Secrets of London
[03.06.1972] uważaj na niego | Heather & Louvain - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Wątek: [03.06.1972] uważaj na niego | Heather & Louvain (/showthread.php?tid=1728)



[03.06.1972] uważaj na niego | Heather & Louvain - Heather Wood - 15.08.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Czerwiec był miesiącem, którego Wood oczekiwała z ogromnym entuzjazmem. W końcu rehabilitacja dobiegła końca, a ona mogła wrócić do pracy. Mało kto pewien by się cieszył z powrotu do pracy, jednak miesiąc siedzenia na dupie zdecydowanie nie był czymś, co sprawiło jej przyjemność. Nudziła się okropnie, fakt codziennie stawiała się w szpitalu, gdzie walczyła o szybki powrót do zdrowia, jednak pozostałe części dnia okropnie jej się dłużyły. Wszyscy inni po tym całymi syfie na Beltane bardzo szybko wpadli w wir pracy, bo mieli jej zdecydowanie dużo więcej niż na co dzień, a ona utknęła w domu, nie mogła się na nic przydać. Trochę ją to irytowało, jednak i tak miała farta, że została uziemiona tylko na miesiąc, mogła tam przecież kopnąć w kalendarz, albo ucierpieć tak, że już nigdy nie mogła by pracować. Starała się więc do tego podchodzić z pokorą, mimo, że nie było to dla niej łatwe, bo ze swoim butnym charakterem miała z tym delikatny problem.

Dzień był piękny, powoli zbliżał się już ku końcowi. Ruda skończyła zmianę. Powoli kierowała się w stronę domu, kiedy przy wejściu na Noktrun coś zwróciło jej uwagę. Nie lubiła tam chodzić, bo jednak trochę śmierdziało, ale postanowiła sprawdzić, co właściwie się tam działo. Podniesione głosy dwóch mężczyzn, którzy najwyraźniej się kłócili były wystarczającym argumentem, żeby się tam znalazła. Zerknęła jeszcze na swój zegarek, miała jakąś godzinę, trochę mniej, aby dotrzeć do domu, gdzie miał czekać na nią Cameron.

Nie była ubrana w mundur. Przebrała się jeszcze w biurze, zwyczajowo w spodnie, tym razem krótkie, bo słońce przyjemnie świeciło ostatnimi dniami i szkoda by było grzać się w czym zasłaniającym jej blade nogi. Do tego nieco za duża koszula, miała w zwyczaju ubierać się trochę jak chłopak, nie znosiła, gdy ubrania krępowały jej ruchy. Rude włosy miała rozpuszczone, jednak nie były już tak długie, jak kiedyś. Musiała je skrócić po Beltane, gdy zajęły się prawdziwym ogniem.

Dotarła na Nokturn jednak nie dostrzegła nigdzie kłócących się mężczyzn, może coś się jej przesłyszało? Może zdążyli już załatwić sprawę, kto to właściwie wiedział. Jej uwagę jednak przykuł ktoś inny. Znała go zbyt dobrze, nie zapominała tych, którzy zdążyli nadepnąć jej na odcisk. Na jej twarzy pojawił się grymas, na samo wspomnienie o tym, jak się w stosunku do niej zachował. Postanowiła więc ruszyć za nim. Ciekawe, co Lestrange robił na Nokturnie, na pewno coś szemranego, chciała go złapać na gorącym uczynku. Zaczęła więc iść za nim, tak, żeby go nie zgubić.




RE: [03.06.1972] uważaj na niego | Heather & Louvain - Louvain Lestrange - 18.08.2023

Pieprzone lato. Namieszało mu w życiorysie i to całkiem sporo. Począwszy od stania się Zimnym, aż do sercowych perypetii. Był cholerny środek lata, a on był zmuszony zasłaniać niemalże każdy fragment swojego ciała, przed wścibskim wzrokiem współpracowników, rodziny i właściwe każdego z kim miał do czynienia. I nie chodziło o to, że doskwierał mu upał w pełnym ubraniu, bo temperatura jego ciała była już od miesiąca permanentnie niska. Problem był taki, że wzbudzał podejrzenia. Na dłonie ubierał skórzane rękawiczki i unikał kontaktów bezpośrednich. Musiał przestać podawać rękę na powitanie i ściskać dłonie przełożonym. Tożsamość pozostałej czwórki Zimnych była dobrze znana opinie publicznej, więc temat ten był na języczkach wszystkich plotkujących. O nim jednak nie wiedział nikt, poza kilkoma wyjątkami i jeśli chciał cieszyć się wolnością musiało tak pozostać jak najdłużej. W ministerstwie był już wcześniej znany ze swojego chłodnego usposobienia oraz dumnej i wyniosłej postawy, więc po prostu utrzymał ten kurs, starając unikać zbędnych interakcji społecznych. Mimo wszystko taki stan rzeczy mocno utrudniał codzienne funkcjonowanie, dlatego musiał znaleźć jakieś dodatkowe rozwiązanie. Ze swoim problemem udał się na ulicę Śmiertelnego Nokturnu, gdzie liczył na pomoc czarnomagicznych rozwiązań. Z oczywistych przyczyn nie mógł szukać wsparcia legalnymi ścieżkami, więc została mu szara strefa. Na Nokturnie wspólnym filarem moralności dla większości czarodziejów z tej okolicy, był pieniądz, a tego Louvainowi nie brakowało. Nie posiadał zbyt wielu kontaktów w tej strefie, więc musiał liczyć tylko na siebie i na odrobinę szczęścia. Gdzieś w ostatnich stolikach w Białym Wiwernie udało mu się namierzyć faceta, który rzekomo znał innego faceta, którego kuzyn miał posiadać amulet o właściwościach przydatnych dla sytuacji Lestranga. Dlatego z odrazą na twarzy, widząc jak nisko musiał się znaleźć w poszukiwaniu dla siebie nowych opcji, błądził po uliczkach za nowym znajomym. Kompletnie nie miał do niego zaufania, wręcz był przekonany, że lada chwila wprowadzi go ślepy zaułek, gdzie rzucą się na niego żądne rabunku hieny. W końcu, przy którymś już z kolei podejrzanym ruchu, podejrzanego faceta, nie wytrzymał i wybuchł. Zaczął się wydzierać na zakłopotanego mężczyznę, szarpać go za kołnierz i rzucać oskarżeniami o próbę oszustwa. Przerwał naglę, kiedy kątem oka dostrzegł znajomą mu, niewielką sylwetkę. Kolor jej włosów rozwiał jakiekolwiek wątpliwości. Trzymając mężczyznę dalej za ubrania, pociągnął ich kawałek dalej, ukrywając za najbliższy zaułek. Wyciągnął różdżkę, przywarł plecami do ściany i odwrócił się do szemranego handlarza. Ostrzegł go, że śledzi ich brygadzistka. Ten jednak nie zamierzał w żadnym wypadku narażać się mundurowym za garść galeonów i kiedy tylko usłyszał o zagrożeniu, w mgnieniu oka teleportował się, zostawiając Lou samego. Zbluzgał tchórza od najgorszych w myślach. Następnie kiedy tylko usłyszał zbliżające się kroki, wyskoczył zza rogu z różdżką wycelowaną prosto w młodą brygadzistkę z gniewem na twarzy. - Zabłądziłeś parszywy mieszańcu?! - wysyczał wręcz przez zaciśnięte zęby. Onyksowe oczy paliły mu się iskierkami furii.


RE: [03.06.1972] uważaj na niego | Heather & Louvain - Heather Wood - 22.08.2023

Szła powoli za mężczyzną. Próbowała nie rzucać się w oczy, co było raczej trudne zważając na jej aparycję. Rude włosy były jej znakiem rozpoznawczym. Nawet na Nokturnie ją znali, w końcu i tutaj można było znaleźć fanów quidditcha. Wzbudzała sprzeczne emocje. Kiedy zrezygnowała z gry na rzecz pracy w Ministerstwie, w BUMie, słychać było różne komentarze. Mimo wszystko nie dawała o sobie zapomnieć, nadal o niej pisali, nie była jednak ulubienicą, raczej jedną z bardziej kontrowersyjnych osobowości. Sama podsycała plotki, chętnie pojawiała się na wszelkich spędach z różnymi osobami, aby wprowadzić trochę zamieszania. Mieszanie sprawiało jej przyjemność, Wood nigdy nie lubiła nudy i uwielbiała wodzić pismaków za nos.

Na całe szczęście tutaj nikt nie powinien jej obserwować. Rozejrzała się jeszcze wokół aby mieć pewność, że i za nią przypadkiem nikt nie idzie. Było jednak pusto, może poza parą która szła drugą stroną chodnika. Przez chwilowe zagapienie zguubiła gdzieś mężczyznę, za którym podążała, zniknął wraz z tym drugim. Ciekawe. Nie mógł odejść za daleko, jako, że obok znajdowała się alejka, postanowiła w nią wejść. Nie zdążyła.

Louvain Lestrange wyskoczył zza winkla z różdżką wycelowaną w jej kierunku. Wood nawet nie drgnęła. Spoglądała na niego swoimi niebieskimi oczami zaciekawiona. - Coś Ty taki nerwowy Lestrange. - Mimo wszystko złapała mocniej różdżkę w swojej prawej dłoni, póki co jednak nie zamierzała jej wyciągać. Znajdowali się na ulicy, w każdej chwili ktoś mógł się tutaj napatoczyć, a ona nie zamierzała niepotrzebnie pakować się w kłopoty. Jeśli przyjdzie jej się bronić, to to zrobi, na pewno go pierwsza nie zaatakuje. Mimo, że prowokował.

- Uważaj na słowa, bo jeszcze ktoś pomyśli, że należysz do tej bandy ślepo zapatrzonych fanatyków. Po tym, co zrobili podczas Beltane nie są specjalnie miło widziani. - Zadarła głowę do góry i patrzyła mu w oczy. Nie znosiła go, nadal miała uraz do Lou, za to, co zrobił jej przed meczem. Nie miała szacunku do osób, które zwyciężały poprzez oszustwo, a poniekąd dokładnie tak zachował się Lestrange. Podstępem wykluczył ją z gry. Wiedziała, że może się po nim spodziewać wszystkiego. Nie był honorowy, dlatego też była czujna. Obserwowała go uważnie, by mieć czas na ewentualną reakcję lub obronę.




RE: [03.06.1972] uważaj na niego | Heather & Louvain - Louvain Lestrange - 09.09.2023

Już dobrych kilka lat temu przestał dbać, czy nawet zabiegać o własną popularność. Odkąd przestał być profesjonalnym zawodnikiem, nie zależało mu na byciu rozpoznawalnym. Nie przydawało mu się to zbyt bardzo w codziennych obowiązkach pracownika ministerstwa, jednak kiedy było to akurat dla niego wygodne, sięgał po tą kartę. Z czasem popularność zdarzała się być dla niego kłopotliwa, zwłaszcza odkąd zaczął się angażować w szeregach popleczników Czarnego Pana. Znany był głównie ze skandalicznych wypowiedzi w prasie i upodobaniu do nocnych rozrywek, więc jego obecność na Nokturnie była dla gawiedzi tak samo akceptowalna jak obecność na Pokątnej, czy Horyzontalnej. Rozgłos stał się realnym problemem od niedawna, odkąd stał się chłodny jak trup. Na swoje szczęście był wprawiony w sztuce oklumencji, a do tego był perfidnym kłamcą, co wystarczająco pomagało mu w zbijaniu ludzi z niewygodnego tropu.
- To po cholerę mnie śledzisz?! - warknął momentalnie. W całości odwzajemniał uczucie rudzielca. Odkąd tylko wypatrzył ją wśród pierwszoroczniaków w szkole i dowiedział się kim jest, doskonale wiedział, że pisana jest im wyłącznie równorzędna wrogość. Właściwie to sam się o nią starał. Szlamowata i gryfonka, a w dodatku w szkolnej drużynie, idealna wręcz osoba do dręczenia i uprzykrzania życia. Louvain bez skrupułów wykorzystywał to, że był od Heather o kilka lat starszy, a tym samym bardziej doświadczony w zaklęciach. Jednak jej determinacja najbardziej go denerwowała. Smarkula nigdy przed nim nie uciekała, nawet jeśli obrywała najbardziej dotkliwymi, złośliwymi czarami. Właśnie dlatego, że nigdy się nie złamała i nie pozwoliła nakarmić jego próżności, Lestrange postanowił wynieść ten konflikt poza mury Hogwartu. - Nie dbam o to, co myślą o mnie mieszańce. Gdyby służby porządkowe nie były tak marne w swojej osobie, może nigdy by do tego nie doszło... - ani na moment nie spuszczał z jadowitego tonu - zresztą co ty możesz wiedzieć o Beltane i innych magicznych świętach... To właśnie obecność takich jak ty ściąga tragedię na niewinnych czarodziei! - kontynuował swoją lawinę nienawiści. Jej bezczelny spokój jeszcze bardziej go nakręcał. Jak mogła być taka niewzruszona na jego kpiny i drwiącą z niej postawę, kiedy w nim krew się buzowała do samego spojrzenia na nią. Pora przełamać kolejną barierę, znał ją na tyle by wiedzieć, że potrafi być równie narwana jeśli odpowiednio na nią nacisnąć. Machnął różdżką w bok, a stojący przy ścianie kubeł na śmieci przewrócił się. Cuchnąca zawartość śmietnika wysypała się z niego na ziemię w kierunku Wood, paskudząc przy tym jej buty. Po alejce rozniósł się pisk uciekających szczurów. - Spieprzaj stąd bo coś ci się stanie, Wood. - ostrzegł i dorzucił do tego szyderczy uśmieszek.


RE: [03.06.1972] uważaj na niego | Heather & Louvain - Heather Wood - 15.09.2023

Tym się różnili. Wood zupełnie nie przeszkadzało to, że nieznajomi śledzili jej losy. Przyjemność sprawiało jej to, że była rozpoznawana na ulicach. Nawet dziennikarze wypisujący o niej głupoty nie robili na niej wrażenia. Miała z tego ubaw, ogromny - gdy czytała o tym, co jej zarzucają. Najważniejsze było to, że najbliżsci wiedzieli, jaka jest naprawdę. Może nieco zbyt pyskata, często wsadzała nos w nieswoje sprawy, jednak była po prostu dobrym człowiekiem. Tak zwyczajnie, nie zajmowała się niczym, co mogłaby chcieć ukryć, w przeciwieństwie do stojącego przed nią Lou.

- Śledzę, to chyba trochę za dużo powiedziane. - Oczywiście, że tego nie robiła. Śledzenie było raczej długotrwałą obserwacją, a ona po prostu przechodziła obok i go zauważyła, jak gada z kimś podejrzanym, postanowiła najzwyczajniej w świecie sprawdzić, czy czegoś nie knuje. Nie było to żadne śledzenie!

Nie bała się go. Wood nie bała się nikogo, przynajmniej starała sobie to wmówić. Zawsze była gotowa stawić czoło ewentualnemu zagrożeniu. Wiedziała, że sobie poradzi, a jak nie poradzi to trudno. Nie zabije jej przecież tutaj, gdzie za kilka sekund mógłoby się pojawić kilka osób, nie zaryzykuje tego, że go rozpoznają. Wiedziała, że Lestrange jest złym człowiekiem, nie miał za grosz honoru, zastanawiała się, czy nie jest jednym z popleczników Czarnego Dzbana, skoro na głos od niemalże zawsze rzucał w jej kierunku te obrzydliwe słowa. Czuł się lepszy od reszty społeczeństwa przez to, że pochodził z rodziny czystej krwi. Oni tak już mieli, szkoda, że nie szło za tym nic poza tradycją. Nie mogli znieść tego, że tacy jak ona i jej rodzina znaleźli dla siebie miejsce w czarodziejskim świecie i dobrze sobie radzili, bo mieli ku temu potrzebne umiejętności.

- Gdybyś nie zauważył, wiem dosyć sporo. Moja rodzina należy do tego świata od lat. - Wysyczała przez zęby. Nie była mugolakiem, była czarodziejką pół krwi, nikt nie będzie jej mówić, że nie znają się na tradycjach. Każdy sabat traktowali z odpowiednim szacunkiem. - Nie dbaj, twoja sprawa, jeszcze się zdziwisz, jak wkurzysz ich zbyt wielu. - Uśmiechnęła się zupełnie nieszczerze, z pogardą.

Wood nawet nie drgnęła, chociaż miała ogromną ochotę, nie chciała mu dać tej satysfkacji. Wtedy sięgnął po rożdżkę, wywrócił kubeł na śmieci. - Naprawdę Lestrange, tylko na tyle cię stać? Co za gówniarska zagrywka. Spodziewałam się czegoś więcej. - Czuła, że różdżka zaczyna jej się wbijać w dłoń tak mocno ją ściskała. Nie robiła jednak nic więcej, chociaż miała ochotę sprawdzić, czy jej pięść pasuje do jego twarzy.




RE: [03.06.1972] uważaj na niego | Heather & Louvain - Louvain Lestrange - 14.10.2023

Musiał dbać o swoją prywatność, bo miał wiele do ukrycia. Praktycznie z każdym rokiem coraz więcej. Kiedy jeszcze wojna była poza horyzontem on również niezbyt dbał o to, co się o nim mawiało. Jeśli dbał to wyłącznie o to, żeby żadnej gazecie nie brakowało tematów, ani nagłówków do ich periodyków. Jakakolwiek krytyka spływała po nim jak po kaczce. Był bardzo młody, bogaty jak cholera i nieprzyzwoicie przystojny, dlaczego miałby się przejmować czymkolwiek, skoro wszystko czego pragnął było w zasięgu ręki. Nigdy nie miał odruchu w którym chciałby ugryźć się w język i jeśli chciał nawrzucać trochę mugolom, czy mieszańcom półkrwi to robił to, bez wyrzutów sumienia. Swoje magirasistowskie przekonania wyniósł z domu, tego rodzinnego i w Hogwarcie. Był uprzedzony do czarodziei spoza skorowidza czystości krwi, jeszcze zanim Czarny Pan ogłosił swój manifest i zdecydowana większość jego rodziny również i to na wiele pokoleń wstecz. Heather mogła snuć swoje domysły, na temat powiązań Lou z Lordem Voldemortem, jednak to wciąż były wyłącznie domysły. - Łżesz parszywcu... - syknął po raz kolejny. Odnosił się za równo do tego, czy aby na pewno go nie śledziła, oraz o ciągłości historycznej swojej rodziny. Dla niego, nazwisko rudej oznaczało tyle co brud i wstyd. Nawet jeśli jej przodkowie żyli w tradycji i zgodnie z obyczajami czarodziejów to dopuścili się zbrodni na magicznej społeczności, wpuszczając do niej mugolaków, tym samym pozwalając by czarodziejski kod kulturowy, tak unikalny dla czystokrwistych, rozmywał się i rozpadał na atomy. Im więcej napływowej krwi spoza magicznego kręgu kulturowego, tym więcej demoralizacji pośród społeczeństwa. Takiego właśnie zdania był Louvain, jednak nie zamierzał wdawać się w dyskusję na temat antropologi czarodziejów, ruda nie była dla niego warta merytorycznej dyskusji.
Próbował ją sprowokować, by to ona pierwsza przekroczyła granicę i zaatakowała go pierwsza. Przynajmniej wtedy miałby temat do narzekania, iż brygadzistka przekroczyła swoje uprawnienia i eskalowała konflikt bez przyczyny. Może gdyby się uparł, rudzielec zostałby wtedy zawieszony. - Dlaczego pozwalasz mieszać się z błotem? - dopytał sarkastycznie widząc jak udaje niewzruszoną po ubrudzeniu jej pomyjami. - To proste. Nie masz dumy, ani godności. - dorzucił szyderczo. Nie czekając na więcej zachęt, uniósł wysoko ramię i machnął różdżką w kierunku jej postaci. Mia zamiar przy użyciu czaru translokacji szarpnąć za włosy Heather, na tyle mocny, by twarzą wylądowała w kałuży popłuczyn Nokturnu.

[roll=Z]


RE: [03.06.1972] uważaj na niego | Heather & Louvain - Heather Wood - 18.10.2023

- Skoro łżę, ciekawe dlaczego tak się tym przejmujesz. - Mimo, że była mniejsza, drobniejsza, nie bała się konfrontacji. Heather Wood zazwyczaj miała więcej szczęścia niż rozumu i tym się kierowała. Brakowało w niej strachu, przesadna pewność siebie często powodowała kłopoty. Wcale jej to nie przeszkadzało. Nie, kiedy chodziło o takich jak on. Zakochanych w sobie narcyzów, którzy uważali siebie za lepszych tylko przez to, że płynęła w nich czysta krew. Przyjemność sprawiało jej patrzenie na to, jak się denerwuje. Nie będą w stanie pozbyć się takich jak ona, było ich zbyt wielu. Nie uda im się zniszczyć ich wszystkich. Zresztą ona przecież walczyła o to, żeby mugolacy, czy czarodzieje półkrwi czuli się bezpiecznie.

Nigdy nie czuła się gorsza przez swoje pochodzenie, chociaż wiele osób próbowało jej wmówić, że tak właśnie jest. Nie odstawała swoimi umiejętnościami od czarodziejów czystokrwistych, zresztą jak wiele innych osób, w których żyłach również płynęła burdna krew. Może to ich tak bardzo bolało? Okazywało się, że pochodzenie nie ma wpływu na zdolności magiczne. Bali się, że zostaną zepchnięci z piedestału i bardzo dobrze, należało im się to. Już dawno powinni odejść od tej okropnej tradycji. Jeszcze trochę i wszyscy zapomną o tym, w czyich żyłach płynie jaka krew. W ogóle nie było to istotne dla nikogo, poza tymi kiloma rodzinami, które okazywały strach przed straceniem swoich pozycji. Nie powinni się bać, gdyby byli pewni, że są wystarczająco kompetentni. Jak widać, było zupełnie przeciwnie.

Heather wiedziała, że musi się pilnować. Może, gdyby nie byłaby brygadzistką zareagowałaby szybciej, nie dała mu się mieszać z błotem, jednak stanowisko jakie zajmowała skłaniało ją do tego, aby opanować emocje. Prychnęła słysząc jego kolejne słowa. - Co ty możesz wiedzieć o dumie i godności. - Sama stała się ofiarą jego podstępu. Nie grał czysto, co powodowało, że nie miała do niego żadnego szacunku. Musiał korzystać ze sztuczek, bo bał się, że może go pokonać.

Zauważyła, że sięga po różdżkę. Co zrobiła? Zareagowała odruchowo, zamkachnęła się, żeby mu ją wytrącić z dłoni. Wydawało jej się to najprostszym rozwiązaniem.


aktywność fizyczna
[roll=PO]


RE: [03.06.1972] uważaj na niego | Heather & Louvain - Louvain Lestrange - 01.11.2023

Nie ma potrzeby niszczyć, czy wyżynać do zera wszystkich mugolaków i mieszańców. Wystarczy podporządkować tych, którzy nie są w stanie się obronić, lub nie podnoszą sprzeciwu. Tylko tacy którzy stawiali opór i myślą, że są w stanie postawić się wobec nadciągającego. Resztę można resocjalizować i poddać nurtowi zmian. Tylko społeczeństwo o silnej hierarchii było wstanie przetrwać próbę której rzeczywistość wymagała, by zapewnić ład na całą przyszłość. Chociaż wzgardzał Heather zarówno jej pochodzeniem i podejściem do nieubłaganej zmiany to nie miał jej ego za złe. Jej poczucie własnej dumy nie pozwalało jej poddać się dyktandu, więc instynktownie podejmowała walkę, nawet jeśli za chwilę miało się okazać, że na próżno. Instynkt samozachowawczy jak u wielu innych stworzeń musiał działać ponad rozsądek, to uczciwe skoro tak działała natura.
Była zbyt wolna i tak jak zawsze nie potrafiła przewidzieć kolejnego ruchu. Choć wprost ostrzegał, że za chwilę może się zrobić się nieprzyjemnie, przestrzegał przed konsekwencjami na próżno. Zaklęcie było szybsze, niż jej reakcja. Zdążył uskoczyć, kiedy plusk popłuczyn zamierzał zapaskudzić, jego wypastowane obuwie. Na kojący jego zimne serce widok, parsknął pogardliwym śmiechem. Odchylając marynarkę schował w kieszeń swoją różdżkę. - Do syta mieszańcu... - wyniosła arogancja wylewała się z niego w każdym słowie i geście. Choć bardzo go kusiło splunąć jeszcze na ten obraz nędzy, to powstrzymał się. Widok umorusanej w płynnym gównie rudej, będzie przypominał sobie do relaksu jeszcze przez najbliższe tygodnie. Gdyby nie była BUMowcem pokusiłby się o coś mocniejszego, niż zwykła translokacja, coś bardziej czarnomagicznego, jednak w tym przypadku brawo stało bardziej na jej korzyść. Chociaż gdyby nawet chciała go aresztować za napaść, czy obrazę funkcjonariusza to pewnie by mogła, ale co z tego. Taki śliski typ jak on i tak z tego się wykupi, albo wykpi. Zmarnowałaby mu co najwyżej od kilku do kilkudziesięciu godzin, ale nic poza tym. - Pogódź się z tym, to może kiedyś ci odpuszczę. - rzucił jeszcze na odchodne. Teraz już spokojny i usatysfakcjonowany mógł odpuścić i teleportował się, zostawiając Heather z goryczą porażki.

Koniec sesji