![]() |
|
[29.06.1972] - Spotkanie braci Lestrange - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21) +--- Wątek: [29.06.1972] - Spotkanie braci Lestrange (/showthread.php?tid=1922) |
[29.06.1972] - Spotkanie braci Lestrange - Laurence Lestrange - 20.09.2023 29 czerwca 1972r.
Jedna z ciemniejszych i bocznych uliczek Śmiertelnego Nocturnu Tego późnego ale i jeszcze ciepłego wieczora, w bocznej uliczce od Śmiertelnego Nocturnu, mieli umówione spotkanie bracia Lestrange. Laurence poinformował swojego brata, że ma już gotowy eliksir o jaki prosił. Umówili się zatem u bliskiego końca czerwca, aby nie tylko przekazać podarek, ale również porozmawiać. Szczególnie tego chciał Laurence. Nie mógł pogodzić się z tym, że jego brat mógłby użyć tej substancji to publicznego pojedynku. Nie chciał, by młodszy miał niepotrzebnie problemy. A i na niego może spaść niezadowolenie ich ojca. Może Laurence, za bardzo się tym przejmował? Odziany w czarne spodnie ale popielatą koszulę i narzuconą pelerynę, czekał w zaułku bocznej uliczki Śmiertelnego Nocturnu. Nie były mu obce te rejony, ale te niezbyt dobre znane. Pojawiając się tutaj, wiedział czy mógł ryzykować. Dlatego też na głowie miał swój cylindrowy czarny kapelusz, który po odpowiednim naciągnięciu na czoło i pochyleniu głowy, zakrywał większość jego twarzy. Przy sobie miał dwa flakoniki wzmocnionego eliksiru Exstimulo, spoczywające w kieszeni jego spodni. Czekał cierpliwie aż jego brat zaszczyci swoją wizytą. To miejsce było wręcz idealne na przekazanie małej paczuszki. Tutaj nikt nie powinien ich zobaczyć i sprawdzić, co robili. Kogo by to w sumie obchodziło? RE: [29.06.1972] - Spotkanie braci Lestrange - Louvain Lestrange - 09.10.2023 Dobrze wiedział, że może liczyć na brata. I chociaż Laurence w liście nie zadawał pytań, to i tak należały mu się wyjaśnienia. Prośba o stricte bojowy środek na pewno rodziła u starszego mnóstwo domysłów. Szczególnie kiedy raptem kilka dni wcześniej, Lou ogłosił swój organizację pojedynku z Nottem. Oczywiście, że nie zamierzał korzystać z eliksiru w dniu pojedynku, to byłby kompletny idiotyzm z jego strony. Regulamin pojedynku surowo zabraniał używać tego typu dopingu na czas walki. Może i kilka lat temu, kiedy jeszcze grał zawodowo w quidditcha, przyległa do niego łatka tego, który upodobał sobie nieczyste zagrania na boisku w drodze po zwycięstwo, ale nie tym razem. W końcu chodziło o coś więcej, niż wygranie głupiego meczu. Zamierzał stoczyć bój o honor swojej, ich wspólnej, siostry. Dlatego nie był na tyle głupi by brać takie ryzyko na barki, kiedy odpowiedzialność była tak wielka. W konsekwencji mógł nawet okryć hańbą cały swój ród i ściągnąć na siebie gniew ojca. Mając na przykładzie starszego brata, wiedział z czym wiążę się tonięcie w niełasce głowy rodziny. W tej kwestii, może w mało transparentny sposób, stał po stronie Laurenca, a przynajmniej mocno liczył na to, że któregoś dnia ojciec cofnie wszystkie złe słowa które powiedział w kierunku pierworodnego. Dla Louvaina rodzina była najważniejsza, uważał, że nie ważne co, ale powinni trzymać się razem, stać w jedności niczym monolit. Jeśli kiedykolwiek wizja Czarnego Pana, w którą uwierzył Lou, miała stać się rzeczywistością to więzy krwi były całkowitym fundamentem, na którym miałby powstać nowy porządek świata. A jeśli chodzi o więzy krwi, to Laurence był najmocniejszym ogniwem w ich gromadce. W jego żyłach, jako jedynemu z całego rodzeństwa, nie krążyła czarna krew Blacków, co powinno zakończyć wszelkie dyskusje na temat dziedzictwa w ich rodzinnym domu. Louvain od Baltane unikał dużych zbiorowisk ludzi, w pracy w ministerstwie również chadzał swoimi ścieżkami, unikając zbędnych interakcji. Wszystko za sprawą stania się Zimnym, a ten fakt starał się ukrywać cały czas, nieustannie, w każdej chwili. I tak było tym razem. Na umówione spotkanie przybył ubrany w prosty garnitur z wysokim kołnierzem, w rękawicach na dłoni, a na wierz zarzuconą miał długą, nieco powycieraną szatę z kapturem na głowie. Z daleka wyglądał jak przeciętny bywalec Nokturnu, dlatego widząc z odległości kilkudziesięciu metrów swojego brata, odsłonił nieco bardziej swoją twarz, by ten nie pomyślał, że jakiś cichociemny czarownik czai się na jego sakiewkę. - Bracie... - odezwał się pierwszy, uginając lekko karku na powitanie. - Cieszę się, że się spotykamy. Wciąż elegancki jak widzę. - podszedł bliżej i w braterskim uścisku przywitał się z pogodną miną na twarzy. RE: [29.06.1972] - Spotkanie braci Lestrange - Laurence Lestrange - 10.10.2023 W przypadku takiej sytuacji, z prośbą o stworzenie eliksiru Exstimulo, gdzie pisze się o chęci wykorzystania go podczas pojedynków, Laurence nie chciał zadawać pytań w liście zwrotnym. Uznał, że najlepiej będzie porozmawiać z bratem na ten temat osobiście. Równie dobrze to mogła być przykrywka, na wypadek przejęcia sowy czy kruka jednego z nich. Interpretacje listów, przez osoby trzecie, mogą być różne. Nie byłoby to korzystne dla żadnej ze stron. Louvain nie kazał bratu czekać zbyt długo. Mimo iż oboje pracują w Ministerstwie, każdy miał inne obowiązki, różny czas pracy. Słysząc kroki i zwrócenie słowne znajomego głosu "bracie", Laurence spojrzał w kierunku zbliżającej się sylwetki Louvaina. Uniósł lekko kącik ust w delikatnym uśmiechu, ciesząc się na widok młodszego Lestrange. Skinął mu głową na powitanie, a po chwili zdjął swój cylinder, aby mogli uścisnąć się jak na braci przystało. W końcu są rodziną, muszą się wspierać i pomagać. Na tym polega rodzina. Laurence jako ten najstarszy, starał się być wsparciem dla młodszego rodzeństwa i udzielić pomocy, jeżeli tego potrzebowali. Dorastał przygotowywany do roli następcy głowy rodu. Smutne iż ojciec nie potrafi zaakceptować jego innych wyborów. - Mnie również cieszy to spotkanie, bracie.Odpowiedział, w trakcie uścisku, po czym puścił brata, aby móc znów spojrzeć na jego twarz. - Inaczej być nie może. Odparł na jego pochwałę dotyczącą wyglądu. Laurence lubił dobrze wyglądać, bowiem też to świadczy o twoim statusie. Media i prasa często lubią zwracać uwagę nawet na to, jak prezentuje się osoba na wysokim stanowisku. - Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku? Poza tym pojedynkiem. Zapytał z uśmiechem, ale i braterską troską, zakładając z powrotem kapelusz cylindrowy na głowę. To co wydarzyło się na Beltame, każdego dotknęło w inny sposób. Laurence mógł nie wiedzieć wszystkiego, jeżeli rodzeństwo go nie informuje, nie chcąc go zapewne martwić. Lecz czy on sam nie postępuje tak samo? Ukrywając swoją chorobę genetyczną. Bo to, że jego posiadłość ucierpiała we wspominanym wydarzeniu, to wiedział każdy kto go znał z Doliny Godryka, lub wiedział, że tam mieszka. RE: [29.06.1972] - Spotkanie braci Lestrange - Louvain Lestrange - 14.10.2023 Pojedynek miał zweryfikować wyższość oraz która to czyja racja jest bliższa prawdzie, a nie kto jest bardziej podstępny i nikczemny. Do tego Louvain był wieloletnim członkiem klubu pojedynków, co zobowiązywało go do przestrzegania honorowego kodeksu, zarówno na czas pojedynków w ogóle i poza areną. Srebrne różdżki miały bardzo konkretne wymagania co do swoich klubowiczów, a rzekomy występek, czyli posiłkowanie się dopingiem całkowicie wykraczało poza przyjęte normy i przepisy. Nie zamierzał tracić tego statusu na rzecz chwilowej satysfakcji z dominacji nad pogardzanej przez niego oraz Lorettę osoby. Nawet jeśli Nott potrafił być momentami drzazgą w ich oczętach to nie był wart poświęcania tylu zasobów. - Ekscytacja nadchodzącym pojedynkiem czasami nie pozwala mi zasnąć, ale oprócz tego, u mnie po staremu. - krzyżując dłonie za plecami uśmiechnął się kącikiem ust. - A u Ciebie jak? Louis bardzo dokazuje? - dorzucił kurtuazyjnie dopytując o swojego bratanka. Zakamarki Nokturnu wydawały się niezbyt odpowiednie na rodzinne spotkania, jednak zapraszać brata do swojego domu nie mógł. Cały czas domostwo w Little Hangleton było przystosowane pod jego własne potrzeby. Wewnątrz panowała temperatura sięgająca maksymalnie kilkunastu stopni, ponieważ w obecnym stanie w takiej czuł się najbardziej komfortowo. Był zimny niczym trup, a duże różnice temperatur na dłuższą metę sprawiały mu niemały dyskomfort. Dlatego pogawędka z bratem w klimacie niczym z prosektorium wzbudzałaby podejrzenia i niepotrzebne pytania. No bo kto normalny ma ochotę przebywać w takim ziąbie? Musiał ukrywać fakt bycia Zimnym, jeśli nie chciał trafić do Azkabanu i to najbliższym transportem. Tożsamość i personalia pozostałych Zimnych była znana opinii publicznej, jedynie ten który stał u boku Czarnego Pana był szerzej nikomu nie znany. - Uprzedzając Twoje pytanie, to nie. Nie zamierzam oszukiwać podczas pojedynku, zemsta jeszcze nie splamiła mojego zdrowego rozsądku. - z lekko zadziornym uśmiechem przeszedł w końcu do sedna. - Po prostu nie chcę dać się któregoś dnia zaskoczyć, tak jak pozwoliłem na to podczas Baltane. Nie bardzo się tym chwaliłem, ale podczas wydarzeń na polanie zostałem zaatakowany i skończyłem z urazem, na szczęście nic mi już nie dolega.- wyjaśnił delikatnie zmieszany tym, że przyznał się do porażki. Instynktownie pogładził się po ramieniu, które doznało wtedy kontuzji, a wzrokiem uciekł gdzieś w bok. - Zresztą znasz mnie, jeśli nie wpakuję się w kłopoty to one i tak mnie znajdą same. - patrząc na brata spod byka uśmiechnął się zadziornie jak na łobuza przystało. W przeciwieństwie do poukładanego Laurenca, Lou uwielbiał pakować się w tarapaty i ściągać na siebie uwagę, niekoniecznie tą wypełnioną pochlebstwami i aprobatą. RE: [29.06.1972] - Spotkanie braci Lestrange - Laurence Lestrange - 24.10.2023 Laurence miał już okazję poznać Philipa Notta, udzielając mu kiedyś pomocy medycznej. Nie wnikał w związki swojej siostry Loretty z różnymi mężczyznami wierząc, że dokonuje odpowiednich wyborów. Jeżeli się spali, to tylko będzie wiedziała gdzie popełniła błędy. Laurence znał dobrze swoje rodzeństwo i to, jaka więź łączyła bliźniaki. Skoro pojedynek dotyczył jej honoru i rodziny, to jedynie mógł to skomentować dla siebie, że "chłopcy potrzebują się trochę popisać publicznie". Mimo to, nie zostawi rodzeństwa bez swojego wsparcia. Są rodziną i muszą sobie pomagać. Nawet, jeżeli nie zgadzamy się z ich działaniami, poglądami. - Dobrze to słyszeć.Odpowiedział z lekkim uśmiechem. - U mnie w porządku. Wróciliśmy już do Doliny Godryka po uprzątnięciu niewielkich zniszczeń posiadłości. Louis jak każde dziecko, wymaga sporo uwagi i trzeba go chwilami naprawdę pilnować. Dodał w odpowiedzi na pytanie. Przez wydarzenia na Beltame, posiadłość Laurenca nie co ucierpiała, ale na szczęście wszystko już wróciło do normalności. - Martwię się tylko tym, że Louis nie wykazał jeszcze żadnych zdolności magicznych. Ale chyba jeszcze za wcześnie. To była jedna rzecz, jaka go martwiła. Wierzył, że jeszcze coś się zmieni. Brak matki mocno wpłynął na stan psychiczny dziecka. O ile w ciągu dnia potrafi o tym nie myśleć, tak wieczorami to ojciec przy nim siedział i czytał bajki. Louis tęsknił za rodzicielką. Tak jak Laurence za swoją żoną. Jeżeli chodzi o spotkanie. Mogli się także umówić w domu Laurenca, którego remont i odbudowa części zniszczonych zostały zakończone. Być może pomyślą o tym następnym razem. Nie miał jednak pojęcia, że jego brat jest Zimnym. Obecne ubranie o tej porze roku, mógłby interpretować jakimiś środkami bezpieczeństwa? Uśmiechnął się pokręciwszy głową. - Tak. Z początku myślałem, że rzeczywiście chcesz złamać zasady pojedynku. Ale po analizie wiadomości, stwierdziłem, że może potrzebujesz tego w innej sytuacji, lecz nie chcesz wyjawiać konkretów. Tylko, pisząc coś takiego trochę było ryzykowne, Louvain. Zdajesz sobie sprawię, co by się stało, gdyby ktoś przechwycił kruka? Zwrócił mu lekką uwagę, bowiem gdyby jego kruk został przechwycony i poszło do publiki, że bracia Lestrange kombinują ze stworzeniem eliksiru, aby łamać zasady pojedynku, reputacja ich obojga mogłaby ucierpieć. Już nie mówiąc o nazwisku. - Całe szczęście, że nic poważniejszego Ci się nie stało na Beltame. A następnym razem może napisz bezpośrednio, czego potrzebujesz. Laurence w słowach wykazywał troskę ale też zaniepokojenie faktem, że jego brat doznał urazu podczas wydarzeń na Beltame. Zwrócił także uwagę na masowanie ramienia. Aż chciałby sprawdzić, czy rzeczywiście jest już wszystko dobrze. Starszy Lestrange działał tam zawodowo, kierując grupą medyczną i jednocześnie musiał ewakuować swojego syna i skrzata. Więc nie doszły do niego wieści, że ktoś z jego rodzeństwa ucierpiał. Tym samym dał też bratu do zrozumienia, że jeżeli będzie czegoś potrzebować, ma pisać bezpośrednio ale i ostrożnie. Laurence sięgnął do kieszeni i wyjął dwie zakorkowane buteleczki z niebieskim płynem, eliksiru Extimulo. - Zrobiłem wzmocniony. Będzie działać odrobinę dłużej. Użyj go w rozważnej sytuacji tego wymagającej. Rozumiemy się? Chciał potwierdzenia, że Louvain wykorzysta eliksir w naprawdę potrzebującej tego sytuacji, gdzie mogłoby faktycznie mu coś grozić. Laurence zdawał sobie sprawę, że żyją teraz w trudnych czasach i trzeba sobie pomagać. Jeżeli brat zapewnił, wyciągnął w jego stronę dłoń na której spoczywały dwie buteleczki ze Wzmocnionym Eliksirem Extimulo. RE: [29.06.1972] - Spotkanie braci Lestrange - Louvain Lestrange - 01.12.2023 To prawda, było w tym trochę coś z nuty boys will be boys. Może nawet nieco więcej, niż trochę. Faktycznie sprawę traktował honorowo. Bo jak to tak? Obrażać Lorettę i chodzić bez obitej facjaty? Nawet jeśli Philip nie użył żadnego bluzgu, żadnej inwektywy rodem z rynsztoku skierowanej w stronę ich siostry, to wciąż wykazywał się brakiem poszanowania jej godności pozwalając sobie na protekcjonalną postawę wobec niej. Facet potraktował bogu winną Lorettę jak pierwszą lepszą fankę podczas kiedy byli razem, a teraz silił się na jakieś morały, pieprząc coś żeby zostawiła żal za sobą i dorosła. Takie coś stanowczo zasługiwało na cios pięścią, szkoda tylko że Lou nie udało się go wtedy, pod słupami majowymi, trafiś prosto w ten zbyt mocno zadarty nos. Pewnie gdyby wtedy udało mu się Philipa znokautować to nie byłoby teraz tego całego przedsięwzięcia z widowiskiem i tak dalej. No, ale jednak. Niedoleczone ego Louvaina zostało i musiał się posiłkować wyrównaniem rachunku poprzez nieco wyższą instancje jaką było odwołanie się do dawnych tradycji i klubu pojedynków. Louvain domyślał się, że uderzając w te tony Nott będzie bardziej skory do rozwiązania tego konfliktu. Jak się okazało, miał dobre przeczucie. Planował napisać listo do rywala w nieco łagodniejszym, a przynajmniej formalnym tonie, ale kiedy już usiadł to żółć i tak się wylała na papier. Nie mógł darować sobie kilku wyzwisk. No cóż, jeśli chodziło o bliskich, Louvainowi puszczały skrupuły. - Oj wierzę. - odparł krótko, a niewielki uśmieszek wkradł się na jego twarz. Próbując sobie wyobrazić jak mały Louis harcuje, a Laurence dostaje od tego migreny, trochę się rozweselił. Chociaż i tak pewnie mieli za sobą wiele ciężkich i nieprzespanych nocy po utracie matki i partnerki zarazem. Trudno było mu sobie wyobrazić jak bratu i jego synowi było ciężko po takiej utracie. - Spokojnie, najlepsze dopiero przed wami. - łagodnym tonem chciał uspokoić i pocieszyć brata. - Małemu pewnie jest szczególnie ciężko, ale z czasem wszystko się ułoży. - dorzucił jeszcze na koniec. W przypadku ich rodzeństwa nie przypominał sobie, żeby którekolwiek z Lestrangów miało jakieś większe opóźnienia z przejawami magii. Płynęła w nich szczególnie mocna krew o głęboko magicznych korzeniach z obu stron, więc sprawa była nico ułatwiona. Jednak mając ze sobą taki bagaż doświadczeń i to w tak młodym wieku jak mały Louis mogły nieco wpłynąć na jego magiczne dorastanie. Silne emocje mogły mieć wpływ na objawy czarów, ale równie dobrze mogły je blokować. Odrzucał myśl o tym, że bratanek mógłby zostać skazany na charłactwo. W ich rodzinie nie zdarzyło się to już od wielu, wielu lat. Jeśli już to osądzałby za to krew matki, Jessici z domu Avery, jednak z oczywistych względów nie chciał mówić takich przykrych rzeczy na głos. Potencjalne charłactwo mogłoby niestety sprowadzić jeszcze więcej nieszczęść na obojga z nich, Lestrangowie wszak mieli bardzo klarowny stosunek co do mugoli, mugolaków i wcześniej wspomnianych charłaków. - Wiesz, już wolę tłumaczyć się z potencjalnej chęci łamania reguł, niż z przyznania wprost, że mam obawy o własne bezpieczeństwo. Kilka skandali obyczajowych mam już za sobą, więc mam już wprawę. - znowu uśmiechnął się zadziornie. Wiedział, że te całe pouczanie to tylko z troski, więc częściowo przytakiwał na kolejne zdania Laurenca, a czasem zgrywał cwaniaka jak teraz. Zresztą domniemanie, a faktyczne działanie to dwie różne sprawy. Ostatecznie nigdzie nie napisał wprost, że chce wypić eliksir przed walką. A ci którzy będą chcieli wypatrzeć skandal wokół osoby Louvaina i tak go sobie upatrzą, bez względu na jego szczere intencje. A co do urazu, to było nieco bardziej skomplikowane. Pewnie w innej sytuacji faktycznie zwróciłby się z problemem zdrowotnym w pierwszej kolejności do brata. Jednak tym razem nie mógł, bo wydałoby się, że jest właśnie Zimnym. Nie zamierzał wylądować w Azkabanie, ani sprawiać tym kłopoty swojemu bratu, który i tak już miał się o kogo martwić. Dlatego musiał prosić o pomoc kogoś komu ufał na ten moment jak nikomu innemu. - Dziękuję Ci bardzo. - odpowiedział od razu, kiedy buteleczki znalazły się w jego dłoniach. Wiedział, że w kwestiach eliksirów brat senior zostawiał konkurencję daleko w tyle. Nie spodziewał się, że Laurence pokusi się, aż o wzmocnioną wersję, a to zdecydowanie lepiej, dlatego na jego twarzy wymalowało się bardzo uradowane zaskoczenie. - Rozumiemy. - odparł z szerokim uśmiechem, pozwalając bratu na nieco ojcowskiego tonu. I tak podświadomie wiedział, że użyje tego w najmniej oczywistym momencie. Czy w złości, czy w gniewie, czy w obronie własnej, lub kogoś bliskiego? Czas pokaże. RE: [29.06.1972] - Spotkanie braci Lestrange - Laurence Lestrange - 04.12.2023 Jessica lepiej sobie radziła z wychowaniem Louisa, kiedy Laurenca nie było w domu. To teraz on sam poczuł, jak wygląda codzienna opieka nad dzieckiem. I wtedy zrozumiał żywiołowość swojego syna. Mały chłopiec potrzebował go teraz bardziej, po śmierci matki. Strasznie przeżył stratę i to zaczęło Laurenca zastanawiać, czy nie nastąpiła jakaś wewnętrzna blokada, że dziecko nie uaktywniło jeszcze swojego daru magii. Poprosił przy okazji, skoro bratu zwierzył się z jednego ze swoich problemów, to nie chciał aby ojciec o tym wiedział. Przynajmniej do czasu, aż Louis zacznie wykazywać zdolności magiczne lub przyjdzie jego czas, aby udać się do Hogwartu. Wtedy będą się martwić. Nie chciał aby ojciec miał kolejny powód czepiania się jego osoby. Starszy Lestrange także nie przypominał sobie, aby przypadek charłactwa miał miejsce w ich rodzinie. Gdyby jednak jego syn takim się okazał, źle to wpłynie na jego reputację, rodziny i Louisa. Lepiej być pozytywnej myśli. Laurence własnego dziecka nie wyrzeknie się, jeżeli stałoby się najgorsze. Prawda. Louvain i skandale. Miał już w tym widocznie wprawę, że nie było chyba prasy, która nie wspomniałaby o nim. Naczytał się i nasłuchał o jego dobrych i złych opiniach, plotkach czy innych sensacjach. To jego sprawa, jak sobie życie ułożył, na jakim poziomie chce być rozpoznawalny. Laurence może jedynie wspierać w tych dziedzinach, w czym potrafi. Wszyscy są dorośli i za swoje błędy sami ponoszą konsekwencje. Z braterskiej troski, zwrócił małą uwagę, jakby nie chciał, aby coś poszło nie tak. Zatem na jego odpowiedź, Laurence odpowiedział lekkim uśmiechem zrozumienia. Cały Louvain. W końcu doszło do przekazania butelek z eliksirem i krótką informacją. Dla brata, zrobił wzmocniony, wierząc że użyje go w słusznej sprawie chcąc to także mieć potwierdzone w jego słowach, dlatego o tym wspomniał. Dla kogoś innego, pewnie stworzyłby zwykły Extimulo. Lub za dodatkową opłatą w lepszej wersji. Tutaj Louvain miał za darmo, jako że są rodziną. A widząc zaskoczenie na twarzy Louvaina, oraz słysząc zapewnienie, że zrozumiał kiedy ma ten eliksir użyć, starszy Lestrange mógł być spokojny, że do młodszego dotarło. W tej chwili. Znając brata, pewnie i tak zrobi jak sam uważa. Nie będzie go z tego rozliczać. Spełnił jego prośbę. - Cieszę się.Odparł krótko z lekkim uśmiechem, na tę część odpowiedzi. - Z Louisem przyjdziemy na pojedynek. Nie pozostaje mi już nic innego, jak życzyć Ci powodzenia. Potwierdził przy okazji zaproszenie, że zjawi się z synem na pojedynku. Niezależnie od tego jaki będzie tego wynik, Laurence będzie go nadal wspierał. Biorąc pod uwagę miejsce spotkania, panowie nie zostali tutaj zbyt długo. Eliksiry zostały Louvainowi przekazane. Będą widzieli się jeszcze na pojedynku. Pożegnali się i każdy z nich udał w swoim kierunku, opuszczając Nokturn. Koniec sesji
|