Secrets of London
[Luty 1962] W barwach czerwieni i złota - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [Luty 1962] W barwach czerwieni i złota (/showthread.php?tid=1823)



[Luty 1962] W barwach czerwieni i złota - Brenna Longbottom - 03.09.2023

Brenna wprawdzie nie miała okazji obejrzeć innych Pokoi Wspólnych, ale była głęboko przekonana, że ten Gryffindoru jest najprzytulniejszy i najwspanialszy z nich wszystkich. Uwielbiała czerwone ściany, gobeliny ze złocistym lwem, miękkie, czerwone dywany i wygodne, pluszowe fotele oraz krzywe, stare stoliki. Gdyby to miejsce nie wyglądało w ten sposób, prawdopodobnie swego czasu dużo bardziej tęskniłaby za domem.
W uciszeniu tęsknoty na pewno pomagało i to, że w Hogwarcie miała mnóstwo krewnych. Był tu to niedawna Erik, była Mavelle, była Danielle. Byli przyjaciele - ci adoptowani dobrowolnie i niemalże przemocą, Theseus, Castiel, Cynthia, Victoria, Laurent...
Oraz, oczywiście, kuzynka Jane.
- Cześć, Bluszczyku! - zawołała Brenna, przeskakując przez oparcie fotela (bo przecież tak było prościej niż obejść stolik) i opadając na niego. Rozsiadła się na nim oczywiście bokiem, plecy podpierając o jeden podłokietnik, a nogi przerzucając przez drugi, w pozycji, jakiej bez wątpienia nie pochwaliłaby jej matka.
Ale Elise Potter była bardzo daleko od Szkocji i wieży Gryffindoru. Poza tym nawet ona straciła już nadzieję, że córka będzie prawdziwą damą. (I faktycznie, nigdy się nią stać nie miała, chociaż w istocie - jako dorosła dziewczyna na imprezach towarzyskich nie próbowała nikogo szokować ani strojem, ani zachowaniem, zwykle doskonale dostosowując się do okoliczności.)
– Cześć, Conan – przywitała i Wrighta, siedzącego przy stoliku, posyłając mu uśmiech. Nie było to nic nadzwyczajnego, bo Brenna była uśmiechnięta przez niemal cały czas, chyba że akurat nie mogła się uśmiechać, ponieważ gadała, gadała i gadała. – Odrabiacie transmutację? Bo ja tu przychodzę z najświeższym raportem informacyjnym. Otóż… raz. Pojutrze kolejna lekcja translokacji, więc możemy obstawiać, kto tym razem zgubi nogę. Albo rękę. Albo głowę, jak Annie, czy wyobrażaliście sobie, że ktoś może zgubić głowę i to przeżyć...? Dwa. Będzie wyjście do Hogsmeade, a że to weekend Walentynkowy, przewiduję zbiorową histerię w całym zamku, więc jak przypadkiem któreś z was od czekoladek wyczuje podejrzane zapachy, akurat takie, które kocha najbardziej… to niech ich nie je. I trzy… Conan, czy twój ojciec jest wielbicielem mugolskiej literatury? Bo nie wyobrażasz sobie nawet, co dostałam, taką książkę, która jest o królu, i o barbarzyńcy i ten król barbarzyńca ma na imię Conan.
Jak zwykle – wszystkie słowa wyrzuciła z siebie z dużą prędkością. I chyba nawet nie przyszło jej do głowy, że może im w czymś przeszkadzać. Takie rzeczy, jak ogłada towarzyska czy dobre maniery, Brenna zaczęła wbijać sobie do głowy dopiero pod koniec siódmego roku, a i wtedy niekoniecznie często zaprzątała sobie nimi myśli.


RE: [Luty 1962] W barwach czerwieni i złota - Jane Potter - 17.09.2023

Nie trzeba opanowywać teorii kolorów, by wiedzieć, że połączenie czerwieni i złota było najprzytulniejszym spośród wszystkich barw domów Hogwartu. A promienie słońca wdzierające się przez wąskie okna wieży od południa aż do zachodu tylko wzmagały ten efekt kojarzący się z miękkimi kanapami w salonie babci. Nie zmieniało to jednak faktu, że Jane często brakowało szumu morza i zapachu morskiej bryzy, których szkolne jezioro nie potrafiło zastąpić. Skulona w jednym z foteli przy niskim stoliku, na którym Conan rozłożył swoją pracę domową, śledziła tekst książki. Spoglądający na nią z boku uczniowie mogli zachodzić w głowę, jakim cudem Zaawansowana Transmutacja mogła tak bardzo zaaferować Potterównę. Prawda jednak rozbawiłaby ich do łez. Bowiem Gryfonka podkradła jedną z książek leżących pod łóżkiem Brenny i zaczytywała się teraz w baśń o piratach i zagubionych w magicznej krainie dzieciach, których największym pragnieniem była zabawa i latanie. Infantylna do granic możliwości, ale przypominająca jedną z tych bajek, które Marion Delacour opowiadała swoim pociechom do snu.
- Bren! - niemal pisnęła Jane, podskakując w fotelu i natychmiast zatrzasnęła książkę, by panna Longbottom nie zorientowała się, że znów została pozbawiona jednej ze swoich własności. Nim w ogóle sięgnęłaby po swoją kolekcję mugolskich powieści, szatynka odłożyłaby ją na miejsce. - Ploteczki - klasnęła w dłonie, upuszczając książkę na kolana i pochyliła się do przodu, by lepiej widzieć dopiero co przybyłą dziewczynę. Jako prefekt Brenna zawsze miała najlepsze informacje, a tak przynajmniej zdawało się Jane. Bo czego mogła się dowiedzieć Potterówna podczas zaplatania warkoczy roztargnionym pierwszoklasistkom?
- Obstawiam Idę albo Theseusa. Nigdy nie byli zbyt lotni w transmutacji - przyznała, a zaraz po tym zerknęła na Conana, który tak bardzo zapatrzył się w swój referat, że chyba nie dosłyszał słów Brenny. - Ziemia do Wrighta! - zawołała, pstrykając mu przed oczami palcami, żeby w końcu oderwał się od różnic między zaklęciami wpływającymi na barwę.
- Bren, mój ojciec znowu eksperymentuje nad perfumami z Amortencją. Nawdychałam się jej już tyle, że zemdli mnie na sam widok nafaszerowanych nią czekoladek. Zresztą, niech ktokolwiek spróbuje nam coś takiego podrzucić, a jego głowa skończy jako macka ośmiornicy - odpowiedziała kuzynce, uśmiechając się nieco zadziornie, bo choć zazwyczaj stroniła od kłopotów, to jednak nie potrafiła odmówić dobrym zaklęciom transmutacyjnym. - Możemy obstawiać, kto znowu oberwie klątwą od Lestrange za próbę wyciągnięcia jej do Puddifoot.
Aż się wzdrygnęła na samą myśl o tej okropnej, różowej herbaciarni, do której wyciągnął ją kiedyś Diggory, a ona się zgodziła, byle tylko koleżanki dały jej spokój w kwestiach swatania z kimkolwiek.
- Con, uważaj, to podstęp. Do dzisiaj pamiętam, jak odkryła siostry Brontë i męczyła mnie książką o jakiejś Jane. Przeczytałaś ją w ogóle? - powiedziała, najpierw zwracając się do chłopaka, by po chwili odwrócić wzrok na Longbottom.