Secrets of London
Lato 1965 | Leave him like his dad did - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: Lato 1965 | Leave him like his dad did (/showthread.php?tid=1719)



Lato 1965 | Leave him like his dad did - The Edge - 17.09.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - The Edge - Piszę więc jestem
Któryś z cieplejszych dni lipca 1965 roku
Londyn, magiczne dzielnice
Flynn Bell & @Avelina Paxton

Oczekiwanie, że wszystko czego się podejmiemy ułoży się w idealny sposób... było niebezpieczne. Nikt nie był nieomylny, nikt (nawet i sam ten pierdolony Dolohov) nie mógł przewidzieć wszystkiego, nie mógł założyć z góry, że wie idealnie kto podejmie się działań przeciwko naszemu sukcesowi. Flynn powinien już na tym etapie to rozumieć - nie był tępy, nie był w tym wszystkim nowy, zdążył już nabrać sporo doświadczenia, a jednak - popełniał te same błędy.

ŁAPAĆ GO!

Krzyk brygadzisty poniósł się po ulicy, a zgromadzeni wokół czarodzieje zaczęli nerwowo rozglądać się dookoła siebie. Mężczyzna od razu zrozumiał, że nie ma żadnych szans na ukrycie się przed nachalnym wzrokiem ludzi. Szybkie zaklęcie mające odwrócić ich uwagę od jego twarzy, kaptur zarzucony na głowę i biegnie - czarne pukle wystają spod niego, on jednak ma nadzieję na to, że żadna z tych osób go po tym nie zapamięta. (Spoiler: mylił się.) No i biegnie - na złamanie karku, po brukowanej ulicy, tak szybko jak tylko mógł. ŁAPAĆ ZŁODZIEJA!

Musiał ich jakoś zgubić, a przeciskanie się przez zszokowany tłum wydawało się najgorszym pomysłem na świecie. Skręcił więc w jedną z bocznych alejek, którą można było skrótem dostać się na Nokturn, a przynajmniej tak mu się wydawało, ale ścieżka mająca potencjalnie uratować mu tyłek, była zablokowana wysoką ścianą, a pomiędzy budynkami nie znalazł nic, co mogłoby pomóc mu się schować. Stała tam tylko jakaś dziewczyna - strasznie młoda i chyba odrobinę skołowana zamieszaniem. To była straszna klisza, ale objął ją szybkim ruchem, oparł się plecami o ścianę i przysunął ją do siebie blisko, chcąc wyglądać na przynajmniej odrobinę wyluzowanego. Był rozgrzany od biegu, dyszał i próbował nie patrzeć w bok, nie chcąc zwrócić na siebie niczyjej uwagi. Oczywiście ta zagrywka mu się nie udała, takie rzeczy udawały się chyba tylko i wyłącznie w filmach - Brygadziści wbiegli do tej bocznej alejki, a Edge musiał zareagować szybko - pchnął tę dziewczynę w ich stronę, a kiedy ci spróbowali złapać ją i uchronić przed upadkiem, ten rzucił się na gzyms budynku jak małpa i zaczął wspinać po ścianie tak, jakby była to najłatwiejsza rzecz na świecie, chociaż nikt normalny nie powinien móc utrzymać się w takiej pozycji. Pracownicy Ministerstwa rzucili kilkoma przekleństwami i kontynuowali swój pościg, bo Edge zniknął w wybitym oknie i po chwili Pokątna wróciła do typowego dla siebie hałasu rozmów i spokojnego rytmu poruszania się odwiedzających ją czarodziejów.

Avelina znów znajdowała się w alejce sama. I nic się jej nie stało. No, przynajmniej fizycznie. Psychicznie musiała być naprawdę rozbita przez to, że kimkolwiek był ten skoczny drań, który obmacał ją na ulicy, nie mógł być szczególnie inteligentny, bo obejmując ją, zgubił przypiętą do paska, materiałową sakiewkę zawierającą najpewniej to, co ukradł. Był to cios podwójny, bo nie zauważyli tego ani on, ani ścigający go Brygadziści.


RE: Lato 1965 | Leave him like his dad did - Avelina Paxton - 18.09.2023

Szkoła skończyła się niedawno, a jej myśli potrzebowały nowego celu. Gdy tylko wróciła do Londynu zaczęła szukać dla siebie pracy, zajęcia, miejsca, w którym będzie mogła wpaść w wir pracoholizmu, aby zapomnieć, aby nie myśleć o swoich pragnieniach, o tym, że chciała się spotkać z dawnym przyjacielem. On nie odezwał się do niej, więc ona nie powinna robić tego samego. Powinni zająć się swoim życiem tak jak postanowili, tak jak obiecała sobie i jemu. Nie potrafiła nic poradzić na swoje myśli, a potrzebowała wracać do domu zmęczona, aby nie mieć siły na zbędne analizowanie własnego życia. Potrzebowała myśleć o tym, aby coś zjeść i paść plackiem na łóżko. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie chciała podjąć pracy w Ministerstwie, bo wiedziała, że gdzieś na jego korytarzach może spotkać jego, a do pracy w Szpitalu się nie nadawała, ponieważ była zbyt wrażliwa i nie lubiła za bardzo kontaktów z chorymi. Nie potrafiła się odpowiednio zachować. Potrzebowała miejsca, w którym będzie mogła się poświęcić, gdzie będzie mogła być bardziej samotniczką, a kontakt z drugim człowiekiem polegałby tylko na krótkich rozmowach. Była nawet kilka dni w barze jako kelnerka, ale szybko wyleciała, gdy jeden z klientów nie zachował się wobec niej w odpowiedni sposób i spotkał się z jej pięścią. Dzisiaj znalazła ofertę w aptece jako stażystka na douczenie się warzenia eliksirów i sprzedaży oraz realizowania recept. Zajęcie opisane w ogłoszeniu było w miarę odpowiednie, nie mogła znaleźć zbyt wielu minusów, więc postanowiła zgłosić się do pracy.

Niestety, albo to ona zbłądziła, albo adres podany w ogłoszeniu był nieprawidłowy, ponieważ trafiła w ślepy zaułek. Kręciła się tam już dobre kilka minut nie za bardzo wiedząc, gdzie ma się udać i jak odnaleźć ową aptekę. Była sfrustrowana i delikatnie wściekła. Adres z kartki, którą trzymała w ręku był prawidłowy, ale miejsce nie wyglądało jak to miejsce, którego szukała. Gdy usłyszała rumor za plecami odwróciła się i spostrzegła mężczyznę, który biegł w jej stronę. Jej brązowe oczy patrzyły na niego skołowane, zaskoczone i szeroko otwarte. Gdy ją złapał i przyciągnął do siebie; krzyknęła. Jej serce zalała obawa i strach przed tym, co mogło ją teraz spotkać. Normalnie, gdyby sytuacja nie działa się tak szybko to mężczyzna posmakowałby jej wątłą piąstkę na swoim nosie, ale teraz była za bardzo zszokowana. Nie zdążyła się mu nawet przyjrzeć, gdy została odrzucona w stronę Brygadzistów. Wpadła na nich niczym kula w kręgle, a dzięki temu, że była lekka i drobna została szybko złapana. Niestety jej napastnik uciekł. Z jej ust wydostało się tylko siarczyste przekleństwo, ponieważ nie tego oczekiwała od tego dnia. W Hogwarcie nie spotykały jej takie rzeczy. Tam jedynie dostała raz szlaban za wymknięcie się po ciszy nocnej do cieplarni po składniki do eliksirów, które warzyła ponad programowo w opuszczonej łazience. Brygadziści pobiegli dalej, a ona została tam sama zdecydowanie bardziej rozbita niż wcześniej, a także przerażona faktem, że jakiś obcy facet skaczący po gzymsach jak małpa próbował ją zmacać. Nie wiedziała, czy było to jego ulubione zajęcie między uciekaniem przed policją, a wybijaniem okien, ale nie było to zbyt przyjemne. Pokręciła głową, aby wyzbyć się tego szoku, który ją ogarniał. Potem dostrzegła sakiewkę, która leżała na ziemi w miejscu, w którym ktoś ją obmacał. Podniosła ją z zamiarem oddania jej później w ręce Brygadzistów.

W zaułku pojawiła się po chwili sówka z listem, którego treść brzmiała tak: jeśli jesteś osobą zainteresowaną stażem w aptece to wybacz mi, ale podałem zły adres. Proszę udaj się tutaj… jeśli nie przekaż ten list osobie, która tu przyjdzie. Avelina parsknęła pod nosem uznając, że jej szef będzie zdecydowanie ciekawą osobą, pokręciła głową i z duszą na ramieniu wyszła z zaułka. List zgniotła i rzuciła na stertę kartonów, które leżały w rogu alejki. Sama udała się pod wskazany adres chcąc się zgłosić do pracy, ponieważ to na tym jej teraz zależało, potem miała zamiar udać się do Brygady Uderzeniowej oddać sakiewkę, którą znalazła w alejce. Wiedziała, że powinna to zrobić najpierw, ale zależało jej na podjęciu jakiejkolwiek pracy. Dobijała osiemnasta, a ona dopiero opuściła swoją wymarzoną aptekę. 




RE: Lato 1965 | Leave him like his dad did - The Edge - 24.09.2023

Jeżeli panna Paxton nie chciała mieć na głowie obszczymura, który ją wcześniej w tej alejce napadł, pozostawienie za sobą adresu, do którego zmierzała, było oczywiście błędem. Flynn nie był człowiekiem doskonałym i często coś mu nie wychodziło, ale głupi miał zawsze szczęście. Kiedy udało mu się wreszcie zgubić ten pościg i zorientował się, że oprócz Brygadzistów zgubił też to, po co w ogóle go tutaj wysłali, wiedział dobrze, że musi tam wrócić. No i wrócił, bo nie miał innego wyjścia - nie mógł wrócić z niczym, bo jego sytuacja życiowa po prostu nie pozwalała na sytuację, w której wraca z niczym. I jedynym tropem, jaki znalazł, była ta kartka, więc...

Czy zauważyła go, kiedy zwisał do góry nogami, zaczepiony o gzyms i zaglądał do wnętrza „Mikstur Ravena” przez boczne okienko prowadzące do zaplecza?

Dźwięki wieczornego miasta były już spokojne - nikt nikogo nie gonił, nikt nie krzyczał. Czarodzieje po ciężkiej pracy zmierzali do swoich domów i okolicznych barów, chcąc odpocząć, bo nużącym i gorącym dniu - na wyspach rzadko bywało aż tak gorąco jak dzisiaj. Flynn spodziewał się, że drobna dziewczyna po wyjściu ze swojej rozmowy kwalifikacyjnej (którą bezczelnie podsłuchiwał, po tym jak zauważył, że ma ze sobą jego worek), obierze podobny kierunek. Avelina szła tylko zatłoczonymi uliczkami, zmierzała w stronę Kotła, gdzie albo napije się kremowego piwa, albo spróbuje przedostać się na Charing Cross Road. Kocioł był dobrym miejscem, żeby zgarnąć kogoś z zaskoczenia, ale tuż przy nim stał umundurowany Brygadzista spisujący jakiegoś kolesia... Pewnie byli wyczuleni na takich jak on, a i ona mogłaby przekazać Brygadzie jego zgubę, toteż musiał zadziałać szybko.

Podszedł do niej szybko, klaskając w dłonie, wykonując tym samym bezróżdżkową inkantację, mającą na moment skleić jej usta w nieco żenującym uśmiechu. Sam zrównał ich krok, otoczył jej biodro ramieniem i wesoło powiedział:

- Nicole, jak dobrze cię widzieć... - i skierował ich kroki do bocznej alejki prowadzącej na Nokturn. Jednej z tych, gdzie nikt o zdrowych zmysłach się nie zapuszczał. - Oddasz mi to, co zabrałaś, nic ci nie zrobię - powiedział półszeptem, po czym puścił ją, ale wciąż blokował jej wyjście z alejki.




RE: Lato 1965 | Leave him like his dad did - Avelina Paxton - 24.09.2023

Szef od razu zaczął jej wszystko pokazywać, czym miałaby się zajmować, jak wyglądałaby jej rutyna w tym miejscu, a Avelina czuła się jak w niebie. Zawsze marzyła o takim miejscu, zawsze marzyła o otwarciu swojej własnej apteki, ale na razie musiała zdobyć jakiekolwiek doświadczenie, więc zaczęcie pracy u Ravena było czymś odpowiednim na ten moment. Może za dwa lata zabrałaby się za swój własny biznes? Od razu złapała wspólny język z właścicielem, od razu zaczął jej nawet pokazywać jeden z eliksirów, który najczęściej schodzi z półek i, który zapewne będzie musiała warzyć jeśli tam zostanie. W czasie oprowadzania coś rzuciło się jej w oczy w okienku na zapleczu, ale uznała to za jakiegoś gołębia, albo polującego ptaka i nie przyjrzała się za bardzo, bo miała inne zajęcia.

W końcu delikatnie zgarbiona szła zatłoczonymi uliczkami. Szukała jakiegokolwiek Brygadzisty, bo nie chciała iść bezpośrednio do Ministerstwa za bardzo, ale jeśli zostanie do tego zmuszona to nie będzie mieć wyboru. W końcu jednego dostrzegła i już chciała do niego podejść, chciała się odezwać, ale jej usta odmówiły posłuszeństwa. Straciła mowę, a wargi pomalowane na czerwono wygięły się w dziwnym, mimowolnym uśmiechu. Nagle na jej biodrze pojawiła się obca dłoń, chciała się wyrwać, ale nie dano jej na to szansy. Nie mogła nawet wołać o pomoc. Spojrzała na swojego napastnika ze strachem w oczach. Czuła jak serce podchodzi jej do gardła. Chciała mu powiedzieć, że ją pomylił, że nie jest Nicole, ale potem wspomniał o tym, że mu coś zabrała i dotarło do niej, że musiała być to ta małpa z tamtego zaułku. Rozszerzyła oczy w przerażeniu. Gdy ją puścił bez zastanowienia przywaliła mu w twarz z otwartej dłoni za to, że drugi raz tego dnia śmiał ją zmacać, a potem dobyła swojej różdżki.

– Spierdalaj, nie wiem o czym mówisz! – krzyknęła i spojrzała w dal, aby wiedzieć ile ma szans na przedostanie się z powrotem i ucieczkę od niego. – Puść mnie bo będę krzyczeć – ze stresu nie mogła sobie przypomnieć żadnego zaklęcia. Nie była dobra w ich rzucaniu, wolała zdecydowanie chować się za kotłami od eliksirów i nie wychylać nosa podczas pojedynków, gdy takowe się odbywały. W dodatku ledwo skończyła szkołę, a już musiała mierzyć się z pierwszym zagrożeniem życia codziennego poza Hogwartem. Tego jej nie uczono.




RE: Lato 1965 | Leave him like his dad did - The Edge - 25.09.2023

Pogładził uderzony policzek i cmoknął ustami. Najwyraźniej był już przyzwyczajony do tego, że laski dawały mu z liścia w twarz... i w sumie nie było to jakoś szczególnie zadziwiające.

- Oh, dobrze wiesz, o czym mówię, oddaj mi po prostu ten worek po dobroci.

Crow nie chciał zabrzmieć groźnie. Wręcz przeciwnie - chciał zabrzmieć łagodnie. No bo tak sobie chłodno wykalkulował - gdyby to był ktoś koszmarnie zły, ktoś, kto by się chciał przy okazji na jego nieszczęściu wzbogacić, to by go musiał zastraszać, ale w tym przypadku... To była młoda dziewczyna, nie znaczyło to od razu, że będzie skrajnie naiwna i uległa, ale mógł oczekiwać od niej nieco empatii. Dlaczego więc nie spróbować zagrać tego na kogoś, kto po prostu nie miał wyboru? Kogoś przypartego do muru, na kogo czekała gdzieś tam rodzina, żona, małe dziecko. To na takie małolaty zawsze działało, bo miały w sobie dużo (zdecydowanie za dużo...) wiary w ludzi, nawet takich osobników jak on, czyli wyjętych spod prawa. Ba, miał wrażenie, że takie typy spod ciemnej gwiazdy zapalały w ich głowach nie tę lampkę co trzeba, bo od razu zaczynały wierzyć w to, że sytuacja, w jakiej się znaleźli, była bardzo skomplikowana, a gdyby ktoś na pewnym etapie ich życia okazał im trochę uczucia, zapewne nie byliby tym, kim teraz są.

- Niczym tu nie zawiniłaś, ale nie mogę wrócić bez niego, więc nie krzycz, bo ja naprawdę nie chcę cię uciszać. Ja po prostu bardzo, ale to bardzo - brzmiał tak, jakby naprawdę mu na tym zależało, a w środku nie znajdowały się wcale rzeczy z przemytu, które musiał odzyskać po tym, jak sprawy w porcie ułożyły się trochę koślawo... - muszę to komuś zwrócić, zanim minie północ.

Nie był mistrzem sztuki manipulacji, ale... ile ona mogła mieć lat, pewnie nie więcej niż dwadzieścia.




RE: Lato 1965 | Leave him like his dad did - Avelina Paxton - 28.09.2023

Różdżkę cały czas celowała bezpośrednio w niego. Nie musiał przecież wiedzieć, że nie była dobra w pojedynkach. Znała kilka nieszkodliwych zaklęć, które pomogłyby wyjść jej z tarapatów, ale stres skutecznie ćmił jej umysł. Chciała też dać mu może szansę na wytłumaczenie swojego zachowania? Nie była pewna, ale na pewno nie miała zamiaru go bagatelizować i po prostu atakować zaklęciem, bo mogła trafić na typa, który mógł maczać palce w czarnej magii, prawda? Czasy były niespokojne, a ona ledwo ukończyła szkołę. Avelina od zawsze myślała racjonalnie, spokojnie i z każdej opresji starała się wyjść bez niepotrzebnej bójki. Czasami ktoś nazwał ją tchórzem, ale nie przejmowała się tym. Po prostu wolała inaczej rozwiązywać swoje problemy. W jej ciemnych oczach tlił się strach, mrużyła je jednak gniewnie, ponieważ mimo wszystko mężczyzna wyprowadził ją z równowagi. Nie lubiła tego u nich, że zawsze posługiwali się siłą fizyczną w próbie dominacji nad kobietami. Avelina też nie była naiwna, myślała pragmatycznie i nie ufała byle jakim przystojniakom z zaułków skaczących po gzymsach budynków.

Jej bystre oczy przyglądały mu się uważnie i zagatkowo. Oparła wolną dłoń na biodrze, które lekko wypchnęła w bok. Zagryzła wargę myśląc chwilę nad czymś.

– Załóżmy, że mam to, co chcesz. Jeśli ci to oddam, co będę z tego mieć? – czy była egoistką? Nie, ale zawsze wiedziała, że są sytuacje, w których można coś ugrać. W każdym momencie mogłaby zmienić się w kota i zwiać mu, więc może coś z tego zyska? Avelina nigdy nie robiła nic za darmo jeśli przeciwna strona nie była jej przyjacielem, a ten mężczyzna był złodziejem, kimś kogo ścigała Brygada, więc nie mógł być dobry.




RE: Lato 1965 | Leave him like his dad did - The Edge - 01.10.2023

A on różdżki nie wyciągnął. Po pierwsze dlatego, że jej nie posiadał, bo nie potrzebował do rzucania zaklęć czegokolwiek poza skupieniem. Po drugie - to dodawało jakieś wrażenie bezbronności, pokojowego nastawienia, tak przynajmniej zakładał. No bo jeżeli ona w niego cały czas celowała, to musiała mieć jakieś złudne poczucie bezpieczeństwa, prawda? Jakby w nią celował nożem, nie byłoby mowy o spokoju.

To, co o niej myślał, było okropne. Stała tak z tą rączką na biodrze, próbowała zaprezentować jakoś dominację nad nim, ustawić się wyżej w sytuacji, jaką zgotował jej los, ale Flynn w gruncie rzeczy był pewien zwycięstwa w przypadku ewentualnej potyczki... Pracując dla M. F. musiał już dopuścić się gorszych grzechów, niż zaciągnięcie jakiejś panny do bocznej alejki. Sprawy Madame musiał rozwiązywać siłą, popełnił już wiele karygodnych przestępstw, jego współpracownicy pewnie by go wyśmiali, że snuł w głowie plany o tym, jak to mógłby tę dziewczynę wziąć na litość, zwieść. Cokolwiek, żeby nie musieć robić jej krzywdy.

Kiedy się okładało zbirów napadających na Madame, czuło się nieco inaczej, niż kiedy naprzeciw niego stała taka Avelina Paxton. A on, wbrew pozorom, nie był aż tak zepsutym człowiekiem, żeby chcieć kogoś dźgnąć dla kilku magicznych kamyczków.

Rozłożył bezradnie ręce.

- Dobre samopoczucie? Świadomość tego, że mnie nie powiesili po tym jak wróciłem z niczym? - Wzruszył ramionami. - A czego w ogóle chcesz, co byś chciała na tym ugrać?

I w świetle szukania w tej scenie jakichkolwiek korzyści... dlaczego zakładasz, że możesz się ze mną równać, że możesz dyktować tutaj jakieś warunki?

Może się po prostu wobec niej pomylił. Zawsze brał młodsze od siebie osoby za dzieciaki, nie potrafił przypisywać im negatywnych cech, ale w jej wieku miał już pewnie krew na rękach. Ten świat był o wiele gorszy, niż chciał w to wierzyć.




RE: Lato 1965 | Leave him like his dad did - Avelina Paxton - 02.10.2023

Avelina natomiast była pewna porażki jeśli doszłoby do pojedynku nawet trzymając w ręce różdżkę. Zapewne zmieniłaby się w swoją kocią formę i uciekła. Może powinna to zrobić? Może powinna pierdolić rozmowę z tym człowiekiem i po prostu zwiać jak tchórz. Dziewczyna jednak nie chciała, aby ktoś ginął z powodu tak prozaicznego powodu jak mały worek z tajemniczą zawartością. Nie, nie zajrzała do środka mimo ciekawości wolała nie wiedzieć co znalazła. Wolała to oddać służbom, które zajmą się sprawą, ale co jeśli ona sama przez taką głupotę zginie? Patrzyła na niego nieodgadnionym wzrokiem, jej źrenice były powiększone tak mocno ze stresu, strachu i wściekłości dla swojej bezradności, że wyglądały jak oczy demona. Czasami słyszała, że ludzie boją się wściekłych ciemnookich osób, bo wyglądali wtedy jak demony. Avelina jednak nie była podłym człowiekiem, udawała, że jest silna, że wie czego chce, a tak naprawdę po prostu chciała zamknąć się w domu i nigdy z niego nie wychodzić.

Cicho prychnęła na jego słowa.

– Dobre samopoczucie, że oddałam coś złodziejowi? – zapytała, a jego pytanie o to, co chciała zignorowała. Nie wiedziała co chciała. Po prostu rzuciła czymkolwiek w eter, aby przedłużyć chwilę porażki, która szykowała się nieubłaganie. Nic nie mam, zejdź mi z drogi – chciała powiedzieć, ale kłamać nie potrafiła; może czasem jakieś drobne kłamstewko wymknęło się jej z ust, ale nigdy nie potrafiła przekonywać kogoś do czegoś, co nie było prawdą.

Ruszyła w jego kierunku. Nie wyciągnął różdżki, uniósł dłonie ku górze. Zdawał się nie chcieć zrobić jej krzywdy. Może było to głupie założenie. Oboje na pewno kłamali, Avelina trochę gorzej, bo nie lubiła kłamać, ale głównie tylko ważnym dla niej osobom. Zatrzymała się niedaleko niego, nie wykonywała gwałtownych ruchów, nie sprawiała wrażenia osoby, która mogłaby zrobić mu krzywdę.

– Naprawdę… coś ci się stanie? – była głupia? Nie. Czy była naiwna? Teraz zdecydowanie tak, bo nie chciała, aby złodziejowi, aby komuś spod ciemnej gwiazdy stała się krzywda. Czy on ją wkurzył? Ogromnie. Miała ochotę mu znowu przyłożyć. Czy to zrobi? Oczywiście, że nie. Dłonie jej drżały, a spojrzenie kierowała gdzieś na jego usta lub czoło byle nie patrzeć w oczy. Avelina nie cierpiała ludzkich oczu ze względu na to, że szybko łapała się na współczucie, gdy komuś na czymś zależało. Czy lubiła pomagać? Tak, ale nie chciała być wykorzystywana przez recydywistów. Nie chciała też ulegać facetom, a zwłaszcza po tym jak codziennie myślała o pieprzonym Rookwoodzie, że mogłaby do niego napisać, że mogłaby się z nim znowu spotkać. Gdy opuściła szkołę jeszcze bardziej za nim zatęskniła, ale powinna zapomnieć.

Walka w jej głowie trwała w jej przeświadczeniu długo, ale dla jej przeciwnika było to tylko kilka chwil. W końcu bez słowa wyciągnęła z torby mały woreczek, który zgubił.

– Nie chce kłopotów i ty też nie powinieneś się w nie pakować – przyłożyła ten woreczek do jego klatki piersiowej. Teraz nad jej głową powinien wisieć wielki napis PORAŻKA, bo nie zrobiła czegoś dobrego, bo oddała mu rzecz, która zapewne została komuś skradziona. Czy życie naprawdę składało się z samych porażek?


@The Edge


RE: Lato 1965 | Leave him like his dad did - The Edge - 03.10.2023

- Oh nie bądź aż tak naiwna, jestem złodziejem, ale ludzie, którym to ukradłem, wcale nie są ode mnie lepsi.

I wcale nie musiał tutaj kłamać! Bo to była prawda - ukradł to złodziejom właśnie, złodziejom, którzy okradli przemytników, oni też pewnie kogoś okradli w miejscu, z którego tutaj przypłynęli. Nawet jakby tę sakiewkę zwróciła Brygadzistom, osiągnęłaby tylko przerwanie tego absurdalnego ciągu przekazywania sobie tych kamieni z ręki do ręki o jedną pozycję pionka dalej, niż kazano przerwać ją Edgowi. Fontaine i tak była dosyć łaskawa, każąc mu odebrać swoją własność podstępem, a nie prezentując tam pokaz swojej siły. Nie to, żeby to było szczególnie zrozumiałe i normalne, po prostu...

To wszystko było jednym, wielkim kręgiem zepsucia. I te wszystkie typy spod ciemnej gwiazdy nie walczyły jedynie z ciężką ręką wymiaru sprawiedliwości - oni walczyli również między sobą.

Przed otrzymaniem sakiewki, wyglądał, jakby miał zaraz powiedzieć: „wspaniały JA miałbym oszukać CIEBIE?”, ale nie powiedział nic i to chyba była dobra decyzja, bo Avelina oddała mu ją bez potrzeby urabiania jej dalej.

- Piękna dziewczyno, ratujesz mi życie. Ja wiem, że nie robię dobrego pierwszego wrażenia, ale... bogowie mi świadkami, jeżeli jacyś istnieją, że nie jestem taki zły, na jakiego mnie malują.

Chwycił tę sakiewkę i od razu przypiął ją sobie do paska, tym razem o wiele lepiej sznurując ten cholerny rzemyk. Mógłby tę rozmowę kontynuować, ale pewnie by ją zawiódł, bo brzmiała trochę jak matka, której nigdy nie miał, a on by się musiał zwierzyć z tego, że już się w te kłopoty wpakował dawno. I ugrzązł w tym wszystkim tak, że już pewnie nie było dla niego ratunku. Tacy jak on nie przechodzili na emeryturę, oni umierali w ciemnych zaułkach (tak, takich jak ten), a jeżeli w porę opamiętali się i zechcieli zmienić swoje życie, ich poprzednie decyzje ciągnęły się za nimi tak długo, aż ich nie sięgnęły i nie wciągnęły w to z powrotem.

Jego uśmiech, przed chwilą jeszcze szeroki, posmętniał.

- Jeżeli kiedyś będziesz w opałach... - poprawił swój pasek, a następnie tak samo absurdalnie jak wcześniej wskoczył na ścianę i złapał się gzymsu - ...zapytaj o Crowa w The Loft. Ale nie życzę ci tego, żebyś kiedykolwiek mnie potrzebowała.




RE: Lato 1965 | Leave him like his dad did - Avelina Paxton - 07.10.2023

Nie odpowiedziała mu już na żadne z jego słów. Wysłuchała, przyjęła, skinęła głową i zapamiętała. Miała nadzieję, że nie wpakuje się w żadne kłopoty, że nie przeczyta w gazecie nekrologu o tajemniczej małpie z Nokturnu. Gdy chłopak wspiął się na gzyms westchnęła cicho, pokręciła głową i zmieniła się w kota. Sprytnie przemknęła z jednego zaułka do drugiego, pokonała nogi ludzi i wróciła do swojego domu. Nie chciała, aby ją śledził, a jako kot mogła się sprytnie zlać z tłumem i mieć pewność, że wróci do domu bez zbędnego ogona.

Najdziwniejsze spotkanie w jej życiu, najdziwniejsza relacja jaką do tej pory zawarła i może powinna taką zostać. Nie chciała już go więcej spotkać. Wywoływał u niej dziwnie poczuć dyskomfortu. Powodował, że jej myśli krążyły wokół niego nie w ten sposób w jaki by chciała. Miała nadzieję, że nigdy nie będzie potrzebować jego pomocy. Sama Avelina nigdy nie była skora do tego, aby  prosić o pomoc. Była samowystarczalna i do pomocy nie będzie jej potrzebny taki osobnik jak Crow z The Loft, prawda? Ciekawiło ją to, gdzie nabył te zdolności skakania po gzymsach. Jak małpa, akrobata, superbohater?


@The Edge

Koniec sesji