![]() |
|
[noc z 19.05.72 na 20.05.72, wykopaliska, Walia] Błądząc w snach - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126) +--- Wątek: [noc z 19.05.72 na 20.05.72, wykopaliska, Walia] Błądząc w snach (/showthread.php?tid=1903) Strony:
1
2
|
[noc z 19.05.72 na 20.05.72, wykopaliska, Walia] Błądząc w snach - Bard Beedle - 17.09.2023 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz II Eksterioryzacja... Zakazana umiejętność. Tak niezwykle przydatna nie tylko dla szpiegów... ale także dla archeologów. Pod ziemią znaleziono korytarze, laboratorium i tajemniczą salę pełną posągów. Ale wędrując przez tunele, ciągnące się pod wioską, w której prowadzili prace, mieli także okazję minąć częściowo zasypane przejścia. Dokąd biegły? Czy odgradzały drogę do jakichś pomieszczeń, pełnych skarbów lub niebezpieczeństw? Mogły zaprowadzić do podziemnych korytarzy, skrywających w sobie sekrety, które ekipa Shafiqa próbowała odkryć? Mogli rozpocząć żmudne, wielomiesięczne prace, by to sprawdzić... ...albo nieco przyspieszyć sprawę. Eksterioryzacja nie była umiejętnością niezawodną. Leta w niematerialnej formie nie mogła też przekroczyć zabezpieczeń - a że takie w podziemiach się znajdowali, mieli okazję zobaczyć, wszak runy broniły i wejścia do podziemi, i później pracowni Blackwooda. Wciąż jednak mogła eksplorować podziemia nie narażając się na większe niebezpieczeństwo i wejść do wielu miejsc, które chwilowo były niedostępne. A dzięki temu - wytyczyć kierunek dalszych prac i zapewnić, że nie poświęcą kilku dni na odgruzowywanie miejsca, za którym znajdowała się nic nieznacząca wnęka w ścianie. Nell, na podstawie instrukcji Cathala, który zapamiętał drogę, jaką pokonali, nakreśliła dla Lety prowizoryczną mapę. Kobieta mogła przyjrzeć się jej, zanim poszła spać. Wiedziała dzięki temu, że przynajmniej w dwóch miejscach zwał sugerował, że coś mogło znajdować się dalej - jeden w pobliżu pracowni, drugi obok miejsca, w którym "wylądowali". Sama musiała dokonać wyboru, gdzie się uda. Cathal czekał pod namiotem, ciekaw wyników, a dym papierosa, którego palił, ulatywał ku nocnemu niebu, usianego gwiazdami. Leto, rzuć na nekromancję. Możesz wykonać dwa rzuty. Niezależnie od rzutu uznajemy, że udało się jej opuścić ciało, ale to, co będzie działo się na sesji i jej scenariusz są częściowo uzależnione od tego, jaki będzie rzut. Jako niematerialna możesz ruszyć od razu do centrum wioski i znajdującego się tam budynku, w którym jest wejście. RE: [noc z 19.05.72 na 20.05.72, wykopaliska, Walia] Błądząc w snach - Leta Crouch - 20.09.2023 Była w tym jakaś przedziwna ironia - ktoś z rodziny stricte prawniczej, ktoś, kogo ojciec zasiadał w ławnicach Wizengamotu, a jednak... jednak zdecydowanie nie liczył się z literą prawa, zbaczając na inne ścieżki, najeżone niebezpieczeństwami. Bo gdyby ktoś się zorientował (nie licząc najbliższego kręgu zaufanych), gdyby zdecydował się zadenuncjować - i nawet niekoniecznie mogło tu chodzić o uderzenie w samą Aletheę - to, delikatnie mówiąc, mogłoby nie być wesoło. Ale Leta nie miała zamiaru zbaczać z obranych dróg, kierować się jedynymi słusznymi wartościami, ideami. Nie, gdy przecież wykorzystywała swe umiejętności w słusznej sprawie. Słusznej dla niej osobiście, oczywiście - wszak niejeden mógłby stwierdzić, że "ale przecież to zakazane, tak, badania powinny być prowadzone organoleptycznie i koniec, co to za zabawy z nekromancją. To zakazane!!!". Tyle że korzyści zdecydowanie przeważały nad minusami. Zakazane metody może i były drogami na skróty, ale też chroniły przed niespodziewanym władowaniem się na brzemienne w skutkach zabezpieczenie czy też najzwyczajniej w świecie: przed stratą czasu. Bo równie dobrze miejsca wytypowane jako potencjalnie zawierające coś cennego, mogły ziać pustką, ogołocone przez kogoś innego, już dawno, dawno temu... ... tej nocy zaś miała "wcisnąć" się tam, gdzie czas najwyraźniej wzbronił im dostępu i przekonać się na własne "oczy", czy warto było podejmować próby przedostania się przez zawalisko. Tak, przed snem uważnie przestudiowała nakreśloną przez Nell mapkę, rozważając tym samym, w którą stronę powinna podążyć. Opcje miała co najmniej dwie, ale czy da radę zbadać oba? Nawet jeśli, od czegoś musiała zacząć. Od czego? Jeszcze to rozważała, kiedy wychynęła z namiotu, niewidzialna dla ludzkich oczu. Cathal zdawał sobie sprawę z tego, co będzie dziać się tej nocy, ale na dłuższą metę mógł tylko zgadywać, o ile się w ogóle nad tym zastanawiał. Już wyszła ze swego ciała? Już dotarła do celu? A może kręci się wokół Jamila, w którego stronę ostatnimi czasy rzucała całkiem sporo maślanych spojrzeń... Czegokolwiek by nie robiła, koniec końców "stanęła" przed wejściem do budynku w centrum wioski, po raz ostatni już rozważając, w którą dokładnie stronę się skierować. Niech będą i okolice pracowni. Stąd też zapuściła się dalej, odtwarzając w pamięci mapkę... [roll=N] [roll=N] RE: [noc z 19.05.72 na 20.05.72, wykopaliska, Walia] Błądząc w snach - Bard Beedle - 21.09.2023 To była chłodna noc, ale Leta nie odczuwała zimna, kiedy opuściła swoją cielesną powłokę, spoczywającą na łóżku w jednym z zaczarowanych namiotów. Ciemne włosy rozsypały się na poduszce, a jej oddech był głęboki i regularny, jakby pogrążyła się w zwykłym śnie. Przemknęła obok Cathala, z którego ust wydobył się kłąb dymu. Nie obrócił się, nie zdawał sobie sprawy z jej obecności, chociaż wiedział, że może gdzieś tu się kręcić. Umiejętność Lety zresztą przyprawiała go o lekką paranoję, i zwykle swoje lokum zabezpieczał pieczęciami - przed nią i każdym, kto mógłby zechcieć użyć podobnej zdolności, aby wyrwać mu jego sekrety. Tej nocy Letę interesowały jednak tylko tajemnice walijskiej wioski. Gdy przemykała przez dziurę w murze dostrzegła ducha, znów patrolującego okolicę. Przystanął i zdawało się, że spojrzał wprost na nią... czy jakimś sposobem ją zauważył, chociaż dotąd nie zwracał nawet uwagi na żywych? Zaraz jednak ruszył dalej, niezainteresowany. Leta ruszyła dalej, niematerialna, niewidoczna dla ludzi, przemierzając obszar oznaczony jako bezpieczny, kierując się ku centrum wioski i otwartemu przejściu. Znów znalazła się w pracowni, którą znaleźli, teraz nieco odmienionej, bo w ostatnich dniach zdążyli zbadać część rzeczy, niektóre stąd wyniesiono, inne przyniesiono, jeszcze inne po prostu zabezpieczono. Zaskakująca była tylko jedna rzecz. Zniszczony, wyblakły portret, wiszący na ścianie, do tej pory zawsze przedstawiający po prostu widok (prawdopodobnie okolicy, choć sprzed wielu lat), nie był już pusty. Znajdowała się na nim postać, bardzo przypominająca posągi, które zaatakowały Aletheę i Pandorę. Charakterystyczny nos, mocna szczęka, takie same, jak u rzeźb. Ten człowiek miał ciemne, długie włosy i czarne oczy, i spoglądał na pracownię z pewnym niezadowoleniem, jakby bardzo nie podobało się mu to, co widzi. RE: [noc z 19.05.72 na 20.05.72, wykopaliska, Walia] Błądząc w snach - Leta Crouch - 23.09.2023 Eksterioryzacja miała zdecydowanie więcej zalet ni możliwość bezszelestnego podchodzenia tego czy tamtego, nie mówiąc już o przenikaniu przez ściany, żeby odkryć, co się za nimi znajduje. Jak, chociażby, właśnie to: mogła „wyjść” w największą śnieżycę bądź najgorszy skwar i nie zamienić się w sopel lodu. Czy też skwierczącą skwarkę. Duch, a raczej jego reakcja, przykuła na chwilę uwagę Lety. Początkowo zdawało się, że byt ten reaguje na dosłownie nic – być może mieli z czasem odkryć, że nie był czymś całkiem bezrozumnym, zamkniętym w wiecznej pętli swoich działań – ale teraz…? Nie była pewna. Trwało to zbyt krótko – niby odnosiła wrażenie, iż na nią spojrzał (co miałoby sens – cesarzowi, co cesarskie, a duchom to, co, ee… duchowe?), ale też zaraz znowu ruszył dalej. Może trzeba będzie szepnąć słowo na ucho, ewentualnie spróbować samej bliżej zbadać sprawę, zanim zarzuci szerzej sieci, zwiększając krąg osób zdających sobie sprawę z jej umiejętności – niemniej, zdecydowanie nie teraz. Ruiny wyraźnie wabiły. Stąd też „popłynęła” w ich stronę, żeby zanurzyć się w czeluściach, przemierzyć znaną już trasę. Miała dotrzeć do pracowni – tak jak założyła – i tam spróbować sprawdzić, co kryje się za zwałem. Brzmiało prosto, prawda…? Tyle że po raz kolejny tej nocy uwaga Lety została odwrócona. Zawisła przed portretem, który nagle okazywał się jednak mieć swojego lokatora (powoli już myślała, że płótno to zostało… porzucone? Bądź jakiś inny obraz uległ zniszczeniu wraz z portretem tego tutaj, więc żegnaj, możliwości pogadania sobie z tym kimś. O ile w ogóle byłby chętny porozmawiać, zamiast podnieść larum i ściągnąć na głowę wszystkie możliwe klątwy, jakie kryły się w tej zapomnianej od wieków osadzie) i przekrzywiła lekko głowę, uważnie mu się przyglądając. - Oho, a kto tu w końcu wyściubił nosa... – mruknęła, bardziej do siebie niż do samego obrazu. W końcu była duchem, czyż nie? Niewidzialnym duchem, którego nikt nie widział, nie słyszał (trochę szkoda, mogłaby wtedy od czasu do czasu napędzić stracha; aczkolwiek w przypadku niektórych osób – zapewne skończyłoby się to bardzo, bardzo źle). Tak że tak, nie spodziewała się, bynajmniej, że cokolwiek mogłoby ją teraz usłyszeć. Nawet i obraz. Bo inaczej, zapewne, w Hogwarcie miałaby na karku nauczycieli – a i tak to byłby ledwie pierwszy stopień w drodze na szczyt góry problemów, jakie by to wywołało. Tak że: chciała sobie na spokojnie obejrzeć dokładnie portret, zapamiętać szczegóły i po chwili ruszyć dalej, oczywiście. RE: [noc z 19.05.72 na 20.05.72, wykopaliska, Walia] Błądząc w snach - Bard Beedle - 23.09.2023 Mężczyzna z obrazu nie dostrzegał Lety, nie dosłyszał też jej głosu. Był tu jednak, podczas gdy im nigdy się nie objawił, wiele wskazywało więc na to, że ukrywał się celowo. Szczególnie przypominał jej jeden z posągów – mogła właściwie wrócić do tamtej komnaty i przyjrzeć się im uważniej – chociaż nie była całkowicie tego pewna. Nie robił też nic specjalnie fascynującego, poza rozglądaniem się po pracowni i oglądaniem śladów ich prac. Uniósł głowę, gdy coś zatrzeszczało przy schodach. Nikt nie schodził, Crouch wiedziała, że tej nocy nie planują żadnych prac, ale Leta stała się świadkiem tego, jak mężczyzna z portretu wsunął się w ramę i znikł. Ewidentnie nie chciał, aby ktoś go zobaczył. Może dało się to później jakoś wykorzystać? Pofrunęła dalej. Drzwi zabezpieczone numerologiczną pułapką normalnie by ją zatrzymały, ale Shafiq celowo pozostawił je otwarte, udostępniając Alethei całe ruiny. Panowała tu cisza, ciemność… …chociaż jednocześnie przez moment zdawało się jej, jakby wyczuwała czyjąś obecność. Ale wrażenie zaraz przeminęło. Alethea musiała zdecydować teraz, dokąd pójdzie. Mogła skręcić tam, gdzie w pobliżu pracowni znajdowało się prawdopodobnie kolejne przejście, udać tam, gdzie spadli pierwotnie i część korytarza była zawalona, albo zdecydować się udać do komnaty, w której ją i Pandorę zaatakowały posągi – i zobaczyć, co działo się tam teraz, bo w swoich pracach na razie nie posunęli się na tyle, by tam dotrzeć. RE: [noc z 19.05.72 na 20.05.72, wykopaliska, Walia] Błądząc w snach - Leta Crouch - 23.09.2023 - Więc bawimy się w kotka i myszkę, złociutki? – bardziej stwierdziła niż spytała, po chwili obserwacji obrazu. Po tym, jak zniknął. Nie wiedziała, co zatrzeszczało, ale… różnie bywało w takich miejscach jak to. Równie dobrze mogła to być jakaś drobna zwierzyna, która się zabłąkała i wlazła, korzystając z jakichś tajnych ścieżek, którymi człowiek nie mógł podążyć za żadne skarby. No chyba że akurat był animagiem zmieniającym się w coś tyciego. Sprawę portretu odłożyła na bok; wymagała jednak omówienia, nie planowała samodzielnie się nią zajmować. Inna sprawa, że obecna bezcielesność i tak nie pozwalała na jakiekolwiek podjęcie działań. Mogła obserwować, mogła widzieć, słyszeć, przemieszczać się, ale zabawić się w chociażby Irytka? Zdecydowanie nie. Gdy odniosła wrażenie, że nie jest sama, obróciła się wokół własnej osi, próbując dostrzec to coś. A może to była tylko ułuda? Może coś się jej wydawało? Pojawiło się i zniknęło… To też dawało trochę do myślenia. Zwłaszcza że trudno powiedzieć, aby zbadali te ruiny od A do Z; wciąż wiele niewiadomych, wciąż wiele rzeczy, które mogły znienacka ugryźć w tyłek. Ale… nie było niczego. Dziwne. Powinna zawrócić? Nie, zdecydowanie nie. Więc pofrunęła dalej. Tam, gdzie prawdopodobnie znajdowało się kolejne przejście, w pobliżu pracowni. RE: [noc z 19.05.72 na 20.05.72, wykopaliska, Walia] Błądząc w snach - Bard Beedle - 23.09.2023 Przejście było zablokowane, i jeszcze nie usunęli ani kamieni, ani tego, co było za nimi - jak się okazało drzwi. Potężne, kiedyś prawdopodobnie w jakiś sposób zabezpieczone, teraz jednak nie stanowiły żadnej przeszkody dla niematerialnej Alethei Crouch. Kobieta przemknęła przez skały, a później przez drzwi. Ich obecność właściwie świadczyła tylko o tym, że wybrała dobrze, bo prawdopodobnie coś tutaj było, prawda? I raczej nie proste kwatery mieszkalne, bo przecież nad nimi znajdowała się wioska... ...szybko przekonała się, co to było. Niematerialna z łatwością minęła pierwsze przeszkody. Diabelskie sidła, grube, mocne, drżące lekko, jakby wyczuwały, że ktoś tutaj jest. Nawet bezcielesna istota mogła odczuć nieprzyjemne sensacje na ich widok. Z pewnością zasadzono je tutaj celowo, i przez lata zdążyły się rozplenić - choć potraktowane ogniem szybko by przepadły. Przeleciała nad czymś, co wyglądało na pułapkę, umieszczoną w podłodze. i wreszcie dotarła do sali, położonej na krańcu korytarza. Jej krańce ginęły w mroku, zresztą wszystko spowijała ciemność i Alethea mogła dostrzec tylko niektóre rzeczy, musiała zbliżyć się do wszystkiego, co ją zainteresowało. We wnętrzu pomieszczenia stał filar - kamienny, podobny do tych, które były rozsiane tu i ówdzie poza granicami wioski. Przeniesiono go tutaj, czy był tu już wcześniej, od wieków ukryty w podziemiach? Tego Crouchówna nie potrafiła stwierdzić. Wiedza podpowiadała jej tylko, że jest stary, równie stary, a może nawet starszy niż te otaczające to miejsce, a one powstały na pewno długo przed naziemnymi zabudowanymi. Drugą rzeczą, która bez wątpienia zwróciła jej uwagę, były szczątki. Ludzkie kości, leżące w pobliżu sali - należące na pewno do więcej niż jednej osoby. Ktoś tutaj zginął. Zostało po nich jednak tak niewiele, że nie potrafiła powiedzieć, ani od jak dawna tu leżeli, ani w jaki sposób umarli. Być może Nell lub Guinevere po oględzinach byłyby w stanie orzec coś więcej... RE: [noc z 19.05.72 na 20.05.72, wykopaliska, Walia] Błądząc w snach - Leta Crouch - 23.09.2023 Z jakiegoś powodu zawsze czuła swego rodzaju satysfakcję, gdy przeszkody okazywały się niczym wobec jej niematerialnej formy. Coś w stylu… „aha! A macie figę, i tak się dowiem, czego chcę!”. Nie inaczej było i tym razem, gdy przenikała przez skały, a następnie poczuła kolejny przypływ satysfakcji. Drzwi. Wspaniale, czyli najwyraźniej nie zmitrężyła czasu nadaremno, mogąc się udać w zupełnie inną stronę; miast tego – mogła spokojnie przelecieć dalej. Na szczęście, bo gdyby się okazało, że ktoś tu pozostawił runy, to pozostałoby – niestety! - odejść, bez zebrania kolejnych informacji. Przynajmniej jeśli chodziło o ten fragment podziemi. Korciło, żeby pokazać diabelskim sidłom język, ale: zdaje się, że już miała te trzydzieści parę lat na karku i tak po prostu… nie wypadało? Nawet jeśli nie widział jej tu nikt. I nie, nie posądzała tych przerośniętych badyli o to, że były świadome jej obecności; nawet jeśli – to co z tego? Miałyby zatrzymać ducha? Niedoczekanie ich. Zawisła na dłużej nad potencjalną pułapką, próbując dostrzec szczegóły, które mogłyby być pomocne w jej rozpracowywaniu. Tak, znajomość mechanizmów nie należała do jej mocnych stron, ale też: pułapka to nie jedynie przekładnie i zębatki, to również i te detale, które znajdowały się „na zewnątrz”, wyzwalacze całych mechanizmów. I może jeszcze było to doprawione klątwą…? Znów, pofrunęła dalej. Światło, zdecydowanie potrzebowała tutaj światła. Ale musiała sobie poradzić bez niego – krążąc po pomieszczeniu. Filar okrążyła z parę razy, niemalże rozbierając na czynniki pierwsze każde jego zadrapanie. A szczątki… … nie, nawet nie była zdziwiona. Same kości jej nic nie mówiły, dlatego też spróbowała się rozejrzeć choćby za strzępami ubrań czy czegokolwiek, co mogli mieć przy sobie – a następnie zaczęła sprawdzać, czy ta sala była już końcem tej drogi czy też może za jej ścianami kryło się coś więcej. RE: [noc z 19.05.72 na 20.05.72, wykopaliska, Walia] Błądząc w snach - Bard Beedle - 23.09.2023 Sala zdawała się końcem drogi – jeśli były tu jakieś inne przejścia, to prawdopodobnie ukryte. Rozglądając się Alethea mogła stwierdzić, że była nieco dziwna, zbudowana na planie okręgu i ktoś zapewne włożył w to wiele starań. Kolumny podtrzymywały sufit, niektóre z nich popękane, a jedna całkiem zawalona. Tu i ówdzie leżało nieco płyt, które spadły z góry, czy to przez czas, czy w wyniku katastrofy, która doprowadziła do zniszczenia wioski. Na szczątkach nie dostrzegała niczego, co byłoby jakąś podpowiedzią. Mogła zgadywać, że musieli zginąć albo tuż przed zagładą wioski albo podczas niej. Na pewno żadne z ciał nie zostało zgniecione, leżeli po prostu w pobliżu filaru. Równie dobrze mogli zostać w tej sali zabici, jak uwięzieni przed trzęsienie ziemi i umarli tutaj, w ciemnościach, z głodu oraz ran, nie mogąc się wydostać. Straszliwie samotna śmierć, której kroki słyszałeś na długo zanim się pojawiła, wiedząc, że nic nie zdoła zagrodzić jej drogi. Za to gdy zbliżyła się do filara… coś się stało. Projekcja zaczęła tracić stabilność. Takie rzeczy działy się zwykle, gdy natykała się na barierę z pieczęci. Filar zalśnił na niebiesko (w życiu z pewnością nie widziała czegoś podobnego), a Lecie zawirowało w głowie. Mogła być niemal pewna, że jeśli spróbuje zbliżyć się do niego jeszcze bardziej, zostanie wyrzucona z powrotem do swojego śpiącego ciała. RE: [noc z 19.05.72 na 20.05.72, wykopaliska, Walia] Błądząc w snach - Leta Crouch - 24.09.2023 W którąkolwiek ścianę by nie wlazła, nie natykała się na nic, co by sugerowało, że jednak coś znajduje się poza granicami tej sali. Hm, może faktycznie to był koniec drogi? Może faktycznie nie istniało żadne inne przejście? Z namysłem zerknęła na podłogę, decydując się sprawdzić, czy przypadkiem nie ma niczego „pod”. W kwestii „nad” – no, to już mogła na sam koniec, bez wracania tą drogą, którą już przebyła; prościej było przemknąć po prostu do góry, by wydostać się na powierzchnię, a następnie powrócić do ciała. Ale filar… filar był niespodzianką i to niemałą. Gdyby to było przejście – w porządku. Coś, co ewidentnie pełniło funkcję przechowawczą – też, w końcu cenne rzeczy nie bywały zwykle pozbawione ochrony, nawet jeśli dostępu do nich strzegł szereg mniej czy bardziej wymyślnych zabezpieczeń. Runy jak runy, tyle że tym razem na własne oczy widziała, jak się rozjarzył błękitnym światłem. Nie mówiąc już o wrażeniu, jakby oberwała prosto w łeb. Odruchowo się cofnęła, potrząsnęła głową – jakby to miało jakoś pomóc w odzyskaniu stabilności. Szlag. Z całą pewnością wolałaby móc obejrzeć rzeczony filar z każdej możliwej strony, ale – nie mogła. Świadoma tego, iż dalsze próby zbliżenia się ewidentnie spowodują, że zostanie wyrzucona (czego nie lubiła; zdecydowanie wolała wrócić do ciała na własnych warunkach niż zostać do niego brutalnie odesłaną), po prostu okrążyła świecącą kolumnę. Tylko tyle i aż tyle. Następnie po raz ostatni okrążyła całą salę, jakby się upewniając, że nic nie przegapiła, a następnie wleciała prosto w sufit, z zamiarem zakończenia całej tej nocnej eskapady. Jeśli Calowi nie znudziło się czekanie, to mieli już teraz do porozmawiania... |