potrafili godzinami zadawać pytania o jakieś eliksiry, aby wyjść z pustymi rękami, bo oni się tylko zastanawiali, czy im jest coś potrzebne. Dziewczyna często myślała o takich klientach w kategoriach samotników, którzy po prostu potrzebują rozmowy z drugim człowiekiem i biorą na ofiarę taką dziewczynę jak ona nie zdając sobie sprawy, że każda taka interakcja wyczerpuje jej baterię społeczną. Nie zamieniłaby tej pracy jednak na żadną inną. Cierpliwie zaczekała, aż mężczyzna wypisze słowa na kartce. Było to nawet przyjemne. W ostatnim czasie ludzie przychodzili często po zapasy eliksirów wzmacniających i leczących, bo każdy czuł, że w powietrzy coś wisi. Teraz nastała błoga cisza przerwana przez przyjemny dźwięk grafitu ocierającego się o kartkę papieru, na którym mężczyzna kreślił dla niej słowa. Przyjęła od niego kartkę i przeczytała uważnie. Skinęła lekko głową. – Zrobię co w mojej mocy, aby panu pomóc. Potrwa to od piętnastu minut do pół godziny, więc jeśli nie chce pan tutaj czekać może pan wrócić później – odpowiedziała z delikatnym uśmiechem i wzięła bombonierki do ręki; poczekała na jego decyzję. Jeśli zechciał poczekać w sklepie wskazała mu krzesło w rogu, gdzie mógł bez problemu usiąść i poczekać. Leżało tam kilka czarodziejskich magazynów i książek o eliksirach. Podeszła do biurka po prawej schowanego lekko w rogu pomieszczenia tuż obok zasłonki, która oddzielała sklep od zaplecza. Avelina miała z tego miejsca dobry widok na sklep i też spokój. Machnęła różdżką, aby zmienić etykietę na drzwiach, że jest przerwa. Nie chciała, aby ktoś jej przeszkadzał i chciała też jak najszybciej mężczyźnie pomóc, aby zareagować odpowiednio jeśli faktycznie były one groźne. Ubrała rękawiczki, aby zabezpieczyć się w razie, gdyby faktycznie nie były bezpieczne i zabrała się za analizowanie składu. RE: [29.03.72] Jak to jest być poetą? - Cathal Shafiq - 12.08.2023 Avelina nie miała czego się obawiać. Nie istniał choćby cień szansy, że Shafiq dostanie na jej punkcie obsesji. Kobieta musiała wydać się mu niesamowicie intrygująca, by w ogóle chciał poświęcić jej więcej niż kilka chwil i myśli, a już obsesja… może i mogłaby się rozwinąć u kogoś takiego jak Cathal. Dotąd jednak się to nie zdarzyło, zaś Avelina była dla niego zapewne dokładnie tym samym, kim on dla niej: przypadkową, nieznajomą osobą, o której może nie zapomni (nie mógł), ale o której nie będzie rozmyślać. Cathal zdecydował się poczekać. Owszem, nie lubił tracić czasu. Nie lubił nudy, stagnacji i tych samych widoków. Siedzenie przez kilkanaście minut w kącie pomieszczenia było dla niego irytujące – bo oznaczało, że w jego pamięci utkwi wspomnienie wpatrywania się w jakiś punkt w przestrzeni, albo przeczyta te magazyny i na zawsze zapamięta ich treść. Zapewne mało go interesującą, bo mikstury nigdy nie należały do pasji mężczyzny. W teorii przynajmniej, bo Shafiq miał wielką ochotę zaraz po powrocie do siebie zażyć eliksir zapomnienia. Tyle że nie mógł. Nie mógł, póki nie był pewny, że bombonierka ostatecznie stanowiła zaledwie żart. Bo jeżeli żartem nie była, musiał zapamiętać wszystko, każdy szczegół, który pozwoli mu dopaść innych. Poza tym musiał albo znaleźć lekarstwo, albo upewnić się, że działanie tej przeklętej czekoladki ustąpi. Spojrzał za Aveliną, gdy znikała na zapleczu. Wciąż w milczeniu. Nie chciał, aby z jego ust wydobył się jakiś idiotyczny wierszyk. I nie chodziło nawet o to, że byłby to wierszyk, bo ostatecznie już parę razy w życiu zrobił z siebie kretyna (choć starał się tego unikać), ale że działoby się wbrew jego woli. Nie lubił nad sobą nie panować: w jakikolwiek sposób. To był więc jej szczęśliwy dzień, Cathal nie zamierzał w żaden sposób naruszać zasobów energii, jakie miała na interakcje z ludźmi. Przymknął po prostu powieki i przez kilkanaście minut siedział nieruchomo, jak spetryfikowany. Dopiero kiedy usłyszał, że kobieta znowu się zbliża, dźwignął się na nogi i podszedł do lady, patrząc na nią pytająco. RE: [29.03.72] Jak to jest być poetą? - Avelina Paxton - 25.08.2023 Avelina nie wyciągnęła z czekoladek za wiele, ale przynajmniej upewniła się, że nie były szkodliwe dla zdrowia. Najwyraźniej ktoś próbował z tego mężczyzny zażartować. Nie odkryła też jaki efekt dawały, ale podejrzewała, że robiły coś z mową osoby, która takową czekoladkę spożyła, co zresztą klient już jej powiedział. Czuła się pewnie gmerając w składzie tych czekoladek, ale najbardziej denerwowało ją to, że nie mogła znaleźć antidotum na efekt tego eliksiru. Była mocno zdenerwowana, bo lubiła perfekcyjnie wykonywać swoją pracę i lubiła pomagać swoim klientów. Czuła się tak jakby właśnie zawiodła czyjeś oczekiwania. – Gotowe – podeszła w końcu do lady odkładając resztę bombonierek. – Skład bombonierek nie zawiera żadnych trucizn i nie jest to stały efekt. Powinien minąć pod koniec dnia, nie jest to potężny eliksir, ale nie mam nic, co mogłoby usunąć jego skutki. Musi pan to przeczekać. To chyba tylko niewinny żart i nie miał na celu zrobienia panu krzywdy. Nie zmienia to faktu, że powinien pan to zgłosić do odpowiednich służb, gdyż nigdy nie wiadomo, co jeszcze wywinie osoba nadziewająca dziwnymi eliksirami bombonierki. Następnym razem może być coś gorszego. Nie znoszę tego, że ludzie bawią się tego typu wywarami – westchnęła ciężko odsuwając od siebie bombonierki. – Mogłabym zostawić sobie dwie z nich, aby móc nad nimi popracować i może znaleźć jakieś antidotum? Może ktoś w przyszłości również być w podobnej sytuacji… – zapytała patrząc na mężczyznę z wyczekiwaniem. Nigdy nie wiadomo kto tworzył takie żarty i nie wiadomo było jak może daleko to zajść. Danielle nie raz opowiadała jej o osobach, które źle spożyły eliksiry i lądowały w szpitalu z naprawdę paskudnymi efektami. Z takimi rzeczami nigdy nie było żartów. RE: [29.03.72] Jak to jest być poetą? - Cathal Shafiq - 26.08.2023 Shafiqowi udało się nie skrzywić. Żaden mięsień na jego twarzy nie drgnął, chociaż owszem, był rozczarowany, że kobieta nie mogła podsunąć mu żadnego eliksiru, za pomocą którego udałoby się rozwiązać ten… drobny problem, jaki go dręczył. Przynajmniej tyle, że był to „niewinny żart” (chociaż kiedy dorwie żartownisia, temu nie będzie do śmiechu – kto wie, może powinien pójść nawet do niego teraz, walnąć mu w gębę, a potem ułożyć odę o rozkwaszonym nosie?), a nie jakaś próba otrucia. I że efekt niedługo minie. Kiedy Avelina poprosiła o dwie czekoladki, Cathal po prostu wyjął je z bombonierki i położył na ladzie. Z kieszeni wydobył parę sykli, zapłatę za konsultacje – i one również znalazły się na blacie, tuż obok słodkości. A potem skłonił się lekko, co robił bardzo rzadko, ale w tej chwili był to jedyny dostępny sposób na powiedzenie „dziękuję”, a nie był aż tak absolutnie pozbawiony dobrych manier, aby ot tak sobie wyjść bez żadnego słowa. Bo bez słowa – co innego. Cathal w końcu nie zamierzał recytować pannie Paxton wierszy. Zabrał resztę bombonierki. Przyszło mu do głowy, że może ofiarodawcę po prostu nimi nakarmić, skoro było to takie zabawne. Na pewno ten, kto dał to jego ciotce, będzie świetnie się bawił jako wierszokleta. Chwilę później drzwi zamknęły się za jasnowłosym mężczyzną. Postać opuszcza sesję
RE: [29.03.72] Jak to jest być poetą? - Avelina Paxton - 27.08.2023 O dziwo informacje o tym, że nie ma na to antidotum mężczyzna przyjął ze spokojem. Może pozornym, ale Avelina nie mogła tego wiedzieć. Myśli Cathala były dla niej niedostępne – może to i dobrze, bo gdyby wiedziała, że ten jest tak zdenerwowany nie puściłaby go w świat. Nie chciała, aby jej klienci po jej słowach robili głupoty i rozszarpywali ludzi. Sama miała zamiar znaleźć antidotum na te bombonierki. Będzie też z większą uwagą przyglądać się różnym, nielegalnie stworzonym wyrobom cukierniczym. Nie chciała, aby ludzie przypadkiem trafili na jakieś niebezpieczne lub źle zrobione psikusy. Wiedziała, że są sklepy, które parają się takimi żartami, ale tu nie było żadnego potwierdzenia, że produkt jest bezpieczny dla zdrowia. Był to żart bardzo podły i niechciany. Schowała czekoladki w odpowiednim pojemniki, nakleiła na nim etykietę z informacjami dotyczącymi tego skąd je ma i co mniej więcej robią. Zapisała karteczkę też dla szefa jakby sam się tym wyrobem zainteresował. Zmieniła plakietkę na drzwiach, aby ludzie z zewnątrz wiedzieli, że apteka jest czynna. Martwiła się trochę o tamtego mężczyznę, ale myśli o nim szybko uleciały w eter, gdy wpadła ponownie w wir pracy. W przerwach, gdy miała spokój czytała książkę o ziołach szukając takich, które wpływają na mowę. Chciałaby mieć umiejętność rozpoznawania poszczególnych składników po zapachu. Czasami z tymi prostymi jej wychodziło, ale nie wszystkie były łatwo wyczuwalne. Koniec sesji
|