Secrets of London
[01/06/1972] Z woli Rigellusa Rosiera || Merkuria & Chris - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [01/06/1972] Z woli Rigellusa Rosiera || Merkuria & Chris (/showthread.php?tid=2186)



[01/06/1972] Z woli Rigellusa Rosiera || Merkuria & Chris - Merkuria Rosier - 01.11.2023

1 czerwca 1972


Dom mody Rosier, ul. Pokątna || Merkuria Rosier & Christopher Rosier

Córka Rigellusa Rosiera, a obecnie starsza krawcowa Domu Mody Rosier, doszła do wniosku, że ze wszystkich dźwięków na świecie najbardziej nienawidzi obecnie odgłosu wydawanego przez maszyny do szycia. Zwłaszcza zaś nie znosiła ich turkotu, który towarzyszył nagłym szarpnięciom, gdy pracownice szwalni dociskały pedały swoich maszyn. Działało jej to na nerwy; przede wszystkim dlatego, że nie mogła się skupić na wiadomości otrzymanej od ojca. Spodziewała się, że może otrzymać taką odpowiedź, jednak i tak wzburzyła krew płynącą w jej żyłach.

Ciągła kontrola. Brak autonomii. Zamykanie przed nią drogi do samodzielności. Albo troska o mój czas i zdrowie, pomyślała z niechęcią, mimowolnie szukając usprawiedliwienia dla decyzji swego ojca. Przymknęła na moment oczu, masując sobie nasadę nosa. Doceniała to, że krewniacy pozwolili jej zostać w firmie po tym, jak pierwsze skrzypce w jej życiu zaczęły grać problemy zdrowotne powiązane z bezsennością, jednak postawa Rigellusa i tak doprowadzała ją do szewskiej pasji.

Związała swoje życie z działalnością rodziny jeszcze zanim oficjalnie złożyła tutaj swoje pierwsze CV, a i tak miała wrażenie, że jej nie ufano. Poprawka: ojciec jej nie ufał. Chciał mieć wgląd w każdy plan, każdy szkic, przestudiować każdą ideę, jaka nawiedził jej umysł. Dopiero gdy dawał jej pełną aprobatę, mogła faktycznie myśleć o wprowadzeniu swoich pomysłów w życie. Teraz najwidoczniej znalazł sobie asystenta, który miał go wyręczyć przy wydaniu kolejnego wyroku.

Cholerny Christopher, przeklęła w myślach, odchodząc od swojego pulpitu z grafikami koncepcyjnymi nowej kolekcji. Zabrała plik dokumentów i dwie teczki ze szkicami i bez słowa wyjaśnienia dla innych krawcowych wyszła na klatkę schodową, aby następnie ruszyć na piętro. Jej celem było biuro jednego z kuzynów. Oczami wyobraźni już widziała go za biurkiem, w tym jego garniturku za trzy tysiące galeonów i tym zakołtunionym uśmiechem na twarzy. Uchyliła drzwi do klaustrofobicznej recepcji, w której ledwo udało się upchnąć biurko dla pracownicy i kilka krzesełek dla petentów. Jej przybycie momentalnie przykuło uwagę asystentki. Wystarczyła szybka wymiana spojrzeń, a Mercy otrzymała wszystkie potrzebne informacje. Chris był teraz sam.

Proszę za pięć minut przynieść herbatę do gabinetu — zarządziła zachrypniętym głosem. — Trzy czwarte filiżanki, łyżeczka miodu akacjowego zamiast cukru.

Nie zamierzała się kajać przed Christopherem i spędzić tutaj dwóch godzin, tłumacząc mu ze szczegółami zamysł swoich nowy projektów. Zależało jej tylko na tym, aby pod oficjalnymi dokumentami znalazła się jego parafka, co pozwoli jej wprawić w ruch maszynę, która popchnie jej pracę do przodu. Przez niezmiernie długą chwilę fantazjowała o tym, jak wparowuje do gabinetu kuzyna, łapie go za rękę i zmusza do tego, aby zostawił swój autograf na odpowiednich papierach, aż w końcu weszła do środka. Rzeczywistość raczej sprowadzi ją na ziemię.

Na korytarzu pusto, w recepcji pusto... Zaczyna ci brakować klientów, kuzynie? — rzuciła w ramach powitania, uśmiechając się cierpko. Minimalne uniesienie kącików ust tylko podkreśliło jej woreczki pod oczami. Oznaka kolejnej nieprzespanej nocy. Poprawiła poły szarej szaty służbowej, którą miała na sobie, po czym przysiadła na fotelu. — Powinnam się martwić? Może potrzebujesz pomocy?

Spojrzała na niego dobrotliwie, chociaż w środku skręcało ją na samą myśl, żeby miałaby wyciągnąć do niego pomocną dłoń. I to po tym, jak jej własny ojciec wysłał ją do niego, żeby pozwolił jej uszyć kilka ciuchów. Gra pozorów wiele jednak znaczyła w środowisku czystej krwi, a Dom Mody pełen był wychowanków z familii, które wręcz kipiały od tradycyjnych poglądów. Musiała trzymać nerwy na wodzy. Odrobina samokontroli, a dostanie to, czego chce. Prawda?



RE: [01/06/1972] Z woli Rigellusa Rosiera || Merkuria & Chris - Christopher Rosier - 01.11.2023

Pracownia Christophera – a raczej jedna z dwóch, bo drugą urządził w swoim mieszkaniu – leżała z dala od głównej części Domu Mody Rosier, dostępnej dla innych klientów. Tak, by przypadkiem nie wszedł tu ktoś przypadkowy. Bo i owszem, jeśli ktoś mógł pozwolić sobie na zakupy u Rosierów, miał pieniądze, by kupić ubranie… ale już niekoniecznie styl, a Christopher nie ubierał ludzi stylu pozbawionych.
Było to pomieszczenie duże, z wielkimi oknami, zaklętymi, aby wpuszczały światło, ale nie pozwalały zajrzeć do środka. W jednej z jego części znajdowało się biurko i blaty, ustawione w kształt litery L. Na nich pełno było szkiców, kredek i próbek materiałów. Ściany zalepiały szkice, ale także zdjęcia i okładki magazynów – na niektórych był sam Christopher, jeśli akurat trafił na okładkę, na paru męskie płaszcza, ale większość przedstawiała damy w sukniach projektu Rosiera.
Merkuria zastała jednak kuzyna w tej drugiej części sali. Tutaj Christopher pracował już w praktyce – upinał projekty na manekinach, tutaj dokonywano też przymiarek (i stąd zapewne przepierzenie). Tutaj na długim wieszaku wisiało kilka jego kreacji, tu w skrzyni znajdowały się przyrządy miernicze, stołki, na których mogłyby stanąć modelki, wielkie lustra na jednej ścianie i regał z próbkami materiałów na innej…
To było jego królestwo, a on był tu królem. Bo chociaż młodszy od Merkurii, nie potrzebował żadnych zatwierdzeń, szył co chciał, dla kogo chciał i nikogo nigdy nie pytał o zdanie. Zapewne gdyby ktoś obiektywny porównał ich projekty, doszedłby do wniosku, że są jednako utalentowani – a jednak Christopher cieszył się wyższą pozycją.
Może dlatego, że był mężczyzną.
Może, bo jego rodzice pozwalali mu na wszystko.
A może po prostu dlatego, że był takim cholernym egocentrykiem?
– Witaj, Merkurio – powiedział, obracając się ku niej i obdarzając kobietę uśmiechem. Upinał właśnie na manekinie suknię w różnych odcieniach niebieskiego, lejącą się na podobieństwo wody. I dokładnie taki efekt chciał uzyskać: suknia miała przypominać taflę jeziora, mieniącą się w promieniach słońca. – Martwić? Ależ skąd – roześmiał się szczerze, bo nie dopatrzył się w słowach Rosier jakiegokolwiek przytyku. Miał zbyt wysokie zdanie o sobie, aby choćby dopuścił do siebie myśl, że to było coś innego niż żart. – Dlaczego miałbym dopuszczać tłumy do mojej pracowni? Dla tłumów mogą szyć rzemieślnicy, nie prawdziwi artyści – powiedział z lekceważeniem, odsuwając się nieco, by zaprezentować kuzynce suknię, nad którą pracował. Była już niemal skończona i Christopher był pewien, że kobieta, dla której ją szył, zrobi w niej furorę. – Mnie interesuje szycie jedynie dla tych kobiet, które mają w sobie lód lub ogień. Ta kreacja jest dla pani z tej pierwszej grupy. Co o niej powiesz?
Nie, nie spytał, co ją tutaj sprowadza.
Ot przedstawienie własnego projektu było dla niego istotniejsze niż dowiedzenie się, czego chciała Merkuria...