Secrets of London
[1 czerwca, 1972] Gdy kot wpada do fiolki | Olivia, Avelina - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [1 czerwca, 1972] Gdy kot wpada do fiolki | Olivia, Avelina (/showthread.php?tid=2050)

Strony: 1 2


[1 czerwca, 1972] Gdy kot wpada do fiolki | Olivia, Avelina - Olivia Quirke - 12.10.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Olivia Quirke - osiągnięcie Piszę, więc jestem

1 czerwca, 1972

Dzisiejszy dzień był jednym z bardziej leniwych w całym sezonie. Chorób było mało, potrzeb - jeszcze mniej. Matka Olivii wyjechała, by skorzystać z pięknej pogody i załatwić sprawunki poza Londynem. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że rozstały się w zgodzie. Cud, że sklep na Pokątnej przetrwał to starcie dwóch płomiennych, impulsywnych dusz. Ojciec miał swoje sprawy w Ministerstwie, a ona?

Ona siedziała na wysokim stołku za ladą, otoczona smukłymi i pękatymi fiolkami w różnych kształtach i rozmiarach. Regały piętrzyły się nieomal pod sam sufit, z trudem utrzymując półki z płynną i szklaną zawartością. Quirkowie nigdy nie dbali o wyjątkową prezencję, pakując na regały tyle eliksirów, ile się dało. Zamiast wybrać te najbardziej efektywne, wrzucali gdzie się da wszystko co się da. Chaos, jaki otaczał teraz Olivię, był tylko pozorny. Ruda doskonale się w nim odnajdywała, gdyby teraz ktoś wszedł - bez trudu znalazłaby potrzebną mu miksturę.

Ale nikogo nie było. Olivia ze znużeniem przewróciła starą kartkę zeszytu, w którym jej matka zapisała część przepisów. Znała je na pamięć, ale nie miała nic innego do roboty w ten nudny dzień. Jeszcze chwila i będzie mogła zamknąć Pękatą Fiolkę, a potem iść do siebie. Albo na spacer. Albo do Kotła. Lub mogolskiego baru. Na samą myśl o tym, co znowu może ją tam czekać, uśmiechnęła się lekko. Zerknęła na duży, stary zegar wiszący obok drzwi do pracowni. Dochodziła pierwsza. Niedługo powinna zjawić się Avelina, której wysłała sowę z prośbą o spotkanie. Nie tylko dlatego, że się dawno nie widziały - ale też dlatego, że miała do niej pewną sprawę. Wolała jednak poruszyć ją ze znajomą z Hogwartu osobiście, bez wścibskich uszu. Zniecierpliwiona zabębniła paznokciami o drewno. Czy matka ją zruga, że znowu wzięła jej notatki bez pozwolenia? Czy w ogóle zauważy? Oddała się rozmyślaniom - miała jeszcze chwilę do spotkania, mogła więc uspokoić myśli i je jakoś uporządkować, by nie wybuchnąć przy młodszej koleżance. Bardzo chciałaby uchodzić za opanowaną, ale Paxton doskonale wiedziała, jaka Olivia była. Niepoukładana i chaotyczna. Pewnie zauważy, że coś było nie tak - chyba że do tego czasu zdąży uspokoić myśli.


RE: [1 czerwca, 1972] Gdy kot wpada do fiolki | Olivia, Avelina - Avelina Paxton - 13.10.2023

W ostatnim czasie w jej życiu wiele się wydarzyło. Najpierw atak na Beltane, potem śmierć ojca jej przyjaciółki, potem dziwne wydarzenie, którego nie była w stanie pamiętać, a jedyny ślad po tym jaki został były dwie ranki na jej szyi, potem pojawił się Rookwood wywracając jej życie do góry nogami. Następnie kochała jakiegoś mężczyznę, którego nawet do końca nie znała, a uczucie to było spowodowane klątwą, którą pomógł zdjąć Rookwood. Za kilka dni chciał się z nią zobaczyć na kolacji w ramach podziękowań. Jej życie było okropnie paskudne, a w jej sercu kotwiczył strach, bo nie wiedziała, co miała zrobić. Obawiała się każdego dnia i tego, co czeka ją, gdy pozwoli Augustusowi wejść do jej serca. Kochała go w szkole, kochała go potem, ale wyrzuciła to uczucie w głąb umysły, wypchnęła je z serca, aby przestać cierpieć. Zastąpiła pracoholizmem, dręczyła siebie pracą, aby nie myśleć, aby wrócić do domu i paść bez snów, bez wspomnień, ale on wrócił i wszystko zniszczył.

Gdy dostała informacje o tym, że Olivia chce się spotkać poczuła ulgę, bo potrzebowała kogoś neutralnego. Potrzebowała teraz człowieka, którym nie był Augustus Rookwood, czy Longbottom. Poprosiła szefa, aby przyszedł dzisiaj szybciej do pracy, bo miała coś do załatwienia, a ten oczywiście zgodził się cały w skowronkach, że to właśnie ona o to poprosiła. Zwykle Avelina zostawała po godzinach, a czasami nawet nie brała za to pieniędzy, bo nie na tym jej zależało. Zależało jej na utrzymaniu myśli na wodzy. Ubrała się w szerokie spodnie w kwiaty, białą bluzkę z krótkim rękawem, na ramię narzuciła swoją starą, ale nadal zadbaną torbę. Wokół niej nadal unosił się zapach lawendy, przyjemnie mieszający się z zapachem paleniska. Nie był duszący, a taki subtelny. Usta jak zawsze pomalowane czerwoną szminką. Dotarła punktualnie na czas do Pękatej Fiolki.

– Hej – przywitała się patrząc na dziewczynę uważnie. – Wszystko gra? – zapytała.




RE: [1 czerwca, 1972] Gdy kot wpada do fiolki | Olivia, Avelina - Olivia Quirke - 14.10.2023

Gdy tylko kątem oka dostrzegła ruch za przeszkloną witryną, zamknęła zeszyto-notatnik. Schowała go pod ladą, starannie okręcając tak, by znajdował się grzbietem w jej stronę. Tak, chyba leżał w ten sposób zanim go wzięła. Jeszcze tylko poprawiła kąt, pod którym leżał, gdy w tej chwili do Fiolki weszła Avelina. Paxton od razu zauważyła, że coś jest nie tak. Może wyczuła dziwne napięcie, które unosiło się w sklepie i sprawiało, że powietrze gęstniało niczym zupa. Miała wrażenie, że zaraz będzie można wbić w nie łyżkę i ta zostanie w miejscu. Zanim zrzuci na nią prośbę, musi oczyścić wnętrze sklepu, tak się nie da rozmawiać.
- Zwykła sprzeczka na linii matka-córka - Olivia uśmiechnęła się blado, odgarniając kosmyk rudych włosów sprzed czoła. Zdawała sobie sprawę, że były jej atutem, jednak nigdy nie mogła zdobyć się na to, by o nie należycie zadbać na tyle, by przyciągały wzrok, były jędrne i sprężyste, a swoim blaskiem zwracały uwagę postronnych. A przecież sprzedawała eliksiry na włosy. No cóż, mugole na to chyba mówili, że szewc z butami chodzi. Czy jakoś tak. - Dawno cię nie widziałam.
Quirke ześlizgnęła się z chyboczącego stolika, by stanąć na skrzypiącej desce. Nawet się nie skrzywiła na nieprzyjemny dźwięk. Wyminęła ladę i mocno uściskała Avelinę, dużo mocniej niż zazwyczaj. Pachniała piżmem i paczulą, przełamanych bergamotką - dziwną mieszanką perfum, które przyjemnie drażniły nos. Były ciężkie w odbiorze, trochę niepasujące do pory roku, ale Avelina zdawała sobie sprawę z tego, że Olivia niezbyt robiła wszystko, by dopasować się do otoczenia. Nawet jeśli chodziło o głupie perfumy.
- Wyglądasz blado. to ja powinnam pytać, czy wszystko w porządku - odsunęła koleżankę na długość wyciągniętego ramienia i przyjrzała jej się przenikliwym wzrokiem. - Masz bladą skórę i większe sińce. Mało sypiasz.
Bardziej stwierdziła, niż zapytała. Sięgnęła do przepastnej kieszeni luźnych spodni na gumce, by wyciągnąć klucz. Zamknęła Pękatą Fiolkę od wewnątrz. I tak nikt już nie przyjdzie. Klucz był mosiężny, duży i zdecydowanie powinien się odznaczać w kieszeni rudej, a jednak gdy ta tylko schowała go z powrotem - jakby zniknął.
- Pójdziemy do mieszkania, dobrze? Mamy nie ma, wróci za kilka dni, a ojciec ma jakieś zamieszanie w Ministerstwie. Jakiś problem z błotoryjami niedaleko, podejrzewają że ktoś wypuścił je celowo, ale ojciec twierdzi, że komuś zwiały. I teraz jest wielkie dochodzenie, bo para mugoli je zauważyła. Możesz sobie wyobrazić - na jej twarzy pojawił się uśmiech. Zwykłe odstępstwa od normalności były dla mugoli niezauważalne, ale wielki błotoryj na brzegu Tamizy nie należał do zwykłych przypadków. - Z tego co wiem, to byli ze sobą... BARDZO blisko podczas chwili, gdy to się stało. Nie mieli czasu nawet się ubrać, zanim nie zaczęli uciekać.
Quirke lubiła powielać plotki, szczególnie jeśli chodziło o tak nieznaczące, jak ta. Liczyła też trochę po cichu, że na twarzy koleżanki zagości uśmiech na wzmiankę o nagiej parze, zwiewającej przed błotoryjem w stronę Londynu.


RE: [1 czerwca, 1972] Gdy kot wpada do fiolki | Olivia, Avelina - Avelina Paxton - 14.10.2023

Skinęła zrozumiale na słowa przyjaciół i dała się jej przytulić na powitanie. Avelina nie przepadała za uściskami, ale miała grono osób, które mogło to robić bez skrępowania i nie zostali przez to jakoś szczególnie mocno okrzyczani. Wręcz z chęcią odwzajemniała ich uściski. Czując, że Olivia uścisnęła ja mocnej czuła, że jest coś naprawdę nie tak, więc przedłużyła dla niej uścisk. Uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco.

– Ale chyba bardziej niż zwykle…? – zmrużyła oczy niczym kotka, która obserwuje uważnie otocznie w poszukiwaniu czegoś anormalnego. Zdecydowanie napięcie, które tworzyła Quirke było wyczuwalne nawet dla niej i jej kociego zmysłu. Zapach przyjaciółki był dla niej przyjemną ostoją i ucieczką od ostatnich problemów, które pojawiły się w jej własny życiu pod postacią Rookwooda. Chciałaby o tym z kimś porozmawiać, ale chyba nie było na nigdy odpowiedniej pory.

– Dużo się dzieje, wiesz Danielle straciła miesiąc temu ojca, przez Beltane została nałożona na mnie klątwa, a potem pojawił się jeszcze… – i zamilkła. Nie gadaj tyle! Krzyknął głosik w jej głowie. Nie powinna mówić o Augustusie, nie powinna mu robić problemów. Westchnęła ciężko. – Tak, mało sypiam – odpowiedziała ostatecznie nie chcąc kontynuować tego tematu. Zapewne jeśli Olivia zacznie naciskać w końcu pęknie, ale pewności nie było. Avelina od zawsze była cicha i mało mówiła. Więcej obserwowała i siedziała z nosem w książce.

Gdy dziewczyna powiedziała jej historię o błotoryjach i nagiej parze mugoli zaśmiała się cicho. Współczuła im, bo zapewne był to dla nich szok, strach i wstyd, ale nadal była to delikatnie zabawna wizja. Podążyła za rudowłosą dziewczyną do jej mieszkania, gdzie rozsiadła się przy stole na krześle. Bywała tu nie raz i doskonale znała wnętrze jej mieszkania, ale pomimo to nadal obserwowała otoczenie jakby szukała nowych rzeczy, ozdób, śladów zmian, które zachodziły w życiu Olivii.

– Pijemy kawę, czy coś innego? – zagadnęła przyglądając się jej uważnie. Zawsze ją podziwiała, bo jej rude włosy były takie piękne i wyróżniające się. Nie musiała nawet malować ust czerwoną szminką, aby nie znikać w tłumie. Avelina natomiast zawsze czuła się niewidzialna, a ratowała się właśnie wcześniej wspomnianą szminką.




RE: [1 czerwca, 1972] Gdy kot wpada do fiolki | Olivia, Avelina - Olivia Quirke - 15.10.2023

- Masz rację, trochę bardziej - odpowiedziała w końcu po chwili wahania, uznając że nie ma sensu ściemniać. I tak się dowie, prędzej czy później. Z uwagą jednak słuchała, gdy ta mówiła kolejno o Danielle i klątwie. Nawet jej brew nie drgnęła, gdy Avelina gwałtownie zmieniła temat tuż przy najciekawszej informacji. Nie naciskała jednak - same te dwie rzeczy musiały być dla Aveliny obciążające. Zamiast tego Olivia jeszcze kuknęła, czy na pewno nikt nie idzie, a potem przewróciła tabliczkę na drzwiach i pstryknęła w sznurek, który opuścił materiałową roletę na drzwiach wejściowych. Na pozostałe machnęła różdżką, będąc już w drodze do drzwi, które prowadziły przez małą pracownię do ich domu. Niezwykle wygodna rzecz, takie połączenie - co prawda układ pracowni średnio sprzyjał częstym wędrówkom, ale zarówno Olivia, jak i Avelina, poruszały się między dwoma stołami i mnóstwem skrzynek jak koty, nie strącając nic po drodze. Aparatura była zimna, podobnie jak palniki i kociołki. Dzisiaj ruda musiała mieć przerwę, ale to nic - mieli spory zapas tych najpotrzebniejszych rzeczy.

Mieszkanie Quirków było klasycznym mieszkaniem rodzin 2+1. Avelina wiedziała, że matka Olivii dba o porządek, bo zarówno jej mąż, jak i sama Olivia, byli bałaganiarzami. Było tu czysto, w kącie stała miotła, która sprawiała wrażenie, jakby spała odkąd Elyn wyjechała, a zlew był zawalony głównie kubkami po kawie i innych trunkach. Poza tym jednak nie było tu kurzu czy nieprzyjemnego zapachu, który sugerowałby brud. Ruda szybko zebrała kilka kubków i dwa talerze z niedojedzoną jajecznicą z blatu stołu.
- Będę musiała się postarać, żeby matce nie stanęło serce na ten widok - powiedziała dość niedbałym tonem, najzwyczajniej w świecie przekładając naczynia z jednego miejsca na drugie. - Ostatnie czego bym chciała to to, żeby ojciec po tych interwencjach wysłuchiwał zrzędzenia, a sam ma dwie lewe ręce do sprzątania. Wielki czarodziej, który nie potrafi rzucić zaklęć do zmywania naczyń.
Uśmiechnęła się lekko. W jej głosie nie słychać było wyrzutów, tylko sympatię. Kochała ojca i to, że naprawdę nie wychodziły mu tego typu zaklęcia. Może zgrywał głupiego, a może naprawdę nie potrafił? Zawsze jednak się starał, co należało docenić, nawet jeśli to były nieudolne próby.
- Może być kawa, ale mam jeszcze herbatę. Sprowadzana z Chin, z gór Wuyi. Jest specyficzna, wędzona, ale niezwykle delikatna i wcale nie zostawia dziwnego posmaku. Mamy jeszcze oolong i zwykłe zielone i czarne - jeśli jednak Paxton wolała kawę, Olivia podałaby jej kawę, pukając różdżką w zaczarowany serwis. Dopiero gdy odsunęła stare, ale w dobrym stanie błękitne zasłony z okna z widokiem na budynki naprzeciwko na Pokątnej, miała zamiar usiąść obok Aveliny. - Słyszałam o tej klątwie. Dobrze, że już po wszystkim, ponoć jest bardzo niebezpieczna. Z miłością nie wolno igrać.
Zauważyła, jakby sama mogła cokolwiek o tym wiedzieć. Z tego co Avelina wiedziała - Olivia wciąż była sama. Ruda wzięła kubek z herbatą w obie ręce, by je trochę ogrzać. Była ładna pogoda, ale wciąż potrafiło być chłodno, a od starych okien ciągnął wiatr.
- Nie wiedziałam, że tyle przeszłaś. Trochę rozmyły mi się dni - zaczęła przepraszająco, teraz czując się głupio, że postanowiła wrzucić Avelinę w cokolwiek po tym, co przeszła. - A może nawet miesiące. Gdybym wiedziała wcześniej, to bym ci pomogła, chociaż z tego co wiem klątwa Beltane była bardzo... Subtelna? Ale nie do końca ufam gazetom w tej materii.
Czuć było, że ruda krąży wokół tematu jak sęp nad ofiarą, jednak to była prawda - Olivia zaniedbała kontakty społeczne przez ostatni czas i po prostu, tak najszczerzej na świecie, chciała je podczas tej rozmowy nadrobić.


RE: [1 czerwca, 1972] Gdy kot wpada do fiolki | Olivia, Avelina - Avelina Paxton - 15.10.2023

Avelinie nie przeszkadzał bałagan u innych osób. Inaczej było z jej własnym otoczenie, gdzie dziewczyna starała się zachować odpowiednią czystość. Wszystko musiało być na swoim miejscu. Lubiła drobne bibeloty, małe ozdóbki tematyczne na dany okres w roku, ale nie lubiła mieć za dużo kurzu, czy naczyń w zlewie. Natomiast to, co działo się w domu Olivii pod nieobecność jej matki to już była sprawa jej przyjaciółki. Jeśli ona poprosi ją o pomoc w sprzątaniu z przyjemnością to dla niej zrobi, ale tak  – jeśli Olivia czuła się z tym dobrze to Avelina nie miała nic do tego. Machnęła na to ręką, aby się nie przejmowała.

– Jak będziesz potrzebować pomocy w tej kwestii też możesz się do mnie zgłosić – uśmiechnęła się delikatnie i ciepło. Uśmiech, który kierowała do osób, które lubiła. Zaśmiała się cicho nawet, gdy wspomniała o takich perypetiach jej rodziny. Avelina rzadko widuje swoich rodziców. Są wiecznie w podróży. Jeszcze do połowy kwietnia regularnie odwiedzali ją w niedziele na obiady, ale potem już praktycznie w ogóle się nie zjawiali. Wysyłali tylko szybkie listy i krótkie informacje, gdzie się znajdują. Miała nadzieję, że niedługo się pojawią i będzie mogła spędzić z nimi trochę czasu.

– To daj tą z Chin. Spróbuję czegoś nowego – odpowiedziała z zaciekawienie. Avelina głównie piła czarne, mocne kawy, bo wiecznie brakowało jej energii.

Gdy zauważyła, że Olivia ma wyrzuty sumienia uniosła się lekko na krześle.

– Hej, nie przejmuj się, przecież wiesz jaka jestem. Nie przychodzę do ludzi kiedy powinnam, a jak już się zorientuje to jest za późno – wyjaśniła – No u mnie było ciężej. Partner w tej klątwie u mnie zniknął bez słowa. Nie mogłam go znaleźć, podał mi fałszywe imię i nazwisko i nie mogłam się na niczym innym skupić jak szukanie jego, ale Danielle i… z znajomym pomogli mi się tego gówna pozbyć – opowiedziała jej uśmiechając się lekko.

– A ty w jakiej sprawie chciałaś się spotkać? Nie przejmuj się tym, co było. Teraz jest już stabilnie. Zaczynam stawać na nogi i potrzebuje nowych bodźców – powiedziała patrząc na nią i poprawiając się na krześle.




RE: [1 czerwca, 1972] Gdy kot wpada do fiolki | Olivia, Avelina - Olivia Quirke - 16.10.2023

Uśmiechnęła się lekko na propozycję Aveliny.
- A jak inaczej ma się nauczyć, jeśli zawsze będziemy za niego sprzątać? - zapytała retorycznie, bo doskonale wiedziała, że i tak ogarnie co się da bez jego pomocy. Nie lubiła jak rodzice darli koty, ale mimo tego wiedziała, że bardzo się kochali. Mimo lekkiej apodyktyczności matki ona i jej ojciec tworzyli naprawdę zgrane małżeństwo. Chociaż nie mogła powiedzieć, żeby mieszkanie razem z nimi nie zaczynało jej uwierać. Niby nie mieli nic przeciwko, ale Olivia czuła, że powoli nadchodził czas na wyfrunięcie z gniazda. Problem w tym, że nie była w stanie całkowicie odciąć się od rodziców - przynajmniej jeszcze. I tutaj niczym rycerz na białym rumaku przychodziła z pomocą Avelina.

Quirke podsunęła Avelinie śmieszną filiżankę - dużą, ze spodkiem, w różowe i czerwone róże, ze złotymi brzegami. Porcelana była chyba jedną z tych lepszych, ale była kompletnie nie do pary z tą filiżanką, którą wzięła sobie ruda. Jej filiżanka była czarna, ze wzorem przypominającym konstelacje. Jakby się tak zastanowić, to dużo rzeczy tutaj pozornie do siebie nie pasowało, nie tylko babcine naczynia, do których każdy z Quirków miał ogromny sentyment.
- Wiem, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że powinnam być wiesz. Bardziej obecna - powiedziała, przygotowując herbatę. W tej kwestii nie ufała czajnikowi ani magii. Musiała idealnie dobrać temperaturę wody i z zegarkiem w ręku odmierzyć czas parzenia. Inaczej herbata byłaby za mocna lub za bardzo dymna, przynajmniej na jej standardy. A gdyby zrobiła się gorzka, to całość mogłaby wylać do kibla. - Ostatnio uciekają mi całe dnie i miesiące, włóczę się sama po Londynie a mogłabym z kimś. Nawet nie po to, żeby rozmawiać, ale żeby być.
Westchnęła, zerkając na wskazówki zegara. Wyciągnęła metalowe jajko-zaparzacz i odwróciła się do Aveliny.
- Mówisz, że brakuje ci wrażeń? Nie jestem pewna, czy sprostam wyzwaniu klątwy miłosnej - zaśmiała się cicho, ale jakoś tak dziwnie. Jakby coś ukrywała. A może to było tylko wrażenie? Olivia ostrożnie nalała herbaty do filiżanki Aveliny. - Potrzebuję porady. To trochę samolubne, że tak po prostu i wprost pytam, gdy miałaś tyle problemów, ale matka ostatnio tak wchodzi mi na głowę, że czuję, że to czas.
Nalała i sobie, a potem usiadła na wygodnym krześle z poduchą w niebiesko-białe pasy. Quirke nachyliła się i splotła dłonie przed filiżanką z parującą herbatą. Miała dymny aromat i nieco palony posmak, zaskakująco łagodny i tylko z odrobiną ziemnej nuty. Mało goryczki, zero słodyczy, za to wędzone aromaty tylko podkręcały dziwną mieszankę smaku.
- Wiesz. Żeby mieć coś swojego zawodowo i prywatnie. Mieszkanie lub pokój. Własnych klientów. Odciąć pępowinę, rozumiesz. Muszę to zrobić za jednym zamachem, bo i mieszkam z rodzicami, i pracuję z matką. I tu właśnie jest problem, bo… Nie wiem jak się pracuje na swoim, wszystko załatwia ona - wyrzuciła z siebie, napinając nieco mięśnie szczęki. Trochę żałowała, że zamiast słuchać rodzicielki, zaszyła się w pracowni i bawiła w alchemika. Teraz może i wiedziała co i jak warzyć, ale co robić by otworzyć własny sklep - nie miała pojęcia. - A ty przecież pracujesz u kogoś, więc tak myślałam… Bo praktycznie robisz wszystko, więc może. Byś miała jakieś rady?


RE: [1 czerwca, 1972] Gdy kot wpada do fiolki | Olivia, Avelina - Avelina Paxton - 16.10.2023

Zagryzła znowu wargę i popatrzyła na filiżankę od Olivii. Uśmiechnęła się widząc ją. Była śmieszna.  Źle się czuła nie mówić Olivii o Augustusie. Może powinna to zrobić? Powie jej za chwilę jak tylko dziewczyna wyrzuci swój problem z siebie. Wtedy jej na pewno powie o tym, że on wrócił do jej życia. Avelina skupiła się w końcu na tym, co potrafiła najlepiej – a mianowicie na słuchaniu. Paxton zawsze sporo milczała, dużo ukrywała, a potem, gdy chciała komuś coś powiedzieć było już za późno. Miała nadzieję, że teraz tak nie będzie. Uniosła brwi słuchając dziewczyny i uśmiechnęła się szeroko.

– Chętnie ci pomogą, ale mam lepszy pomysł – napiła się nowej herbaty od Olivii. Miała ciekawy smak, zdecydowanie nie piła takiej. Wiedziała, że tutaj dużo osób piło herbatę, ale Avelina nigdy nie przywiązywała do niej wielkiej wagi. Przepadała jedynie za kawą, taką grubo zmieloną, zaparzoną w odpowiednim naczyniu. Uwielbiała smolistą ciecz, która stawiała na nogi. – Co powiesz, abyśmy razem coś otworzyły? Już chciałabym wyrwać się na swoje, zacząć lepiej zarabiać, może wynająć w lepszym miejscu jakiś lokal. Chciałam też wyprowadzić się z mieszkania moich rodziców, ale w sumie ich większość czasu i tak nie ma, więc tam zostałam. Ale z kimś zawsze raźniej i łatwiej – uśmiechnęła się czekając na jej reakcje. Olivia wspomniała, ze chciała iść na swoje, ale czemu nie mogły tego zrobić razem. Dogadywały się, a samemu taki biznes ciężko prowadzić. – I tak moje szanse na znalezienie faceta są nikłe, więc mogłabym skupić się na otworzeniu swojego biznesu, a bez sensu abyśmy otwierały dwa osobne lokale. Obie dobrze warzymy eliksiry, sama mam doświadczenie w prowadzeniu czegoś takiego. To układ idealny – zauważyła.




RE: [1 czerwca, 1972] Gdy kot wpada do fiolki | Olivia, Avelina - Olivia Quirke - 18.10.2023

Gdy Avelina powiedziała, że ma lepszy pomysł, Olivia uniosła brwi. Nie spodziewała się takiej reakcji. Przewidywała, że Avelina zacznie ją teraz… nie, nie pouczać, ona taka nie była. Nauczać - tak, to było lepsze określenie. Że zasypie ją prawdziwym gradem porad, nieomal rozrysowując w umyśle Olivii plan na następne tygodnie. Ale Paxton ją zaskoczyła, nie pierwszy raz zresztą. Teraz to ona zamieniła się w słuch. Ruda dmuchnęła na taflę brązowej cieczy, zanim zdecydowała się umoczyć usta w naparze. Wyszedł całkiem nieźle, ale mogła trochę dłużej parzyć liście.

Słuchała więc Aveliny z uwagą, nawet za mocno siorbnęła herbatę, przez co gorąca ciecz oparzyła jej usta i język. W niebieskich oczach pojawiły się łzy, Olivia zakaszlała.
- Co ty mówisz? Myślałam, że przejmiesz sklep, w którym teraz pracujesz - nawet nie kryła zdziwienia, odstawiając filiżankę. Ta nie miała spodka, więc porcelana stuknęła delikatnie o blat. - No tak, też mam wrażenie, że ostatnio znalezienie mężczyzny graniczy z cudem, przypominającym oswojenie jednorożca.
Pokiwała głową. W jej oczach pojawił się lekki cień rozgoryczenia, ale szybko zniknął, zastąpiony podekscytowaniem.
- Naprawdę byś chciała? I to nie tylko sklep, ale też mieszkanie? - rozpromieniła się. Dosłownie - jakby nagle pogoda zaczęła im sprzyjać i promienie słońca przebiły się przez szyby, by paść na oblicze Quirke. - To by było cudowne! Jeśli tylko powiesz mi, jak prowadzić księgi i ustalać ceny, to nie będziemy miały sobie równych i dosłownie zmieciemy konkurencję.
Naprawdę w to wierzyła. Co z tego, że ich byli pracodawcy byli konkurencją - oni przetrwają, starsi czarodzieje i czarownice nie lubili zmian. Ale młodsi? Ta scena należała do nich.
- Mam trochę oszczędności, może niewiele, ale u Gringotta mam mały kopczyk, z tym że nie wiem kompletnie, od czego zacząć i na co zwracać uwagę podczas szukania - nie wiadomo czy mówiła o mieszkaniu, czy lokalu. Ale chyba o jednym i drugim.


RE: [1 czerwca, 1972] Gdy kot wpada do fiolki | Olivia, Avelina - Avelina Paxton - 19.10.2023

Na chwilę przerwała, gdy Olivia się zakrztusiła upewniając się, że dziewczyna jest cała. Miała nadzieję, że ten pomysł spodoba się dziewczynie i faktycznie zdobędzie wspaniałą partnerkę biznesową.

– Na razie się nie zapowiada, szef też nie jest jakoś szczególnie stary i mam wrażenie, że on już nie chce tego prowadzić. Wszystko jest tam na mojej głowie. Nie mówię, że Stan jest złą osobą, ale jestem trochę zmęczona harowaniem na jego biznes. Mam już kilku klientów i myślę, że to byłby super pomysł otworzyć coś swojego – wyjaśniła. Próbowała jak najlepiej argumentować swoje postanowienia i pomysły, aby przekonać przyjaciółkę do swojej racji. – To fakt. Faceci to ostatnio dno totalne – przejechała dłonią po włosach i siorbnęła cichutko herbaty.

– Tak. Mieszkanie rodziców jest super, bo nie muszę im płacić czynszu, ale mam dzięki temu odłożone trochę pieniędzy dla siebie, a pora abym zadbała o siebie. I tobie to też wyjdzie na lepsze – zauważyła. Olivia nie musiałaby się tak często kłócić z matką, a mogłaby zająć się relacją i uczuciami.

– Po pierwsze musimy znaleźć dostawców surowców, uwarzyć na start podstawowe eliksiry, które ludzie często kupują. Na pewno będą to wiggenowe, uspokajające, nasenne, bo dużo ludzi choruje na bezsenność. Część surowców możemy same zebrać, ale przydałby nam się zielarz ze stałymi dostawami. Potem lokal, w którym otworzymy tą aptekę, można poszukać w gazetach starych mebli, regałów. Może znajdziemy jakiś częściowo umeblowany. Na start zajęłabym się księgowością, a potem można kogoś poszukać jak już zaczniemy w miarę zarabiać. Można też spróbować podjąć współpracę z Mungiem o dostawy eliksirów – wyrzuciła z siebie sporą dawkę informacji. Avelina stosunkowo mało mówiła, a to był jeden z nielicznych razów kiedy wyrzuciła z siebie stos słów.