Secrets of London
[20.05.72] why can't i cry about us? | perseus & elliott - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [20.05.72] why can't i cry about us? | perseus & elliott (/showthread.php?tid=1748)



[20.05.72] why can't i cry about us? | perseus & elliott - Perseus Black - 19.08.2023

20 maja 1972, mieszkanie Perseusa


tw: myśli samobójcze

Własne ciało było dla Perseusa niczym koszmar na jawie – odmawiająca posłuszeństwa noga, z każdym miesiącem stająca się coraz bardziej odrętwiała, widziane przez jego oczy migotliwe barwy okalające obce sylwetki, od których intensywności czuł narastający ból w skroniach, własne serce zbyt często znajdujące się na granicy tachykardii oraz myśli, jakie podsuwał mu mózg, jego własny zdradziecki mózg; niekiedy nienawistne w swej rozpaczliwości, innym przepełnione żarliwą obsesją, najczęściej jednak zbyt chaotyczne, by mógł wepchnąć je w którąś z ram. Najbardziej umiłowały sobie dręczenie go nocą, gdy leżąc w rozkopanej pościeli wpatrywał się w chybotliwe światła ulicy tańczące na sufitowej sztukaterii; wtedy to żałosny w swej bezbronności, pozwalał, by swoimi ostrymi szponami zatapiały się w jego smolistej duszy, nacinały ją i zostawiały pajęczynę cienkich ran, niewidocznych, lecz dających o sobie znak przy każdym oddechu. Kiedy było bardzo źle, z pomocą przychodziły mu eliksiry, po których spał, lecz nie śnił. Innym razem stojąc nad łazienkową umywalką z pianką na policzkach przyglądał się brzytwie trzymanej w dłoni i rozważał ostatecznie zakończenie nierównej walki z natręctwem własnej psyche. Prędko jednak zarzucał ten pomysł; doskonale wszak zdawał sobie sprawę z tego, że oddzielenie się od ciała nie ulży jego cierpieniom.
Nie wszystkim z nich.
Trwał więc zawieszony pomiędzy tym, kim pragnął być – człowiekiem szaleńczo zakochanym w życiu, beztrosko wyciągającym ramiona ku światu, odrobinę naiwnym głupcem, lubiącym wytworne wino, po którym śmiał się nieco głośniej, niż wypadało – a tym, kim był naprawdę; mężczyzną złamanym, do reszty zepsutym, skazą na honorze Blacków, wadliwym produktem ubocznym rodziny idealnej. Miewał okresy, gdy wszystkie lustra w jego mieszkaniu zakrywały czarne zasłony, bowiem nie mógł znieść widoku osoby, którą w nich widział. Innym razem dokładnie przyglądał się swemu odbiciu, mierzył wzrokiem sylwetkę, uparcie próbował dopatrzyć się w nim czegoś, co sprawiłoby, że mniej gardziłby sobą, lecz dostrzegał tylko pustkę jego czarnych niczym węgiel oczu.
Tamtego popołudnia gęste popielate chmury zawisnęły nad Londynem, zaś silny jak na tę porę roku wiatr rwał przekwitłe kwiaty z krzewów. Wkrótce deszcz zadzwonił o szybę, a Perseus niechętnie poderwał się z fotela, aby zamknąć okno. Zatrzymał się jednak w połowie, obserwując tonącą w ulewie Aleję Horyzontalną i nagle poczuł, jak i jego zalewa fala samotności, nieutulonej tęsknoty za czymś, co dawno przeminęło i miało nigdy nie wrócić; za blond kosmykami łaskoczącymi jego skórę i błękitem źrenic wpatrzonych weń i śmiechem, tak jasnym i perlistym, odbijającym się echem od wysokich sklepień wiekowych posiadłości. Rozdzierający ból przeszył jego klatkę piersiową. Upadł na kolana pod otwartym oknem i załkał. Nikogo nie umiesz przy sobie zatrzymać. Jesteś dla wszystkim ciężarem, nie widzisz tego? Z czasem wszyscy się od ciebie odwrócą, zarechotał szyderczy głos w jego głowie, a Perseus uwierzył.
Z odrętwienia wyrwało go pukanie do drzwi. Na początku pragnął je zignorować, jednak kiedy powtórzyło się z większą natarczywością, z cichym westchnieniem podniósł się z wilgotnego dywanu. Mokra koszula z jednej strony lepiła mu się do ciała, jednak on zdawał się tym nie przejmować, gdy wsparty o laskę pokuśtykał w stronę drzwi wejściowych. Uchylił je nieufnie, jakby z obawą, że lada moment stanie się coś złego. Zaraz jednak jego oblicze złagodniało i wpuścił Elliotta do środka. Nie wiedział, czy to jego myśli przyciągnęły do niego przyjaciela, czy też jego pojawienie się było dziełem przypadku, ale kiedy tylko upewnił się, że nikt ich nie widzi, objął go mocno i wtulił policzek w jego marynarkę.
Przyszedłeś — zauważył zdławionym wzruszeniem głosem.