[12 stycznia 1972] Perseus i Loretta / Sala balowa - Loretta Lestrange - 02.10.2023
12 stycznia 1972
Sala balowa
Perseus Black i Loretta Lestrange
Blichtr tandetnych tkanin, zamienianych każdorazowo w lśniący przepych przez języki jasności uchodzące z wirujących przy podszyciu sali bankietowej świec; wirujące panny, ich srebrne buty wzburzające salwy miałkiego, migotliwego kurzu; piżmowy zapach perfum moszczący się w ich łabędzich szyjach i sztywne ramy, w których w ryzach trzymali je dżentelmeni. Uśmiechy rzucane kurtuazyjnie, small talk dzisiejszych czasów i brak w gruncie rzeczy zainteresowania – te faktory uplotły wianuszek kobiet wokół Lestrange – posiadała wszak jednającą pogodę ducha, pięknie woalującą zepsucie i przegnicie duszy, jej okrucieństwa, magirasistowskich zapędów oraz braku skrupułów. Pod przyjemnym dla oka wygięciem karminowych warg, kryła się absolutna złość – jeszcze nie przechorowała rozstania z Leandrem, a gotowa udusić go gołymi rękami, czy utopić w raptem łyżce wody, drżała wewnętrznie.
Kulturalnym skinięciem głowy pożegnała panny, wyplątując się z ich okręgu, przemykając między wydatnymi, drapieżnymi sylwetkami. Chwyciła przy okazji jeden z kieliszków szampana, wirujących na tacach między gośćmi; umoczenie ponownie warg, ślad szminki pozostawiony na szkle, zmrużenie ocząt przeczesujących ciżbę zgromadzonych.
Wystawiane przez nią imprezę mogłyby konkurować z tymi, które wyprawiał Gatsby. Brokat, błysk, wirujący na parkiecie czarodzieje, stukot obcasów, schludne upięcia włosów, duszna atmosfera perfum i sypkiego pudru spoczywającego na rumianych obliczach.
Ona sama prezentowała się nienagannie, a granatowa sukienka wyplatana cyrkoniami przypominała sam nieboskłon, otulając ją miękko w talii, ciągnęła się do kolan, przylegając do sylwetki. Dłonie i przedramiona okryte były jedwabnymi rękawiczkami, a całokształt jej ruchów przypominał lekkie sunięcie w eterze. Bogato zdobione kolczyki sunęły po puklach czarnych włosów, aby zatrzymać się nad linią ramion, a sylwetka zdawała się być odrobinę wyższa, za sprawą wysokich obcasów.
Sunęła wzrokiem, aż natrafiła na Blacka, zajętego rozmową z osobistością należącą niechybnie do ważnych; nie chciała niegrzecznie wcinać się w konwersację, więc chwytając kolejny kieliszek szampana, odczekała parę minut, nim ruszyła ku Perseusowi.
– Kogo moje oczy widzą! – rzuciła, udając szczerozłote zdziwienie. – Gdzie zgubiłeś kompanię? Czyżbyś przybył sam? – spytała miękko, unosząc brwi.
– Nie pozwolę ci opuścić tej sali, póki ze mną nie zatańczysz – rzuciła po chwili, odkładając kieliszek na tacę.
Istotnie, szum tworzył lekki rozgardiasz w jej głowie, wiedziony dłonią alkoholowej rozpusty. Zachowywała jednak normę swojego jestestwa, nie chybotała się na wysokich obcasach – jeśli wierzyć plotkom, wręcz się w nich urodziła – a język w żadnej mierze się nie plątał. Procenty jednak wprawiły ją w zaskakująco dobry humor, malując krystaliczny uśmiech na obliczu.
RE: [12 stycznia 1972] Perseus i Loretta / Sala balowa - Perseus Black - 18.03.2024
Wciąż nie przyzwyczaił się do ciężaru złotej obrączki, która przed trzema miesiącami zjawiła się na jego serdecznym palcu; dobitne przypomnienie o tym, że był związany z kobietą, wobec których nie żywił żadnych głębszych uczuć. Troska, sympatia, czasem pożądanie pod wpływem alkoholu - ale nigdy miłość, która dla Perseusa stanowiła wartość nadrzędną. Gdyby tylko chciała rozmawiać! Tak szczerze, dogłębnie, o czymś więcej niż kolor ścian w salonie, egzaminy na kursie, czy innych codziennych sprawunkach. Lecz ona nie chciała, a on nie wiedział już w jaki sposób miałby do niej dotrzeć. Był bezradny wobec jej chłodu.
Trwał więc w tym narzuconym mu związku, nieszczęśliwy i samotny i z zazdrością spoglądał na pary wirujące na parkiecie. Nie przyprowadził jej na przyjęcie wyprawiane przez Lorettę; nawet jej o nim nie powiedział, uznając, że i tak nie chciałaby z nim pójść. A nawet jeśli, czułby się w jej towarzystwie niezręcznie. Niezręcznie względem własnej żony!
Czy to zdrada? W pewnym sensie; Perseus jednak potrzebował samotnych wyjść. Takich, podczas których będzie mógł konwersować z ludźmi na swoich zasadach - lekko, serdecznie, niekiedy żartując w sposób, w jaki mu nie przystało. Bez ciągłego lęku, czy przypadkiem nikogo nie uraził. Bez ciągłego dbania, by rozmowa nie stała się dla niej niezrozumiała. To okrutne, ale niewiele przecież o niej wiedział; nie był pewien, czy poza modnymi salonowymi tematami umiałby znaleźć z nią wspólny język.
Ale nawet teraz rozmowa się nie kleiła. Płytka, powierzchowna i zupełnie jałowa. Dlatego cieszył się, gdy sama gospodyni obdarzyła go swą uwagą. Odpowiedział jej uśmiechem; szczerym i promiennym jak wiosenne słońce.
— Powiedziałem jej, że mam dyżur w Lecznicy — wyznał półszeptem, uprzednio rozglądając się, czy nikt nie znajduje się na tyle blisko, by ich podsłuchać — Nie czułaby się tu dobrze.
On nie czułby się dobrze z żoną, która zdawała się wszystko robić jak za karę. W pewnym sensie takie właśnie było ich małżeństwo - za karę, zawarte pod przymusem narzuconym przez rodziców.
— Chętnie, jeśli nie masz nic przeciwko kulawemu partnerowi — odpowiedział, po czym oparł swoją laskę o bok pobliskiego fotela i wyciągnął dłoń w stronę kuzynki, zapraszając ją do tańca.
|