Secrets of London
[ 01.07.1972 ] – Show me the way - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [ 01.07.1972 ] – Show me the way (/showthread.php?tid=2069)

Strony: 1 2


[ 01.07.1972 ] – Show me the way - Maya Chang - 15.10.2023

Leo & Maya

Wiedziała, że nie powinna opuszczać domu i iść na zakupy na Pokątną. W domu było bezpieczniej. Nie potrzebowała uczestniczyć Victorii w zakupach, bo radziła sobie zdecydowanie lepiej bez niej. Chyba chciała utrzeć Mayi nosa, że ma więcej pieniędzy niż Changówna. Po tym spotkaniu Maya czuła się dwa razy podlej, jakby Vica wyssała z niej energię. Słyszała o wampirach energetycznych, ale myślała, że to raczej zdarza się wśród mugoli. Nie wiedziała tego – była ledwo po szkole i jeszcze wiele musiała się nauczyć. Odkryła nawet, że powrót do domu był tak samo okropny jak cały dzień. Zgubiła się. Po prostu się zgubiła i nie wiedziała co miała zrobić. Krążyła od uliczki do uliczki unikając patrzenia na ludzi. Była przygotowana na atak, miała różdżkę schowaną w rękawie, miała też nożyk i inne rzeczy. Mogła w każdym momencie zamienić się w jakiegoś faceta, ale nie wiedziała, czy pod wpływem stresu jej to wyjdzie.

Ubrana była jak zwykle w długą suknię w stylu Qipao, koloru czarnego z czerwonymi wstawkami, które wyszyte były w kwiaty. Na to narzuciła szatę, aby ochronić się przed nocnym chłodem. Miała też wygodne buty w razie, gdyby musiała się bronić. Cóż. Maya nie mieszkała w bezpiecznej okolicy, więc musiała sobie jakoś radzić. Szła pewnie mijając ludzi, ale gubiąc się coraz bardziej. W końcu gdy po raz setny weszła w ślepy zaułek poczuła bezwzględną bezradność. Kopnęła jakiś śmieć, który poleciał w bliżej nieokreślonym kierunku. Zaklęła coś w języku chińskim, który znała nawet w dobrym stopniu.




RE: [ 01.07.1972 ] – Show me the way - Leo O'Dwyer - 15.10.2023

Upisk! Wielkie brązowe oczy namierzyły swoją przyszłą ofiarę i jakoś tak nie mogły skupić się już na niczym innym, tylko na śledzeniu jej niewinnych, niepozornych kroków, nieświadomych, że ktoś taki jak ja obserwował ją z zaciszonego miejsca, bardzo przypadkowego, a może nie, może bardziej szalonego, ale dogodnego dla kogoś takiego jak ja, choć musiałem przyznać, że kiedy nie byłem w kociej postaci, to szybciej mnie jajka bolały od takich niewygodnych pozycji, raz mi nawet zdrętwiały, i teraz, tak, o!, tyłek mi po prostu zmarzł od muru.
Oddychaj, Leo, bo jak tak dalej będziesz myślał jednym ciągiem, na jednym wdechu, na bezdechu nawet, to się źle dla ciebie skończy i zmarznięty tyłek nie będzie twoim problemem, tylko obita morda.
Tak, miewałem już obitą mordę i nie było to przyjemne, poza tym powodowało liczne pytania, a ja nie chciałem się wszystkim tłumaczyć, że spadłem z wysokości na twarz, bo obserwowałem taką jedną dziewczynę... Dziewczynkę? Może bardziej dziewczynkę, bo niska była, ale śliczna, choć te Azjatki to one zawsze wyglądały na młodsze niż były. Tak zauważyłem, mimo że żadnej o wiek nie pytałem, bo nie byłem z tych, co by o wiek pytali kobiety takie dziewczyny ładne. A może jednak? Może jednak zamiast rzucać się na nią, to powinienem zapytać... Jak się masz? Kochanie, jak się masz? Powiedz mi, kiedy znowu Cię zobaczę...? Albo jakoś tak. Nie, o wiek zapytam i ile ma centymetrów.
Zeskoczyłem niemalże bezgłośnie z murku, po czym udałem, że zawiązuję buta, gdyby jednak się odwróciła albo co. Nie chciałem jej przestraszyć, a przecież trochę zazgrzytały kamyki pod moim butem, co było niesamowicie irytujące, bo jako kot mógłbym to zrobić perfekcyjnie bezgłośnie i to było piękne.
Zagwizdałem sobie pod nosem Jak się masz, kochanie, a właściwie kilka pierwszych nut jakiegoś randomowego utworu, bo to też pomagało innym się oswoić z moim gwałtownym, niespodziewanym pojawieniem się. Był ciepły wieczór, więc biegałem sobie po ulicy ubrany w czarną koszulkę, ciemne spodnie i czarne buty, bardzo ciemne włosy też miałem... Musiałem wyglądać przerażająco, bo tylko twarz miałem jasną, bladą trochę, ale przyjazną, więc krzyknie czy nie krzyknie, czy będę mógł swobodnie powiedzieć?
- Cześć. Bardzo mnie zastanawia coś i nie czuj się urażona ani nic z tych rzeczy, ale ogólnie jestem bardzo ciekawskim typem, czasami za bardzo, więc... Jeśli nie w porządku, to nie mów, ale tak patrzę na ciebie i się zastanawiam, ile masz lat i jakiego jesteś wzrostu...? - zapytałem, uśmiechając się promiennie. Psychol? Mów mi psychol, ale byłem ciekawy. Pewnie zaraz się rozpłacze? A może da mi kosę w kichy, bo bywały też takie dzieciaki, ale to bardziej na Nokturnie, a my byliśmy na Alei Horyzontalnej, więc...
- I chyba nie jesteś żadnym oprychem? - zapytałem od razu. Jednak o to zapytałem. Czemu o to zapytałem.
Wypuściłem powietrze ze świstem i uśmiechnąłem się jeszcze szerzej jak aniołek z białą mąką pod nosem.


RE: [ 01.07.1972 ] – Show me the way - Maya Chang - 16.10.2023

Maya podskoczyła słysząc za plecami hałas. Odwróciła się i spojrzała na chłopaka z delikatną obawą, ale szybko się zreflektowała i uniosła podbródek prostując się jak struna. Była czujna niczym jastrząb na polowaniu. Gdy zobaczyła tylko chłopaka wiążącego buty odwróciła się i poszła dalej udając, że wie dokąd zmierza. Jego gwizdanie zdecydowanie nie pomogło. W jej głowie zaczęło się roić, że może to jakiś psychopata? W dodatku bała się, że gdzieś na ulicach spotka Desmonda, a tego cholernie nie chciała. Ze spotkania z dawnym przyjecielem nie wyszłaby cało. Usłyszała jak chłopak zbliżył się do niej, więc zmusiła się do tego, aby spojrzeć na niego chłodno. Starała się nie wyrażać swojego strachu, próbowała panować nad emocjami, aby nie pojawiły się na jej włosach, czy twarzy. Mężczyzna się odezwał i powiedział zdecydowanie coś, czego się nie spodziewała.

– Po co ci są te informacje? – zapytała marszcząc brwi. Wiedziała, że wiele osób przez jej aparycje brało ją za dziecko, ale nic nie mogła na to poradzić. Nie urosła i tyle. Jej twarz wyrażała niedowierzanie, gdy chłopak zapytał ją o bycie oprychem. Dosłownie spojrzała na niego z delikatnie ukrywaną pogardą i niedowierzeniem.

– To ja powinnam zadać tobie to pytanie? – sama nie była pewna, czy spotkała jakiegoś przebiegłego gwałciciela, czy po prostu idiotę.




RE: [ 01.07.1972 ] – Show me the way - Leo O'Dwyer - 16.10.2023

Od razu uniosłem ręce w górę. Niewinny przecież byłem, tylko tak pytałem, tylko zagajałem, bo ciekawy byłem, a też dziewczę ładne było, takie nietutejsze i samotne, i ogólnie miło by było poznać kogoś takiego jak ona, bo wyglądała przeuroczo, delikatnie i ciekawy byłem, co jej się tam roi pod kopułką. Na pewno dużo pięknych myśli, bo ktoś taki jak ona, to musiał być artystką. Choć patrząc na to ostre spojrzenie, to może jednak pracowała jako strażnik w więzieniu, a takie znajomości to też warto mieć.
- Ja mam dwadzieścia dwa lata i metr, i siedemdziesiąt cztery centymetry, i można powiedzieć, że nawet pięć, albo i siedem jak odpowiednio ułożę włosy - stwierdziłem, stojąc tak niezręcznie trochę i huśtając się na swoich piętach, ręce splotłem z tyłu i dalej ten uśmiech-uśmiech-uśmiech sympatyczny, a nie psychopatyczny promieniał mi na wargach. - A pytam, bo takie pytanie pojawiło mi się w głowie. To jakaś forma zagajenia? Lepiej tego nie analizować, jak i inne rzeczy... Ale jak mnie bliżej poznasz, to zrozumiesz. Każdy to wtedy rozumie, ale ogólnie to Leo jestem. Leo-Leo-Leo, pogromca nudy i naczelny włóczęga Nokturna - odparłem, przedstawiając się się i podskakując tak w miejscu by stanąć stabilnie na tych swoich nóżkach, a wszystko to dlatego by ukłonić się damie nisko, choć bardziej to przypominało dygnięcie i żałowałem, że nie miałem przy sobie kapelusza. Byłoby super.
- A wiem, że pytałaś o tego oprycha... Ale nie chciałem odpowiadać, bo czasami jestem oprychem. Na zamówienie - przyznałem się nieśmiało i odstąpiłem od niej na krok, żeby przypadkiem się nie bała. Ponownie pomachałem pustymi dłońmi, ale teraz ich nie unosiłem w górę, tylko tak pomachałem na boki. Serio byłem jak naćpany aniołek i teraz rozprostowywałem rękowe skrzydełka. Hehe.
- Czasami często bywam nadpobudliwy, ale jak każesz mi milczeć, to ja będę przez jakiś czas cicho. Póki się nie odezwę - stwierdziłem, wzruszając ramionami i wzdychając lekko. Pani była piękna. Niczym wróżka. Czy wróżki z dziecięcych bajek naprawdę istniały? A może była aniołem? Albo Aniołem Stróżem? Może moim, dlatego tak nieufnie na mnie patrzyła???


RE: [ 01.07.1972 ] – Show me the way - Maya Chang - 19.10.2023

Maya nie potrafiła mu zaufać tak o! Bez powodu, bez podejrzeń. Nauczyła się tego, że ludzie to byli skurwysyny, a zwłaszcza mężczyźni. Wiedziała, że jeśli czegoś nie dostaną to potrafiliby zagarnąć to siłą. Zamieniali się w psychopatów, gdy tylko słyszeli słowo nie. Czuła się naprawdę dziwnie, gdy ten chłopak bez zbędnego zastanowienia do niej zagadał. Naprawdę myślała, że był psychopatą, więc wolała zachować spokój i być póki co grzeczną. W rękawie sukni miała ukrytą kieszeń na różdżkę, więc w razie czego będzie wiedziała jak ma się obronić.

– W sierpniu będę mieć osiemnaście, a mierze sto czterdzieści sześć centymetrów – odpowiedziała cicho patrząc na niego; zmarszczyła brwi i przyglądała mu się uważnie. Nie wyglądał jak psychopata, ale przypominał dziecko o aparycji dorosłego człowieka. I to odrobinę przystojnego? Nie miała zamiaru przyznać się do tego, że jego pierwsze wrażenie było nawet urokliwe. Nigdy nie spotkała, aż tak wesołego człowieka na ulicach tego miasta. Ruszyła dalej przed siebie, nie miała zamiaru się zatrzymywać w jakiejś uliczce, wolała iść, tak było bezpiecznie. Obejrzała się jeszcze upewniając się, że chłopak szedł. – Nokturn? – zatrzymała się i spojrzała na niego. – Skąd pewność, że chce cię poznać? – podeszła do niego i zadarła lekko głowę patrząc mu w oczy. – Podejrzany jesteś jakiś – dodała jeszcze celując w niego palcem, ale zachowując bezpieczną odległość. Usta jej lekko drgnęły jakby chciała się uśmiechnąć, ale tylko tak lekko, niezauważalnie.

– Na tym polega milczenie, że trzeba się nie odzywać – zauważyła. – Jestem Maya, skoro włóczysz się często na Nokturnie, to jak na niego stąd trafie? – zapytała – Nie żebym się zgubiła. Po prostu sprawdzam, czy nie kłamiesz – skłamała.




RE: [ 01.07.1972 ] – Show me the way - Leo O'Dwyer - 20.10.2023

- STO CZTERDZIEŚCI SZEŚĆ CENTYMETRÓW! - powtórzyłem z wrażeniem, bo pełnoletniej osoby z takim wzrostem to ja nie miałem okazji poznać, chyba że gobliny, ale gobliny to nie miały w sobie ani grama urody, tylko antyurodę. Takiego goblina to ja bym nie pocałował, nawet gdyby miało chodzić o zakład i to o grubą kasę. Ale dziewczynę taką piękną to już tak, ja nawet mogłem za karę i w nagrodę, z przypadku i planowanie, i och, i ach. Może się zakochałem, a może po prostu ubóstwiałem. Cóż, zapewne zrobiłbym wszystko dla takiej piękności, tylko że... Czyżby nie chciała się ze mną poznawać? Jak to? Ja miałem urok osobisty większy niż Mount Everest.
Ale ruszyłem za nią, ja ruszyłem wraz z nią od razu, bo chociaż mogła nie chcieć mnie poznać, to ja ją jak najbardziej. I za pierwszymi wrażeniami, szło drugie, trzecie, czwarte piąte, a nawet dwudzieste ósme też bywało.
- Ja zawsze i chętnie podejrzany typ jestem! - odparłem niczym bym przyrzekał słowo harcerza, nawet stanąłem na baczność, patrząc chwilę przed siebie, ale zaraz zniżyłem wzrok na piękną panią. - Może jeszcze nie chcesz mnie poznać, ale wkrótce możesz już jednak chcieć. Taki to mój koci urok - odpowiedziałem zadowolony z siebie i moje usta rozszerzyły się jeszcze bardziej, a oczy... Oczy to mi świeciły blaskiem wszystkich świec, które na wieczór były odpalane na Nokturnie, a do nich można było dodać lampy uliczne, wszystkie lampy uliczne w Londynie, a do tego to jeszcze księżyc, choć ktoś mi mówił, że on odbijał światło słońca, ale przecież nie mógł... Chociaż nie, księżyc to był pfe. To dodajmy lepiej słońce. Jaśniałem słońcem! Czy ja byłem bogiem, bożkiem albo, nie wiem, jakąś nimfą światła? Czy istniały nimfy światła?
A kiedy ta Maya, co mnie poznawać raczej nie chciała, ale tak naprawdę chciała, zadała pytanie o ten Nocturn, to ja się wziąłem niechcący jakby pochyliłem i cmoknąłem ją w policzka, po czym zwiałem, bo wiedziałem, że zje mnie żywcem. Tylko że jak próbowałem uciec do tyłu, to się potknąłem chyba o krzywy chodnik czy inny kamień i rąbnąłem na chodnik do tyłu. Zabolało srogo, ale zaniosłem się śmiechem. Pocałowałem piękną panią Mayę i dostałem... może nie po mordzie, ale po głowie już tak.
- Aniele mój, ty zawsze przy mnie stój - poprosiłem, nie wstając, tylko leżąc. Chyba nie tak łatwo było wyciągnąć informacje od kogoś, kto miał skupienie na poziomie zerowym i ciągle uciekał gdzieś myślami i spojrzeniem.


RE: [ 01.07.1972 ] – Show me the way - Maya Chang - 03.11.2023

Spojrzała na niego chłodno, gdy zaczął drzeć się w szoku z powodu jej wzrostu. Przewróciła oczami położyła jedną dłoń na swoim biodrze wypychając je lekko w bok.

– Nie krzycz jak kotka w rui, możesz się uspokoić? – zapytała czując jak przez jej kark przebiega dreszcz delikatnego strachu. Nigdy nie spotkała takiej osoby. Zawsze otaczała się osobami opanowanymi, od Desmonda, czy Oleandra zawsze bił spokój i tajemnica. Ten był jak wrzucony do kotła z endorfinami i gotowany w nich przez kilka godzin, a potem jeszcze ktoś napoił go jakimś eliksirem na energię.

Gdy mężczyzna dalej gadał, kręcił się, skakał,  nie mógł ustać na miejscu Maya miała zamiar przenieść się gdzieś poza jego oczy, ale ten pocałował jej policzek. Rozszerzyła oczy w zaskoczeniu czując jak wściekłość wzbiera się w niej, gotuje jak kociołki z eliksirami. Odwróciła się w jego kierunku z zamiarem uderzenia go w twarz, ale ten wywrócił się i upadł na podłogę. Westchnęła ciężko, podeszła do niego, stanęła jedną nogą między jego własnymi i pochyliła się nad nim. Złapała jego ubranie i przyciągnęła do siebie.

– Posłuchaj mnie, wymoczku – zbliżyła twarz do jego własnej patrząc prosto w jego oczy – Nigdy więcej nie próbuj tego robić bez niczyjej zgody – warknęła – zaprowadź mnie na Nokturn bo inaczej wybebeszę cię w tym miejscu gołymi rękami – nie, nie bała się mu grozić. Była drobna, chuda i raczej niewiele wspólnego miała z kimś walecznym, ale Leo wydawał się być słaby, za bardzo rozproszony.




RE: [ 01.07.1972 ] – Show me the way - Leo O'Dwyer - 06.11.2023

A Leo nie był słaby. Po prostu był kotem-chichotem albo kotem o imieniu Chichot. Zdania były podzielone. Komórki w moim mózgu właśnie prowadziły zażartą debatę, czy w tę, czy w tamtą... Ale chwila, bo jeszcze się tworzyło tam jakieś trzecie ugrupowanie, grupa taka, trochę wariacka, trochę ryzykowna, ale urocza w opór. PROSTEST, robili mi w głowie protest, że kot i chichot to nieistotna sprawa, bo Pani Maya pochylała się nade mną, taka harda i rozwścieczona, i jednocześnie taka drobna i urocza, że jakieś trybiki rozsypały się w mojej głowie i właściwie nie pamiętam, co ta debata czy inne sprawy znaczyły, co chciały osiągnąć.
Wyciągnąłem twarz, w taki bezczelny sposób by pocałować ją w usta. Drobne, nienawistne. Tyle jadu w sobie miały, że aż uśmiechnąłem w jeszcze większej lubieżności. Trzymała mnie za koszulkę? To ja wyciągnąłem dłonie przed siebie, wystrzeliły jak strzały, jak haki, takie haki ze sznurem, jak piraci-szubrawnicy używali na statkach by się rozpychać, okradać i takie tam, ale ja wyciągnąłem te ręce by ją pochwycić w pasie i pociągnąć na siebie. Nie baczyłem na to, co mnie zaboli przy tym jej upadku panny Mayi, ale zamierzałem ją złapać, pochwycić, gdyby miała rąbnąć gdzieś na ziemię. Nie byłem kotem-brutalem, tylko kotem-dżentelmenem. Chyba że jakaś stara raszpla się prosiła o złe traktowanie, to wtedy nie omieszkałem być opryskliwy...
- Jak mnie wybebeszysz, moja droga piękności, to nijak cię nie zaprowadzę... Nawet jako duch, przyrzekam ja tobie, bo bardzo lubię swoje bebeszki - stwierdziłem rozbawiony, roześmiany, nic sobie nie robiąc z gróźb panny Mayi, póki coś złego, mrocznego nie wpadło mi do głowy. Bo skoro panna Maya była Azjatką i zmierzała do Nokturna... Skoro Panna Maya i Nokrutn... I Azjatka...
- Czy ty może jesteś Chang? Nazywasz się Chang? - zapytałem i mogła ujrzeć gdzieś tam z drugiej strony moich oczu lekki niepokój, bo różne rzeczy się słyszało o paniach Changach, Chang, o paniach Chang i o ich palarni, ale osobiście jeszcze tam nie zawędrowałem, ale słyszałem, że one chyba tam zjadały swoich mężów, kiedy byli niegrzeczni. - Cóż, jak mi dasz buziaka, to cię zaprowadzę wszędzie. Ale teraz z własnej, nieprzymuszonej woli... I potrzebuję jeszcze oświadczenia, że chcesz się zaznajomić z panem Leo - odparłem mimo wszystko i patrzyłem tak na nią, będąc na dole, na miejscu pozornie przegranym, ale w jakże pewnym stylu operowałem swoją pewnością siebie już na powrót błyskotliwą jakże.


RE: [ 01.07.1972 ] – Show me the way - Maya Chang - 07.11.2023

Gdy musnął jej usta jej twarz wykrzywił szok, zaskoczenie i niedowierzanie. Ten mężczyzna był nieprzewidywalny, okropny, straszny, inny. Chciała się od niego natychmiast odsunąć, bo końcówki jej ciemnych włosów zrobiły się różowe. Zaczynała tracić kontrolę nad tym wszystkim, nad sytuacją, a tego nie chciała. Nie zdążyła jednak zareagować, bo mężczyzna złapał ją w swoje szpony i pociągnął na siebie, jej sukienka podciągnęła się wprawiając ją w większe zakłopotanie. Naprawdę nienawidziła mężczyzn za to, że zachowywali się w tak absurdalny sposób, że próbowali zmuszać kobiety do grania na ich własnych warunkach, że traktowali takie jak ona w sposób infalntylny nie zwracając uwagi na komfort. Spróbowała mu się wyrwać, wyswobodzić i przy tym jeszcze poprawiać sukienkę, aby zakrywała, co powinna zakrywać.

– Odczep się ode mnie – próbowała go od siebie odsunąć. W jej żołądku ze strachu wszystko się wywracało. Bała się, że ten facet jest psychopatą i będzie chciał ją zgwałcić, sponiewierać, a ona nie chciała tego, nie chciała dotyku ze strony mężczyzny. Nie po tych listach, które wysyłał do niej Desmond. – Nie dostaniesz od mnie nic. Jedyne, co mogę to rozkwasić ci nos o ten beton za tobą! – krzyknęła i bez zastanowienia uderzyła go czołem w nos.


Rzut na aktywność fizyczną (na uderzenie czołem w nos Leo)
[roll=T]


RE: [ 01.07.1972 ] – Show me the way - Maeve Chang - 07.11.2023

Kiedy usłyszała polecenie "przydaj się na coś i idź po siostrzenicę", stęknęła w bólu, bo jej się nie chciało. Już miała zapytać, czy młoda nie ma nóg, ale potem napotkała spojrzenie matki i jakoś tak się jej odechciało.
Wcisnęła ręce w głębokie kieszenie bojówek, żałując po kilkudziesięciu metrach, że nie zarzuciła sobie czegoś na ramiona, bo wieczór był chłodny, a ona cały dzień paradowała w koszulce bez rękawów. Nie miała ochoty zawracać, więc musiała to dzielnie znieść; nawet zaczęła iść szybciej, żeby nie zmarznąć.
Przemierzając ulice Nokturnu, utwierdzała się tylko w przekonaniu, że po Mayę ktoś pójść musiał. No trudno, że akurat ona musiała zaiwaniać, jakby matki nie miała, ale któraś musiała, bo młoda sama o tej porze ulicami chodzić nie powinna. Nawet Mewa, znacznie większa i zaprawiona w boju, musiała się wielokrotnie oglądać przez własne ramie, by sprawdzać, czy ktoś za nią nie idzie.
Zatrzymała się na granicy Nokturnu i wróciła do bycia sobą, bo wiedziała, że jak Maya się w końcu zjawi, to do takiego zwyrola nie podejdzie. Była młodziutka, ale nie była głupia. Mewa kręciła się tam i z powrotem wokół umówionego miejsca, czekając cierpliwie, ale młoda nie przychodziła. Cholera, zgubiła się?
Maeve nie miała zamiaru stać tu wiecznie i czekać, aż zapuści korzenie. Możliwości było wiele, niekoniecznie musiało się stać coś złego, mogła po prostu zasiedzieć się z koleżanką, ale jeśli wróciłaby do domu bez Mayi, matka urwałaby jej łeb. W ostatecznym rozrachunku lepiej więc było małą znaleźć, jeśli jest w potrzasku, to jej pomóc, a jak się szlaja, to okrzyczeć, a potem zawlec do domu. Mewa miała plan i ten plan miał sens.
Zaczęła iść w kierunku, z którego Maya miała przyjść. Co jakiś czas wołała jej imię, ale ludzie się gapili, więc nie robiła tego za często. Z dziesięć minut kręciła się po okolicy, aż w końcu jej uwagę zwrócił czyjś krzyk. Bardzo znajomy krzyk.
Nie brzmiał jak wołanie o pomoc; raczej jak groźby karalne.
Maeve zaczęła iść w kierunku ambarasu, w końcu dostrzegając swoją siostrzenicę leżącą na jakimś gościu, który ewidentnie zaraz miał pożałować, że się urodził. Zdążyła usłyszeć tylko żądanie, że gość ma się odczepić, co od razu zapaliło czerwoną lampkę w głowie Mewy - puściła się biegiem w ich kierunku, patrząc na całą scenę z kurwikami w oczach.
Nawet nie pytała, czy może i czy wszystko w porządku; tuż po tym, gdy Maya przysadziła absztyfikantowi z dyńki, Mewa zawtórowała zamaszystym kopniakiem w nery. Ciężki, oficerski but zatopił się w boku mężczyzny, a tuż po tym Maeve zdecydowała się wykorzystać odwróconą uwagę, żeby złapać Mayę pod pachami, podnieść do pionu i odciągnąć na bezpieczną odległość.
- Mało masz kurew w Kościanym, że się do dzieci dobierasz, zwyrolu? - Wydarła się, odstawiając siostrzenicę na ziemię. Nie przyjrzała się jeszcze dobrze napastnikowi, bo szybko spojrzała jeszcze na młodą, obejrzała ją naprędce, złapała policzki w dłonie - żeby się upewnić, że jest cała i zdrowa. Pobieżne oględziny nie wskazały uszczerbku na zdrowiu, więc Mewa wsunęła dziewczynę za swoje plecy, po czym dobyła różdżki i wycelowała ją w typa, gotowa do wydłubania mu nią oczu.
I wtedy zauważyła, że to ten postrzelony O'Dwyer.
- To znowu ty - zabrzmiała, jakby miała zaraz ducha wyzionąć z frustracji. - Co ty, kurwa, robiłeś mojej siostrzenicy? Chcesz skończyć w kanałach jak twój poprzedni pracodawca, czy po prostu nie szczałeś jeszcze dzisiaj i ci się na mózg rzuciło? - Zapytała raczej retorycznie, gotowa skoczyć mu do gardła, ale nadal dzielnie stojąc przy Mayi, jednym ramieniem wciąż osłaniając ją przed Leo. Ciekawe czy Sauriel wiedział rekrutując go, że typ gustuje w małolatach. Jak nie, to się na pewno niebawem dowie.

Rzut na to, jak zaboli kopniak
[roll=N]