![]() |
|
[13.06.1972] Burzowe chmury || Aury & Nora - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [13.06.1972] Burzowe chmury || Aury & Nora (/showthread.php?tid=2078) |
[13.06.1972] Burzowe chmury || Aury & Nora - Nora Figg - 16.10.2023 Lato zbliżało się wielkimi krokami. Już niedługo miało się rozpocząć to kalendarzowe, jednak pogoda od początku czerwca starała się uparcie twierdzić, że już czas. Na niebie nie było żadnej chmurki, przynajmniej rano, kiedy opuszczała cukiernię, żeby udać się wreszcie po zapasy. Zaczynało jej brakować składników do eliksirów, którymi wspierała członków Zakonu Feniksa, przydawały się one również podczas eksperymentów i tworzenia nowych smaków wypieków w Norze. Powietrze było lepkie i ciężkie, trudno było złapać oddech, jakby informowało, że już jest na granicy. Udało jej się dotrzeć do jednego ze swoich ulubionych sklepów ze komponentami zwierzęcymi, tego jej zawsze najbardziej brakowało. Jeśli chodzi o rośliny, obsadziła wszystkie parapety tymi najbardziej potrzebnymi, ale także często wybierała się do lasów w Dolinie, aby uzupełnić spiżarkę. Ze zwierzętami było zdecydowanie dużo gorzej. Musiała więc wejść do sklepu. Pan Thomas Lupin, jeden z tutejszych sprzedawców znał ją bardzo dobrze. Wdała się z nim w dłuższą pogawędkę - jak zawsze. Skoro już udało jej się wyrwać z cukierni starała się wykorzystać każdą wolną chwilę na przyjemności - bo nie miała ich zbyt wiele. Lubiła sobie pogawędzić o niczym istotnym. Nim się obejrzała minęło jakieś pół godziny, na całe szczęście od ręki dostała wszystkie produkty, których potrzebowała. Pożegnała się z uśmiechem z Tomem, wdzięczna za to, że poświęcił jej tyle czasu, po czym opuściła sklep. Nie spodziewała się takiej zmiany. Niebo zrobiło się niemal czarne, jakby miała nadejść już noc, a było jeszcze przecież przed południem. Zaczął wiać wiatr, silny, nieprzyjemny, gdzieś zniknęło to ciężkie powietrze, zrobiło się raczej rześko. Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, tego się nie spodziewała. Ubrana była dosyć lekko, jako, że ostatnie dni do tego zachęcały. Jak zawsze bardzo kolorowo, sukienka była bowiem w kolorze fuksji, okropnie postrokata z tych landrynkowych, ale Nora miała tendencje do przypominania cukierka. Zrobiła ledwie kilka kroków, a rozpętało się piekło. Może to była z jej strony nadinterpretacja, jednak grzmoty i pioruny nie były czymś, za czym przepadała. Zaczęło lać, nie był to jednak przyjemny, letni deszczyk, a oberwanie chmury. Panna Figg należała do tej niewielkiej części magicznego społeczeństwa, która nie potrafiła się teleportować, ani latać na miotle, do najbliższego kominka, z którego mogła skorzystać również było daleko. Nie pozostawało jej więc nic innego, jak schować się najzwyczajniej w świecie pod najbliższym daszkiem, jaki dostrzegła. Było to wejście do kamienicy mieszkalnej. Stała więc w miejscu, trochę telepiąc się z zimna z wielkim wiklinowym koszem pełnym różnych komponentów, włosy zdążyły jej zmoknąć. Humor nieco jej się popsuł z tego powodu, no ale takie to już było życie, pełne niespodzienek - nie zawsze tych przyjemnych. RE: [13.06.1972] Burzowe chmury || Aury & Nora - Aury Selwyn - 16.10.2023 Aury uwielbiał lato w mieście, powietrze rozedrgane od gorąca, zatłoczoną ulicę Pokątną. W ogóle z resztą był mieszczuchem, mimo, że uwielbiał spędzać czas na świeżym powietrzu i aktywnie, a mniejsze, urokliwie położone miejscowości miały coś w sobie, jednak za każdym razem, gdy wracał do Londynu, czuł, że tu jest jego dom. Nie w zakurzonych, eleganckich, spowitych delikatnym chłodem i rozżarzonych od jupiterów spkulisach i scenach teatru Selwynów, chociaż przemykał między siedzeniami obitymi aksamitem od dziecka, ale w przytulnym i nieco zagraconym lokum przy alei Horyzontalnej, które nie oddawało prestiżu zamieszkującej go persony, chyba, że akurat Aury’emu na tym zależało. Dzisiejszy dzień był nieco lużniejszy, więc pozwolił sobie na coś, na co rzadko miał okazję, dłuższe wylegiwanie się. W końcu sączące się słońce wywabiło go z łóżka, i już wkrótce wyszedł na zalaną słońcem ulicę. Bliskość ulicy Pokątnej i Carkitt Market sprawiało, że w okolicy kręciło się sporo ludzi. On również wmieszał się w tłum, udając się na umówione wcześniej spotkanie, w końcu quidditch nie wiązał się jedynie z treningami i meczami, chociaż te lubił najbardziej. Już wtedy panowała duchota, powietrze było ciężkie, ale trudno było przypuszczać, że chmury przysłonią słońce, które zalewało ciepłym światłem budynki, ulice i przechodniów. Spotkanie poszło po jego myśli, a gdy wrócił na zaludnione ulice wzmógł się wiatr, i zrobiło się szarawo, jak przed świtem, chociaż była pełnia dnia. Deszcz lunął nagle, spadając na chodniki tysiącem kropel i wprawiając przechodniów w popłoch. Nieltórzy chronili się pod najbliższym dachem, lub w lokalach usługowych, niektórzy korzystając z magicznych zdolności znikali z pola rażenia w mgnieniu oka. Aury przyspieszył kroku, wystawiając twarz do deszczu, bliżniaczo jak wystawiał ją na promienie słońca. Do domu nie miał daleko, ale i tak przemókł doszczętnie, zanim tam dotarł. Chyba tylko Aury mógł wyglądać korzystnie w lepiących się od wody włosach i ubraniu, które można było wykręcać, a mimo tych niedogodności zdawał się niemal czerpać przyjemność z tej przechadzki w przyspieszonym tempie, gdy znalazł się przed wejściem do kamienicy, gdzie zastał kogoś kto wyglądał jak nieco rozmokły papierek po cukierku, przynajmniej gdyby sądzić po samym ubraniu, ale przecież sam Aury nie wyglądał lepiej. Podchodząc bliżej zauważył, że czarownica drży z zimna, otworzył więc drzwi wejściowe i uchylił je przed nią. - Zapraszam do środka, tam będzie trochę cieplej. - odezwał się. Letnie ulewy zwykle nie trwały długo, ale sucha klatka schodowa kamienicy zawsze dawała pewien komfort, nawet jeśli tylko na chwilę. RE: [13.06.1972] Burzowe chmury || Aury & Nora - Nora Figg - 16.10.2023 Stała tak sobie niczym zmokła kura pod niewielkim daszkiem, który znajdował się nad wejściem do kamienicy. Jak na złość wcale nie wyglądało na to, że te chmury szybko znikną. Nawałnica zaczęła się na dobre, trochę jej to popsuło plany. Będą sobie musieli poradzić w klubokawiarni bez niej. Nadal miała pewne obawy, jeśli chodzi o zostawianie tam Wendy samej, nie do końca była przekonana do kompetencji swojej pracownicy, jednak czasami nie miała innego wyjścia. Zdecydowanie brakowało jej też Salema - jej koci przyjaciel naprawdę bardzo angażował się w działanie cukierni, szkoda ogromnie, że zginął śmiercią tragiczną podczas Beltane. Nowa kotka, którą dostała od rodziny jeszcze nie wykazywała takich przedsiębiorczych umiejętności. Wierzyła, że z czasem nabierze doświadczenia (mimo, że nic nie wskazywało na to, że w ogóle ma ochotę się nieco zaangażować). Wcale nie tak łatwo było oswoić sobie kocią przyjaciółkę, przy okazji zajmując się klubokawiarnią, działając prężnie jako pomoc dla kolegów i koleżanek z organizacji, a przy okazji być matką ośmioletniej pannicy. Miała dużo na głowie, zdecydowanie za dużo, jednak starała się nie dawać po sobie tego poznać. Zaciskała zęby i szła przed siebie, może mniej spała, była trochę bledsza, ale robiła dobrą minę do złej gry. Jak zawsze - nie znosiła pokazywać innym, że sobie nie radzi. Ten deszcz spowodował, że zatrzymała się na moment. Musiała, nie zamierzała pozwolić, żeby trafił w nią jakiś piorun, jeszcze tylko tego brakowało jej do szczęścia.Taki oddech powinien dobrze jej zrobić, może miejsce, w którym przyszło jej się znaleźć nie było szczególnie atrakcyjne, a wiatr nieco za mocno muskał jej twarz, ale mogła zaczerpnąć świeżego powietrza, także metaforycznie. Przesunęła się o krok, gdy tuż przed nią pojawił się mężczyzna. Zapewne chciał się dostać do swojego mieszkania. Aleja Horyzontalna była miejscem w Londynie, gdzie mieszkała większość czarodziejów. Wolną ręką odgarnęła sobie mokre pasma włosów, które opadały jej na twarz. Obserwowała go dyskretnie nawet nieco zazdroszcząc, że znalazł się już blisko swojego mieszkania, bo śmiało założyła, że tak właśnie jest. Też zmókł, ulewa i jego musiała zaskoczyć, tak jak całą masę innych magów. Kiedy się do niej odezwał już nieco odważniej spojrzała w jego kierunku, wcześniej robiła to raczej dyskretnie, nie do końca chcąc zostać przyłapaną na podglądaniu. Zatrzymała spojrzenie na jego twarzy. Wyglądała znajomo. Dotarło do niej, kto przed nią stoi. Nie była może ogromną fanką qudidditcha, ale nie można jej było uznać za ignorantkę. Do tego śledziła wszelkie czasopisma, w których mogła znaleźć jakieś informacje o swoich najbliższych (Erik bardzo często gościł na pierwszych stronach gazet). Udało jej się ułożyć w głowie kilka faktów na temat mężczyzny, który się przed nią znajdował. Pamiętała go jeszcze z Hogwartu, byli na jednym roku, aczkolwiek w innych domach. Oczywiście trafił do Gryffindoru, który przyciągał do siebie osoby jego pokroju. Głośne, zawsze otoczone wianuszkiem znajomych. Figg zawsze trochę zazdrościła tym, którzy trafiali do tych wszystkich domów, ona sama znalazła się tam, gdzie było miejsce wszystkich, którzy nie wyróżniali się niczym specjalnym, pogodziła się z tym już dawno temu. Wiedziała, że jest raczej nijaka i nie posiada wybitnego talentu magicznego. - Nie boisz się, że zdemoluję wam klatkę schodową? - Zażartowała, a przynajmniej próbowała zażartować. - Dziękuję. - Powiedziała jeszcze, po czym postanowiła skorzystać z okazji. Za drzwiami nie powinno tak wiać, może uda jej się trochę doprowadzić do porządku. - Nie spodziewałam się, że tak nagle rozpęta się piekło. - Rozmowy o pogodzie zawsze przełamywały lody, dlatego też przeszła do tego tematu. Ciekawe, że też los zesłał jej dzisiaj na drogę właśnie jego. RE: [13.06.1972] Burzowe chmury || Aury & Nora - Aury Selwyn - 19.10.2023 On na przykład nie uważał, że to jakiś wstyd należeć do Hufflepuffu, albo, że to miejsce dla osób nijakich i nieszczególnie utalentowanych. Jasne, pewnie nie wszyscy przodowali w nauce jak Krukoni, ale magiczne beztalencia nie poradziłyby sobie w Hogwarcie, zwłaszcza na ostatnim etapie edukacji, przy tych wszystkich egzaminach. Sam nie wiedzial jak jemu się udało wszystko zdać, przy tej liczbie treningów i innych zajęć, a przecież nie ostrzył sobie zębów na ministerialne posady. On chciał po prostu grać w quidditcha, i chociaż wiedział, że nie jest to kariera bez swojego kresu w postaci sportowej emerytury, wciąż miał przed sobą kilka ładnych lat jako profesjonalny sportowiec. W swoich latach w Hogwarcie przyjażnił się być może głównie z Gryfonami, ale nie miał problemu z zawieraniem znajomości z przedstawicielami pozostałych domów, a z czasem te znajomości zmieniały się w przyjażnie, jeśli już ktoś był w stanie przełknąć fakt, że Aury lubił być w centrum uwagi, był egocentrycznym ekstrawertykiem i nie miał szczególnej ochoty spędzać długich godzin w bibliotece, studiując dziedzinę magii, która zupełnie nie wzbudzała jego zainteresowania. Mało która znajomość w środowisku brytyjskich czarodzieji nie miała swojego żródła w Hogwarcie, a nawet jeśli zawsze był to temat do rozmów i wspominek. Początkowo podchodząc do wejścia do klatki nie zauważył w czarownicy nic znajomego, twarz jej zasłaniały włosy równie mokre jak jego własne. Kiedy jednak otworzył na oścież drzwi, chcąc wpuścić ją przodem, rozpoznał w jej twarzy coś znajomego. Sam rzadko miał ten problem, ludzie mogli pomylić jego personalia, ale kojarzyli go z teatrem Selwynów, lub z drużyną Katapult, czy też z profesjonalnym quidditchem generalnie. Osiągnął niemal porównywalną rozpoznawalność, jak gdyby obrał karierę aktorską, ale przecież rozpoznawalność nawet jeśli miała wiele zalet, nigdy nie była tym, na czym zależało mu najbardziej. Pewnych rzeczy nie dało się kupić na wszystkie galeony ze skrytki w Gringotta, ani nawet zdobyć najcięższą pracą. - Miałbym się bać? Niby czemu, nie wyglądasz mi na huligana. - odpowiedział, mierząc czarownicę wymownym spojrzeniem, bo na personę przedstawiającą sobą jakieś zagrożenie nie wyglądała. Oczywiście pozory bywają mylące. I wtedy właśnie, magicznie - chociaż nie z pomocą zaklęć czy eliksirów - przypomniał sobie. Klubokawiarnia Nora u Nory, Hufflepuff. - To tylko trochę deszczu.. - odpowiedział, jakby nie zostawili za sobą mokrych śladów i nie przedstawiali obrazu mokrej nędzy i rozpaczy. - Zapraszam do siebie. Znajdzie się coś ciepłego i suchego, a chyba obojgu nam to się przyda. - powiedział, ruszając w stronę swojego lokum, jakby w ogóle nie biorąc pod uwagę, że Nora mogła by mieć jakieś wątpliwości, przynajmniej dopóki nie obejrzał się przez ramię. - Chyba, że obawiasz się o potencjalne zniszczenia, jakich mogłabyś dokonać w moim domu? Lub boisz się mnie? - te ostatnie słowa wypowiedział tonem żartobliwym, ale z miną poważną. Z tej strony znali go ci najbliżsi. Mógł żartować o zrobieniu najbardziej niedorzecznej rzeczy i nikt mu w to nie wierzył, po czym szedł i to robił, ale gdy mówił o podstawowych rzeczach czy czynnościach i niektórzy oczekiwali, że to zrobi, po czym on mówił, że tylko żartował. @Nora Figg RE: [13.06.1972] Burzowe chmury || Aury & Nora - Nora Figg - 19.10.2023 Norka często zbyt wiele myślała, wracała do przeszłości. Zastanawiała się nad swoimi wyborami, ale też nad tym, na co nie miała wpływu. Dumała nad tym, czy jej życie wyglądałoby teraz zupełnie inaczej. Nie miało to większego sensu, ale taka już była. Czy gdyby nie podjęła jednej, głupiej decyzji, to wyjechałaby do Francji? Skończyła te wszystkie wspaniałe kursy, o których marzyła, być może już dawno byłaby sławną cukierniczką. Kto to wiedział, najistotniejsze, że teraz, po wielu latach starań udało się jej spełnić swoje marzenie. Pracowała na to bardzo ciężko, ale udało jej się osiągnąć sukces. Może nie tak spektakularny jak sukcesy stojącego przed nią mężczyzny. Trochę ją peszyła jego obecność, był przecież naprawdę znany w świecie czarodziejów. Miała też pewną opinię na temat mężczyzn jak on. Chłopców, którzy latali na miotełkach za zaklętymi piłkami. Niby nie powinno się oceniać książki po okładce, jednak nie umiała się od tego powstrzymać. Jego życie bardzo mocno musiało się różnić od tego jej, Norka dosyć szybko musiała dorosnąć i zacząć twardo stąpać po ziemi. Cóż, jego stwierdzenie spowodowało, że dotarło do niej, że faktycznie uznanie jej za kogoś, kto mógłby dokonać jakichkolwiek zniszczeń nie miało większego sensu. Była malutka, drobniutka, do tego w tym momencie wyglądała jak siedem nieszczęść. Nie sądziła, że ją pamięta. Nie było powodu, żeby ktoś taki jak on kojarzył taką osobę, jak ona. Niczym się nie wyróżniała, już w czasie nauki w Hogwarcie. No, może poza tym, że miała sporo przyjaciół dla których była w stanie zrobić wszystko, zresztą to akurat się nie zmieniło. - To fakt, nie wyglądam, ale pozory mogą mylić. - Szczególnie w czasach, w jakich przyszło im żyć. - Tylko trochę deszczu... - Powiedziała cicho pod nosem, bo dla niej zdecydowanie coś więcej. Prawdziwa tragedia. Spojrzała na niego, kiedy zaprosił ją do siebie. Przyglądała mu się uważnie. Nie powinna się zgodzić, nie wypadało, żeby szła z praktycznie obcą osobą do jej mieszkania. Tyle, że była mokra, było jej zimno i naprawdę zaczynało być wszystko jedno. Chciała doprowadzić się do porządku i wysuszyć. Brenna nie byłaby zadowolona, gdyby dowiedziała się, jak bardzo jest lekkomyślna. Jednak, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. - Nie wiem, czy powinnam, ale chętnie skorzystam z zaproszenia. - Postanowiła się podzielić swoim wahaniem. - To chyba ty jesteś tym, który powinien się obawiać, nie ja. - W końcu jedyną osobą, którą mogły spotkać ewentualne konsekwencje jej wizyty, był właśnie Aury. RE: [13.06.1972] Burzowe chmury || Aury & Nora - Aury Selwyn - 26.10.2023 Trudno mierzyć sukces jedną miarą, zwłaszcza, gdy dotyczy całkiem różnych dziedzin jak cukiernictwo i quidditch. Aury’emu pewnie trudniej byłoby czuć, że się spełnia, gdyby nie szły za tym sukcesy sportowe. Wiadomo, że nie wygrywał za każdym razem, jednak ostatecznie wysiłki jego i jego drużyny były nagradzane zwycięstwem od czasu do czasu. Dla Nory takim zwycięstwem mogło być otwarcie klubokawiarni, a miarą sukcesu mogło być to, jak bardzo jej na tym zależało. Nie da się ukryć, że Aurelius był nieco oderwany od rzeczywistości, czy szarych realiów, ale był to los, który pewnie i tak by go czekał. Gdyby nie został zawodowym graczem, zostałby aktorem, lub w inny sposób związałby się z teatrem Selwynów, a przecież to również wiązało się z pewnym oderwaniem, czy zaklinaniem rzeczywistości, ubieraniem masek, przybieraniem ról. Oczywiście robił to każdy, ale nikt tak spektakularnie jak aktorzy. Ostatnie wydarzenia w świecie magicznym w pewnym sensie przywróciły go częściowo do szarej rzeczywistości, ale nie zmieniły jego często lekkomyślnej i egocentrycznej natury. - To prawda. - powiedział, gdy stwierdziła, że pozory mogą mylić. Zdawał sobie z tego doskonale sprawę, a magia dodatkowo potrafiła mylić tropy. Nora mogła tylko wyglądać jak mokra kupka nieszczęścia w ładnym opakowaniu. - W takim razie nie przejmujmy się powinnościami. - odpowiedział z animuszem, ruszając pod właściwe drzwi, i oglądając się przez ramię, czy Nora faktycznie za nim poszła, po czym otworzył drzwi, oglądając się na nią. - Jeszcze trochę i faktycznie zacznę się bać. - odpowiedział, jednocześnie otwierając z galanterią Norze drzwi. Niezależnie czego Nora spodziewała się po prywatnych apartamentach Selwyna, te mogły ją zaskoczyć. Lokum Aury’ego było duże, doskonale naświetlone przez wykuszowe okna. Tu i ówdzie przewijał się motyw quidditcha, generalnie panował tu lekki nieład, stosiki książek i przeróżnych bibelotów były poupychane to tu, to tam, a Aury wraz z kolegami z drużyny, przyjaciółmi, lub członkami rodziny uśmiechał się tu i ówdzie z ruchomych zdjęć, ale to wszystko razem wzięte dawało raczej przytulne wrażenie. - Łazienka jest tam - powiedział, wskazując wąski korytarzyk ozdobiony wzorzystą tapetą. Nim Nora zdążyła doprowadzić się do porządku w łazience, Aury zadbał o nastawienie gustownego czajniczka, rozpalenie w kominku i przebranie się w suche odzienie, i tylko jego włosy otulały jego twarz mgiełką wilgoci. RE: [13.06.1972] Burzowe chmury || Aury & Nora - Nora Figg - 26.10.2023 Norka po prostu zawsze czuła się w pewien sposób niewystarczająca. Miała wrażenie, że brakuje jej wyjątkowości. Nie posiadała żadnych nietypowych umiejętności. Do tego otaczała się ludźmi, którzy osiągali sukces w najróżniejszych dziedzinach, miała wrażenie, że wypada przy nich blado. Fakt, może udało jej się spełnić jedno z marzeń, włożyła w to sporo swojej pracy, ale nadal czegoś jej w tym wszystkim brakowało. Zawsze chciała być w czymś wyjątkowa. Czy cukiernictwo było dziedziną, którą można się szczycić? Faktycznie zdarzali się rzemieślnicy, którzy byli cenieni na całym świecie, jednak ona jeszcze nie znajdowała się jakoś szczególnie wysoko w tej hierarchii. - Cieszy mnie, że przyznałeś mi rację. - Dodała jeszcze, chociaż sama miała problem z ostrożnością. Ufała niemal wszystkim, wierzyła, że nie byliby w stanie zrobić jej krzywdy. Wystarczył krótki uśmiech, jedno miłe słowo, a panna Figg traciła czujność. Mimo, że miała świadomość, jak wygląda teoria. Brenna wbijała jej to do głowy od dawna, sama przecież widziała, że świat jest pełen złych ludzi. Jednak nie do końca potrafiła weryfikować ludzi. - Skoro tak mówisz, to nie będziemy się przejmować. - Zaakceptowała taki rozwój sytuacji. Zresztą, co miała do stracenia? Nie wyglądał jej na mordercę, z tego, co jej się wydawało mignął jej nawet na jakimś spotkaniu Zakonu. Nie był jednym ze śmierciożerców. To było najistotniejsze w tej chwili. - Bardzo dobrze, lepiej, żebyś wiedział, czego się po mnie spodziewać. - Uśmiechnęła się przy tych słowach. Humor nieco jej się poprawił, sporo wpływu na to miała świadomość, że za moment będzie mogła się wysuszyć. Weszła powoli do środka. Rzuciła okiem na wnętrze, jednak nie chciała się jakoś specjalnie rozglądać, aby nie wyjść na wścibską. Zapewne wiele osób chciałoby być teraz na jej miejscu, znaleźć się w mieszkaniu swojego idola. Promienie słoneczne nie miały dzisiaj szansy przebić się przez chmury, także w środku było dosyć ciemno, te duże okna robiły jednak ogromne wrażenie i ta przestrzeć. Powoli wchodziła do środka. Nie zamierzała oceniać tego, jak wygląda jego mieszkanie, chociaż wnętrze jej się spodobało. Nie panował w nim przepych, jednak widać było, że Aury ceni sobie odpowiednie wartości. Na ścianach można było znaleźć sporo zdjęć, co dodawało temu mieszkaniu przytulności. - Dziękuję. - Powiedziała jeszcze, po czym udała się tym wąskim korytarzem do łazienki. Weszła do środka. Pierwsze, co zrobiła, to przejrzała się w lustrze. Wyglądała dokładnie tak - jak się czuła. Fatalnie. Włosy miała mokre, opadały jej strąkami na twarz. Sięgnęła po swoją różdżkę i zaczęła się suszyć. Nie były to na szczęście skomplikowane zaklęcia, więc całkiem szybko udało jej się załatwić sprawę. Kiedy była gotowa wyszła z łazienki i udała się do salonu. Aury najwyraźniej należał do osób wielozadaniowych, bo gdy jej ledwie udało się wysuszyć on zdążył się przebrać, rozpalić kominek i jeszcze zająć się herbatą. - Imponujące. - Skomentowała to z uśmiechem. Wyglądała zdecydowanie lepiej niż chwilę temu. Może nie tak dobrze, jak rano jednak widać było różnicę. Przystanęła jeszcze w miejscu, nie do końca wiedząc, które miejsce powinna wybrać, żeby sobie usiąść. RE: [13.06.1972] Burzowe chmury || Aury & Nora - Aury Selwyn - 11.11.2023 Poczucie bycia niewystarczającym było akurat czymś, co Aury mógł doskonale zrozumieć, bo sam czuł się tak w przeszłości, chociaż była to sytuacja całkiem odmienna. Od dziecka przebywał w towarzystwie aktorów i artystów scenicznych, czyli ludzi, którzy również święcili niemałe sukcesy w swoich dziedzinach, a chociaż sam nie był pozbawiony talentu aktorskiego, nigdy nie czuł takiego zapału jak jego bliscy, co sprawiło, że musiał szukać dla siebie innej drogi. Odnalazł się w quidditchu i chociaż większość rodziny szybko zaakceptowała ten wybór, to mimo wszystko odnosił wrażenie, że bez względu na sukces jaki mógł odnieść w sporcie, nie znajdzie takiego uznania w oczach zwłaszcza swojego ojca, jak gdyby związał się zawodowo z teatrem Selwynów. Starał się jednak tym nie przejmować i nie mierzyć siebie według miary innych. W końcu każdy człowiek jest inny. Kiedy Nora wróciła do salonu uśmiechnął się tylko na jej słowa. Cóż mógł powiedzieć? Działał szybko, a magia zdecydowanie w tym pomagała. Nora również wyglądała o wiele lepiej, czasami wszystko czego potrzeba do szczęścia to suche włosy i ubranie. - Rozgość się. - powiedział, widząc, że ma wątpliwości co ze sobą zrobić, wskazał jej więc wygodną kanapę, która stała w pobliżu kominka w którym wesoły płomień zaczął już płonąć, zapewniając dodatkowe ciepło. - Jaką herbatę lubisz? - spytał, krzątając się w części kuchennej i przygotowując filiżanki. Aury był duszą towarzystwa, uwielbiał podejmować przyjaciół i zawsze był przygotowany na gości i ich zróżnicowane gusta jeśli chodzi o poczęstunek. Herbata była dobrym pomysłem po tej ulewie, z resztą deszcz wciąż jeszcze bębnił o szyby, ale mając na sobie suche ubranie i znajdując się pod dachem zupełnie już się tym nie przejmował. RE: [13.06.1972] Burzowe chmury || Aury & Nora - Nora Figg - 11.11.2023 Wcale nie tak łatwo było odnaleźć swoją ścieżkę. Czasem nie wystarczały wskazówki rodziny, chciało się czegoś zupełnie innego. To mogło być trudne, zważając na to, że rodzina miała zapewne swoje oczekiwania. Nie pomyślałaby nawet, że Aury mógł mieć takie problemy. Wydawało jej się, że każdy byłby dumny z syna, który osiągnął sukces. Przecież jego twarz często spoglądała na nich z gazet, z tego, co jej się wydawało to świetnie rozwijał swoją karierę. Nie sądziła, że mógłby się pojawić problem z dziedziną z której jest znany. Wszak, jaka to różnica? Widać było, że wychodzi mu to co robi, inni to doceniają, czego więc chcieć więcej? Ułatwił jej wybór miejsca wskazując na kanapę, która znajdowała się tuż przy kominku. Usiadła więc tam, przez chwile wpatrywała się w płomienie ognia, które tańczyły w rytm tylko sobie znanej melodii. Zdecydowanie lepiej się czuła taka osuszona, chociaż deszcz nie był niczym strasznym powodował spory dyskomfort. Nie znosiła tego uczucia klejących się do ciała ubrań i włosów, na szczęście to już miała za sobą. Magia była niesamowicie wygodna, pomagała nawet w tak banalnych sprawach. Oderwała wzrok od kominka, kiedy Aury się do niej odezwał, przeniosła spojrzenie w jego stronę. Pytanie, które zadawał mogło wydawać się proste, w przypadku Norki, która miała swoją cukiernię jednak nie do końca. Przygotowywała w swoim życiu naprawdę wiele naparów, ale czy miała swój ulubiony? - Tak najbardziej lubię czarną z imbirem, goździkami i miodem. - Postanowiła faktycznie wspomnieć o tej ulubionej, nie sądziła jednak, że mężczyzna będzie miał wszystkie składniki. Faceci kojarzyli jej się raczej z prostym gotowaniem, bez specjalnych udziwnień. - Ale chętnie wypiję też zwykłą, czarną bez udziwnień. - Grunt, że się ogrzeje jeszcze bardziej. - Jaką robisz dla siebie? - Była ciekawa, herbata mogła wiele opowiedzieć o osobie, która ją piła. |