Secrets of London
1972/wiosna/kwiecień/9 - Stanie Zoi - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122)
+---- Dział: Epping Forest (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=123)
+---- Wątek: 1972/wiosna/kwiecień/9 - Stanie Zoi (/showthread.php?tid=1666)



1972/wiosna/kwiecień/9 - Stanie Zoi - Mavelle Bones - 29.07.2023

Odkryj wiadomość pozafabularną
W lesie nieopodal Londynu natrafiasz na naprawdę dziwną... rzecz? Czy to na pewno rzecz? Czy to na pewno posąg? Jeżeli tak, to najlepsza rzeźba, jaką kiedykolwiek widziałeś. Skamieniała postać wyglądająca tak, jakby przed czymś uciekała. W jej oczach widać prawdziwe przerażenie. Postać uderzona ostrą rzeczą krwawi, ale nie daje się w żaden sposób przesunąć z miejsca na stałe. Najwyraźniej będzie tkwiła w tym lesie przez wieczność.

Las często skrywał wiele ciekawych rzeczy.
  Tyle że najczęściej sprowadzało się to do odkrycia ładnej roślinki, młodych zwierząt, ptaków, które widziało się pierwszy raz w życiu, grzybów i tak dalej, i tak dalej, wymieniać można było długo. W końcu w takich gęstwinach naprawdę kryło się sporo rzeczy, również i takich, co nieszczególnie chciały ujrzeć światło dnia.
  I o ile dla Mavelle las jako taki nie był czymś obcym – bo przecież dość często zapuszczała się w gęstwiny na spacery, zwłaszcza ze czworonogiem u boku, tak w tym przypadku, daleko była od przechadzek w celach odprężenia się, odetchnięcia od wszystkiego czy też najzwyczajniej w świecie – w celach przebieżki i utrzymania formy.
  Zwłaszcza że zazwyczaj nie zapuszczała się do podlondyńskich lasów, a przynajmniej nie ostatnimi czasy, chyba że… służbowo. Tak. I tak też właśnie było tym razem; dotarło do biura zgłoszenie, że ktoś widział coś wybitnie podejrzanego w lesie. A raczej kogoś. Że niby to był jeden z poszukiwanych przez Ministerstwo gagatków – cóż, niektórym może łatwiej było ukryć się w ostępach aniżeli w miejskiej dżungli, zwłaszcza że w lasach nie było tylu tłumów, co na londyńskich ulicach. I owszem, nie każdy miał odwagę, żeby zbadać dokładniej sprawę – oczywiście nie należało mieć tego za złe. Bo właśnie od tego były ministerialne służby, prawda? Od sprawdzania i łapania; zwykli czarodzieje mieli swoje życie, którym mieli jak najbardziej prawo spokojnie żyć, a nie wplątywać się w mało bezpieczne sprawy.
  Stąd też trafiła tutaj, próbując natknąć się na trop, i to całkiem dosłownie – nos Bonesów słynął ze swojej czułości, niczym u psów. Z tą różnicą, iż z członkiem rodu Bones zdecydowanie łatwiej było się porozumieć niż z czworonogiem, choćby był najprzyjaźniejszym psem na świecie. Mimo wszystko, futrzasty język mocno różnił się od tego używanego przez ludzi, więc… to nie było jednak takie proste, jak się mogłoby wydawać.
  Szła spokojnie, z różdżką w dłoni, starając się mieć oczy szeroko otwarte, a najlepiej to mieć je najzwyczajniej w świecie dookoła głowy. I węszyła. Jak na razie, nie natrafiała na żadne wonie, które nie wpisywałyby się w to, co zwykle wyczuwa się w lesie, czyli przeważnie igliwie, a w przypadku Bones również i takie subtelności, jak zwierzyna czy charakterystyczne wonie roślin.
  Cisza. Spokój. Ani widu, ani słychu delikwenta, ale za to w końcu natrafiła na… rzeźbę?
  - Ki pieron... – mruknęła pod nosem, zaciskając mocniej palce na różdżce. Zaczęła obchodzić ten dziwaczny posąg. I nie, nie znała się na sztuce rzeźbiarstwa, ale coś podpowiadało, że aż takie szczegóły nie powinny być możliwe. Chyba że twórca posągu był największym mistrzem, jakiego znał świat (tylko… co do cholery robił w środku lasu, kiedy powinien być na widoku?!) lub…
  … może to nie posąg?
  Cofnęła się o parę kroków i machnęła różdżką. Bez większego przekonania, ale lepiej dmuchać na zimne i po prostu sprawdzić.

Rozproszenie
[roll=Z]


RE: 1972/wiosna/kwiecień/9 - Stanie Zoi - Cynthia Flint - 01.08.2023

Czy spodziewała się zaklętego posągu w środku lasu, który znajdował się nieopodal serca Wielkiej Brytanii? Nie. Do niedawna nie posądzałaby się też o nocne przechadzki w sukience koktajlowej i transmutowanych szpilkach w kalosze, a jednak życie umiało zaskakiwać. Ostatnio wręcz los próbował wytrącić Cynthii jej ukochaną kontrolę spomiędzy palców, rzucając wyzwaniami pozbawionymi logiki, korzyści lub doświadczenia. A jednak je podejmowała.
Posąg nie mógł wyjść jej z głowy pomimo słów Shafiqa o tym, że odpowiedni departament się tym zajmie. Była nieprzyzwoicie ciekawa, jakiego użyto zaklęcia, dlaczego nie dało się go cofnąć i czy zdobyta w trakcie tego krótkiego okienka czasowego krew, nada się do czegokolwiek i pomoże w identyfikacji nieszczęsnej kobiety, którą spotkał los znacznie gorszy od śmierci. W jej głowie tliła się jeszcze jedna myśl, znacznie mniej słodka i urocza, bo przecież tym Flintówna okraszała się na co dzień, aby nie wzbudzać podejrzeń — a jeśli miała potencjał w sferze nekromancji i właśnie zaklęcia z tej wyklętej przez społeczeństwo gałęzi magii mogłyby uzyskać jakieś informacje? Nie mogła ryzykować odkryciem swojego hobby, nie mogła ryzykować posądzenia o noszenie masek lub powiązania z popularnym, przerażającym Czarnoksiężnikiem, których przecież nie miała.
Wróciła więc do tego cholernego lasu kilka dni później, tym razem ubrana w spodnie oraz koszule, mając na ramionach narzucony cienki, beżowy płaszcz na dwa rzędy guzików i przewiązywany w pasie. Jasne włosy związane w kitkę za pomocą szerokiej frotki, mieniły się srebrem przez leniwie wpadające przez korony drzew promienie słońca. Różdżkę miała w torebce — magicznie powiększonej, gdzie poza nią tkwiło mnóstwo mniej lub bardziej potrzebnych drobiazgów. Owszem, otoczenie było piękne — wiosna objęła już w pełni florę, wszystko tonęło w jasnej zieleni oraz kwiatach, których intensywny zapach wdzierał się do nozdrzy. Nad głowami ćwierkały ptaki, okoliczności przyrody sprzyjały refleksjom oraz spacerowi, ale nie po to tu przyszła. Dotarcie do właściwego miejsca zajęło jej kilka minut, a gdy tam dotarła, przeklęła bezgłośnie pod nosem. Nie była sama. Dlaczego na Merlina los jej zsyłał tych wszystkich ludzi w momentach najmniej odpowiednich.
- Ojejku, dzień dobry! Nie spodziewałam się tutaj nikogo! - przywitała się głosem wyjątkowo pogodnym, pozwalając swoim wargom ułożyć się wyuczony, uroczy uśmiech. Dziewczyna stanęła w niewielkiej odległości od swojego niespodziewanego towarzystwa, pozwalając sobie spleść ręce pod biustem, a dłońmi objąć ramiona. Intensywnie błękitne, jasne ślepia wędrowały pomiędzy twarzą Panny Bones a posągiem. Widziała, że ma podniesioną różdżkę. - Straszny los ją spotkał..
Westchnęła, kręcąc delikatnie głową, a gdy ta rzuciła właściwy czar, kamienna twarz wróciła do życia, ciało wprawiono w ruch. Oczy kobiety błyszczały przerażeniem, krzyk rozdarł panującą w lesie beztroskę, podrywając do lotu ptaki i płosząc jakiegoś zająca z krzaków. Cynthia doskonale pamiętała, że nie potrwa to długo, nim znów niczym potraktowała spojrzeniem bazyliszka, zamieni się w kamień.
Zmniejszyła dzielącą je odległość, powolnie podchodząc do kobiety i pozwalając swoim dłoniom opaść wzdłuż ciała, poprawiła materiał płaszcza. Jasne pasmo zakołysało się na bladej twarzy, a ona odwróciła głowę w stronę Mavelle, przesuwając spojrzeniem po jej twarzy. Kobieta była w brygadzie uderzeniowej, która czasem współpracowała z prosektorium, chociaż znacznie częściej byli to aurorzy. Znała ją z widzenia, próbowała również przypomnieć sobie zasłyszane na temat czarownicy informacje, bo przecież każdy głupi wiedział, że ich nieudolne Ministerstwo żywiło się plotkami. - Przysłali Panią, aby zbadała Pani sprawę tej biedaczki? Słyszałam, że ktoś miał się tym zająć, spróbować rozwikłać zagadkę. - zapytała z nutą zaciekawienia w głosie, bo nie była pewna, czy faktycznie przysłano by ją, czy trafiła tu z przypadku, czy może z polecenia Cathala. Może działała nieformalnie, robiła badania dla samej siebie? Jedno było pewna, Cynthia Flint dzisiejszego dnia mogła zapomnieć o swoich pierwotnych planach oraz założeniach. Jej Wyprostowała głowę, przenosząc wzrok na jeszcze chwilę temu ruchomą postać, która teraz znów tkwiła w bezruchu, mając niewątpliwie dziwne ułożenie i tym razem, zamknięte oczy, maskując swój strach. Okropny los zostać zaklętym w przerażeniu i desperacji.


RE: 1972/wiosna/kwiecień/9 - Stanie Zoi - Mavelle Bones - 06.08.2023

W istocie, bardzo szybko okazało się – bo wystarczyła odrobina skupienia i machnięcie różdżką - że posąg nie jest właśnie nim: wykutą z kamienia rzeźbą, którą stworzył mistrz rzemiosła, skoro był w stanie odwzorować najmniejsze nawet szczegóły. Czyli dokładnie to, co wzbudziło podejrzliwość Mavelle.
  I w zasadzie zdarzyły się dwie rzeczy: okazało się, że Bones nie jest sama (nie licząc odczarowanej kobiety) oraz że nie-posąg ma całkiem potężne płuca. I dość szybkie nogi. Oszołomienie miało wiele twarzy; część osób najzwyczajniej w świecie zamierała w miejscu, trzęsła jak osika, krzyczała lub milczała całkiem, a ona, ona… ruszyła przed siebie, tak po prostu, już, teraz, natychmiast, jakby goniło ją jakieś stado (którego tu przecież nie było).
  - Stój, poczekaj! – zawołała, odruchowo rzucając się za nią. Niepotrzebnie, odczarowana nie mogła daleko uciec, o czym zaraz brygadzistka przekonała się na własne oczy. Parę kroków, susów raczej, i… nie trzeba było być aż tak spostrzegawczym, jak brygadzistka, żeby zorientować się, iż kobieta ponownie kamienieje. Co do…?
  A, tak, towarzystwo. Cynthia Flint, zdaje się, kojarzyła tę twarz – głównie z czasów Hogwartu. I to głównie przez Brennę, kuzynkę, która była od niej rok młodsza. Ech, stare, dobre czasy, wszystko wtedy było prostsze… ale to nie moment na wspominki, bynajmniej. Zwłaszcza że…
  - Wiedziałaś, że ona tu jest – stwierdziła bardziej niż spytała, nie bawiąc się w grzeczności. Raz, że była skupiona na czym innym – bo znowu zaczęła obchodzić posąg, pozerkując na Flintównę – dwa, że jakkolwiek by nie patrzeć, po lesie buszowała w dość konkretnej sprawie. A że przy okazji trafiła na inną, która raczej kwalifikowała się do dokładniejszego zbadania, to już nieco inna sprawa. Właściwie to powinna po prostu zgłosić i dalej ruszyć przed siebie, zajmując się tym, po co przyszła… szlag. Ale z drugiej strony – wypadałoby zebrać jakieś informacje i… zaraz, zaraz, brzmiało, jakby ta sprawa już była w Ministerstwie!
  Czyli… zbierając do kupy to, czego już się zdążyła dowiedzieć: nie była pierwszą, która się natknęła na przerażoną kobietę, można ją było odczarować, ale zdecydowanie nie na długo. Co oznaczałoby, że ciążyła na niej jakaś silniejsza klątwa, czyli robota dla klątwołamaczy… zaraz, dlaczego Ministerstwo jeszcze żadnego nie wysłało, skoro najwyraźniej już powinno sobie zdawać sprawę z jej istnienia? Bo co, bo była kamieniem i mogła zapuszczać tu korzenie tak długo, aż zakwitnie? Bo kamienia nic nie zeżre? Niby las to las, niby dość łatwo o uniknięcie towarzystwa, ale jak widać – odnalezienie ofiary nie było najwyraźniej takie trudne i równie dobrze ktoś mógł mieć głupi pomysł i zechcieć spróbować roztrzaskać posąg.
  Tak, nie miała zbyt wielkiej wiary w ludzi.
  - W istocie, jestem tu służbowo – potwierdziła jakby wręcz od niechcenia, przystając w końcu na wprost skamieniałej, studiując jej twarz. Kusiło, żeby znów ją odczarować, tylko… czy nie będzie to nadaremne? - Co o niej wiesz? – spytała nagle, zerkając uważnie na Cynthię.


RE: 1972/wiosna/kwiecień/9 - Stanie Zoi - Cynthia Flint - 19.08.2023

Jej reakcja w istocie, była zaskakująca. Pamiętała swoją, gdy Cathal ją tu zabrał i ona należała do grupy osób zaskoczonych i zaciekawionych, ale pozbawionych strachu. Szybko ogarnęło ją współczucie, co nie zdarzało się przecież często, zwykle inni ją zwyczajnie nie obchodzili. Każdy żył swoim życiem, należało się skupić na czasie, który był dany, zanim kostucha zaciśnie palce w uścisku, zabierając słodkim pocałunkiem ostatni oddech. Los tej kobiety był przerażający, wieczna tułaczka w przerażeniu, odczarowywana głównie przypadkiem, gdy ktoś na nią się natknął. Zaklęta w momencie, który tak dobrze oddawało jej spojrzenie. Dokładnie to zapamiętała. Wciąż wychodziła z założenia, że najlepszym rozwiązaniem byłoby ukrócenie jej cierpień, rozbicie posągu i pozwolenie, aby umarła. Miała wrażenie, że odczynienie zaklęcia lub też klątwy nie będzie możliwe, zerknęła trochę do ksiąg.
Mavelle biegła szybko, próbując kobietę chyba złapać, co Cynthia obserwowała uważnie. Słysząc słowa kobiety, przeniosła na nią spojrzenie.
- Tak, dlatego tu wróciłam. Byłam ciekawa, czy udało się tej biednej kobiecie pomóc. - wyjaśniła zgodnie z prawą właściwie, wzruszając delikatnie ramionami. Pominęła jedynie okoliczności, w których posąg znalazła, bo nie chciała wplątać Cathala w kłopoty, ani tym bardziej swojej reputacji. Blondynka podeszła do Bones, trzymając dłonie splecione pod biustem. Przyglądała się czarownicy, próbując zgadnąć, o czym myślała. Ona była tą osobą, która miała zająć się sprawą posągu? A może trafiła tu przypadkiem? Ministerstwo miało teraz wiele na głowie, czasy były naprawdę niespokojne.
- Ah, rozumiem. - zaczęła, uznając to za odpowiedź na swoje gdybanie o celu jej wizyty. Cóż, dziś raczej posągu nikt nie uszkodzi, skoro istniała nadzieja, że wreszcie ktoś się tym zajmie. Pamiętała jednak to, co powiedział jej Shafiq i niestety, nie napawało to optymizmem. Przeniosła spojrzenie z Bones, na kamienną kobietę. Jej twarz znów wyrażała emocje, głównie strach, ale i nutę bezradności. Przez myśl jej przemknęło, że była naprawdę piękną kobietą, czy czarownicą? Przysunęła się bliżej, wysuwając dłoń i przesuwając chłodnymi palcami po zamienionym w głos, lodowatym policzku, który chwilę wcześniej był miękki i zaróżowiony od wysiłku. - Niewiele. Rozproszenie ściąga zaklęcie tylko na chwilę, jeśli ją zranisz podczas tego momentu, będziesz w stanie pobrać krew do badań, ale nie jestem pewna, czy cokolwiek na jej temat będzie w rejestrze. Wyniki mogłyby być niewłaściwie, zważywszy na to, że czas dla tej biedaczki stoi w miejscu. Kamień zdaje się odnawiać po kolejnych próbach ożywiania jej, więc trudno oszacować, jak długo trwa jej udręka. Nie jestem pewna, czy to klątwa, czy zaklęcie. - mówiła dość rzeczowo, zupełnie jakby składała raport, do czego była przyzwyczajona. Nauka pod Lycoris oraz Williamem sprawiła, że była w tym naprawdę dobra, umiała wybrać informacje istotne z natłoku tych mniej ważnych. - Jej ciało się nie starzeje, rany się regenerują. Wszystko jest zatrzymane w czasie. Ma wyraz oczu jak nieboszczyk, którego ostatnim widokiem była twarz oprawcy.
Zakończyła z westchnieniem, cofając dłoń. Nie była pewna, co ona mogła zrobić dla posągu i czy w ogóle powinna. Na pewno biuro przejrzano już listy osób zaginionych, szukając do kogoś podobieństwa. Miała dość charakterystyczne rysy twarzy. Cathal pewnie miał rację, nie stała tu krótko, sugerowało to również ubranie - wystarczyło pomyśleć nad trendami oraz modą, a to, co nosiła, nie było tym, co noszono w czasach, które znała Cynthia. Przeniosła wzrok na Mavelle, zastanawiając się, jaki ma plan działania względem kamiennej kobiety.


RE: 1972/wiosna/kwiecień/9 - Stanie Zoi - Mavelle Bones - 27.08.2023

Ze wszystkich rzeczy, jakie widziała i słyszała, była pewna jednego: tego posągu nie powinno tu być. Nie i już. Zastanawiało trochę, dlaczego nadal tu stał, skoro ktoś już wiedział o jego istnieniu – ba, nie zdziwiłaby się, gdyby przed Cynthią znacznie więcej osób natknęło się na skamieniałą kobietę – i nie tylko wiedział. Bo skoro Flint pytała o przysłanie – sprawa została zapewne zgłoszona.
  Osobiście Bones o niej nie słyszała na korytarzach Ministerstwa – więc być może ten, kto sprawę otrzymał się nią nie chwalił i nigdzie nie omawiał, a może po prostu zgłoszenie zostało gdzieś pogrzebane i zapomniane. Sprawa do sprawdzenia, w każdym razie, bo jednak nie wypadało pozostawić żyjącej przecież – nawet jeśli wydawałoby się na pierwszy rzut oka, że jest wręcz przeciwnie – osoby samej sobie, na wieki.
  Bo co się działo pod tym kamieniem? Czy była cały czas wszystkiego świadoma? Czy również i jej umysł zostawał zamrożony w czasie, niczym muszka w bursztynie? A jeśli pojawi się ktoś, kto po prostu zechce rozbić statuę? Czy było to w ogóle możliwe? I co by się wtedy stało…? Znaczy, och, zapewne w ten sposób skończyłby się żywot kobiety, jak można się było domyśleć, tylko… czy nie wiązałoby się to dla niej z większym cierpieniem?
  Nie, Mavelle nie planowała się tego dowiadywać, testować, sprawdzać. To się kłóciło z jej poglądami na świat i życie; nawet jeśli takie myśli przemykały, to nadal to było bardzo dalekie od sięgnięcia po różdżkę po to, by empirycznie przekonać się odnośnie możliwych skutków tych dość skrajnych działań.
  Za to obserwowała czujnie poczynania Cynthii, nie do końca pewna jej intencji. Owszem, różdżkę już dawno opuściła, ale daleko jeszcze była do jej schowania… równie dobrze z tego względu, że mogła chcieć ponownie rozproszyć czar, by spróbować porozmawiać z zaklętą kobietą. I choć ta twierdziła, że wiedziała niewiele, to… na dobrą sprawę, to było całkiem sporo informacji. Hm.
  - Chyba bardziej klątwa? Nie jestem pewna, czy zaklęcie byłoby tak… oporne. Nie mówiąc już o tym, że prędzej czy później by się rozwiało samo, a skoro wygląda na to, że ona jest w takim stanie już od dłuższego czasu... – to z czymkolwiek miły teraz do czynienia, z pewnością nie było zwykłym zaklęciem. Bo czary nie były – niestety – specjalnie trwałe. Klątwy już cechowały się większą upierdliwością, delikatnie mówiąc, i potrafiły przetrwać naprawdę długo. Tak, zdecydowanie powinien ją był obejrzeć klątwołamacz… a może już był? Tak, to też do sprawdzenia.
  - Próbowałaś z nią porozmawiać? – spytała, zastanawiając się. Teraz przeklęta kobieta uciekła z krzykiem, ale może? Może, jeśli próbować dostatecznie wiele razy, to by się w końcu udało…?


RE: 1972/wiosna/kwiecień/9 - Stanie Zoi - Cynthia Flint - 28.08.2023

To było pierwsze, co Cynę zaintrygowało, gdy Cathal ją tu przyprowadził w koktajlowej sukience i szpilkach, które przetransmutowali w wygodniejsze buty — skąd na Merlina ten posąg się tutaj wziął? Nie był to opuszczony las gdzieś na końcu świata, odwiedzali go zarówno mugole, jak i przedstawiciele świata czarodziejów. Musieli ją widzieć. Uznali ją za dzieło sztuki? Skąd tu przyszła, jak długo trwał proces rozpraszania, że zdołała przebiec? A może ktoś ją tu przeniósł zaklęciem? Pytań było naprawdę dużo. Najbardziej jednak intrygowała Cynthię jej krew i fakt, że ciało się samoistnie goiło, gdy kolejny raz wracało do życia. To było zaawansowane, stare zaklęcie, bo za nic nie mogła takiego skojarzyć z ksiąg, które czytała.
Nie wierzyła, że Cathal by ją okłamał, mówiąc, że jakaś jego znajoma się tym zajmie.
No właśnie, czy posąg można było uznać za żywy, czy może martwy? Shafiq sugerował, że była dość leciwa, pomimo złudnie młodej aparycji. Błękitne oczy Cynthii raz po raz przesuwały po posągu, jakby spodziewała się, że odkryje tam coś nowego. A jedynym nowym elementem otoczenia była Mavelle Bones, która wyglądała na odrobinę zdezorientowaną. Początkowo blondynka myślała, że przysłało ją właśnie Ministerstwo do rozwiązania tego posągowego problemu, jednak im dłużej przyglądała się dziewczynie, tym mniej była o tym przekonana.
- Intrygujące, prawda? - skomentowała jej minę uprzejmie, przechodząc kilka kroków dookoła kamiennej kobiety, przesuwając dłonią po jej uniesionej w ucieczce ręce, która miała chyba ją ułatwić, przyśpieszyć. Miała taką przerażoną twarz. Cyna nie była królową empatii, zwykle miała wszystko gdzieś, skupiając się jedynie na angażowaniu w życiu najbliższych, ale taki los był potworny. Chyba najgorszy, z jakim się spotkała, bo zwykła i klasyczna śmierć, wydawała się całkiem przyjemna w obliczu zostania przeklętym, zamkniętym w jednej chwili i w przerażeniu pomnikiem.
- Nie znam się zbyt na klątwach. Czy jej nie zdjęłoby rozproszenie? - spojrzała na nią, przenosząc całą uwagę z posągu na Bones. Wiedziała niby trochę, ale jednak nic, jedynie podstawowe rzeczy, jeśli przyjrzeć się temu bliżej. Umiała też poznać wyrazu oczu człowieka, który patrzył na swojego oprawcę, z tym akurat miała duże doświadczenie. - Sugerując się ubraniem, pewnie powyżej stu lat? - przesunęła palcem po rękawie jej sukienki, charakterystycznej dla jednego z minionych okresów mody. Nigdy nie lubiła strojenia się, nie przykładała wagi do nowych trendów, ale większość kobiet na salonach już tak. Było to równie nudne, co haftowanie, a jednak jedynym tematem, który z tymi dwoma wygrywał, były romanse. Większość kobiet była naprawdę głupia. - Nie, ja nie. Ona tylko krzyczy. Nie słyszy Cię, jakby Cię nie widziała. Chcesz spróbować? - zapytała ją ze spokojem, sugerując, że może z tym pomóc. Nie była pewna, czy Ministerstwo może cokolwiek z nią zrobić. Może warto byłoby ją tam przenieść, może Departament Tajemnic by się nią zajął? Głupio było ją tak zostawić w tym lesie, kolejny raz. Nie miała jak jej rozbić, nie miała też, jak jej odczarować. Owszem, pobranie krwi byłoby rozwiązaniem, ale czy w czymkolwiek by pomogło? Jeśli odpowiednie służby zostały poinformowane o jej istnieniu, pewnie już pokrewieństwa sprawdzili. Może kobiety mniej się wystraszy lub uruchomi coś w jej umyśle, odblokuje, co pozwoliłoby jej przestać krzyczeć i chociaż spróbować udzielić odpowiedzi? Nie miała zbyt wielkich nadziei, ale magia płatała czasem figle, najbardziej banalne rozwiązania okazywały się najlepszymi.


RE: 1972/wiosna/kwiecień/9 - Stanie Zoi - Mavelle Bones - 30.08.2023

- Delikatnie mówiąc - zgodziła się z Flintówną. Tyle że to nie było po prostu intrygujące - tylko najzwyczajniej w świecie smutne. Żywa istota, uwięziona. Choć jeśli nie miała świadomości w okresie pozostawania kamienną statuą - to było to błogosławieństwo w morzu przekleństwa. I miała nadzieję, że dokładnie tak było.
  - Gdyby to było takie proste - machnąć różdżką i - pstryknęła palcami wolnej dłoni - już. Nie ma klątwy, nie ma żadnego innego zaklęcia. Klątwołamacze, proszę się rozejść, nic tu po was - uśmiechnęła się blado. Blado, bo wesołość jako taka wydawała się być dość niestosowna, kiedy obie miały pod nosem zaklętą w kamień kobietę, zamrożoną w czasie, tkwiącą tu nie wiadomo tak naprawdę, ile. Z drugiej strony... jeśli znajdowałaby się tu całe dekady - czy możliwym było, by mało kto do tej pory o tym słyszał? Czy nie zakorzeniłoby się to gdzieś w świadomości czarodziejów, którzy kręcili się głównie po Londynie? Że gdzieś w lesie znajduje się wiecznie uciekająca kobieta...
  ... a może ktoś (kto i po co?) relatywnie niedawno ją tu przesunął? Lub, wbrew pozorom, ta klątwa (bo tak to, póki co, Mavelle postrzegała) to tak naprawdę całkiem świeża sprawa? Tyle pytań. Tyle odpowiedzi, których raczej nie znajdzie w tym miejscu - chyba żeby zdecydowała się jednak spróbować porozmawiać z nie-posągiem, ale... informacje, jakie pozyskiwała, kazały w to wątpić. I nie podzieliła się swoimi przemyśleniami na ten temat.
  A przecież Bones nie przyszła tu na spacer.
  I w zasadzie mogła wrócić tu później, żeby przyjrzeć się sprawie bliżej.
  - Nie teraz - zdecydowała w końcu, dochodząc do wniosku, że - nomen omen - nieznajoma przecież nie ucieknie. A przy okazji, może w międzyczasie zdąży zasięgnąć języka i dowiedzieć się, czy ktoś przypadkiem już się na nią nie natknął, nie badał, może już wdrażano jakieś procedury, tylko po prostu nie zdążono się z tym uwinąć, zanim na to natrafiła? Może, tak dużo może… - Postaram się później wrócić, mam nadzieję, że nie zniknie nagle – dodała chmurniej. Ale przecież nie będzie warować i czekać w nieskończoność, skoro musiała… no właśnie. Stąd też krótko pożegnała się z Cynthią i zniknęła pomiędzy drzewami, zostawiając kobietę z posągiem – Flint zatem mogła w spokoju, najwyraźniej, pobrać tę krew, gdyby zechciała...


Koniec sesji