![]() |
|
[Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty (/showthread.php?tid=1745) Strony:
1
2
|
[Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Philip Nott - 18.08.2023 adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic Końcem marca do uszu Philipa dotarła informacja o śmierci bogatej czarownicy - Iony Macley, która za życia zgromadziła setki cennych przedmiotów: posążków z różnych części świata, porcelanowe zastawy stołowe i ozdobne lustra. Podczas wyprzedaży spodobał mu się jeden z tych posążków i postanowił go zakupić dla siebie. Po otrzymaniu nabytego przedmiotu za pośrednictwem sowiej poczty i odpakowaniu go sprawy przybrały niespodziewany obrót, o którym przekonał się tuż po odpakowaniu posążka i chwyceniu go w dłoń z zamiarem ustawienia go w wybranym miejscu. Posążek z odległych stron został przeklęty. Klątwa nie wydawała się szkodliwa. Nie był jednak ekspertem w tej dziedzinie i mogło się okazać, że niekontrolowana zmiana skóry to tylko pierwszy objaw rzeczonej klątwy. W tym stanie nie mógł pokazać się ulicy Pokątnej. Nie mógł również ugościć kuzyna, który niebawem miał przyjść do niego po to aby zobaczyć jego najnowszy zakup. Kayden również był kolekcjonerem. Jeśli byłby zainteresowany to byłby skłonny oddać mu ten posążek. Bo jemu będzie się źle kojarzyć. Oczywiście, po złamaniu klątwy przez odpowiednio wykwalifikowanego łamacza klątw. Niezwłocznie też napisał list do Szpitala Św. Munga z pilną prośbą o wizytę domową celem zaradzenia temu przypadkowi. Jak się można spodziewać, cena tutaj nie grała roli. Zależało mu jednak na czasie. Nie miałby nic przeciwko temu, aby rzeczony uzdrowiciel przybył pod wskazany adres przed pojawieniem się kuzyna. Chciał uniknąć ewentualnych docinek ze strony Kaydena. Nie widział w tym nic zabawnego. Z klątwami nie ma żartów. RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Florence Bulstrode - 22.08.2023 Florence prywatne wizyty składała bardzo, bardzo rzadko. Zazwyczaj w trzech wypadkach – ktoś był jej bliski, przypadek był bardzo poważny i interwencja musiała być natychmiastowa, coś ją wybitnie zainteresowało. Zdarzało się więc to najwyżej raz na parę tygodni. Za ściągnięcie jej tutaj bez poważnych powodów Nott mógł więc spodziewać się bajońskiej sumy na rachunku, bo Florence zamierzała z niego zedrzeć bez choćby wyrzutów sumienia. Swój czas uważała za bardzo cenny i wolała poświęcić go czemuś innemu niż wpadaniu do znanego zawodnika quidditcha, który akurat miał fantazję przemalować się na niebiesko. Płomienie w kominku zmieniły barwę i wprost z ognia wyłoniła się Florence. Uzdrowicielka, odziana w szatę – ciemną, zwykłą, nie z Munga, bo główny dyżur właśnie skończyła, stąd ordynator poprosił, by zajęła się tym przypadkiem, za to idealnie czystą, ani trochę nie wygniecioną i idealnie pasującą do butów oraz torebki – wkroczyła do pomieszczenia. Kasztanowe włosy miała związane w bardzo ciasny kok, blada, piegowata twarz, niewiele wyrażała. Spojrzenie jasnych oczu przesunęło się po wnętrzu, jakby je oceniała, a potem zatrzymało się na niebieskim Philipie. Zmierzyła go obojętnym wzrokiem od stóp do głów: chwilę dłużej przypatrywała się rękom, bo zazwyczaj w wypadku trwałego przekleństwa tego typu, właśnie dłonie były źródłem. Tak, wiedziała, że pacjent był sławny. I nic ją to nie obchodziło. Był pacjentem. I tyle. Specjalnymi przywilejami wśród pacjentów cieszyli się tylko ci, którzy byli jej najbliższymi przyjaciółmi lub bliskimi krewnymi. Może dlatego szef oddziału uparł się, by zlecenie wzięła właśnie ona. - Prześliczny przypadek klątwy rzuconej na skórę. Przenosi się przez dotyk. Czyżby kładł pan ręce gdzieś, gdzie nie powinny trafić, panie Nott? – powiedziała, uprzejmym tonem, kontrastującym z wypowiadanymi słowami. – Florence Bulstrode. Klątwołamaczka z Munga. Proszę niczego nie dotykać, niektóre rodzaje tej klątwy rozprzestrzeniają się dalej. W jakich okolicznościach pojawiły się objawy? – zapytała, od razu przechodząc do rzeczy, by nie lubiła marnować czasu, zwłaszcza swojego, a na dziś miała jeszcze plany. Wydobyła różdżkę i jej torebka zawisła w powietrzu, a potem się otworzyła. W środku na całe szczęście Florence miała odpowiednie kadzidło, które powinno pomóc w złamaniu tego przekleństwa. RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Philip Nott - 27.08.2023 Jemu ta cała sytuacja również nie była na rękę. Nie chodziło o finanse. Mógł pozwolić sobie na domową wizytę. Miewał różne fantazje, ale bycie pomalowanym na niebiesko było ostatnią z nich. Zależało mu na tym aby został uwolniony od ciążącej nad nim klątwy i to jak najszybciej. Nie mógł pokazać się tak kuzynowi, a co dopiero innym ludziom na Ulicy Pokątnej. Nic więc dziwnego, że liczył na to, aż uzdrowicielka przejdzie do konkretów. Tym bardziej, że będzie kosztować go sporą ilość galeonów. Nie do końca było tak, że pieniądze nie grały roli - płacił to wymagał. — Ja tak nie uważam. Zdążyłem się o tym przekonać. Musi być pani bardziej konkretna. — W przeciwieństwie do kobiety, nie widział w tym nic pięknego. Czyżby kładł pan ręce gdzieś, gdzie nie powinny trafić, panie Nott? Cały on, bardzo często kładzie swoje ręce gdzieś, gdzie nie powinny trafić. Dlatego zwrócił się do uzdrowicielki z prośbą o doprecyzowanie swojego pytania, aby mógł na nie odpowiedzieć we właściwy sposób... bez raczenia kobiety szczegółami wszystkich zawartych przygodnych znajomości. Chciał również uniknąć bycia posądzonym o praktykowanie nakładania klątw. Gdyby naprawdę się tym zajmował to raczej nie popełniłby takiego kardynalnego błędu. — Miło mi, pomimo tych okoliczności. Jest pani właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Nie zamierzam niczego dotykać. Zakupiłem ten posążek od rodziny zmarłej czarownicy Iony Macley. Przyszedł dzisiaj za pośrednictwem sowiej poczty to go odpakowałem... po czym stało się to, co widać. — Starał się współpracować z zatrudnioną w Mungu klątwołamaczką, aby jak najszybciej zostać uwolnionym od tego przekleństwa. Nie znał się na klątwach, ale nie stanowiło dla niego najmniejszego problemu określenie, jak do tego wszystkiego doszło. RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Kayden Delacour - 28.08.2023 Kayden był dzisiaj nie w sosie. Wstał wcześnie. Za wcześnie, nawet jak na niego i zdecydowanie zbyt gwałtownie przez swojego narwanego sąsiada, który zakupił sobie ostatnio saksofon, trąbkę czy jakieś inne cholerne ustrojstwo tego pokroju i postanowił mu zrobić koncert o świcie. Kayden muzykę lubił i to nawet bardzo. Nie przeszkadzałoby mu wcale, gdyby mężczyzna grał... ale tak rzeczywiście grał, a nie maltretował ten biedny instrument... Wyszedł więc z domu z poważną miną i z tą samą poważną miną, ubrany w czerń i biel, miał zamiar dziś odwiedzić kuzyna, z którym już dość dawno się nie widział... Ah, ci celebryci, tacy zajęci dopieszczaniem swojej reputacji. Wywiady, spotkania, bankiety i tłumy wielbicieli. Kayden mógłby być zazdrosny, gdyby nie docierało do niego jak presja innych ludzi, obserwujących cię z każdej strony i napięty jak struna grafik, mogą być doprawdy uciążliwe. Kayden miał jednak na tyle rozbudowaną wyobraźnię, że sobie tego wcale wyobrażać nie chciał. No, ale... ahh, tyle panienek wiwatujących na trybunach... Szkoda tylko, że wszystkie to fanki latania na miotłach, czego on fanem zdecydowanie nie był. Nie mógł wcale zaprzeczyć, że zżerała go ciekawość, cóż to takiego Philip ostatnio upolował z zakresu — stare, ale piękne. Nie był do końca pewien, czy chętny był na odkupienie przedmiotu, chyba że byłby to naprawdę niesamowity i rzadki okaz, w co szczerze wątpił. Kayden miał bowiem swoje konkretne gusta. Jeśli byłby to obraz, zapewne odkupiłby go dla matki. Biżuterię mógł zawsze komuś sprezentować... ale posążek? Nie to znajdowało się w jego prywatnej gablotce. Zwykle kolekcjonował stare wydania książek, dzienniki i listy, chyba że natknął się na coś, dotyczącego run, co wydawało się względnie bezpieczne i wcale nie kolorowało niczyjej skóry. Mimo tego chciał przyjrzeć się bliżej znalezisku. Poza tym była to świetna okazja na złożenie kuzynowi wizyty. Kayden pojawił się więc przy kamienicy Philipa, otrzepując swój czarny płaszczyk i kulturalnie zaanonsował swoje nadejście, czy to dzwonkiem do drzwi, czy pukaniem, cierpliwie czekając, aż go przyjmie. RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Florence Bulstrode - 30.08.2023 – Skoro muszę być bardziej precyzyjna, odpowiedź brzmi „tak” – podsumowała Florence, wszak gdyby nie kładł rąk tam, gdzie nie trzeba, od razu by zaprzeczył. Na całe szczęście, była jasnowidzem, nie empatką, która czytałaby komuś w myślach – bo pewnie gdyby zorientowała się, że Nott natychmiast przy pytaniu o klątwy zaczął rozmyślać o seksie… Zapewne z kamiennym wyrazem twarzy wypisałaby mu nie tylko zalecenia odnośnie klątwy, ale także skierowanie do Lecznicy Dusz z adnotacją „ciężki przypadek uzależnienia od stosunków seksualnych, wymaga bardzo pilnej terapii”. Nie zapewniła, że jest jej miło, bo jeszcze nie zdecydowała, czy tak jest, a puste uprzejmości rzadko były w stylu Bulstrode w takich sytuacjach. Sprawa przedstawiała się nieco inaczej, jeżeli chodziło o istotne dla rodziny spotkania towarzyskie, ale i wtedy Florence rzadko błyszczała na sali, zwłaszcza jeżeli wokół były obce jej osoby. Jeżeli Nott oczekiwał, że skoro płaci, Florence wykroczy poza pewną absolutnie podstawową uprzejmość, mógł się gorzko rozczarować, bo do płacących podchodziła dokładnie jak do tych, którzy siedzieli w ogonku przed jej gabinetem. Jeżeli ktoś zaczął dobijać się do drzwi, zapewne to usłyszała. Nie była jednak u siebie, nie miała pojęcia, czy Nott ma skrzata, kamerdynera czy sam lubi wpuszczać gości, sama więc chwilowo nie zwróciła na to uwagi. – Proszę wyciągnąć przed siebie dłonie i się nie ruszać – poleciła zamiast tego. – A potem obejrzymy ten posążek – poinformowała, bo to była odpowiedź na jej pytanie: Nott owszem, dotykał czegoś podejrzanego, i tym czymś podejrzanym był zapewne przeklęty posążek. Machnęła różdżką, a z tej posypały się złociste iskry, które osiadły na skórze Philipa, a kolejne – zaczęły fruwać ponad jego rękami. Przez moment dało się dostrzec w nich zarys posążku, który kupił, a chwilę później błękitne nici, które oplotły dłonie. Pył opadł, a Florence opuściła różdżkę. – Ma pan szczęście, panie Nott. Klątwa nie jest złośliwa, nie przeniesie się dalej i nie ma innych efektów niż upodobnienie się do kiści jagód. Mogę ją złamać, efekt na niektórych częściach ciała utrzyma się jednak jeszcze przez parę godzin. Konieczne będzie zastosowanie dodatkowo maści – poinformowała spokojnie. RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Philip Nott - 30.08.2023 — Przez grzeczność nie zaprzeczę. — Abstrahując od tego, że faktycznie nie utrzymywał zdrowych relacji na tym polu, to nie wiedząc że został dotknięty klątwą od razu po dotknięciu posążka, mógł dotknąć kilku przedmiotów w swoim domu. Do czasu zmiany koloru swojej skóry zachowywał się tak jak zawsze. W oczach uzdrowicielki mogło to być nieodpowiedzialne zachowanie z jego strony, jednak to był jego pierwszy raz, w którym miał do czynienia z klątwą. Dotąd klątwy leżały poza obszarem jego zainteresowań i to nie ulegnie zmianie. Wolał jednak aby nie dotykały go w żaden sposób. Pukanie do drzwi nie uszło jego uwadze. Drugą osobą, której przybycia oczekiwał, był jego kuzyn Kayden. — Błysku! Przyszedł Kayden, wpuść go proszę do środka. — Rzucił spokojnie w przestrzeń swojego domu, przywołując w ten sposób skrzata domowego. Błysk, skrzat służący mu wielu lat, jest bratem Złotogłówki. Traktował go nad wyraz dobrze, dlatego ten skrzat wykonywał swoje obowiązki pomocy domowej wyjątkowo sumiennie. — Dzień dobry Pani. — Skrzat przywitał się uprzejmie z uzdrowicielką, po czym podążył w stronę drzwi wejściowych. — Dzień dobry, panie Delacour. Pan Nott polecił mi wpuścić Pana do środka. Czy życzy pan sobie, żebym pana zaprowadził do pana Notta? — Podobnie zwracał się do kuzyna swojego pana. W tym czasie Philip wypełnił polecenie uzdrowicielki i wyciągnął przed siebie obie dłonie, od razu zastygając w bezruchu. — Mój kuzyn również chciał go obejrzeć. Gdyby przyszedł znacznie wcześniej, miałaby pani znacznie więcej pracy. — Odniósł się do słów uzdrowicielki podczas przeprowadzania przez nią badania i stawiania mu diagnozy. A ta okazała się znacznie lepsza, niż początkowo zakładał. — To naprawdę dobra wiadomość. Ostatnie czego potrzebuję to złośliwa klątwa, przenosząca się na innych ludzi, z którymi mam kontakt. Nie mogę się tak pokazywać, więc proszę ją złamać i przepisać mi tę maść, o której pani mówi. — Nie krył swojego zadowolenia i zarazem ulgi z powodu przekazanych mu informacji o naturze ciążącej na nim klątwy. Złamanie jej nie powinno być trudne dla tak doświadczonej klątwołamaczki. — Cześć Kay. Rozgość się. Napijesz się czegoś? Nie dotykaj tylko tego posążka. Jest przeklęty i dlatego upodobniłem się do kiści jagód. Pani Bulstrode uwolni mnie od tej klątwy. — Przywitał się z kuzynem, uśmiechając się przy tym lekko. Jeśli mężczyzna będzie chciał się czegoś napić to poleci Błyskowi podać jego gościowi to, czego sobie zażyczy. RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Kayden Delacour - 30.08.2023 Drzwi otworzyły się i stanął w nich skrzat. Kayden skinął głową na przywitanie i wszedł powoli do środka, rzucając okiem na wnętrze mieszkania, gdy ten zamykał za nim drzwi. Ściągnął swój płaszcz i podał go bez słowa skrzatowi. Kay miał do skrzatów dość neutralne podejście ani się z nimi zbytnio nie bratał, ani też nie był arogancki. W domu wyznawał zasadę — dobry skrzat to niewidzialny skrzat, choć było to raczej coś, co wpoili mu rodzice i do czego przywykł na co dzień. No, ale nie był u siebie, więc i do skrzata zwrócił się uprzejmie, że owszem, chciałby się teraz spotkać z kuzynem. Podążył więc za skrzatem do pomieszczenia, machinalnie poprawiając mankiet koszuli, po czym zastygł w stanie delikatnego zaskoczenia. Pomijając obecność nieznanej mu kobiety z wyciągniętą różdżką, jego uwagę przykuł Philip i jego... barwny kolor skóry. Milczał przez krótką chwilę, trochę skonfundowany sytuacją, ale gdy tylko sprawa została przez Notta wyjaśniona, uśmiechnął się asymetrycznie i uniósł brew, powstrzymując chichot. Dzień dobry - Zwrócił się wpierw do kobiety z lekkim skinieniem głowy, po czym uśmiechnął do kuzyna z iście lisią miną. - No witam, witam... Rozumiem, że jagodowa klątwa to jedyne, co ci grozi? Inaczej chyba nie znosiłbyś tego tak spokojnie... - Zapytał i z ust spłynął mu wredny uśmieszek, zastępując go dość spokojną, acz poważną miną. Z jednej strony był ciekawy, z drugiej trochę jednak poruszony efektem klątwy, w negatywnym tego słowa znaczeniu. Jeśli byłoby to coś poważnego, to raczej już spieszyłby z uzdrowicielką do szpitala, a przynajmniej tak sądził. Kayden na klątwach znał się tak, jak na pieczeniu ciasta. Niby coś tam wiedział, ale jakby przyszło co do czego, to pewnie przy łamaniu klątwy coś by wybuchło, gdzieś powstałby pożar, a klątwa zostałaby nietknięta. Ufał jednak, że spokojna mina uzdrowicielki nie oznaczała niczego niedobrego. - Herbatę, jeśli można prosić. - Odparł, choć nie spoczął jeszcze nigdzie, a jego srebrne oczy rozglądały się za przeklętym przedmiotem. Chciał go obejrzeć z daleka, w żadnym wypadku nie dotykając go oczywiście. Wcale nie chciał wyglądać jak apetyczna jagodzianka. - Jestem ciekawy jakim cudem właściciela nie trafiła klątwa... W jaki sposób go zakupiłeś? - Mruknął, zastanawiając się czy Philip kupił go u pośredników, czy po prostu sprawa wyglądała tak; przyjść, kupić i zabrać prosto z domu. Jeśli ktoś inny mu to sprzedał, to czy przypadkiem nie wiedział już o klątwie? RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Florence Bulstrode - 31.08.2023 Gdy do środka wszedł Kayden, Florence zmierzyła go uważnym spojrzeniem jasnych, chłodnych oczu. Oboje byli Krukonami i nawet przez chwilę pozostawali w Hogwarcie jednocześnie – ale po tylu latach Bulstrode nie była w stanie rozpoznać w dorosłym Delecourze dwunastolatka, którego widywała w Pokoju Wspólnym Ravenclawu. - Dzień dobry. Florence Bulstrode – przywitała się, ale zaraz zwróciła wzrok z powrotem na Notta, a konkretnie: na jego niebieskie ręce. – Niech pan będzie łaskaw się nie ruszać, nie odzywać, a najlepiej przez chwilę także nie oddychać – poinstruowała. Nieoddychanie nie było wprawdzie obowiązkowe, ale jeżeli nie będzie mógł wziąć wdechu, mniejsza szansa na to, że zacznie gadać podczas całej procedury. Poruszyła różdżką, w całej serii skomplikowanych gestów. Mruczała pod nosem inkantację. Tak, magia niewerbalna była bardzo przydatna, ale teraz Florence nie toczyła żadnego pojedynku, a to co robiła było nieco bardziej skomplikowane niż rzucenie accio czy lumos. Dłonie zaswędziały. Na nich samych nie dało się dostrzec początkowo zmiany, ale szmaragdowy kolor na twarzy Notta zaczął blednąć, potem znikł także z szyi, a wreszcie i dłonie, do tej pory w gustownej, jagodowej barwie, przybladły nieco, przyjmując odcień błękitu. – Kolor z rak powinien zejść w ciągu dwudziestu czterech godzin. Proszę kupić tę maść – poinstruowała Florence, wyciągając z torby pergamin, a potem machnięciem różdżki sprawiając, że pojawił się na niej napis. – Gdyby objawy nie ustąpiły, należy zgłosić się do Munga. Skierowała spojrzenie na Kaydena, a właściwie – to na posążek, którym ten się zainteresował. Nie wiedziała, że ten nie zamierza go dotykać, kto w końcu wie, co chodziło mu po głowie? – Odradzam dotykanie, chyba że czuje pan trudną do opanowania chęć zakamuflowania się pośród niebieskich kwiatów – poinformowała z chłodną uprzejmością. – Właściciel mógł uniknąć klątwy, ponieważ sam ją rzucił. Niewykluczone, że miała uaktywnić się dopiero w określonych warunkach. Na przykład po upływie pewnego czasu, w konkretnej temperaturze albo po dotknięciu w jednym miejscu, jak dajmy na to czubek głowy. To wyjaśniałoby, dlaczego sprzedawca uniknął przekleństwa. Mógł po prostu trzymać figurkę w innym miejscu niż Philip. - Jeżeli życzy pan sobie złamania i tej klątwy, to będzie bardziej skomplikowane niż przekleństwo wtórne. I jest dodatkowo płatne - zapowiedziała jeszcze, bo w takich przypadkach zdecydowanie nie pracowała za darmo. RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Philip Nott - 04.09.2023 Postanowił posłuchać uzdrowicielki, wydająca mu polecenia i się do nich zastosować. O ile przez chwilę był w stanie się nie ruszać, tak znacznie trudniej było mu zachować milczenie i przez chwilę nie oddychać. Zdołał się domyślić tego, że jego gadanie mogłoby rozpraszać kobietę. Zależało mu na tym aby uwolniła go od tego niegroźnego przekleństwa, które można było przyrównać do szczeniackiego wybryku jakiegoś ucznia w Hogwarcie. Pomimo nieznajomości klątw podobnych żartów dopuszczał się w szkole. Ten sam poziom. Nie uważał klątw za coś dobrego. Pewnym pocieszeniem było to, że nie zaczęły mu odpadać ręce albo nie stało się coś równie złego. Ręce stanowiły narzędzie jego pracy i wolał aby pozostawały jak w najlepszym stanie i na swoim miejscu. Dłonie go zaswędziały a on nawet nie mógł się podrapać. Przyjrzawszy się im pobieżnie nie dostrzegł żadnej zmiany, jednak musiał wykazać się zaufaniem względem uzdrowicielki. Wydawała się znać na swojej robocie. Utwierdził się w tym przekonaniu, jak jagodowa barwa przeszła w odcień błękitu. — Zdaniem pani Bulstrode, tak. Nie znoszę tego spokojnie. — Zwrócił się do uśmiechającego się chytrze kuzyna, na którego spojrzał spode łba. — Błysku, przygotuj proszę herbatę dla trzech osób... napije się pani? — Następne słowa skierował do swojego skrzata domowego. Uzdrowicielka co prawda była tutaj służbowo, jednak wypadało zapytać. — Dwadzieścia cztery godziny to długo. Poproszę kuzyna, aby mi ją kupił. Jeśli te objawy nie ustąpią to zgłoszę się do Munga. — Stwierdził z przekąsem. Jako celebryta nie tyle co nie mógł pozwolić sobie na wyjście w takim stanie na Ulicę Pokątną, co nie chciał. Nie czuł się komfortowo kiedy jego skóra z powodu klątwy przybrała nienaturalny dla niej odcień i nie chciał kusić losu wyjściem. Jeśli Kayden nie będzie skłonny przejść się do apteki to będzie musiał wysłać sowę. — Na aukcji. — Wyjaśnił swojemu kuzynowi to, co był w stanie mu wyjaśnić. Bo naprawdę nie znał się na klątwach. Po raz kolejny z pomocą w tej sprawie przyszła pani Bulstrode i mogła odpowiedzieć na pozostałe pytania Kaydena odnośnie przekleństwa ciążącego na tym przedmiocie. — Proszę ją złamać. Jak już pani skończy to wystawi mi pani rachunek. — Przystał na to. Liczył się z kosztami za wizytę prywatną podczas której miał zostać uwolniony od tej klątwy, ale również nie mógł pozwolić aby ta sytuacja się powtórzyła. RE: [Marzec 1972, kamienica Philipa] Przeklęte przedmioty - Kayden Delacour - 10.09.2023 Nie miał pamięci do twarzy. Zupełnie. Bywało, że pamiętał jedną cechę wyglądu; wyjątkowo ciemne oczy, połysk na krwistych włosach, jedwabny głos, lub ostre rysy twarzy. Samo ujrzenie owej cechy przywracało wspomnienia i wtedy mógł już połączyć kropki. Czasem wystarczyło jakieś zdanie, które zapadło mu głęboko w pamięć i trzymało się ścianek umysłu z wyjątkową determinacją. A nazwiska? Nazwiska pamiętał, choć nie zawsze mógł dopasować obrazek do słowa. Po usłyszeniu pełnego imienia i nazwiska uzdrowicielki, coś w Kaydenie kliknęło i jego uwaga nieco się wyostrzyła. Florence Bulstrode była w jego hogwarckim domu, kiedy zaczynał swoją naukę. Tak, teraz pamiętał... Widział ją też w skrzydle szpitalnym parę razy i więcej niż parę w pokoju wspólnym. Nie utrzymywał bliższych relacji ze starszymi rocznikami i dopiero teraz, na starsze lata pluł sobie w brodę, że tego nie robił. Wcześniej nie widział bowiem korzyści, jakie mogło to przynieść. Tak czy inaczej, zaraz, gdy kobieta przedstawiła się uprzejmie, Kayden przypomniał sobie o swoim beznadziejnym nawyku pomijania rzeczy oczywistych jedynie dla niego i także się krótko przedstawił z imienia i nazwiska, chociaż o tym, że ją kojarzył, nie wspomniał ani słowa. Wątpił bowiem, żeby kobieta w ogóle go kojarzyła. - Nie ma sprawy, mogę się przejść do apteki. - Odparł spokojnie i choć w duchu uważał, że przejście po Ulicy Pokątnej z błękitną opalenizną byłoby całkiem zabawnym widowiskiem, postanowił oszczędzić kuzynowi upokorzenia i docinek. Chociaż kilka z nich aż cisnęły mu się na usta... jak na przykład żal, że nie przybrał barwy złotego znicza, za którym ścigałyby go panny na miotłach. Ahh, przegapiona okazja... Ugryzł się jednak w język i już nic więcej na ten temat nie powiedział. - Niech się pani nie martwi, nie zamierzam dokładać nikomu pracy... Szczególnie że błękit to zdecydowanie nie mój kolor. - Zapewnił uzdrowicielkę, po czym wysłuchał jej wyjaśnień w milczeniu, kiwając lekko głową. Zastanawiał się, czy reszta przedmiotów z aukcji też miała na sobie jakieś przekleństwo. Przyglądał się chwilę posążkowi, ale nie zobaczył w nim nic interesującego, więc szare oczy powróciły na kuzyna i uzdrowicielkę. Odsunął się nieco, nie chcąc przeszkadzać w usuwaniu klątwy i z ciekawością obserwował proces. |