Secrets of London
[27.06.72, wczesny wieczór] Twój kolega zgubił spodnie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+---- Wątek: [27.06.72, wczesny wieczór] Twój kolega zgubił spodnie (/showthread.php?tid=2225)



[27.06.72, wczesny wieczór] Twój kolega zgubił spodnie - Brenna Longbottom - 07.11.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

To nie było tak, że Brenny Longbottom nie dziwiło absolutnie nic. Ale po tylu latach w Warowni i niemal dziewięciu w BUM, przy jej talencie do wpadania w tarapaty, wiele rzeczy, które mogłyby zaszokować przypadkową osobę, przyjmowała z niezmąconym wręcz spokojem.
Widok jednego z Niewymownych - którego znała tylko z okazyjnego "dzień dobry", jakie mówiła mu w windzie (a on nigdy nie odpowiadał, jakby sobie bardzo mocno wziął do serca to bycie Niewymownym) - biegającego po korytarzach ministerstwa w samej bieliźnie, nie wytrącił jej więc szczególnie z równowagi.
Na całe szczęście, robił to na dolnych piętrach, a poza tym było już po dziewiętnastej. Znakomita większość Departamentów dawno skończyła pracę i w tej chwili siedzieli głównie BUMowcy oraz aurorzy, którzy mieli dyżury. I Brenna, która dyżur już skończyła, ale chciała jeszcze posprawdzać parę rzeczy.
Brenna początkowo nie zareagowała na to zjawisko, bo, no, to byli Niewymowni. Dziwacy, prawda? Może przeprowadzał jakiś eksperyment, może to tak z radości, bo dokonał wielkiego odkrycia, a może magia na moment namieszała mu w głowie i za chwilę mężczyzna dojdzie do siebie. Posłała papierowy samolocik na drugą stronę korytarza, tak dopytując Victorii Lestrange, czy aurorzy czegoś nie wiedzą, a potem tylko zerkała co jakiś czas na korytarz, czy mężczyzna się znudził, czy nie.
Kiedy człowiek przebiegł pod drzwiami Biura Brygady po raz trzeci, Brenna uznała, że sytuacja dojrzała do bardziej zdecydowanych działań. Wstała zza biurka, zdecydowana go zatrzymać... ale nim wyszła na zewnątrz, ten przebiegł dalej, znikając na schodach prowadzących do Departamentu Tajemnic. Brygadzistka westchnęła więc tylko i również ruszyła w dół. Może dobrym pomysłem będzie sprawdzić, czy ktoś tam jeszcze nie pracuje i nie będzie w stanie odpowiedzieć jej na pytanie, co tutaj się działo?
Zapukała do pierwszych lepszych drzwi, do których wstępu nie broniło pięćdziesiąt zaklęć, zagadek numerologicznych i tym podobnych, i po chwili zajrzała do środka. Wciąż miała na sobie mundur, od razu zdradzający, że jest Brygadzistką, nawet komuś, kto pracował tu od niedawna i mógł, ale nie musiał coś o niej słyszeć.
- Dobry wieczór. Czy to że wasz kolega biega tak całkiem nago po korytarzach to specjalnie, w ramach tajemniczych eksperymentów Departamentu Tajemnic, o które nie powinnam pytać, bo są bardzo tajemnicze i tak dalej, czy oszalał od tego całego napięcia i mam dać mu ziółek uspokajający... i może jakieś spodnie, a jak nie zadziała, fiukać do Lecznicy Dusz? - wyrzuciła z siebie Brenna na przywitanie, obdarzając uśmiechem pracownika, który miał pecha być w środku.


RE: [27.06.72, wczesny wieczór] Twój kolega zgubił spodnie - Rodolphus Lestrange - 07.11.2023

Pierwsze lepsze drzwi, za którymi znajdował się gabinet nieszczęśnika, pracującego późnym wieczorem w Departamencie Tajemnic, otworzyły się, ukazując wnętrze niezwykle surowo, ascetycznie wręcz utrzymane. Gdy Brenna zajrzała do środka, na początku przywitał ją ciężki zapach palonego drewna, a także odrobina dymu - być może z kadzidła. Drugie wrażenie było nieco lepsze: pokój był niewielki, a jego główną część zajmowało biurko w kolorze ciemnego dębu. Było masywne, z wieloma szufladami. Na blacie znajdowało się zaledwie kilka pergaminów, jednak to nie przyciągało wzrok, a prawdziwy, ludzki mózg w szkle, unoszący się nad biurkiem. Mózg w pojemniku obracał się leniwie, ukazując po kolei wszystkie swoje sekrety. Przy ścianach stały zamykane na kluczyki szafy. Nic więcej, poza oczywiście wygodnym fotelem typowo biurowym, z wysokim oparciem, na którym siedział ów nieszczęśnik, pracujący do późna.

Rolph uniósł wzrok w chwili, gdy Brenna nacisnęła klamkę. Miało oparty łokieć o biurko, a głowę wsparł na skroni. Tak leniwie, jak obracał się ludzki mózg, przewracał cienkie kartki papieru, zapisane równiutkim, drobnym pismem. Na widok brygadzistki w tej części budynku uniósł brwi. Lestrange miał zaczesane do tyłu czarne włosy i jak zawsze gładko ogoloną twarz. Lustrował Brennę stalowoszarym spojrzeniem, próbując przypisać jej twarz do ubioru, stanowiska i nazwiska.
- Brenna Longbottom - powiedział po upływie zaledwie kilku sekund, natychmiast odrywając głowę od ręki. Wstał, odruchowo poprawiając czarną marynarkę na śnieżnobiałej koszuli. Mimo iż siedział w dość niewygodnej pozycji, koszula nie miała zbyt wielu zagnieceń. - Przepraszam, ale co?
Rodolphus zawsze panował nad swoimi emocjami. Był w tym mistrzem - kontrolował swoją mimikę i nawet spojrzenie, lecz bywały sytuacje - takie jak na przykład ta - że nawet on nie wiedział, jak się zachować. Odchrząknął zaś, przechodząc na bok biurka.
- Kto biega... Nago po korytarzu? - zamrugał, przez chwilę zastanawiając się, czy to BUM nie robi sobie z nich żartów. Czasem miał wrażenie, że przez te tajemnicze tajemnice byli postrzegani jako osoby... Mało stabilne emocjonalnie. To był jeden z tych głupich kawałów tego typu, tak? Rolph zrobił dwa szybkie kroki w stronę Brenny. Znacznie ją przewyższał, a wrażenie byłoby zapewne spotęgowane nadmiernym zbliżeniem się, jednak Lestrange zatrzymał się w takiej odległości od kobiety, by ta nie poczuła się przytłoczona. - O czym pani mówi? Co robi tu ktoś z Brygady Uderzeniowej?
Chciałoby się rzec: nie macie swoich spraw, że musicie wtykać nos w nie swoje interesy? Ale coś w postawie kobiety zatrzymało nawet paskudne myśli Rodolphusa. Wyciągnął rękę.
- Rodolphus Lestrange, Badania Sekretów Mózgu. Jeżeli ktoś nie wytrzymał napięcia, trafiłaś do odpowiedniego człowieka - świdrował ją wzrokiem. Jeżeli podała mu rękę, swoim zwyczajem delikatnie uniósł ją do ust, by złożyć na jej grzbiecie krótki pocałunek. Niektórzy mogliby powiedzieć, że jest starej daty i ten sposób witania dawno wyszedł z mody. Mówiąc jednak kolokwialnie: miał to gdzieś. Tak został nauczony i tak trzeba było robić. - Ale potrzebuję więcej informacji.


RE: [27.06.72, wczesny wieczór] Twój kolega zgubił spodnie - Brenna Longbottom - 07.11.2023

- Tak, we własnej osobie - przytaknęła Brenna, uśmiechając się do niego. Oczywiście, że była odrobinę podejrzliwa wobec wszystkich Lestrangów, ale Rodolphus nie miał napisanego na czole, że jest śmierciożercą i nie miała żadnych powodów, aby podejrzewać go choć trochę bardziej niż innych członków tych co bardziej konserwatywnych rodów czystej krwi. Kojarzyła go zaledwie pobieżnie, na tej samej zasadzie, na której kojarzyła większość pracowników Ministerstwa czy przedstawicieli rodów czystej krwi. Mimo całej swojej towarzyskości, z nim akurat nigdy nie miała specjalnie do czynienia - nie biegała w końcu codziennie do Departamentu Tajemnic, a Lestrange był od niej o tyle młodszy, że nie zetknęli się bezpośrednio ani w Hogwarcie, ani na żadnej wielkiej, czystokrwistej fecie. Dlatego... był to uśmiech z rodzaju tych zwykłych i przyjaznych, jakie Brenna posyłała ludziom dość często. - Nie wiem, kto, niestety nie znam jego nazwiska, ale widywałam go ubranego w szaty, jakie noszą Niewymowni. Moja przyjaciółka z aurorów sugeruje, że w takim wypadku może być tylko urojeniem, bo to nie powinno być możliwe, że nie znam jego nazwiska, ale wyglądał całkiem materialnie. I no... nie do końca nago, w sumie to prawie nago. Ma na sobie bieliznę, jeśli to się liczy - dodała.
Nie poczuła się przytłoczona i to ani trochę. Po pierwsze, sama była bardzo wysoka jak na kobietę i przerastała wszystkie koleżanki, po drugie, w jej otoczeniu pełno było mężczyzn daleko wykraczających poza metr osiemdziesiąt, po trzecie wreszcie, Brennę w ogóle przytłoczyć było w takich sytuacjach bardzo trudno, i ze względu na charakter jej samej, i na to, czym zajmowała się w pracy. A i dochodziło po czwarte, pod względem wiary w to, że dałaby radę położyć ciosem z pięści większość pracowników Ministerstwa, była wręcz nadmiernie pewna siebie i przez to pozostawała mało wrażliwa na naruszanie jej przestrzeni osobistej. Spojrzała więc na niego całkiem śmiało, a w kącikach jej ust wciąż czaił się uśmiech.
Chociaż nie. Nie kpiła. I nie robiła sobie żadnych żartów.
- A jest tu Brygadzistka, bo tak mi przeszło przez myśl, że trochę głupio zignorować kogoś, kto tak sobie gania w negliżu po Ministerstwie. Ktoś chyba powinien czymś takim się zająć, a jeżeli powinien coś zrobić "ktoś", to zwykle oznacza właśnie Brygadzistów... I ten pan ma jakiś metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, koło czterdziestki, ciemne włosy, trochę posiwiałe na skroniach, jasne oczy, zwykle widuję go przy windzie, jeśli znajdę się tam koło siódmej rano, a poza tym podejrzewam, że jest niemową, bo nigdy się nie odezwał... - wyrecytowała, podając mu dłoń, przecież nie miała powodów, żeby być niegrzeczną. (A gdyby nawet go podejrzewała o bycie masowym mordercą, tym bardziej byłaby bardzo uprzejma, aby przypadkiem nie zorientował się, że jest na celowniku, prawda?). Odruchowo chciała uścisnąć jego rękę, ale i nie szarpała się, kiedy zamiast tego ucałował wierzch jej dłoni. Ostatecznie, chociaż nie wyglądała na to ani w pracy, ani w tych chwilach, gdy włóczyła się w poszarpanych spodniach po Dolinie Godryka, wychowała się w czystokrwistej rodzinie, a matka bardzo próbowała wepchnąć do ciemnowłosej głowy córki podstawy dobrych manier. Bywała na balach i tym podobnych, więc takie gesty nie zbijały jej z pantałyku.
- O, właśnie, to on - dodała, cofając rękę i oglądając się, kiedy usłyszała za sobą kroki. Rodolphus miał okazję przez jakąś sekundę widzieć mężczyznę, który przemknął jak wiatr za plecami Brenny. Spojrzała za uciekinierem, odnotowując, że znowu kierował się w górę. Podejrzewała, że za moment ponownie znajdzie się pod drzwiami Brygady. I tak. Lestrange faktycznie mógł w nim rozpoznać kolegę z pracy, ba, nawet skojarzyć go jako , czarodzieja półkrwi, który pracował tu już wtedy, kiedy jego przyjęto na stanowisko... - Jakieś wskazówki, czy mam go łapać, czy może jednak nie, bo przerwę super tajny eksperyment waszego Departamentu? - spytała uprzejmie.


RE: [27.06.72, wczesny wieczór] Twój kolega zgubił spodnie - Rodolphus Lestrange - 07.11.2023

Nadmierna śmiałość Brenny mogła niektórych irytować. Ba, wiedział że niektórych sam jej głos doprowadzał do furii. Wariatka, szalona brygadzistka, która musiała chorować na dziwną magiczną przypadłość motorka w tyłku. Nie pracował tu od wczoraj, słyszał o niej od różnych osób i doskonale wiedział, kim jest ta kobieta i z kim się brata. Rodolphus dużo wiedział - lubił wiedzieć. Wiedział też, że Brenna jest cholernie wścibska i wszędzie jej pełno. W jego szarych oczach coś błysnęło, gdy się odezwała. Fascynacja, tak można było określić uczucie, które uderzyło Rolpha jak grom po tym, jak Brenna niemal jednym tchem wyrecytowała szczegółowy rysopis mężczyzny, latającego nago... - nie, w gaciach - po Ministerstwie. To było imponujące i jednocześnie pokazywało, że kobieta ma niemal doskonałą pamięć i dryg iście oficerski, który tak wszedł jej w nawyk, że stał się integralną częścią Brenny. Kącik ust Rolpha drgnął w uśmiechu.

Była od niego starsza, ale kto nie był? Nie spotykał na korytarzach wielu równolatków, ale też i ich specjalnie nie szukał. Zwykle był zajęty swoimi sprawami, a w przerwach od wertowania artykułów pracował. I tylko podczas pory lunchowej słuchał, co inni mają do powiedzenia na temat pracowników Ministerstwa. On nigdy nie pytał: po prostu słuchał.
- Bardzo dobrze pani przeszło przez myśl, pani Longbottom. To niedopuszczalne, by ktokolwiek z Ministerstwa, a tym bardziej Departamentu Tajemnic, zachowywał się w ten sposób. Jeżeli było to urojenie, poradzimy sobie z tym - odpowiedział niemal od razu, szczerze powątpiewając, by Brennie się przywidziało. Kojarzył tego mężczyznę. Ba, znał jego imię, nazwisko i stanowisko, jakie zajmował. Nic więcej, bo nawet wśród nich samych panowała zmowa milczenia i zakaz mówienia wprost o swej pracy. - Nie jest niemową, to...
Urwał w pół zdania. Szybkie kroki postawiły każdą część jego ciała w gotowość. Spiął się, gdy mężczyzna przemknął przez korytarz. A potem spojrzał na Brennę.
- Na co czekasz? Łap go! - nim kobieta zdążyła mrugnąć, Lestrange wypadł z gabinetu i rzucił się w pogoń za "kolegą" z pracy. Wyciągał nogi, by jak najszybciej skrócić dystans, dzielący czarodzieja półkrwi od siebie samego. Tamten miał jednak przewagę odległościową. Raz-dwa i zniknął za drzwiami, prowadzącymi do innej części Ministerstwa. Rolph jednak nie przerwał pościgu - jeżeli nie złapie tego gnoja, to nie tylko Brennę będą mieli na głowie.


RE: [27.06.72, wczesny wieczór] Twój kolega zgubił spodnie - Brenna Longbottom - 07.11.2023

Była śmiała, była rozgadana i była energiczna. Niektórych to drażniło, inni ją za to lubili. Dla jeszcze innych stanowiła po prostu tło, ot nadmiernie ruchliwe, bo i nie wyróżniała się jakoś specjalnie, zwłaszcza pośród innych czystokrwistych panien, znacznie bardziej interesujących. Chyba że w tych momentach, gdy pajacowała. Ale i nie trudno było zauważyć, że wśród przyjaciół Brenny były osoby półkrwi i że trafił się wśród nich mugolak. Nie była nigdy tą osobą, która stała w świetle reflektorów, ale i ktoś będący zwolennikiem czystej krwi miał pełne prawo krzywić się na jej liberalne poglądy.
No i faktycznie, mimo całego pajacowania, miała bardzo dobrą pamięć wzrokową. Oraz przede wszystkim: zawsze zwracała uwagę na ludzi.
- Czyli jak rozumiem nikt nie będzie miał pretensji, jeśli go spacyfikuję - odparła, bo skoro Lestrange stwierdził, że takie zachowanie jest niedopuszczalne, to nie tak, że jakieś ich dziwne eksperymenty wymagały zrzucenia ubrań.
Nie musiał jej dwa razy powtarzać. Wszak zeszła tu właśnie za tym szanownym panem, a zapukała do gabinetu Lestranga, bo znikł jej z oczu. Zerwała się do biegu, a że pod względem sprawności fizycznej była raczej lepsza od Lestrange'a błyskawicznie wypadła na przód. Ledwo kilka sekund później dopadła i drugiego Niewymownego, mimo tego, że ten zdawał się mieć ogromną ilość energii i pędził całkiem żwawo. Próba delikatnego pochwycenia go zakończyła się tym, że się obrócił i... spróbował walnąć Brennę pięścią w twarz.
Na jej szczęście a jego nieszczęście, częściej dotąd walczył na magię niż pieści, a z kolei on nie był pierwszym, który próbował jej przyłożyć. Zablokowała cios bez większego trudu, a potem pchnęła mężczyznę na ścianę, wykręcając mu jednocześnie rękę do tyłu.
- Zdecydowanie nie urojenie - oceniła, kiedy Lestrange ich dopędził. Nie zwolniła uścisku, bo Niewymowny wciąż się szarpał i obawiała się, że gdy tylko się cofnie, albo oberwie, albo człowiek umknie. Rozbawienie zresztą odeszło jak ręką odjął. Bo wyglądało na to, że jakiś eksperyment... bardzo nie wyszedł. - Usmażyło mu mózg, czy jak? Przejdzie mu to, czy mam go wepchnąć do sali przesłuchać i wzywać pogotowie z Munga? - spytała, zwracając spojrzenie na Lestrange'a. Jakby nie było, on tutaj pracował w komnacie mózgu, powinien lepiej się orientować, co spotkało jego kolegę.


Sprawdzam af, czy dostanę od niewymownego w ten głupi łeb czy nie pod edytowanie posta
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [27.06.72, wczesny wieczór] Twój kolega zgubił spodnie - Rodolphus Lestrange - 07.11.2023

Biegł ile sił w nogach, czując jak krew buzuje mu w żyłach, ale Brenna okazała się szybsza. Punkt dla Longbottomów i długich nóg pani Brenny. Rolph nigdy nie miał ambicji, by startować w zawodach biegowych, mimo że sam określiłby się w miarę wysportowanego, a mimo to poczuł dziwne ukłucie niedowierzania, gdy czupryna kobiety zniknęła mu z oczu. Ale w zasadzie dobrze się stało - mógł nieco zwolnić, by to właśnie kobieta przyjęła na siebie pierwsze uderzenia. Spodziewał się, że brudnokrwisty będzie stawiał opór, skoro go pojebało, jednak chęć przed złapaniem kogoś, kto stanowił potencjalne niebezpieczeństwo dla całego departamentu, była silniejsza niż próba kombinowania czy ochrony samego siebie. Gotów był przyjąć te ciosy na własną pierś. Na szczęście, och jakieś to było zrządzenie losu, Brenna dała prawdziwy popis umiejętności.

Gdy Lestrange dopadł do zakrętu, za którym zniknął mężczyzna i goniąca go brygadzistka, jego oczom ukazała się doprawdy rozkoszna scena. Brenna przyciskała mężczyznę do ściany, wykręcając mu rękę. W oczach Rolpha błysnęły niebezpieczne iskierki, a twarzy wygięła się w paskudnym grymasie, przepełnionym złością, niedowierzaniem i rozczarowaniem. Półkrwi zawsze byli słabi, oto kolejny dowód na słuszność tej tezy.
- Być może - powiedział, wyciągając różdżkę. Przytknął ją do skroni szamoczącego się mężczyzny. Nie wyglądało jednak na to, by zrobiło to na nim wrażenie. Był jednak unieruchomiony, a Rolph mógł na spokojnie rzucić zaklęcie drętwoty. Nie miał zamiaru pozwolić, by mimo wszystko dziad dosięgnął Brenny i się wysmyknął z jej objęć. Stawka była zbyt duża. Póki wiedziała o tym incydencie tylko ona - byli bezpieczni.

Gdy ciało Niewymownego opadło na ziemię, Lestrange sięgnął dłonią do rozwichrzonych od biegu włosów. Przeczesał je palcami, zerkając na Brennę.
- Jesteś szybka - zauważył, zgrabnie przechodząc z pani na ty. Kucnął przy mężczyźnie, dłoń z różdżką opierając na jednym z kolan. Jego oczy wciąż był rozbiegane i gniewne - w przeciwieństwie do jego własnych. Zdołał już opanować emocje, nawet oddech mu się już tak nie urywał, jak przed chwilą. - To nie będzie konieczne. Wiem, co mu jest.
Tak w zasadzie to podejrzewał to od początku, ale nie miał zamiaru dzielić się tą wiedzą z Brenną Longbottom. Wystarczająco dużo wiedziała. Rodolphus wstał i machnął różdżką, unosząc ciało nieszczęśnika lekko nad ziemię. No przecież nie będzie go dźwigał na plecach. Odetchnął z ulgą i poprawił koszulę. Za dziesięć minut będzie po wszystkim.
- Czasem w Departamencie Tajemnic dzieją się rzeczy... Trudne do wyjaśnienia - zaczął, opierając się barkiem o ścianę. Patrzył wprost na Brennę, nic nie robiąc sobie z lewitującego kolegi po fachu. - Umysł ludzki jest bardzo skomplikowany, wystarczy jeden impuls, by przestał działać tak, jak należy. Wezwę Szefa Komnaty, do tego czasu powinien być pod kontrolą.
Żałował, że musi to zrobić. Najchętniej sam sprawdziłby, co takiego zadziało się w mózgu tego półmugola. Ale stąpał po zbyt cienkiej linii, by tyle ryzykować. Uśmiechnął się lekko do Brenny, lecz oczy pozostały zimne.
- Dziękuję, Brenno. Zaiste zasłużyłaś na miano jednej z najlepszych brygadzistek - powiedział, a jego słowa wydawały się szczere. Obrazek psuły tylko oczy, które wydawały się martwe, wyprane bez emocji. Były tak jasne, że to było aż niepokojące doświadczenie. - Czy dasz sobie podziękować za pomoc w złapaniu jednego z ważniejszych pracowników Departamentu Tajemnic?


RE: [27.06.72, wczesny wieczór] Twój kolega zgubił spodnie - Brenna Longbottom - 07.11.2023

Odruchowo podtrzymała mężczyznę, gdy ten zwiotczał. Przyjęła na siebie ciężar niewymownego, ramieniem podpierając się o ścianę i nie pozwalając, aby człowiek opadł na ziemię. Puściła dopiero, kiedy sięgnęło go zaklęcie Lestrange'a i uniosło na magicznych noszach.
- Bycie młodszą siostrą mobilizuje. Musiałam nadążyć za bratem - rzuciła lekko. Nawet prawda, z czasów zamierzchłej młodości, bo dość szybko to Erik i cała reszta zaczęli mieć problem z nadążeniem za nią. Dostrzegła, że Lestrange przeszedł na ty, ale i zupełnie się tym nie przejęła, bo większość świata i okolic nazywała ją Brenną, siostrą Erika, ewentualnie wołało "ej ty" albo "ty wariatko", a ona żadnym z tych określeń się nie przejmowała. - Coś odwracalnego, mam nadzieję? - spytała, nie próbując nawet dociekać szczegółów. Departament Tajemnic rządził się swoimi prawami. Zsunęła za to z ramion marynarkę, wyciągnęła z kieszeni cały stosik rzeczy - w tym jakieś pudełko, czekoladową żabę i kajdanki - a potem narzuciła na nieprzytomnego mężczyznę. Oczywiście, ze swoją paranoją planowała zgłosić, gdzie i przy kim się tego elementu munduru pozbyła, gdy poprosi o nową. (Drugi raz w tym tygodniu, bo ta też była świeżo z przydziału...) Jakoś tak... nie sądziła, by temu człowiekowi, kiedy dojdzie do siebie, pasowało, że noszono go nagiego po Ministerstwie.
A dla niej krew nie miała znaczenia. Każda była jednako czerwona. Zrobiłaby to samo, nieważne, kto by tutaj leżał.
I chociaż nie zamierzała domagać się odpowiedzi, czym zajmował się Niewymowny, to już dowiedzieć się jutro, czy wezwano Szefa Izby - owszem.
- Naprawdę? I nie musiałam nawet zjeść dziesięciu pączków ani wypić bez skrzywienia kawy sprzed trzech dni, żeby udowodnić swoje kompetencje? - zakpiła, przenosząc spojrzenie na młodego Lestrange'a. Czy dostrzegła, że jego uśmiech nie sięgał oczu? Być może. Ale nijak nie dala tego po sobie poznać. A kiedy ona się uśmiechała, to śmiały się i jej oczy, i nie było w tym uśmiechu fałszu, chociaż Brenna wcale nie była jakoś straszliwie wesoła, bo martwił ją stan nieprzytomnego pracownika. Po prawdzie Brenna ogólnie wyglądała mało grożnie, a brązowe oczy odziedziczone po Potterach nie wyglądałyby zimno nawet gdyby bardzo się wściekała. - Właśnie podziękowałeś. I podziękowania przyjęte. Brygada Uderzeniowa zawsze gotowa do akcji, pomoc panu to nasz obowiązek i takie tam - powiedziała i nawet zasalutowała przy tym żartobliwie. - Rozumiem, że mam zostawić tego pana w twoich troskliwych rękach? Czy może będę tu jeszcze potrzebna?


RE: [27.06.72, wczesny wieczór] Twój kolega zgubił spodnie - Rodolphus Lestrange - 07.11.2023

Opuścił głowę i zaśmiał się cicho, lekko przy tym kręcąc głową.
- Naprawdę kazali robić ci takie rzeczy? - nie lubił tego. Może i był sadystą, który tylko czekał na okazję, by móc realnie znęcać się nad ludźmi, jednak nie tolerował pewnych zachowań. Jednym z nich było zmuszanie kobiet do udowadniania swojej wartości tylko dlatego, że były kobietami lub były po prostu młodsze stażem. I chociaż Brenna doskonale sobie pewnie poradziła zarówno z pączkami, jak i kawą, to Lestrange poczuł nutkę irytacji na to, co musiała przejść. Nie dlatego, że ją lubił, a dlatego, że kłóciło mu się to ze światopoglądem.

Rolph widział te same oczy u swojej matki. Orientował się w tej dziwnej sieci rodzin i splotów koneksji, a także wymieszanej krwi. Po części musieli być daleką rodziną. I doskonale wiedział, że dla takich oczu można było stracić głowę - w końcu jego ojciec stracił ją dla jego matki. Znał to uczucie, sam bowiem skoczyłby za pewną osobą w ogień - w jej oczach także szło się zatracić. Oczy były zwierciadłem duszy, zdradzały zbyt wiele. Mimowolnie skrócił dystans i nachylił się odrobinę do Brenny, opierając dłoń o ścianę nad jej głową. Uśmiechnął się uprzejmie, nie spuszczając z tych sarnich oczu wzroku.
- Jak chcesz - rzucił, odrywając dłoń od ściany. Mrugnął do niej, drugą ręką wykonując gest różdżką. - Zaopiekuję się nim. I dopilnuję, żeby twój przełożony złożył na twoje ręce odpowiednie podziękowania. Niech wie, że ma w departamencie jedną z lepszych.
Czy sączył jad w jej uszy, czy może to wcale nie był fałsz? Cholera wie, Lestrange był dziwny i to było chyba rodzinne. Brenna mogła jednak poczuć, że wdepnęła w niezłe bagno, które nazywało się Rodolphus. Mężczyzna obrócił się, posyłając obezwładnionego Niewymownego przodem, z powrotem do swojego gabinetu. Gdy Brenna nie widziała jego twarzy, w końcu mogła opaść maska. Na jego ustach błąkał się złośliwy uśmiech.

Koniec sesji