Secrets of London
[30.06.1972] Nadszedł czas aby skończyć z tym szaleństwem! - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [30.06.1972] Nadszedł czas aby skończyć z tym szaleństwem! (/showthread.php?tid=1878)



[30.06.1972] Nadszedł czas aby skończyć z tym szaleństwem! - Philip Nott - 12.09.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Philip Nott - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Philip nigdy nie przypuszczałby, ile w jego dotąd poukładanym życiu może wywołać niedokończony, głupi rytuał. Przez te dwa miesiące zdołał doświadczał całej gamy nowych uczuć, jak przygnębienie i tęsknota, ukłucia w swoim mniemaniu irracjonalnej zazdrości i wyobrażał sobie siebie doświadczającego coś wyjątkowego (czego dotąd nie poszukiwał) z kimś szczególnym, przeżywającego romantyczne chwile, z kimś, z kim mógłby dzielić swoje życie.

Dzięki pomocy dwóch osób zdołał poznać odmienną perspektywę i jedyną opcją wydawało się otwarcie na te nowe doznania, ale pomimo wszystkich otrzymanych rad to było łatwe tylko w teorii. Przez to wszystko wszystko się skomplikowało na także innej płaszczyźnie w następstwie podjętych przez niego decyzji - za taką można uznać potrzebę odbycia szczerej rozmowy z kimś, kiedy sam sobie z tym nie radził tak dobrze jakby chciał i przez to, że potrzebując czasu na poukładanie sobie tego wszystkiego przez miesiąc nie odzywał się do osoby, która najbardziej mu pomogła w ogarnięciu tego pierdolnika.

Wyczekiwał na pojawienie się pani Bulstrode, która po raz drugi miała świadczyć mu swoje usługi z zakresu uzdrawiania i klątwołamania. Tym razem był mniej cierpliwy, niż w marcu gdy został dotknięty tamtą klątwą, bo wszystkie następstwa tego niedokończonego rytuału dawały mu się dotkliwie we znaki. Próba przerwania tej więzi, zakończenia magii tego niedokończonego rytuału, jak zwał tak zwał, była tym, czego potrzebował. Oby się to tylko powiodło.

Niemniej zdawał sobie sprawę z tego, że podczas wizyty pani Bulstrode prawdopodobnie uda się zająć główną przyczyną jego stanu i jego objawami. Natomiast następstw tego wszystkiego nie zdoła usunąć nawet najpotężniejsza magia. W tym oczekiwaniu na pojawienie się czarownicy przygotował zakupione trzy komplety świec i położył je na stole w salonie oraz przeniósł swoje psidwaki na piętro, tak aby nie przeszkadzały.




RE: [30.06.1972] Nadszedł czas aby skończyć z tym szaleństwem! - Florence Bulstrode - 13.09.2023

Florence pojawiła się dokładnie tak samo, jak ostatnio - wychodząc z kominka. I dokładnie tak, jak poprzednim razem, pierwszym, co zrobiła, było natychmiastowe sięgnięcie po różdżkę, by oczyścić najpierw swoje ubranie, a potem upewnić się, że żaden popiół nie został wyniesiony na pokój. Dopiero później skierowała spojrzenie niebieskich, chłodnych oczu na gospodarza.
- Dzień dobry, panie Nott - przywitała się uprzejmie. Wyglądała całkiem podobnie do ostatniego razu, chociaż ubrania miała na sobie inne. Ale podobnie jak wtedy - stawiała na skromną elegancję, proste kroje, brak ozdób i przede wszystkim schludność, tak że każdy element ubioru doskonale pasował do innych. Jej ciemne włosy były ściągnięte w bardzo ciasny kok i pewnie użyła do tego albo słynnego szamponu Potterów, albo jakiejś magii, bo nie próbował się z niego wymknąć ani jeden lok.
– Muszę uprzedzić, że nieobecność pańskiej partnerki wprowadza do wszystkiego pierwiastek nieprzewidywalności. Do tej pory wszystkie moje próby złamania rytuału powiodły się w pełni, ale poza jednym przypadkiem miałam do czynienia z obiema osobami – uprzedziła rzeczowym tonem i rozejrzała się po pomieszczeniu. – Potrzebujemy pokoju, w którym na środku jest dość miejsca, aby ustawić krąg ze świec, które, mam nadzieję, pan przygotował. Możliwie nieduże, jeżeli to możliwe. Zamknięte okna, zamknięte drzwi, dym świec odgrywa istotną rolę – oświadczyła, jak to ona, od razu przechodząc do rzeczy. Bo to nie tak, że miała zamiar nalegać, aby druga strona była obecna. Wiedziała, że rytuał niósł ze sobą wiele komplikacji. Nott mógł nie chcieć mieć z tą kobietą nic wspólnego, ona mogła nie chcieć go widzieć. Albo jedno pragnęło złamać magię, drugie nie. Ewentualnie zdradzali się nawzajem, a więź niosła im to odczucie, bo teraz Florence była już niemalże specjalistką, jeżeli szło o wszystkie konsekwencje rytuału. Po artykule do Munga zgłaszało się coraz więcej osób, a jej harmonogram nagle zapełnił się po brzegi tymi, którzy chcieli uwolnić się od magii Beltane. Och, byli i tacy, których ta więź cieszyła, ale dość osób doświadczało zdrad albo chciało po prostu być pewnym, że to ich własne uczucia czy weszło w rytuał z przyjacielem, aby Florence miała pełne ręce roboty.
I wiele materiału do prac badawczych.


RE: [30.06.1972] Nadszedł czas aby skończyć z tym szaleństwem! - Philip Nott - 16.09.2023

Buchające z kominka szmaragdowozielone płomienie oznajmiły mu przybycie uzdrowicielki, z którą zamierzał się odpowiednio przywitać.

Dzień dobry, pani Bulstrode. — Odpowiedział równie uprzejmie. Czarownica wyglądała dokładnie tak, jak powinna wyglądać doświadczona, oddana swojej pracy uzdrowicielka. Budziła zaufanie, pomimo swojej surowej powierzchowności. Do ponownego skorzystania z usług czarownicy przekonywało go również to, że skutecznie uwolniła go od tamtej klątwy, którą złapał od tamtego posążka i złamała ciążącą na tym przedmiocie klątwie.

Dobrze, że pani o tym wspomina i biorę pod uwagę ten pierwiastek nieprzewidywalności. Obecności mojej partnerki nie brałem nawet pod uwagę. — Ze słów kobiety Philip wywnioskował to, że nie tylko ona nie gwarantowała powodzenia, ale również mogły wystąpić nieprzewidywalne efekty. Tych wolałby uniknąć. Wspomnieniu o Lorettcie jako o swojej partnerce towarzyszyła z trudem wyważona niechęć w w jego głosie. Nie znajdował się w towarzystwie przyjaciół, aby móc pomstować na tę kobietę.

Po drobnym przemeblowaniu ten salon powinien wystarczyć. Przygotowałem. Tylko muszę pozamykać okna i drzwi. — Wypowiadając te słowa wyciągnął z tylnej kieszeni spodni dżinsowych swoją różdżkę i jednym machnięciem przesunął stolik od kawy i fotele. Następnym ruchem nadgarstka zamknął drzwi i okna, po czym odłożył różdżkę. Na wygospodarowanym kawałku podłogi przykucnął i zaczął ustawiać krąg z tych świec rytualnych. Gdy już skończył, wyprostował się i spojrzał pytająco na czarownicę. Poza tym, że nie chciał mieć nic wspólnego z Lorettą, tak chciał przestać doświadczać tak wielu negatywnych emocji, z którymi zmagał się o wiele za długo.




RE: [30.06.1972] Nadszedł czas aby skończyć z tym szaleństwem! - Florence Bulstrode - 17.09.2023

– To pańska decyzja. Rezultatów w takim wypadku jestem jednak pewna na osiemdziesiąt procent – odparła, tym samym, rzeczowym tonem co wcześniej. Teraz, po kilku próbach, w przypadku łamaniu rytuału dla obu osób była już pewna swego na tyle, że szanse oceniała na dziewięćdziesiąt dziewięć procent, ten jeden pozostawiając na pewien pierwiastek chaosu, który niekiedy wkradał się w takie sytuacje. Słowa Notta jednak tylko potwierdzały to, o czym pomyślała: on i jego „partnerka” nie byli w dobrych stosunkach. – Rozumiem, że to przypadek rytuału nieudanego? – dodała jeszcze dla porządku. Nie, nie interesowały jej jego prywatne sprawy. Bo istotnie, Florence wobec obcych była surowa, zdystansowana i nie miała ochoty dowiadywać się o nich więcej niż potrzeba. Ale w przypadku łamania rytuału miało to znaczenie, nawet jeżeli stosunkowo niewielkie.
Przeszła wzdłuż koła, które ustawił, a potem machnięciem różdżki przestawiła jedną ze świec. Jego ustawienie też by zadziałało, ale ot, oko Florence szybko wyłapywało jakiekolwiek nierówności. Krąg to krąg, powinien wyglądać idealnie.
– Proszę usiąść w środku. Nie odzywać się, jeżeli nie będzie działo się coś niepokojącego. Na skutek wdychania dymu może wystąpił odurzenie, a jeśli rytuał był nieudany, także uczucie przygnębienia. To naturalne. Nienaturalne będą bóle głowy, żołądka oraz silne mdłości. Je proszę zgłaszać – wyrecytowała kobieta, wskazując różdżką Nottowi, gdzie dokładnie ma siąść. – Może się pan ruszać, ale proszę nie wychodzić z kręgu, nie wystawiać z niego rąk. Wszystko potrwa około kilkunastu minut – wyrecytowała kolejne informacje, woląc uniknąć zbędnych pytań i podobnych pogawędek.
Poczekała aż Philip usiądzie w środku kręgu. A potem rozpoczęła niemal dokładnie tę samą procedurą, jaką zastosowała przy Geraldine, również samodzielnie łamiącej więź. Początkowo zresztą zgodną z tym, co robiła i w innych przypadkach – zaczęła odpalać świece, przemieszczając się w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara, a pomieszczenie powoli wypełniał dym…


RE: [30.06.1972] Nadszedł czas aby skończyć z tym szaleństwem! - Philip Nott - 18.09.2023

To całkiem wysoka szansa powodzenia. Chcę mieć to już z głowy. — Pani Bulstrode przedstawiła mu wyjątkowo optymistyczne prognozy do powodzenia tego przełamywania magii tego rytuału. Były wyższe, niż początkowo sądził. Męczył się z tym wystarczająco długo i nie chciał odwlekać tego wyczekiwanego od dłuższego czasu momentu, czyli od dnia w którym skontaktował się z obecną tu uzdrowicielką. Oczywiście, w jakimś stopniu zdawał sobie sprawę, że w tego typu przypadkach pośpiech jest niewskazany, jednak trudno było być cierpliwym kiedy wreszcie była szansa na to, że przestanie cierpieć dotychczasowe katusze. Dwadzieścia procent szans na niepowodzenie to nie było wiele.

Niestety, tak. — Przyznał z wyraźnym przekąsem. Jeszcze rok temu machnąłby na to ręką, gdyż te efekty niedopełnionego rytuału nie trzymałyby się tak długo i nie byłyby tak dokuczliwe. Jeśli czarownica śledziła media albo chociaż poświęcała chwilę uwagi słuchaniu plotek to mogłaby posiadać wiedzę, która kobieta była jego partnerką... należało mu pogratulować głupoty, za którą teraz płacił. Przez poprawienie jednej ze świec przez kobietę doszedł do wniosku, że ma do czynienia z perfekcjonistką.

Wszystko zrozumiałem. — Wysłuchał uważnie instrukcji wydawanych mu przez magomedyczkę, zwłaszcza zwracając uwagę na wszystkie niepożądane efekty. Odurzeniem i przygnębieniem się nie przejmował, skoro uchodziły za naturalne. Bardziej zaniepokoiło go to ryzyko wystąpienia bólów głowy i brzucha, a także silnych mdłości. Jeśli one wystąpią to niezwykle je zgłosi, jednak wolałby ich nie doświadczyć. Nie zamierzając już dłużej zwlekać, przekroczył krąg świec i usiadł po turecku w miejscu wskazanym przez klątwołamaczkę, układając obie dłonie na kolanach.

Przez chwilę przyglądał się czarownicy, zapalającą te wszystkie świece. Pomieszczenie powoli wypełniał dym, wprowadzający go z każdą mijającą sekundą w stan odurzenia i zarazem przygnębienia. Wszystko zdawało się działać jak należy. Nie wiedział, jakie jeszcze działania podejmie ta czarownica i czy będą podobne do tych, które wykonała poprzednim razem, gdy miała uwolnić go od klątwy z posążku. Przyjdzie mu się o tym przekonać.

Zachował przez dłuższy czas milczenie, co zwykle przychodziło mu to z wyraźnym trudem. Niedoświadczenie niepożądanych efektów towarzyszących przełamywaniu magii tego przeklętego rytuału w przeciągu kilku minut okazało się zaledwie pobożnym życzeniem. Zaczęło się od nasilającego się bólu głowy i towarzyszącego mu bólu brzucha, do którego dołączyły mdłości. Nieznacznie pobladł. Jak tak dalej pójdzie to może potrzebować wiadra, jak po suto zakrapianej imprezie. Co za potworne doświadczenie! Tym bardziej, że było wyłącznie na trzeźwo.

Źle się czuję... — Wymruczał niewyraźnie, czując niechęć do otwierania ust. Gdyby był sam to profilaktycznie zawołałby Błyska, aby ten postawił obok niego wiadro. Czy chociaż coś w związku z tym rytuałem może pójść bez jakichkolwiek komplikacji?! Byłoby wspaniale. Oby Pani Bulstrode temu sprostała i pomimo tych niepożądanych efektów uwolniła go od tego przekleństwa.


Rzut na niepożądane efekty podczas łamania magii rytuału - Klik


RE: [30.06.1972] Nadszedł czas aby skończyć z tym szaleństwem! - Florence Bulstrode - 19.09.2023

Florence czytywała gazety. Rzecz w tym, że plotki o znanych ludziach niezbyt ją interesowały, zwłaszcza teraz. Pośród nagłówków wyłapywała raczej te na temat swojego brata, Patricka i ofiar Beltane niż o tym, kto dał wianek zawodnikowi quidditcha - co zresztą byłoby może tematem dla Czarownicy na pierwszą stronę, ale nie dla Proroka, zwłaszcza po takich wydarzeniach, do jakich doszło ostatnio. Wiedziała, kim jest Loretta, bo parę razy na nią wpadała. Wiedziała, kim jest Philip. Ich wzajemne relacje jednak zupełnie kogoś takiego jak Florence Bulstrode nie interesowały, nie wiedziała więc, kto był jego partnerką podczas Beltane.
Dym owionął Notta. Czy było to złudzenie, czy faktycznie tańczył wokół niego I przybierał kształty? Przez chwilę Philipowi zdawało się, że widzi Lorettę, odwracającą się do niego plecami i temu widokowi towarzyszył jakiś przedziwny żal.
Zaraz jednak znikła w dymie. Znów dostrzegał tylko zamazaną sylwetkę klątwołamaczki, poruszającej się po zewnętrznej stronie kręgu.
Nie mógł tego widzieć, ale Florence zmarszczyła brwi z pewnym niezadowoleniem, gdy oznajmił, że źle się czuje. Była to komplikacja, której być może nie mogła wykluczyć, ale która do tej pory podczas łamana rytuału się nie przydarzyła. I wzbudzała odrobinę irytacji, bo Bulstrode była osobą, która bardzo nie lubiła, kiedy coś szło nie po jej myśli. Na całe szczęście, była też człowiekiem zapobiegliwym. W końcu w jej pracy czasem coś szło nie tak, a gdy chodziło o klątwy, nie mogła sobie pozwolić na nieostrożność. To wprawdzie nie była klątwa... Ale w swej naturze odrobinę ją przypominała. Florence przeszło przez głowę, że Nott albo źle znosił ten konkretny rodzaj zapachu świec, albo jakąś jego część wcale nie chciała łamać rytuału. To drugie byłoby nieco zaskakujące, bo spodziewałaby się tego raczej przy rytuale udanym: że wola uczestnika udaremnia złamanie więzi. Ale skoro im nie wyszło?
- Proszę chwilę poczekać i poinformować, jeśli nie zacznie ustępować.
Wydobyła z torby kolejne kadzidło, odpaliła je i wyszeptała nad nim inkantację. A potem ruchem różdżki wyczarowała powiew, który zaniósł dym prosto ku pacjentowi. Przez chwilę czuł zapach szałwi, rozmarynu i czegoś jeszcze, czego nie potrafił rozpoznać. Nieprzyjemne efekty nie minęły może całkowicie, ale zaczęły słabnąć, żołądek przestał ściskać się w proteście, ból głowy stał się łatwiejszy do zniesienia.
Było to rozwiązanie czasowe, tyle jednak powinno jej wystarczyć. Prawie już zdołała przeprowadzić pełną procedurę.
Jeśli Nott nie oznajmił, że dłużej tego nie zniesie albo ze zaraz zacznie mdleć, Florence znów podjęła przerwaną wędrówkę. Mruczała cicho inkantację aż w końcu...
...świece wygasły, spalone szybciej niż w teorii powinny, gdyby były świecami zwykłymi, nie rytualnymi. Bulstrode, choć nie była u siebie, pozwoliła sobie machnąć różdżką, by otworzyć okno, skoro pacjent zgłaszał złe samopoczucie. Kolejny czar, kolejny ruch nadgarstka, i podmuch wiatru wywiał z pomieszczenia część dymu.
- Jak się pan czuje teraz, panie Nott?


RE: [30.06.1972] Nadszedł czas aby skończyć z tym szaleństwem! - Philip Nott - 23.09.2023

Wydawało mu się to niemalże prawdziwe, nawet jeśli to mogło być zaledwie złudzenie. Tak to miało wszystko wyglądać? W odurzającym go dymie miał ujrzeć Lorettę, odwracającą się do niego plecami? Najwyraźniej. Towarzyszył temu ten przedziwny żal, którego nie chciał doświadczyć ani chwili dłużej. Musiał jeszcze trochę przecierpieć, aby w pełni wyzwolić się od magii tego niedokończonego rytuału. Loretta również nie była kobietą, która powinna mieć jakiekolwiek miejsce w jego życiu. Pokładał nadzieję w obecnej tu uzdrowicielce, że wszystko potoczy się po jego myśli. Nawet pomimo tych komplikacji, które wystąpiły podczas tego całego procesu. Nie znał się na tym wszystkim i nie potrafiłby powiedzieć, co dokładnie poszło nie tak.

To wszystko było bardzo skomplikowane. Decyzję Loretty o niedopełnieniu z nim tego rytuału postrzegał jako przejaw złośliwości ze strony tej kobiety, może jakąś pokręconą formę osobistej zemsty. Przez ostatnie dwa miesiące był po prostu w rozsypce, co skłoniło go do poszukiwania rady, pocieszenia, czegokolwiek i to chociaż to otrzymał, stało się to przyczyną dodatkowych komplikacji tam, gdzie one były niepożądane. Wszystko to, co działo się przez te dwa miesiące pozostanie z nim na zawsze, przerwanie tej nienaturalnej więzi nie sprawi, że to wszystko zniknie. Częściowo tego chciał, choć to nie było możliwe. Straciłby wówczas również nieliczne dobre wspomnienia z tego okresu. Jedynie chciał uwolnić się od tych wszystkich negatywnych emocji. Reszta powinna się ułożyć samoistnie, jeśli tylko nie zacznie tego bardziej komplikować. Bardziej, niż to wszystko już skomplikował.

Dobrze. — Mruknął w odpowiedzi. Zapach rozpalonego kadzidła uważał za całkiem przyjemny, znacznie przyjemniejszy niż zapach tych świec rytualnych. Odczuwał to, że te wszystkie niepożądane, bardzo nieprzyjemne efekty zaczynały słabnąć i najwyraźniej będzie w stanie dotrwać do końca tego rytuału. — To działa... proszę kontynuować. — Poinformował kobietę. Musieli to doprowadzić do końca, do przerwania tej jakże osobliwej klątwy.

Udało się? Znacznie lepiej. Zwłaszcza jak pani otworzyła okno. — Zapytał o powodzenie tego rytuału nawet jak sam miał wrażenie, że zrobiło mu się jakby lżej na duszy, jakby zrzucił z niej niewyobrażalny ciężar. Bo tym były odczuwane przez niego przygnębienie i tęsknota, wszystkie te momenty, w których wyobrażał jak to jest mieć przy sobie kogoś wyjątkowego i dzielić z tym kimś życie, wszystko, co z tym było związane. Potrzebował jednak potwierdzenia odnośnie przełamania magii tego rytuału.




RE: [30.06.1972] Nadszedł czas aby skończyć z tym szaleństwem! - Florence Bulstrode - 23.09.2023

– Proszę ostrożnie wstać i usiąść na krześle. Dam panu odpowiedni eliksir – poinformowała Florence, obserwując Notta uważnie. Nie była pewna, na ile mocno łamanie rytuału odcisnęło na nim swoje pięto. – Czy istnieje szansa, że wcale nie chciał pan łamać tej więzi? To mogło być jednym z powodów efektów ubocznych – oświadczyła prosto z mostu, bo cóż, chciała to po prostu zanotować i zapamiętać na przyszłość. Ustalenie, dlaczego poczuł się źle, mogło mieć znaczenie, jeżeli pojawią się kolejne osoby z podobnym problemem, a Bulstrode podejrzewała, że właśnie tak może być.
Patrzyła, kiedy wstawał, w pogotowiu trzymając różdżkę. Łapać go nie zamierzała, bo był od niej wyższy i na pewno cięższy – chociaż podobno szukający powinni być raczej drobnej budowy, to pałkarze potrzebowali więcej siły… - ale podeprzeć w razie potrzeby leviosą, już owszem. Potem wyciągnęła z torebki fiolkę.
– Do dna – zaordynowała, po czym odwróciła się, by kilkoma machnięciami różdżki posprzątać bałagan, który pozostał na podłodze. Tak, to było jego lokum, ale widok resztek świec rytualnych zwyczajnie działał Florence na nerwy. – Na ile mogę to ocenić, wszystko zadziałało poprawnie. W pańskim przypadku ciężko jednak to od razu zweryfikować. Po pierwsze, nie ma z nami pańskiej partnerki. Po drugie, uczucie trudnego do opanowania, wzajemnego przyciągania czy wyczuwanie zagrożenia drugiej osoby są… znacznie trudniejsze do pomylenia z normalnym stanem rzeczy niż przygnębienie i tęsknota – wyrecytowała rzeczowym tonem. Choć oczywiście, każdy odbierał rytuał nieco inaczej. W jej przypadku na przykład wszystko zdawało się stapiać, ale Florence miała wrażenie, że wynikało to po części z tej normalnej więzi, jaka łączyła ją z przyjacielem, po części ze stoicyzmu charakteru. A i swoje zrobiło to, że dość szybko zrozumiała, co się dzieje.
– Proszę po prostu zwrócić uwagę na swoje emocje w następnych dniach. Na to, w jaki sposób się zmieniły. Gdyby uznał pan, że wszystko jest tak samo albo gorzej, przeprowadzimy dodatkowe badania.
Zwróciła na niego spojrzenie swoich jasnych, przenikliwych oczu, tak charakterystycznych dla Bulstrodów. Trójka rodzeństwa na pierwszy rzut oka nie była do siebie podobna, ale wszystkich łączył błękit tęczówek i to, że patrząc na człowieka, niekiedy dostrzegli coś znacznie więcej niż tylko jego samego.
Nie próbowała jednak zajrzeć w przyszłość Philipa Notta. Nie tylko dlatego, że byłoby to naruszanie prywatności – Florence żyjąc w swojej rodzinie chyba tego tak nawet nie traktowała – ale że po prostu ta należała do niego i nie miała nic wspólnego z nią.
– Z mojej strony to wszystko. Gdyby zaistniała konieczność powtórzenia rytuału, druga próba jest bezpłatna – poinformowała jeszcze. Poczekała na jego odpowiedź, a następnie odmaszerowała, tym razem nie do kominka, a do drzwi. Stąd mogła na Horyzontalną po prostu się przespacerować.

Postać opuszcza sesję



RE: [30.06.1972] Nadszedł czas aby skończyć z tym szaleństwem! - Philip Nott - 23.09.2023

Instrukcje wydane przez czarownicę wydawały się nad wyraz jasne. Powoli, z najwyższą ostrożnością się podniósł. W tym okręgu stworzonym z rytualnych świec spędził zaledwie kilka, może kilkanaście minut... choć wydawało mu się, że siedział tam znacznie dłużej. Podążył nieśpiesznie w stronę krzesła, na którym usiadł. Nie wydawał się zachwycony perspektywą wypicia odpowiedniego eliksiru, jednak nie zamierzał tego kwestionować skoro spożycie tej mikstury mogło mu pomóc. Czuł się obserwowany przez uzdrowicielkę, dla której był przecież pacjentem. I być trudnym przypadkiem przez to, że nawet podczas tego procesu wystąpiły poważne komplikacje.

Zapewniam panią, że niczego tak nie pragnąłem jak złamania tej więzi. Zakładałem, że to nie będzie przyjemne doświadczenie, jednak nie sądziłem, że aż tak. — Zapewnił bez chwili wahania tę czarownicę. Kto przy zdrowych zmysłach chciałby doświadczać tego wszystkiego, z czym on się zmagał przez cały ten czas? Nawet jak to wszystko skłaniało go do refleksji nad własnym życiem.

Do dna. — Wyciągnął dłoń po podaną przez kobietę fiolkę, starając się ją jak najszybciej opróżnić. Większość oferowanych przez uzdrowicieli eliksirów nie należała do najsmaczniejszych. Bardzo docenił to, że pani Bulstrode posprzątała powstały w tym salonie bałagan. Sam zleciłby to swojemu skrzatowi domowemu, gdy doszedłby już do siebie.

Będzie to musiało na razie wystarczyć. Z pewnością ma pani rację w tej kwestii. — Odpowiedział z ciężkim westchnięciem. Kobieta zrobiła wszystko, co w swojej mocy aby uwolnić go od magii niedopełnionego rytuału w takich, a nie innych warunkach. Z pewnością do pani Bulstrode przychodziło więcej ludzi z opisywanymi przez nią problemami.

Dobrze. W razie czego się skontaktuję z panią. — Zapewnił ją, zamierzając zwracać na to uwagę. Z byciem skupionym na sobie akurat nie miał problemu i zawsze starał dbać o swój pozytywny nastrój. W ostatnim czasie to jednak nie działało tak jak trzeba. Dziwne aby działało, jak był wręcz w rozsypce.

W takim razie dziękuję za wszystko, pani Bulstrode. W razie czego napiszę do pani sowę. Proszę wysłać mi rachunek. Do widzenia. — Nie ruszając się z krzesła, postanowił pożegnać czarownicę, która tym razem skorzystała z drzwi wyjściowych zamiast z kominka.


Koniec sesji