Secrets of London
1972/wiosna/maj/21 - Ciasteczko z wróżbą - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: 1972/wiosna/maj/21 - Ciasteczko z wróżbą (/showthread.php?tid=1757)

Strony: 1 2


1972/wiosna/maj/21 - Ciasteczko z wróżbą - Alanna Carrow - 10.09.2023

Odkryj wiadomość pozafabularną
"CIASTECZKO Z WRÓŻBĄ

Przechadzając się przez ulicę Pokątną natrafiłeś na cykliczny, niedzielny festyn. Wśród straganów dostrzegłeś wózek chińskiej wieszczki, która sprzedawała ciastka z wróżbą. Skusiłeś się na jedno z nich. Po odwinięciu papierka ukazał ci się napis:

Rzut Symbol 1d258 - 80
nowe zajęcie)
Przepowiednia, którą znalazłeś w środku, spełniła się tego samego dnia."

Przetarła ścierką blat, ścierając rozlane krople alkoholu. Nie powinno jej tu być, nie po tej stronie barowej lady – przecież pracowała zupełnie gdzie indziej i bynajmniej do jej obowiązków nie należało lanie piwa czy też sporządzanie drinków, nie mówiąc już o wysłuchiwaniu z uśmiechem paplaniny coraz bardziej nalanych klientów. Pół biedy, jeśli tylko gadali i nie szło za tym nic więcej – gorzej, jeśli któryś jednak pozwalał sobie na trochę więcej. Nie to, że odpowiednie odgryzienie się było problemem, niemniej wciąż, zdecydowanie nie należało to do najprzyjemniejszych rzeczy.
  Cóż. Durne wróżby potrafiły się dość niespodziewanie sprawdzić – bo przecież tylko parsknęła, gdy jednak skusiła się na ciasteczko ze straganu chińskiej wieszczki i odkryła, że wróżba przewidywała jakieś nowe zajęcie. Szczegół, że niczego takiego naprawdę nie planowała, dosłownie nic, co byłoby w jakiś sposób „nowe” w rutynie życia, w którą musiała wskoczyć. Nawet jeśli pojawiały się jakieś odstępstwa, to przeważnie i tak wpisywały się w utarty schemat. A tu jednak… Carrow – prawdziwa Carrow, choć w zasadzie to rozróżnienie nie powinno było istnieć, bo Clare musiała być po prostu Alanną, każdym calem siebie, żeby nie wzbudzać żadnych podejrzeń – miała dość bliską znajomą, może nawet przyjaciółkę wedle jej standardów, która właśnie pracowała w barze. I której wyskoczyła na tyle paląca kwestia, iż stawienie się w pracy graniczyło z niemożliwością.
  Od czego się miało przyjaciół, czyż nie?
  Stąd też, całkiem niespodziewanie dla siebie, skończyła w tym barze. Bo niby każdy głupi potrafił nalać trunku do szklanki, uśmiechnąć się do zamawiającego i jeszcze przy okazji nie potłuc tych wszystkich butelek i naczyń. Nic, tylko małpę postawić i spisze się tak samo dobrze.
  Cóż, to nie było jednak takie proste, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. I choć w teorii zdawała sobie sprawę z tego, bo już widziała, jak bardzo Doris bywała zmęczona, to jednak co innego widzieć, a co innego doświadczać tego na własnej skórze. Zwłaszcza w niedzielny wieczór. Nie można było powiedzieć, iż bar świecił pustkami, wręcz przeciwnie – klienci się pojawiali i odchodzili, woń alkoholu mieszała się z wonią tytoniu; dym z papierosów rozsnuwał się po sali.
  Nigdy więcej, obiecała sobie w duchu, jednocześnie posyłając klientowi uśmiech. Prawdziwa Carrow zapewne musiałaby się postarać, żeby nie odstraszyć wszystkich samymi swoimi minami, Clare zaś mogła to trochę złagodzić. W zasadzie nawet musiała, jeśli nie chciała, by Doris wyleciała z hukiem z pracy z powodu znalezienia tak paskudnego zastępstwa; nawet jeśli uczyniła cudze życie swoim, to nie wyzbyła się przecież własnej natury. Zajmując się rozlewaniem trunków, nawet nie zauważyła, jak do środka wchodzi kolejny gość.
  Szczególny gość.

Kości się wzięły i spsuły; skonsultowane z Szefem wszystkich szefów. Zatem, suma była rozegrana pod "nowe zajęcie", zgodnie z tym, co pierwotnie wyskoczyło.



RE: 1972/wiosna/maj/14 - Ciasteczko z wróżbą - Patrick Steward - 10.09.2023

Patrick miał nadzieję, że przynajmniej ten wieczór nie zakończy się tak samo jak niemal wszystkie, które od czasu Beltane próbował spędzić w pubie. Tu już nawet nie chodziło o to, że drażnił go kompletny brak anonimowości. Miał po prostu dość kolejnych tych samych pytań i rozmów, które miałyby się tyczyć tego, na co kompletnie nie miał wpływu.
Tak, był Zimny. Tak, rzeczywiście jego skóra w dotyku była gliniasta i przypominała dotyk trupa. Nie, nie obrażał się na to porównanie. I hahaha, tak w ogóle to koń by się uśmiał z tego porównania do trupa. Nikt wcześniej na to nie wpadł. Słowo skauta. Nie, wódka nie sprawiała by przestał być zimny. Butelka wódki też nie potrafiła tego dokonać. A przypadkowy seks? Czy to jest ten moment, w którym powinienem uciekać? Hahaha.
W mugolskich pubach było niewiele lepiej. Tak, tam przynajmniej wciąż pozostawał nieznany, ale widział zdumione spojrzenia kelnerek, gdy opłacał rachunek. I wzdrygnięcia, kiedy przeciskał się do kibla i w tym przeciskaniu kogoś przypadkiem dotknął.
Ale na swoją obronę, Patrick miał akurat tyle, że teraz po prostu musiał wyjść do ludzi. Czuł, że jeśli spędzi ten jeszcze jeden dzień zamknięty w swoim mugolskim mieszkaniu (albo w pokoju, w rezydencji dziadków) to po prostu oszaleje.
Miał na sobie zwykłe jeansy i obszerną bluzę, gdy wszedł do pubu. Ręce wsadził w kieszenie, żeby przypadkiem nie dotknąć nagą skórą jakiejś innej skóry i nie wywołać zaciekawionych spojrzeń już na samym wstępie. Całkiem zgrabnie udało mu się przedostać aż do samej lady. Przysiadł na jednym z wolnych stołków (i tak, zupełnie celowo wybrał akurat taki stołek, obok którego było pusto) a potem oparł się łokciami o blat i wyszukał wzrokiem barmanki.
Zmarszczył brwi, w pierwszej sekundzie widział ją z tyłu, ale te jej ogniste włosy chyba już rozpoznałby właściwie wszędzie. Tylko czy na pewno? Czy to możliwe, że Alanna zwolniła się z pracy w Ministerstwie Magii i zajęła się pracą w pubie? Nie, żeby miał coś przeciwko kobietom pracującym w pubach, ale tu trochę byłoby mu przykro, gdyby miał jej nigdy więcej nie minąć na korytarzach Ministerstwa Magii.
- Dobry wieczór – przywitał się z nią w chwili, w której podłapała jego spojrzenie. – Co za niecodzienne spotkanie – zagaił, posyłając jej szeroki uśmiech.
Jakoś obecność Alanny niespodziewanie poprawiła mu humor.


RE: 1972/wiosna/maj/21 - Ciasteczko z wróżbą - Alanna Carrow - 10.09.2023

Miała się starać i nie odstraszać wszystkich swoimi minami, tak? Zadanie o w miarę przyzwoitym stopniu trudności, przynajmniej dopóki nie odwróciła się, stawiając naczynie na ladzie przed zamawiającym i nie natrafiła prosto na… niego.
  Miał prawo, tłumaczyła sobie niejednokrotnie. Florence przy nim była cały ten czas, od Hogwartu, a ona sama – oficjalnie spoczywała w ziemi. Nie mogła wymagać, że będzie czekał wieczność, prawda? Gdyby tylko nie zaprosił jej na herbatę… gdyby tylko! A może źle odczytała intencje? Może rzeczywiście to miała być jedynie herbatka, czysto przyjacielska, a całą resztę sobie dopowiedziała – z powodu pragnień, jakie się w niej kłębiły, z tych powodów, przez które wyrwała się z Limbo i powróciła na ten padół łez, wpadając niczym śliwka w kompot.
  Bo naprawdę, mogła lepiej wybrać swoją ofiarę – o ile rzeczywiście świadomie wybierała, czego nie była pewna; cały ten okres pomiędzy spowijała gęsta, nieprzenikniona mgła, rodząca znacznie więcej pytań niż odpowiedzi. Czasem to frustrowało, czasem o tym po prostu zapominała, zajmując się dokładaniem starań do tego, by przetrwać.
  I zbliżaniem do tych, których tak kochała.
  Nie, nie uśmiechnęła się, gdy jej spojrzenie padło na Patricka – choć przecież zdecydowanie powinna. Potrafiła się maskować, prawda? Potrafiła zwodzić swoimi słowami i mimiką, a jednak… jednak nawet nie spróbowała.
  - W istocie, niecodzienne – wycedziła, częściowo dając upływ gromadzonej frustracji. Jak… jak mógł. Dlaczego. Przecież wtedy jeszcze zapewniał, że pamięta, a potem, potem zobaczyła to i tak bardzo nie mogła wyrzucić tego obrazu z pamięci, chociaż bardzo chciała.
  Bo w teorii miał prawo.
  Zwłaszcza że kim dla niego była Alanna? Tylko dziewczyną z innego ministerialnego wydziału, z którą spotkał się przy wykonywaniu obowiązków służbowych. A i tak, świadkiem jego niedoszłego utopienia się, też coś, nic wielkiego, poradził sobie sam, równie dobrze mogło jej tam nie być, nie zaistniałaby żadna różnica.
  - Coś podać? – spytała sucho, nie bawiąc się w ceregiele ani żadne insze uprzejmości. Zamawiasz albo wypad, nie zajmuj miejsca bardziej spragnionym, człowieku; tu nie ma miejsca dla tylko siedzących.


RE: 1972/wiosna/maj/21 - Ciasteczko z wróżbą - Patrick Steward - 11.09.2023

Patrick zmarszczył brwi, gdy dotarło do niego, że Alanna była jakaś poirytowana. Nie, nie skojarzył irytacji ze swoją osobą. Po pierwsze dlatego, że naprawdę nie wiedział czym mógłby ją zirytować i, że w ogóle miał taką moc, by wyprowadzić ją z równowagi. Po drugie, na co dzień pracowała w Ministerstwie Magii a tam jednak było mniej gwarno i hałaśliwie, niż tutaj. Także dla niego oczywistą odpowiedzią na jej zły humor było to, że z jakiegoś powodu musiała się zatrudnić jako barmanka. Może to był pub jakiegoś jej wujka? Albo przegrała jakiś dziwny zakład? Niektórzy czarodzieje mieli skłonności do dziwacznych zakładów. Albo zaprzyjaźniła się z jakimś mugolem podczas interwencji? To by miało sporo sensu.
- Co ty właściwie tutaj robisz? – zapytał z zaciekawieniem.
Inna sprawa, że gdyby nawet zrozumiał, że była zła na niego, to złość była jakąś przyjemną odmianą po: wow, rzeczywiście jesteś zimny. Czy mogę cię dotknąć? O matko, jak trup! Ale ty chyba nie jesteś trupem?! Słuchaj, normalnie o to nie proszę, ale może byśmy sobie zrobili zdjęcie? Jak właściwie jest po drugiej stronie?
Tak, jakby to, co się stało podczas Beltane teraz na nowo go zdefiniowało. A to przecież była kompletna nieprawda, bo Patrick był zdefiniowany od wielu lat. Był czymś zdecydowanie więcej niż zimną skórą i pytaniami o limbo.
- Może piwo? – zaryzykował. – Podaj mi takie, które uważasz za najlepsze.
Skoro Alanna tutaj pracowała to pewnie znała się na rzeczy. Patrick patrzył na nią z zainteresowaniem, zastanawiając się – sam uciekał od tego tematu, a teraz paradoksalnie wracał do niego myślami – jak poradziła sobie podczas Beltane. Czy zdążyła na czas uciec z Polany Ognisk? Chyba tak. Inaczej mogłaby tutaj już nie stać.
- Ja wciąż pamiętam o tej naszej herbacie… - rzucił zamiast tego. – Po prostu ostatnio trochę za dużo się dzieje dookoła. – Tak, zdawał sobie sprawę, że zasłanianie się nagłym wzrostem popularności było raczej słabe, ale tak naprawdę nie chodziło mu tylko o popularność. I nawet nie o bycie Zimnym. Tylko o ojca, którego niespodziewanie zaczął poznawać, chociaż wcale nie chciał go poznawać. I o to, że po prostu potrzebował czasu, by wszystko sobie ułożyć w głowie.


RE: 1972/wiosna/maj/21 - Ciasteczko z wróżbą - Alanna Carrow - 11.09.2023

Co właściwie tu robiła? Cóż, odpowiedź na to pytanie była raczej dość oczywista, bo wystarczyło chwilę się przyjrzeć: stała za barem i rozlewała trunki, przyjmując jednocześnie zamówienia. Średnio to pasowało do kogoś, kto na co dzień biegał z magicznym patykiem i sprzątał bałagan po przestępcach różnej maści (tak, śmierciożercach też – tyle że tu w grę wchodziło jeszcze zacieranie śladów; tak po prawdzie, to oby oni wszyscy sczeźli, ale… jak wylądowała między wronami, to musiała krakać, jak one. Przynajmniej do czasu, kiedy znajdzie wyjście z matni) – nieprawdaż?
  A jednak, była tu. Żaden z niej omam, żadne pobożne życzenie, żadna wizja – najprawdziwsza krew, kość i… złość. Na pracę? Hm, nie wyglądało, żeby bar podejrzanie opustoszał – a przecież raczej wątpliwe, że najlepsze nawet trunki w pełni by wystarczyły, gdyby obsługa odstraszała wszystkich na co najmniej kilometr, mniej lub bardziej dosłownie ziejąc ogniem, prawda? Bo co to za przyjemność, siedzieć z dyszącą nad karkiem smoczycą, która to najchętniej przegryzłaby kark?
  - A nie widać? – sarknęła; mniej lub bardziej rozmyślnie pomijając to, co kryło się za zadanym pytaniem w znacznie szerszym ujęciu. Bo tak, nawet gumochłon by ogarnął, „co tu robiła”, ale zasadnicza kwestia to: jak doszło do tego, że wylądowała za barem, zwłaszcza że pracę przecież miała?
  Bo miała, prawda? Nie wyleciała z Ministerstwa za to, że odpyskowała niewłaściwej osobie…? Bo w teorii tak też mogło być. Cóż, przynajmniej w całym tym pyskowaniu faktycznie nie obsiadła Stewarda jak losowa czarownica, zachwycając się jego bohaterstwem i dziwując się jego przemianą – zupełnie nietypową, jak na jakiegokolwiek znanego nieumarłego. Nie, na pierwszy rzut oka miała to totalnie w dupie.
  Dlaczego?
  I piwo, oczywiście że piwo – mniej więcej taki komentarz można było wyczytać w jej spojrzeniu, przez tę krótką chwilę, zanim odwróciła wzrok, żeby sięgnąć po odpowiedni kufel i zacząć napełniać go trunkiem. Choć – czy pozostawienie wyboru rudej było roztropnym posunięciem, skoro dawała odczuć, że jest, delikatnie rzecz ujmując, niezadowolona…? Ale słowo się rzekło, kobyłka u płotu.
  - Ach tak. Nie wyglądało, żebyś pamiętał – stwierdziła sucho, stawiając przed Stewardem napełnione naczynie – niedelikatnie, jakby nie baczyła na to, że mogło pęknąć… i że w zasadzie mogła rozlać trunek, dokładając sobie poniekąd pracy. I a jakże, przecież dokładnie to się stało; nie sprawiała wrażenia, żeby miała odczuwać za to skruchę.
  Ale Patrick mógł w zasadzie zauważyć jedno: nalane piwo należało do tych, po które sięgał najchętniej – ciemny lager. Zwykły przypadek? Chyba tak, nie wyglądała przecież na kogoś, kto byłby w nastroju podać coś, co idealnie wstrzeliwuje się w gust klienta, prędzej… prędzej należałoby podejrzewać ją o podanie mocno rozwodnionych szczyn czy czegoś podobnego. Bo tak, była zła – I to jeszcze zanim zaczęło się dziać.


RE: 1972/wiosna/maj/21 - Ciasteczko z wróżbą - Patrick Steward - 12.09.2023

Patrick zmarszczył brwi, teraz już naprawdę zastanawiając się, czy Alanna rzeczywiście miała po prostu bardzo zły dzień w pracy, w Ministerstwie Magii i przegrała jakiś parszywy zakład, czy też z jakiegoś nieznanego mu powodu wrócili do sytuacji sprzed feralnego molo, gdy całą swoją osobą udowadniała mu, że go nie lubi.
- No nie bardzo – odpowiedział powoli. – Przecież nie pytam dosłownie. Wydawało mi się, że pracujesz w ministerstwie – ostatnie słowo wypowiedział trochę ciszej, żeby przypadkiem nikt, poza Alanną, go nie usłyszał. – Nie miałem pojęcia, że sobie dorabiasz wieczorami w pubie. Jakbym wiedział, pewnie przychodziłbym tu częściej – ostatnie zdanie nawet nie było żartem.
Patrick chyba naprawdę przychodziłby wtedy częściej. Choćby po to, by na nią popatrzeć i po cichu ją rysować. Była śliczna i nie chodziło tylko o to, że miała najbardziej rude włosy jakie kiedykolwiek widział. Po prostu było w niej coś interesującego. Mimowolnie kojarzyła mu się z Clare i… pewnie właśnie przez te skojarzenia trochę ciągnęło go do niej.
- Czy ktoś ci kiedyś powiedział, że jesteś jędzą? – zapytał po chwili zastanowienia. – Tak. Przepraszam, że nie odezwałem się w sprawie tej herbaty. Po prostu dużo się ostatnio działo dookoła mnie i w pracy – usprawiedliwił się. Bo Patrick nie pomyślał o tym, że mogła widzieć jak oświadczał się Florence podczas Beltane. Owszem, zrobił to i pamiętał o tych oświadczynach, ale w jego oczach była to tylko sprawa między nim a Florence. W dodatku wyjaśniona, bo uzdrowicielka dała mu kosza. I pewnie słusznie, bo też pewnie dałby kosza człowiekowi, który próbowałby mu się oświadczać pierścionkiem za sykla. Dla Stewarda Alanna złościła się, bo… w sumie nawet nie miał pojęcia czemu.
Sięgnął po kufel z piwem i z zadowoleniem odkrył, że przynajmniej gust w sprawie piwa musieli mieć podobny.
- O, uwielbiam ciemne piwo – przyznał. Chwilę unikał patrzenia na Alannę, pełną uwagę skupiając właściwie na alkoholu. A jednak nie podniósł kufla i nie upił nawet łyka. Trochę dlatego, że zawsze bardziej udawał picie alkoholu, niż żeby rzeczywiście pił alkohol. A trochę, bo nie chciał dawać jej pretekstu do ucieknięcia od niego. – To dobrze. Nic ciekawego później się tam nie działo.


RE: 1972/wiosna/maj/21 - Ciasteczko z wróżbą - Alanna Carrow - 13.09.2023

- Bo pracuję – ucięła, rozwiewając wątpliwości przynajmniej co do tej jednej rzeczy. Znaczy, nadal miała swój stołek w Ministerstwie i co za tym szło – chyba nie szykowały się żadne zmiany w tym zakresie? Chyba że faktycznie, miała na horyzoncie wizję zmiany pracy, ale… nie, wtedy mogłaby użyć innego sformułowania, zapewne. Jak, chociażby, „już niedługo”.
  Uniosła brew, gdy zadeklarował się z tym przychodzeniem częściej. Naprawdę? Ciekawe, bo…
  … ale to chwileczkę musiało poczekać, bowiem obok pojawił się kolejny klient i rozpromieniła się w jego kierunku niczym małe słoneczko, co zdecydowanie stanowiło bardzo wyraźny kontrast między tym, jak traktowała Patricka a tamtego gościa. Słoneczko to bardzo szybko zgasło, gdy po chwili ponownie zwróciła się w stronę mężczyzny.
  - Steward. Zapraszasz mnie na kawę, potem mi mówisz, że o kawie pamiętasz, a potem cię widzę, jak się najwyraźniej oświadczasz. A teraz mi znowu ględzisz o herbacie i jeszcze mi mówisz, że przychodziłbyś tu częściej. Po co? Ona w ogóle wie? – spytała dość ostrym tonem, może nawet ostrzejszym niż zamierzała. Bo tak, ta deklaracja, wbrew pozorom, trochę ją wytrąciła z równowagi. Bo nie była Clare, ale Alanną, a jednak, jednak…
  Pani Księżyca, to twoja łaska czy przekleństwo?
  W każdym razie, chyba wyszło, gdzie pies był pogrzebany – czyżby poczytała zachowanie, słowa Patricka za coś więcej niż tylko zwykłe spotkanie nad filiżanką napoju? Nie składał żadnych deklaracji, a jednak… jednak się złościła. Jakby się właśnie okazywało, że tak naprawdę należy do tych dwulicowych mężczyzn, którzy gruchają z jedną panienką, a za jej plecami robią słodkie oczy do innej. I nic, że była to na dobrą sprawę hipokryzja – przecież sama zrobiła coś podobnego, nawet jeśli „ten drugi” został jej narzucony i nie znajdowała w sobie żadnych ciepłych uczuć dla małżonka.
  Cóż, zazdrość potrafiła przyćmić rozsądek, a może i też najzwyczajniej w świecie straciła czujność?
  Wiem cisnęło się na wargi, ale zmilczała, odwróciła się – w końcu była w pracy, tak? Nie ten klient, to kolejny, tu trzeba nalać, tu zgarnąć knuty i sykle, tam przetrzeć szklanicę ścierką…
  - Zdefiniuj „później” – burknęła po chwili. Przed wnoszeniem wianków na pale? Po nich? A może jeszcze później – choć trudno to nazwać ciekawym. Bardziej: okropnym. I jeszcze ta gryząca świadomość, że miała w tym swój udział...


RE: 1972/wiosna/maj/21 - Ciasteczko z wróżbą - Patrick Steward - 13.09.2023

Chyba chodziło o to, że przez ostatnie dni to on się opędzał od ludzi, a nie że był odpędzany. Inaczej pewnie nie potrafiłby wyjaśnić czemu jeszcze tu siedział, na stołku barowym i wysłuchiwał burkliwych odpowiedzi Alanny, zamiast po prostu wziąć swój kufel z piwem i zaszyć się w jakimś ciemnym kącie (albo nawet, bardziej ostentacyjnie, rzucić pieniądze na blat i z uniesioną głową, w pełni obrażony, wyjść z pubu). Zazwyczaj dość łatwo przychodziło mu ustąpić, gdy rozumiał, że ktoś nie życzył sobie jego towarzystwa.
Zagapił się na rudowłosą, nie za bardzo wiedząc o co jej do cholery jasnej chodziło. Bo o coś na pewno, ale gdy wertował sobie w głowie wszystkie rzeczy, które ostatnio zrobił (albo, które zrobił i miały jakiś związek z tą śliczną, stojącą za barem dziewczyną) to nic szczególnego nie przychodziło mu do głowy. To nie tak, że był najbardziej rycerskim z chodzących po ziemi facetów i nigdy nie zachowywał się nieodpowiednio, ale był, a przynajmniej starał się być, w porządku.
I wtedy powiedziała o oświadczynach.
A Patrick po prostu siedział, patrząc na Alannę bezmyślnie, nie za bardzo wiedząc jak właściwie powinien zareagować. Kąciki jego ust drgały od z trudem powstrzymywanego chichotu. I nie, nie dlatego, żeby temat oświadczyn był dla niego czymś śmiesznym. Chodziło raczej o to, że oświadczył się Florence (i chociaż myślał o niej o wiele czulej ostatnio to wciąż była przede wszystkim, jego przyjaciółką, bratnią duszą a nie narzeczoną) pierścionkiem za sykla, pod wpływem amortencji i dostał kosza szybciej niż właściwie zajęło mu klęknięcie. Ale Alanna najwidoczniej dostrzegła tylko sam moment oświadczyn, co oznaczało, że pewnie sporo ludzi sądziło teraz, że naprawdę zaręczył się z Florence Bulstrode. Ech, byleby tylko uzdrowicielka nie miała przez to jakichś nieprzyjemności…
Pokręcił głową.
- Napiłem się herbaty z amortencją – wyjaśnił łagodnie. – A ona i tak mnie odrzuciła. Mógłbym udawać, że to dlatego, że wyczuła amortencję, ale myślę, że Florence mogłaby wyjść za mąż tylko z miłości, a mnie nie kocha.
Nie miał pojęcia, czy jego słowa uspokoją Alannę, ale liczył na to, że przynajmniej wyjaśnią jej to całe nieporozumienie. Bo właściwie to miała rację. Steward nie był tym facetem, który umawiałby się jednocześnie z dwiema kobietami.
Sięgnął po kufel z piwem.

!steward5


RE: 1972/wiosna/maj/21 - Ciasteczko z wróżbą - Pan Losu - 13.09.2023

Cokolwiek mówiłeś, cokolwiek robiłeś, zatrzymałeś się nagle i zamilkłeś. Nie wiedziałeś, dlaczego twoje myśli nawiedził nagle Albus Dumbledore, ale przypomniałeś sobie ten dzień, w którym zostałeś jego prawą ręką i... Obraz przez twoimi oczami rozmył się na moment. To jak wyciągał do ciebie rękę. To, w jaki sposób stał, w jaki sposób mówił. To wszystko przypomniało ci o wspomnieniu swojego ojca, które odkryłeś jakiś czas temu.

Czuł to samo. Czuliście to samo.

A oni byli do siebie tak koszmarnie podobni...


RE: 1972/wiosna/maj/21 - Ciasteczko z wróżbą - Alanna Carrow - 16.09.2023

Zamrugała parę razy, spoglądając na Stewarda. Amortencja. Ze wszystkich możliwych rzeczy, jakie jej przychodziły do głowy w związku z tym, co miała nieszczęście widzieć, amortencja pozostawała poza podejrzeniami.
  Cóż, pamiętała Bulstrode i taki ruch do niej nie pasował; z drugiej strony, to też nie tak, że ludzie się nie zmieniają – a nie można powiedzieć, żeby od ukończenia szkoły miała z nią jakiś stały, bliższy kontakt. Zaraz… Odrzuciła go. Odrzuciła. Czyli…
  … ramiona Carrow trochę opadły. Wstyd, naprawdę wstyd, że posądziła Patricka o zarywanie do niej przy jednoczesnym byciu zaręczonym z Florence. Tak, zdecydowanie nie powinna była się unosić – bo to na dłuższą metę nie była sprawa Alanny. Zwłaszcza że tak naprawdę do tej pory nie zaszło nic, co mogłoby sugerować, że miała jakiekolwiek prawo myśleć, że w tle czai się coś więcej.
  Z pominięciem jej prawdziwej tożsamości, oczywiście. To cały czas nad nimi wisiało, nawet jeśli Steward nie zdawał sobie z tego sprawy. Pewnie, miał jakieś skojarzenia, ale od nich jednak było bardzo, bardzo daleko do stwierdzenia, że Carrow nie była tą osobą, za jaką się podawała.
  - Przepraszam – powiedziała w końcu, znacznie łagodniej i odwróciła wzrok gdzieś w bok. Tak, tym krótkim wyjaśnieniem sprawił, że pojęła, jak bardzo absurdalne były jej oskarżenia. Pewnie, mogłaby podważać jego słowa, upierać się, że na pewno jej teraz ściemnia, tylko… po co?
  Alanna może by poszła tym tokiem. Clare – nadal pamiętała, jaka była miłość jej życia. Odpuściła.
  - Znajoma poprosiła o pomoc. Musiała zająć się czymś innym, a jednocześnie nie dało się ściągnąć kogoś innego, więc... – udzieliła w końcu odpowiedzi na zadane wcześniej pytanie, wzruszając przy tym ramionami. Zatem: nie, nie dorabiała sobie, bo ministerialna pensja nie wystarczała. Nie planowała te zmiany pracy. Po prostu nagły wypadek, tylko tyle i aż tyle…
  … i zreflektowała, że Steward to chyba jednak jej nie słuchał? Wsparła się o bar, marszcząc brwi. Bo może to tylko mała takie dziwne wrażenie, średnio mające coś wspólnego z rzeczywistością.