Secrets of London
[15.06.72, zmierzch, mieszkanie Geraldine] Więzi, których nie chcemy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [15.06.72, zmierzch, mieszkanie Geraldine] Więzi, których nie chcemy (/showthread.php?tid=1881)



[15.06.72, zmierzch, mieszkanie Geraldine] Więzi, których nie chcemy - Florence Bulstrode - 13.09.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Tym razem Florence nie korzystała z Sieci Fiuu. Sprawa nie była w końcu tak pilna, a ona i Geraldine mieszkały przy alei Horyzontalnej, zaledwie kilkaset metrów od siebie – i może to właśnie dzięki temu ich kontakt utrzymał się przez lata, mimo odmiennych charakterów, trybu życia oraz tego, że obie miały absorbujące zajęcia. Wieczorem, gdy niebo zaczęło powoli przyjmować granatowy odcień, Bulstrode wyszła po prostu z kamienicy, którą dzieliła z braćmi i skierowała się pod tę, należącą do Yaxleówny.
Dziś nie udawała się z towarzyską wizytą. Ani nawet by leczyć przypadki poparzeń i tym podobnych, z którymi Geraldine nie chciała iść do Munga. Oto czekała ją kolejna próba zniesienia czaru, jaki powstał podczas Beltane… i zastanawiała się, jak tym razem przebiegnie. Nie była pewna, czy łowczyni przyprowadzi także swojego partnera, czy będą próbowały przerwać wszystko bez jego obecności.
Zapukała do drzwi i poczekała, aż te się otworzą.
- Witaj, Geraldine – powiedziała, uśmiechając się do niej lekko, tak że tylko koniuszki ust się uniosły. Florence nigdy nie była wylewna, chociaż i wobec osób, z którymi miała nieco bliższe kontakty, nie trzymała takiego chłodnego dystansu, jak do całej reszty świata. Tego dnia Bulstrode miała na sobie niebieską bluzkę i ciemną spódnicę, jak zwykle schludne, dobrej jakości, ale też niezbyt strojne, a jej kasztanowe włosy zostały związane w wygodny warkocz. – Mam nadzieję, że masz świece? Jeżeli tak, potrzebujemy tylko pomieszczenia, w którym rozstawimy je w kręgu. Ale uprzedzam, chociaż z pierwszą parą wszystko… poszło naprawdę doskonale, to sprawa wciąż jest nowa. Trudno mi zagwarantować, że na pewno wszystko się uda za pierwszym razem.
Sauriel i Victoria byli wolni, a sądząc po zachowaniu Rookwooda, wywołało w nim to raczej euforię niż przygnębienie. Bulstrode zachowywała jednak umiarkowany optymizm, zwłaszcza, jeżeli miały spróbować łamać to wyłącznie na Geraldine.


RE: [15.06.72, zmierzch, mieszkanie Geraldine] Więzi, których nie chcemy - Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.09.2023

Yaxley siedziała w kuchni dopijając zawartość swojej szklanki. Lubiła whisky i często się nią raczyła. Relaksowała się w ten sposób. Męczyło ją to, co działo się po Beltane. Czuła, że coś jest nie tak. Nigdy bowiem nie spoglądała na Jonathana w ten sposób. Nie sądziła, że mogło się to zmienić w jedną noc, musiało wydarzyć się coś więcej. Tym bardziej, że przecież ostatnio jej serce zaczęło bić mocniej na widok zupełnie innej osoby. Ktoś namieszał i to bardzo mocno. Na całe szczęście nie tylko w jej życiu, ale i innych czarodziejów. Inaczej zapewne miałaby do siebie pretensje, że nie była specjalnie uważna.

Florence była jej pierwszym wyborem. Dlaczego? Kojarzyła ją jeszcze z czasów nauki w Hogwarcie. Była od niej straszna, bardzo zdystansowana, sprawiała wrażenie zimnej suki. Ger się to podobało. Ceniła sobie jeszcze jej doświadczenie i umiejętności, dawno temu zaczęła korzystać z jej pomocy, oczywiście odpłatnie. Były sąsiadkami, a w przypadku Yaxley naprawdę wygodne było mieć medyka w swojej okolicy. Nie miała problemu z tym, żeby obudzić ją w środku nocy, jeśli wymagała tego sytuacja. Bulstrode wzbudzała w niej zaufanie - nie sądziła, aby przekazała dalej, że Geraldine bywała jej pacjentką.

Usłyszała pukanie do drzwi. Zerwała się z krzesła upijając jeszcze resztkę alkoholu, która znajdowała się w szklance. W kilka sekund znalazła się przy wejściu i otworzyła drzwi, aby wpuścić Flo. Wiedziała, że to będzie ona. Rzadko kiedy miewała gości. - Cześć Florence, ogromnie się cieszę, że znalazłaś dla mnie czas. - Mówiła szczerze, bo męczyłą ją to wszystko i miała nadzieję, że wreszcie się skończy, a ona znowu będzie wolnym człowiekiem.

Otworzyła drzwi na oścież, aby wpuścić Bulstrode do środka. Yaxley wyglądała zwyczajnie. Nie przywiązywała specjalnej wagi do swojej aparycji. Włosy zwinęła w kok, który opadał jej na lewę ramię, kilka pasm jasnych włosów wymykało się z niego i plątało po twarzy. Ubrana była w krótkie szorty i lnianą koszulę, zdecydowanie na nią za dużą.

Ruszyła powoli w stronę salonu. Florence wiedziała dokąd się kierują, była już w jej mieszkaniu nieraz. - Tak, udało mi się dostać te świecie. Salon jest w porządku? - Wydawało jej się być najodpowiedniejszym miejscem do wykonania rytuału. - Nie potrzebuję gwarancji. Możesz na mnie testować ten rytuał do skutku, bylebym się pozbyła tego uczucia. - Zgarnęła torbę ze świecami, które stały na stole. - Jak duży ma być ten okrąg? - Zupełnie nie znała się na takich rytuałach, wolała więc się upewnić.




RE: [15.06.72, zmierzch, mieszkanie Geraldine] Więzi, których nie chcemy - Florence Bulstrode - 13.09.2023

– To nie problem, Geraldine – zapewniła Florence, wchodząc za Yaxleyówną do mieszkania. Przywykła do tych wezwań, a chociaż rzadko udzielała konsultacji prywatnych, to jednak osoby jej bliskie były pod tym względem wyjątkiem. Nie wzbraniała się wprawdzie jakoś strasznie przeciwko opłatom za nie, ale też nie liczyła sąsiadki nawet tak wysoko, jak przypadkowych pacjentów, którzy uparli się, że chcieli wizyty domowej Bulstrode.
– Tak, ale zamknij wszystkie okna. Powinnaś wciągnąć zapach dymu. Uprzedzam, że może być trochę odurzający podczas rytuału, miałam na razie za mało okazji do sprawdzenia, jak wpływa na ludzi.
Sauriel i Victoria byli dopiero dwoma „obiektami”. A to, co działo się z nimi podczas łamania więzi i po niej, mogło być bardzo indywidualne, zależne od nich, ich wzajemnych uczuć, tego, co stało się na Polanie Ogni i co popchnęło ich do udziału w wiankowym rytuale. Nie miała pojęcia, jak podziała to na Geraldine, ale chętnie się dowie. Zważywszy na to, że miała przeprowadzić ten rytuał na sobie. Wolała jednak upewnić się, że będzie w stanie to zrobić, bo łamanie „klątwy” na kimś to jedno, a łamanie jej na samym sobie…
– Na pewno damy radę – zapewniła ją, łagodniej, bo wyglądało na to, że Geraldine rytuał bardzo doskwiera. Dla samej Florence… był czymś, co wydawało się niemal naturalne, wkradało się tak subtelnie, że nigdy by tego nie zauważyła, gdyby nie walka z wampirzycą. A i tak zdecydowała o jego złamaniu, bo nie chciała, aby jakaś magia mieszała w relacji jej i Patricka. – Chociaż byłoby dobrze, gdyby zadziałało za pierwszym razem, bo do każdej próby potrzeba nowego kompletu świec. Równy okrąg, na tyle duży, żebyś mogła w nim wygodnie usiąść.
Poczekała aż Yaxleyówna wyjmie świece, a potem dla pewności, poprawiła jeszcze ich ułożenie i oceniła krytycznym okiem kogoś, kto dostrzegał zawsze każde odchylenie od normy.
– Nie odpalaj ich, zrobię to ja, kiedy zaczniemy rytuał. Jeżeli jesteś absolutnie pewna, siądź w środku. Staraj się nie mówić niepotrzebnie, ale gdybyś poczuła się źle, coś zaczęło boleć, byłoby ci słabo, koniecznie mnie o tym poinformuj – poinstruowała Bulstrode. Łamanie tej więzi było delikatnym procesem, a magomedyczka nie chciała popełnić żadnego błędu.


RE: [15.06.72, zmierzch, mieszkanie Geraldine] Więzi, których nie chcemy - Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.09.2023

- Tak naprawdę trochę mi głupio, że zawsze spotykamy się w takich okolicznościach. - Spotykała się z Florence tylko wtedy kiedy czegoś od niej potrzebowała. Zdawała sobie z tego sprawę i chyba stwierdziła, że warto by było to zmienić, chociaż pewnie i jednej i drugiej nie do końca przeszkadzał taki układ. Nie były jakimiś typowymi przyjaciółkami, które spędzały ze sobą co drugi dzień i plotkowały o wszystkim i o niczym.

- Jasne, już zamykam. - Ruszyła w stronę drzwi balkonowych, które były otwarte na oścież. Jako, że przyczłapał się do nich Pierdoła to poszła jeszcze zamknąć go w sypialni, żeby zwierzę przypadkowo nie nawdychało się tego dymu.

- To dzisiaj zaliczysz kolejny test, niedługo dojdziesz do perfekcji Flo. - Yaxley nie miała pojęcia ilu osobom przytrafiło się to samo co jej, ale skoro czytała o tym w gazecie, to to przekleństwo musiało dotyczyć większej ilości. Miała nadzieję, że uda im się naprawić jej serce i umysł, że sytuacja wróci do normy, bo było to naprawdę męczące.

Yaxley sięgnęła do kieszeni spodni po swoją srebrną zapalniczkę zippo i podała ją Bulstrode. Wyciągnęła świecie z torby, a następnie ułożyła na podłodze w kształt okręgu. Był dosyć spory, zamierzała się w nim wygodnie rozsiąść. Obejrzała jeszcze efekt swojej pracy, żeby mieć pewność, że wszystko wygląda w porządku. - Myślę, że jest dobrze. - Dodała jeszcze, po czym spojrzała na Florence, aby zobaczyć jej reakcję, to ona była w tej sytuacji specjalistką i znała się na tym, co teraz tutaj robiły.

- Jeśli będzie potrzeba to załatwię nowe świece, nie wiem jednak jak się za te wszystkie przysługi odpłacę. - Wolała nie mieć długów u przypadkowych osób, jeśli jednak sytuacja tego będzie wymagała, to się poświęci.

- Oczywiście, poinformuję cię, jeśli coś będzie nie tak. Mam jednak wrażenie, że wszystko pójdzie po naszej myśli. - Flo znała się na rzeczy, a dobre nastawienie to była podstawa. Nie mogło być inaczej. Geraldine ruszyła w stronę okręgu, a następnie usiadła na jego samym środku. Skrzyżowała nogi, siedziała po turecku. Przymknęła przy tym oczy i czekała, aż Bulstrode zacznie działać.




RE: [15.06.72, zmierzch, mieszkanie Geraldine] Więzi, których nie chcemy - Florence Bulstrode - 13.09.2023

– Kiedy jesteś medykiem i klątwołamaczem zdumiewająco wielu ludzi, w tym znajomych, spotykasz głównie w takich okolicznościach – powiedziała Florence, posyłając Geraldine uśmiech. Zaraz jednak spoważniała, już całkowicie skupiona na odpowiednim rozstawieniu świec oraz rytuale. – Mam wielką nadzieję, że dojdę do perfekcji, bo po Beltane wiele par ma ten problem. Dla niektórych to zapewne miłe doświadczenie, a i prawdopodobnie są tacy, którzy pod jego wpływem faktycznie się pokochają. Ale dla wielu osób to raczej przekleństwo niż błogosławieństwo.
Miała okazję się przekonać, że nawet jeżeli danym osobom na sobie zależy, rytuał może przeszkadzać. Sauriel i Victoria przecież zaraz po jego zerwaniu pognali na randkę, oznaczało to, że coś faktycznie między nimi było. Tymczasem Rookwood zdawał się wręcz zdesperowany, by się uwolnić od odczuć związanych z Beltane.
Każdy przypadek był tutaj… bardzo specjalny.
– Możesz się ruszać, ale nie wychodź proszę z kręgu. To przerwie całą procedurę – dodała, kiedy kobieta weszła już do środka. Florence wyczarowała maseczkę dla siebie. Nie było to absolutnie konieczne, ale chciała zachować pełne skupienie i nie pozwolić, aby zapach dymu magicznych świec ją rozpraszał.
Stanęła za Geraldine. Postanowiła spróbować tej samej procedury, co w przypadku Sauriela i Victorii, zmienionej jedynie nieznacznie, przez wzgląd na brak partnerka kobiety. Odpaliła pierwszą świecę, szepcąc zaklęcia. A potem obeszła krąg w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara, odpalając kolejne świece, i nad każdą rzucając właściwy czar. Dym zaczął wypełniać pomieszczenie. Geraldine poczuła jego zapach i faktycznie trochę odurzał. Nie na tyle, by nie dała rady wstać, czy żeby zrobiło się jej niedobrze, ale wystarczająco, aby odrobinę przytłumić zmysły. Jeżeli otworzyłaby oczy, po chwili widziałaby głównie dym i poruszająca się za nim sylwetkę Florence, teraz niewyraźną, trochę zamazaną. Słyszała cichy głos Bulstrode, gdy ta recytowała inkantacje, ale nie byłaby w stanie rozpoznać słów.
W pewnym momencie Florence machnęła różdżką, a dym przestał ulatywać w górę, wypełniać salon, lecz ze wszystkich kierunków poleciał ku Geraldine, owionął ją, zatańczył wokół jej ciała. Przez ułamek sekundy widziała uśmiech Jonathana, wianek, który jej wręczył…
…a potem jego postać nagle się rozwiała.
Siedząc w kręgu ciężko było powiedzieć, ile to trwało, choć gdyby Yaxley zerknęła na zegarek, uświadomiłaby sobie, że minęło jakieś dwadzieścia pięć minut od chwili, w której weszła do kręgu, do momentu, w którym świece wygasły. Lekko kręciło się jej w głowie, ale nie było to mocne uczucie. Świece wypaliły się niemal doszczętnie, pozostała po nich zaledwie odrobina wosku.
Florence znów machnęła różdżką, otwierając w ten sposób okno i pozwalając, żeby do środka wpadło świeże powietrze.
– Jak się czujesz? Na tyle, na ile mogę ocenić… wszystko przebiegło poprawnie.


RE: [15.06.72, zmierzch, mieszkanie Geraldine] Więzi, których nie chcemy - Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.09.2023

- Niby tak. Mimo wszystko mi głupio. Mam wrażenie, że ostatnio każdy za czymś goni i nie ma czasu na spotkania towarzyskie. Nie powinno tak być. - Faktycznie tak czuła. Nie chciała być kojarzona jedynie jako pacjent. Miała może dosyć ryzykowny zawód, który powodował, że zdecydowanie częściej potrzebowała medyka, mimo wszystko powinna się kiedyś umówić z Florence po prostu na kawę, chociaż właściwie przy szyciu, czy opatrywaniu ran też mogły porozmawiać...

- Powiem Ci szczerze, że długo się zastanawiałam o co w tym wszystkim chodzi. Jak pewnie wiesz, przyjaźnię się z Urquartem od lat. Standardowo pokazujemy się razem na tych publicznych wydarzeniach, bo naprawdę lubimy swoje towarzystwo. Tyle, że po tym Beltane... Jakby mnie ktoś uderzył obuchem w łeb, gdzie jeszcze dzień wcześniej... - Nie dokończyła, nie sądziła, że musi. Florence miała szansę poznać aktualnego partnera Ger na początku kwietnia, miała nadzieję, że nie uzna jej za rozwiązłą przez ten durny rytuał. - Z Giovannim to tylko przyjaźń, wiesz, żeby nie było. - Dodała trochę niepewnie.

Kiwnęła głową na znak, że dotarły do niej słowa Bulstrode. Wolała jednak się nie ruszać, żeby nie narobić jakiejś szkody. Przykmnęła oczy, oczyściła umysł, tak jak na medyctacji w tybetańskiej wiosce. To będzie musiało pomóc. Yaxley wierzyła w to z całej siły.

Do jej uszu dochodził stukot butów Florence, która musiała zacząć zapalać świece. Ger nie musiała długo czekać, po chwili do jej nozdrzy doszedł ich zapach. Oddychała powoli, mocno zaciągając się ztym dymem. Nie miała pojęcia, jakie zaklęcia rzuca Florence, istotne było to, że jeszcze chwila, jeszcze moment i wszystko minie.

Otworzyła oczy, gdy poczuła, że wokół niej pojawiło się więcej dymu. Była zaskoczona, że ułożył się na kształt Jonathana. To były dopiero cuda. Uśmiech Jo, wianek, który umieściła na palu. Po chwili już tego nie było. Wszystko zniknęło. Siedziała w tym kręgu jak zaczarowana.

Przeniosła spojrzenie na świecie, które powoli dogasały. Naprawdę spędziła w tym kręgu tyle czasu, żeby zdążyły się całe wypalić? Nie spodziewała się, że tyle już to trwało. Florence otworzyła okna, dzięki czemu dotarło tutaj świeże powietrze. Trochę kręciło jej się w głowie przez ten duszący zapach.

- Już po wszystkim? Czy mogę wyjść? - Upewniła się jeszcze, żeby nic nie popsuć. - Dobrze się czuję, myślisz, że zadziałało? - Pomyślała o Jonathanie i nie poczuła już nic. Znaczy dalej robiło się jej ciepło, gdy o nim myślała, ale nie w ten sposób, w który jeszcze przed chwilą. Wróciła do wersji w której traktowała go jak swojego brata.




RE: [15.06.72, zmierzch, mieszkanie Geraldine] Więzi, których nie chcemy - Florence Bulstrode - 13.09.2023

– Zawsze spędzałam sporo czasu w pracy, a po Beltane… wszyscy mają wiele zajęć, nie tylko Ministerstwo. Ale nie widzę powodów, dla których nie miałybyśmy kiedyś wypić razem herbaty – powiedziała Florence. Lubiła Geraldine, miała do niej słabość, nie miała więc nic przeciwko spędzeniu czasu w jej towarzystwie – a osobom obcym, czy za którymi nie przepadała, Bulstrode odmawiała chwili przy herbacie bez większych oporów. Bardzo wysoko ceniła swój czas.
Wysłuchała historii Geraldine, całkiem podobnej do jej własnej. Przyjaźń, Beltane, trochę zamieszania. Wydawało się jednak, że w przypadku Florence i Patricka objawiało się to… subtelnej, bo wcale nie czuła, aby coś walnęło ją obuchem w głowę. Po prostu myślała o nim trochę częściej i trochę bardziej niż zwykle szukała jego towarzystwa.
– Wygląda na to, że odczucia po tym rytuale są bardzo indywidualne, zależne w dużej mierze od osoby – stwierdziła jeszcze. – Rozumiem, Geraldine. To naprawdę nie jest zresztą coś, z czego musiałabyś się tłumaczyć – zapewniła.
*
– Nie wstawaj przez chwilę, może zakręcić ci się w głowie – uprzedziła Florence. Zsunęła z twarzy maseczkę i pozwoliła, by czar, który ją stworzył, rozpłynął się. A potem ponownie machnęła różdżką, tym razem tworząc podmuch wiatru. Ten przeszedł przez pomieszczenie, wymiótł dym i wywiał go za okno. W tej chwili ten dym wyglądał zupełnie normalnie… może był normalny? Może to, co widziała i czuła Geraldine było efektem innej magii?
– Możesz wyjść, ale ostrożnie. Chodź tutaj, sprawdzimy kilka rzeczy – zakomenderowała Bulstrode. Kiedy Geraldine się zbliżyła, posadziła ją w fotelu, ujęła jej dłoń i zaczęła szeptać jakieś zaklęcia, wykonując skomplikowane ruchy różdżką. Problem z tą więzią polegał na tym, że nie była to standardowa klątwa i sprawdzenie, czy kogoś dalej nie spowija magia Beltane wcale nie było takie łatwe. Po jakichś pięciu minutach Florence wyprostowała się. – Wydaje mi się, że jesteś już wolna – powiedziała, bardzo ostrożnie. – Ale żeby to sprawdzić, powinnaś spotkać się z nim i zobaczyć, jak wyglądają teraz wasze odczucia. Czy coś zmieniło się w stosunku do ostatnich dni – oświadczyła, po czym odwróciła się, by tym razem za pomocą magii pozbyć się ogryzków świec. I tak nie mogły się już do niczego przydać – a proces ich wypalenia był szybszy niż normalnie, ze względu na magię, jaka działa podczas rytuału – a Florence po prostu drażniło, kiedy tak leżały na środku salonu i istniała szansa, że je zdepcze…
– Poza tym, powinnaś zachować czujność. Klątwy bywają podstępne. Chociaż to nie klątwa, a coś innego, zdaje się, że niektóre zasady są… na swój sposób podobne. Jeżeli za trzy, siedem albo trzynaście dni wyczujesz, że coś znowu jest nie tak… Koniecznie zgłoś się do mnie. To może oznaczać, że tylko przytłumiliśmy rytuał i nie udało się w pełni zerwać więzi – uprzedziła, dokładnie tak, jak wcześniej Sauriela oraz Victorię. Wiedziała, że stu procentową pewność zyskają dopiero pod koniec miesiąca. Wprawdzie głęboko wierzyła we własne umiejętności i była niemalże pewna, że wszystko poszło dobrze… ale jednak, w obliczu czegoś tak nowego, należało zachować pełną ostrożność. Florence zależało w końcu, aby każdy, kto się do niej zgłosi, faktycznie został uwolniony. – To chyba wszystko.


RE: [15.06.72, zmierzch, mieszkanie Geraldine] Więzi, których nie chcemy - Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.09.2023

- Herbata brzmi dobrze Flo, - najlepiej z prądem tego jednak nie dodała - zdaje sobie sprawę, że wy też macie ręce pełne roboty, cieszę się też, że mimo to znalazłaś dla mnie dzisiaj czas. - Wiedziała, że pewnie ledwo upchnęła tę wizytę w swój grafik. Była jej ogromnie za to wdzięczna, bo znowu jej pomogła. Naprawdę dobrze było ją mieć blisko, nie chodziło nawet o same profity, po prostu przyzwyczaiła się do jej sceptycznego podejścia na temat wielu spraw. Geraldine brakowało takiego rozsądku.

Gerry wszystko od zawsze przeżywała bardzo mocno. Jeśli kogoś nienawidziła to z całych sił, kiedy się zakochiwała to na zabój. Najwyraźniej na rytuał zareagowała równie emocjonalnie. Przeraziło ją to, bo nigdy nie czuła się w ten sposób przy Jo, dlatego właśnie postanowiła coś z tym wszystkim zrobić. Uważała, że nie jest to prawdziwe, nie ma najmniejszego sensu mimo tego, że coś ją pchało w ramiona przyjaciela. Na pewno nie przestanie się o niego martwić, szczególnie, że wiedziała iż pomaga czarodziejom, którzy postanowili walczyć z Voldemortem. Wolałaby jednak spać spokojniej, chociaż czasami, bo bez tej dziwnej więzi i tak zdarzało się to rzadko. - Jakoś tak chciałam, żebyś wiedziała, ciekawe od czego to zależy, w jaki sposób dana osoba reaguje. - Skoro te odczucia były tak bardzo indywidualne, czy w ogóle miało to jakikolwiek sens?


Słuchała tego, co mówiła do niej Bulstrode. Nie wstała więc od razu. Odetchnęła głęboko, potrzebowała świeżego powietrza, na szczęście znajoma wyczarowała również wiatr, który bardzo szybko poradził sobie z resztką dymu, który wypełniał pomieszczenie. Dopiero po kilku głębokich oddechach zdecydowała się wstać. Nie w typowy i bardzo ekspresyjny dla siebie sposób. Zrobiła to powoli, żeby się przypadkiem nie przewrócić i nie zaryć twarzą o drewnianą podłogę. Podeszła do Florence i usiadła w fotelu. Czy naprawdę było już po wszystkim? Wydawało jej się, że coś się zmieniło, oby miała rację. Zaraz oceni to specjalistka.

Ani drgnęła, gdy Bulstrode wzięła do ręki jej dłoń i zaczęła szeptać zaklęcia. Nie chciała jej przeszkadzać, siedziała więc bardzo sztywno. Czekała na jej opinię. - Wspaniale! - Krzyknęła entuzjastycznie, kiedy tamta podzieliła się z nią tym co myśli. - Tak, oczywiście, sprawdzę wszystko. - Musiała skonfrontować się z przyjacielem, wiedziała, że nie będzie to wcale takie proste, ale trzeba wyjaśnić tę sprawę do końca.

- Mam nadzieję, że nie będzie takiej konieczności moja droga. Nie, żebym nie chciała się z tobą spotkać, jednak wolałabym w zupełnie innych okolicznościach. - Liczyła na to, że faktycznie to już koniec tego nieszczęsnego rytuału, że udało im się przerwać więź.

- Dziękuję ci bardzo Flo. - Wstała z fotela, aby sięgnąć do szkatułki, która znajdowała się na szafce. Wyciągnęła z niej jeszcze kilka galeonów, aby zapłacić jej za usługę. Następnie odprowadziła ją do drzwi.


Koniec sesji