![]() |
|
[21 marca, 1971] Sabat Ostary - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [21 marca, 1971] Sabat Ostary (/showthread.php?tid=2171) |
[21 marca, 1971] Sabat Ostary - Septima Ollivander - 31.10.2023 Septima nieswojo stała w kołtunach suchej wiechlizny i nerwowo obgryzała paznokcie. Wiosenna paleta niebywale nieśmiało wkraczała na płótno wiejskiego krajobrazu. Zima oficjalnie miała odejść, acz powietrze wciąż potrafiło pozostawić na ciele pąsowe ślady, a chłód zaszywał się głęboko pod skórą, zmywalny jedynie pod chmurką gorącego prysznicu, albo gorącej kąpieli. Gdyby nie stała jak kłoda, to by tak nie zmarzła – dla logicznie rozumującej Timmy, wydawało się to dosyć oczywiste. Ale mimo tego, nie była w stanie odkleić się od przylubionego sobie miejsca i obserwować. Oraz modlić się w duchu, aby nikt niczego od niej nie chciał, bo prawda była taka, że z Septimy pomocnik był żaden. Do kowenu Witchcroft matka zabierała ją od malutkiego dziecięcia, a gdy jeszcze jej babka żyła, dziewczyna starała się składać wizyty każdego sabatu oraz co drugą niedzielę miesiąca. Po ich śmierci, kontakt z resztą rodziny Macmillanów nieco się osłabił, ale przyznać się tego przed samą sobą nie potrafiła. Chciała pielęgnować więzy krwi i swoje dziedzictwo, choć po prawdzie, nie do końca rodzinę matki rozumiała, a oni najpewniej nie do końca rozumieli ją. — Cześć Septima, co u ciebie? Zostaniesz w końcu na dzisiejszej orgii?— Tych błysków w oku i drgających kącików warg na początku nie rozumiała, tak po prostu, z naiwności i czystej niewinności. Jeszcze do całkiem niedawna wydawało jej się, że dziewczęta najzwyczajniej w świecie próbują być miłe i uprzejme, zupełnie jak Ollivanderówna za ladą, w rodzinnym sklepie. Błąd. Naśmiewały się z niej, jawnie (!!!) od parunastu lat. Sięgając pamięcią, była w stanie wyłuskać z niej kilka, o ile nie kilkanaście przypadków nikczemnych psikusów, które jej ta podła, wyrachowana młodzież sprawiła. Chociażby, podczas jednego z wcześniejszych Beltane, wmówiły jej, że niektóre przekąski nasączane są amortencją i że jeśli nie jest się gotowym na późniejsze wybryki z losowymi zbirami w sianie, to lepiej tego nie tykać. Przerażona Septima od tego czasu zaczęła przychodzić absolutnie w pełni przygotowana do Macmillanów - z siateczką kanapeczek z pasztetem, szczelnie zapieczętowanych, tak aby nikogo nie podkusiło, żeby przy nich majstrować. Innego razu, podczas hulaszczych zabaw w butelkę, zaczarowały szkło tak, że co chwila wypadała jej kolej, a przytłoczona niezręcznością sytuacji, spowiadała im się jak przed konfesjonałem i to z najbardziej intymnych szczegółów jej panieńskiego życia. Teraz wszyscy wiedzieli, że tego jednego lata prawie całowała się w publicznej bibliotece. Na te wszystkie nużące zaczepki, nie pozostawało jej nic innego jak zacisnąć piąstkę i spuścić wzrok — nie miała ochoty być już niczyją radosną pożywką. Wspomnienia tych dokuczań trochę ją nawet rozpaliły, ale stagnacja naprawdę nie wpływała dobrze na kostniejące palce. Rozejrzała się po grupce uwijających się jak zniewolone pszczoły w ulu, kobiet, wzrokiem wyławiając najmniej uprzykrzającą jej życie kuzynkę, Sarah. Jej mleczna postać wybijała się na tle reszty, za co w duchu Septima była wdzięczna. Mogła od razu ją zaatakować i zapytać w czym pomóc. Pal licho, że do Kowenu przychodziła od dziecka. Dwadzieścia osiem lat, a ona wciąż nie była do końca pewna jak to wszystko właściwie działało. RE: [21 marca, 1971] Sabat Ostary - Sarah Macmillan - 03.11.2023 Macmillan nieszczególnie lubiła Ostarę już wcześniej, ale odkąd częścią jej życia przestał być starszy brat, wszystko stało się jeszcze mniej wyraziste. Smutno to pewnie brzmiało, bo Eostre była zdaniem wielu najbardziej pasującą do niej boginią - raz nawet zdarzyło jej się pozować do przedstawiającego ją obrazu malowanego przez Agathę, z czego niegdyś była niezwykle dumna, ale teraz w ogóle nie czuła radości z nadejścia wiosny. Mogły topnieć śniegi, z traw mogły wybijać jej ulubione kwiaty, a ona wciąż była smutna - bo jego nie było obok, a samotność coraz mocniej ją przytłaczała. Septima nie była jedyną osobą wyobcowaną w kowenie, ale miała to wybitne szczęście, że jej bywanie w Whitecroft wiązało się jedynie z wizytami, a nie trwaniem tu dzień w dzień, żeby słuchać upokarzających ją tekstów. Może dlatego też była dla ich kuzynek tak dobrą ofiarą... Nie zdążyła się tak jak Sarah nabrać jakiejś gruboskórności względem głupkowatych zaczepek. Ale to nie była historia prosta. Nie czytała Septimie w myślach, nie mogła skorygować jej obrazu rzeczywistości, ale ich kuzynki mówiły prawdę o przekąskach podczas Beltane. Była tego pewna, ponieważ sama je przygotowywała i nie próżnowała w dodawaniu do babeczek różnych specyfików mających uczynić zabawę jeszcze lepszą. Nie czuła się winna tego, że Septima przynosiła kanapki, bo po pierwsze - miała do tego prawo, po drugie - to były kanapki z pasztetem, a to wcale nie sugerowało unikania jedzenia zawartych w ciastach eliksirów, tylko unikanie wegańskich przepisów, a na mięsożerców Sarah spoglądała z dużym dystansem. Oczywiście nie złowrogo... Ona nie była złośliwa, co najwyżej była piekielnie irytująca, szczególnie kiedy odpowiadała na wszystko tak szybko, jakby wcale nie musiała się namyśleć i w większości przypadków rzucała myśli niezwykle trafne. Należała do wąskiej grupy ludzi niezwykle ekscentrycznych i wygadanych. Nieco dzikich, jakby miała zaraz przebiec się pomiędzy zaklętymi kamieniami, przeklinając tych, którzy zaszli jej za skórę, tańczyć wokół ogniska oglądając migające na nieboskłonie gwiazdy, a jednocześnie posiadała dużo wiedzy i mądrości, jakiej się po kimś jej pokroju niekoniecznie spodziewano. Przede wszystkim jednak Sarah była po prostu ciepła. Ale nie w ten sposób, w jaki ciepłe jest słońce okalające zmarzniętą twarz. Była ciepła jak noc nad wodą, kiedy letni wiatr muskał twoje policzki, a światło księżyca budowało wokół atmosferę spokoju. Aż dziw brał, że w czasach szkolnych funkcjonowała jako tło. Nie szukała Septimy wśród gromadzących się ludzi. Szczerze mówiąc, nieszczególnie przejmowała się tym, kto z rodziny tutaj przyjdzie i kiedy, bo była zawsze potwornie zajęta przygotowaniami, bo zawsze, nawet w te mniej ulubione sabaty, starała się trochę na zapas. Podniosła z ziemi skrzynkę, na którą wcześniej rzuciła zaklęcie zmniejszające jej wagę i odwróciła się w kierunku stołu, na którym chciała ją postawić, ale wtedy właśnie ją zauważyła, a widząc ją, nie mogła nie spostrzec, że Ollivander wpatrywała się właśnie w nią. - Cześć, Septima! - Rzuciła wesoło, maskując buzujący w niej żal. - Ładną masz dzisiaj sukienkę. Przyszłaś z tatą? |