Secrets of London
[01.06.72] Obowiązki służbowe - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Wątek: [01.06.72] Obowiązki służbowe (/showthread.php?tid=1747)

Strony: 1 2


[01.06.72] Obowiązki służbowe - Brenna Longbottom - 18.08.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Brenna do Biura wpadła jak burza. Oczywiście, była w Ministerstwie już wcześniej – właściwie to godzinę przed rozpoczęciem właściwego dyżuru – ale zdążyła zbiec do archiwum, by poszukać paru szczegółów starych spraw, skoczyć do koronera po raport z autopsji, a wreszcie poświęciła cenne pięć minut na dyskusję z Hadesem, jednym z BUMowców, na temat kawy, jego nowej dziewczyny oraz problemów z roślinami w ogródku.
Kiedy wkroczyła do siedziby Brygady z naręczem akt, dostrzegła, że Heather już siedziała przy swoim biurku. Dobrze, bo to znaczyło, że po pierwsze Wood wreszcie wydobrzała – a tamta noc, którą Brenna spędziła niepewna, czy ranna Heather nie umrze jej na rękach, wciąż nawiedzała ją w koszmarach – po drugie, mogła zdjąć z barków Brenny część obowiązków.
- Cześć, Heath! – oświadczyła Brenna. Walnęła całą stertę papierów na biurko partnerki, a potem sama też usiadła na blacie, jedną stopą podpierając się o podłogę, a piętą drugiej zaczynając stukać w nogę biurka. – Sprawa wygląda tak. Bones uważa, że najlepiej, gdybyś jakiś czas, skoro przechodziłaś rekonwalescencję, spędziła przy papierach.
Tu Brenna postukała palcem w wieżę, którą przyniosła.
Tyle że… cóż, sama kontaktowała się już ze szpitalem, aby dowiedzieć się, czy na pewno można Heather „zapędzać” do pracy i odpowiedź brzmiała tak. A poza tym – chociaż Brenna za nic nie chciała dziewczyny przeforsować – wiedziała, że dla Wood te papiery to raczej kara, nie nagroda. Nie wspominając już o tym, że alternatywa była jedna. Odłoży wyprawę na Nokturn na później, co skończy się zapewne tym, że przedmioty, mające znajdować się „w absolutnie niewinnym sklepie” wyparują – wedle procedur właśnie tak powinna zresztą postąpić, ale to tworzyło zagrożenie dla potencjalnych kupców… albo tych, którym kupcy te rzeczy wręczą. Albo pójdzie tam sama, bo brakowało im ludzi. Na co Brenna była gotowa, owszem, ale jednak nawet jej brak instynktu samozachowawczego miał swoje granice i jeżeli mogła mieć wsparcie na Nokturnie, wolała je mieć.
– Ja z kolei mam cynk, że pewien sprzedawca na Nokturnie próbował wcisnąć komuś bez wątpienia przeklęty, niebezpieczny przedmiot i trzeba dokonać tam rewizji, zanim komuś go sprzeda. Zgodę już dostałam – kontynuowała, przypatrując się Heather. Od razu przeszła do rzeczy, darując sobie tym razem jakieś towarzyskie pogawędki, bo w końcu były w pracy, a pewne sprawy nie cierpiały zwłoki. Gadulstwo gadulstwem, obowiązki obowiązkami. – Masz więc wybór. Możesz spędzić ten dzień z tymi aktami albo zgarnąć rzeczy i ruszać ze mną na Nokturn – oświadczyła. Chociaż po prawdzie, chyba w ogóle nie musiała pytać: jak znała Heather, odpowiedź była oczywista. Brenna równie dobrze mogła od razu kazać się jej ogarniać, bo za dwie minuty, jak tylko zgłosi wyjście, będą leciały na bardzo podejrzaną ulicę pełną przestępców i czarnoksiężników.


RE: [01.06.72] Obowiązki służbowe - Heather Wood - 19.08.2023

Nadszedł długo oczekiwany przez pannę Wood dzień. Kto by się spodziewał, że tak jej będzie brakowało pracy? Wszystko było lepsze od uziemienia w łóżku. Pilnie uczestniczyła w zajęciach rehabilitacyjnych, dzięki czemu zgodnie z planem założonym przez uzdrowicieli mogła wrócić do pracy pierwszego czerwca. Idealnie się składało, był to bowiem dzień dziecka, a Heather była dzieciakiem, może trochę starszym, ale nadal dzieciakiem. Nie mogła sobie wymarzyć lepszego prezentu z okazji tego święta. Dzień wcześniej przygotowała mundur, który wisiał w szafie cały miesiąc. Nie mogła zasnąć z ekscytacji, bo naprawdę cieszyła się, że wreszcie wróci do ministerstwa i do Brenny.

Wstała bardzo wcześnie. Nim wstało słońce. Ogarnęła się dosyć szybko. Stała dłuższą chwilę przed lustrem ubrana w mundur. Włosy sięgały jej jakoś do ramion. Była inna, zmieniła się dosyć mocno od swojego ostatniego dnia pracy. Fizycznie, jak i psychicznie. Heather Wood pragnęła złapać winnych tym wydarzeniom. Idealnie się składało, że była brygadzistką. Wierzyła, że będzie miała okazję to zrobić. Poprawiła niesforny kosmyk rudych włosów, który spadał jej na twarz. Była gotowa, aby pójść do pracy. Zjadła jeszcze tylko szybkie śniadanie, bo to najważniejszy posiłek dnia i wyruszyła. Nie przejmowała się tym, że było zbyt wcześnie. Naprawdę stęskniła się za pracą. Nim jednak znalazła się w ministerstwie zahaczyła o jedną ze swoich ulubionych cukierni, w której kupiła wielki karton pączków. Musiała jakoś przywitać się z kolegami i koleżankami w pracy po takiej długiej nieobecności.

Dotarła na miejsce. Po drodze, w stołówce zostawiła karton pączków z dopiskiem, aby każdy się częstował. Kierowała się w stronę swojego biurka. Gdy znalazła się przed nim przejechała dłonią po blacie, nic się tutaj nie zmieniło. Nikt go nie ruszał. Na stole stało jej zdjęcie z Charliem i Cameronem, Rookwood widniał na nim jeszcze jako prawdziwy on. Usiadła na krześle i czekała. Miała nadzieję, że nie wymyślą czegoś, żeby zostawić ją dłużej przy biurku. Nie znosiła siedzieć z nosem w dokumentach i nie po to tak walczyła o polepszenie swojego stanu zdrowia, żeby tutaj też ją uziemili.

Usłyszała znajomy głos i uniosła głowę znad fotografi. - Brenna! - Posłała uśmiech swojej partnerce. Troche przeraziło ją to, że niosła ze sobą dużo akt, to nie wróżyło niczego dobrego. Starała się jednak nie dać po sobie poznać, że nie do końca jest z tego powodu zadowolona. Westchnęła cicho, kiedy usłyszała kolejne słowa wypowiedziane przez Longbottom. Nie udało jej się również powstrzymać jęku, który okazał się być trochę zbyt głośny.

Oczy jej się zaświeciły, kiedy jej partnerka zaczęła mówić dalej. Słuchała uważnie tego, co miała jej do powiedzenia. Kiwała głową, że rozumie, nie chciała póki co przerywać Brennie. Humor jej się poprawił, bo to by świadczyło o tym, że jest jeszcze dzisiaj dla niej tutaj nadzieja. - Nie mam wyboru Brenna. Znasz mój stosunek do papierkowej roboty. - Powiedziała spoglądając na partnerkę, minęła może sekunda, a podniosła swój zadek z krzesła. - To co, idziemy już? - Musiały przecież szybko wyruszać, żeby złapać przestępcę. Wcale nie chodziło o to, że Heather bała się, że Longbottom może zmienić zdanie i zostawi ją z tą stertą akt.




RE: [01.06.72] Obowiązki służbowe - Brenna Longbottom - 20.08.2023

Tak, to była mniej więcej taka odpowiedź, jakiej oczekiwała. Brenna uśmiechnęła się półgębkiem i jeszcze raz poklepała papiery.
– Tylko nie myśl, że one się rozpłyną. I tak będziemy musiały się nimi zająć – ostrzegła. Tyle tylko, że jeżeli obie szły na Nokturn, to na Heather spadnie połowa tego stosu, zamiast całego: później przyjdzie się im nim podzielić. – Masz dziesięć minut, żeby się naszykować. I weź miotłę. Lepiej zawsze być gotowym do szybkiej ewakuacji z Nokturna.
Dziś w końcu szły tam oficjalnie, a na tej ulicy Brygadziści niekoniecznie byli mile widziany. Brenna mogła stosunkowo łatwo się aportować, ale Heather teleportacji nigdy nie opanowała… A to z kolei oznaczało, że nie: umiejętność teleportowania się nic Brennie nie da, bo nie mogłaby zostawić partnerki.
Sama zeskoczyła z biurka, bo w końcu też musiała zabrać kilka rzeczy. I zmienić marynarkę tak, by z daleka nie było od razu widać, że jest z Brygady Uderzeniowej.
W końcu to był Nokturn, nawet jeżeli tym razem nie występowały incognito.
*

Sklep, do którego zmierzały, leżał nieomal przy samej Horyzontalnej. Jeszcze w tej w miarę „bezpiecznej” części ulicy. Odpowiednio głośne krzyki dałoby się usłyszeć i przy alei, a patrole stosunkowo często kręciły się całkiem blisko. Może dlatego przybytek wyglądał „prawie” porządnie – przychodzili tu bowiem nie tylko stali bywalcy Nokturna, ale i często ci, którzy szukali czegoś ciekawego w okazyjnej cenie. Tu można było dostać różności, skupowane i pozyskiwane, jak podejrzewali Brygadziści, niekoniecznie z legalnych źródeł.
Do tej pory brakowało dowodów, ale teraz mieli zeznania, że próbowano sprzedać tu czarnomagiczny przedmiot, bo sprzedawca na własne nieszczęście zaoferował go pracownikowi Ministerstwa. Krótkie śledztwo wykazało, że mógł się tu dostać faktycznie nielegalnie: ot nowy pracownik, jemu podwinęła się noga… I udało się uzyskać zgodę na rewizję. Nim jednak stanęły przed nim, Brenna zamieniła jeszcze kilka zdań z patrolem na Horyzontalnej.
Sklep mieścił się na parterze. Miał niewielkie, nieco zabrudzone (i zapewne zabezpieczone magią) okna, a wystawiono w nich „różności” – biżuterię, zegary, tym podobne. Zapewne gdyby leżał w innym miejscu, byłby tylko nieco obskurnym, ale dość typowym punktem sprzedaży. Tutaj jednak… tu nie zawsze wszystko było takie, jak się wydaje.
Brenna dała ręką znak Heather, by poczekała. Mruknęła coś o obserwowaniu okolicy, a sama podeszła i zajrzała przez okna do środka. Najpierw jedno, potem drugie, udając, że obserwuje wystawione przedmioty. Dopiero po chwili wróciła do Wood.
– Żadnych klientów, sprzedawca jest sam, ogląda jakiś przedmiot – oświadczyła. Nie chciałaby wchodzić do środka, gdyby ktoś coś akurat kupował. A gdyby z właścicielem był jego nowy pracownik albo więcej osób – mądrzej byłoby jednak poprosić patrol z Horyzontalnej o obstawę. – Pamiętaj, na początku grzecznie. Nie sięgaj po różdżkę, póki on tego nie zrobi, ale jeżeli nie jest idiotą, nie będzie pakował się w kłopoty. Wchodzisz do środka za mną. Nie stój tuż obok mnie. Gdyby zaatakował, w ten sposób nie ma szans trafić nas obu jednocześnie – poinstruowała. Poczekała na ewentualną odpowiedź… i powędrowała do środka.


RE: [01.06.72] Obowiązki służbowe - Heather Wood - 20.08.2023

Zdawała sobie sprawę, że nie zaskoczy Brenny swoją odpowiedzią. Znała ją na tyle, żeby wiedzieć, że Heather nie znosiła papierkowej roboty. Na sam widok tych papierów, które przyniosła wstrzymała oddech. To by było zbyt wiele jak na pierwszy dzień pracy po tak długiej przerwie. Zdechłaby tu z nudy. - Pociesza mnie myśl, że będziemy w tym razem. - Nie, żeby życzyła źle swojej partnerce, no ale wspólne wypełnianie akt brzmiało bardziej sprawiedliwie. Przynajmniej dla Wood. Kiwnęła jedynie głową, gdy usłyszała ile ma czasu na zebranie się do wyjścia. Dziesięć minut niby dużo, niby mało. Zdążyła pójść do stołóki i zeżreć jednego pączka, bo wiedziała, że jak wróci to nic już po nich nie zostanie. Drugiego zapakowała na wynos dla Brenny, bo na pewno będzie jej przykro jeśli nic dla niej nie zostanie. Później udała się do szatni. Wiedziała, że nokturn to specyficzne miejsce i mundur może nie być tam mile widziany. Pozbyła się więc marynarki i pozostała w koszuli, którą miała pod spodem. Jednolita powinna mniej rzucać się w oczy, a poza tym było gorąco. Nie zamierzała więc narzucać na siebie niczego więcej. Wzięła miotłę w wolną rękę i ruszyła w stronę wyjścia, gdzie czekała na nią partnerka. Narzuciła sobie miotłę na plecy na szelkach, które miała specjalnie do tego przygotowane. Zdecydowanie przyjemniej ją się transportowało w ten sposób. - Gotowa - Rzuciła jeszcze nim wyszły z Ministerstwa.

Nie szły daleko. Wood miała wrażenie, że ledwo weszły na Nokturn, a znalazły się na miejscu docelowym. Sklep nie wyglądał podejrzanie, oczywiście jak na Nokturn. Jak jeden z wielu mu podobnych przybytków, w których można było kupić różne pierdoły. Niczym się nie wyróżniał.

Heather rozglądała się uważnie, aby zobaczyć, czy nic niepokojącego nie rzuca się w oczy. Wydawało jej się tutaj wszystko nad wyraz zwyczajne. Skoro Longbottom kazała jej obserwować okolicę - to to robiła. Nie miała nic przeciwko. Musiały mieć oczy z tyłu głowy i być czujne, nie mogły sobie pozwolić na nawet sekundę niesubordynacji. Uważnie więc się rozglądała, przy okazji patrzyła też na to, co robi jej partnerka.

Kiwnęła głową, gdy Bren poinformowała ją o sytuacji w środku. To dobrze, lepiej dla nich. Nie będą powodowały niepotrzebnego zamieszania, nie będą prowadziły czynności mając wokół siebie gapiów. To było istotne. - Tak jest! - Odparła bez zawahania. Wysłuchała wszystkiego, co mówiła jej towarzyszka, starała się też to zapamiętać. Nie powinno być najgorzej. Wierzyła, że uda im się załatwić sprawę polubownie.

Poszła więc za Longbottom do wnętrza, mimo wszystko zacisnęła mocniej rękę na różdżce, którą trzymała w dłoni, była gotowa zaatakować, jeśli tylko przyjdzie taka potrzeba.




RE: [01.06.72] Obowiązki służbowe - Brenna Longbottom - 20.08.2023

Brenna z pewnością miała docenić, że Heather zabrała dla niej pączka. Chociaż nie byłoby jej znowu aż tak przykro – wszak te czasem wydawane w stołówce miały się nijak do wspaniałych wypieków Nory, a Brygadzistka już do nich przywykła.
*
Brenna weszła do środka szybkim, pewnym krokiem. Sprzedawca mruknął coś „zaraz, zaraz”, wyraźnie skupiony na tym, co robił. Nie uniósł wzroku na Detektyw. Nie podniósł głowy i wtedy, kiedy próg przestąpiła Heather. Brenna rzuciła jej nieco rozbawione spojrzenie, a potem odsunęła się, przy okazji szybko lustrując zawartość najbliższych półek. A choć były tu różności, niektóre na pewno cenne, inne nieomal bezwartościowe, nie dostrzegała niczego niebezpiecznego. Nie spodziewała się jednak tego znaleźć po prawdzie na regałach, wszak takie rzeczy zwykle trzymało się pod ladą.
Czekała cierpliwie. Ostatecznie nie wpadali tutaj z różdżkami w dłoniach, dokonać aresztowania, a potencjalna przewina właściciela sklepu nie była aż tak wielka, by Brenna od razu chciała stosować przemoc. Wykorzystywała ten czas na rozejrzenie się pod sklepie, ale…
Drzwi znów otworzyły się.
Do środka wkroczyło dwóch mężczyzn. Jeden bardzo wysoki, krzepki, wyglądał, jakby sporo czasu spędzał i na jedzeniu, i na ćwiczeniach. Drugi dla odmiany niski, o szczurzym spojrzeniu. Instynkt Brenny natychmiast włączył wszystkie alarmy.
Nie zastanowiła się "dlaczego ja" ani "dlaczego dziś". Takie rzeczy czasem się przydarzały. Chyba byłaby zdziwiona, gdyby dowiedziała się, że innym niekoniecznie aż tak często, jak jej. Dłoń podparła na różdżce, ale nic nie robiła. Jeszcze nie. Wchodzenie do sklepu i wyglądanie podejrzanie nie było w końcu zakazane.
- Spierdalajcie stąd, jak nie chcecie oberwać – rzucił szczurowaty, mijając je obie jak gdyby nigdy nic. Właściciel wreszcie podniósł głowę. Pobladł, poderwał się, wypuszczając przedmiot, który z taką fascynacją oglądał jeszcze chwilę temu. Cofnął się tak gwałtownie, że wpadł na szafkę za ladą, uderzył w nią mocno, a na podłogę posypały się rzeczy.
– Zapłacę! Naprawdę zapłacę, ale interesy…
– Markus nie lubi czekać na swoje udziały.
– W tym miesiącu…
– Nie obchodzi nas twoja łzawa historyjka – oświadczył szczurowaty ze znudzeniem. – Crabbe…
Większy z mężczyzn ruszył za ladę. Właściciel, próbując się cofnąć, stracił równowagę, znikł im z oczu…
– Przepraszam? – powiedziała Brenna niby uprzejmie, chociaż już jedną ręką celowała różdżką w plecy szczurowatego, a w drugiej ściskała odznakę Brygady Uderzeniowej. Bo niestety, gdyby teraz się nie wylegitymowała, potem mogłyby mieć problemy z zapewnieniem tym miłym panom długich wczasów w Azkabanie, a zdaniem Brenny potrzebowali odpoczynku w twierdzy na wyspie pośród wody…
– Czy ja nie mówiłem… – zaczął szczurowaty, obracając się ku nim.
– Brygada Uderzeniowa, ręce do góry.
Uniósł rękę, i owszem: po różdżkę. Brenna natychmiast machnęła własną, a magiczne sznury pomknęły ku jego rękom, by je opleść. Czar wyszedł i trafił, acz człowiek zdołał sięgnąć po swoją broń i mógł je zaatakować, ale sznur dość skutecznie go opóźniał. Drugi z mężczyzn, który właśnie sięgnął i zaczął podnosić sprzedawcę za fraki, wypuścił go z hukiem na podłogę i też obrócił się ku kobietom…


Kształtowanie
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [01.06.72] Obowiązki służbowe - Heather Wood - 21.08.2023

To nie był zwyczajny pączek ze stołówki. To był pączek, którego Wood kupiła w jednej z lepszych cukierni na Pokątnej i przyniosła tutaj z okazji swojego powrotu do pracy. Schowała go w kieszeń, bo nie do końca wiedziała, co powinna z nim zrobić, kiedy ogarniała wszystkie rzeczy po drodze i brała miotłę. Na pewno nie będzie to najlepszy pomysł, a z pączka zostanie ewentualnie jakiś placek, ale to zobaczy później...

Weszła cicho za Longbottom. Sprzedawca jednak był na tyle zajęty, że zupełnie je zignorował. Miał je gdzieś, nos wpatrzony w ladę, a raczej w przedmiot, który się tam znajdował. Czy było to coś czarnomagicznego? Zapewne nie, przecież nie zajmowałby się takimi rzeczami jawnie, raczej po godzinach, kiedy nikt nie widział. Mogły zaczekać, prawda? Przecież nigdzie im się nie spieszyło. Liczyła jednak na to, że wreszcie uniesie głowę znad biurka i na nie spojrzy.

Ruda zaczęła się rozglądać wokół. Powoli przemierzała wzrokiem wszystkie półki. Podeszła do szafki, która znajdowała się bliżej niej, jej uwagę zwróciła pozytywka z baletnicą. Dotknęła ją nawet dłonią, ale nic się nie wydarzyło. Może faktycznie były tu przedmioty, które należały do tych legalnych? Chociaż nie wiadomo, co sprzedawca mógł mieć na zapleczu. Powinny dokładnie się rozejrzeć.

Otworzenie się drzwi odwróciło jej uwagę od pozytywki. Powodowało to trochę zamieszania, bo zdecydowanie łatwiej byłoby im odbyć rozmowę ze sprzedawcą bez gapiów. Tyle, że ci tutaj nie wyglądali na zwyczajnych klientów. Ruda zmarszczyła brwi, kiedy usłyszała, że ma spierdalać. Oni jeszcze nie wiedzieli, to było w tym wszystkim najbardziej zabawne. Nie był to dobry moment na pojawienie się w tym miejscu.

Zbieg okoliczności spowodował, że przyszli tutaj odebrać swoje długi, a może i nawet nie swoje, w momencie w którym w sklepie znalazły się dwie brygadzistki. To był szczęśliwy dzień tego nieszczęsnego sprzedawcy, ale tego dowie się za chwilę.

Heather stała nieco dalej od Brenny, także jej partnerka zareagowała jako pierwsza. Sama Wood również wyciągnęła zza pazuchy różdżkę, którą mocno ściskała i wycelowała w mężczyznę, który stał obok sprzedawcy. Były dwie, ich też było dwóch, więc miały wyrównane szanse. Machnęła różdżką i wypowiedziała pod nosem zaklęcie. Podobne do Brenny, bo to było najbardziej adekwatne w tym momencie. Musiały ich unieruchomić, więc starała się wyczarować magiczne łańcuchy, które go spętają.


Kształtowanie
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [01.06.72] Obowiązki służbowe - Brenna Longbottom - 21.08.2023

rzuty na (nie)obronę npctów
Próba rozproszenia więzów, które wyczarowała Brenna, nie powiodła się – i szczurowaty mężczyzna pozostał związany. Wpatrywał się w nie z wściekłością i mimo swojego statku, spróbował skierować różdżkę w Longbottom.
Drugi z mężczyzn był bez wątpienia silny. Ale był też wielki i powolny. Chociaż starał się wykonać unik przed łańcuchem, który znikąd stworzyła Wood, nie zdołał i ten oplótł jego wielkie cielsko. Szarpał się jednak: i był na tyle wielki, że istniała całkiem spora szansa, że gdy się uprze, to te więzy zdoła przerwać. Sprzedawca tymczasem na czworakach wypełzł zza lady, chcąc uciekać.
Brenna uniosła różdżkę, już – już gotowa obezwładnić swojego przeciwnika, gdy…
…okazało się, że pudełko, które z takim zapamiętaniem oglądał sprzedawca, może i nie było czarnomagiczne, ale potencjalnie groźne: już owszem. Zapewne dlatego nie zwracał uwagi na klientów, nie chcąc popełnić jakieś błędu. A tym bez wątpienia było poderwanie się na widok wierzycieli (a może łobuzów, chcących wymusić haracz za „ochronę”?) i strącenie go na podłogę.
Nastąpił wybuch. Dość głośny, chociaż nie o wielkim zasięgu. Lada przyjęła na siebie większość jego impetu, rozpadając się na kawałki, regał za nią runął. Siła uderzenia odrzuciła zarówno sprzedawcę, jak i wielkoluda skrępowanego przez Heather: oby zasypały odłamki, a resztka lady stanęła w ogniu. Szczurek postanowił wykorzystać tę chwilę zamieszania i zamiast zaatakować, ruszył pędem do drzwi.
Gdyby Brenna miała większe skłonności do samo refleksji, może zaczęłaby się zastanawiać, czy to ona nie przynosi pecha wszystkim wkoło. A może tylko ktoś rzucił na nią zaklęcie, aby nieomylnie kierowała swoje kroki tam, gdzie ma dojść do zamieszania (albo da się wpaść do jakiegoś dołu w ziemi)?
Na szczęście, to była pora na działanie, nie przemyślenia.
- Gaś! – krzyknęła Brenna do Wood. Gdyby była sama, pozwoliłaby mężczyźnie uciec, bo ostatecznie nie pozwolenie, aby dwie osoby uległy poparzeniu, i zapobiegnięcie pożarowi było znacznie ważniejsze niż schwytanie jednego, drobnego przestępcy. Teraz jednak rzuciła się w jego kierunku i zderzyli się przy drzwiach. Detektyw miała proste dwie przewagi: po pierwsze, mężczyzna był niski, a ona wysoka, po drugie, wciąż jego ręce krępowały magiczne więzy. Oboje wpadli na ścianę tuż obok wejścia, z głośnym łoskotem. Różdżka szczurowatego potoczyła się po podłodze. Szarpnął się, a Brenna dała mu po prostu w nos, jako że rzucenie teraz zaklęcia byłoby raczej trudne.
Pożar nie był duży, ale mógł łatwo się rozprzestrzenić. Sprzedawca próbował się od niego odczołgać, szlochając głośno, a wielkolud odpychał się nogami, bo łańcuchy skutecznie utrudniały mu poruszanie się.


RE: [01.06.72] Obowiązki służbowe - Heather Wood - 22.08.2023

Udało jej się rzucić zaklęcie bez mniejszego problemu. Drugi z mężczyzn nie zdążył zareagować - łańcuchy zdążyły go spętać. To, że należał do tych większych było ułatwieniem, poruszał się wolniej, dzięki czemu faktycznie poszło jej całkiem szybko, bo za pierwszym razem.

Zrobiło się spore zamieszanie. Miały tutaj dwóch typów, którzy próbowali się wyrwać i byli tylko przypadkową zdobyczą. Najważniejszy był przecież sprzedawca, przez którego się tutaj pojawiły. Wood próbowała go znaleźć wzrokiem, nie opuszczała przy tym różdżki, była gotowa do kolejnego ataku. Zauważyła, że sprzedawca czołga się za ladą, gdzie chwilę wcześniej się schował.

Tyle, że nie mogło być tak prosto. Oczywiście, że nie mogło. Nagle coś wybuchło. Gdy tylko usłyszała głośniejszy dźwięk Ruda odwróciła się w stronę ściany i niemalże się do niej przytuliła; schowała twarz w dłoniach, nie chciała dostać po oczach odłamkami. Przestraszyła się jednak, a wiadomo, co się dzieje, kiedy Heather zaczyna się bać.
[roll=Z]

Odkryj wiadomość pozafabularną
rzut na kształtowanie; na klątwę żywiołów
[a]Udało jej się jednak nad tym zapanować. Spotkania z Castielem pomagały - zdecydowanie. Coraz rzadziej zaczynała tracić nad sobą panowanie.

Longbottom była zajęta łapaniem swojego przestępcy, który postanowił skorzystać z okazji i uciec. Wood dostrzegła ogień, który znajdował się na ladzie. Nie mogła pozwolić, żeby ci dwaj, którzy znaleźli się tuż obok zostali poparzeni. Mruknęła więc pod nosem zaklęcie, machnęła różdżką, chciała wyczarować strumień wody, który ugasi ogień.

[roll=Z]
[roll=Z]
Odkryj wiadomość pozafabularną
rzut na kształtowanie strumienia wody

Jak zajmą się tym małym pożarem może wreszcie uda im się dotrzeć do sprzedawcy, który to interesował kobiety od samego początku.




RE: [01.06.72] Obowiązki służbowe - Brenna Longbottom - 22.08.2023

Ręka szczurowatego została wykręcona, a Brenna – gdy kątem oka dostrzegła, że woda zalała ladę – wydobyła z kieszeni magiczne kajdanki. Sprzedawca płakał w kącie, a drugi ze zbirów próbował się z trudem podnieść. Pomieszczenie było wypełnione smrodem dymu oraz spalenizny.
- Heath, kajdanki – poprosiła Brenna, licząc, że jej partnerka skuje drugiego gościa, nim ten się uwolni. Był wprawdzie na pewno silny, znacznie większy od Heather, ale kajdanki pozostawały magiczne, a Wood była bardzo sprawna. Sprzedawca i jego ciemne interesy sprzedawcą i interesami, ale w tej chwili miały tu dwóch gości, którzy musieli zostać aresztowani i wiedziała już, że przyjdzie im prosić o pomoc patrol z Horyzontalnej. – Pańskie nazwisko?
– Pierdol się – syknął szczurowaty. Jeżeli liczył jednak, że zrobi to jakiekolwiek wrażenie na Longbottom, to się przeliczył. Zasadniczo do niedawna miała przecież głównie do czynienia z takimi jak on – ważniakami z Nokturna. Przed nastaniem Voldemorta raczej rzadko posyłano Brygadzistów do walk z czarnoksiężnikami…
Nie pierwszy raz słyszała takie odzywki.
– Panie Pierdol Się, jest pan aresztowany pod zarzutem próby rozboju, stawiania oporu podczas aresztowania, ataku na Brygadzistki na służbie oraz doprowadzenia do zniszczenia mienia – wyrecytowała, kiedy jego ręce zostały skute. Stuknęła różdżką w jego ramię, rzucając zaklęcie, które miało utrudnić mu nieco poruszanie się, gdyby chciał umknąć, a potem przywołała do siebie jego różdżkę. I znów się odezwała, recytując całą formułkę, na głos, dla nich obydwu, bez zająknięcia. Tak, aby nie było wątpliwości, i przypadkiem nie dano mu szansy na wymiganie się z tego wszystkiego.
– Ja… ja nie chcę składać zawiadomienia… – jęknął sprzedawca, wciąż ze swojego kąta.
– To ma pan pecha, ponieważ ja chcę, a rzucili się na nas – powiedziała Brenna, wciąż uprzejmie. – Jeżeli złoży pan zeznania, może popatrzymy nieco przychylniej na to, że najwyraźniej zajmował się pan groźnymi przedmiotami bez należytego zabezpieczenia…
– Nie rozumiecie! Wszystko zniszczycie!
Brenna tylko westchnęła.
Oscylowała na uboczu tego świata, ale chyba nigdy nie miała go w pełni zrozumieć. A jej siła przekonywania nie była na tyle duża, aby teraz mogła go skłonić do współpracy. Nic, wrócą tu później, jeszcze z kimś innym… i to „później”, nastąpi za moment, inaczej ten wszystko stąd ukryje…
– Heath, trzeba ich zabrać na Horyzontalną, możliwie szybko. Zanim zlecą się koledzy – rzuciła do Wood, zerkając przez ramię, jak radzi sobie z olbrzymem, który ewidentnie nie chciał dać się skuć. Musiały się spieszyć, jeżeli nie chciały mieć na głowie całej masy łobuzów z Nokturna.


RE: [01.06.72] Obowiązki służbowe - Heather Wood - 22.08.2023

Ten dzień był całkiem zabawny. Mimo tego, że nic nie szło według planu, to los i tak im sprzyjał. Jakimś cudem udawało się naszym brygadzistkom radzić ze wszystkimi przeciwnościami. Dwójka rabusiów była na tyle nieudolna, że nie poradziła sobie z ucieczką. Mimo prób. Brenna złapała tego, który chciał nawiać za drzwi. Była sprytniejsza, co wcale nie dziwiło Rudej. W końcu jej partnerka była NAJLEPSZA.

Sama Heath bez większych problemów wyczarowała strumień wody, który ugasił pożar spowodowany przez przedmiot, który wypadł z rąk sprzedawcy. Uratuje pozostałą dwójkę przed spaleniem. Bardzo dobrze, nie chciała mieć nikogo na sumieniu, nie dzisiaj.

- Tak jest! - Krzyknęła jeszcze do Longbottom, żeby tamta wiedziała, że zarejestrowała, co do niej mówi i udała się w stronę mężczyzny, tego, który był od niej dużo większy i wierzgał się po podłodze w łańcuchach, w które go zakuła. Zbliżyła się do niego i założyła mu na nadgarstki kajdanki. Chwilę to trwało, bo wielkolud próbował z nią walczyć. - Wiesz, że jak będziesz się tak wił po podłodze, to będzie bardziej boleć. - Skomentowała jeszcze. - Sam sobie utrudniasz życie, ale twój wybór, ja tylko grzecznie doradzam. - Odparła, po czym odwróciła się w stronę sprzedawcy. Nie mogła skupiać całej uwadze na mężczyźnie, bo ten drugi mógłby skorzystać z okazji i uciec, a tego zdecydowanie nie chcieli, w końcu to przez niego się tutaj znalazły.

- Pan także, pana również aresztujemy z panem Pierdol Się. - Powiedziała cicho do tego, który został skuty na podłodze. - Brygada Uderzeniowa mówi dzień dobry. - Uśmiech malował się na jej twarzy. Była bardzo zadowolona takim rozwojem sytuacji.

Nagle odezwał się sprzedawca. Ciekawe. Heather przeniosła na niego wzrok. - Wszystko rozumiemy, ba, nawet mogłyśmy poczuć to na własnej skórze, czym pan się tutaj zajmuje. - Postanowiła się wtrącić, w końcu i one prawie oberwały wybuchem. Miały trochę szczęścia, bo znajdowały się najdalej od tego dziwnego czegoś, w czym dłubał.

- Tak, musimy się ich pozbyć. Mam nadzieję, że pan pójdzie po rozum do głowy i złoży zeznania. - Powiedziała jeszcze do sprzedawcy, który wyglądał na zdenerwowanego. - Tak to trochę współudział... - Dodała jeszcze.